Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

książki

Wojna Zombie


książki · komentarzy 19

wojna zombie

Czytając „Żywe trupy” wielokrotnie zastanawiałem się, w jaki sposób rozpoczęła się apokalipsa zombie. Co działo się podczas kilkutygodniowej śpiączki Ricka, w jaki sposób ludzie walczyli z rozszerzającą się zarazą i wreszcie, jak radzą sobie w tej chwili. W dotychczas wydanych przez wydawnictwo Taurus częściach cyklu, Kirkman pokazał kilka grup ocalałych, rzucił kilka smaczków, jednakże potem zajął się psychologią swoich bohaterów. Max Brooks w „Wojnie zombie” częściowo zapełnił kilka dziur w moich wyobrażeniach o rozwoju pandemii zombie i sposobach jej zwalczania.
więcej…

Chuck Palahniuk – Uchodźcy i wygnańcy


książki · komentarze 3

Mikołaju, mikołaju...
Portland znane jest jako miasto, w którym odbywa się marsz pijanych Mikołajów.

Najnowsza książka Chucka Palahniuka wydana przez Niebieską Studnię to „Uchodźcy i wygnańcy” – przewodnik po Portland w stanie Oregon. Na początku lat 80 ubiegłego wieku Chuck przeniósł się do tego miasta i zakochał się w nim, w jego absurdalnych obrzędach, szalonych mieszkańcach, wielorakości nocnych barów i bezpruderyjności. Na książkę tę czekałem odkąd przeczytałem „Dziennik”, a mniej więcej wtedy na stronie wydawcy pojawił się tajemniczy napis „już za tydzień palahniukowa niespodzianka”. Cóż, na niespodziankę przyszło poczekać pięć miesięcy, a ja zapomniałem o niej do tego stopnia, że „Uchodźców i wygnańców” kupiłem zupełnym przypadkiem, sporo po premierze. Czy warto było czekać? Chyba nie do końca.
więcej…

Banksy: Wall and Piece


książki · komentarzy 7

Palec pod budkę

Czy jest sens bym tłumaczył kim jest Banksy? Każdy, kto codziennie porusza się po internecie, powinien znać tego partyzanta. Co jakiś czas czyta się wiadomości o tym, co nowego Banksy wymyślił, bądź jak wygląda. Sam Banksy jest porównywany do Warhola, a wielu artystów do Banksy’ego. Nieważne czy słusznie. Ważne, że Banksy stał się ikoną popkultury, nieważne czy kłóci się to z jego manifestem. Ważne by manifesty wygłaszać, we wszelkiej formie, także opisywanego przeze mnie albumu.

Czy jest sens zaopatrywania się w „Wall and Piece”, skoro wiele prac Banksy’ego można sobie zobaczyć w internecie? Niektórzy szczęśliwcy mogą się nawet do nich przejść. Oczywiście pytanie jest retoryczne, bo inaczej zadawałbym sobie je w kontekście wydawania czegokolwiek na papierze.

Album jest bardzo mądrze skrojony, są w nim nie tylko najbardziej znane prace Banksy’ego, ale również parę cykli, z którymi nie miałem wcześniej styczności. Ta pozycja świetnie pokazuje jak Banksy lubi podróżować, jakie ma ulubione miejsca (jak na przykład Shoreditch Bridge, na który wracał kilkunastokrotnie w przeciągu paru lat) oraz, że w swoim fachu jest multiinstrumentalny jak Piotr Rubik.

Bo siła Banksy’ego tkwi w tym, że nie stoi on w miejscu. Nie ogranicza się do street artu, wiesza swoje olejne obrazy w muzeach, podmienia część nakładu płyty Paris Hilton, zakłada blokady na koła figury pod Big Benem, tworzy vlepki i podrzuca żuka do Natural History Museum w Nowym Jorku.

