<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Motyw Drogi &#187; wywiady</title>
	<atom:link href="http://motywdrogi.pl/komiksy/wywiady/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://motywdrogi.pl</link>
	<description>we care</description>
	<lastBuildDate>Tue, 06 Dec 2011 22:04:22 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Jeździłem tymi samymi trolejbusami</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/02/19/jezdzilem-tymi-samymi-trolejbusami/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/02/19/jezdzilem-tymi-samymi-trolejbusami/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Feb 2010 08:42:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[Gang wąsaczy]]></category>
		<category><![CDATA[kultura gniewu]]></category>
		<category><![CDATA[Marek Lachowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=9387</guid>
		<description><![CDATA[Gang Wąsaczy się nie patyczkuje &#8211; na tydzień przejął kontrolę nad Motywem, abyście mogli być świadkami ich zapierających dech w piersiach przygód. Wielokrotnie zabiegałem u Ryszarda, Bogdana i Bohdana o wywiad, rozumując, że skoro już tu przyszli, to może by coś powiedzieli ciekawego. Oni zaś odesłali mnie do Marka Lachowicza, można by rzec, Piotra Pytlakowskiego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/02/mareklachowicz.jpg" alt="Marek Lachowicz" title="Marek Lachowicz" width="500" height="250" class="alignnone size-full wp-image-9423" /></p>
<p>Gang Wąsaczy się nie patyczkuje &#8211; na tydzień przejął kontrolę nad Motywem, abyście mogli być świadkami ich zapierających dech w piersiach przygód. Wielokrotnie zabiegałem u Ryszarda, Bogdana i Bohdana o wywiad, rozumując, że skoro już tu przyszli, to może by coś powiedzieli ciekawego. Oni zaś odesłali mnie do Marka Lachowicza, można by rzec, Piotra Pytlakowskiego polskiego komiksu.</p>
<p>Miłej lektury.<br />
<span id="more-9387"></span><br />
<strong>Trudno było dotrzeć do tak zakonspirowanej grupy przestępczej, jaką jest Gang Wąsaczy? Co sprawiło, że udało ci się nakłonić ich do zwierzeń?</strong><br />
Nie, dotarcie do nich nie stanowiło najmniejszego problemu, bo panowie z Gangu Wąsaczy zgłosili się do mnie sami. Wszystko zaczęło się od tego, ze zobaczyli jak, pokazałem ich w komiksie o Człowieku Paroovce. Ich zdaniem doszło wówczas do zbyt wielu przekłamań. Innymi słowy &#8211; stwierdzili, że pokazałem ich jako totalnych idiotów i wyszli z propozycją bym się zrehabilitował i pokazał ich w prawdziwym, obiektywnym świetle. Projekt trwał pięć lat. Jadłem to co oni, jeździłem tymi samymi trolejbusami co oni, oglądałem to samo w telewizji co oni i tylko wąsa sobie nie zapuściłem, bo mi zarost na to nie pozwala. Poznałem ich na wylot i wszystko przelałem na papier. Moim zdaniem różnicy nie ma. Wypadli tak samo jak w Paroovce.</p>
<p><strong>Nie boisz się ich reakcji, gdy zobaczą nowy album?</strong><br />
Ostatnio zmieniłem miejsce zameldowania i nie podałem im nowego adresu. To powinno wystarczyć.</p>
<p><strong>Od czasu wydania zbiorku w którym wystąpili razem z Panem W. minęło prawie pięć lat. Mógłbyś opowiedzieć, w jaki sposób wasza znajomość ewoluowała? Czy można już mówić o szorstkiej, męskiej przyjaźni, czy jednak są to stricte stosunki biograf-zleceniodawcy?</strong><br />
Ostatnio, w związku z tym, o czym napisałem przed chwilą, kontakt się urwał, ale nawet wcześniej nasza znajomość raczej skupiała się na rzetelnej pracy kronikarskiej. Kiedy już skończyłem komiks, pozwoliliśmy sobie na trochę luzu. Oddałem nawet Bohdanowi naszą kolekcję płyt na kasetach, bo już od jakiegoś czasu i tak nie było ich na czym odtwarzać, ale po tygodniu zadzwonił do mnie, mówiąc, że to jakiś szit. Niedawno przesłał mi nawet demonstracyjnie zdjęcie z sylwestra, gdzie w tle wyraźnie widać taśmy z kaset w roli ozdób karnawałowych. Założę się, że to taśmy z moich kaset.</p>
<p><strong>To pewnie zemsta. Czytając nowe odcinki nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że sportretowałeś ich zbyt surowo. Czy naprawdę są aż tak brutalni i bezlitośni? Jest mi trudno wyobrazić sobie Bohdana traktującego cebulę tak, jak to przedstawiłeś.</strong><br />
A jednak! Wszystko, co widać w komiksie to prawda. Cała, naga prawda. Z wąsami.</p>
<p><strong>Jesteś znany zarówno jako autor pasków jak i dłuższych historii. Czy którąś z tych form łatwiej śmieszyć ludzi?</strong><br />
Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiem które komiksy bardziej śmieszą moich czytelników. Wiem tylko, że im komiks krótszy, tym więcej się trzeba nagłowić, by stworzyć śmieszną pointę. Z drugiej strony, im historyjka dłuższa, tym więcej rysowania, więc ostatecznie w obu wypadkach nie jest zbyt łatwo.</p>
<p><strong>A co z Człowiekiem Paroovką? Nie jest zazdrosny, że drugoplanowi bohaterowie jego przygód dostają własne komiksy? Po co on z nimi ciągle walczy, skoro ty nie przestajesz ich promować?</strong><br />
Tak długo jak łączny nakład albumów, gdzie występuje jako główny bohater, jest większy niż nakład &#8222;Gangu Wąsaczy&#8221;, Paroovka nie ma z tym problemu. Poza tym nie mówi tego głośno, ale oczywistym jest, że gdyby nie oni, sam nie byłby tak popularny. </p>
<p>Człowiek Paroovka bez Gangu Wąsaczy to jak Avatar bez 3D.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/02/gangwasaczy-ruchomepiaski.jpg" alt="Ruchome piaski" title="Ruchome piaski" width="500" height="352" class="alignnone size-full wp-image-9425" /><br />
<em>Biografia Gangu Wąsaczy autorstwa Marka Lachowicza pojawi się wkrótce na rynku nakładem Kultury Gniewu.</em></p>
<p><strong>Jestem ciekaw, co było pierwsze: twoje spotkanie z Gangiem, czy miłość do polskiego rocka z lat 80.? Czy szukasz w tej muzyce czegoś więcej niż tylko pomysłów na koszulki Bohdana?</strong><br />
Moje zainteresowanie tą muzyką wiąże się zdecydowanie z faktem, że słucha tego Bohdan. Jak się okazuje, odbiorcami tej muzyki jest w Polsce zdecydowanie więcej osób, co słychać w naszych stacjach radiowych. Tymczasem jest tyle fajnych nowych zespołów, wykonawców i kawałków, które są kompletnie ignorowane przez nasze media. Dobrze, że jest internet.</p>
<p><strong>A rozmawiałeś z chłopakami na temat resocjalizacji? Skoro przestępstwo nie popłaca, to może zajęliby się czymś innym &#8211; reklamą może? W końcu kosmetyki dla mężczyzn to ogromny biznes.</strong><br />
I co mieliby reklamować? Piankę do golenia? Zostać konsultantami Avonu? Oni doskonale wiedzą, gdzie leży ich cel. Znajduje się na pętli trolejbusowej. Jedyne, co może im pokrzyżować plany, to upowszechnienie elektronicznych biletów ZKM.</p>
<p><strong>Ostatnio z Radia Złote Przeboje odszedł Marek Niedźwiecki &#8211; co na to Bohdan?</strong><br />
Dopóki z Radia Złote Przeboje nie odszedł człowiek odpowiedzialny za układanie playlisty, dopóty Bohdan śpi spokojnie. Poza tym Marek Niedźwiecki i jego Smooth Jazz, Basia Trzetrzelewska i Tanita Tikaram mogą sobie wracać do Trójki skąd przybyli.</p>
<p><strong>Rozumiem. Kończąc wywiad, nie mogę jednak nie zadać następującego pytania. Pytania, które między słowami krąży od premiery pierwszego odcinka ich przygód. Czemu Wąsacze zdecydowali się właśnie na bilety?</strong><br />
Nie mam pojęcia. Przecież to idiotyczne! Próbowałem im to jakoś delikatnie uświadomić, ale jedyną odpowiedzią było: &#8222;Jeszcze zobaczymy, kto na czym lepiej wyjdzie. Ty na swoich komiksikach czy my na biletach!&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/02/19/jezdzilem-tymi-samymi-trolejbusami/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po prostu chcieliśmy rysować na potęgę</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/12/22/po-prostu-chcielismy-rysowac-na-potege/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/12/22/po-prostu-chcielismy-rysowac-na-potege/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Dec 2009 11:55:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[Produkt]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=5891</guid>
		<description><![CDATA[W grudniu 1999 roku, gdy ukazał się pierwszy numer &#8222;Produktu&#8221;, Michał Śledziński miał 21 lat. Z okazji rocznicy zgodził się porozmawiać o historii magazynu, jego funkcjonowaniu i swojej roli w całym tym cyrku. Dziesięć lat to niemalże cała epoka, ale na szczęście Śledziu nie ma kłopotów z pamięcią. Miłej lektury. Mamy lato 1999 roku, jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/wywiad1.jpg" alt="Masa spada" title="Masa spada" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-8286" /></p>
<p>W grudniu 1999 roku, gdy ukazał się pierwszy numer &#8222;Produktu&#8221;, <a href="http://mrherring.blogspot.com/">Michał Śledziński</a> miał 21 lat. Z okazji rocznicy zgodził się porozmawiać o historii magazynu, jego funkcjonowaniu i swojej roli w całym tym cyrku. Dziesięć lat to niemalże cała epoka, ale na szczęście Śledziu nie ma kłopotów z pamięcią. Miłej lektury.<br />
<span id="more-5891"></span><br />
<strong>Mamy lato 1999 roku, jak to było? Przychodzi do Ciebie Marcin Przasnycki, Martinez, i mówi <em>&#8222;Śledziu może chciałbyś, żebym ci wydał magazyn komiksowy?&#8221;</em>?</strong><br />
Nie, to było troszkę inaczej. Trzeba zacząć od tego, że pracowałem wtedy nad pełnometrażową historyjką ze Skolmanem, czyli nad &#8222;Biegunką&#8221;, skończyłem ją właśnie jakoś tak latem i postanowiłem zawieźć całość, żeby pokazać Tomkowi Kołodziejczakowi z Egmontu &#8211; on już wtedy prowadził &#8222;Świat Komiksu&#8221; i byłem ciekaw, czy będą zainteresowani publikacją pełnometrażowego albumu. Zrobiłem tę &#8222;Biegunkę&#8221;, w Warszawie trwał jakiś konwent fantastyczny, coś w stylu Polkonu, nie pamiętam dokładnie nazwy. Potem pogadaliśmy chwilkę, ale Tomek był strasznie zabiegany, znalazł dla mnie tylko moment, więc miałem jeszcze sporo czasu w stolicy do pociągu, który dopiero wieczorkiem wracał do Bydgoszczy. Zadzwoniłem do Martineza i zapytałem, czy nie chce się spotkać i pogadać, on odpowiedział, że bardzo chętnie. Było około 16-17 godziny, spotkaliśmy się w takim barze, który przypominał totalny PRL, czyli cerata, pani bufetowa wyjęta jakby z poprzedniej epoki, galaty na wystawie i te sprawy. Zamówiliśmy sobie po Żywczyku i zaczęliśmy rozmawiać o różnych rzeczach. Ja mu wcześniej ilustrowałem &#8222;Kompendium wiedzy&#8221;, więc wspominaliśmy troszkę tę robótkę, a potem rozmowa zeszła na moje pomysły komiksowe &#8211; nad czym teraz siedzę. Opowiedziałem mu o &#8222;Biegunce&#8221;, że jest to skończony album humorystyczny, ale też że po głowie chodzi mi komiks o kolesiach z osiedla, już nie pamiętam, czy miałem wtedy tytuł &#8222;Osiedle Swoboda&#8221;, być może tak. Opowiedziałem mu mniej więcej, co sobie wyobrażam, wówczas miałem tylko kilka szkiców, na dodatek nie przy sobie&#8230; to właściwie było wszystko. Tak naprawdę w trakcie rozmowy na bieżąco wymyślałem, czym &#8222;Osiedle&#8221; ma być. Właściwie ten opowiedziany wtedy przy piwku pomysł to był pierwszy odcinek. Martinezowi strasznie się ten pomysł spodobał, ale stwierdziliśmy, że pewnie nikt nie będzie chciał tego wydać, więc żeby opublikować &#8222;Osiedle Swoboda&#8221;, trzeba było stworzyć magazyn i tak właśnie powstał &#8222;Produkt&#8221;.</p>
<p><strong>&#8222;Biegunka&#8221; pojawiła się jednak dopiero w drugim numerze &#8222;Produktu&#8221;. W takim razie, skąd wziąłeś autorów komiksów do pierwszego numeru, był pierwszy epizod &#8222;Osiedla Swoboda&#8221;. Skąd reszta?</strong><br />
Na początku to była wielka radocha, że ktoś chce na to wyłożyć kasę, nawet nie wiedziałem, skąd Martinez brał pieniądze na &#8222;Produkt&#8221;, sfera finansowa całego magazynu mnie za bardzo nie obchodziła i tak było od początku do końca, że ja się tym nie interesowałem. Dlatego pewnie w magazynie nie było reklam, na co ludzie &#8211; nawet nasi Producenci &#8211; narzekali, że reklamy być powinny, bo magazyn &#8222;oddychałby&#8221; wtedy szerszą piersią. Wracając &#8211; była radocha, ze ktoś chce stworzyć magazyn komiksowy &#8211; na dodatek tylko i wyłącznie z polskimi autorami. Tą radością podzieliłem się z <a href="http://ajanicki.blogspot.com/">Andrzejem Janickim</a>, <a href="http://simsonart.blogspot.com/">Maciejem Simińskim</a>, czyli Simsonem, wspomniałem też coś Gajosowi, który pisał scenariusze do sagi o Zdzichu i Wujasie. W kilka tygodni zrobiliśmy pierwszy numer. Logówka to był jakiś kwadrans projektowania, siedzieliśmy z Andrzejem u mnie w domu i na szybko zrobiliśmy, spodobało się nam, zresztą &#8211; nie było czasu nad tym wszystkim myśleć, po prostu chcieliśmy się wstrzelić w grudzień i trzeba to było przygotować bardzo szybko. Czyli na początku była bydgoska ekipa, razem z ludźmi, którzy pisali teksty. Chłopaki orbitowali wokół, nie wiem czy można tak powiedzieć, &#8222;bydgoskiego środowiska komiksowego&#8221;. Spotykaliśmy się zazwyczaj u Andrzeja albo u Jacka Michalskiego i tam się wszystko rozgrywało. Potrzebowaliśmy publicystyki i wiedzieliśmy, że będzie ważna &#8211; tylko raz się zdarzyło, że jej nie było, bo miała być w poniedziałek (śmiech). Potrzebowaliśmy ludzi, którzy piszą, więc naturalnie nawinęli się bydgoszczaki.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/wywiad2.jpg" alt="Produkt" title="Produkt" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-8286" /></p>
<p><strong>A gdy mieliście już pierwszy numer w swoich rękach, czy mieliście świadomość, ile to będzie trwało, czy wszystko było na zasadzie <em>&#8222;zobaczymy, co będzie z następnym numerem&#8221;</em>?</strong><br />
No właśnie <em>&#8222;zobaczymy co będzie z następnym numerem&#8221;</em>. Martinez wspominał o tym, żeby zobaczyć, jak to będzie się toczyło, ale i tak trzeba przygotować ze trzy numery, inaczej nie dowiemy się co i jak. Nakład pierwszego numeru wynosił chyba 20 tysięcy, więc był troszkę przestrzelony.</p>
<p><strong>Ja na przykład pierwszy numer &#8222;Produktu&#8221; kupiłem dopiero po latach, zacząłem od drugiego, bo mnie ominął.</strong><br />
Bo to było coś, co pojawiło się z reklamą jedynie w &#8222;Neo Plus&#8221;. To wydawnictwo odpowiedzialne za ten magazyn o grach wydało nam cztery pierwsze numery, byliśmy jakby podczepieni pod nich i to wszystko miało formalnie ręce i nogi. Więc oni wydali pierwsze cztery numery i jeśli chodzi o reklamę, to pojawiła się tylko tam. Także o tym, że istnieje &#8222;Produkt&#8221; wiedzieli tylko ci, co natrafili na niego w empikach bądź w kioskach, ale o to drugie było raczej trudno, bo wiadomo, jakie są tam problemy z ekspozycją. Także jestem ciekaw, ilu czytelników &#8222;Neo Plus&#8221; uderzyło po &#8222;Produkt&#8221;. Myślę, że było sporo przypadkowych ludzi, którzy zobaczyli to gdzieś na półkach, wzięli do ręki, zobaczyli na przykład &#8222;Osiedle&#8221; i zabrali do domu. No i cena też była wesoła, bo 6,66 zł &#8211; tam po prostu wszystko ładnie ze sobą grało. Nie wiedzieliśmy, nie mieliśmy zielonego pojęcia, ile to będzie trwało. Szczerze mówiąc &#8211; patrząc na to z perspektywy czasu, to stwierdzam, że fakt, że to trwało cztery i pół roku, to jest jakiś &#8211; kurczę &#8211; cud, bo to było robione na wariackich papierach, i to od początku do końca.</p>
<p><strong>Wy jako autorzy nie dostawaliście żadnego wynagrodzenia za swoją pracę?</strong><br />
Od któregoś numeru dostawaliśmy bardzo małe pieniądze, ale na pewno pierwsze cztery numery były robione kompletnie ze darmo.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/wywiad8.jpg" alt="Produkt" title="Produkt" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-8286" /></p>
<p><strong>W szczytowym okresie nowy numer ukazywał się raz na dwa-trzy miesiące. W jaki sposób udawało się utrzymać to tempo i ogarnąć to wszystko organizacyjnie?</strong><br />
Był w pewnym momencie nawet taki czas, że wyszły chyba trzy numery miesiąc po miesiącu i to był ten czas, kiedy była największa pijalnia. To był czas studia Bonin, piło się i paliło jointy, a powstało najwięcej komiksów, i to jest tak naprawdę nie do ogarnięcia.</p>
<p><strong>Rozumiem, że wydawca załatwiał za was sprawy kolportażu itd.</strong><br />
Zgadza się, tym się kompletnie nie interesowałem &#8211; to było zrzucone na barki Krzysztofa Poplińskiego i jego ojca, którzy zajmowali się całą robotą papierkową wokół magazynu.</p>
<p><strong>Ale mimo wszystko robiłeś tam za redaktora naczelnego, poganiałeś chłopaków i zbierałeś materiały. W dzisiejszych czasach ziny tworzone przez ludzi w podobnym wieku wychodzą raz na pół roku, na konwentach komiksowych. W jaki sposób wam to się udawało przez te wszystkie lata? </strong><br />
To jest bardzo dobre pytanie (śmiech). Myślę, że po prostu chcieliśmy rysować tak na potęgę, poza tym właściwie nie studiowałem, moje studia ograniczyły się do dwóch razy po trzy miesiące pobytu na wyższej uczelni. Myszkowski zero studiowania, Kurcik, Kamil Kochański ze studiowaniem też mieli non stop perypetie, mieliśmy ogromne ilości wolnego czasu i jakoś trzeba było ten czas zagospodarować. Zarabiało się jakieś grosze i dostawało się od rodziców jakąś kaskę, ja sobie nawet całkiem dobrze radziłem, bo wymagania były o wiele mniejsze: wyro, pokój, nie chata jakaś, trochę podłego żarcia oraz podłego alkoholu i to wszystko. Z kaską nie było większego problemu, jak ktoś nie miał, to przychodził to kogoś na obiad. No i się rysowało, po prostu był na to czas.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/wywiad3.jpg" alt="Produkt" title="Produkt" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-8286" /></p>
