<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Motyw Drogi &#187; varia</title>
	<atom:link href="http://motywdrogi.pl/varia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://motywdrogi.pl</link>
	<description>we care</description>
	<lastBuildDate>Tue, 06 Dec 2011 22:04:22 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Dwaj panowie N.</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2011/12/06/dwaj-panowie-n/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2011/12/06/dwaj-panowie-n/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Dec 2011 22:04:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=12971</guid>
		<description><![CDATA[Więc było tak, że mieliśmy oglądać seriale w internecie, a zamiast tego wylądowaliśmy na VOD Onetu. A tam cała kolekcja prlowskich kryminałów. Żal nie skorzystać! A tam między innymi &#8222;Dwaj panowie N.&#8221;, film o którym usłyszałem pierwszy raz w życiu. Intryga przedstawia się następująco: pewien archiwista ma nietypowe hobby. Zbiera dane osób urodzonych tak jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/12/dwajpanowie.jpg" alt="" title="dwajpanowie" width="500" height="268" class="alignnone size-full wp-image-12978" /><br />
Więc było tak, że mieliśmy oglądać seriale w internecie, a zamiast tego wylądowaliśmy na VOD Onetu. A tam cała kolekcja prlowskich kryminałów. Żal nie skorzystać! A tam między innymi &#8222;Dwaj panowie N.&#8221;, film o którym usłyszałem pierwszy raz w życiu.<br />
<span id="more-12971"></span><br />
Intryga przedstawia się następująco: pewien archiwista ma nietypowe hobby. Zbiera dane osób urodzonych tak jak on 29 lutego. Spisuje ich krótkie życiorysy, kataloguje i chowa do skrzyneczki. Pewnego dnia natrafia na dwóch mężczyzn o tej dacie i miejscu urodzenia, rodzinie i losach. Coś tu się nie zgadza, coś tu jest nie tak. Rozpoczyna swoje śledztwo, w wyniku którego zostaje&#8230; dum dum dum zabity! Sprawę przejmuje jego syn, sierżant lotnictwa, a także&#8230; dzielni oficerowie WSW.</p>
<p>Film został nakręcony w 1961 roku, w obsadzie takie nazwiska jak Wacław Kowalski, Stanisław Mikulski, masa aktorów, o których słuch zaginął, a także np. Krzysztof Kowalewski w roli &#8222;Żołnierz w koszarach rozładowujący wóz Nowaka&#8221;. Pół wieku temu. Z takiej perspektywy trudno jest mi stwierdzić, aby to był szczególnie dobry film &#8211; kryminalna intryga nie trzyma w napięciu, ale nie można mu odmówić uroku historycznej ciekawości.</p>
<p>Jeżeli chcecie obejrzeć, <a href="http://vod.onet.pl/dwaj-panowie-n,25337,film.html">proszę, film dostępny jest tutaj</a>. Ceną będzie wystawienie oczu na kilka niskobudżetowych reklam Kinecta. Jak obejrzycie, to wróćcie czytać tekst dalej, bo jest kilka zabawnych rzeczy, na które warto zwrócić w &#8222;Dwóch panach N.&#8221; uwagę.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/12/dwjpanowie2.jpg" alt="" title="dwjpanowie2" width="500" height="328" class="alignnone size-full wp-image-12979" /></p>
<p>Ah, od czego by tu zacząć!</p>
<p>Zacznijmy od WSW! Wojskowa Służba Wewnętrzna, funkcjonująca od 1957 do 1989 roku agencja kontrwywiadowcza zajmująca się zwalczaniem działalności wrogich zagranicznych elementów na terenie kraju. Nie inaczej jest w &#8222;Dwóch panach N.&#8221;, gdzie główny złoczyńca okazuje się być zakonspirowanym rfnowskim agentem o hitlerowskich, a jakże by inaczej, korzeniach. Szpieg jest sprytny, bezwzględny, ale oczywiście musi ulec przewadze oficerów WSW. </p>
<p>Zabawne, że niemiecki szpieg wypowiada słowa krytyki pod adresem PRLu dokładnie takie same, jakie padają choćby dzisiaj w codziennych rozmowach. Ale tam zostały włożone w usta głównego złego.</p>
<p>Jak się dobrze zastanowić, to nawet nie wiadomo, czemu zwykłym zaginięciem zajęło się WSW, które miało przecież zupełnie inne zadania niż istniejąca wówczas Milicja Obywatelska (tylko raz wspomniana w filmie). Więc dzielni łowcy szpiegów zajmują się sprawą zniknięcia byle archiwisty z miejskiej hipoteki, a pod koniec okazuje się, że rzeczywiście, dobrze, że to zrobili, bo był tam przecież szpieg!</p>
<p>Ale nie wiem o jaki wynalazek mu chodziło.</p>
<p>I z tego filmu wynika, że już w 1944 roku hitlerowcy mieli program instalowania szpiegów w wolnej Polsce. Na tyle ekstrawagancki, aby pozwalać sobie na wymordowanie całej wsi, aby tylko uautentycznić życiorys swojego agenta. I ten szpieg, przez kilkanaście lat siedzi i knuje, aby ostatecznie spróbować przedostać się do RFN, z którym cały czas utrzymywał kontakt. </p>
<p>Drugą zastanawiającą sprawą jest zdumiewająca topografia Warszawy zaprezentowana w filmie. Nie ma praktycznie kadru, aby nie był widoczny Pałac Kultury lub Most Poniatowskiego. Jest też MDM, w końcu trzeba jasno pokazać, że akcja toczy się w stolicy. W jednej scenie, mającej się rzekomo dziać na bazarze Różyckiego, jest widoczny niemalże tak, jakby się stało na ulicy Złotej w Centrum.</p>
<p>Śmiesznie dzisiaj brzmią wszystkie problemy młodego Dziewanowicza z ukrywaniem swoich spotkań z dziewczyną. Jednakże problemy lokalowe jak się okazują są nadal aktualne.</p>
<p>A to wszystko za darmo! Legalnie! W internecie! Co za czasy!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2011/12/06/dwaj-panowie-n/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie jestem zadowolony z 11 listopada</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2011/11/12/nie-jestem-zadowolony-z-11-listopada/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2011/11/12/nie-jestem-zadowolony-z-11-listopada/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Nov 2011 10:30:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=12957</guid>