Banksy

Oczywiście „Wall and Piece” to nie tylko zdjęcia i grafiki, ale również kilka tekstów. Banksy opowiada parę ciekawych historii, m.in. o tym jak wskakiwał do klatek w zoo, przytacza rozmowy spod muru palestyńskiego (- Pomalowałeś mur, sprawiłeś, że wygląda pięknie; – Dzięki; – Nie chcemy by wyglądał pięknie, nienawidzimy tego muru, idź do domu) i przychodzące do niego maile. Pod grafikami znajdują się też podpisy jak długo zajęło Banksy’emu namalowanie danej rzeczy (dla przykładu: 15 minut, 18 minut, 4 minuty), bądź ile jego dzieła zajmowały dane miejsce w muzeum (2 godziny, 8 dni). „Wall and Piece”, oprócz świetnej jakości grafik, jest pełen ciekawostek, jest zabawny i czasem zastanawiający. Co najważniejsze – Banksy nie nudzi, co mogłoby się zdarzyć przy takiej wszędobylskości i pewnym stopniu ogrania tego autora.

Banksy tym albumem udowadnia, że lubi kpić z angielskich świętości, wzbudzać kontrowersje i grać na nosie policji. Jak prawidzwy przestępca, zawsze wraca na miejsce zbrodni, tylko po to by popełnić jeszcze raz i napawać się szerzoną anarchią. Anarchią, której częścią możesz być i Ty.

Chuck Palahniuk – Dziennik


książki · komentarzy 8

Dziennik
Kiedy ostatnio czytaliście jakiś dziennik bądź pamiętnik? Ja wielokrotnie twierdziłem, że czytałem pamiętnik mojej siostry, a znajdywanie go traktowałem jak sport. Oczywiście doń nie zajrzałem, ale co nawkurzałem młodsze rodzeństwo to moje. Chodzi mi o książki w formie dzienników. Pewnie, wszędzie jest pełno travelogue’ów, niektórzy znają pewnie „Dzienniki” Gombrowicza, ale szersza publiczność niewiele ich sobie przypomni. Aha, brać komiksowa zna travelogue Guy Delisle’a oraz quazi-pamiętnik Śledzia. Ale dziennik nie jest formą bardzo popularną, szczególnie gdy chodzi o fikcję. „Przypadki Robinsona Cruzoe” Defoe, „Dracula” Stokera czy ostatnio „Dziennik Bridget Jones” Fielding to wyjątki, które są rozpoznawalne. Pora poznać „Dziennik” Chucka Palahniuka.
więcej…

niedziela pięćdziesiątaczwarta – smashing double impact


książki, niedziela · komentarzy 14

wiadomosci

* Na początek, reklama. Marta uruchomiła wreszcie swoją stronę poświęconą tajemniczym babskim sprawom, więc jeśli ktoś jest ciekaw, niech zajrzy na Popagencję. Skórkę ukradłem od niej ja.

* Z kronikarskiego obowiązku, i tak już wszyscy o tym wiedzą, wspominam, że Gonzo uruchomił bloga, na którym, poza standardowymi wynurzeniami o wszystkim i niczym, będzie informował o postępie prac nad drugim tomem Odmieńca. I nie jest to komiks autobiograficzny.

* A tymczasem, Mateusz Skutnik skończył pracę nad zbiorem pasków z Blakim i jest na etapie dogadywania się z którymś z wydawców. Część pasków pamiętam z wrakowego konkursu i były to świetne rzeczy, więc warto rozejrzeć się w przyszłości za albumem. Z dość pewnych źródeł wiem, że wydawcą najprawdopodobniej będzie Kultura Gniewu – zatem trzeci „Blaki”, trzeci wydawca, gotta try them all!

* Mateusz opublikował również kolejny epizod poszukiwań dziesięciu krasnali. Miła, mała, przyjemna rzecz. Przypomina mi to trochę wrocławskie zabawy z figurkami krasnoludków. Tylko teraz trzeba je znaleźć.