<p><strong>W którym momencie zorientowaliście się, że &#8222;Produkt&#8221; to jest spora rzecz, że zrobiliście jakieś wrażenie na czytelnikach, wobec których macie pewne zobowiązania i że to już przestała być zabawa?</strong><br />
Wątpię, żeby taki moment w ogóle nastąpił. Raz poczułem się bardzo fajnie w Łodzi w 2001 roku, kiedy zorganizowane było spotkanie ze mną z okazji premiery <a href="http://fidoimel.blogspot.com/">&#8222;Fido i Mela&#8221;</a> z Egmontu. Cała duża sala w ŁDK-u była wypełniona szczelnie ludźmi, jakieś straszne owacje i wtedy wiedziałem, że to nie przez album &#8222;Fido i Mel&#8221;, który był projektem gdzieś tam na boczku, a przez &#8222;Produkt&#8221;. To było bardzo przyjemne uczucie, ale oprócz tego jednego momentu, nie czułem żadnej presji, skierowanych na mnie oczu &#8211; po prostu trzeba zrobić nowy numer, jest wielkie skrzyknięcie się i trzy-cztery tygodnie roboty nad zamknięciem numeru. Potem znowu odsapnięcie na miesiąc, taka sinusoida &#8211; albo się nic nie robiło przez miesiąc, albo się robiło strasznie dużo w bardzo krótkim czasie. Takiego odczucia, że jesteśmy wielkimi gwiazdami polskiego komiksu, nie było, przynajmniej ja go nigdy nie miałem i myślę, że chłopaki również.</p>
<p><strong>W sumie nie chodzi o uczucie bycia wielkimi gwiazdami, ale o to, że &#8222;Produkt&#8221; był i jest niesamowicie ważny dla masy ludzi. Czy był taki moment, w którym jednak się zorientowaliście, że tworzycie nie tylko dla siebie, ale że jednak macie ze sobą te kilka tysięcy czytelników, którzy czekają codziennie, zaglądają do kiosków, empików bo jest &#8222;Produkt&#8221; i chcą dorwać nowy numer?</strong><br />
Takie wrażenie troszeczkę było, bo dostawaliśmy spory feedback od ludzi, czy to z forum &#8222;Produktu&#8221;, w mailach, zdarzało się, że na ulicy ktoś podszedł. Tak czy siak, nie budziło to w nas poczucia jakiejś misji, liczyło się tylko to, żeby jak najwięcej narysować i powiedzieć, może niekoniecznie najmądrzej, ale żeby się &#8222;wylać&#8221;.</p>
<p><strong>Był taki moment, że pisałeś mnóstwo scenariuszy naraz i wielu różnych rysowników z &#8222;Produktu&#8221; się za nie brało. Czy wówczas też był problem z brakiem scenarzystów?</strong><br />
W przypadku &#8222;Drena&#8221; czy &#8222;Gangsta&#8221;, było tak, że wpadłem na jakiś pomysł w rodzaju <em>&#8222;zróbmy jakąś historyjkę ze zwierzątkami&#8221;</em>. Wiedziałem, że Kurcik w tym się będzie super czuł, a to było grubo przed wydaniem &#8222;Blacksada&#8221; w Polsce, więc nie wiedzieliśmy, że coś takiego istnieje, mimo że gangsterski klimacik był podobny. Usiedliśmy sobie z Kurtem, opowiedziałem mu o tym pomyśle: <em>&#8222;Zwierzątka, mafia, czasy prohibicji i płaszcze, prochowce, spluwki. Słuchaj &#8211; to będzie super, w ogóle jeszcze do tego walniemy jakiegoś nindżasa czy Chińczyka, to zależy&#8221;</em>. Kurcik się podjarał i powstała &#8222;Gangsta&#8221;. Z Myszkowskim było podobnie np. z &#8222;Drenem&#8221; – <em>&#8222;tutaj mam taką historyjkę &#8211; mroczną &#8211; ja wiem, że Ci się spodoba, tutaj pan zaszyte usta&#8221;</em>. To było na zasadzie wspólnej podjarki, mieszkaliśmy w jednym mieście właściwie cały czas, Myszkowski mieszkał troszeczkę pod Poznaniem, ale widywaliśmy się bardzo często, zresztą był stałym rezydentem studia Bonin. To wszystko było takie wspólne i tego też mi trochę brakuje. Tzn. nie brakuje mi może tej czysto technicznej morderczej roboty związanej ze składem, ale brakuje mi takiego wspólnego siedzenia po kilka dni i burzy mózgów. Kiedy spotyka się parę osób, które może nie myślą koniecznie tak samo, ale mają wspólną podjarkę na dany temat &#8211; a tym tematem był komiks &#8211; to tworzy się taki dziwaczny mikroklimacik. Zwłaszcza, jeśli ci ludzie spędzają ze sobą kupę czasu &#8211; a wtedy tak było &#8211; ten klimat owocuje. Brakuje mi tego. Siedzę teraz sam w różnych chatach, jestem w Niemczech i nie znam tutaj żadnego komiksiarza, z którym mógłbym telepatycznie wymienić się myślą.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/wywiad7.jpg" alt="Produkt" title="Produkt" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-8286" /><br />
<em>Zdjęcie autorstwa Grzegorza Olkowskiego</em></p>
<p><strong>Tamten okres to był ten wyjątkowy czas, kiedy w empikach można było znaleźć kilka różnych magazynów, czy to komiksowych, czy traktujących o komiksach, ale jedynie &#8222;Produkt&#8221; ma dzisiaj ten kultowy status. Jak myślisz, co jest przyczyną tego stanu rzeczy, że nie było forum maniaków &#8222;AQQ&#8221;, nie było legionów wyznawców &#8222;KKK&#8221;, &#8222;Areny&#8221;, nie mówiąc już o &#8222;Krakersie&#8221;, którego w gruncie rzeczy zniszczyliście na łamach &#8222;Produktu&#8221;.</strong><br />
Bez przesady, &#8222;Krakers&#8221; od początku do końca miał swoje grono wiernych czytelników i to się nie zmieniło. Dla nas było to strasznie obciachowe.</p>
<p><strong>Kruche ciasteczko dla konesera komiksu (śmiech).</strong><br />
No właśnie, kruche ciasteczko dla konesera komiksu. Jeździliśmy po &#8222;Krakersie&#8221;, nie wiem, czy dało się to odczuć, ale z sympatią. Że tutaj jest taki pan Michał w kapeluszu kowbojskim, który chodzi i sprzedaje śmieszny dla nas periodyk&#8230; Ale poczekaj, jakie to było pytanie?</p>
<p><strong>To było pytanie, czemu właśnie &#8222;Produkt&#8221; i komiksy z &#8222;Produktu&#8221; dotarły do ludzi, a inne niekoniecznie.</strong><br />
Chodziło chyba o otwartość. Nie kryliśmy się z tym, kim jesteśmy &#8211; robiliśmy to dość młodzieżowo, że muza, filmy. Pokazywaliśmy dokładnie to, czym się jaramy. Wydaje mi się, że sporo ludzi czytających komiksy, a nawet tych, którzy w ogóle komiksów nie czytali, a zostali czytelnikami &#8222;Produktu&#8221;, identyfikowało się nie tyle z bohaterami naszych historii, ale jakby z nami, twórcami. Myślę, że ta otwartość właśnie wprawiła to koło w ruch.</p>
<p><strong>&#8222;Produkt&#8221; miał swoją stronę internetową, całkiem żywe forum i to było w czasach, kiedy mało kto miał w Polsce szerokopasmowy internet, to wszystko dopiero się rozwijało. Zastanawiałeś się, jak taki aspekt społecznościowy wokół magazynu mógłby wyglądać dzisiaj, kiedy mamy serwisy społecznościowe, mikroblogi i tak dalej?</strong><br />
Gdyby przenieść tę sytuację z 1999 roku na dzisiejsze czasy, to myślę, że ten feedback byłby o wiele większy, my też byśmy się o to postarali. To, że ja mam konto na Facebooku to też o czymś świadczy, nie ukrywam się. Dzisiaj byłoby chyba łatwiej sprzedać tego typu magazyn, ale z drugiej strony&#8230; czy to jest taki sam czas &#8211; nie wiem.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/wywiad10.jpg" alt="Produkt" title="Produkt" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-8286" /></p>
<p><strong>Bo to jest to pytanie! &#8222;Produkt&#8221; doskonale sprzedawał się wtedy, kiedy nie było za wiele innych komiksów i wydaje mi się, że było mniej czytelników. Czytelnik miał mniejszy wybór, ale też kupował &#8222;Produkt&#8221; nie dlatego, że nie miał nic innego do czytania. On po prostu uwielbiał te historie. W dzisiejszych czasach mimo wszystko komiksów jest więcej, jest szerszy wybór, czytelnik jest bardziej wyrobiony, a nic w rodzaju &#8222;Produktu&#8221; nie pojawiło się od pięciu lat. Jak myślisz, gdzie leżą tego przyczyny?</strong><br />
To jest dosyć ciężkie zagadnienie. Po pierwsze &#8222;Produkt&#8221; był troszeczkę dzieckiem lat 90. i pewnej beztroski. Naprawdę ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie, może panuje jakaś wszechpotężna blaza. Teraz każdy wszystko wie i do każdej informacji ma dostęp, więc trudno czymś zaskoczyć czytelnika. A my tam wyciągaliśmy jakieś freakowe sprawy, taki artykuł o Tromie na przykład &#8211; nie każdy o tym wtedy wiedział.</p>
<p><strong>Tak, dla kilkunastoletniego mnie &#8222;Produkt&#8221; był oknem na świat, na jakieś zupełnie zwariowane tematy. Wydaje mi się, że było tak dla innych osób &#8211; &#8222;Produkt&#8221; i forum &#8222;Produktu&#8221; stały się punktem zaczepienia dla wielu ludzi o podobnych zainteresowaniach.</strong><br />
I właśnie &#8211; jak konkurować papierowym magazynem w czasach, kiedy całą tę popkulturową otoczkę ma się na wyciągnięcie ręki w domu? Dzisiaj trzeba by przebić się z komiksem, który by pozamiatał, nie wiem, czy treścią, czy bohaterem. Myślę, że &#8222;Wilqowi&#8221; to się udało po wyjściu z &#8222;Produktu&#8221;, po prostu byłby potrzebny magazyn pełen różnych &#8222;Wilqów&#8221;.</p>
<p><strong>Czy w waszej codziennej pracy redakcyjnej pojawiało się myślenie w stylu <em>&#8222;tę serię wybieramy, bo ona się bardziej spodoba czytelnikom&#8221;</em> albo <em>&#8222;to może będzie więcej historii w tym stylu&#8221;</em>?</strong><br />
Takiego myślenia pod publiczkę nie było. Gdybym myślał w ten sposób, to nie zakończyłbym &#8222;Osiedla Swobody&#8221;, które było sztandarową serią magazynu. Po prostu się nią zmęczyłem, więc przestała się ukazywać. Na szczęście był &#8222;Wilq&#8221;, który troszeczkę podciągnął ten klimacik, ale &#8222;Wilq&#8221; jest przecież serią typowo komediową. &#8222;Osiedle Swoboda&#8221; do końca taką komediową serią nie było, ale &#8222;Wilq&#8221; pociągnął magazyn dalej w takich klimatach blokowo-prześmiewczych&#8230; i do tego dochodziło superbohaterstwo. Raz tylko się zdarzyło, że seria zleciała po pierwszym odcinku, to była &#8222;Wanda – polska królewna&#8221; z szóstego numeru. Ja byłem nią zachwycony. To był tak porypany pomysł i rysowany jakąś dziwaczną, nieudolną, realistyczną kreską, że byłem tym absolutnie zachwycony i chłopaki też byli tym kompletnie zaskoczeni, no bo to było jak Troma w komiksie. Może nie do końca horror, po prostu jedno wielkie dziwactwo, ale czytelnicy strasznie się oburzyli na tę &#8222;Wandę&#8221; i seria poleciała po pierwszym odcinku. To był chyba jedyny raz, kiedy czytelnik zaingerował w strukturę magazynu. Robiliśmy to, co chcieliśmy robić, ja zmęczyłem się &#8222;Osiedlem&#8221;, wziąłem się za &#8222;Mondo i Daba&#8221;, Myszkowski chciał cały czas &#8222;Tanka, Emilię i Profesora&#8221;, więc cały czas to ciskał. Nie było żadnego ciśnienia w tę lub we w tę.</p>
<p><strong>W 2001 i 2003 roku wyszło po sześć numerów, pomiędzy nimi jednak jest 2002 rok z czterema numerami. Czemu więc postanowiliście ruszyć z &#8222;P Luxem&#8221;, zamiast wypuścić dwa dodatkowe numery &#8222;Produktu&#8221;? Co się stało, że poczuliście się tak mocni, że stwierdziliście, <em>&#8222;no dobra, skoro jeden magazyn nam wyszedł, to spróbujemy z drugim&#8221;</em>?</strong><br />
Czuliśmy głód rysowania i pisania historii, które byłyby bardziej mainstreamowe. &#8222;Produkt&#8221; był wariatem, a chcieliśmy zrobić magazyn, który mógłby wziąć do ręki na przykład czterdziestoletni pan i poczytać sobie wieczorkiem dla relaksu. Żeby tam znalazły się historie kryminalne, sensacyjne, horrory, takie klasyczne gatunkowo, ale też żeby nie zapominać o czytelnikach &#8222;Produktu&#8221;. Chcieliśmy także mieć jakiś wspólny mianownik, na przykład w pierwszym numerze były gościnne tributy dla &#8222;Osiedla Swoboda&#8221;, żeby tego &#8222;produktowego&#8221; czytelnika również zaznajomić z takim magazynem, który prezentowałby historyjki troszeczkę inne, ale to się wtedy nie udało.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/wywiad11.jpg" alt="Pazur" title="Pazur" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-8286" /></p>
<p><strong>Czemu &#8222;Produkt&#8221; w końcu się skończył, rynek aż tak się zmienił, czy wy się wypaliliście?</strong><br />
Myślę, że wszystko po kolei, odwalaliliśmy strasznie dużą robotę, sam powiedziałeś, że w dzisiejszych czasach, jak wyjdzie magazyn dwa razy do roku to już jest OK, a on i tak nie ma takiej objętości, jaką miały numery &#8222;Produktu&#8221;. Zmęczenie materiału było potężne. Ja byłem bardzo zmęczony. Przez ostatnie pół roku trwania magazynu byłem potwornie wykończony, bo nie tylko rysowałem, pisałem, ale też to wszystko od czwartego numeru składałem, byłem człowiekiem od DTP i nie miałem o tym zielonego pojęcia. Wszystkie wtopy typu zielona okładka numeru 19, rozpikselowana okładka 22 numeru &#8211; ta, którą Myszkowski zrobił &#8211; to były moje błędy jako człowieka, który kompletnie nie miał pojęcia o DTP, a składał cały magazyn. Dostałem wytyczne, &#8211; tak wygląda makieta, tutaj przesuwasz, kopiujesz, aha, aha, aha,&#8230; i to było wszystko. Myślę, że chłopaki też byli zmęczeni, szczególnie ci, którzy robili najwięcej, między innymi Kurt, Myszkowski, Simson, oni też się powoli wypalali. A dwa, że zmieniał się rynek, pojawiało się coraz więcej albumów totalnych gwiazd komiksowych i nam ciężko było konkurować z absolutną klasyką. Jeśli ktoś miał do wyboru wydać kasę na magazyn albo na album komiksowy, to wybierał album, ja to akurat rozumiem.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/wywiad4.jpg" alt="Produkt" title="Produkt" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-8286" /><br />
<em>Słynna rozpikselowana <a href="http://www.komiks.gildia.pl/prasa/produkt/22">okładka numeru 22</a></em></p>
<p><strong>Ale popyt na gwiazdy komiksowe to właśnie wy, na łamach &#8222;Produktu&#8221;, wytworzyliście, choćby Łukasz Chmielewski swoją publicystyką itd. Recenzje w &#8222;Produkcie&#8221; ustawiły nastawienie do wielu osób i komiksów, choćby do &#8222;Krakersa&#8221;, Truścińskiego czy &#8222;Strażników&#8221;.</strong><br />
Może troszeczkę tak jest, ale pisaliśmy tak naprawdę o oczywistościach. To była taka robota u podstaw, zapomnieli potem o nas jako pozytywistach (śmiech).</p>
<p><strong>Rok 2000 jest przełomem na polskim rynku komiksowym i wiele rzeczy dzieje się równocześnie i bardzo szybko: rozwija się &#8222;Produkt&#8221;, Egmont zaczyna wydawać coraz więcej komiksów, za chwilę pojawią się kolejne wydawnictwa. Jaką twoim zdaniem rolę w tym boomie odegrał &#8222;Produkt&#8221;?</strong><br />
To jest tak, że nie było nic oprócz komiksowego forum Wraka czy Gildii, na których i tak udzielał się mały procent czytelników komiksowych, więc jeśli &#8222;Produkt&#8221; był takim drogowskazem, to pisaliśmy o tym, co warto byłoby znać. Jak w Polsce nie było praktycznie Millera to Chmielu, który jest jego wielkim fanem, walił o nim artykuł za artykułem, potem o Gaimanie, Allanie Moorze. Te wszystkie nazwiska dla wielu czytelników &#8222;Produktu&#8221; były nowościami, niektóre dla mnie były nowościami. Ja komiksem, jakąś taką otoczką, za bardzo się nie interesuję, nie czytam o komiksie, nie jaram się tym, że Allan Moore wydał coś nowego, tym się zajmowali ludzie od pisania, a w szczególności Chmielu, który mnie też pod tym względem edukował.</p>
<p><strong>W takim razie, może to było też w drugą stronę, mieliście Strefę Kwasu &#8211; przebieraliście te komiksy i myśleliście &#8211; dobra puścimy to, to na pewno wszystkich zmiesza, nie będą wiedzieli, co powiedzieć.</strong><br />
W gruncie rzeczy Strefa Kwasu powstała przypadkowo. Rafał Gosieniecki przyjechał wtedy do studia Bonin z Sopotu i zrobił tego śmiesznego ludka, który występował w Strefie. Pod wpływem jakiegoś środka odurzającego pomyśleliśmy sobie, że wrzucimy tam &#8222;Phantasmatę&#8221;, &#8222;Wilqa&#8221; i potem chyba również &#8222;Likwidatora&#8221;. Ten podział dla nas był żartem, nie widzieliśmy potrzeby rozdzielania reszty magazynu od Strefy Kwasu, że fajnie będzie tutaj mieć historyjki, bloki, bloki, naparzanka w &#8222;Emilii, Tanku i Profesorze&#8221;, tutaj klimaty z lat czterdziestych z nindżasami w &#8222;Gangście&#8221;, a tutaj będzie Strefa Kwasu. Nie, nie było z tym większego zamysłu.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/wywiad9.jpg" alt="Produkt" title="Produkt" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-8286" /></p>
<p><strong>Ludzie jednak to kupili, ja się na to złapałem, myślałem sobie <em>&#8222;Wow, nawet jak na «Produkt» te komiksy są zupełnie odjechane&#8221;</em>.</strong><br />
Dla nas nie były, ale to dlatego, że wiedzieliśmy, co się przesyła do &#8222;Produktu&#8221;, bo ludzie przysyłali naprawdę sporo prac. Mam worki pełne listów i prac cały czas schowane u siebie.</p>
<p><strong>Patrząc z perspektywy tych wszystkich lat, to z czego jesteś najbardziej zadowolony?</strong><br />
Przyjemne jest to, że spora grupa ludzi, która pracowała przy &#8222;Produkcie&#8221; nadal jest obecna na rynku. Magazyn był trampoliną dla nich do solowych projektów i publikacji, to jest spora rola, przed czasami internetowych galerii i boomu webkomiksowego &#8222;Produkt&#8221; był kuźnią talentów. Nic tak nie pomaga jak to, że twoja praca jest wydrukowana na papierze i wtedy dopiero widzisz błędy, jakie popełniłeś i starasz się ich nie popełniać później. To jedno. Drugie &#8211; że wychodził tak długo, będąc robionym w tak dziwacznych sytuacjach.</p>
<p><strong>Na przestrzeni ostatnich lat łapałeś się różnych komiksów, komercyjnych zleceń. Jakby ktoś ci teraz zaproponował: <em>&#8222;Śledziu mam kasę na cztery numery, wydajmy, zobaczymy, co z tego będzie&#8221;</em>, złapałbyś się znowu za magazyn komiksowy?</strong><br />
Kurczę, ale to wtedy musiałoby być naprawdę na poważnie. To znaczy, że ja się nie zajmuję składem, dbam tylko o jakość, tak zwaną artystyczną, a ktoś pilnuje kasy i dba o reklamy. To musiałaby być profeska. Na taką partyzantkę, jaka była przez te wszystkie lata, nie mam już sił.</p>
