<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Motyw Drogi &#187; papier</title>
	<atom:link href="http://motywdrogi.pl/komiksy/papier/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://motywdrogi.pl</link>
	<description>we care</description>
	<lastBuildDate>Tue, 06 Dec 2011 22:04:22 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>W cztery oczy &#8211; narkotyki są super</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/11/23/w-cztery-oczy-narkotyki-sa-super/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/11/23/w-cztery-oczy-narkotyki-sa-super/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Nov 2010 09:04:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[papier]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=12414</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Narkotyki są super&#8221;. Zawsze to powtarzam, gdy oglądam głupawe sceny odjazdu w rodzaju tej z pierwszego sezonu &#8222;True Blood&#8221; z udziałem Jasona i jego dziewczyny. To samo też powiedziałem sobie po lekturze &#8222;W cztery oczy&#8221; Saschy Hommera, które szczęśliwie głupawe nie było. Komiks Saschy Hommera to jedna z tych smętnych opowieści o dojrzewaniu, w których [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/11/wczteryoczy.jpg" alt="w cztery oczy" title="w cztery oczy" width="500" height="221" class="size-full wp-image-12427" /><br />
&#8222;Narkotyki są super&#8221;. Zawsze to powtarzam, gdy oglądam głupawe sceny odjazdu w rodzaju tej z pierwszego sezonu &#8222;True Blood&#8221; z udziałem Jasona i jego dziewczyny. To samo też powiedziałem sobie po lekturze &#8222;W cztery oczy&#8221; Saschy Hommera, które szczęśliwie głupawe nie było.<br />
<span id="more-12414"></span><br />
Komiks Saschy Hommera to jedna z tych smętnych opowieści o dojrzewaniu, w których bohaterowi jest tak źle, tak niedobrze i tak szaro, że z całego tego nastoletniego zagubienia i nudy postanawia sięgnąć narkotyki i ćpać do momentu szczęśliwego dorośnięcia. Bo otaczający go świat jest taki zły, wrogi i niezrozumiały, że co począć, jak żyć. Przebrnąłem przez ten schemat w &#8222;Black Hole&#8221; i komiks Hommera ma tą zasadniczą zaletę, że nie rozwleka motywu na kilkaset stron, tylko prosto przechodzi do rzeczy.</p>
<p>Mój główny problem z komiksem Hommera jest więc taki, że to kolejna tego typu historia: smutno, szaro, buro, życie, ach życie, dziewczyno, co go nie kochałaś i tak dalej. I bardzo cieszę się, że Hommer ostatecznie dorósł i przestał gadać do zmyślonego psa. Ale jakby się ogarnął wcześniej toby zauważył, że dorastanie to choćby durne filmiki, które nagrywasz kamerą ze znajomymi, wbieganie na krzywy ryj do wieżowców czy te dziewczyny, które jednak dały się pocałować i teraz wspomina się je z głupawym uśmiechem. Dlatego też jeśli chodzi o wspominki o dojrzewaniu wybieram <a href="http://motywdrogi.pl/2008/10/06/mozemy-zostac-przyjaciolmi/">Mawila</a>.</p>
<p>&#8222;W cztery oczy&#8221; to kolejny komiks o dojrzewaniu ludzi, których problemy gdy sam dojrzewałem wywoływały u mnie jedynie wzruszenie ramionami. Teraz jestem smutnym i nudnym gościem i to się zasadniczo nie zmieniło od czasów, kiedy byłem w ogólniaku. Jako smutny i spokojny chłopczyk znajdowałem sobie inne metody radzenia z otaczającą mnie dorosłością. I nie chodzi tu o napinanie się, jaki to jestem sprytny i cwany &#8211; każdy radzi sobie jak może i bardzo łatwo jest wszystkich osądzać z pozycji zadowolonego z siebie dwudziestoparolatka. Jedni ćpają, drudzy czytają komiksy, trzeci zostają wegetarianami. </p>
<p>A potem otwierają sklep mięsny.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/11/23/w-cztery-oczy-narkotyki-sa-super/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>24</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kolektyw #7</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/09/14/kolektyw-7/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/09/14/kolektyw-7/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Sep 2010 19:50:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[papier]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=11892</guid>