* Zazwyczaj gdy słyszę hasło „Egmontowscy Mistrzowie Komiksu” to daję sobie spokój, bo wiem, że ceny będą oporowe. I się okazało, że przegapiłem zeszłotygodniową zapowiedź ukazania się u nas w Grudniu Give Me Liberty Franka Millera i Dava Gibbonsa, które jest komiksem świetnym i nie wierzyłem, że zostanie w najbliższej przyszłości u nas wydany. Trzeba będzie kupić i rozgrzeszyć się z czytania skanów. Swoją drogą, GML to totalna pulpa, a teraz proszę, twarda okładka, ekskluzywne wydanie i 90 zeta do zapłacenia.

# Co do Egmontu – jak dla mnie newsem tygodnia jest to, że ten planuje zacząć w tym roku wydawać „Hellblazera” – serię w której wielu wielkich maczało swe paluchy. Ponieważ zaczynają od „Dangerous Habits” Ennisa, a tłumaczeniem zajmuje się Paulina Braiter, z którą mam tylko dobre skojarzenia, nie mogę się już doczekać.

# Wracając do wspomnianych przez Konrada „Mistrzów”. Tomasz Kołodziejczak w odpowiedziach na pytania forumowiczów Alei, odpowiadając na temat dodrukowywania ekskluziwów popełnił takie coś:

Publikując je[komiksy z serii „Mistrzów”], obiecaliśmy klientom, że nie będziemy ich dodrukowywać. To zachęciło wielu do szybkiego zakupu, wcale nie taniego komiksu. Jeśli teraz zrobię dodruk komiksów wyczerpanych, to złamię tę obietnicę. Czy wyobraża Pan sobie, co będą o nas mówić ci klienci, którzy kupili nasze tytuły? Ale oczywiście to temat do dyskusji – bardzo jestem ciekaw opinii fanów i czytelników w tej materii. Robić dodruki wyczerpanych komiksów z kolekcji, czy nie? A może drukować je już tylko w miękkiej oprawie?

Jeszcze na Forum Gildii z tego powodu nie zawrzało, ale tylko na to czekać. Tak czy siak, temat ciekawy, bo seria „Mistrzów Komiksu” zbiera przeróżne opinie, jeżeli chodzi o wpływ na rynek.

* Na WSK nic ciekawego, natomiast w kwietniu Stan Sakai przyjeżdża do Polski. Czas na pisk. Piiiiii! Konrad już autograf Stana ma, ja nie – czas zająć miejsce w kolejce.

# À propos WSK, z mojego punktu widzenia jednak da się coś ciekawego wyłuskać. Przede wszystkim obecność Jose Carlosa Fernandesa, twórcy „Najgorszej Kapeli Świata”, którą właśnie czytam, ale już mogę szczerze polecić. Poza tym mam nadzieję, że organizatorzy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Ale rozumiem pewne nastroje, bo parafrazując Piotrka Nowackiego – na WSK sprzedaje się najwięcej komiksów jednego dnia niż gdziekolwiek indziej, a organizatorzy nie potrafią wykorzystać tego potencjału.

# Ja tu sobie pitu-pitu, a tu konkretny stuff. Wywiad z Clarencem Weatherspoonem. Co prawda gadają tam o okładce Essa X-menów, ale parę rzeczy jednak ciekawych się w nim znajdzie. W temacie Clarence’a – ciska on Toshiro i co jakiś czas wrzuca nowe plansze na devianta. Toshiro będzie konkretnym komiksem, a gdy pojawił się kiedyś w Produkcie szczeny poopadały aż miło było. Do wydawców – z plotek wiem, że Clarence całkiem poważnie myśli o zagranicznym publisherze, zastanówcie się co z tym fantem zrobić.

# Jeżeli znudziły was paski z Garfieldem (mnie tak) jest pewien sposób by temu zaradzić. Ba! Dwa sposoby. Pierwszy – Garfield minus Garfileld – wywalamy Garfielda i dostajemy całkowicie nowy komiks. Sposób dwa – Garfield z losowo generowanych kadrów. Oba pomysły zakręcone, oba tworzą niezłą psychodelę.