<p><em>Za pomoc w przygotowaniu wywiadu serdecznie dziękuje Damianowi Bernachowi i Pawłowi Laskowskiemu &#8211; Konrad.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/12/22/po-prostu-chcielismy-rysowac-na-potege/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>33</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tworzenie komiksów pozwala na bycie dyskretnym</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/08/05/tworzenie-komiksow-pozwala-na-bycie-dyskretnym/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/08/05/tworzenie-komiksow-pozwala-na-bycie-dyskretnym/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Aug 2009 11:43:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[guy delisle]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=5564</guid>
		<description><![CDATA[Z trzema wydanymi po polsku albumami Guy Delisle może spokojnie cieszyć się w naszym kraju statusem gwiazdy, co zresztą potwierdził tłum ludzi, który przybył pod koniec czerwca na spotkanie z nim do klubokawiarni na Chłodnej. Dzień później, w znacznie mniej dusznych okolicznościach, miałem możliwość porozmawiania z nim o jego komiksach, podróżach i krajach trzeciego świata. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/delislewywiad4.jpg" alt="Guy Delisle" title="Guy Delisle" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5679" /></p>
<p>Z trzema wydanymi po polsku albumami <a href="http://guydelisle.com/">Guy Delisle</a> może spokojnie cieszyć się w naszym kraju statusem gwiazdy, co zresztą potwierdził tłum ludzi, który przybył pod koniec czerwca na spotkanie z nim do klubokawiarni na Chłodnej. Dzień później, w znacznie mniej dusznych okolicznościach, miałem możliwość porozmawiania z nim o jego komiksach, podróżach i krajach trzeciego świata. </p>
<p>Ten wywiad nie powstałby gdyby nie pomoc Szymona Holcmana z <a href="http://www.facebook.com/profile.php?id=1798047392">Kultury Gniewu</a>, Agnieszki Hildebrand, która dokonała transkrypcji oraz <a href="http://www.whocareswhatshewears.blogspot.com/">Marty Paciorkowskiej</a>, która całość następnie przetłumaczyła. Dziękuję.<br />
<span id="more-5564"></span><br />
<strong>Muszę się przyznać, że byłem zaskoczony, gdy powiedziałeś na spotkaniu, że gdy podróżujesz, nie masz w zwyczaju codziennie pracować nad komiksem. Gdy czytałem <a href="http://motywdrogi.pl/2007/02/24/phenian/">&#8222;Phenian&#8221;</a> albo <a href="http://motywdrogi.pl/2008/10/13/kroniki-birmanskie/">&#8222;Kroniki birmańskie&#8221;</a>, wyobrażałem sobie, że każdego dnia, gdy wracasz do domu, siadasz przy biurku i tworzysz stronę albumu. Powiedziałeś jednak, że po prostu robisz na bieżąco notatki, a komiks tworzysz później.</strong><br />
Tak. Gdy byłem w Shenzen i Phenianie, pracowałem przez cały dzień, nadzorując animatorów, więc gdy wracałem do hotelu, robiłem po prostu notatki i to musiało mi wystarczyć. Nie mogłem po prostu usiąść przy biurku i rysować. Zrobienie jednej strony zajmuje mi cały dzień. To praca na pełen etat. Tak samo robię w Jerozolimie – każdego dnia notatki. Mógłbym pracować nad albumem, ale muszę być w danym państwie, poznać ludzi, porozmawiać z nimi, inaczej nie miałbym nic do powiedzenia. Gdy po prostu siedzę w domu i robię komiksy, nie mam nic do powiedzenia. Obecnie więc jeżdżę w różne miejsca i poznaję ludzi, wyjeżdżam na wycieczki i gdy z nich wracam, robię notatki.</p>
<p><strong>A gdy byłeś w Birmie, pracowałeś nad &#8222;Louisem&#8221;?</strong><br />
Tak naprawdę pracowałem nad czymś innym, ale wziąłem się za jeszcze coś innego, co mi jednak nie wyszło, więc wróciłem z powrotem do wcześniejszego zajęcia. Gdy jestem w państwie, którego nie lubię (jak np. Birma), wolę pracować z pamięci. Czytam swoje notatki i wspominam <em>&#8222;Ach tak, pamiętam ten dzień, był szalony ponieważ to i tamto&#8221;</em>. Tak naprawdę notatki pomagają mi przypomnieć sobie interesujące wydarzenia, które znajdą się później w moich książkach. Tak wygląda moja praca.<br />
Gdy pracuję &#8222;na miejscu&#8221;, w obcym państwie – tak jak to było w Birmie – zdarza się, że gdy wracam do domu i pół roku później oglądam to, co stworzyłem, okazuje się, że to, co wydawało mi się zabawne na miejscu, nie było już takie zabawne później. Metoda tworzenia na bieżąco nie zawsze działa – tworzę przecież prace dla ludzi, którzy nie żyją &#8222;na miejscu&#8221;.</p>
<p><strong>Niestety, nie znam francuskiego, więc nie mogę śledzić <a href="http://www.guydelisle.com/WordPress/">twojego bloga</a>, ale z tego, co wiem, jest on dosyć popularny. Stworzyłeś internetowy dziennik podróży, więc po obejrzeniu tych wszystkich zdjęć i notek w internecie nasunąć się może pytanie: czy trzeba jeszcze pisać o tym książkę?</strong><br />
Tak naprawdę, blog jest dla mnie interesujący, bo mogę dzięki niemu pracować nad swoim stylem pisania oraz rysunkiem. A po dziesięciu miesiącach prowadzenia bloga w Jerozolimie sytuacja wygląda tak, że z jednej strony piszę coraz mniej, a z drugiej strony coraz więcej rysuję. Więc to, co dla mnie bardziej naturalne, zaczęło dominować. Koniec końców, to blog bardziej rysowany, niż pisany, co jest dla mnie frajdą. Myślę, że będę pracować nad obydwiema metodami oddzielnie. Różni się to od zwykłego napisania książki, ponieważ mam mnóstwo historii, których nie przedstawiam na blogu; potrzebowałbym wtedy dużo więcej czasu i tak czy siak musiałbym tworzyć całe strony, aby wytłumaczyć jakąś sytuację, w jaki sposób była zabawna i jak to naprawdę było.<br />
Narysowałem jakiś czas temu dwie strony dla pewnego włoskiego magazynu i to jest rodzaj pracy, którą wykonuję najczęściej. Gdy siedzę nad blogiem, piszę jedno, dwa zdania, aby wyjaśnić sytuację.</p>
<p><strong>Czy znajomi, którzy wiedzą o tym, że tworzysz komiksy, oczekują umieszczenia ich w twoich historiach? Np. <em>&#8222;Guy, to, co robisz, jest takie zabawne, chciałbym znaleźć się w komiksie&#8221;</em>.</strong><br />
Och tak, to się czasami zdarza. Czasem ludzie mówią mi <em>&#8222;mam nadzieję, że umieścisz to w swoim komiksie&#8221;</em>, ale nie jestem w stanie im powiedzieć, czy do tego dojdzie. Jestem w trakcie tworzenia komiksu o Jerozolimie i nie mam obecnie pomysłu, jak będzie on wyglądał i to, co może wydawać się innym zabawne, dla mnie będzie niewystarczająco ciekawe, aby zrobić z tego opowieść. Mam w zwyczaju spisywać historie o moich własnych doświadczeniach, chociaż czasami, np. w Jerozolimie, spotykam się z innymi ludźmi, lecz gdy opowiadam historię, to umieszczam tam siebie &#8211; to jest po prostu prostsze. Inaczej musiałbym tłumaczyć czytelnikowi, kim jest osoba, która gra główną rolę, czym się zajmuje itd. Te tłumaczenia zabierają zbyt dużo czasu i nie są zbyt interesujące. Piszę o tym, jak siedzę ja, a nie o sposobie, w jaki siedzą inni ludzie, bo tak można by miotać się bez końca. Wolę skoncentrować się na historii, która jest według mnie zabawna, i nierzadko zdarza się, że usuwam z niej zbędne osoby, chociaż z niektórymi – np. z żoną i dziećmi – tak się nie da.<br />
A jeśli znasz &#8222;Kroniki birmańskie&#8221;, to wiesz, że na początku dużo mówię tam o moim dziecku, bo taki po prostu był nasz początek. Pod koniec historii jest on jednak już poza nią, ponieważ podróżuję głębiej w kraj oraz poznaję innych ludzi, więc na tym koncentruję się bardziej. To samo w przypadku mojej żony, która jest obecna w moich historiach, ale w bardzo prosty sposób, abym szybko i łatwo mógł dojść do sedna opowieści.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/delislewywiad2.jpg" alt="Guy Delisle" title="Guy Delisle" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5679" /></p>
<p><strong>Nie obawiasz się, że zostaniesz zaszufladkowany jako autor jednego gatunku &#8211; travellogue?</strong><br />
Nie przeszkadzałoby mi to, miło jest mieć książki, które odnoszą sukces. Tworzę również inną literaturę, ale właśnie tamte są najczęściej tłumaczone. Z drugiej strony, piszę również książki dla dzieci i komiksy, więc nie przeszkadza mi to. Nie jest to problem, który powodowałby moją frustrację. Moje komiksy dla dzieci nie są tak popularne, ale jeśli mogę je rysować i ktoś chce je wydać, to mi to wystarcza. Książki podróżnicze mogę robić &#8222;na boku&#8221; i wiem, że ludziom się podobają, co jest dla mnie miłe. Zachęca mnie to do dalszego tworzenia, ale do pewnego etapu, bo później boję się powtarzać. I właśnie dlatego nie jestem do końca przekonany, czy chcę robić książkę o Jerozolimie, bo trafiam tam na wiele sytuacji, które przypominają mi o Birmie, jak np. osiedlanie się w nowym kraju z dziećmi. Nie chcę o tym pisać po raz kolejny, bo chociaż są to dwa różne państwa, to jednak wyglądałoby to tak samo. Gdy zdecyduję się napisać o tym książkę, to poświęcę temu maksymalnie jedną stronę i przejdę do innych, bardziej interesujących rzeczy – więcej o państwie niż o mojej rodzinie, bo to już po prostu było.</p>
<p><strong>A co sprawia ci więcej przyjemności – tworzenie komiksów dla dzieci, czy dorosłych?</strong><br />
Cóż, z książkami dla dzieci jest tak, że nadają się one bardziej dla dorosłych niż dla dzieci. Próbowałem tworzyć książki wybitnie dla młodych dzieci, z ich językiem itd., ale to nie działało. Pokazałem je mojemu wydawcy, a on stwierdził, że ich nie rozumie. Wyjątkiem był <a href="http://motywdrogi.pl/2009/07/30/louis-na-plazy/">&#8222;Louis na plaży&#8221;</a>. Inspiruję się codziennymi wydarzeniami i to powoduje, że moje komiksy nadają się bardziej dla starszych osób. Gdy widzimy ojca, który nie zajmuje się synem tak dobrze, jak powinien, to kłóci się to z idealnym wizerunkiem ojca, jaki widzimy w większości bajek. W moje książki dla dzieci wplatam styl myślenia właściwy dorosłym, chociaż z wierzchu wyglądają one jak książki dla dzieci. To sprawia mi przyjemność.<br />
Jestem jedną z tych osób, która ucierpiała dużo w przeszłości z powodu stereotypu, że komiksy nadają się wyłącznie dla nastolatków. Bardzo się ucieszyłem, że poznałem niezależnego wydawcę, ponieważ nagle spotkałem ludzi w moim wieku, tworzących komiksy dla ludzi w moim wieku. Tego mi brakowało piętnaście lat temu. Lubię czytać komiksy i cieszę się, że gdy wchodzę do sklepu z komiksami, widzę mnóstwo fantastycznych komiksów, skierowanych do takich ludzi jak ja. Jest to coś, czego obecnie potrzebujemy.</p>
<p><strong>Czy myślisz o sobie jak o specjaliście od krajów trzeciego świata?</strong><br />
Specjaliście?</p>
<p><strong>Byłeś w Birmie, w Korei Północnej, obecnie jesteś w Jerozolimie. Czy darzysz jakimś szczególnym zainteresowaniem azjatyckie państwa trzeciego świata?</strong><br />
To w sumie dlatego, że wtedy outsourcingowano pracę do najtańszych miejsc, a najtańsze były Chiny i Korea Północna, tam powstał &#8222;Shenzen&#8221; i &#8222;Phenian&#8221;. Oczywiście, wolałbym odwiedzić Australię, ale obecnie razem z żoną pracujemy w medycznym ngosie, a takie organizacje nie mają w zwyczaju jeździć do Szwajcarii, więc trafiamy do Indonezji czy innych biednych państw.<br />
Jednak tworzenie historii o takich państwach czy o Jerozolimie, która jest najnowocześniejsza z wszystkich miejsc, które odwiedziliśmy, jest interesujące. Zamiast do Birmy wolałbym jednak pojechać do Gwatemali, ale nie było tam dla nas dobrego miejsca. Fakt, że jest to głównie Azja, jest w sumie dziełem przypadku.<br />
Byliśmy również w Afryce, lecz nie napisałem książki na temat Etiopii, w której spędziłem rok. Chciałbym wrócić do Afryki; Ameryka Południowa również byłaby ciekawym przeżyciem, ale cóż&#8230; nie mogę wybierać.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/delislewywiad3.jpg" alt="Guy Delisle" title="Guy Delisle" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5679" /></p>
<p><strong>Wyobraź sobie, że jesteśmy w połowie lat osiemdziesiątych i że możesz razem ze swoją żoną odwiedzić państwa bloku wschodniego razem z jakimś ngosem. Chciałbyś?</strong><br />
Jasne, że bym chciał. Korea jest w pewnym sensie państwem bloku wschodniego. Podróżowanie po niej jest jak podróżowanie w czasie. Czujesz się, jakbyś utknął w latach pięćdziesiątych i wszystko wygląda na lata pięćdziesiąte. Masz restaurację numer jeden, restaurację numer dwa. Wszystko na sowiecką modłę. Bardzo chciałbym odwiedzić państwa bloku wschodniego. W 1989 roku byłem w Niemczech, w Berlinie, i kiedy runął mur, pracowałem w studiu animacji. Pamiętam, co wtedy przechodziliśmy, chcieliśmy przekroczyć punkt kontrolny i udać się do jakiegoś miasteczka w zachodnich Niemczech&#8230; to takie zwykłe podróże odbyte za młodu ale za to bardzo ekscytujące.</p>
<p><strong>Komiks to świetny sposób na wizualne przedstawienie państw, w których istnieje cenzura, nie uważasz? W Korei Północnej nie mogłeś mieć ze sobą aparatu fotograficznego, a gdybyś ograniczył się wyłącznie do pisania, to nie byłoby to samo, co wzbogacenie historii o ilustracje.</strong><br />
Całkowicie się z tobą zgadzam. Gdy byłem w Korei Północnej, pozwalali mi odwiedzać tylko dokładnie określone miejsca i nie miałem żadnej wolności. Dla mnie był to jednak idealny układ, ponieważ nie planowałem stworzyć książki. Myślałem, że fajnie byłoby napisać książkę, ale poprzestałem na spisywaniu notatek. Myślałem, że co będzie, to będzie. Nie miałem ze sobą aparatu fotograficznego, więc chodziłem z tymi ludźmi i odbywałem zwykłe, codzienne rozmowy, ale ponieważ było to tak interesujące miejsce, pytania i odpowiedzi również takie były.<br />
To były idealne warunki dla dziennikarza, ponieważ nikt nie spodziewał się po mnie, że będę zbierał materiał. Mogłem rozmawiać z tymi ludźmi bez ograniczeń, poruszać się mniej więcej bez ograniczeń, więc wszystko było idealne. Gdy wróciłem do domu, odtworzyłem wszystko z pamięci: miejsca, w których byłem, ludzi, których poznałem itd. Myślę, że tworzenie komiksów pozwala na bycie dyskretnym – nie robisz zdjęć, nie zadajesz trudnych pytań. Po prostu spacerujesz, robisz notatki, a na końcu tworzysz książkę. Jest to więc bardzo dyskretne. Daje ci to również dużo możliwości przy tworzeniu, bo możesz spojrzeć na swoją pracę jak na opis wycieczki, stworzyć kilka stron bez tekstu, potem dodać jakiś dialog&#8230; Gdy więc pracuję, często zaskakuje mnie ilość narzędzi, którymi mogę się posługiwać oraz to, jak te narzędzia działają. Czasami chcę być bardzo skoncentrowany w przekazie i chcę zawrzeć go w jak najmniejszej ilości tekstu, a resztę zawszeć w rysunku. Ta metoda, wbrew pozorom, jest bardzo bogata i świetnie sprawdza się w tym rodzaju książek, które tworzę.</p>
<p><strong>W &#8222;Phenianie&#8221; możemy przeczytać, że do Północnej Korei bierzesz ze sobą Orwella. Czy łatwo jest być turystą w takich krajach jak Korea lub Birma? Czy czujesz się tam turystą, czy raczej chciałbyś coś zmienić, ale nie możesz?</strong><br />
Nie, nie wchodzę w tą całą &#8222;zmianę świata&#8221;. Nie mam misji przywrócenia pokoju na Bliskim Wschodzie. Nie wjeżdżam do Północnej Korei czy do Birmy z zamierzeniem obalenia reżimu. Jestem zwykłym turystą, który odwiedza dane państwo przez rok, zbiera informacje i tworzy z nich zabawne historie, które podobają się ludziom i dają im jako tako pojęcie o tym, co widziałem. Jest w nich zarówno aspekt turystyczny, jak i nieco poważniejsze problemy danego państwa. Lubię tę różnorodność, gdyż tworzy ona ten typ książki, który lubię czytać i bardziej przypomina rozmowę z przyjaciółmi, w której polityka miesza się z innymi, lżejszymi tematami. I tak, w dużym skrócie, wyglądają moje książki – duże pocztówki, które mogę wysłać do swojej rodziny, a oni będą dzięki nim wiedzieć, czym zajmowałem się w danym roku.<br />
Zanim trafiłem do Korei Północnej, przeczytałem wszystkie książki na jej temat, które mogłem znaleźć, a było ich niewiele. Gdy byłem w Chinach, nie miałem pojęcia o polityce tego państwa i bardzo tego żałuję, ponieważ gdybym cokolwiek poczytał na ten temat, mógłbym zadawać ciekawsze pytania. Jak więc mówiłem wcześniej, chciałem czytać o Korei, ale nie mogłem znaleźć wielu książek. Te, które znalazłem, przypominały bardziej &#8222;1984&#8243; Orwella. Czytałem już tę książkę, gdy byłem młodszy, ale postanowiłem zrobić to raz jeszcze, dla zabawy. Doszedłem do połowy, gdy musiałem wyjeżdżać, więc postanowiłem wziąć ją ze sobą i dokończyć na miejscu. Okazało się, że ludzie, z którymi miałem do czynienia, oczekiwali ode mnie możliwości kontaktu z literaturą po francusku, bo u siebie nie mieli zbyt wiele – tylko trochę nudnej klasyki. Ucieszyli się więc, że mogli przeczytać coś nowego, więc pokazałem im tę książkę.</p>
<p><strong>A jak &#8222;Phenian&#8221; odebrany został w Korei Południowej?</strong><br />
Nie mam pojęcia. Koreańczycy byli pierwszymi, którzy zechcieli przetłumaczyć tę książkę (co mnie bardzo zaskoczyło). Jedyną informacją, jaka do mnie dotarła, było to, że im się spodobała. Oni są Koreańczykami z południa i różnią się bardzo ode mnie, ale ja jestem obcokrajowcem mówiącym o kraju, który jest im bardzo bliski i z którym wiele ich łączy. Bardzo jestem zadowolony z tego komplementu, ale poza tym niestety nie wiem nic więcej.</p>
<p><strong>Twoje komiksy prezentują Europejczykom twoje spostrzeżenia i obrazki z Azji, z krajów trzeciego świata. Co sądzisz o globalizacji? Czy przerobimy cały świat na zachodnią modłę?</strong><br />
Hmm&#8230; wygląda, że nieco tak. Nie jest to nic nowego. Czytałem książkę napisaną w 1950 roku przez jakiegoś dziennikarza. Podróżował po Europie i szokowało go to, że wszystko było tak bardzo zamerykanizowane. Możemy sobie wyobrazić, jak bardzo zszokowany byłby dzisiaj. Dla mnie globalizacja nie jest fajną sprawą, ponieważ straciłem pracę jako animator, gdyż wszystko przenoszono do Azji. Miałem jednak tyle szczęścia, że poproszono mnie o bycie szefem tych ludzi, podczas gdy gros animatorów we Francji straciło pracę i skończyło jako nauczyciele lub w branży gier komputerowych. Z jednej strony jest więc ten aspekt globalizacji, z drugiej natomiast tworzymy miejsca pracy w Chinach. Tak jest teraz i to nie zmieni się w przyszłości, może pomoże im to stworzyć lepsze społeczeństwo. Chociaż, szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, aby tak miało być. Z Europy do Chin transferujemy pensje, ale nie bezpieczeństwo socjalne. Gdy pracuję we Francji i zostaję zwolniony, jest ktoś, kto może mi pomóc. Społeczeństwo zapewnia taką pomoc. W Chinach nie ma co liczyć na coś takiego. Starasz się pracować jak najlepiej &#8211; i tyle.<br />