		<description><![CDATA[Szósty numer &#8222;Kolektywu&#8221; był czymś, co przeczytałem i po 15 minutach wyparłem z pamięci. Zapamiętałem jedynie, że był to zbiór porządnie rysowanych historyjek od osób znanych z dziesięciu innych miejsc i może ze dwie wywołały we mnie jakieś emocje. Teraz wygrzebałem z regału rzeczony numer, przekartkowałem i tak, nie chce mi się drugi raz go [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/09/kolektyw4.jpg" alt="" title="Kolektyw" width="500" height="251" class="alignnone size-full wp-image-11904" /></p>
<p>Szósty numer &#8222;Kolektywu&#8221; był czymś, co przeczytałem i po 15 minutach wyparłem z pamięci. Zapamiętałem jedynie, że był to zbiór porządnie rysowanych historyjek od osób znanych z dziesięciu innych miejsc i może ze dwie wywołały we mnie jakieś emocje. Teraz wygrzebałem z regału rzeczony numer, przekartkowałem i tak, nie chce mi się drugi raz go czytać. Nie chodzi o to, że były to jakieś tragiczne historie, o nie. Były po prostu&#8230; nijakie. Siódmy numer to jednakże zupełnie inna historia.<br />
<span id="more-11892"></span><br />
Na skutek obecnych w środowisku komiksowym sił, tak się stało, że zinowe towarzystwo zbiło się w jedno duże środowisko, które co tydzień zbiera się w warszawskiej Kawangardzie aby knuć dalszy upadek Polskiego Komiksu. Jednym z minusów zaistniałej sytuacji, poza blokowaniem powstawania kolejnych dzieł na miarę &#8222;Kapitana Żbika&#8221;, jest to, że ciągle przewijają się te same nazwiska. Siódmy numer &#8222;Kolektywu&#8221; dokonał jednak niesamowitej rzeczy i udowodnił, że istnieje komiksowe życie poza zadymionymi salami stołecznej kawiarni. I to właśnie z tego powodu warto po nowy numer Ostatniego Polskiego Magazynu Komiksowego(Poza Kartonem) sięgnąć.</p>
<p>Temat numeru, siedem, jest tu jak zwykle pretekstem. Na 100 stronach pojawiają się zarówno komiksy nie mające z nim nic wspólnego, noszące dumne miano &#8222;serii&#8221;, jak i te, które próbują w jakiś sposób do niego nawiązać. Z pewnością pojawi się jakaś dobra dusza, która zechce napisać coś o każdym z 23 zawartych w numerze historyjek, ja jednak ograniczę się do kilku, które jakoś mocniej zapadły mi w pamięć.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/09/kolektyw1.jpg" alt="" title="Kolektyw" class="alignnone size-full wp-image-11904" /></p>
<p>Odkryciem numeru jest zdecydowanie Małgorzata Szymańska, która przygotowała bardzo &#8222;o&#8217;malleyowski&#8221; komiks, przypominający mi szalone czasy zabaw jakie uskuteczniało się w połowie podstawówki &#8211; u mnie szafa była zastąpiona kocykami. Kreska Szymańskiej <a href="http://www.komiks.gildia.pl/tworcy/malgorzata-szymanska">to mangowy eksperymen</a>t, który w przeciwieństwie do innych męczonych w Polsce obiektów, wyrwał się spod kontroli, zaszył w lesie i zmutował w coś, co z przyjemnością się ogląda. Aż zachciało mi się chodzić do gimnazjum, w którym dziewczyny mogą mieć ksywkę &#8222;Hunter&#8221;.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/09/kolektyw3.jpg" alt="" title="Kolektyw" class="alignnone size-full wp-image-11904" /></p>
<p>Gdy skończyłem przeglądać siódmy numer, pochylił się nade mną Janek Mazur, jeden z redaktorów magazynu i z dziwną miną zapytał się, jak podobał mi się komiks Konrada Okońskiego. Zdziwiłem się, żadnej historii Koko nie zauważyłem. Dlaczego? Bo &#8222;Jeszcze jeden&#8221; wygląda zupełnie inaczej niż wszystkie dotychczasowe komiksy jego autorstwa jakie czytałem. To wręcz najlepsza jego rzecz jaką widziałem. Głównie dlatego, że jest drastycznie inna od tego, co choćby i <a href="http://kokoart.net/kokoart2/">teraz pokazuje w internecie</a>. Szok.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/09/kolektyw2.jpg" alt="" title="Kolektyw" class="alignnone size-full wp-image-11904" /></p>
