Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

koncerty

Noc Walpurgii 2008


koncerty · komentarzy 11

Zimbabwe
Zimbabwe

Przez ostatnie pięć lat ciągle planowałem zaliczenie tej imprezy i nigdy mi się nie udawało. Wreszcie udało nam się z Martą pójść wczoraj i szczerze powiedziawszy spodziewałem się jakiejś punkowej wariacji na temat parady wolności. Boa, cekiny, transwestyci w ćwiekach itd. A okazało się, że Noc Walpurgii to taki sam koncert jak wszystkie inne. No może z kilkoma obściskującymi się dziewczynami więcej.

Delicje, pomimo że to nie do końca moje klimaty, wypadły w porządku. O czym śpiewali Włosi z Death Before Work nie dało się zrozumieć, ale zagrali „Fix me” Black Flag, więc wyszli ogólnie na plus. No i mieli bardzo sympatyczne solówki.

Występem wieczoru było dla nas Zimbabwe z Litwy. Cztery babki miotające się stylistycznie od lekkiego ska po klimaty wczesnej Analeny. Bardzo fajne i energetyczne. Noc Walpurgii organizowana jest pod hasłami równości, tolerancji, emancypacji i tak dalej, więc fakt, że po występie Zimbabwe można było usłyszeć „no fajne laski, ale wokalistka za gruba”, świadczy, że walka trwa nadal.

O trwaniu tej walki nieco naiwnie przypominała wokalistka The Fight, których wreszcie udało mi się usłyszeć i tak jak się spodziewałem wypadli świetnie. Motoryczne duuum duuum du du du dummm. Po nich na scenie pojawiła się grupa artystyczna, która starała się wytłumaczyć, że prezes z pielęgniarką powinni zamienić się miejscami na drabinie społecznej, bo inaczej nie jest fajnie. Tak naprawdę, to nie wiadomo było, o co chodzi gościowi w cylindrze z napisem „system”, bo nie było słychać co mówił.

Ostatnim zespołem, jaki udało nam się obejrzeć było Eye For An Eye, którego fenomenu popularności jakoś nie udało mi się pojąć. Widziałem ich cztery lata temu na skłocie w Gliwicach, słuchałem kilku kawałków z sieci i nie trafiali do mnie zupełnie. Jednakże nie można im odmówić zaangażowania w to co robią i grają. Wokalistka to wulkan energii i charyzmy. Wypadli naprawdę świetnie, ale mimo to, nie jest to do końca ten typ grania, który mnie jakoś łapie za gardło.

Załapaliśmy się jeszcze na pół kawałka Agathy, ale chyba przesadziły z głośnością. Brzmiały jak cios obuchem, więc uciekliśmy z sali.

Ogólnie koncert na plus, okazuje się, że moda na wyganianie palaczy z sali gdzie grają zespoły powoli się przyjmuje, bardzo fajnie. Marta nakręciła kilka filmików, więc jak wrzuci to zaktualizuję wpis o linki do nich.

Marcowe koncerty w Warszawie


koncerty · komentarzy 7

by Maciej Misiewicz

Jeżeli chodzi o hcpankowe koncerty, to jestem sezonowcem. To znaczy, gdy jest zima, ciemno, zimno i ponuro, to nie chce mi się na nie jeździć i wystawać po nocy na przystanku. Już taki jestem wygodnicki. Niemniej, skoro wiosna coraz bliżej, czas ruszyć tyłek.

Warszawska scena oferuje całe multum koncertów, prawie, że z każdej szufladki zjawiska określanego jako hcpunk. Duże koncerty, małe koncerty, w klubach, na skłocie. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jako, że gdybym chciał chodzić na wszystkie koncerty jakie mnie interesują to nie miałbym kasy na wszystkie komiksy, które chce przeczytać, wybrałem z tego zalewu trzy, które warto odwiedzić.

więcej…

Sinking Ships i inni 11.10.07


koncerty · komentarze 3

Już za tydzień:

11.10.2007 WARSZAWA (czwartek),
CDQ, ul. Burakowska 12 (www.cdq.pl)
godz. 18.00, wstep 20zl

odbędzie się jeden z najciekawiej zapowiadających się koncertów tego roku. Będzie sporo tradycyjnie brzmiącego hardkoru, na pewno najgoręcej będzie podczas występu Złodziei Rowerów, bo z tego zestawu to chyba najbardziej znana w Polsce kapela. Ruinera wałkuję od ponad pół roku, ich pierwsza płyta, What Could Possibly Go Right była świetna, jednak ostatnia jakoś mi nie podpasowała. Gardło będę miał zdarte, to pewnik. Na Six Packu pewnie tradycyjnie, mimo wysiłków zespołu, nic się nie będzie dziać pod sceną, a Burst jeszcze nie widziałem, ale jestem ciekaw, bo znajomki grają. Sinking Ships będą chyba na końcu. Świetna kapela, sprawdźcie z ich profilu na Myspace kawałek The Furthest Place From Here:

