Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Kolektyw #5


papier · komentarzy 27

Kolektyw #5, okładka

Tak się złożyło, że dwa festiwale – wiosenne Warszawskie Spotkania Komiksowe i jesienny Międzynarodowy Festiwal Komiksu – wyznaczają zinom cykl wydawniczy. Bałtycki Festiwal Komiksu ma szansę tę harmonię zakłócić, być może zmuszając wydawców do zwiększenia częstotliwości, a rysowników i scenarzystów do bardziej wytężonej pracy. Póki co – po „czwórce” na WSK, na MFK trafi w Wasze łapki piąty numer „Kolektywu” od netkolektywu, czyli zin twórców, których na co dzień spotkać można w różnych zakątkach sieci.
więcej…

Kolektyw #3


papier · komentarzy 15

trzeci kolektyw

Teoretycznie, ponoszę jakąś cząstkę odpowiedzialności za zawartość trzeciego numeru „Kolektywu”. Kilka tygodni temu redakcja, to jest Bartek Biedrzycki, Robert Sienicki oraz Jan Mazur, podesłali mi pdfa z komiksami przygotowanymi do wydania i razem z kilkoma innymi wytypowanymi osobami miałem powiedzieć, co o nich sądzę. Napisałem więc wtedy roboczą recenzje, w której nieco się za bardzo wczułem i udzielałem tak użytecznych rad jak „komiks do przerysowania” albo „no grafika w porządku, ale trzeba scenariusz przepisać„. Redakcja opinie przyjęła i zrobiła po swojemu, całkiem słusznie.

Dzięki swojemu udziałowi miałem możliwość kupna albumiku wcześniej, więc oto i jest, przedpremierowe spojrzenie.

Ostatecznie, do trzeciego „Kolektywu” nie trafiło kilka komiksów, co w rezultacie dało najlepszy numer w historii całej inicjatywy. Po doświadczeniach z poprzednim nie spodziewałem się po trzecim zbyt wiele, ale na szczęście okazało się, że pół roku jakie minęło od jego premiery nie zostało przez ekipę zmarnowane. Choć nie spodziewajcie się jakiegoś rewolucyjnego skoku do przodu.

Przede wszystkim, strzałem w dziesiątkę okazało się zgapienie od Jeju pomysłu na temat przewodni do numeru. Historie zahaczają o niego mniej lub bardziej, ale główna linia, miejskie legendy, zostaje zachowana. Mamy więc czarną wołgę, studentów wyskakujących przez okno i coś co czai się na strychu. W komiksach nadesłanych do numeru był również jeden o przymusowych dawcach nerek, jednej z mojej ulubionych legend, ale niestety nie nadawał się do publikacji.

trzeci kolektyw

To nie jest tak, że trzeci numer podoba mi się w całości, nie. Po prostu jest w nim kilka komiksów, dla których warto zapłacić te 10 zeta. Po pierwsze: „Czarna Wołga”, w której Igor Wolski, do scenariusza Sienickiego i Jana Mazura, pokazuje, że lubi rysować umięśnionych gości. Po drugie: „13” autorstwa Unki Odyi, w którym stara ludowa prawda głosząca, że Unka umie rysować i ma fajne pomysły znajduje swoje potwierdzenie. Po trzecie: „Legenda o Szczurzym Harfiarzu”, czyli znowu rysunki Wolskiego, tym razem do scenariusza Jakuba Debskiego, która przypomniała mi o starym, rewelacyjnym komiksie autorstwa Clarenca Weatherspoona pod tytułem „9mm”. Kilka jego epizodów ukazało się w ostatnich numerach Produktu. Po czwarte, kończące numer „Kartki” autorstwa Michała Dzitkowskiego, nostalgiczna opowieść o Netkolektywie. Ze smutnym finałem. No i dla fanów jest jeszcze rysowana od niechcenia przez Roberta Adlera do scenariusza Biedrzyckiego „Ekspedycja ratunkowa”.

I tak te pięć historii przeważa nad sześcioma, które „mogą być” oraz trzema, które są po prostu niedorobione, czyli „Dr Casanova” Konrada Okońskiego, „Pik”, nieznanych mi wcześniej Rafała Kosuta i Grzegorza Pawlaka oraz „Stepowanie Kota w mroku”, autorstwa Biedrzyckiego i tajemniczego kopisty Franka Millera ukrywającego się pod pseudonimem rat. Widać, że się starają, że probują, ale za mało. Przynajmniej dla mnie.