<p>Sympatyczną rzeczą, choć podobno skrzywdzoną przez druk, jest też &#8222;Siedem stóp&#8221; autorstwa Krystiana Garstkowiaka i Maćka Kowalskiego, ładnie wygląda &#8222;0.7 życzeń&#8221; Łukasza Bogacza i niejakiego Romka. Ogólnie, na większość zawartych w &#8222;siódemce&#8221; historii dobrze się patrzy, bez towarzyszącej pierwszym numerom Kolektywu taryfy ulgowej. Rysownicy się wyrobili, gorsi odpadli, lepsi się znaleźli &#8211; pozostaje tylko czekać, aż z wyciągnie się lepszych scenarzystów. Większość historii to nadal proste głupotki, ani szczególnie zabawne, ani sprytne czy przejmujące. Dają się jednak czytać bez  zgrzytania zębami. </p>
<p>&#8222;Kolektyw&#8221; nadal pozostaje niszową rzeczą, wydawaną w nikłym nakładzie od znajomych dla znajomych. Taki jest komiks w Polsce, cóż poradzić. Jednakże z każdym kolejnym numerem widać, że redakcja &#8222;magazynu&#8221; ma coraz silniejsze zaplecze. Może czas popatrzeć dalej i z większymi ambicjami? Dobrze obrazuje to okładka autorstwa Igora Wolskiego. Bardzo ładna ilustracja. Ale to ma przyciągać uwagę? Nie, w końcu kto ma wiedzieć i tak wie. Nikogo przypadkowego nie trzeba zachęcać. Szkoda.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/09/14/kolektyw-7/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>27</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Torpedo tom 3 i po części także drugi</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/08/27/torpedo-tom-3-i-po-czesci-takze-drugi/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/08/27/torpedo-tom-3-i-po-czesci-takze-drugi/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Aug 2010 21:32:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[papier]]></category>
		<category><![CDATA[E S Abuli]]></category>
		<category><![CDATA[Jordi Bernet]]></category>
		<category><![CDATA[Torpedo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=11735</guid>
		<description><![CDATA[Blisko rok temu, pisząc na temat pierwszego &#8222;Torpedo&#8221; powątpiewałem, czy wydawnictwu Taurus uda się sprowadzić na polski rynek pozostałe części cyklu. Jak widać, czytelnicy okazali się łaskawi, bo do sprzedaży trafił już trzeci, z czterech, tom pełen gangsterskich historii. A ja powoli przestaję rozumieć, o co w nich chodzi. Na pierwszy rzut oka niewiele się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/08/torpedo1.jpg" alt="" title="Torpedo" width="500" height="231" class="alignnone size-full wp-image-11739" /></p>
<p>Blisko rok temu, pisząc na temat <a href="http://motywdrogi.pl/2009/09/29/torpedo-tom-1/">pierwszego &#8222;Torpedo&#8221;</a> powątpiewałem, czy wydawnictwu Taurus uda się sprowadzić na polski rynek pozostałe części cyklu. Jak widać, czytelnicy okazali się łaskawi, bo do sprzedaży trafił już trzeci, z czterech, tom pełen gangsterskich historii. A ja powoli przestaję rozumieć, o co w nich chodzi.<br />
<span id="more-11735"></span><br />
Na pierwszy rzut oka niewiele się w &#8222;Torpedo&#8221; od tego pierwszego tomu zmieniło. Luca Torelli nadal jest cwanym draniem, który na ogół dostaje to co chce, rzucając przy tym nie do końca poprawnym powiedzonkiem. Jednakże serwowany przez Enrique Sancheza Abuli&#8217;ego czarny humor tych historyjek zaczyna mnie coraz bardziej męczyć. </p>
<p>Gdzieś na przestrzeni kolejnych dwóch tomów moja sympatia dla sprytu Torpedo ulotniła się i stał się draniem, którego nie jestem w stanie polubić. Gdy przez cały seans &#8222;Tarzana&#8221; znęca się nad swoją ofiarą, nie mam pojęcia, po co. Podobnie, gdy każe wypić bukmacherowi truciznę. Od czasu do czasu oczywiście noga mu się podwinie i ktoś wystrychnie go na dudka, ale trudno powiedzieć, abym czuł z tego powodu satysfakcję.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/08/torpedo2.jpg" alt="" title="Torpedo" width="500" height="231" class="alignnone size-full wp-image-11739" /></p>