W drodze z Europy do Chin znikają wszystkie pozytywne aspekty społeczne i to jest do bani. Nie wydaje mi się, aby ten transfer miał uczynić to państwo lepszym, demokratycznym miejscem. Chińczycy dostają więcej pieniędzy, ale gdy patrzę na polityczną sytuację, te pieniądze wcale nie pomagają. To, że ludzie stają się bogatsi, nie oznacza, że stają się zarazem bardziej wolni. Potrzeba czegoś więcej, aby sytuacja polityczna w Chinach zaczęła się zmieniać.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/delislewywiad1.jpg" alt="Guy Delisle" title="Guy Delisle" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5679" /></p>
<p><strong>Obecnie coraz więcej obywateli Europy Zachodniej obawia się inwazji muzułmanów. Mieszkasz obecnie w Jerozolimie – czy uważasz, że czeka nas jakieś zderzenie cywilizacji?</strong><br />
Nie widzę tego problemu z muzułmanami. Gdy jestem w arabskiej dzielnicy, to jestem w najpopularniejszych miejscach. W niedzielę dzieje się tam wiele rzeczy, których nie spotkasz w innych rejonach miasta, gdzie wszystko jest zamknięte. Muzułmanie w Jerozolimie może nie są najbardziej bezpośredni, ale chcą spędzać czas w spokoju ze swoimi dziećmi, chcą mieć możliwość zapewnienia im dobrej szkoły. Mają podobną do mojej koncepcję rodziny. Z drugiej strony w Jerozolimie żywią również nienawiść wobec sytuacji, w której się znajdują, ponieważ żyją w pojebanym miejscu. W pojebanej sytuacji. Nie widzę tego zderzenia z muzułmanami. Nie piją piwa, ale poza tym nie widzę dużej różnicy. W religii też nie. Co prawda modlą się pięć razy dziennie, ale to religia pokojowa – jeśli naprawdę wczytasz się w Koran. Chociaż zawsze znajdzie się paru szajbusów. Muzułmanów jest bardzo dużo&#8230; spotkasz ich w Afryce, w Indonezji. W Indonezji są piękne, seksowne dziewczyny, które potrafią tańczyć w seksowny sposób, chociaż noszą czador. W Afryce wygląda to zupełnie inaczej, jakby była to zupełnie inna religia. Wszyscy wierzą w tego samego boga, ale sposób, w jaki tę wiarę wyrażają, jest diametralnie różny.</p>
<p><strong>Czy uważasz, że komiks jako medium ma szansę przetrwać w skomputeryzowanych czasach? Wszyscy naokoło przepowiadają śmierć prasy, śmierć książki&#8230; co z komiksem?</strong><br />
Myślę, że Francis [Francis Groux - dyrektor festiwalu w Angoulême - red.] udowadnia rynkowi komiksów we Francji, że można na tym zarabiać. Ilość pieniędzy, które zarabia ten przemysł, wzrosła o 3-4% w stosunku do poprzedniego roku. To całkiem dużo, chociaż inne media drukowane odnotowują straty. Nie wiedzą, co zrobić. Wchodzą w internet, starają się zróżnicować swoją aktywność, a komiksy po prostu mają się dobrze. Dla mnie jest to dowód na to, że świetnie wpisują się we współczesny skomputeryzowany świat. Wystarczy spojrzeć na popularność blogów. A blog to przecież nic innego, jak miks czyichś zdjęć z małą ilością tekstu. Mieszanka tekstu i obrazu świetnie działa. I to właśnie masz w komiksie; oczywiście z bardziej rozbudowaną strukturą, ale mimo wszystko to właśnie mieszanka tekstu i obrazu tak oddziałuje na ludzi. Mało się widzi rysunku obecnie, a szkoda, bo ludzie lubią rysunki. Nie mamy wystaw rysunku, tylko malarstwa, rzeźby itd. Komiksy zapewniają ludziom tę dawkę rysunku.<br />
Nie wiem, czy próbowałeś czytać komiksy lub książki na ekranie komputera, ale obecnie spędzamy tyle czasu przed komputerem robiąc muzykę, rysunki w photoshopie &#8211; że zazwyczaj człowiek cieszy się, że może wziąć do ręki książkę, aby przeczytać jakąś powieść, może usiąść na zewnątrz lub wrzucić książkę do torby&#8230; to bardzo wygodne. Z komiksami jest naturalnie tak samo. Każdy z nas tak ma, że chce w pewnym momencie odwrócić się od ekranu komputera, bo przecież nie można spędzić przed nim całego życia. Książki na szczęście nie są drogie i dają o wiele więcej przyjemności. Myślę, że czytanie książki na papierze jest po prostu naturalne. Widziałem, że dużo komiksów jest skanowanych i udostępnianych w internecie. To bardzo nudne, próbowałem kilka razy czytać komiksy w ten sposób, ale miło jest trzymać książkę w ręku.</p>
<p><strong>Cóż, istnieje również dużo komiksów, które tworzone są specjalnie pod internet, a ich autorzy traktują internet jako nowe komiksowe medium. W ten sposób mogą komunikować się z czytelnikami. Mogą tworzyć komiksy w odcinkach. Czy myślałeś nad tym? </strong><br />
Wiem, że są plany na zaadaptowanie komiksu na potrzeby telefonu. Niemcy chcą to zrobić z &#8222;Louisem na plaży&#8221;. To będą małe obrazki, a ten komiks nie został stworzony w sposób, który by się do takiego formatu nadawał. Może się sprawdzi, może będzie można dodać do niego dźwięk. Czas pokaże.<br />
Myślę, że najlepiej jest przeanalizować nowe media i następnie spróbować stworzyć coś, co pozwoli zaadaptować komiks do internetu. Nie mam nic przeciwko takiemu rozwiązaniu, ale wydaje mi się, że wiele ludzi ma podobne poglądy do moich i że w pewnym momencie po prostu muszą uciec od tych wszystkich ekranów, monitorów i chcą położyć się na kanapie oraz chwycić książkę, przekładać strony&#8230; Myślę, że mi tak zostanie do końca życia, a nowe pokolenia będą czytać książki przy pomocy telefonu. Ja jestem staroświecki i oglądanie filmu przez telefon nie pozwala na zrozumienie, o czym ten film tak naprawdę jest. I tak samo z komiksem – bo ważna jest kompozycja strony. Ja lubię pracować ze stroną i czerpię przyjemność z tworzenia komiksów, bo są fizycznymi obiektami. Gdy robisz animację, nie masz obiektu – masz film. Gdy masz książkę – możesz ją przeczytać, później komuś dać i dla mnie jest to duży plus. Masz papier, a ja jestem bardzo czuły na punkcie wysokiej jakości druku. Lubię, gdy druk jest dobry. Gdy się w to wkręcisz, trudno jest przerzucić się na ekran.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/08/05/tworzenie-komiksow-pozwala-na-bycie-dyskretnym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zadebiutować w wyrazisty sposób</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/07/20/zadebiutowac-w-wyrazisty-sposob/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/07/20/zadebiutowac-w-wyrazisty-sposob/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 20 Jul 2009 08:00:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[Kolec]]></category>
		<category><![CDATA[Marcin Podolec]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=5237</guid>
		<description><![CDATA[Zdaję sobie sprawę, że wielu czytelników Motywu nie jest szczególnie zainteresowanych komiksem jako takim &#8211; to nic złego! Chciałbym jednak w tym tygodniu zaprosić Was wszystkich do lektury wywiadu z Marcinem Podolcem, Kolcem, jednym z najmłodszych i najciekawiej zapowiadających się rysowników w kraju. Kto wie, może to jego komiksy będą czytać na e-papierze Wasze dzieci. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/mk8a.jpg" alt="Trudy wywiadu" title="Trudy wywiadu" width="500" height="207" class="alignnone size-full wp-image-5296" /><br />
Zdaję sobie sprawę, że wielu czytelników Motywu nie jest szczególnie zainteresowanych komiksem jako takim &#8211; to nic złego! Chciałbym jednak w tym tygodniu zaprosić Was wszystkich do lektury wywiadu z <a href="http://kolec.ownlog.com/">Marcinem Podolcem</a>, Kolcem, jednym z najmłodszych i najciekawiej zapowiadających się rysowników w kraju. Kto wie, może to jego komiksy będą czytać na e-papierze Wasze dzieci. W gruncie rzeczy, Wy możecie zacząć to robić już dzisiaj, w bardziej tradycyjny sposób.</p>
<p>Wywiad przeprowadzaliśmy poprzez Gadu-Gadu na przestrzeni minionego tygodnia. W tym czasie Marcin zdążył narysować pięć odcinków &#8222;Kapitana Sheera&#8221;, jedną planszę w formacie A3 oraz zwichnąć kolano. To powinno Wam dać jakiś obraz na temat jego pracowitości. Nie mówiąc już o tym, że zamiast przygotować prosty obrazek do nagłówka, sporządził czterokadrowy komiks. No szaleniec, proszę Państwa.<br />
<img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/mk8b.jpg" alt="Trudy wywiadu" title="Trudy wywiadu" width="500" height="207" class="alignnone size-full wp-image-5296" /><br />
<span id="more-5237"></span></p>
<p><strong>Pierwszy raz poczułeś, że musisz zrobić komiks, gdy&#8230;</strong><br />
W przedszkolu miałem taki zeszyt, w którym rysowałem Żółwie Ninja. Kiedy wyczułem potencjał pojedynczych obrazków, postanowiłem zacząć stwarzać ich sekwencje, co w następstwie – z przymrużeniem oka i sporą dozą pobłażliwości – można nazwać moimi pierwszymi komiksami. Byłem sprawnym marketingowcem, tak sądzę: żerowałem perfidnie na popularności Żółwi Ninja wśród rówieśników. Dla niektórych te moje fankomiksy to były pierwsze historie obrazkowe, które przeczytali. Kiedy osławiony zeszyt osiągnął apogeum popularności, mój najlepszy kumpel postanowił mi go, nie krępując się zbytnio, podwędzić. Potem reklamował brulion jako własny, z racji, że nie pomyślałem o podpisaniu go. Dzisiaj zresztą też mało którą pracę sygnuję.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/mk1.jpg" alt="Kadry z komiksów Marcina Podolca" title="Kadry z komiksów Marcina Podolca" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5272" /><br />
<strong>Wydaje mi się, że tego rodzaju opowieści o fankomiksach sporo osób ma na koncie, także tych, które komiksów od lat nie robią. A co sprawiło, że nie przestałeś rysować?</strong><br />
Chyba to, że jakoś na początku gimnazjum zacząłem czytać <a href="http://webkomiks.pl/ke/">&#8222;ke?&#8221;</a>, <a href="http://kokoart.net/kokoart/">&#8222;kokoart&#8221;</a>, trafiłem rykoszetem na &#8222;Shitodruk&#8221; i tam <a href="http://maciejpalka.blogspot.com/">Maciek Pałka</a> w końcu umieścił okładkę <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/waciane_kafliki_zyttu/1">&#8222;Wacianych Kaflików Żyttu&#8221;</a>. Kiedy zobaczyłem w rzeszowskim Empiku znajomy obrazek, nabyłem album, potem były pierwsze &#8222;Usagi&#8221;, w końcu kupiłem <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/dom_zaloby/1">&#8222;Dom Żałoby&#8221;</a> Pałki, Ronka i Szcześniaka. Cudowny zeszyt, naprawdę. To było coś, co potrafiło mnie zainspirować, zastanowić, oglądałem po kilkanaście razy niektóre kadry. Byłem pod mocnym wpływem tej historii kiedy narysowałem w dwa tygodnie dziesięciostronicowy komiks &#8222;Bezdany&#8221;, którego późniejszy sukces dodał mi wiary w to, że warto trenować. </p>
<p><strong>No właśnie, tak naprawdę, to nie było jakoś strasznie dawno temu, a mimo to udało ci się zyskać pewną rozpoznawalność w środowisku komiksowym. Nie czujesz, że przez swój młody wiek, wszyscy patrzą ci na ręce zastanawiając się, co też z ciebie wyrośnie? </strong><br />
Myślę, że mało kto patrzy, a jeśli się mylę, to prawie nikt z tych-co-patrzą nie daje temu jednoznacznego wyrazu. Skarżyłem się nawet na to pokątnie w jednym z &#8222;Sheerów&#8221;. Mam kilka osób z którymi konsultuję swoje poczynania. Pierwszą z nich jest Robert Wyrzykowski, którego poznałem na forum &#8222;Usagiego&#8221; i od tamtej pory trzymamy się razem. Często dostaję od niego scenariusze, zaprosiłem go też do pracy nad serią o &#8222;Sheerze&#8221;. Jak mi napisze <em>&#8222;Urocze to, panie&#8221;</em> albo <em>&#8222;Zajebiste!&#8221;</em> to już wiem, że wszystko jest okej. Drugą osobą jest Wojciech Birek, któremu co parę tygodni robię prezentację ostatnich plansz, a on poleca mi różne wartościowe komiksy, często jeszcze niedostępne u nas w kraju. Ta znajomość pozwoliła mi zneutralizować część technicznych problemów, a także zauważyć pewne oczywistości formalne. Lubię też, kiedy czasem Daniel Chmielewski napisze od siebie parę słów w mejlu lub spotka się ze mną w stolicy i mogę sobie z nim porozmawiać o tym, co aktualnie produkuję. Co do rozpoznawalności w środowisku &#8211; naprawdę się ucieszyłem, kiedy na WSK usłyszałem od kilku komiksiarzy pokroju Dominika Szcześniaka czy Filipa Myszkowskiego: <em>&#8222;Aaa tak, zaglądam czasem na twój blog, widziałem tę czy tamtą planszę z «Sheerem»!&#8221;</em> lub kiedy przy okazji promocji <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/ser-ce/1">&#8222;Ser-ca&#8221;</a> Maciek Pałka napisał, że stale śledzi postępy. Budujące. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/mk2.jpg" alt="Kadry z komiksów Marcina Podolca" title="Kadry z komiksów Marcina Podolca" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5272" /><br />
<strong>Jednym z twoich znaków rozpoznawczych jest wygrywanie różnych komiksowych konkursów. Co daje początkującemu twórcy uczestnictwo w tego rodzaju zawodach?</strong><br />
Nie będę pisał o doświadczeniu, &#8222;ograniu&#8221;, próbie sił etc. Mnie to daje jedynie termin, którego muszę dopilnować i dzięki temu moja komiksoteka sukcesywnie się powiększa. Choć i bez tych konkursów dyscyplina raczej nie ulega zbytniemu rozluźnieniu. Dla przykładu &#8211; rok 2008 był rokiem, w którym każdego dnia musiałem narysować coś komiksowego. Na feriach w Krynicy zbudziłem się nawet jednej nocy koło północy, bo niczego nie stworzyłem przez cały dzień, a już mi się przedsięwzięcie zakodowało. Narysowałem szybko jakąś komiksową mordkę i padłem dalej. Z latami na pewno da się wyrobić taki eisnerowski czy schulzowski rytm, choć – wiadomo – jest to strasznie eksploatujące. Nie dążę więc do tego na ślepo.</p>
<p><strong>Wspomniałeś wcześniej o swojej współpracy z Robertem Wyrzykowskim. W czym lepiej się odnajdujesz &#8211; w rysowaniu do czyjegoś scenariusza, czy gdy wszystko w pełni zależy od ciebie?</strong><br />
Zależy to od kilku czynników. W &#8222;Sheerze&#8221; na przykład chodzi głównie o przekaz – rysunki są przeważnie tylko dopełnieniem. Robert potrafi bardzo dobrze zaaranżować sytuacje wyjściowe, często dodaje ciekawe drobiazgi do akcji, ale czasem nie podobają mi się teksty, które wkłada w usta Kapitana czy Bosmana i wtedy dyskutujemy. Porównujemy nasze pomysły i najczęściej je miksujemy. Od Roberta dostaję zawsze elegancko spisany scenariusz. Kiedy sam robię &#8222;Sheera&#8221;, przeważnie mam wszystko tylko w głowie i muszę się streszczać z rysowaniem, żeby nie zapomnieć całej sytuacji. Bo jakbym zaczął spisywać teksty, pomieszało by mi się wszystko i wyszło najpewniej przekombinowane. Jeśli więc chodzi o &#8222;Sheera&#8221; – myślę, że mimo iż scenariuszowanie jest rozbite na dwie osoby, to zachowuję własną wizję serii. Czasami jednak moja część pracy bierze swój początek od samej formy. Wymyślam sobie styl, w którym chciałbym się sprawdzić i kiedy dostanę tekst, do którego da się go wykorzystać, to już mało myślę o tym, co jest w scenariuszu, bo pochłania mnie rysowanie. Tak było m.in. w <a href="http://www.for.org.pl/pl/konkurs-na-komiks-wyniki/emerytury/1" alt="trzeci od góry">&#8222;Bossie&#8221;</a> czy komiksie o Rosji, którego nazwy nie mogę spamiętać. Kurde, momentami mnie skręca, że nie mam od kogoś pomysłu na album na powiedzmy sto stron, bo jak już sobie wymyślę styl to się podpalam i umiem szybko pracować. Tak więc, odnajduję się dobrze zarówno we własnych, jak i w cudzych scenariuszach, bo nawet do tych drugich zawsze zapcham nieco kolcowych rozwiązań.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/mk3.jpg" alt="Kadry z komiksów Marcina Podolca" title="Kadry z komiksów Marcina Podolca" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5272" /><br />
<strong>Czujesz się związany z jednym gatunkiem komiksu? Większość wychodzących spod twojej ręki historii to zazwyczaj różnego rodzaju komedie obyczajowe, widzisz siebie pracującego nad komiksem pełnym wybuchów, broni czy horrorem?</strong><br />
Nie umiem rysować broni, taki Adler chyba by mnie zjadł. Co do horroru, to zabawna sprawa, bo ostatnio rozmawiałem o komiksie w tych klimatach z jednym scenarzystą. Jeśli chodzi o horror to poradziłbym sobie, czemu nie. Oczywiście zachowując odpowiednią konwencję i umowność. Co się tyczy wybuchów i broni, to zacząłem w pewnym momencie rysować &#8222;Dampca&#8221; dla Jerzego Szyłaka. Scenariusz mi się podobał, miałem już rozrysowane parę stron, ale zdecydowałem, że współpracę należy przerwać. To jednak nie moja bajka. Chcę zadebiutować w wyrazisty sposób. Mam już nawet pewne plany. &#8222;Ser-ce&#8221; nie było autorskim debiutem, tylko zleceniem. Wiem, że nie do końca o to chodzi w pytaniu, ale chcę zaznaczyć, że &#8222;Sheer&#8221; komedią nie jest. To w sumie komiks o beznadziei, pustce i związanych z nimi przemyśleniach.</p>
<p><strong>A nie uważasz, że z opowiadaniem o beznadziei i pustce jest nieco jak z bluesem? Trzeba mieć parę lat na karku, swoje przeżyć. Gdy w liceum ktoś nam złamie serce wierzymy, że to jest już koniec świata. Parę lat później, okazuje się, że nie miało to znaczenia. Co więc może czytelnikowi przekazać nastolatek?</strong><br />
