Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

O wyższości komiksów niemych nad komiksami z tekstem


papier · komentarzy 78

Arrival

„O wyższości komiksów niemych nad komiksami z tekstem” jest artykułem Marka Turka z najnowszego „Ziniola”. Największe nadzieje wiązałem właśnie z tym artykułem, gdy zobaczyłem jakiś czas temu spis treści. Niestety, zawiodłem się. Zamiast artykułu eksperta od niemych komiksów, otrzymałem nietrafioną wyliczankę. W tej notce przytaczam całość artykułu autora „Bajabongo”, polemizując z jego „argumentami”. Mam nadzieję, że wydawca i Marek wybaczą mi splugawienie tekstu i przepisanie go tutaj.

Przede wszystkim, sama teza, będąca tytułem artykułu, mnie zaintrygowała. Po prostu nie uważam, że jakakolwiek „wyższość” istnieje. Uważałem, że Marek Turek uświadomi mnie, że jednak tak. Ogólnie, nie lubię gdy ktoś wprowadza dodatkowe podziały – to jest lepsze, to gorsze, to dla myślących, inne dla leniwych. Ale najważniejsze – czytanie komiksu niemego jest zupełnie odmiennym doświadczeniem niż komiksu klasycznego, stąd udowadnianie jakiejkolwiek „wyższości” nie ma sensu. Bo komiksy nieme uwielbiam, Otta czytam na okrągło, do „Bajabongo” wróciłem z siedem razy w przeciągu pół miesiąca i ciągle mi się podoba! Bo jest coś niezwykłego i mistycznego w tym, co się przeżywa, gdy zostajemy wrzuceni w wir narracji komiksu niemego. To jak Marek Turek chce dowieść wyższości historii niemych? Tekst zdobią kadry z „The Arrival” Shauna Tana, wytłuszczenia w tekście artykułu są moją sprawką.

więcej…

Bajabongo


papier · komentarzy 10

Bajabongo

Kultura Gniewu lubi komiksy nieme i bardzo dobrze! Jak dla mnie to mogą poprowadzić serię wydawniczą Bez Dymka (KG-BD), ponieważ prezentowane do tej pory komiksy Thomasa Otta i Łukasza Ryłki są strzałami w dziesiątkę. Mój apetyt na takie pozycje jest wilczy i czekam na zapowiedziany „Numer 73304-23-4153-6-96-8” Otta, oraz parę razy anonsowany „The Arrival” Shauna Tana. Jako przystawkę dostałem właśnie „Bajabongo” Marka Turka.

Przyznam się, że twórczość Turka znam dość pobieżnie. Kojarzyłem go z paru zinów, a „Fastnachtspiel” kiedyś udało mi się przejrzeć. Ta niewielka znajomość wystarczyła mi jednak do tego, by wiedzieć w co się pakuję sięgając po „Bajabongo”. Tak – pakuję, ponieważ styl Marka wydawał mi się zawsze ciężkostrawny. Po lekturze ostatniego komiksu czuję się wyprowadzony z błędu.

„Bajabongo” opowiada o wycieczce do tajemniczego kurortu, w którym nie brakuje dziwaków i nadnaturalnych zdarzeń. Gdy zastanowię się nad głównym bohaterem i fabułą, narzuca mi się skojarzenie z „Alicją w Krainie Czarów” – bohater wpada do dziury, która przenosi go do innego świata, a i figura odpowiadająca ekscentrycznemu kapelusznikowi się znajdzie! Opowieści o urlopie zabawnego człowieczka nie brak polotu i lekkostrawnego, ironicznego humoru. Nie przeszkadza to jednak w tym, by historia była dość bogata w symbole i metafory. Ich obecność trochę mnie zmyliła w odbiorze komiksu, gdy zapoznawałem się z nim pierwszy raz, bo w założeniu ma być raczej lekki – o czym świadczy spojlerowa oferta na jego okładce, bądź sposób prezentowania go. I tu mnie zapytacie: „A można się zapoznawać wielokrotnie? Bez sensu”. Otóż można. Z „Bajabongo” nawet trzeba, choćby dla świetnych rysunków. Scena z tancerką jest moją ulubioną, gdzie Turek parę razy zmienia klimat i stylistykę (acz na pierwszy rzut oka nieznacznie). Najogólniej – „Bajabongo” czyta się lekko, a przegląda przyjemnie. Ponieważ od paru dni mam plażowy nastrój i chodzę po mieście na boso, to taki komiks zabrałbym właśnie na plażę.

Czy w ogóle trzeba pisać o tym, że pod względem edytorkim jest super? Czy potrzebny jest pean na cześć okładkowej grafiki? Nie, ślepi nie jesteście, a nawet ci co stylu Turka nie lubią, docenią te walory. Na samym początku użyłem słowa „przystawka”, z którego teraz się wytłumaczę. „Bajabongo”, mimo że mi się podobało, nie będzie moim ulubionym bezdymkowym komiksem, wydanym przez KG. Jak zauważył Szymon Holcman często wychodzę z założenia, które nazwał pozytywistycznym. Dla mnie komiks musi coś nieść, coś we mnie zostawiać, wywoływać refleksje, zakończenie muszę zrozumieć, a nie je po prostu przeczytać. Zakończenie „Bajabongo” było sympatyczne, groteskowe i estetyczne zarazem, ale nie zareagowałem na nie tak jakbym chciał, gdy w ręce miałem coś tak dobrego. Ott trafia do mnie w całości, dlatego „Bajabongo” traktuję jako przystawkę do „Numeru…”. Najnowszą premierę Marka Turka doceniam i mam nadzieję, że docenią ją nie tylko polscy czytelnicy. Bo „Bajabongo” jako komiks niemy, ba, jako dobry komiks niemy, ma okazję stać się towarem eksportowym. Czego, jak nielatania afgańskimi liniami lotniczymi, szczerze życzę.