Tak jak pół roku nie widziałem większej przyszłości dla „Kolektywu”, to trzeci numer przywraca mi wiarę w tę ekipę, że poza tym, że chcą robić komiksy, to jeszcze część z nich chce robić dobre komiksy. Na szczęście. Osobną kwestią pozostaje niestety jakość wydruku, która znowu zgwałciła część historii, ale w tym przedziale cenowym i nakładzie to chyba już tak musi być.

Kolektyw #2


papier · komentarzy 20

koleeektwyfff

Wydaje mi się, że zdecydowana większość ludzi publikująca swoje komiksy w sieci traktuje to jako hobby i zabawę. Skoro to zabawa, to można machnąć ręką na aspiracje i tworzyć sobie rzeczy, które gdyby nie internet, lądowałyby w szufladzie. Bo przecież, nikt przy zdrowych zmysłach by tego nie wydał. No ale, zanim przyszedł internet, były ziny, gdzie wszyscy początkujący mogli się otrzaskać i się wystawić na, dosyć wąską, ale zawsze, krytykę. Oczywiście wydanie zina wymagało nieco większej dawki zapału i determinacji niż dzisiejsze wrzucenie swojej pracy do sieci.

W przypadku internetowych komiksowych przyjęło się uważać, że papier ma uszlachetniające właściwości. Oto, wyjmując z czeluści internetowej szuflady, pokazujemy bardziej tradycyjnemu czytelnikowi coś namacalnego. Wreszcie, spełniamy dziecięce marzenie i możemy dotknąć własnego dzieła. Teoretycznie więc, skoro już zdążyliśmy się otrzaskać w internecie, to wypływając na papier mamy już coś tam do zaprezentowania. Tymczasem w przypadku Kolektywu mam wrażenie regresu.

Ludzie, którzy od jakiegoś czasu, w internecie bo w internecie, publikują komiksy, wypuszczają zina sprawiającego wrażenie pospolitego ruszenia czego kto co miał w głębi szuflady, byle by było.

koleeektwyfff

Netkolektyw, gdy powstawał, skupił w swoich szeregach niemal wszystkich polskich twórców komiksów internetowych, którzy wykazywali choć minimalną determinację w prowadzeniu swoich stron. W gruncie rzeczy, jedynymi aktywnymi twórcami, którzy się nie załapali do składu byli chłopaki z Bug City. Przyczyna tego jest dosyć prozaiczna, nasz rynek jest płytki i na dodatek obciążony kilkoma grzechami, z których najpoważniejszym jest nieczytanie innych komiksów.

Gdy czytałem pierwszy numer Kolektywu, byłem pełen życzliwości, i z perspektywy czasu oceniłem go nieco na wyrost. Po prostu z zasady jestem otwarty na nowe inicjatywy i pierwsze kroki. Drugi numer, mimo pewnego przesiewu autorów, przypomniał mi, czemu większości komiksów z Netkolektywu nie trącam nawet kijkiem.

koleeektwyfff

Bo mi totalnie nie podchodzą.

W gruncie rzeczy, numer uratowali ci co zwykle, czyli Sienicki, Wolski, Dzitkowski, Kurowski oraz wyraźnie pracujący nad sobą Okólski. No i jeszcze „Dzień Chuligana”, który jest chyba pierwszym komiksem Biedrzyckiego, który mi się podobał. Bo miał fajny pomysł. Reszta numeru to ciągłe wprawki do szuflady.

Jasne, że wszystko jest kwestią gustu i własnych upodobań, ale może mi ktokolwiek wytłumaczyć, o co chodzi w „Sile Twórczej” Skarży? Bo nie jestem w stanie dociec, a próbowałem, serio. Że niby on przeżywa męki tworząc swoje komiksy? No w sumie się nie dziwie.

Nie czaje tych jedno planszowych żartów na poziomie piątej godziny jazdy autokarem na kolonie, gdy to wszystkim chce się już siku, ale stoimy w korku na Zakopiance, więc nie ma jak i trzeba jakoś zająć pęcherz. Nie jestem w stanie po prostu wyczuć intencji autorki „Uczynnego sąsiada”. Chciała rozbawić żartem, czy chciała rozbawić opowiadając betoniasty żart? Bo jeśli to drugie, to było to jednak za mało czytelne. Tak samo „Hymn Homarycki”. Przeklinający Homar. Ha ha. Ehh. Z szorciaków broni się jak dla mnie jedynie „S.O.P.S”

Komiksu niejakiego Fuzone nie czaję. Chyba za bardzo rozprasza mnie nadanie głównemu bohaterowi aparycji Bartka Biedrzyckiego. Łącznie z czapką. Boję się tego komiksu.