&#8230;którego na dodatek przygody pod każdą postacią omijają szerokim łukiem&#8230; W &#8222;Sheerze&#8221; jest w sumie sporo motywów zaczerpniętych z autopsji. Odcinek pierwszy – o zapadniętej klatce piersiowej – wymyśliłem, kiedy leżałem dłuższą chwilę na łóżku i rozmyślałem o znikomej objętości własnych płuc. Pewnego dnia, podczas zawiei przygarnęliśmy małego czarnego psiaka. Wieczorem już był o tym gotowy odcinek. W miniserii o wydawnictwie Bosmana przemycam osobiste poglądy na światek komiksowy. Zacząłem robić te plansze w dziwnym dla mnie okresie, w którym to dążyłem do możliwie jak największej alienacji i w którym nie umiałem się cieszyć praktycznie z niczego. Zauważ, że w kilku pierwszych odcinkach szczury nie uśmiechają się ani razu&#8230; Kapitan z Bosmanem tworzą nową jakość – jak mówi Daniel Chmielewski – demokracji. Dla mnie są jedną istotą, która na dodatek mówi moimi ustami. Chyba traktuję ten komiks jako rodzaj terapii dla siebie. A czy ty uważasz, że temu nastolatkowi udaje się coś przekazać przy pomocy dwóch szczurów o za krótkich ogonach, psa oraz puszki po sardynkach na środku&#8230; niczego?</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/mk4.jpg" alt="Kadry z komiksów Marcina Podolca" title="Kadry z komiksów Marcina Podolca" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5272" /><br />
<strong>Cóż, dla mnie &#8222;Sheer&#8221; <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/031c2595fa12b492.gif" rel="lightbox[5237]">to taki komiks, hm, o szczurach jakby</a>. </strong><br />
A szczury to podobno strasznie inteligentne zwierzęta i dlatego w tych swoich labiryntach zasuwają&#8230; tylko moje szczury jeszcze nie umieją znaleźć wyjścia. Czyli beznadzieja i pustka. No a taki labirynt to dodatkowo zawsze składowa czyjegoś eksperymentu&#8230; </p>
<p><strong>Skoro Bosman i Kapitan są tobą, to kto przeprowadza eksperyment?</strong><br />
Są mną jeśli chodzi o emocje, a eksperyment przeprowadzamy z Robem jako komiksiarze. Zastanawiamy się ciągle, czy Sheer i Bosman potrafią zaintrygować ludzi jako bohaterowie komiksowi. Niektóre reakcje wskazują na to, że tak. Nawet zinowcy chętnie przyjmują nasze historie &#8211; pierwszy Kapitanowi dał szansę <a href="http://paski.org/">Tomek Pastuszka</a>, dzięki. A to dopiero początek serii, więc jestem optymistą.</p>
<p><strong>A czy patrząc na bohaterów &#8222;Sheera&#8221;, czujesz, że to jest właśnie to, że są bohaterowie, że to jest komiks, który chciałbyś tworzyć przez następne kilka lat? Czy też może nie masz ochoty się tak ograniczać? </strong><br />
Nie umiałbym &#8222;Sheera&#8221; traktować jako ograniczenia. Mogę w nim opowiedzieć dosłownie o wszystkim i nie zasieje to większego zgorszenia. Moim celem jest lekkie wypromowanie serii na starcie, do internetu trafi około 20 odcinków. To będzie dopiero 1/5 lub 1/6 objętości albumu. Kiedy już będzie tyle stron, ile chciałbym mieć wydane, podpiszę się pod tym w końcu &#8222;Marcin Podolec&#8221;, poproszę paru znajomych o pinupy i to będzie dla mnie naprawdę ważny dzień, dla którego warto rysować te same ryjki przez powiedzmy dwa lata. Bo jeśli jakiś wydawca zechce przygarnąć &#8222;Sheera&#8221;, to marzy mi się na premierę 2010 rok. Na boku pracuję nad kilkoma innymi komiksami, ale na pewno chcę zadebiutować albumem konkretnej grubości. Zresztą nawet teraz &#8222;Sheer&#8221; nie jest ograniczeniem, skoro aktualnie pracuję nad 4 komiksami. Zarówno jako scenarzysta i rysownik. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/mk5.jpg" alt="Kadry z komiksów Marcina Podolca" title="Kadry z komiksów Marcina Podolca" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5272" /><br />
<strong>W 2010 roku będziesz miał 19 lat. A co w takim razie zamierzasz robić w 2015?</strong><br />
Pewnie dalej będę prowadzić swojego bloga, przywiązałem się do niego. Będzie już wtedy niezłym wglądem w postępy. Mam nadzieję, że przyda się młodym rysownikom. Nie wybrałem jeszcze kierunku studiów – trąbienie, że <em>&#8222;z komiksu wyżyć się nie da&#8221;</em> jest uzasadnione, więc się zastanawiam, czy warto doświadczać tego na własnej skórze. Z drugiej strony naród się chyba ukomiksawia coraz bardziej&#8230; W przypadku planów komiksowych myślę, że sprawę przesądzi akceptacja lub jej brak dla mojego debiutu. Na czerwonym świetle daleko nie pojadę. Aaale, jeśli wszystko pójdzie dobrze, to powinienem mieć już wtedy parę albumów na koncie. Marzy mi się zrobienie serii kreską podobną do loiselowskiej z &#8222;Piotrusia Pana&#8221;. Scenariusz do komiksu, gdzie mógłbym jej użyć, byłby dla mnie prestiżową sprawą i pewnie dłubałbym się niemiłosiernie z każdą planszą. Ale ja już chyba to lubię.</p>
<p><strong>Jesteś największym, najwyższym i chyba też, dzięki &#8222;Ser-cu&#8221;, najmłodszym polskim twórcą komiksowym z albumem na koncie. Jakie jeszcze &#8222;naj&#8221; masz w planach w najbliższej przyszłości? </strong><br />
&#8222;Ser-ce&#8221; wyszło we wrześniu, a &#8222;Rycerz Janek&#8221;, z rysunkami Igora Wolskiego, też rocznik &#8217;91, w październiku, więc wydaje mi się, że dobrze to sobie obliczyłeś. Ale to w ramach ciekawostki oczywiście. W komiksie z nikim nie powinno się konkurować, bo zatraca się własną wrażliwość. Spodobało mi się zdanie KRLa, a poniekąd Śledzia, <a href="http://ksiazki.wp.pl/wiadomosci/wiadomosc.html?id=38132&#038;kat=0&#038;kol=2&#038;data=2009-07&#038;s=5">z wywiadu przeprowadzonego przez Tomka Pstrągowskiego</a>: <em>&#8222;Żeby robić dobre komiksy niekoniecznie trzeba być na bieżąco ze wszystkim. Bo wtedy włącza się jakaś taka zwykła zazdrość i zawiść, i zamiast siedzieć, i robić swoje, to analizujemy czyjeś rysunki, a to tylko rozprasza uwagę&#8221;</em>. Poznałem tę prawdę jakiś czas temu, tylko nie umiałem jej ładnie nazwać. Myślałem już nawet, że przestają mnie komiksy kręcić. Ale wtedy z kolei rosło tempo rysowania, więc już całkiem mi się zaczęło mieszać. O, mogę być najbardziej pomieszaną głową w naszym światku. Najchudszy nie będę, żeby cię nie detronizować, największej ręki też nie mam, bo przewodzi Koko, Bele z kolei najbardziej nie wie, gdzie jest Jarosław; najfajniejszy kapelusz ma <a href="http://www.gniazdoswiatow.net/">godai</a>, ale może jakbym się nieco zapuścił to pobiłbym <a href="http://przemekp.blogspot.com/">Gonza</a> w kategorii najbujniejszej bródki. </p>
<p>I na koniec, specjalnie dla Motywu, odcinek &#8222;Kapitana Sheera&#8221;:<br />
<img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/sheerkonewka.jpg" alt="Kapitan Sheer" title="Kapitan Sheer" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5272" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/07/20/zadebiutowac-w-wyrazisty-sposob/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Tomaszem Grządzielą</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/07/07/wywiad-z-tomaszem-grzadziela/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/07/07/wywiad-z-tomaszem-grzadziela/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Jul 2009 07:00:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[Gothads]]></category>
		<category><![CDATA[Stripfield]]></category>
		<category><![CDATA[Sunless]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Grządziela]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=4886</guid>
		<description><![CDATA[Tomasz Grządziela, znany pod pseudonimem Spellcaster, zadebiutował w sieci komiksem &#8222;Another Heroes&#8221;, następnie było &#8222;Sunless&#8221;, potem wystąpił w &#8222;Kolektywie&#8221;, a ostatnio popularność zaczyna przynosić mu &#8222;Stripfield&#8221;. Postanowiłem zadać mu kilka pytań, póki podpada jeszcze pod kategorię &#8222;młodych zdolnych&#8221;. Czy to on zbawi Polski Komiks? Nie wiem, ale myślę, ze warto zwrócić uwagę na tego ekscentrycznego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/spell1.jpg" alt="no wiec" title="no wiec" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5070" /></p>
<p><a href="http://kreskotok.blogspot.com/">Tomasz Grządziela</a>, znany pod pseudonimem Spellcaster, zadebiutował w sieci komiksem <a href="http://www.anotherheroes.yoyo.pl/">&#8222;Another Heroes&#8221;</a>, następnie było &#8222;Sunless&#8221;, potem wystąpił w &#8222;Kolektywie&#8221;, a ostatnio popularność zaczyna przynosić mu &#8222;Stripfield&#8221;. Postanowiłem zadać mu kilka pytań, póki podpada jeszcze pod kategorię &#8222;młodych zdolnych&#8221;. Czy to on zbawi Polski Komiks? Nie wiem, ale myślę, ze warto zwrócić uwagę na tego ekscentrycznego blondyna w charakterystycznej kamizelce. Jeżeli mu się nie znudzi, to może sporo zawojować. Miłej lektury.<br />
<span id="more-4886"></span><br />
<strong>Fantasy to jeden z najczęściej wybieranych przez początkujących twórców gatunków na ich pierwszy komiks internetowy. Jaka historia stała za powstaniem <a href="http://www.sunless.yoyo.pl/">&#8222;Sunless&#8221;</a>?</strong><br />
Jak zwykle &#8211; inspiracji było wiele. Ale to właśnie seria &#8222;Legacy of Kain&#8221;, zwłaszcza &#8222;Soul Reaver&#8221;, kopnęła mnie tak mocno, że ślad został i na mojej początkowej twórczości. To podczas gry w &#8222;Legacy of Kain: Defiance&#8221; wpadłem na pomysł stworzenia świata bez Słońca. Od tamtego czasu pomysł ewoluował i dojrzewał, ale od samego początku klimat miał być jak w serii gier &#8211; ponuro, krwawo i gotycko, z nutką beznadziei. Czyli standardowe dark fantasy. A potem było jak zwykle &#8211; gonitwa pomysłów, <a href="http://eldahast.deviantart.com/art/Nostalgic-time-travel-100102490">concept arty protagonisty</a>, jeszcze nigdy nie pracowałem tak długo nad jedną postacią, ewolucja fabuły, która w pewnym momencie niesamowicie się rozbuchała, przytłaczając tak początkującego scenarzystę jak ja. W końcu uznałem, że nie jestem w stanie jej opanować, brak mi opierzenia. Choć głównym powodem zakończenia komiksu była chęć&#8230; opowiadania innego rodzaju historii. </p>
<p><strong>Mamy więc wrzesień 2008 roku, postanawiasz zakończyć &#8222;Sunless&#8221; i nagle buch, pojawia się coś zupełnie innego &#8211; cykl pełnych abstrakcyjnego humoru pasków <a href="http://www.stripfield.yoyo.pl/">&#8222;Stripfield&#8221;</a>. Skąd taki przeskok? Przecież tutaj nie opowiadasz żadnej dłuższej historii, płyniesz od żartu do żartu.</strong><br />
Z tego co pamiętam, &#8222;Stripfield&#8221; powstał jeszcze za życia &#8222;Sunless&#8221;. To właśnie jest największy problem, kiedy sam jesteś sobie rysownikiem i scenarzystą  &#8211; ciągły natłok nowych pomysłów, a wciąż jesteś przykuty do jednej historii. Dlatego też powstał &#8222;Stripfield&#8221;, którego z początku traktowałem jako odpoczynek, miejsce, gdzie mógłbym wyrzygać z siebie część pomysłów, zrobić coś nie na poważnie. Widać to w początkowych stripach, które były rysowane na szybko i niedbale. Po zamknięciu &#8222;Sunless&#8221; pozostał mi &#8222;Stripfield&#8221;, więc to na nim skupiłem uwagę. Choć teraz tęsknie do jakichś dłuższych historii. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/spell3.jpg" alt="Sunless" title="Sunless" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5070" /><br />
<em>Jeden z pierwszych kadrów &#8222;Sunless&#8221;, potem było już tylko lepiej</em></p>
<p><strong>Czytając &#8222;Sunless&#8221; nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jeszcze rok temu byłeś pod wielkim urokiem Mike&#8217;a Mignoli. Teraz masz 19 lat, zdałeś maturę, masz jakichś twórców, mistrzów, którzy inspirują Cię i mają wpływ na Twoje rysunki i historie?</strong><br />
Ugh. Urok to za mało powiedziane. To była kiepskiej jakości zrzynka. Na początku przerysowywanie jest niezłe dla ćwiczenia kreski, ale nadchodzi dzień, kiedy po prostu trzeba zrobić coś swojego. W moim przypadku był to długi i ciężki proces, żeby wyrwać się spod władzy tych ciężkich, pitch blackowych czerni. Ale chyba się udało. Jeszcze do niedawna miałem duży problem z moją kreską. Tak naprawdę nie wiedziałem, czego od niej oczekiwałem. Otwierałem &#8222;Hellblazera &#8211; All His Engines&#8221;, którego rysował Leonard Manco i zachwycałem się pseudo-realistyczną kreską. Też tak chciałem. Potem wchodziłem na <a href="http://www.gunnerkrigg.com/index2.php">&#8222;Gunnerkrigg Court&#8221;</a> i urzekała mnie prostota kreski. Też tak chciałem. I tak w kółko. Myślę, że każdy początkujący rysownik szuka złotego środka pomiędzy kreską realistyczną a przysłowiowymi stickmenami. Horror.<br />
Wracając do pytania &#8211; zawsze gubiłem się w tych wszystkich nazwiskach. Zbyt dużo mam inspiracji, by je spamiętać. Bo tak naprawdę staram się wyciągnąć coś z każdego filmu jaki obejrzę, każdej książki i zwłaszcza każdego komiksu, jaki przeczytam. Przypatruję się perspektywie, konceptom postaci, ilości tekstu w dymkach, chronologicznym odstępom między kadrami, sposobie snucia historii, zwrotom fabularnym czy dynamice ujęć filmowych. Jako dzieciak połykałem komiksy, a ostatnio podniecałem się w wannie sposobem rysowania dłoni i tłumnymi kadrami w jednym z albumów &#8222;Asterixa&#8221; aż mi woda wystygła. </p>
<p><strong>Zakładam, że doskonale wiesz, że mało kto z komiksów może w Polsce wyżyć. W takim razie, skoro nie będziesz musiał ich w przyszłości robić, aby zarobić na chleb, to czego właściwie szukasz w komiksie jako medium? Czemu się nim zająłeś i co chcesz osiągnąć?</strong><br />
Pewnego dnia zorientowałem się, że coś żre mnie od środka, i jeśli tego nie wyrzucę z siebie, to eksploduję. Próbowałem pisać książki, ale to nie dla mnie. Wiersze? Raczej kleciłem, niż rymowałem. I wtedy do mnie dotarło. Komiks. Komiks to złoty środek. W przeciwieństwie do książek i wierszy opowiada także obrazem. Nie posiada dźwięku i ruchu jak animacja czy film, ale one są czasochłonne i często pracuje nad nimi sztab ludzi, a ja jestem perfekcjonistą, który bardzo niechętnie zdaje choć cząstkę pracy na karb kogoś innego. Komiks. Idealnie. I tak zacząłem. Krok po kroczku. Nie ukrywam, że jestem egoistycznym megalomanem, który dąży do perfekcji, do zbudowania swojego <em>exegi monumentum</em> i stworzenia <em>opus magnum</em>, ale to długa i trudna droga. Powoli zaliczam wszystkie szczebelki &#8211; pierwszy webkomiks, pierwszy festiwal komiksowy, pierwszy wydrukowany komiks w zinie, pierwszy wywiad (śmiech). Następny cel to pełnoprawny album. Leżący na półce w Empiku, tak, żeby mogły go obmacać i wytłuścić hordy ludzi. Podchodziłbym do nich i pytał się, czy im się podoba, nie mówiąc jednocześnie, że jestem autorem, jak w jakiejś kiepskiej komedii. A dalej? Rysować jeszcze więcej komiksów, być uznanym autorem komiksowym w Polsce, potem w Europie i na świecie. Jeździć po całym globie i dawać prelekcje i udzielać wywiadów na największych festiwalach komiksowych (diaboliczny śmiech). Oto mój diaboliczny plan. Brakuje tylko jakiegoś bohatera, który wykrzyknąłby mi prosto w twarz <em>&#8222;JESTEŚ SZALONY!&#8221;</em>. Tak, pewnie jestem szalonym, jeszcze nieutemperowanym przez brutalne życie gówniarzem, który myśli, że jest pępkiem świata. Hej, ja naprawdę nim jestem i naprawdę tak myślę. I co z tego? Byle do przodu, byle do celu.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/spell2.jpg" alt="SSF2TRHD" title="SSF2TRHD" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5070" /></p>
<p><strong>Strasznie poważnie brzmi to, co piszesz, nie bawisz się komiksem?</strong><br />
Sam wcześniej odpowiedziałeś na teraz zadane pytanie. W Polsce nie da się wyżyć z komiksu. Więc jeśli nie robię tego dla pieniędzy, to albo robię to, bo lubię, albo jestem masochistą.<br />
Tak, to wciąż pierwszorzędna zabawa. Choć już nie tak jak kiedyś. Podnoszę sobie poprzeczkę coraz wyżej, nie chcę rysować, by po prostu narysować. Czasami potrafię patrzeć i godzinę na pustą kartkę, nim wymyślę coś, co mnie usatysfakcjonuje. Boję się, że skończę kiedyś jak wspomniany Mike Mignola, który potrafi wyrzucić do kosza w połowie narysowaną historię o Hellboyu, bo <em>&#8222;to jednak nie to&#8221;</em>, albo rysuje ponad pięć wersji jednej okładki. Chcę być oryginalny, choć czasami naprawdę trudno mi to przychodzi. Robić coś nowego, lub spojrzeć na stare idee i schematy w nowy, własny sposób. Sprawić, by kiedyś czytelnik po przewróceniu ostatniej strony mojego komiksu cicho westchnął i chwilę pomyślał. Stwarzać te magiczne chwile, dla których ogląda się takie filmy jak &#8222;Efekt Motyla&#8221; czy &#8222;Fight Club&#8221;. Instalowałbym wtedy w moich komiksach GPS i nachodził czytelników w ich domach. Robił im skrycie zdjęcia w tej ulotnej chwili, by potem wytapetować sobie nimi ścianę. Nie wiem. Możliwe, że po drodze zgubiłem &#8222;zabawę&#8221; i zastąpiłem ją&#8230; hmm&#8230; jedni grają na skrzypcach, inni piszą wiersze lub malują obrazy. Niektórzy uświadamiają sobie, że to już nie jest zabawa. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/spell4.jpg" alt="spell1" title="spell1" width="500"  class="alignnone size-full wp-image-5070" /><br />
<em>Jeden z pasków &#8222;Stripfield&#8221;</em></p>
<p><strong>Mógłbyś coś powiedzieć na temat &#8222;Gothads&#8221;? Skoro zajmujesz się rysowaniem do scenariusza Dema, to co w takim razie będzie ze &#8222;Stripfieldem&#8221;? </strong><br />
W świetle wcześniejszych wypowiedzi wychodzę na hipokrytę. Ale ja po prostu uwielbiam twórczość Dema, jego świetny, absurdalny humor i od dawna chciałem coś z nim przeskrobać. Dlatego gdy zaproponował mi współpracę&#8230; Nie zdradzając za wiele, mogę powiedzieć, że &#8222;Gothads&#8221; będzie miał formę trzykadrowych pasków, których ma być 20 w pierwszym sezonie. Dem przebąkiwał coś o ciągnięciu historii dalej, ale na razie nie ma co dzielić skóry. Paski mają być powiązane fabularnie i tworzyć spójną historię o dwóch gothach i agencji reklamowej. Postaci ma być więcej, ale o tym sami się przekonacie. Wstępnie &#8222;Gothads&#8221; wystartuje 1 sierpnia, &#8222;Stripfielda&#8221; niestety będę zmuszony ograniczyć do jednego paska w tygodniu. Zobaczymy, na jak długo. </p>
<p><strong>Jaka historia stoi za Twoją słynną <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/07/sinister-jester.jpg" rel="lightbox[4886]">kamizelką z czaszką błazna</a>?</strong><br />