		<description><![CDATA[Kolejny raz ONR i Młodzież Wszechpolska zorganizowała swoje własne obchody Święta Niepodległości. Kolejny raz wraz ze znajomymi postanowiliśmy zablokować ich pochód. I choć można mówić o jakimś tam symbolicznym &#8222;zwycięstwie&#8221; jakim było uniemożliwienie przemarszu przez Marszałkowską, to nie jestem zadowolony. Frekwencja na marszu pokazała, że ONR-owi udało się przypudrować i stworzyć imprezę dla normalsów. A [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kolejny raz ONR i Młodzież Wszechpolska zorganizowała swoje własne obchody Święta Niepodległości. Kolejny raz wraz ze znajomymi postanowiliśmy zablokować ich pochód. I choć można mówić o jakimś tam symbolicznym &#8222;zwycięstwie&#8221; jakim było uniemożliwienie przemarszu przez Marszałkowską, to nie jestem zadowolony.<br />
<span id="more-12957"></span><br />
Frekwencja na marszu pokazała, że ONR-owi udało się przypudrować i stworzyć imprezę dla normalsów. A przynajmniej chcę gorąco wierzyć, że wśród tych kilku (kilkunastu?) tysięcy osób większość stanowiły takie, które po prostu chciały przyjść, pomachać sobie flagami. Mogą mieć swoje zastrzeżenia i rozczarowania związane z polską rzeczywistością, ale nie muszą być krwiożerczymi homofobami, marzyć kraju od morza do morza i maszerowaniu w równych rzędach z kijami w tyłku.</p>
<p>Czy taka impreza w Dniu Niepodległości jest potrzebna? Nie wiem. Zawsze wydawało mi się, że taką okazją jest oficjalna defilada, przynajmniej na nią zabierali mnie rodzice jak byłem młodszy. To było nasze Święto Niepodległości. Patrzyliśmy na żołnierzy, a potem jechaliśmy do dziadków na zupę pomidorową.</p>
<p>Rozmiar Marszu Niepodległości sprawił, że dla wielu osób jego blokowanie straciło sens. Bo jak to? Mamy coś przeciwko niepodległości? Przeszkadzają nam ludzie machający narodowymi flagami? Ludzie zapomnieli, że tu chodziło o ONR i MW, organizacje wydawałoby się od dawna skompromitowane swoimi fascynacjami do jednolitych mundurów i całego tego faszystowskiego jazzu. W sytuacji gdy w MN idą zwyczajni ludzie, ich blokowanie przez innych zwyczajnych ludzi jest kompletnie niezrozumiałe.</p>
<p>Sama blokada. W kontraście dla MN, na blokadzie, Kolorowej Niepodległej, było znacznie mniej osób. Gdy przyszliśmy na miejsce o godz. 12 byłem wręcz załamany. Wszyscy mieścili się na pasach w stronę centrum, a jeden rząd policji odgradzał od torów tramwajowych. Bałem się, że tak to się właśnie skończy, staniem po jednej stronie i wyzywaniem od faszystów ludzi na wózkach i matek z dziećmi idących po drugiej stronie. Na szczęście w pewnym momencie część blokujących zajęła także pas od centrum i policja się wycofała. Marszałkowska była nasza. Trudno jest mi powiedzieć czy osób było więcej czy mniej w zeszłym roku. Była lepsza pogoda, było cieplej.</p>
<p>Ale jak patrzę po liczbie znajomych o których wiem, że w sumie nie mieli nic przeciwko pójściu na blokadę i liczbie tych, których na miejscu spotkałem, to jestem załamany. Mam wrażenie, że wielu osobom wydaje się, że pójście na tego rodzaju blokadę, to jakiś cholerny szczyt zaangażowania. Jak jakieś przykuwanie się do drzewa czy włażenie na kominy. Jest wręcz przeciwnie. W tego rodzaju blokadach chodzi tylko o to, aby być. Być na ulicach swojego miasta i po prostu stać na drodze tych, z którymi poglądami się nie zgadzasz i nie chcesz zobaczyć ich łysych głów w centrum.</p>
<p>Zasada jest taka, że jeśli w jednym miejscu zbierze się dostateczna liczba spokojnych osób, to policja nic z nią nie zrobi. Nie będzie pałować i polewać armatkami wodnymi osób, które podrygują i tańczą na środku Marszałkowskiej. To jest banalnie proste. Sam jestem normalsem. Nie zakrywam twarzy, nie mam w kieszeni kastetu na wszelki wypadek. Idę tam ze swoją dziewczyną i znajomymi, bo uważamy to za słuszne i nie chcemy się z nikim bić. Co najwyżej skandujemy &#8222;wypierdalać&#8221;, kiedy naziole wypadają z bramy prosto na Antifę. Stojąc na środku ulicy czuję, że o to właśnie chodzi w demokracji. Mam prawo na nią wyjść i dać wyraz niezadowoleniu wobec polityki ratusza i sprzeciw wobec organizacji stojących za marszem.</p>
<p>Jaka jest w tym rola państwa? Wydało pozwolenie na marsz, wydało pozwolenie na pikietę protestujących, a następnie postawiło kordony policji pomiędzy. Nie wiem co by było, gdyby nie było policji. Czy jakiekolwiek odpowiedzialne państwo mogłoby sobie pozwolić, na niewyprowadzenie sił porządkowych na ulicę. Czy gdyby wiadomo było, że nie będzie policji, to czy nie byłoby tylu kiboli? Czy gdyby nie było policji, to kibole rzuciliby się z kijami na półtora tysiąca osób? Czy są w ogóle możliwe antyfaszystowskie blokady bez osłony antify? Czy bez Antify nie byłoby krążących po ulicach nazioli?</p>
<p>Czy byłyby tylko dwie manifestacje normalsów?</p>
<p>Nie znam odpowiedzi na te pytania. W rezultacie tylko wszyscy dostaną po głowie zaostrzeniem prawa do zgromadzeń, bardzo potrzebnego rządzącym w czasach nadchodzącego kryzysu.</p>
<p>Tak samo nie wiem, jak to się stało, że już w południe po Nowym Świecie biegała setka niemieckich aktywistów, zamiast być tam gdzie mieli być, przy platformie na Marszałkowskiej. Wersja wydarzeń przekazywana przez prawicowe media, w której germańscy oprawcy rzucają się na grupę rekonstruującą wojska napoleońskie jest tak durna, że może coś w niej być. Druga strona mówi o naziolach, którzy się z Niemcami ganiali, ale gdzieś się zmyli, a teutońska horda została na środku ulicy z nadbiegającą policją. Bez względu co się właściwie wydarzyło, skończyło to się na zablokowaniu przez policję Nowego Świata i zakłócenie tradycyjnej trasy defilady, czyli docelowej, państwowej imprezy dla normalsów. Jest to niemalże tak duży cios w wizerunek antyfaszystów, jak kibole rzucający kamieniami na placu Konstytucji. </p>
<p>Nie ogarniam tego</p>
<p>Marsz przeszedł, inną trasą, zamiast przez centrum, pozwolono mu przejść pod ambasadą rosyjską (smoleeeeeeeńsk), belwederem (zdraaaada) i radą ministrów (tuuuskuuuuu). Jakby nie patrzeć, bardzo trudno jest to porównać z zeszłorocznym zepchnięciem marszu na Powiśle. Na tym też między innymi polegał spryt organizatorów, bo z placu Konstytucji można wyjść na wiele różnych kierunków i nie da się go tak zablokować jak Zamkowego.</p>