<p>Wydaje mi się, że moje pogłębiające zniechęcenie względem komiksu Abuli&#8217;ego i Berneta bierze się z pokładów przemocy wobec kobiet jakie można znaleźć na jego stronach. Przedstawiona jest w wyjątkowo bezrefleksyjny sposób, a miejscami wręcz w jak najbardziej atrakcyjny i zachęcający.</p>
<blockquote><p>- Ale przecież Torpedo jest takim samym draniem względem facetów jak i babek, więc czego się czepiasz?</p></blockquote>
<p>Być może, ale przemoc pomiędzy facetami w jakiś sposób mieści się w ramach gangsterskiej opowieści &#8211; większość z nich jest takimi samymi mętami jak Torpedo i dostają po prostu za swoje. W przypadku kobiet, jeśli jakaś pojawi się w kadrze, to zazwyczaj po to, aby zaraz dostać po twarzy i/lub stać się ofiarą gwałtu. Czasem zbiorowego. Na dodatek rysowane są one bardzo kusząco, a ich pełne piersi i pozostałe krągłości są jak najbardziej widoczne także w scenach przemocy. Gwałt na kobiecie uchodzi w tym świecie praktycznie bez kary &#8211; ja rozumiem, że jest to świat brudny i należący do twardych mężczyzn, ale &#8222;Torpedo&#8221; to żaden dokument, raczej hiper-męska fantazja o kapeluszach i byciu zimnym draniem. </p>
<p>Porównywanie komiksu Berneta i Abuli&#8217;ego do &#8222;Rodziny Soprano&#8221; jest trochę niesprawiedliwe, w końcu to zupełnie inne medium i czasy, ale tam kobiety równie nie miały lekko, także często kończyły tragicznie, ale rzadko kiedy było to przedstawione w tak rozrywkowy sposób jak tutaj. A może wręcz fetyszyzujący. Od czasu do czasu to nic złego, ale jak dla mnie autorzy przesadzili z proporcjami i przekroczyli granicę, do której tego rodzaju motywu były <em>&#8222;fajne&#8221;</em>.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/08/torpedo3.jpg" alt="" title="Torpedo" width="500" height="231" class="alignnone size-full wp-image-11739" /></p>
<p>Szczytowym momentem dla mojego niezrozumienia intencji autorów jest szczegółowe przedstawienie kazirodczego gwałtu jakiego dziadek Torpedo dopuszcza się na swojej córce. Po przeczytaniu tego fragmentu długo się zastanawiałem, po co właściwie to było. Żeby pokazać, jakie życie na Sycylii było ciężkie? Raczej nie, bo cała historyjka ma dosyć gorzki, humorystyczny wydźwięk i nie skłania do głębszej refleksji niż <em>&#8222;ah, życie&#8221;</em>.</p>
<p>Nie bardzo rozumiem do czego to ma służyć, jakie emocje wzbudzić, poza złośliwym rechotem nad właściwym miejscem dla kobiety. Jedyna twarda babka w tym komiksie, która jest w stanie z Torellim zadrzeć i ujść z życiem, Susan, pojawiła się zaledwie dwa razy, też przy okazji potrząsając nagimi piersiami. W końcu jest prostytutką/tancerką, kimże innym.</p>
<p>Gdzieś, w pewnym momencie, kreślona grubą kreską stylizacja tych historii przestała być dla mnie strawna. Zaburzono równowagę i Torpedo stał się po po prostu męczącym bucem. Szkoda.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/08/27/torpedo-tom-3-i-po-czesci-takze-drugi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>31</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kick-Ass &#8211; komiks vs film</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/04/29/kick-ass-komiks-vs-film/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/04/29/kick-ass-komiks-vs-film/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Apr 2010 11:27:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[papier]]></category>
		<category><![CDATA[Icon]]></category>
		<category><![CDATA[John Romita Jr]]></category>
		<category><![CDATA[Kick-Ass]]></category>
		<category><![CDATA[Mark Millar]]></category>
		<category><![CDATA[Matthew Vaughn]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=10535</guid>