Chyba troszkę wyolbrzymiasz tę sławę. Cóż, zaczęło się od doodla w szkicowniku. Narysowałem trupa w kuckach, który w miejscu głowy miał szubienicę, na której dyndała czaszka w czapce błazna. Potem uznałem, że to będzie upiór strażniczy, broniący mego szkicownika przed kradzieżą i uszkodzeniem. Nie wiem, jak to się stało, ale w pewnej chwili zacząłem go używać jako swoistego znaku towarowego. Przyjaciel spontanicznie go ochrzcił &#8211; Jasper. W przypływie entuzjazmu i igłochcicy naszyłem go na kamizelkę. I puff. Dzisiaj tak się podpisuję. To moje logo, moja maskotka i w pewnym sensie znak, który dobrze podsumowuje tematykę, którą uprawiam w komiksach. </p>
<p><em>Tomasz Grządziela, rocznik 1990, zamieszkały w Gdańsku, aktualnie intensywnie zastanawia się, co zrobić ze sobą po maturze.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/07/07/wywiad-z-tomaszem-grzadziela/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>72</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Bardzo Znanym Recenzentem</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/04/01/wywiad-z-bardzo-znanym-recenzentem/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/04/01/wywiad-z-bardzo-znanym-recenzentem/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Apr 2009 08:34:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>łukasz i konrad</dc:creator>
				<category><![CDATA[wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=1413</guid>
		<description><![CDATA[Rozmowę z Bardzo Znanym Recenzentem chciałem przeprowadzić dość dawno, niestety mój rozmówca był tak zajęty, że nie mógł znaleźć dla mnie choćby chwili w swoim napiętym terminarzu. Ratunkiem okazała się ostatnia zmiana czasu, dzięki której w końcu mogliśmy godzinę porozmawiać o pracy zawodowego recenzenta, inspiracjach i życiu. Konrad bardzo chciał poznać tak nietuzinkową postać i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/04/swetr.jpg" alt="BZR" title="BZR" width="500" height="371" class="alignnone size-full wp-image-1955" /></p>
<p>Rozmowę z Bardzo Znanym Recenzentem chciałem przeprowadzić dość dawno, niestety mój rozmówca był tak zajęty, że nie mógł znaleźć dla mnie choćby chwili w swoim napiętym terminarzu. Ratunkiem okazała się ostatnia zmiana czasu, dzięki której w końcu mogliśmy godzinę porozmawiać o pracy zawodowego recenzenta, inspiracjach i życiu. Konrad bardzo chciał poznać tak nietuzinkową postać i pomógł mi w przeprowadzeniu tego wywiadu. Niestety nie mogę zdradzić nazwiska naszego rozmówcy, co jest związane ze skomplikowanymi umowami, które wiążą go z czołowymi periodykami w Polsce, od &#8222;Newsweeka&#8221; po &#8222;Magazyn Fantastyczny&#8221;. Z tego też powodu byliśmy zmuszeni przyozdobić wpis jakimiś przypadkowymi obrazkami znalezionymi w sieci. Zapraszamy do lektury.<br />
<span id="more-1413"></span><br />
<strong>Panie krytyku, na początku zadam pytanie nurtujące chyba wszystkich: jak wygląda dzień zawodowego recenzenta?</strong><br />
To zależy, o który dzień tygodnia pan pyta. Każdy z nas, profesjonalistów z określonym stażem, na którymś etapie swojego życia sam wybiera, w które dni pisze na jaki temat. I tak, dla przykładu, poniedziałki są dla mnie związane z filmem, wtorki z samochodami rodzinnymi, środy z lokalami gastronomicznymi, czwartki z książkami, a piątki z naukami ścisłymi. Sobota to czysty relaks, więc czasem, w ramach hobby, zrecenzuję sobie jakiś komiks, ot tak, dla intelektualnej pociechy.</p>
<p><strong>No dobrze, ale co z niedzielą?</strong><br />
Niedziela jest dniem, podczas którego zagłębiam się w lekturze książek, które mogą być pomocne w mojej dalszej pracy. Nawet pan nie podejrzewa, jak przydatny może być Tacyt przy omawianiu wysokości zagłówków w samochodach osobowych. Czasem też recenzuję swoje własne recenzje, to najlepsza metoda treningu.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/04/kalisz.jpg" alt="BZR" title="BZR" width="500" height="295" class="alignnone size-full wp-image-1954" /></p>
<p><strong>No właśnie, skąd pan czerpie pomysły na recenzje?</strong><br />
Wie pan, jak to jest &#8211; natchnienie potrafi spłynąć na nas niespodziewanie i z zaskoczenia, zza węgła wręcz. Czasem, gdy nie wiem co zrecenzować, wychodzę z psem na dwór, spaceruję po parku i wsłuchuję się w głosy natury. Kiedyś, patrząc na baraszkujące w sitowiu kaczki, wpadłem na pomysł opisania &#8222;Hamleta&#8221;. To właśnie ta recenzja, głównie przez to, że nikt się jej nie spodziewał, była przełomowym momentem mojej kariery. Po jej publikacji zacząłem otrzymywać pierwsze <em>poważne</em> zlecenia, jak to na MultiMixer czy podręcznik plastyki dla klas 1-3. Najważniejsze w tym zawodzie, to mieć jedno ciekawe spojrzenie na różne sprawy, ja takie mam &#8211; moje własne. Codziennie elektryzuję nim swoją żonę.</p>
<p><strong>Zaraz, to pan jest autorem ten słynnej recenzji dziewięciocalowych kleszczy Burdizzo, oprotestowanej za zbyt frywolną parafrazę <a href="http://online.biblia.pl/rozdzial.php?id=297#P4">listu do Koryntian</a>?</strong><br />
Nie.</p>
<p><strong>Aha.</strong><br />
(minuta krępującej ciszy)<br />
Żartowałem (śmiech)! Wie pan, ja to mam łeb do satyry. To było tak, że dobry znajomy z &#8222;Przeglądu Dendrologicznego&#8221; nagle ciężko zachorował i potrzebne było zastępstwo. Akurat była jesień, często chodziłem na grzyby, więc pomysł nasunął się sam, niemal zeskoczył z leszczyny na mnie! Postanowiłem napisać więc recenzję kleszczy. A czemu akurat Burdizzo? To wyjątkowy szczep, duży i niebezpieczny, głównie ze względu na rejony ciała, do których lubi się przyczepiać. Reszta to już legenda i historia. Choć musiałem długo walczyć o nią, ostatecznie, zamiast w numerze styczniowym ukazała się w kwietniu. Dziwne.</p>
<p><strong>Niektórzy zarzucają panu schematyczność (obowiązkowe <em>&#8222;Psychologowie powiadają, że&#8230;&#8221;</em> w każdej recenzji) i niedouczenie (chociażby nieuwzględnienie siły Coriolisa przy recenzji pocisku 7.7mmx56R). Jak pan odpiera te zarzuty?</strong><br />
Wie pan w ilu recenzjach pisano o sile Coriolisa? Czasem warto popatrzeć na obiekt recenzji z nowej perspektywy. Wielokrotnie na sympozjach recenzjologicznych spotykałem się z żywą krytyką moich tekstów, ale powiedzmy sobie szczerze &#8211; większość z moich krytykantów to ludzie mali, którym się nie udało w życiu i nie mają szans publikować w takiej ilości tytułów prasowych co ja. Tu nie ma co odpierać.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/04/bezatytuau.jpg" alt="BZR" title="BZR" width="500" height="256" class="alignnone size-full wp-image-1953" /></p>
<p><strong>Tak, niewielu może się z panem mierzyć. Ile ma pan wzrostu?</strong><br />
Sześć stóp i pięć cali.</p>
<p><strong>Doprawdy! Cudownie! Nie to co ta cała reszta kurduplowatych recenzentów! Dwa metry żywego krytyka!</strong><br />
Dziękuję, ostatnio byłem tak samo zażenowany, gdy w &#8222;Gwiazdy tańczą na lodzie&#8221; wywinąłem orła w pierwszej rundzie. Później wszyscy mówili <em>&#8222;dupa nie łyżwiarz&#8221;</em>, ale ja wciąż uważam, że to był dobry występ. Dobry&#8230; hm&#8230; tak, to dobre określenie. Od tamtej pory mam taką kondycję, że mógłbym skakać przez kozła, jak Blanik!</p>
<p><strong>Wcale bym się nie zdziwił, jest pan przecież prawdziwym człowiekiem rekonesansu: prowadzi pan magazyn filmowy w dużej telewizji, pisze scenariusze komiksowe, tłumaczy gry planszowe, organizuje sympozja recenzjologiczne, a w wolnym czasie hoduje łubin i gradusy, słowem: człowiek orkiestra. Nie myślał pan o napisaniu tej książki, o którą prosi prof. Brodziec? To by było arcyciekawe!</strong><br />
Renesansu! Od kiedy recenzuję dla &#8222;Polski Zbrojnej&#8221; ciągle mnie mylą. Oczywiście myślę o książce, która opisywałaby moje bujne życie, ale na razie zatrzymałem się na pierwszym akapicie, całkiem intrygującym zresztą, przytoczę go panu: <em>&#8222;Poniedziałek Recenzja. Wtorek Recenzja. Środa Recenzja. Czwartek Recenzja. Piątek&#8230;&#8221;</em>. Jestem z niego bardzo dumny.</p>
<p><strong>Oryginalny. Faktycznie. À propos, to mam takie nieschematyczne pytanie: recenzje się najpierw czyta, czy ogląda?</strong><br />
A przyjebać panu?</p>
<p><strong>Dziękuję za rozmowę.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/04/01/wywiad-z-bardzo-znanym-recenzentem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>25</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad: Pedro Brito &amp; João Fazenda + konkurs</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2008/12/01/wywiad-pedro-brito-joao-fazenda-konkurs/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2008/12/01/wywiad-pedro-brito-joao-fazenda-konkurs/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Dec 2008 09:46:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łukasz Babiel</dc:creator>
				<category><![CDATA[wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[João Fazenda]]></category>
		<category><![CDATA[konkurs]]></category>
		<category><![CDATA[Pedro Brito]]></category>
		<category><![CDATA[taurus]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=595</guid>
		<description><![CDATA[Ilustracje do wpisu to praca Pedro Brito &#8222;O Mistério da Cultura&#8221;, kliknij w nagłówek po całość w dużej rozdzielczości. W zeszłym tygodniu Warszawę odwiedzili Pedro Brito i João Fazenda, autorzy komiksu &#8222;Kobieta mego życia, kobieta moich snów&#8221;. Relacje z ich pobytu możecie znaleźć na blogach Kuby i Daniela. Ponieważ Pedro i João w tej chwili [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="/wp-content/uploads/komiksy/papier/kobietamegozycia/misteriototal.jpg" rel="lightbox[595]"><img src="/wp-content/uploads/komiksy/papier/kobietamegozycia/brit.gif" alt="O Mistério da Cultura - Pedro Brito" title="O Mistério da Cultura - Pedro Brito" align="texttop" width="500" height="240" border="0" /></a><br />
<em>Ilustracje do wpisu to praca Pedro Brito &#8222;O Mistério da Cultura&#8221;, kliknij w nagłówek po całość w dużej rozdzielczości.</em></p>
<p>W zeszłym tygodniu Warszawę odwiedzili Pedro Brito i <a href="http://joaofazenda.com/">João Fazenda</a>, autorzy komiksu <a href="http://motywdrogi.pl/2008/10/22/kobieta-mego-zycia-kobieta-moich-snow/">&#8222;Kobieta mego życia, kobieta moich snów&#8221;</a>. Relacje z ich pobytu możecie znaleźć na blogach <a href="http://przypadkiem.blogspot.com/2008/12/kobieciarze-w-warszawie-26-30-listopad.html">Kuby</a> i <a href="http://pubpodpicadorem.blogspot.com/2008/11/spotkanie-z-kobiet-mego-ycia.html">Daniela</a>. Ponieważ Pedro i João w tej chwili zajmują się przeważnie animacją i ilustracjami, nie pytałem ich o plany na przyszłość i postanowiłem porozmawiać głównie o niedawno wydanym u nas komiksie. Pedro czasem rysuje krótkie historie (do przeczytania w najnowszym &#8222;Splocie&#8221;, albo na <a href="http://tomalabonecos.blogspot.com/">jego blogu</a>), a João ostatni swój pełnometrażowy album narysował osiem lat temu i była to właśnie &#8222;Kobieta&#8230;&#8221;. Wywiad przeprowadziłem 29 listopada w Warszawie.</p>
<p><span id="more-595"></span><br />
<strong>Motyw Drogi: Wasz komiks został opowiedziany z męskiego punktu widzenia. Załóżmy, że stworzylibyście &#8222;Mężczyznę mojego życia, mężczyznę moich snów&#8221;. Jakby wyglądał taki komiks?</strong><br />
<strong>Pedro Brito:</strong> Najprawdopodobniej taki komiks by nie powstał. Nie potrafię wyobrazić sobie siebie samego myślącego jak kobieta, jest to bardzo trudne.</p>
<p><strong>W komiksie pokazujesz skomplikowane relacje w związku, ale nigdy nie ukazałeś ich od strony kobiety.</strong><br />
<strong>PB:</strong> Był to świadomy wybór, ponieważ ten komiks jest jak strona z pamiętnika. Podążamy tylko za jednym facetem, widzimy to, co on widzi. On jest narratorem, widzimy jego myśli, widzimy jego sny. Decyzja, by stworzyć historię patrząc wyłącznie ze strony mężczyzny była rozwiązaniem narracyjnym. Chciałem stworzyć komiks, który będzie intymny – jesteśmy w umyśle tego faceta, śledzimy jego problemy, nigdy jego żony.</p>
<p><strong>Można powiedzieć, że sygnalizujecie, że komiks może być oparty o wątki autobiograficzne.</strong><br />
<strong>PB:</strong> Mógłby być autobiografią, ale nie jest. Jest bardzo osobisty, emocjonalny.</p>
<p><strong>To jest moje następne pytanie, odnośnie do emocji. Czy lubicie bawić się z emocjami swoich odbiorców? Gdy ktoś sięga po ten komiks spodziewa się romantycznej historii, a dostaje coś dość brutalnego&#8230; Komiks wzbudza silne emocje także w czytelniku, szczególnie gdy, tak jak ja, utożsami się on z Tomasem, z jego problemami, byciem zdradzonym.</strong><br />
<strong>PB:</strong> Nie uważam, że komiks jest brutalny. Wszystko, co dzieje się w komiksie jest możliwe. Tak wygląda życie. Nie chciałem żartować z czytelnika, ale moim zamierzeniem było, by oddziaływał silnie na jego emocje. Myślę, że bohater wiedział, że takie coś się kiedyś stanie. Dlatego czuje ulgę. Czasem jest zszokowany, jak czytelnik, ale mówi sobie: <em>&#8222;No tak, zmierzaliśmy do tego, prędzej czy później musiało się to stać&#8221;</em>. Jego zemsta, działająca zresztą na korzyść żony, jest dowodem, że wiedział, jak jego związek się może skończyć. Nigdy tego nie napisałem w komiksie, ale tworząc go, myślałem o tym, że on sobie to wyobraża.</p>
<p><strong>Duże emocje można również zauważyć w rysunkach. Z jednej strony są one bardzo proste, ale czerwień nadaje im wyrazu. Gdy jest więcej emocji, jest więcej czerwonego, dla przykładu w scenie seksu. To tak jakbyś chciał drażnić się z czytelnikiem, jak torreador z bykiem.</strong><br />
<strong>João Fazenda:</strong> Czerwień widzę jako podstawę tego komiksu. Sposób w jaki jej używam jest ciągle inny, stale się zmienia. W scenie seksu ta czerwień jest dość gwałtowna, niesie rytm. Jeżeli wcześniej można mieć proste plamy, a później to się nagle rozsypuje, przekształca się w coś gwałtownego, to podąża to za historią. Dlatego chciałem, by kolor czerwony był taką bazą w komiksie, by współgrał z konkretnymi scenami, które są opowiadane. Z tego powodu te plamy są czasem niepohamowane, jak w scenie seksu, a czasem bardzo proste i łatwe do odczytania.</p>
<p><strong>Czyli jest to element wprowadzający rytmiczność?</strong><br />
<strong>JF:</strong> Całkowicie! Naszym pomysłem było, by czerwień była opowieścią samą w sobie. Przypuszczam, że gdyby to była inna opowieść, wyglądałaby zupełnie inaczej. I nie potrafilibyśmy powtórzyć tego komiksu, ale także innego, który wyglądałby podobnie. Jest to bardzo unikalne. Dlatego czerwień jest częścią fabuły, ale można ją czytać wyłącznie z rysunków. Daje ona czytelnikowi uczucie intymności, gwałtowności, przemocy i odczuć z tym związanych. To nie jest też kwestia stylu, pewnie – mógłbym narysować jakiś komiks w takim stylu, ale pewnie nie pasowałoby to w żaden sposób do historii.</p>
<p><strong>W komiksie jest roślinka, która jest trochę elementem magicznym, jest katalizatorem działań dla Tomasa. Dzięki niej robi to, czego normalnie by nie zrobił. Uważasz, że ludzie potrzebują czegoś takiego, co pchnie ich do działania?</strong><br />
<strong>PB:</strong> Czasami. Tę roślinę widzę jako element unifikujący wątki historii. Tomas wiódł sobie normalne życie, ale nagle ta roślinka magicznie pojawia się na jego drodze, akurat gdy szukał pomysłów, czegoś o czym mógłby pisać. I ta roślina okazała się jego muzą, ale również otworzyła mu oczy. Dlatego też ukazaliśmy sen, w którym Tomas widzi bardzo wyraźnie, że dialog między nim, a jego żoną jest wzajemną agresją, a nie dialogiem. Starałem się, by roślina grała znaczącą rolę w komiksie, żeby scalała historię, była dodatkową postacią.</p>
<p><strong>Skojarzyło mi się to z &#8222;Leonem Zawodowcem&#8221; Luca Bessona, ponieważ w pewnym momencie stają się nierozłączni.</strong><br />
<strong>PB:</strong> (śmiech) Faktycznie, facet chodzi ze swoją roślinką, jest to dla niego bardzo ważną rzeczą. Akurat nie myślałem o &#8222;Leonie&#8221;, ale mogę opowiedzieć historię tej roślinki. Pewnego dnia zobaczyłem starą kobietę, blisko mojego domu, siedziała przy sklepie, a w skrzynce po owocach miała przeróżne rośliny i kwiaty. Nic ładnego, powtykane w butelki lub puszki. Była bardzo smutna. A ja byłem w pewien sposób zakłopotany. Wyglądała jak z filmu. To było tak dramatyczne i uchwyciłem to w komiksie. Dlaczego ta stara kobieta sprzedaje takie brzydkie rośliny, które nikomu się nie przydadzą? Kto je w ogóle kupi? Może była bardzo biedna, ale zbyt zażenowana, by prosić o pieniądze? Może odczuwała potrzebę, by na pieniądze zasłużyć, dlatego je sprzedawała? Dla mnie to było jak uderzenie w brzuch i otworzyło mi oczy. To był początek całej historii – prawdziwa kobieta, którą zobaczyłem na ulicy.</p>
<p><strong>Czyli to było coś, co popchnęło Cię do stworzenia tego komiksu?</strong><br />
<strong>PB:</strong> Tak. Były dwie takie rzeczy, na których komiks został oparty. Pierwszą była ta starsza kobieta, a drugą był tytuł. Różni się on trochę w języku portugalskim od tego w języku polskim. W języku portugalskim brzmi on &#8222;Ty jesteś kobietą mojego życia, ona jest kobietą moich snów&#8221;. Jest bardziej intymny. Połączenie tych słów brzmiało dla mnie jak dobra opowieść. Bo zwykle facet mówi: <em>&#8222;Jesteś kobietą mojego życia&#8221;</em>, albo <em>&#8222;Jesteś kobietą moich snów&#8221;</em>. Ale co się dzieje, gdy to połączymy? Cóż, wtedy mamy problem (śmiech). Tytuł portugalski jest bardziej bezpośredni, ale też trochę niejasny. Co jest w porządku. I portugalski wydawca się nad nim zastanawiał, ale doszedłem do wniosku, że skoro ciągle podążamy za tym jednym bohaterem, wiemy co myśli i czytamy komiks jak pamiętnik, to było w porządku by tak to uchwycić.</p>