<p>Chciałbym żyć w kraju, w którym nie ma miejsca dla takich organizacji jak ONR i osoby chcące manifestować swoją radość z okazji święta niepodległości patrzą na nie z równym pobłażaniem, co ja na aktywistów Pracowniczej Demokracji krążących na blokadzie. 11.11.11 wpisał się jednak w szerszą narrację, Smoleńsk, wojny kibolskie, przegrane przez tą bardziej narodową prawicę wybory. Frekwencja na marszu była więc spora. I choć na blokadzie nie było mało osób, było wystarczająco dużo, jak się okazało, to gdy wróciłem do domu i musiałem tłumaczyć ludziom, których znam od lat, czemu właściwie tam byłem, to złamało mi to serce.</p>
<p>Nie jestem zadowolony z 11 listopada.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2011/11/12/nie-jestem-zadowolony-z-11-listopada/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>28</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Misfits</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2011/11/10/misfits/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2011/11/10/misfits/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Nov 2011 20:34:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[telewizja]]></category>
		<category><![CDATA[varia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=12921</guid>
		<description><![CDATA[W ostatnich latach było kilka seriali o superbohaterskich mocach (4400, Heroes), ale żaden z nich nie przyciągnął mnie na dłużej niż kilka odcinków. Jak zwykle w tego rodzaju sytuacji, potrzeba Brytyjczyków aby uczynili temat strawnym. Ba. Aby zrobili z nastoletniej superbohaterskiej dramy jedną z najświeższych rzeczy w temacie z jaką miałem od dawana do czynienia. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/11/misfits1.jpg" alt="" title="Misfits" width="500" height="375" class="alignnone size-full wp-image-12946" /></p>
<p>W ostatnich latach było kilka seriali o superbohaterskich mocach (4400, Heroes), ale żaden z nich nie przyciągnął mnie na dłużej niż kilka odcinków. Jak zwykle w tego rodzaju sytuacji, potrzeba Brytyjczyków aby uczynili temat strawnym. Ba. Aby zrobili z nastoletniej superbohaterskiej dramy jedną z najświeższych rzeczy w temacie z jaką miałem od dawana do czynienia.<br />
<span id="more-12921"></span><br />
Tytułowi &#8222;Misfits&#8221; to grupa brytyjskich nastolatków, którzy za różne drobne przewiny zostali zmuszeni do odpracowywania robót społecznych w lokalnym domu kultury. Pochodząca z różnych rodzin i środowisk piątka głównych bohaterów pewnego dnia znajduje się w centrum tajemniczej burzy, w wyniku której zostają obdarzeni nadprzyrodzonymi mocami w rodzaju cofania czasu, niewidzialności czy czytania w myślach. Jak się jednak szybko okazuje, nie tylko oni.</p>
<p>Gdy sięgam wstecz pamięcią, wygrzebuje z niej kilka seriali dla młodzieży oglądanych w latach 90., których bohaterami były superdzieciaki. Jak dziewczyna, która potrafiła zatrzymywać czas i swoim dotykiem &#8222;przebudzać ludzi&#8221;, albo ta, która ciągle nosiła czapkę i potrafiła zamieniać się w ciecz, albo chłopak, którego duch odłączał się od śpiącego ciała i mógł niewidzialny wędrować po okolicy. Misfits są jak te wszystkie seriale razem wzięte, ale znacznie bardziej dorośli, niejednoznaczni, dojrzalsi, choć jednocześnie serial jest po prostu zabawny i pełen humoru, który trafia do mnie w 100 proc.</p>
<p>Główna piątka, Nathan, Curtis, Simon, Kelly i Alisha, nie chwalą się swoimi supermocami, nie chcą się też bawić w superbohaterstwo. Autorzy zresztą wielokrotnie się z peleryniarskich klimatów wyśmiewają. Bohaterowie mają swoje problemy, polegające nie tyle na konieczności wykonywania upierdliwych i daremnych robót społecznych, co związanych z dojrzewaniem. Nie mają ochoty na zajmowanie się problemami innych. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/11/misfits2.jpg" alt="" title="Misfits" width="500" height="286" class="alignnone size-full wp-image-12951" /></p>
<p>Superbohaterstwo jako metafora dorastania jest wykorzystywana co najmniej od czasów Spider-Mana. Bohaterowie Misfitsów uczą się odpowiedzialności, układają sobie relacje z innymi, ale w znacznie bardziej skomplikowany sposób niż bijący się z oprychami Człowiek Pająk. Wiarygodny sposób. Każdy z bohaterów jest inny i z dużą dozą prawdopodobieństwa każdy znajdzie wśród nich postać do której się przywiąże, lub będzie się z nią identyfikował. Ja się ciągle miotam pomiędzy wycofanym Simonem, a nieprzewidywalnym, chaotycznym neutralnym, Nathanem. Bez względu na to ciągle łapię się na tym, że chciałbym założyć na siebie pomarańczowy kombinezon roboczy.</p>
<p>Alienację bohaterów podkreśla dodatkowo betonowe otoczenie w którym żyje. Ponure bloki, labirynty korytarzy i podwórek. Serial kręcony jest w kilku różnych lokacjach, mam nadzieję, że zaprezentowane w efekcie końcowym miejsce w rzeczywistości nie istnieje, bo jest ostatecznym horrorem blokowiska. Szarego, smutnego i pustego. A w środku dom kultury, z którego zdają się korzystać jedynie główni bohaterowie i kolejni złoczyńcy. Dodajmy do tego świetną muzykę, a otrzymamy wykręcony obraz brytyjskiej codzienności, który może nie być tak oddalony od rzeczywistości jak nakazuje zdrowy rozsądek. </p>
<p>Gdzie podczas londyńskich zamieszek byliby bohaterowie? Podejrzewam, że siedzieliby na dachu ośrodka, pijani, nieświadomi tego, że ktoś tam się gania z policją. To nie ich konflikt, oni chcą jedynie przeżyć do końca prac społecznych.</p>
<p>W chwili gdy piszę te słowa trwa trzeci sezon Misfitsów i zauważam u siebie lekkie opatrzenie formułą serialu. Zmieniła się nieco obsada, główny wątek pojawia się od czasu do czasu i jest dla mnie trochę zbyt superbohaterski, boję się, że to może się skończyć gadaniem o ratowaniu świata. <a href="http://www.freakangels.com/">Był już jeden nudny komiks o brytyjskich nadnaturalnych nastolatkach</a> i nie wiem w którym kierunku cały ten cyrk pójdzie. Ale pierwsze dwa sezony to rzecz, którą trzeba koniecznie obejrzeć.</p>
<p>Poza tym, potrzebny był ten serial, aby polubił jakiś kawałek The Klaxons:</p>