I hate this city. Look at what it’s done to you. I fucking hate what you turned into. There’s nothing left, there’s nothing left of what you used to be. I can’t believe it’s taken so long to finally realize I’ve been wasting my fucking time. And you’re dead inside. And I can’t get back the one thing, the only thing I ever trusted in this fucking city. And I’m losing track in the blinding light of these city nights of who you used to be. It’s fucking killing me to watch you turn away from everything you loved, from everyone you loved. Hiding your misery, trying to forget what you lost. Pushing back the tears in your eyes. You never said goodbye. What’s left for me to hold onto when I hate this city without you. You left behind everything that meant something real to you. Because you’re feeling alone. And you can’t live with the pain. Trying to let go of your regrets, but your making the same mistakes. This is the city that drowned you in misery. And it washed your heart away with the rain. I’ve tried to let go, held my breath for the weather to change. But warmer nights never fucking came. I can’t take these moments back, fought so hard to change your mind. I’m sorry, I’m sorry it wasn’t enough for you. You’re running away from every mistake and every promise you’ve ever made. You’re forgetting what you loved. Never forget what you loved.

No i dwa, kultowe już niemal, teledyski do ich kawałków:

Klip do Kiss The Sharks podobał się nawet Marcie. Choć nie oszukujmy się, to pewnie dlatego, że występuje w nim kotek.

Cały koncert ma być niby imprezą urodzinową Roberta z Refuse Records, ale chyba pod tym względem będzie nieco sztucznie.

6 powodów…


koncerty · komentarze 4

Kawałek plakatu

…dla których warto wybrać się na szóstą edycję Open Hardcore Fest do Piaseczna. Festiwal odbędzie się w sobotę 28 lipca 2007 roku oczywiście.

1. Tegoroczny zestaw prezentuje się dosyć ciekawie

12.00-12.40 Six Pack
12.40-13.20 Daymares
13.20-14.00 I Know
14.00-14.30 Backsight
14.30-15.30 Second Combat
15.30-16.30 Regres
16.30-17.30 Eye For An Eye
17.30-18.30 Hoods Up
18.30-19.30 Schizma
19.30-20.30 The Tangled Lines
20.30.-22.00 Confronto

więc każdy znajdzie tu coś dla siebie

2. Piknikowa atmosfera

Festiwal tradycyjnie odbędzie się w miejskim parku w Piasecznie przy ulicy Chyliczkowskiej. Zielone drzewa, zielona trawa, sporo wolnej przestrzeni na grę w piłkę, rzucanie freesbee. Zawsze można usiąść na trawie i sobie odpocząć, pogadać. Wszyscy są przyjaźni, ale nie na tyle, aby biegać za tobą i prosić cię o zrzutkę na piwo. Jak to zazwyczaj ma miejsce na Przystanku Woodstock.

3. Żarcie

Na feście będzie mnóstwo pysznego, mniej lub bardziej wegetariańskiego żarcia. Ciasta, burgery, szaszłyki, samosy, co kto chce. Najczujniejsi zajmą miejsce w kolejce już wcześniej. Jak co roku to właśnie tu zjeżdża się najwięcej niezależnych dystrybucji, wytwórni i sklepikarzy. Tony płyt, zinów, koszulek czy innych gadźetów czekają na was.

4. Pogoda

Podczas festiwalu zawsze świeci słońce, mimo że dokoła zbierają się chmury. Jeżeli jest za gorąco, można się schować w cieniu licznych drzew.

5. Ludzie

To największy w polsce festiwal poświęcony muzyce hardkorpank. Spotkasz tu wszystkich: zblazowanych hardkorowców, spitych pankowców, znudzone emoksiężniczki, groźnych tafgajów i całą masę różnych przypadkowych osób. Czasami napatoczy się jakiś podpity emeryt, który postanowi stanąć tuż pod sceną z gołym brzuchem, ale nie jest to nic skrajnie uciążliwego. Z festu na fest zwiększa się niestety ilość alkoholu spożywanego przez publiczność, ale jest to po prostu odzwierciedlenie panującego obecnie na scenie trendu. Wszyscy stroją groźne miny, ale w gruncie rzeczy włos nikomu z głowy nie spadnie. No i przede wszystkim, będę tam i ja.

6. Cena

Jak co roku, festiwal jest za darmo. Piaseczno jest niecałą godzinę komunikacją miejską od centrum Warszawy. Dojazd jest łatwy i niezbyt uciążliwy.