# Czytelmania to coroczny festiwal promujący czytelnictwo, który w tym roku startuje 31. marca. W trakcie tego festiwalu, w wielu miejscach w Polsce, rozdawana jest książka – prezent oraz odbywają się konkursy, dyskusje, warsztaty etc. Dlaczego o tym piszę? Po części dlatego, że lubię czytać, a promowanie czytelnictwa uważam za obowiązek kogoś, kto czyta w ilości przewyższającej średnią krajową. Ale także dlatego, bo autor – Niccolo Ammaniti, którego książka będzie w tym roku rozdawana, ma na swoim koncie także komiksy. Ot, ciekawostka.

* A i jakimś ostatnim rzutem na taśmę udało mi się dostać miejsce na Tube02. Chyba, że ich system mailowy zwariował i wysłał mi błędne potwierdzenie. Gdy pół roku temu byliśmy tam z Amebą, ludzi nie było tyle, aby wypełnić salę kinową. Tak też, jeżeli ktoś się wybiera, to niech da znać.

# Na koniec – Neil Gaiman umieścił ebooka „American Gods” w sieci. Całkowicie za darmo i legalnie możecie sobie poczytać. Fanem czytania z monitora nie jestem, co nie zmienia faktu, że można zajrzeć by z ciekawości skonfrontować parę rzeczy z polskim tłumaczeniem. Miło.

* * * Zastanawialiśmy się z Łukaszem co począć z formułą leniwych niusowych niedziel i chyba zostanie po staremu, z tą różnicą, że w jednym wpisie będą linki od nas obu, tak też, voila. Veni, vidi, vici. Kursywą pisał właśnie Łukasz.

Krzyżacki Poker


książki · komentarze 2

krzyzackipoke

Tytuł ukazał się na rynku trzy lata temu, ja długo nosiłem się z zakupem, ale ciągle miałem jakieś ważniejsze rzeczy do kupienia. Wreszcie, książkę dostałem na ostatnie święta i dopiero teraz znalazłem nieco czasu, aby ją przeczytać. Trzy lata czajenia się, sześćset stron w dwa dni. Szkoda, że podręczniki tak szybko się nie czytają.

Jeżeli chodzi o młodą polską literaturę około fantastyczną, to mam zaległości jak stąd do Sapkowskiego. Nie ogarniam tego całego ogromu tytułów autorstwa polaków na półkach w księgarniach. I wstyd się przyznać, ale na książkę Dariusza Spychalskiego zwróciłem uwagę dzięki okładce, Krzyżak w mundurze Wehrmachtu to woda na mój germanofilski młyn.

więcej…

Strach


książki · komentarzy 11

Trochę z innej beczki, ale rzecz jest ważna i warto o niej pogadać. Choć może nieco szkoda, że dyskusja została wywołana w ten sposób. Ale patrząc na histerię, wychodzi na to, że inaczej się nie dało.

Dla mnie, cały problem polega na tym, jak Polacy postrzegają stosunki polsko – niemiecko – żydowskie podczas wojny. W utrwalonym wyobrażeniu, Niemcy to ci źli, Polacy to ci dobrzy, a Żydzi to ofiary losu. Lubimy mówić o Żegocie, o Bartoszewskim, a wszystko co złe zamykamy pod hasłem „szmalcownicy” i od razu w myślach dodajemy „margines”. Gross Strachem wsadza stopę w uchylone Sąsiadami drzwi i krzyczy „Polacy mordowali Żydów”.

I ja, na tyle na ile pozwala mi moja wiedza, się z nim zgadzam. Mordowali.

I rozmowa o tym, odbrązowienie stereotypu i ukazanie szerszego spojrzenia jest potrzebne, jednakże obawiam sie, że Gross pisząc książkę w takim a nie innym stylu, nie sprawił, że ten proces będzie przebiegał teraz zbyt gładko. Ale może taki wstrząs jest potrzebny?