<p><iframe width="500" height="369" src="http://www.youtube.com/embed/XX3w_PlGReU?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2011/11/10/misfits/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Teledysk ery Instagramu</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2011/11/05/teledysk-ery-instagramu/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2011/11/05/teledysk-ery-instagramu/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 Nov 2011 11:01:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=12923</guid>
		<description><![CDATA[Więc dopiero kilka dni temu dowiedziałem się o istnieniu Lany Del Rey. Dowiedziałem się z obrazka na głównej stronie Gazety, co dobrze pokazuje, jak bardzo jestem uodporniony na smutne piosenki śpiewane przez smutne dziewczyny. I tak sobie oglądam teledysk do &#8222;Video Games&#8221;, o ten: (nadal nie jestem w stanie wytrwać do końca kawałka) I myślę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/11/lenalana.jpg" alt="" title="lenalana" width="500" height="263" class="alignnone size-full wp-image-12932" /><br />
Więc dopiero kilka dni temu dowiedziałem się o istnieniu Lany Del Rey. Dowiedziałem się z obrazka <a href="http://kultura.gazeta.pl/kultura/1,114548,10581651,Niesamowity_glos__silikonowe_usta__Kim_naprawde_jest.html">na głównej stronie Gazety</a>, co dobrze pokazuje, jak bardzo jestem uodporniony na smutne piosenki śpiewane przez smutne dziewczyny.<br />
<span id="more-12923"></span><br />
I tak sobie oglądam teledysk do &#8222;Video Games&#8221;, o ten:</p>
<p><iframe width="500" height="284" src="http://www.youtube.com/embed/HO1OV5B_JDw?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>(nadal nie jestem w stanie wytrwać do końca kawałka)</p>
<p>I myślę sobie, wow, klip wprowadza w eter równie duży zamęt co bawienie się w mgliste retro przy pomocy Instagramu. Jeśli jakimś cudem nie wiecie, Instagram to aplikacja, która zamienia Wasze kiepskie, wykonane smartfonem zdjęcia, na nieco bardziej zjadliwe. A przynajmniej o wiele bardziej pretensjonalne. Clue jest takie, że robimy zdjęcie laptopa, a skrypt symyluje, że zostało wykonane w latach 70. I weź się teraz zastanawiaj, czy w 40 lat temu były takie laptopy. Ja wiem, Ty to wiesz, Wy wiecie, a biedny badacz za pół wieku będzie musiał robić dodatkową specjalizację aby to ogarnąć.</p>
<p>Bardzo lubię demokratyczność Instagramu. Dzięki niemu każdy może robić przaśne zdjęcia i puszczać je w sieć. Na dodatek efekt końcowy jest prezentowany na bardzo ładnej, <a href="http://instagr.am/p/SOrVn/">nastrojowej stronie internetowej</a>. Bardzo zgrabny, estetyczny mikroblog. Na dodatek czasami ludzie publikują tam rzeczywiście fajne zdjęcia.</p>
<p>Na zapomnianej przez piękno i usability ziemi jaką jest Android, z którego na co dzień korzystam, za Instagram robi Picplz, ale jeśli zobaczycie na stronę danego zdjęcia <a href="http://picplz.com/user/konradh/pic/f86fj/">zobaczycie, że robi to źle</a>.</p>
<p>I patrzę na &#8222;Video Games&#8221; i myślę sobie: wow, nie mam kompletnie pojęcia, z jakiej epoki pochodzą dane materiały. Autorzy klipu, podobno sama wokalistka, wymieszali różne archiwalne zdjęcia z nowymi po liftingu i powstał jeden, spójny blob pt. <em>&#8222;uuuuuuuu jesteeeeem taaaakaaa smutnaaaa i pooodobna do Pam z True Blood&#8221;</em>.</p>
<p>Bo i sama Del Rey jest jak przeciągnięta przez Instagramowe filtry, nie wiesz skąd, a raczej z kiedy, pochodzi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2011/11/05/teledysk-ery-instagramu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie musimy się poznawać, mamy Facebooka</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2011/10/19/nie-musimy-sie-poznawac-mamy-facebooka/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2011/10/19/nie-musimy-sie-poznawac-mamy-facebooka/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Oct 2011 18:44:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=12898</guid>
		<description><![CDATA[Jedną z rzeczy za które cenię How I Met Your Mother, jest poruszanie aktualnych tematów związanych z siecią i ogólna &#8222;internetowość&#8221; serialu (fałszywe strony, lipne reklamówki, blogi etc.). Więc po raz kolejny Ted próbuje umówić się z dziewczyną, a te dwa urwisy, Barney i Robin, mu to utrudniają, googlując jego randkę i dostarczając mu informacji, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/10/himym1.jpg" alt="" title="How I Met Your Mother" width="500" height="275" class="alignnone size-full wp-image-12908" /><br />
Jedną z rzeczy za które cenię How I Met Your Mother, jest poruszanie aktualnych tematów związanych z siecią i ogólna &#8222;internetowość&#8221; serialu (fałszywe strony, lipne reklamówki, blogi etc.). Więc po raz kolejny Ted próbuje umówić się z dziewczyną, a te dwa urwisy, Barney i Robin, mu to utrudniają, googlując jego randkę i dostarczając mu informacji, które psują całą zabawę. Obejrzałem odcinek, uśmiechnąłem się kilka razy, a dopiero późniejszym wieczorem pomyślałem, że jak najbardziej jest coś na rzeczy.<br />
<span id="more-12898"></span><br />
Wieczorem albowiem spędziłem z kwadrans na przeglądaniu profilu <a href="http://www.facebook.com/profile.php?id=100000104247916&#038;sk=info">Grzegorza Janiczaka</a>. Kim jest Grzegorz Janiczak? Jest warszawskim licealistą, w klasie maturalnej, jednym z organizatorów całej akcji z porozumieniem 15 października i polskimi Oburzonymi. Gdzie indziej mogłem się czegoś o nich dowiedzieć niż na Facebooku? Przynajmniej po tym, jak przeczytałem <a href="http://15pazdziernika.pl/list-do-premiera-i-prezydenta-z-naszymi-postulatami">cały manifest/list do premiera</a>?</p>
<p>Czy się dowiedziałem czegoś istotnego? Cóż, Grzegorz jest baristą w knajpie, co z miejsca sprawia, <a href="http://wo.blox.pl/2011/10/Hipster-Barista.html">że wpada do wora z napisem &#8222;Hipster Barista&#8221;</a>. Pracował też w miejscu, w którym napychała się bułami Kasia Tusk. Ma też sporo ładnych koleżanek i kiedyś zbierał podpisy za Wolnym Tybetem i Amnesty International. Wiem też jakiej muzyki słucha. Całkiem sporo.</p>