Dojazd z Warszawy: autobusy 709 i 727 (metro Wilanowska) lub pociągiem podmiejskim z dw. W-wa Środmiescie, Zachodniego, Wschodniego

Cóż rzec, będzie to już moja piąta edycja festiwalu. Druga na którą zabieram moją groźną siostrę, Agnieszkę oraz pierwsza na którą odważy się pójść Marta. Na stoisku Vivy indoktrynować będzie was Ameba. Słowem, będziemy tam zwartą i silną ekipą.

Już za tydzień!

posi

Stycznia piąty


koncerty · komentarzy 7

estetyczny plakat powinien był wzbudzić podejrzenia... jakiekolwiek

W piątek, po raz pierwszy od trzech miesięcy w nagłym zrywie wybrałem się na koncert. Po drodze jeszcze dogadałem się z Amebą, że idziemy razem. Koncert miał się odbywać w dosyć przypadkowej melinie przekształconej przez grupę dzielnych wojowników z systemem w maciupeńką salkę koncertową. Nazwanie jej Starą Kotłownią nie było więc dziełem przypadku.

Z domu wyciągnęła mnie głównie chęć zobaczenia pierwszego koncertu znajomków z Hard To Breath oraz przekonania się, na ile szum wokół Stolen Faith i Come Undone jest ich warty. Za deser mieli robić Rosjanie z kalingradzkiego Last Point. Ostatni zespół, Stagnation Is Death nie interesował mnie w ogóle i cieszyłem się z faktu, że grają jako ostatni. Jak się okazało, miało mieć to swoją cenę. Słowem niska zawartość metali ciężkich w zestawie zespołów obiecywała przyjemny wieczór. I taki był, mimo wszystko.

Nieco czasu zajęło nam odnalezienie SK, jak się okazało, wcześniejsze wskazówki jakie otrzymała Ameba były dalece nieprecyzyjne, no ale dzięki temu jesteśmy bogatsi w wiedzę na temat zagospodarowania terenów dawnej Wytwórni Filmów Dokumentalnych Czołówka. Właściele budynku ze Starą Kotłownią jak i paru rozlokowanymi obok hurtowaniami mebli od jakiegoś czasu mają nakaz eksmisji. Sami organizatorzy SK wielokrotnie byli przekonani, że następnego koncertu nie będzie, bo zostaną z meliny wyrzuceni. Teraz podobno już na 100% po styczniu nie będzie tu czego szukać.

Jest godzina 20, dowiadujemy się, że koncert ma się zacząć o 21. Jest godzina 21, zaczyna nam być zimno, dowiadujemy się, że zespoły nie mogą zagrać, bo czekają aż Stagnation is Death przywiezie sprzęt. Trzy zespoły z Warszawy, czekają na sprzęt z Torunia. Wybuchamy nerwowym śmiechem. Idziemy do sklepu rozruszać nieco nogi, wracamy, dochodzi 22, sprzęt przyjechał, Hard To Breath zaczynają się przygotowywać. Wchodzimy do środka, na zewnątrz było na tyle zimno, że nie wyjdziemy już z zaduchu aż do końca. Dwie godziny obsuwy.

very myspaceish

O HTB naprawdę trudno coś więcej powiedzieć, poza faktem, że wypadli w porządku jak na te warunki i pierwszy koncert. Grunt, że mają liczne wsparcie w znajomych, którzy zapewnią jakiś ruch pod sceną. No i grają kawałek świętej pamięci Coalition, co zresztą pozwala z nadzieją patrzeć na kierunek w jakim będą chcieli pójść ze swoim graniem.

Już nie pamiętam, który zespół jest pobocznym projektem. Czy Come Undone ludzi ze Stolen Faith, czy na odwrót. Nie mniej, SF zagrali świetnie, surowo i przebojowo. Wokalista w końcu nie wytrzymał i zbluzgał pijanego w sztok nastoletniego świniaka, jednego z gatunku One-Man Mosh Pit. Choć raczej odmianie ciężkiej.

Większość występu SF mam nagrane na dyktafon z aparatu, w całkiem znośnej jakości, o dziwo. Nie znalazłem jeszcze działającego programu do konwersji plików wav na mp3, więc nie mogę tego udostępnić sensownie.

Come Undone wypadli bardzo fajnie. Powolny, nieco stonerowy rokendrol, sympatycznie. Udało mi się nawet zrobić swoim kompaktem parę zdjęć, ale ostatecznie w miarę ludzko wyszły tylko dwa, widoczne poniżej.

Come Undone

Come Undone

Last Point nie mogłem już niestety zobaczyć, musiałem się zwijać do domu. Jasne, że mogło być lepiej. Koncert mógł się zacząć wcześniej, ale no cóż, niektórzy są niereformowalni. Tak czy siak, jak na sześć zeta, było bardzo sympatycznie. Jak znam życie, starczy mi to na następne trzy miesiące.