		<description><![CDATA[Od prawie miesiąca z miejskich murów atakują plakaty filmowej adaptacji &#8222;Kick-Ass&#8221;. W oczy rzuca się nieudolnie zamaskowane słowo-hasło: &#8222;Zajebisty!&#8221;. Postaram się użyć nieco większej ilości przymiotników, by ocenić, czy faktycznie film zasługuje na taki epitet. A może lepiej przeczytać komiks? Uwaga, tekst zawiera spoilery! &#8222;Kick-Ass&#8221; stworzył kickassowy duet &#8211; napisał Mark Millar, autor &#8222;Wanted&#8221;, &#8222;Ultimate [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/kick-ass.jpg" alt="Kick-Ass - scenariusz Mark Millar, rysunek John Romita Jr" title="Kick-Ass - scenariusz Mark Millar, rysunek John Romita Jr" width="500" height="278" class="alignnone size-full wp-image-10566" /><br />
Od prawie miesiąca z miejskich murów atakują plakaty filmowej adaptacji &#8222;Kick-Ass&#8221;. W oczy rzuca się <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/kick-ass_plakat.jpg" rel="lightbox[10535]">nieudolnie zamaskowane słowo-hasło</a>: <em>&#8222;Zajebisty!&#8221;</em>. Postaram się użyć nieco większej ilości przymiotników, by ocenić, czy faktycznie film zasługuje na taki epitet. A może lepiej przeczytać komiks?<br />
<strong>Uwaga, tekst zawiera spoilery!</strong><br />
<span id="more-10535"></span><br />
&#8222;Kick-Ass&#8221; stworzył kickassowy duet &#8211; napisał Mark Millar, autor &#8222;Wanted&#8221;, &#8222;Ultimate X-Men&#8221;, <a href="http://motywdrogi.pl/2009/04/10/superman-red-son/">&#8222;Superman: Red Son&#8221;</a>, “Civil War”, a ostatnio &#8222;Old Man Logan&#8221;. Za ołówek złapał John Romita Jr (<a href="http://motywdrogi.pl/2008/12/10/przedwieczni/">&#8222;Przedwieczni&#8221;</a>, &#8222;Amazing Spider-man&#8221;, &#8222;Daredevil: The Man Without Fear&#8221;). Nie jest to typowy komiks superbohaterski – nosi piętno ery nowoczesnej – czasów, gdy w herosie bardziej od jaskrawego kostiumu i mocy interesują nas rozterki osoby kryjącej się pod maską. A kryje się tam Dave Lizewski &#8211; nastolatek jak każdy inny, pryszczaty, czytający komiksy. W amerykańskim serialu szkolnym byłby tylko tłem dla klasowych gwiazdeczek i macho. Porównania do Petera Parkera nasuwają się same i zarówno przy komiksie jak i filmie miałem wrażenie, że to &#8222;Spider-Man&#8221; w krzywym zwierciadle. Dave także podkochuje się w koleżance, także jest obiektem drwin i zaczepek silniejszych nastolatków. Nie ma jednak zadatków na klasowego kujona-geniusza. Jak sam mówi – jest nikim. Od Petera odróżnia go jeszcze jedno – Dave chce zostać superbohaterem.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/Kick-Ass_YouTube.jpg" alt="Kick-Ass na YouTube" title="Kick-Ass na YouTube" width="500" height="263" class="alignnone size-full wp-image-10573" /></p>
<p>Zabawna w &#8222;Kick-Ass&#8221; jest jego metatekstowość. Będąc bohaterem komiksu, Dave sam zaczytuje się w zeszytach o superherosach, jednak żyje w normalnym świecie, gdzie próżno wypatrywać jaskrawej peleryny na niebie. Mimo to postanawia przenieść zasady znane z komiksów na grunt realny. Problem w tym, że świat nie działa tak prosto. Tradycyjny komiks superbohaterski nauczył czytelnika, że rekompensatą za nijakość i zwyczajność życia alter ego herosa są niezwykłe moce. &#8222;Kick-Ass&#8221; obala ten schemat. Millar nie daje Dave’owi żadnych niezwykłych mocy, a także powątpiewa w samozwańczych &#8222;ludzkich&#8221; obrońców prawa. Dave nie jest jak Rorschach czy <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Gangbuster">Gangbuster</a>. Podobnie jak oni ma kostium i zapał do pomagania innym. W przeciwieństwie do nich &#8211; po swojej pierwszej interwencji ląduje na pół roku w szpitalu. Wyposażony w metalową płytkę w głowie, która daje mu częściową odporność na ból, wraca na ulice.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/kick-ass-PLAKAT_komiks_cut.jpg" alt="Fragment plakatu &#039;Kick-Ass&#039;" title="Fragment plakatu &#039;Kick-Ass&#039;" width="500" height="314" class="alignnone size-full wp-image-10569" /></p>