<p>Niedawno odezwała się do mnie znajoma. Trzymaliśmy się razem pod koniec podstawówki, potem przez liceum więzi osłabły, aby przez następne pięć lat ulec kompletnemu rozkładowi. No i proszę, po latach, odzywa się do mnie z pytaniem co słychać. Oczywiście na Facebooku. No to hyc, sprawdzam. I niczego się nie dowiedziałem. Nic nie wiem o osobie, o której kiedyś wiedziałem całkiem sporo. A teraz 10 lat wyrwane z życiorysu  i równie dobrze mogłaby zajmować się handlem bronią w ramach motocyklowego gangu. </p>
<p>Ale jeszcze wcześniej przydarzyła mi się kompletnie taka sama akcja jak w How I Met Your Mother. Znajomy poznał dziewczynę, dostał numer kontaktowy, wrócił do domu i pierwsza rzecz, sprawdził ją na Facebooku. Parę dni później przy innej okazji się spotkaliśmy i zaczęliśmy snuć absurdalne konstrukty na temat jej osobowości, szansy zaciągnięcia do łóżka i trwałości ewentualnego związku na podstawie skąpych informacji z jej profilu. Od tego czasu nie gadaliśmy na tyle długo, abym mógł jasno stwierdzić, dlaczego tamto nie wypaliło, ale być może dlatego, że zbudowaliśmy w wyobraźni jej obraz przypominający niemalże kandydatkę do drużyny Aniołków PiSu. Bez szans na wejście do sejmu, oczywiście.</p>
<p>HIMYM uczy, że lepiej takich rzeczy nie robić, bo to do niczego nie służy i nie pozwala poznać drugiej osoby. Tak, straszny truizm, ale przecież ciągle oceniamy ludzi, nawet dobrze nam znany, przez pryzmat wyrwanych z kontekstu lajków i fanpejdży. Zapominamy, że każdy z nas w serwisie społecznościowym na zupełnie inny sposób czuję się jak u siebie. </p>
<p>Znajomy z pracy stwierdził z kolei, że takie ocenianie ludzi przez pryzmat ich profilu jest bardzo wygodne. Zwłaszcza dla facetów, którzy panicznie boją się zagadać do nowej babki. Znajdą ze dwie rzeczy, które im nie pasują w jej ulubionych wykonawcach czy fanpejdżach i problem z głowy. Nie muszą się wysilać na podryw, tylko zacząć szukać kolejnego obiektu zainteresowania. Do którego znowu nie zagadają.</p>
<p>Inną fajną rzeczą pokazaną w tym odcinku jest sposób w jaki smartfony zmieniły nasze zachowanie towarzyskie. Jestem jedną z osób, które z przyzwyczajenia zawsze sięgają po jakąś gazetę i ją przeglądają. Nie oznacza to, że rozmowa mnie nudzi, po prostu lubię przeglądać. Teraz magazyn nie jest mi potrzebny, bo mam internet w kieszeni i przegląd co w robocie, na Twitterze czy gdziekolwiek. Idziemy gdzieś zjeść coś z Martą. Zamawiamy, a czekając na kelnera każde z nas patrzy w swój ekranik. </p>
<p>Najnowszą legendą miejską w kręgu naszych znajomych jest Kasia i Basia, dwie dziewczyny, które zostawiły swoje numery w pudełku od Carcassone na Chłodnej 25. Zadzwoniliśmy do Kasi. Ona żyje naprawdę. Choć oczywiście nie wiemy, czy rzeczywiście ma tak na imię. I co z Basią? I jak tu je zgooglować, jeśli znamy tylko ich imiona?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2011/10/19/nie-musimy-sie-poznawac-mamy-facebooka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Diefenbach &#8211; Zanim wzejdzie świt</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2011/10/14/diefenbach-zanim-wzejdzie-swit/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2011/10/14/diefenbach-zanim-wzejdzie-swit/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 14 Oct 2011 19:18:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=12845</guid>
		<description><![CDATA[W minionym tygodniu zorientowałem się, że cierpię na niedosyt. Niedosyt mrocznych światów fantasy, pozbawionych przyjacielskich trolli z maczugami czy krasnoludów ze szkockim akcentem. Wniosek ten naszedł mi do głowy kiedy jednego dnia doznałem gry Dark Souls i komiksu Benedykta Szneidera pt. &#8222;Diefenbach &#8211; Zanim wzejdzie świt&#8222;. &#8222;Zanim wzejdzie świt&#8221; jest tym dla kolorowych historii spod [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/10/diefenbach.jpg" alt="" title="diefenbach" width="499" height="241" class="alignnone size-full wp-image-12848" /></p>
<p>W minionym tygodniu zorientowałem się, że cierpię na niedosyt. Niedosyt mrocznych światów fantasy, pozbawionych przyjacielskich trolli z maczugami czy krasnoludów ze szkockim akcentem. Wniosek ten naszedł mi do głowy kiedy jednego dnia doznałem gry Dark Souls i komiksu Benedykta Szneidera pt. &#8222;<a href="http://kultura.com.pl/index.php?s=k_136&#038;d=k">Diefenbach &#8211; Zanim wzejdzie świt</a>&#8222;.<br />
<span id="more-12845"></span><br />
&#8222;Zanim wzejdzie świt&#8221; jest tym dla kolorowych historii spod znaku magazynu &#8222;Fantasy Komiks&#8221; tym samym, co &#8222;Dark Souls&#8221; dla niby mrocznych gier fabularnych studia BioWare. Abstrahując od upierdliwego poziomu trudności będącego wyznacznikiem gry From Software, to co ją odróżnia jest naprawdę ciemny i ponury świat. Wystarczy sam początek, gdzie zamiast matki budzącej głównego bohatera ze snu w ciepłym łóżku, Dark Souls oferuję możliwość sterowania postacią zawieszoną gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią. Bez tłumaczenia o co chodzi, ani dawania jasnych wskazówek, jak poprawić zaistniałą sytuację.</p>
<p>&#8222;Dark Souls&#8221; jest bardzo jesienną grą, w której stoisz na murach zamieszkałej przez nieumarłych fortecy i patrzysz na znajdujący się w oddali zielony świetlik, oznaczający miejsce, gdzie zginąłeś poprzednim razem. Nikt Ci nie pomoże, musisz jeszcze raz przebić się przez potwory, które zdążyły się od czasów Twojej poprzedniej próby odrodzić. Bardzo melancholijnie.</p>
<p>Zbiegiem okoliczności tego samego wieczoru przeczytałem też &#8222;Diefenbach&#8221; Szneidera. To kameralna historia, która równie dobrze mogłaby się rozgrywać właśnie w świecie Dark Souls. Na dogasającym polu bitwy złodziej wpada w łapy tajemniczego łowcy, który wykonuje pewną ponurą misję. W innym komiksie przeżyliby masę śmiesznych przygód, kilka razy nawiązali do innych dzieł popkultury, aby na końcu odlecieć na smoku w stronę zachodzącego słońca. Tutaj jednak nikt nie cacka się z bohaterami. O których zresztą trudno powiedzieć, czy są w ogóle ludźmi. Jeśli to ma jakiekolwiek znaczenie.</p>