Gross popełnia sporo błędów. Uogólnia i nie dostarcza wystarczających argumentów do podparcia swoich tez. I tej linii trzymają się jego krytycy, że skoro umieścił w Strachu mnóstwo baboli, to cała książka nadaje się do kosza, nie było więc tematu, a Gross do prokuratury za obrazę polskości. Problem jednak w tym, że ci, którzy są przeciwko, zamiast przeczytać, książkę po prostu zbojkotują.

Nie chodzi tutaj o kolejne przepraszanie za Jedwabne, o robieniu smutnych min i smutnemu potakiwaniu i biadoleniu, jaki to ten polski naród jest ciemny i głupi. Chodzi o pamięć i o to, żeby taki syf się więcej nie powtórzył. Im więcej wiemy o wszelkich odcieniach naszej przeszłości, tym lepsi jesteśmy teraz.

Komiks w 333 popkultowych rzeczach


komiksy, książki · komentarze 3

333 popkultrowe rzeczy

Jest to książka, o której pomyślałem, że warto byłoby mieć, ale stwierdziłem, że kupię ją sobie po świętach. Tymczasem, Marta wyszła mi naprzeciw i proszę, 333 popkultowe rzeczy… PRL dostałem w niespodziewanym prezencie. Przekartkowałem szybko raz, potem drugi nieco wolniej. Muzyka, filmy, słodycze, przedmioty codziennego użytku, oraz oczywiście, komiksy.

Haseł poświęconych komiksowi jest siedemnaście: czasopismo Alfa, Antresolka Profesora Nerwosolka, Binio Bill, Bogowie z Gwiazd, „najwybitniejszy polski komiks” – Funky Koval, Kajko i Kokosz, Kapitan Kloss, Kapitan Żbik, Pilot Śmigłowca, Podziemny Front, magazyn Relax, SOS dla Planety, Świat Młodych, „najważniejszy komiks jaki wyszedł spod ręki polskiego rysownika” – Thorgal oraz na alfabetycznym ostatku Tytus, Romek i A’tomek.

Jak na takie ogólnikowe zestawienie, to całkiem zgrabnie. Autor określa się jako „kolekcjoner starych polskich komiksów„.

Jest takie powiedzenie u nas, że historia spisywana na podstawie akt policyjnych, zawsze będzie historią złodziei, morderców i dziwek. Sami możemy to zaobserwować w najnowszym ujmowaniu historii PRLu, ciągłym podpieraniu się IPNem i martyrologią. Wszystko to, jakkolwiek zgodne z prawdą i jakimś naturalnym odruchem wobec upadłego systemu, jest tylko jedną stroną medalu. W ramach bieżącej polityki historycznej celowo zapomina się o tym, że PRL to nie były tylko demonstracje, stan wojenny, ZOMO, Kaczmarski i Papież.

333 popkultowe rzeczy… miały szanse pokazania tej drugiej, bardziej przyziemnej i mniej narodowowyzwoleńczej strony. Autor jednakże popełnił jeden podstawowy błąd, który z mojego punktu widzenia przekreśla całą sensowność przedsięwzięcia.

Mianowicie, postawił znak równości pomiędzy czterema dekadami Polski Ludowej, nie uwzględniając specyfiki każdego z tych okresów. Na dodatek, jako osoba pochodząca gdzieś z połowy lat 70 najwięcej miejsca poświęcił temu co sam może pamiętać, czyli schyłkowi komuny. Nawet nie widać, żeby się za bardzo wysilił aby zbadać popkulturowe rzeczy z lat wcześniejszych. W latach 80 rozdrabnia się na jakieś zapomniane zespoliki, co można tłumaczyć faktem, że od lat pisze do Tylko Rocka, jednakże z lat 50 nie ma praktycznie nic. Na dodatek, pisze o mnóstwie rzeczy z przełomu lat 80 i 90. Czy Policjanci z Miami to wyznacznik tego co popkulturalne dla całej epoki? Bo np taki Kabaret Starszych Panów już w leksykonie się nie znalazł.

