
Zimbabwe
Przez ostatnie pięć lat ciągle planowałem zaliczenie tej imprezy i nigdy mi się nie udawało. Wreszcie udało nam się z Martą pójść wczoraj i szczerze powiedziawszy spodziewałem się jakiejś punkowej wariacji na temat parady wolności. Boa, cekiny, transwestyci w ćwiekach itd. A okazało się, że Noc Walpurgii to taki sam koncert jak wszystkie inne. No może z kilkoma obściskującymi się dziewczynami więcej.
Delicje, pomimo że to nie do końca moje klimaty, wypadły w porządku. O czym śpiewali Włosi z Death Before Work nie dało się zrozumieć, ale zagrali „Fix me” Black Flag, więc wyszli ogólnie na plus. No i mieli bardzo sympatyczne solówki.
Występem wieczoru było dla nas Zimbabwe z Litwy. Cztery babki miotające się stylistycznie od lekkiego ska po klimaty wczesnej Analeny. Bardzo fajne i energetyczne. Noc Walpurgii organizowana jest pod hasłami równości, tolerancji, emancypacji i tak dalej, więc fakt, że po występie Zimbabwe można było usłyszeć „no fajne laski, ale wokalistka za gruba”, świadczy, że walka trwa nadal.
O trwaniu tej walki nieco naiwnie przypominała wokalistka The Fight, których wreszcie udało mi się usłyszeć i tak jak się spodziewałem wypadli świetnie. Motoryczne duuum duuum du du du dummm. Po nich na scenie pojawiła się grupa artystyczna, która starała się wytłumaczyć, że prezes z pielęgniarką powinni zamienić się miejscami na drabinie społecznej, bo inaczej nie jest fajnie. Tak naprawdę, to nie wiadomo było, o co chodzi gościowi w cylindrze z napisem „system”, bo nie było słychać co mówił.
Ostatnim zespołem, jaki udało nam się obejrzeć było Eye For An Eye, którego fenomenu popularności jakoś nie udało mi się pojąć. Widziałem ich cztery lata temu na skłocie w Gliwicach, słuchałem kilku kawałków z sieci i nie trafiali do mnie zupełnie. Jednakże nie można im odmówić zaangażowania w to co robią i grają. Wokalistka to wulkan energii i charyzmy. Wypadli naprawdę świetnie, ale mimo to, nie jest to do końca ten typ grania, który mnie jakoś łapie za gardło.
Załapaliśmy się jeszcze na pół kawałka Agathy, ale chyba przesadziły z głośnością. Brzmiały jak cios obuchem, więc uciekliśmy z sali.
Ogólnie koncert na plus, okazuje się, że moda na wyganianie palaczy z sali gdzie grają zespoły powoli się przyjmuje, bardzo fajnie. Marta nakręciła kilka filmików, więc jak wrzuci to zaktualizuję wpis o linki do nich.