<p>Podoba mi się oszczędność Szneidera przy zarysowywaniu bohaterów czy wkładaniu im w usta jakichkolwiek dialogów. Zamiast tworzyć postacie, pozwala, aby same rodziły się w mojej głowie. Tym samym nie są to już jego &#8222;ludzie&#8221;, lecz moi, więc autor nie ma żadnych skrupułów przed sprowadzaniem na nich wszelkich smutków i problemów. Nie obchodzi go czy przeżyją, ani to kim tak naprawdę są. To już problem czytelnika.</p>
<p>Kolejna rzecz, która odróżnia &#8222;Diefenbacha&#8221; od losowych Trollów z Troi jest spokój i cisza wylewająca się z kolejnych stron komiksu. Jeżeli historia sprawia wrażenie oszczędnie poprowadzonej, to miejscem w którym autor zaszalał jest warstwa graficzna. To właśnie ona &#8222;robi&#8221; tę historię. Te wszystkie smutne sosny, leśne ostępy, przerażone spojrzenia i śmierdzące szczury. To działa, wysyłając jako całość jeden spójny komunikat: wszyscy zginieeeemy.</p>
<p><object width="500" height="369"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/1LDgpfDcJHk?version=3&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/1LDgpfDcJHk?version=3&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" width="500" height="369" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p>Jako bonus, jednozdaniowa recenzja Marty: &#8222;ooo przemijanie. idę spać&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2011/10/14/diefenbach-zanim-wzejdzie-swit/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chciałaś masz, tylko cooooooo</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2011/10/05/chcialas-masz-tylko-cooooooo/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2011/10/05/chcialas-masz-tylko-cooooooo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 04 Oct 2011 22:07:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=12830</guid>
		<description><![CDATA[Dopiero wieczorem doznałem spotu Katarzyny Lenart, tego na którym rzeczona kandydatka do sejmu zrzuca żakiet, prezentuje czerwony jak robotnicze sztandary stanik, tego który wzbudził obruszenie i naśmiewki. Doznałem, poczytałem komentarze w internecie i jest mi po prostu smutno. Abstrahując od tego, jak bardzo trzeba być nieprzytomnym, aby wiązać się z SLD, i litościwie pomijając pomysłowość [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/10/katarzyna.jpg" alt="" title="katarzyna" width="500" height="250" class="alignnone size-full wp-image-12833" /></p>
<p>Dopiero wieczorem doznałem spotu Katarzyny Lenart, tego na którym rzeczona kandydatka do sejmu zrzuca żakiet, prezentuje czerwony jak robotnicze sztandary stanik, tego który wzbudził obruszenie i naśmiewki. Doznałem, poczytałem komentarze w internecie i jest mi po prostu smutno.<br />
<span id="more-12830"></span><br />
Abstrahując od tego, jak bardzo trzeba być nieprzytomnym, aby wiązać się z SLD, i litościwie pomijając pomysłowość autora reklamówki, odnoszę wrażenie, że nikt nie pomyślał, co stanie się potem, gdy już go ktoś obejrzy. Zabrakło wyobraźni, która mogłaby w umyśle wymalować obraz ziemi spalonej przez zjednoczone hufce wąslandii.</p>
<p><iframe width="500" height="284" src="http://www.youtube.com/embed/9xHIkB_6vzU?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Swoją drogą, ktoś wpadł na pyszny pomysł i oznaczył go jako +18 na YT. Dżizas. I to &#8222;censored&#8221;. Łolaboga. Przechodząc jednak do losowo wybranych komciów z YT i FB, bo one tutaj są najlepszą lekcją pokory i politycznego marketingu:</p>
<blockquote><p><em>w dzień wyborów ssie pałę﻿ :)</p></blockquote>
<blockquote><p>Katarzyno Lenart, możesz zrobić więcej? To zrób mi loda, a (być może)﻿ pójdę glosować.</p></blockquote>
<blockquote><p>Kasiu moze jakas kawa ?</p></blockquote>
<blockquote><p>Super spot, już grzeje kapucyna z myślą o mojej wybrance z listy wyborczej SLD :)))))))))))))))))))))) hahahaha :)</p></blockquote>
<blockquote><p>Współczuję, bardzo Ci współczuje dziewczyno i mówię to jako członek Sojuszu Lewicy Demokratycznej podpisujący się swoim imieniem i nazwiskiem. Nie chce nawet się domyślać co chcesz oferować ludziom w Sejmie. Uważam, że za taki spot powinnaś ponieść konsekwencje wewnątrz partii. Chyba inaczej rozumiemy lewicowość. Nie wiem o jakie prawa kobiet chcesz walczyć, ale inne aniżeli większość ludzi w SLD.</p></blockquote>
<blockquote><p>myślę,że pokaż dupę to będą większe szansę :]</p></blockquote>
<p></em></p>
<p>Nauka ze sprawy Katarzyny Lenart jest następująca: ludzie tak bardzo przyzwyczaili się do swojej obecności na Facebooku, że nie ma dla nich znaczenia czy podpisują się imieniem i nazwiskiem, czy nie. Są w internecie, więc mogą wyrazić swoją opinię. Po prostu. Druga jest taka, że możemy lubić striptizerki, ale i tak z góry zakładamy, że są po prostu prostytutkami. A także, jeśli wystawiasz się na tak ewidentny strzał jak Katarzyna Lenart, to musisz się liczyć na festiwal testosteronu w komentarzach. Bo Polak jest szarmancki, ale tylko wobec swojej babci.</p>
<p>Ową wybiórczą rycerskość zauważyła też sama kandydatka, dramatycznie pytając:</p>
<blockquote><p><em>Moi drodzy, czy Wy naprawdę nie rozumiecie, że jak ktoś rozsądnie napisał, wobec tabloizacji mediów i niestety też polityki postanowiłam zrobić coś niecodziennego, aby zwrócić uwagę na moją osobę? Czy zrobiłam naprawdę coś złego? Czy nikt nie weźmie mnie w obronę?</em></p></blockquote>
<p>Teraz, to wiesz, trudna sprawa.</p>
<p><object width="500" height="369"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/3v2ucTSv8w0?version=3&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/3v2ucTSv8w0?version=3&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" width="500" height="369" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2011/10/05/chcialas-masz-tylko-cooooooo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drive</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2011/09/17/drive/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2011/09/17/drive/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 17 Sep 2011 21:21:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=12817</guid>