<p><img src="/wp-content/uploads/komiksy/papier/kobietamegozycia/misteriototal3.JPG" alt="O Mistério da Cultura - Pedro Brito" title="O Mistério da Cultura - Pedro Brito" align="texttop" width="500" height="129" border="0" /></p>
<p><strong>Teraz, gdy miałem trochę więcej czasu, by przejrzeć komiks jeszcze kilka razy, zauważyłem parę niedokończonych, niewyjaśnionych rzeczy. Dla przykładu, czym jest ten wąż w kieszeni bohatera na okładce? Nie pojawia się później w komiksie. Czy ma to jakieś znaczenie?</strong><br />
<strong>JF:</strong> Nie, zupełnie nie ma znaczenia (śmiech). Z tego co pamiętam, myślałem wtedy o jakiejś kreatywności bohatera, którą on miał wyciągnąć, jak gdyby z kieszeni. Ale w gruncie rzeczy nie ma to znaczenia. Czasem bardzo lubię dorysowywać takie rzeczy bez konkretnego celu, nie jest to częścią opowiadania, ale takie elementy mogą Cię pobudzić&#8230; Jest dużo takich małych rzeczy, na przykład dwóch facetów, którzy czołgają się po galerii. Co oni robią? Nie wiem. Ale jest to zabawne dla kogoś, kto to zauważy. Już nie pamiętam ile jest takich elementów w komiksie, ale przykładowo postać Marvela jest wzorowana na Pedro. Wtedy tak wyglądał, miał długie włosy itd., stwierdziłem, że będzie się idealnie nadawał na autora komiksów w tej opowieści.</p>
<p><strong>Albo weźmy scenę w barze, gdzie Tomas z kolegami rozmawia o kobiecym orgazmie. Scena kończy się dość nieoczekiwanie, bo od razu przechodzimy do sceny łóżkowej. Jest powiedziane, że bycie facetem ma przecież też swoje plusy, na co Marvel odpowiada: <em>&#8222;Niby jakie? Szczanie na stojąco?&#8221;</em>. To jest coś jeszcze?</strong><br />
<strong>PB:</strong> (śmiech) Koniec. To są plusy. To jest oczywiście odniesienie do dość znanego dowcipu&#8482, więc jest to mały żart na temat dowcipu. Ale myślę, że ta scena jest skończona. To tak jak w komedii ma się puentę, może być zabawna, ale nie musi wiele znaczyć, jak w &#8222;Latającym Cyrku Monty Pythona&#8221;. Albo Jim Henson od &#8222;The Muppet Show&#8221; – mówił, że gdy nie miał finału dla sceny to rzucał pingwiny w powietrze lub detonował kurczaka. Taki może być koniec, a jest to również doskonała puenta.</p>
<p><strong>Konkurs:</strong><br />
Ciężko jest puentować wywiady, także u nas spuentuję go konkursem. Do wygrania jest komiks &#8222;Kobieta mego życia, kobieta moich słów&#8221; z rysunkami autorów i dedykacją dla czytelników Motywu Drogi. Wystarczy odpowiedzieć w komentarzach na jedno z pytań (albo oba jeżeli czujecie się na siłach): <em>&#8222;Jaką <a href="http://img1.gildia.pl/_n_/komiks/komiksy/kobieta-mego-zycia-kobieta-moich-snow/1/okladka-640.jpg" rel="lightbox[595]">roślinkę ma Tomas</a>?&#8221;</em> lub <em>&#8222;Jaki jest plus bycia facetem, oprócz szczania na stojąco?&#8221;</em> (nie uznaję <a href="http://www.joemonster.org/article.php?sid=663">odpowiedzi stąd</a>). Odpowiedź może być opisowa, ale może też być zdjęciem lub rysunkiem. Jakaś sierotka w stosownym czasie wylosuje zwycięzcę. Na koniec znany dowcip&#8482, dla tych, którzy jednak go nie znają.</p>
<p>Bóg stworzył Adama i Ewę i zaczął rozdawać im talenty. Adamowi dał siłę, Ewie urodę, Adamowi to, Ewie tamto itd. Gdy już prawie wszystko rozdał, powiedział:<br />
- No dobrze, to kto chce sikanie na stojąco?<br />
- Ja chcę! Ja chcę! Ja! &#8211; wyrywał się Adam.<br />
Bóg powiedział:<br />
- No dobra, to dla Ewy zostaje wielokrotny orgazm.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2008/12/01/wywiad-pedro-brito-joao-fazenda-konkurs/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Wojtkiem Szotem</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2008/05/29/wywiad-z-wojtkiem-szotem/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2008/05/29/wywiad-z-wojtkiem-szotem/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 May 2008 16:30:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łukasz Babiel</dc:creator>
				<category><![CDATA[wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[Abiekt.pl]]></category>
		<category><![CDATA[Ralf König]]></category>
		<category><![CDATA[Wojtek Szot]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=441</guid>
		<description><![CDATA[We wtorek, z narażeniem życia, spotkałem się z właścicielem wydawnictwa Abiekt.pl, które wydało opisywany przeze mnie komiks &#8222;Konrad i Paul&#8221;. Włożyłem swoją sukienkę przeciw gwałtom i przeprowadziłem poniższą rozmowę. W niej nie tylko o komiksach, ale również o temacie, który się naturalnie napatoczył, czyli o homoseksualizmie. Wywiad jest dość długi, ale mam nadzieję, że Was [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="/wp-content/uploads/komiksy/wywiady/abiekt/pokazcycki.JPG" alt="Królewna Śnieżka" title="Królewna Śnieżka" align="texttop" width="500" height="227" border="0" /><br />
We wtorek, z narażeniem życia, spotkałem się z właścicielem wydawnictwa <a href="http://www.abiekt.pl/">Abiekt.pl</a>, które wydało <a href="http://motywdrogi.pl/2008/05/17/konrad-i-paul-big-dick/">opisywany przeze mnie komiks &#8222;Konrad i Paul&#8221;</a>. Włożyłem swoją <a href="http://gizmodo.com/gadgets/clothing/japanese-anti-rapemugging-dress-transforms-into-vending-machine-disguise-313221.php">sukienkę przeciw gwałtom</a> i przeprowadziłem poniższą rozmowę. W niej nie tylko o komiksach, ale również o temacie, który się naturalnie napatoczył, czyli o homoseksualizmie. Wywiad jest dość długi, ale mam nadzieję, że Was zaciekawi. Tekst jest również ukłonem w stronę czytelników, którzy dopytywali się ostatnio, kiedy będzie coś o ruchaniu. Tutaj, na Motywie Drogi, nie jesteśmy głusi na Wasze wołanie. Wywiad zdobi cykl prac Andy&#8217;ego Warhola &#8211; &#8222;Sex parts&#8221;. Tak też, miłej lektury.<br />
<span id="more-441"></span></p>
<p><strong>Startujesz z wydawnictwem i pierwszym komiksem. Masz dwadzieścia dwa lata, to czyni Cię nie tylko najmłodszym stażem wydawcą, ale także najmłodszym właścicielem wydawnictwa na polskim rynku. Jak się z tym czujesz, trudno było zacząć?</strong><br />
Nie mam poczucia, że jestem najmłodszy, zawsze obracałem się w towarzystwie osób starszych od siebie i lubiłem robić rzeczy, na które w moim wieku nie powinno się porywać. Bo to jest zadanie niebezpieczne i czasem trudniej młodemu robić coś, co robią ludzie bardziej dorośli, ale jestem odważnym wariatem.</p>
<p><strong>Nie musiałeś się w urzędach spotykać z różnymi krzywymi spojrzeniami?</strong><br />
Nie, nic nie mówisz o tym, co chcesz wydawać. Z drugiej strony, spotykam się z krzywymi spojrzeniami kiedy prezentuję ten komiks i mówię, że to jest komiks „pedalski”. To jest komiks pedalski, nie gejowski. Ale jestem do tego już przyzwyczajony i ogólną homofobię już zlewam.</p>
<p><strong>Trochę siedzisz też w światku komiksowym, coś czytałeś, coś wiesz na temat komiksów.</strong><br />
Nie do końca, przeczytałem może kilka komiksów w życiu.</p>
<p><strong>Ale wydałeś komiks. Czy to bardziej zrodziło się z zainteresowania komiksem, czy bardziej z Twoich zainteresowań queerowych?</strong><br />
Zawsze chciałem przeczytać <a href="http://www.ralf-koenig.de/">Ralfa Königa</a> po polsku, ponieważ nie znam niemieckiego. To jest najlepsza odpowiedź na to pytanie.</p>
<p><strong>Wiedziałeś, że nikt tego nie wyda, więc sam to wydałeś.</strong><br />
Wiedziałem, że nikt tego nie wyda. Cała historia zaczęła się od tego, że nasz tłumacz napisał na swoim blogu, że kiedyś był zainteresowany przetłumaczeniem „Konrada i Paula” i żadne wydawnictwo nie chciało tego wydać. Napisałem mu, żeby się ze mną skontaktował. On napisał – „A masz wydawnictwo?” – „Dla ciebie od jutra”, no i tak to się narodziło. Komiksy czytam, ale nie trafiają do mnie amerykańskie komiksy i serie fantastyczne. Komiks europejski w rodzaju „Persepolis”, „Mausa” i „Phenianu” to są rzeczy, które mogę przeczytać. Satrapi i Spiegelman są dla mnie rewelacją. Jest mało komiksów, które mnie nie drażnią, które nie są przesadzone. Bardzo lubię osadzone w rzeczywistości historie. „Konrad i Paul”, oraz inne rzeczy Ralfa, są oparte o rzeczywistość, taką bardzo przekręconą &#8211; gejowską.</p>
<p><strong>Czyli „Konrad i Paul” to jest spojrzenie na pedalski, gejowski świat, przez krzywe zwierciadło, czy mimo wszystko czegoś się dowiemy na temat Waszego życia?</strong><br />
Wszystkiego się dowiemy! To nie jest żadne krzywe zwierciadło.</p>
<p><strong>Czyli tak to mniej więcej wygląda…</strong><br />
To jest udawanie! Aktywiści gejowscy będą mówić, że wszyscy geje są tacy, jak każdy normalny człowiek. Owszem, geje są normalni, mają kończyny, czują. Ale pewne rzeczy mają inne. Na przykład – geje są fanami (oczywiście nie wszyscy) Kylie Minogue, Madonny, Andy’ego Warhola, nowoczesnej kultury i drag queen. To wszystko znajdziemy w komiksie, znajdziemy tam też męskie kłótnie o to, że Schokocreme to nie jest to samo co Nutella, a znam to z własnego życia. Myślę, że Ralf się może nie spodobać wielu gejom, gorzej &#8211; gejom się nie spodoba w pierwszej kolejności! Ponieważ pokazuje to, co chcą ukryć. W Polsce gej nie może wyjść i powiedzieć: &#8222;Jestem przegiętą ciotą i lubię różowe koszulki&#8221;. To jest u nas niedopuszczalne, trzeba być gejem ustandaryzowanym, a kiedy jest się przegiętą ciotą to już katastrofa. Ralf pokazuje, że przegięte cioty są całkiem ciekawym elementem krajobrazu. W tym komiksie może mniej, więcej w „Der bewegte Mann”, który jest o heteroseksualnej parze, spotykającej na swojej drodze całkiem sporą ilość homoseksualistów. On się nie boi o tym mówić. Sam Ralf jest taką postacią, bardzo niby poważną, ale potrafi się przebrać za Królewnę Śnieżkę na swoich urodzinach. Geje mówią, że nie pójdą na paradę równości. Od ilu ja homoseksualistów w Polsce słyszę, że oni nie wspierają tego środowiska, bo oni go nie chcą, bo oni chcą być tacy jak inni.</p>
<p><strong>Nie chcą się wychylać?</strong><br />
Są przerażeni, polska ciota żyje na kompletnym zadupiu i jest przerażona samą sobą. Jeżeli człowiek jest przerażony samym sobą, to nie będzie tego potrafił wytrzymać na karcie komiksu, gdzie wyśmiewa się jego skrywane tajemnice.<br />
<img src="/wp-content/uploads/komiksy/wywiady/abiekt/sp1.jpg" alt="Sex parts" title="Sex parts" align="texttop" width="500" height="217" border="0" /><br />
<strong>Ale wydałeś „Konrada i Paula”, może coś się zmienia? Do tej pory spotkałem się z dość dobrymi reakcjami fanów komiksu – bo w tym środowisku się obracam. Może ten homofobiczny beton został tylko w Młodzieży Wszechpolskiej i u kiboli?</strong><br />
Nie, on nie został w MW i u kiboli, on jest ogólnodostępny. Homofobia jest produktem naprawdę łatwo dostępnym. Co do komiksiarzy, fanów komiksu – bałem się ich reakcji na samym początku, zastanawiałem się czy to środowisko jest homofobiczne, czy ono potrafi się śmiać z własnej seksualności i podobnych rzeczy. Z drugiej strony wiem, ile w komiksach jest gwałtów, brutalnego seksu, pornografii i wulgaryzmów – w komiksie polskim też. Ten komiks rewelacyjnie tutaj pasuje, jest i lekko wulgarny, i lekko perwersyjny, on jest odważny i nie przeprasza. Tak samo ja należę do ludzi, którzy nie przepraszają, że żyją.</p>
<p><strong>Wspomniałeś o komiksie homoseksualnym. Wiem, że masz zamiar napisać o tym <a href="http://www.zeszytykomiksowe.org/strona.php?strona=zk8">artykuł do Zeszytów Komiksowych</a>, ale tak pokrótce – czym jest ten komiks homoseksualny, czym się wyróżnia, czy to jest tak, że w nim muszą być kutasy i pieprzący się kolesie?</strong><br />
Jak są kutasy i pieprzący kolesie to jest zabawnie, jak nie, to jest trochę bardziej poważnie. Są różne komiksy. Jest „Pedro and Me”, który jest komiksem o młodzieżowym dorastaniu do tego, że jest się gejem. Tak samo jest „Dans la peau d&#8217;un jeune homo” autorstwa Huguesa Barthe’a – francuski komiks o chłopcu, który wieku czternastu lat uświadamia sobie, że jest homoseksualistą.</p>
<p><strong>Czyli komiks obyczajowy?</strong><br />
Tak, to jest na pewno jedna część. Jest też komiks queerowy, jest tego pełno – „Chelsea Boys”, „Queer Duck”, który jest o przegiętych ciotach, o jakichś dziwnych kolorowych zwierzątkach…</p>
<p><strong>O jednorożcach?</strong><br />
Tak. „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków” bardzo dobrze do tego pasują, to jest taki queerowy wymiar komiksu. Jednocześnie jest też komiks lesbijski, w którym też jest bardzo dużo przegięcia. O lesbijkach, które są męskie, lubią nosić irokezy, odważne fryzury i ciuchy – to rodzaj komiksu, który pokazuje taką lesbijkę <em>dyke</em>. Alison Bechdel zrobiła „Dykes to Watch Out For”, czyli stripy komiksowe o przegiętych lesbijkach. Z drugiej strony, jest taki komiks jak „Fun Home”, który jest komiksem na poziomie „Persepolis”. Pokazuje on życie dziewczyny, która się specjalnie nie wyróżnia i odkrywa, że jest lesbijką. Dowiaduje się też, że jej ojciec jest ukrytym homoseksualistą. Komiks homoseksualny to jest komiks, który pokazuje bardzo jasno seksualność i kulturę tych osób, ich odczucia, no i taką bardzo specyficzną, pedalską wrażliwość.</p>
<p><strong>Teraz pytanie, z którym i tak musisz się zmierzyć, bo będzie o to pytał każdy – jakie macie plany wydawnicze?</strong><br />
Na pewno Ralf König &#8211; „Der bewegte Mann”, czyli „Mężczyzna przedmiot pożądania”. „Der bewegte Mann” i „Pretty Baby” (będąca drugą częścią &#8222;Mężczyzny&#8230;&#8221;), prawdopodobnie w jednym tomie. Na pewno też kontynuacja „Konrada i Paula”.</p>
<p><strong>A komiks lesbijski?</strong><br />
Komiks lesbijski na pewno, ponieważ mam wiele sygnałów, że dziewczyny by chciały przeczytać swój własny komiks. Co jeszcze? Książki. Myślę już o jednej książce holenderskiej, przetłumaczonej, póki co, tylko na niemiecki. Naszym marzeniem jest jeszcze wejść w poradniki.</p>
<p><strong>To znaczy „Jak utworzyć dobry związek?”, takie rzeczy?</strong><br />
Tak, geje spotykają się z takimi samymi problemami jak osoby w związku heteroseksualnym, dlaczego nie może być dla nich poradnika? Są świetne poradniki amerykańskie na temat seksu, jest taki przewodnik o tym, jak być gejem i lesbijką, który jest przezabawny.</p>
<p><strong>Tak, <a href="http://abiekt.blogspot.com/2008/04/kwestionariusz-heteroseksualnoci.html">widziałem to</a> na Twoim <a href="http://abiekt.blogspot.com/">blogu</a>.</strong><br />
Właśnie myślałem o polskiej wersji czegoś takiego. Zobaczymy jak sprzeda się „Konrad i Paul” i na ile się okaże, że to jest dobra droga, bo to jest taka próba zrobienia wyłomu, niebezpieczna, ale jak się nie ryzykuje to się nie ma.</p>
<p><strong>Właśnie. Mówisz: „Czy się przyjmie”. W jednym mailu napisałeś mi, że homokonsument na Targi Książki nie pójdzie, dlatego wtedy sprzedało się niewiele egzemplarzy komiksu. To jaki jest ten homokonsument?</strong><br />
Homosument. To zależy czy amerykański, australijski czy inny. W Stanach on wygląda bardzo dobrze. To jest Double Income No Kids – DINK. Konsument, który ma więcej pieniędzy przez to, że nie wydaje ich na dzieci, a wydaje na przyjemności. Niestety, mam wrażenie, że rzadko są to książki, ale mam nadzieję, że się mylę.</p>
<p><strong>Czyli to jest raczej czysty konsumpcjonizm – ciuchy itd.</strong><br />
Tak, homosument jest zdecydowanie nastawiony na konsumpcjonizm. Na przykład na podróże. Homoseksualiści są świetnymi klientami linii turystycznych, hoteli, wydają więcej w czasie wycieczek niż heterycy.</p>
<p><strong>Jak to się ma do komiksu?</strong><br />
Boję się tego, że polski homosument siedzi na tym zadupiu i myśli, że jeżeli pokaże się w ręku z książką typu „Konrad i Paul”, to dostanie kamieniem. Ja tak nie myślę i nie mam problemu z czytaniem na ulicy literatury, od &#8211; dla mnie równie drastycznej &#8211; „Frondy”, po „Konrada i Paula”. Z tego powodu, że oni się boją, nie ma żadnej prasy gejowskiej dystrybuowanej przez kioski, oprócz pornograficznych. Na przykład „Replika”, jedyne istniejące nieerotyczne pismo gejowskie, jest tylko w wysyłkowej sprzedaży i leży w klubach. Ja nie chcę trafiać do środowiska gejowskiego i mówić, że „Konrad i Paul” jest tylko dla gejów, bo to jest komiks dla heteroseksualistów, którzy potrafią się odważyć, śmiać się z tego. To nie jest wysublimowany dowcip, to jest dowcip bardzo wprost. Opowiadamy sobie głupie kawały o blondynkach, to poopowiadajmy głupie kawały o pedałach, ale które są sympatyczne, a nie obraźliwe.</p>
<p><strong>Byłeś <a href="http://kg.blog.pl/archiwum/index.php?nid=13587097">ostatnio w Erlangen</a>, widziałeś Ralfa. Opowiedz coś więcej o tym salonie, pojechałeś tam tylko dla Ralfa?</strong><br />
Głównie dla Ralfa, ze względu na to, że chciałem z nim porozmawiać, zdobyć podpisy do <a href="http://www.abiekt.pl/konkursy/1">konkursu</a>. Zresztą zawsze miło jest poznać autora, którego się wydaje. Salon jest zadziwiający, zwłaszcza w porównaniu do polskich imprez. Tak jak homoseksualizm jest na zadupiu, tak i komiks w Polsce jest na zadupiu. W Erlangen mamy chyba 140 wydawców, w tym oczywiście masę fanzinów, gigantyczne stoisko Carlsena, co chwilę jakiś autor podpisuje komiksy. Autorów jest od groma, ciężko jest się zorientować, kto i gdzie podpisuje. Święto w Erlangen nie odbywa się tylko w jednym miejscu, czyli w ratuszu, jest wiele imprez towarzyszących, zorganizowano autobus jeżdżący pomiędzy miejscami. Była bardzo duża wystawa Kleista i jego rysunków z Kuby. To jest duże święto komiksu, na pewno nieporównywalnie większe do tego, co się dzieje w Polsce. I ludzie są odważniejsi – świadczy o tym niesamowita ich ilość przebrana za postaci z mangi, czy jakieś postaci dla mnie nierozpoznawalne. I to finezyjnie poubieranych, to nie jest wiocha, którą możemy obserwować u nas. Taka forma crossdresingu. Ale na jakim poziomie! To są naprawdę przemyślane stroje, porządnie skompletowane, to jest bardzo rzadko w Polsce widoczne. Można porównać, że do Angoulême przyjeżdża sto pięćdziesiąt tysięcy osób, do Erlangen dwadzieścia, a w Łodzi może się pojawi dwa tysiące.<br />