Z „Bańkami” mam ten problem, że obserwuję Maćka Wołosza niemal od początku jego internetowej kariery. I tak jak w przypadku gościnnych odcinków do KE byłem nim zachwycony, Umarlaki miały kilka zabawnych pomysłów, tak to co pokazuje w obu numerach Kolektywu jest jakimś strasznym krokiem w tył. Choć sam nie wiem, może po prostu jego komiksy zostały skrzywdzone od strony druku? Albo były przygotowane do mniejszego formatu?

koleeektwyfff

Puenty „Królika” też nie czaję. Czy chodzi o to, że blondynce podoba się koleś w kapturze, który jest jej gburowatym sąsiadem przebierającym się za królika? No po prostu nie rozumiem puenty, królik uśmiecha się do pomysłu urwania komedii romantycznej w pół wątku?

Dębski w duecie z Okońskim w „Półpsie pasterskim” i z Zaremba w „Mroźnych Ogniach” mnie po prostu nie ruszył.

Ja rozumiem, wolny rynek, każdy ma swoje pieniądze i robi z nimi co chce. Rozumiem, że to zabawa, że jest entuzjazm i że wszystko wychodzi i tak raz na pół roku. Ale ja po prostu w obecnym kształcie Kolektywu nie widzę nic więcej, jak po prostu chęć wydania czegoś na papierze dla samego faktu wydania. I w takiej formie mi to średnio podchodzi. Netkolektyw ma zadatki na stanie się wizytówką kolejnej fali młodych twórców komiksów w Polsce. Tylko oni sami chyba muszą się najpierw zdecydować, czy na serio chcą nimi być.

Do trzech razy sztuka.

Kolektyw #1


papier · komentarzy 6

Netkolektyw

Zapowiedzi wydania „Kolektywu” nieco mnie zaskoczyły, pozytywnie oczywiście. Raz, że bardzo lubię internetowe prace kilku członów Netkolektywu. Dwa, że nieco świeżej krwi na papierze nikomu nie zaszkodzi. Zwłaszcza naszemu rynkowi. Zresztą, dla większości Netkolektywnych była to ich papierowa premiera. Z tego co kojarzę, to chyba tylko Biedrzycki (godai) i Wołosz (JT) wcześniej coś wydali na ksero, pierwszy wypuścił albumiki z Co Mówiłem Durniu, drugi w antycznych czasach stworzył zina Squiz.

Osiemnastu twórców, 56 stron, 18 krótkich komiksów. Spory rozrzut jeśli chodzi o jakość i poziom zawartości. Pisanie o każdej historyjce po kolei chyba mija się z celem nieco, liczy się ogólne wrażenie.

Rycerz Janek i Straszne Kulty - Igor Wolski

A te jest, mimo wszystko, pozytywne. Czuć nieco, że część prac było robionych na chybcika. Zawodzi nieco Okoński, który musiał się bardzo śpieszyć podczas prac nad swoimi komiksem. Choć urzekł mnie w nim patent z niewyraźnie piszącym i mówiącym szefem. Na szybko, mam wrażenie, że nieco od niechcenia, robotę odwalił też Adler. Owszem, są cycuszki i miło uśmiechnięte babki, ale jakoś to tak… no chyba, że on lubi tak teraz lekko mazać. My Own Dead Roommate Sienieckiego został nieco zgwałcony przez czarno biały wydruk, chyba lepiej byłoby wcześniej nieco rozjaśnić ten komiks, bo tak powstała szara maź.

My Own Dead Roommate - Robert Sieniecki

Fajnie było zobaczyć rysunki Dzitkowskiego przedstawiające coś innego niż Pingwina czy świat Bossiego i Bossa. Miło jest też patrzeć jak coraz lepiej radzi sobie Igor Wolski. Nawet Marta, gdy zobaczyła, że będą dwie historie ze scenariuszami godai’ego zaczęła zacierać ręce. Jego komiksy to jej konik. Po lekturze stwierdziła jednak, że nie było źle.

No i wyszła wyliczanka. Trudno. Następny numer ma się ukazać podobno na tegorocznym MFK. Kupa czasu, załoga wie już z czym się taką antologię je, więc myślę, że będzie fajnie. Poza tym widać, że tworzenie sprawia autorom kupę radochy, a chyba o to w tym wszystkim w gruncie rzeczy chodzi.

Następnym razem przydałaby się spójna oprawa magazynu, z numeracją stron i tak dalej.