		<description><![CDATA[Czasami jest tak, że idziemy na jakiś film tylko dlatego, że aktor, który w nim gra bardzo podoba się naszej koleżance z pracy. Nie pamiętamy, czemu zwróciliśmy uwagę akurat na ten tytuł, ale gdzieś ktoś podświadomie zaszczepił nam myśl, że warto na niego pójść. Być może tym razem chodziło o przeświadczenie, że Ryan Gosling jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/09/drive.jpg" alt="Drive" title="Drive" width="500" height="249" class="alignnone size-full wp-image-12823" /><br />
Czasami jest tak, że idziemy na jakiś film tylko dlatego, że aktor, który w nim gra bardzo podoba się naszej koleżance z pracy. Nie pamiętamy, czemu zwróciliśmy uwagę akurat na ten tytuł, ale gdzieś ktoś podświadomie zaszczepił nam myśl, że warto na niego pójść. Być może tym razem chodziło o przeświadczenie, że Ryan Gosling jest śliczny.<br />
<span id="more-12817"></span><br />
Oj jest. W Drive jest kowbojem nocy, który zamiast konia ma samochód. I jedzie przez puste ulice Los Angeles patrząc smutno smutnymi oczami. Jest połączeniem oczywistych tropów: McQueen, Brando, Dean (te białe podkoszulki! te skórzane rękawiczki!). Ma w sobie też coś z Dextera. Zimny, wycofany gość, świetny w tym co robi, zdolny zaatakować w ułamku sekundy, jak skorpion, którego ma wyszytego na swojej słodkiej kurtałce. Jakże trafnie. Psychol.</p>
<p>Podobnie jak Dexter angażuje się emocjonalnie w związek z doświadczoną przez los kobietą, samotną matką, której facet jest na bakier z prawem. Ale nie jest to historia z opisu dostarczonego przez wydawcę:</p>
<blockquote><p><em>Opowieść o Driverze, chłopaku, który za dnia pracuje jako kaskader a nocami wynajmuje się jako kierowca gangsterów. Żyje, balansując na cienkiej granicy między rozsądkiem a brawurą. Do dnia, gdy pozna Irene i straci dla niej głowę. Nowa dziewczyna, wyglądająca jak anioł, rozpęta wokół niego prawdziwe piekło.</em></p></blockquote>
<p>Plask</p>
<p>Niemniej, Drive sprawia momentami wrażenie, jakby Soffia Coppola chciała zrobić dreszczowiec. Wszystko jest pooowooolne, rozgrywa się w spojrzeniach bohaterów i ciszy pomiędzy nimi. Aby nagle uderzyć w twarzą sceną przesadnej przemocy, która przypomina o tym, że Kowboj nie jest rycerzem w lśniącej zbroi i musi się czasem ubrudzić. Zwłaszcza, gdy zaczyna popełniać błędy.</p>
<p>Podobnie też jak w filmach Coppoli, masę roboty robi ścieżka dźwiękowa, atakująca zimnem synthpopu i różnymi losowymi plumknięciami.</p>
<p><iframe width="500" height="100" src="http://www.youtube.com/embed/-DSVDcw6iW8" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Choć w kilku miejscach koncepcja filmu zgrzyta i trzeszczy, to ostatecznie wyszedłem z kina urzeczony. Prosta historia o tym, że bycie facetem jest super, ale nie przychodzi tak łatwo.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2011/09/17/drive/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W sidłach taśmowych macek magnetofonów</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2011/04/04/w-sidlach-tasmowych-macek-magnetofonow/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2011/04/04/w-sidlach-tasmowych-macek-magnetofonow/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Apr 2011 18:33:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=12758</guid>
		<description><![CDATA[Kaseta magnetofona jest nośnikiem mojego dzieciństwa. Przeminęła dla mnie gdzieś na początku XXI wieku, ale trudno powiedzieć, abym za nią tęsknił. Podobno powraca i zupełnym przypadkiem zamotała mnie w sieć nostalgii. Dyskoteka Pana Jacka. Varius Manx słuchane w samochodzie z rodzicami. Walkman przywieziony w latach 80. z Azji. Offspring słuchany na koloniach. Kasety Bad Religion [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/04/photo4.jpg" alt="" title="kasety" width="500" height="294" class="alignnone size-full wp-image-12768" /><br />
Kaseta magnetofona jest nośnikiem mojego dzieciństwa. Przeminęła dla mnie gdzieś na początku XXI wieku, ale trudno powiedzieć, abym za nią tęsknił. Podobno powraca i zupełnym przypadkiem zamotała mnie w sieć nostalgii.<br />
<span id="more-12758"></span><br />
Dyskoteka Pana Jacka. Varius Manx słuchane w samochodzie z rodzicami. Walkman przywieziony w latach 80. z Azji. Offspring słuchany na koloniach. Kasety Bad Religion wyrwane przy zupełnej okazji od gościa, który nie wiedział co traci, bo postanowił zacząć słuchać rapu i zbierał na nowe spodnie. Kasety to cała podstawówka, płyty CD to zaledwie trzyletni epizod szybko zastąpiony odtwarzaczem MP3 o imponującej pojemności 128MB. Nawet jeśli potem kupowałem płyty, to tylko po to, aby od razu zgrać je na dysk i nigdy więcej do nich nie wracać. Z kaset też próbowałem, ale bez zadowalających rezultatów.</p>
<p>- Płyty winylowe to podstawowy punkowy nośnik &#8211; tłumaczył mi jeden z wydawców, podczas mojego krótkiego okresu osobistego zaangażowania w scenę hc/punk. Winyl do mnie nigdy nie przemawiał i zawsze traktowałem go jako ekstrawagancję dla maniaków, kolekcjonerów. W cyfrowych czasach najlepiej uosabiał zawartą w punkrocku sprzeczność: punk z jednej strony pełen jest tekstów o zmianie świata, ludzi i ruszaniu z posad bryły Ziemi, z drugiej jednak kompletnie nie zależy mu na szerszym propagowaniu tych idei, bo to oznaczałoby umasowienie ruchu. A umasowienie oznacza złagodzenie postulatów i w rezultacie śmierć. </p>
<p>Niszowe idee muszą mieć niszowy nośnik dla wybranych.</p>
<p>Gdy więc jakieś dwa-trzy lata temu polskie zespoły zaczęły wydawać swoje demówki na kasetach, traktowałem to jako kolejną elitarystyczną fanaberię hardkorpankowego środowiska. Skoro coraz więcej osób ma adaptery i tyle jest gadania o powrocie winylu, to trzeba uciec i wymyślić coś jeszcze bardziej niszowego. Tak też kilku ostatnich interesujących mnie demówek nie kupiłem, bo nie miałem za bardzo jak ich słuchać.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/04/photo2.jpg" alt="" title="kasety" width="500" class="alignnone size-full wp-image-12768" /></p>
<p>Ostatnio jednak weszliśmy z Martą w posiadanie starego samochodu po dziadku. Z wyciąganym za plastikową rączkę radiem, na kasety oczywiście. I nagle pojawiło się pytanie, czego będziemy słuchać? Dziadek zostawił po sobie zaledwie kilka kaset i nie do końca z tym, czego byśmy chcieli. Gdzieś po mieszkaniu walają się jeszcze te wiekowe kasety Bad Religion, ale ile można. Natura nie znosi próżni, zesłała więc znak.</p>