<img src="/wp-content/uploads/komiksy/wywiady/abiekt/sp2.jpg" alt="Sex parts" title="Sex parts" align="texttop" width="500" height="217" border="0" /><br />
<strong>Może trochę więcej. Swojego czasu rozmawiałem z właścicielem wydawnictwa Hella Komiks i mówił, że gdy wydawali pierwszą pozycję to liczyli na prasę, liczyli na kontrowersje, że będzie oburzenie. Ty z kolei mówiłeś, że tak nie do końca. Ale data wydania „Konrada i Paula” jest symboliczna, 1. czerwca – Festiwal Równości.</strong><br />
To jest przypadek. Ponieważ festiwal miał się zaczynać dzień wcześniej, ale wtedy jest inne wydarzenie medialne, czyli wręczenie Wiktorów. Stwierdzono, że ponieważ będzie zainteresowanie telewizji tym wydarzeniem, festiwal zostanie przeniesiony o jeden dzień do przodu. A że wypadł Dzień Dziecka… dzieci też się rodzą homoseksualne.</p>
<p><strong>Nawet o tym nie pomyślałem! Mówiłem raczej o tym, że specjalnie wydajecie komiks w trakcie Festiwalu (a nie wcześniej, choć był już dostępny) po to, żebyście mieli prasę, żeby o tym mówili.</strong><br />
A niech będą kontrowersje, ale niech one będą mądre! Niech nikt się nie szokuje, że tam są pedały. Szokujmy się już bardziej tym, że tam są penisy, bo to w naszej kulturze jest szokujące. Ale nie samą podstawą, że to jest komiks o gejach. Mężczyzna jest rzeczą mało kontrowersyjną, seks podobnie, a to, że mężczyźni uprawiają seks z mężczyznami, też nie powinno być rzeczą specjalnie kontrowersyjną. To, że to je wzbudza, owszem – dla sprzedawcy może to być miłe, ale z drugiej strony może się obawiać tego, że będzie miał proces sądowy.</p>
<p><strong>To wzbudza kontrowersje dlatego, że wiele osób twierdzi, że wszelkie pokazywanie się gejów na zewnątrz jest promocją homoseksualizmu.</strong><br />
Bo jest! Jest promocją w sensie pozytywnym. Jest promocją pokazywania tego, że są tacy ludzie, tak żyją, tak wyglądają i mogą pomachać łapką na paradzie.</p>
<p><strong>Bo to jest życie w błędnym przekonaniu, że jak ktoś o homoseksualizmie mówi, to nagle ktoś inny stwierdzi – „O, bardzo fajne, przeczytałem sobie komiks, książkę, obejrzałem film, no to będę gejem”. I to jest dla niektórych ludzi przerażające.</strong><br />
Gdyby tak łatwo było heteryków nawracać na bycie gejem, to by było miło. Przyznaję, to by było całkiem zabawne. Tak jak w reklamie Snickersa, że <a href="http://youtube.com/watch?v=zMAvMvmSIPc">Snickers zrobi z ciebie geja</a>. Niestety, a może na szczęście, ludzie nie zostają gejami w taki sposób. Jest to bardziej dogłębne doświadczenie. A promocja homoseksualizmu &#8211; to jest po prostu chore hasło, wymyślone swojego czasu przez pewną partię w Polsce. Z drugiej strony, tego stwierdzenia nie ma jak przełożyć na niemiecki, to brzmi dla Niemców absurdalnie. Ludzie wychodzą na ulice z różnych powodów, promują „Solidarność”, Związki Nauczycieli czy Radio Maryja. My promujemy tolerancję i otwartość.</p>
<p><strong>Na koniec – jesteś zaznajomiony z terminem „pedał komiksu”?</strong><br />
Pedał komiksu!?</p>
<p><strong>Tak się mówi w środowisku o ludziach, że są spedaleni. Bo hobby pochłania im dużą ilość czasu, gdy się spotykają to rozmawiają tylko o komiksach itd. Chodzi mi o ten termin – czujesz się pedałem komiksu?</strong><br />
Nie. Ja się jeszcze nie czuję komiksiarzem tak naprawdę. Ja się czuję wydawcą jednego komiksu i mam jakieś plany na kolejne. Jakie dziwne określenie – „pedał komiksu”. Ludzie używają różnych form. Ale w jakim to jest kontekście, to jest w ogóle o osobie, która zajmuje się komiksami?</p>
<p><strong>W jak najbardziej pozytywnym. Ja z dumą tak o sobie mówię.</strong><br />
Ze słowem „pedał” w Polsce jest ciężko. Kiedy ja widzę w „Wilq” #9 – na którym się wyżyję jeszcze kilkukrotnie – Karotino, marchewkowego pederastę, którego trzeba zlikwidować – „to ścierwo” – to jest to negatywne. Jeżeli w żarcie mówimy słowo „pedał”, to jest ok. Tak samo jak w języku angielskim używało się kiedyś słowa „queer”, które było bardzo negatywne, teraz się to mówi normalnie. Jeżeli w żarcie, pozytywnie, mówmy to! Odczarujmy to słowo! Ja używam słowa „pedalski”, mówiąc o tym komiksie, bo tam nie mówi się o klasycznym geju, tylko o pedale. Ale chcę, żeby odczarować to słowo, żeby wyrwać to ostatnie słowo, którego homofobiczna część społeczeństwa jeszcze może używać, bo „pederasta” to jest słownikowy absurd. Bądźmy pedałami, jeżeli nimi jesteśmy. Możesz być pedałem komiksu, jeżeli lubisz komiksy i zajmujesz się tylko tym i w tym siedzisz. Ja chyba raczej jestem pedałem życia.</p>
<p><em>Wojtek Szot urodził się w najlepszym roczniku 1986, mieszka w Warszawie i studiuje kulturoznawstwo. W wolnych chwilach <a href="http://abiekt.blogspot.com/">pisze queerowego bloga</a>.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2008/05/29/wywiad-z-wojtkiem-szotem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>32</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krótki wywiad z Arturem Dziedzicem</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2008/05/26/krotki-wywiad-z-arturem-dziedzicem/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2008/05/26/krotki-wywiad-z-arturem-dziedzicem/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 May 2008 05:12:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=437</guid>
		<description><![CDATA[Internet jest super, zwłaszcza dzięki dużym serwisom społecznościowym. Kilka kliknięć i proszę, mam już kontakt do Artura Dziedzica i możliwość zadania mu kilku pytań. Głównym powodem, dla którego postanowiłem z nim porozmawiać jest fakt, że wygrał zorganizowany przez &#8222;Wysokie Obcasy&#8221; i Gutek Film konkurs na komiks autobiograficzny, który wzbudził sporą dyskusję w komentarzach na naszej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="/wp-content/uploads/komiksy/wywiady/arturdziedzic/arturdziedzic2.jpg" alt="artur dziedzic" title="artur dziedzic" align="texttop" width="500" height="233" border="0" /></p>
<p>Internet jest super, zwłaszcza dzięki dużym serwisom społecznościowym. Kilka kliknięć i proszę, mam już kontakt do Artura Dziedzica i możliwość zadania mu kilku pytań. Głównym powodem, dla którego postanowiłem z nim porozmawiać jest fakt, że wygrał zorganizowany przez &#8222;Wysokie Obcasy&#8221; i Gutek Film konkurs na komiks autobiograficzny, który <a href="http://motywdrogi.pl/2008/05/21/konkurs-na-komiks-autobiograficzny/">wzbudził sporą dyskusję w komentarzach</a> na naszej stronie. Tam też Artur wytłumaczył jak to dokładnie było z jego zgłoszeniem, więc nie było potrzeby pytać go o to raz jeszcze, ale myślę, że warto jest dowiedzieć się ciut więcej o sprawcy całego zamieszania.<br />
<span id="more-437"></span></p>
<p><strong>Czy gdyby &#8222;Wysokie Obcasy&#8221; nie zorganizowały konkursu to byś stworzył komiks na taki temat? Upubliczniłbyś go gdzieś, choćby w internecie?</strong></p>
<p>W sumie to konkurs podsunął mi pomysł użycia tego tematu w komiksie. Jakoś nie odczuwałem dotąd potrzeby sięgania do tych wydarzeń, a teraz wiem, że powinienem był sięgnąć. Wiele się zmieniło po jego publikacji: w relacjach z rodziną, znajomymi i samym sobą. Stałem się chyba bardziej otwarty. Nie wiem czy jeśli opublikowałbym go na blogu, to miałoby to tak duży zasięg i tym samym odbiłoby się tak bardzo na mnie.</p>
<p><strong>No właśnie, dotychczas większość prac zamieszczanych przez Ciebie w sieci to były różne mniej lub bardziej zabawne rzeczy. Co zadecydowało, że jednak zrobiłeś nie dość, że poważny komiks, to na dodatek dotyczący takich wydarzeń i jeszcze wysłałeś go na ogólnopolski konkurs do dużej<br />
gazety?</strong></p>
<p>Rozbiję to pytanie na dwa. Co do rzeczy, które umieszczam w sieci to nie do końca nazwałbym je tylko zabawnymi. Pod powierzchnią gorzko-ironicznego humoru kryje się coś więcej. Staram się robić historie, które mają jakieś drugie dno, tylko, że ktoś widząc komiks nie stara się interpretować tego co przeczytał jako metafory. Odczytuje treść dosłownie i myśli, że to już wszystko. Taki sposób myślenia o komiksie warto zmienić, bo jest to medium pełnowartościowe i można nim przekazać tak głębokie myśli jak w literaturze pięknej. Co do drugiej sprawy. Pierwszy pomysł miał opowiadać o tym jak straciłem psa. Ale to był banał. Mam proste motto życiowe: Jak kraść to milion, jak podrywać to księżniczkę, a jak kopać to w jaja. Kiedy opowiadanie dotyczy silnych emocji to historia rysuje się sama, wystarczy przelać ekspresję na papier. I chyba naprawdę potrzebowałem uporać się z tym, co miałem w sobie. Czy inne tematy jakie poruszałem były niepoważne? Powstanie Warszawskie, <a href="http://czaj-nick.bloog.pl/foto,6401139,gal,442687,index.html#next">starcie kultury wschodu i zachodu</a>, <a href="http://czaj-nick.bloog.pl/foto,6400783,gal,442664,index.html#next">problemy powierzchownego polskiego katolicyzmu&#8230;</a> Nie wiem, może dla kogoś są niepoważne. A może moja infantylna kreska z góry definiuje moje prace jako niepoważne i przez to nie interpretuje się ich na poważny sposób.</p>
<p><img src="/wp-content/uploads/komiksy/wywiady/arturdziedzic/arturdziedzic1.jpg" alt="artur dziedzic" title="artur dziedzic" align="texttop"  border="0" /></p>
<p><strong>A jak traktujesz samo tworzenie komiksów? Jako zabawę, rozrywkę, sposób na wyrażenie siebie, czy też wiążesz z tym poważniejsze plany na życie? </strong></p>
<p>Jako każdą z tych rzeczy :) Tylko może zamiast wyrażenia siebie użyłbym sformułowania &#8216;wyrażenie swoich myśli&#8217;.</p>
<p><strong>Czyli tak: teraz nagroda, na jesieni komiks znajdzie się w konkursowej antologii, a co potem? </strong></p>
<p>W zeszłym roku brałem udział w konkursie komiksowym Muzeum Powstania Warszawskiego. Moja praca nie była nawet wyróżniona, ale jurorzy mówili o niej przy rozdaniu nagród, co jest dla mnie zaszczytem, biorąc pod uwagę mój niekonwencjonalny styl. Z tego konkursu też ma być antologia i zaproponowano mi, żeby moja historia się w niej znalazła. Więc szykują się dwie wydane historie. A co do najbliższej przyszłości to przygotowuję prace na tegoroczny konkurs Muzeum Powstania i na październik do Łodzi. Dodatkowo mam w planach ciekawą historię, którą będę próbował wydać w albumie autorskim. Zobaczymy.</p>
<p><strong>Rozumiem, że tablet się przyda? </strong></p>
<p>Specjalnie wstrzymałem się z kupnem licząc na wygraną :) I opłaciło się. Chociaż teraz uczę się rysować od podstaw. Tablet to zupełnie inna bajka.</p>
<p><em>Artur Dziedzic, urodził się w najlepszym roczniku 1985, mieszka w Warszawie i studiuje historię sztuki. W sieci można przeczytać <a href="http://czaj-nick.bloog.pl/?_ticrsn=5&#038;ticaid=65f3e">kilka jego poprzednich komiksów</a>, ale jakoś dawno nie aktualizował swojej strony.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2008/05/26/krotki-wywiad-z-arturem-dziedzicem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>27</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Marcinem Surmą</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2008/03/10/wywiad-z-marcinem-surma/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2008/03/10/wywiad-z-marcinem-surma/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Mar 2008 07:43:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/2008/03/10/wywiad-z-marcinem-surma/</guid>
		<description><![CDATA[Parę razy pisałem, że niezbyt chętnie wspominam na Motywie o polskich komiksach internetowych, głównie dlatego, że nie ma za bardzo o czym. Jednakże, gdyby ktoś mnie zapytał: &#8222;Hej, Konrad, jaki był najciekawszy polski komiks w sieci w 2007 roku?&#8221; to bez wahania odparłbym: Vault 12 Marcina Surmy. Nie słyszeliście o nim? Mieliście prawo, komiks czaił [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="/wp-content/uploads/komiksy/wywiady/xulm/xulm2.jpg" alt="Vault 12" title="Vault 12" width="500" height="174" border="0" /></p>
<p>Parę razy pisałem, że niezbyt chętnie wspominam na Motywie o polskich komiksach internetowych, głównie dlatego, że <a href="http://motywdrogi.pl/2007/04/24/bossi-bosso-przygoda-interplanetarna/">nie ma za bardzo</a> o czym. Jednakże, gdyby ktoś mnie zapytał: &#8222;Hej, Konrad, jaki był najciekawszy polski komiks w sieci w 2007 roku?&#8221; to bez wahania odparłbym: <a href="http://xulm.nma-fallout.com/vault12/index.php?page=1#komiks">Vault 12</a> Marcina Surmy.</p>
<p>Nie słyszeliście o nim? Mieliście prawo, komiks czaił się w czeluściach Digartu oraz nie był specjalnie reklamowany.</p>
<p>Jak widać jednak, co się odwlecze, to nie uciecze. Zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu z autorem, Marcinem Surmą, w którym podpytałem go głównie o sprawy związane z Dwunastym Schronem. Miłej lektury.</p>
<p><span id="more-344"></span></p>
<p><strong>Dla większości osób Fallout to radioaktywna pustynia, zniszczone miasta, mutanci i wędrówka samotnego bohatera. Co cię skłoniło do zajęcia się losami mieszkańców schronów?</strong><br />
W zasadzie to losami mieszkańców jednego, dobrze znanego z gry Schronu 12. W Falloucie dowiedzieliśmy się, co się w końcu z nimi stało, ale tego jak się to wszystko zaczęło i co się działo wewnątrz &#8211; można się jedynie domyślać. Ta biała plama aż się prosiła żeby ją uzupełnić, nie mogłem jej odmówić.</p>
<p><strong>Czy w takim razie Vault 12 jest skierowane wyłącznie do osób, którym coś mówią takie nazwy jak Bakersfield i Nekropolis? Projekt ruszył w końcu na początku na forum No Mutants Allowed, społeczności jednych z najbardziej zatwardziałych fanów Fallouta. </strong><br />
To prawda, dlatego też smaczków czytelnych tylko dla zaznajomionych z tematem jest mnóstwo. Ale myślę że i ci, którzy o grze nawet nie słyszeli, mogą czytać V12 bez obaw. Starałem się wszystkie niezbędne informacje zmieścić w prologu, a nazw własnych unikać jak ognia. Choć oczywiście może być troszkę niezrozumiały – wtedy chyba najlepiej po prostu zagrać w grę.</p>
<p><strong>Na jakiej reakcji czytelnika najbardziej Ci zależy? Chcesz go wystraszyć ciężkim klimatem V12? Zaniepokoić? </strong><br />
&#8222;Wystraszenie&#8221; to raczej nieodpowiednie słowo, &#8222;zaniepokojenie&#8221; &#8211; też jakoś tak nie do końca. Myślałem raczej o czymś klasycznym, jak na przykład wszechogarniające poczucie beznadziei. Warunki są w końcu do tego wymarzone &#8211; radiacja, izolacja, dezinformacja&#8230; No, do tego sytuacja jest z każdą chwilą gorsza i zakończenie będzie nieszczęśliwe. W sam raz na depresyjny komiks.<br />
Choć przyznam się, że bardziej niż na dołowaniu, zależy mi po prostu na zaciekawieniu czytelnika. A ta beznadzieja to tak przy okazji tylko.</p>
<p><strong>Na ile odcinków rozpisałeś tę historię? </strong><br />
Kiedyś, dawno dawno temu rozpisałem ją na osiem stron. Potem wszystko się trochę rozrosło i na tę chwilę planuję zakończyć część pierwszą ( i mam szczerą nadzieję, że dane mi będzie kiedyś w przyszłości zrobić jeszcze drugą ) na okolicach strony dwudziestej czw&#8230; no, niech będzie że dwudziestej którejś.</p>
<p><img src="/wp-content/uploads/komiksy/wywiady/xulm/xulm1.jpg" alt="Base Policeman" title="Base Policeman"  border="0" /></p>
<p><strong>W swoich <a href="http://www.xulm.digart.pl/">wcześniejszych pracach</a> często nawiązywałeś do Fallouta, jednak były one utrzymywane w zupełnie innej stylistyce. Pod tym względem Vault 12 różni się znacznie od tego, co można obejrzeć choćby na Twoim profilu na Digarcie. Skąd pomysł na taką a nie inną kreskę i kolory w komiksie? </strong><br />
Rzeczywiście, do tej pory rzadko zdarzało mi się  robić coś podobnego &#8211; ale im więcej robiłem po staremu, tym większą miałem ochotę żeby spróbować czegoś innego, sprawdzić czy sobie poradzę. Ta ochota mi się krystalizowała, krystalizowała i krystalizowała, tylko nie bardzo się mogłem zdecydować na treść. Aż kiedyś wpadłem na to, że przecież wiem, gdzie mogę dramacik w takiej formie umiejscowić! W falloutowskim uniwersum czuję się dość dobrze (bo w końcu to fakt, nie pierwszy raz je wykorzystuję do własnych niecnych celów) i posklejałem parę związanych z nim pomysłów.</p>
<p>Potem, jak już wiedziałem co to będzie (i chcąc nie chcąc wiedziałem jaka będzie scenografia i jakie kostiumy), mogłem się skupić nad konkretną formą. Że zimne, że klaustrofobiczne, że prawie same twarze, że tylko i wyłącznie trzy równoważne kolory, że to i że tamto, że płaskie, że sztywne kadry, że dym taki a nie inny, że i tak dalej, i tak dalej.</p>
<p><strong>Jak rozumiem, V12 jest pojedynczą, zamkniętą historią. Co po niej? Nadal chcesz kręcić się w falloutowych klimatach, czy masz już pomysły na coś innego? </strong><br />
Jak już mówiłem wcześniej, liczę na to że uda mi się kiedyś dorobić drugą część komiksu i zakończyć tym całą tę historię. Do tego czasu będę chciał się raczej skupić na paru innych projektach (tym razem własnych), czekających spokojnie w kącie na swoją kolej. Pewnie zdarzy mi się  jeszcze w międzyczasie popełnić z rozpędu coś związanego z V12, bo co tu kryć – zżyłem się i z bohaterami, i z całą historią. Tak straszliwie się zżyłem, że aż żal się żegnać, szczerze powiedziawszy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2008/03/10/wywiad-z-marcinem-surma/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