Dla świętego spokoju, mógłby po prostu zrobić książkę o popkulturowych rzeczach lat 80 i wraz z poszerzaniem wiedzy pisać kolejne tomy. Bo tak, PRL w tytule to spore nadużycie. A pisanie, że książka ma jedynie wartość rozrywkową, to już tylko asekuracja.

Ludzkie Dzieci – raz jeszcze


książki · komentarz: 1

Clive O.
Jak pisałem wcześniej, Ludzkie Dzieci okazały się dla mnie filmem na tyle nieczytelnym, że postanowiłem dać pomysłowi szansę i nabyłem książke, którą zresztą wydał z okazjii premiery filmu Mag.

Na początku sądziłem, że świetnym pomysłem będzie porównywanie filmu i książki. W gruncie rzeczy sprowadzałoby się to do dosyć nudnego wyliczania, co w filmie uproszono lub ominięto. Wystarczy jednak napisać, że do ekranizacji z literackiego pierwowzoru wzięto jedynie ogólny pomysł na fabułę oraz imiona głównych bohaterów. Wszystko inne zostało zrobione jednak inaczej.

Z poważną szkodą dla filmu.

Ludzkie Dzieci dosyć żywo korespondują z rokiem 1984. Tak jak i tam, główny bohater postanawia zacząć pisać sekretny dziennik i boi się aby nie wpaść w ręce tajnej policji. Jednakże opisywany przez James autorytarny system znacznie różni się od narodowo-komunistycznego koszmaru Orwella.

Anglią rządzi Xan, głównie dlatego, że na początku go to bawiło. Dlatego, że nikt mu się nie przeciwstawił. System jaki zapanował na Wyspach Brytyjskich został wprowadzony nie po to, aby Anglia zdobyła władzę nad światem, nie po to, aby stworzyć utopijne społeczeństwo. Został stworzony, aby ludzie mieli święty spokój na starość. Przypominam, w świecie autorstwa PD James dzieci przestały się rodzić ćwierć wieku temu.

W tamtym tekście pisałem o tym, że widzowi nie zostaje praktycznie nic wytłumaczone, nie zostaje postawiony przed żadną sensowną puentą. Jak się okazało, w książce pod tym względem nie jest lepiej, ale poza głównym wątkiem James zadaje czytelnikowi parę pytań, i choć książka pochodzi z początku poprzedniej dekady, nadal aktualnych.

Czy jesteśmy w stanie zrezygnować z demokracji po to, aby mieć w domu ciepłą wodę i prąd?
Czy potrafimy przejść obojętnie nad prawami mniejszości po to, aby mieć czyste chodniki?
Czy nasza kultura cokolwiek znaczy jeżeli nikt z niej nie będzie korzystał?
Czy nasza cywilizacja ma jakiekolwiek znaczenie, jeżeli nikt o niej nie będzie pamiętał?
Czy otaczający nas z każdej strony seks w mediach, sprawia, że jesteśmy nim bardziej zainteresowani?

Wreszcie, jak dla mnie mocno na doczepkę:

Czy zostawiliśmy w tym wszystkim miejsce dla Boga?

I wokół tego ostatniego pytania, ku memu zaskoczeniu, zaczęła kręcić się fabuła książki pod sam koniec. I chrześcijańskie wątki były o wiele bardziej uwypuklone niż w filmie.

Książka ma swój duszny, specyficzny, jesienny klimat. Jest bardzo sprawnie napisana, jednakże jeżeli ktoś, tak jak ja, spodziewał się twardej literatury fantastyczno-naukowej, to może się srogo zawieść. W Ludzkich Dzieciach katastrofa jaka spada na ludzkość jest jedynie wstępem do rozważań na temat jej kondycji.