<p>Któregoś razu na spacerze z psem kierowałem się już do pobliskiego kosza na śmieci, aby w ramach walki o Czyste Trawniki wyrzucić to, co pies po sobie na trawniku zostawił. Niestety, kosz był pełen, zapchany wielgachną reklamówką wypełnioną po brzegi&#8230; kasetami. Na szczęście, ktoś był na tyle leniwy, że zamiast wyrzucić je do głównego kontenera, zostawił torbę na zwykłym betonowym koszu. Bez dłuższego zastanowienia dźwignąłem torbę i zabrałem ja do domu.</p>
<p>Okazało się, że ktoś wyrzucił na śmietnik czyjąś metalową młodość. Czyjeś lata 90. W środku były przegrane, starannie opisane, opatrzone wydrukowanymi spisami kasety takich wykonawców jak Pantera, Kreator, Testament, Morgoth, Tiamat, Death i wielu, naprawdę wielu innych. Są też taśmy zespołów, które zawsze były dla mnie &#8222;głównym nurtem nurtu alternatywnego&#8221;, czyli Beastie Boys, Faith No More itd., etc., o których wszyscy wiecznie powtarzali, że muszę ich przesłuchać, a ja nigdy nie miałem na to ochoty.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2011/04/photo.jpg" alt="" title="kasety" width="500" height="294" class="alignnone size-full wp-image-12768" /></p>
<p>Nie mam pojęcia skąd wzięły się na śmietniku, kto je wyrzucił ani skąd. Może ktoś robił porządek na pawlaczu? Może czyjaś matka ostatecznie pogodziła się z faktem, że jej syn już nie wróci do swojego dziecinnego pokoju? Kasety są stare, nie zostały nagrane pięć, może nawet nie dziesięć lat temu. Musiały się przeleżeć.</p>
<p>Zabawnie jest patrzeć na to wszystko i snuć rozważania o byłym właścicielu. Weźmy choćby kasetę Metalliki, &#8222;Justice for all&#8221;, która została zagrana &#8222;Battle of Los Angeles&#8221; RATMu, sugerujące znużenie Najbardziej Oczywistym Zespołem Świata. Albo pojedyncze taśmy Madball i D.R.I., mogące świadczyć o krótkotrwałym flircie z hc/punkiem. Albo stosunek właściciela do prawa autorskiego: w zbiorze znalazł się dosłownie jeden oryginalny album: Samael &#8211; &#8222;Blood ritual&#8221;. Z 1992 roku. </p>
<p>Na ponad setkę kaset znalazłem dosłownie tuzin takich, które mnie zainteresowały. Jeżeli więc macie ochotę na gadżet z zeszłej epoki, dajcie znać, będzie się jeszcze świetnie prezentował na półce.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2011/04/04/w-sidlach-tasmowych-macek-magnetofonow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cykle</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2011/04/03/cykle/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2011/04/03/cykle/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 02 Apr 2011 22:04:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=12702</guid>
		<description><![CDATA[Czuję się trochę jakbym odsłaniał okna w starym, zakurzonym, od dawna nieodwiedzanym gabinecie. Świeci jednak słońce. Należą się Wam więc wyjaśnienia. Motyw Drogi, jako aktywny i starający się zainstnieć tu i tam magazyn upadł w 2010 z wielu powodów i przyczyn, z których najważniejszym jest podjęcie przeze mnie pracy zawodowej. Po latach studiowania i różnego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czuję się trochę jakbym odsłaniał okna w starym, zakurzonym, od dawna nieodwiedzanym gabinecie. Świeci jednak słońce. Należą się Wam więc wyjaśnienia.<br />
<span id="more-12702"></span><br />
Motyw Drogi, jako aktywny i starający się zainstnieć tu i tam magazyn upadł w 2010 z wielu powodów i przyczyn, z których najważniejszym jest podjęcie przeze mnie pracy zawodowej. Po latach studiowania i różnego dorabiania znalazłem robotę nie dość, że trwającą od rana do wieczora, to jeszcze polegającą na pisaniu, pisaniu i pisaniu. Czasu i sił było mało, więc skoro, jako &#8222;redaktor naczelny&#8221;, nie dawałem dobrego przykładu, trudno się dziwić, że reszta ekipy dała sobie spokój.</p>
<p>Praca przy dużym internetowym serwisie o grach pozwoliła mi jednak spojrzeć z odpowiednim dystansem na Motyw i otaczające go rzeczy i dostrzec, jak bardzo się napinaliśmy. Dawało to wielokrotnie kupę radości, satysfakcji i znakomite rezultaty, ale w gruncie rzeczy sprawiło, że nie potrafiliśmy, czy też, nie potrafiłem, traktować niniejszej strony tak jak powinna być traktowana: jako przystani i miejsca do pisania prosto z serca o rzeczach, które nas, mnie, w popkulturze interesują.</p>
<p>Potrzebowałem czasu aby znowu ułożyć sobie życie z Motywem i proszę, oto jestem. Jednakże chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że szczerze wątpie aby czasy &#8222;starego, dobrego Motywu&#8221;, czyli szczytowego i najbardziej satysfakcjonującego okresu lat 2008-2009 wróciły. Po prostu. Mam znacznie mniej czasu dla siebie, a tym samym dla Motywu. Reszta &#8222;redakcji&#8221; również.</p>
<p>Właśnie, redakcji. Gdzie oni są?</p>
<p><strong>Zuza Kochańska</strong> jako jedyna, wiele miesięcy temu jasno zadeklarowała, że nie ma już czasu na Motyw i podążyła swoją własną drogą. Doskonale ją rozumiem i życzę szczęścia.</p>
<p><strong>Paweł Kamiński</strong> uparł się, że chce pracować w tej samej firmie co ja, więc widujemy się niemal codziennie, gadamy ze sobą o komiksach lub grach i muszę wysłuchiwać jego czerstwych żartów. Uwielbiam to.</p>
<p><strong>Łukasz Babiel</strong> nadal kręci się po komiksowie, robiąc korekty tu i tam. Żeby było śmieszniej, on również związał się zawodowo ze światem gier, więc nasze rozmowy cechuje staranne omijanie tematów, o których on wie, że ja wiem, że on wie, że ja nie wiem, że on nie wie.</p>
<p>Nie mam zielonego pojęcia jak często będą ukazywać się tutaj teksty i czyje. Ale tak naprawdę, nie ma to żadnego znaczenia.</p>
<p><iframe title="YouTube video player" width="500" height="405" src="http://www.youtube.com/embed/uMGjN8-9IG0?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2011/04/03/cykle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>35</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