Ostatni Władca Pierścienia


książki · komentarz: 1

Ostatni Wladca Pierscienia

Pierwszy raz przeczytałem „Władcę Pierścieni” gdzieś tak w trzeciej klasie podstawówki. Wiadomo, smoki, elfy, epickie bitwy, zrobiło to na mnie wówczas ogromne wrażenie. A skoro tak wcześniej poznałem klasyka, to w znacznym stopniu uodporniłem się na rzesze jego naśladowców. Jasne, czytałem taki serializatorów jak Salvatore czy Eddings, ale nie wywoływali u mnie jakiś szczególnie większych emocji. Owszem, Sapkowskiego czytałem z wypiekami na twarzy, przy Pratchecie chichotałem, no ale Tolkien to Tolkien. Nawet jeśli nieco nużył mnie wątek Froda i Sama.

Słowem, mimo że na Tolkienie się odchowałem i „Władcę” przeczytałem z cztery razy, to daleko mi twardogłowych tolkienologów. Najlepszym tego potwierdzeniem jest fakt, że w ekranizacji nawet mi zbytnio nie przeszkadzały elfy w Helmowym Jarze. No i usypiałem nad Silimarionem. Tak też gdy Marta podrzuciła mi „historię Śródziemia oczami Wroga”, pomyślałem sobie, że może być całkiem ciekawie.

Ba, szczerze mówiąc nigdy się nie zastanawiałem, co by-było-gdyby Sauron wygrał. Wynikało to moim zdaniem z kompletności wizjii Tolkiena. Prosta historia i już. Nikt się nie zastanawia zbyt intensywnie, co by było gdyby Wilk nie zjadł Babci.”Ostatni Władca”, czy też w poprawniejszej wersji „Ostatni Powiernik Pierścienia”, prezentuje nie tyle historie alternatywną, co też spojrzenie na wydarzenia z tolkienowskiego pierwowzoru z innej perspektywy.

Yeskov wychodzi z założenia, skądinąd słusznego, że historię piszą zwycięzcy. „Władca Pierścieni” jakiego znamy jest więc jedynie podkolorowaną legendą. Mordor nie był żadną złowrogą potęgą czarnej magii, mieli po prostu zaawansowaną technologię jak na ówczesne średniowieczne standardy. Nazgule nie latały na żadnych smokach, lecz na prototypowych lotniach. Orkowie i Trolle byli ludźmi. Z drugiej strony, Aragorn jest zachłannym na władze wieśniakiem, Eowina pakuje się do łóżka komu tylko jej sie uda, Gandalf jest jedynie marnym naśladowcą Sarumana i tak dalej i tak dalej.

Wizja przedstawiona w książce jest calkiem interesująca, jednakże po kilku wstępnych rozdziałach Yeskov zajmuje się snuciem opowieści o wydarzeniach po zakończeniu wojny. I jest to kawał porządnej szpiegowskiej przygody, jednakże równie dobrze mógłby toczyć się w dowolnie innym świecie, a Śródziemie okazuje się jedynie dekoracją, w gruncie rzeczy służącą jedynie do sprzedania książki.

Styl Yeskova szybko wywołuje skojarzenia z Sapkowskim i jest to, zależnie od gustu, największa wada tej książki. Wydaje mi się, że stworzenie opowieści od strony Mordoru w stylu tolkienowskim byłoby o wiele większym wyzwaniem. Nowoczesny styl można ewentualnie tłumaczyć faktem, że historia pisana jest niejako w odległej przyszłości, ale tak czy siak, Yeskov poszedł na łatwiznę.

Udało mi się odgrzebać przy okazji pewną starą stronę z różnymi parodiami Władcy Pierścieni. Jestem twoim ojcem Frodo.

Jakiś czas później okazało się, że wydanie, którym dysponuje Marta jest jakieś lewe, zwłascza pod kątem tłumaczenia, o czym można było przeczytać w tej dosyć histerycznej recenzji. W późniejszych wydaniach autorem „Ostatniego Powiernika Pierścienia” jest Jeskow Kirył. Sam w to nie wnikam, moja znajomość rosyjskiego ogranicza się do sabaka gribnik – pies grzybiarz, miałem taką czytankę w drugiej klasie LO.