<p>Komiks bezlitośnie drwi sobie z superherosów. Dave spotyka na swojej drodze Big Daddy&#8217;ego i Hit-Girl – dwie wariacje na temat Batmana i Punishera zarazem. Red Mist z kolei jest kpiną z Batmana i Robina w jednym, pokazując, jaki byłby Bruce Wayne, gdyby rodzice nie zginęli, a ich bogaty synek i tak zdecydowałby się na nietypową karierę. W finale okazuje się, jakie pobudki naprawdę kierują herosami – Millar zniszczył zupełnie schemat szlachetnych obrońców, pokazując ich jako dziwaków z rozchwianym systemem moralności oraz niejasnymi motywacjami. Prawdziwe oblicze Big Daddy&#8217;ego może zaskoczyć. W świecie &#8222;Kick-Ass&#8221; bohaterowie budzą raczej litość niż podziw. Obalanie schematu nie jest jednak osią komiksu – sednem jest walka, zamaszyście kreślona kanciastą kreską Romity Juniora. Twarze rysuje okropnie, ale ich miażdżenie wychodzi mu koncertowo. Dlatego fani klasycznego superhero też będą usatysfakcjonowani.</p>
<p>W czasie oglądania filmu w głowie spierały mi się dwa sprzeczne głosy. Pierwszy krzyczał:<em>&#8222;To nie tak!&#8221;</em>, gdy patrzyłem, jak pastiszowy komiks o ludziach w trykotach został przerobiony na komedyjkę dla nastolatków, z obowiązkowym wątkiem nastoletniej miłości i sceną seksu w miejscu publicznym. Zęby bolały mnie od dialogów między Kate a Dave&#8217;em – wszystko układało im się tak nieprzyzwoicie dobrze. Jak wszystkim historiom miłosnym o nastolatkach, nie można jej odmówić uroku, wynikającego z obserwowania nieporadności, szczerości, a także z ewentualnych analogii do życia widza. Co jednak nie ratuje części obyczajowej od płytkości.</p>
<p>Podstawowym zarzutem wobec filmu jest odejście od pastiszowego traktowania herosów, na rzecz hollywoodzkiego schematu &#8222;od zera do bohatera&#8221;. Niepotrzebnie skupiono się na fakcie, że Dave po operacji nie odczuwa bólu, wyolbrzymiając to do rozmiaru supermocy. W ten sposób Kick-Ass stał się typowym bohaterem, a ja miałem wrażenie obcowania z nie tyle z realistyczną, co tanią wersją &#8222;Spider-Mana&#8221;. Także w przypadku Big Daddy’ego i Hit-Girl zmieniono nieco ich historię i wygląd, jeszcze bardziej zbliżając ich do budżetowych wersji Pogromcy i Mrocznego Rycerza, co spłyciło te postacie. Fabuła stała się przez to banalna – ot, kolejna historyjka o dzieciaku, który przywdział kostium i po początkowych trudnościach pokonał wielkie zło. Tylko mniej jest fajerwerków i &#8222;promieni z dupy&#8221;, a więcej krwi i trupów. I nie braknie patetycznych tekstów o tym, że brak mocy nie oznacza braku odpowiedzialności.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/kick-ass_hit-girl.jpg" alt="Kick-Ass Hit-Girl" title="Kick-Ass Hit-Girl" width="500" height="313" class="alignnone size-full wp-image-10572" /></p>
<p>Weźmy finalną walkę – w komiksie to gorzka i dramatyczna zemsta Hit-Girl, która morduje wrogów, by potem móc wreszcie po ludzku opłakać stratę ojca. Niegdyś heroiczny Kick-Ass pałęta się małej rzeźniczce pod nogami, próbując już tylko nie zginąć. Walka z nemesis zaś &#8211; Red Mistem &#8211; to żałosna naparzanka. W filmie finałowa bitwa team-up dwojga młodych, pięknych, niezłomnych herosów – pełna piruetów popisówa z plecakiem rakietowym, piruetami z katanami i ciągnącym się gagiem z bazooką. Banaaaał. W dodatku tytułowego bohatera przyćmiewa Hit-Girl (Chloe Moretz) &#8211; naturalna i wdzięczna w czynieniu masakry. Przerażająco naturalna, jeśli wziąć pod uwagę, że to dwunastoletnia dziewczynka.</p>
<p>Z drugiej strony podczas oglądania tej walki, a także wcześniej, w mojej głowie rozlegały się też okrzyki: <em>&#8222;Wow, to było świetne!&#8221;</em>. Gdy odedrzeć słabiutki wątek obyczajowy, czuć, że &#8222;Kick-Ass&#8221; zrobił nerd dla podobnych mu nerdów. Sami bohaterowie wspominają o &#8222;Sin City&#8221;, sceny walk zaś przenika dodatkowo duch &#8222;Kill Billa&#8221;, &#8222;Matrixa&#8221; czy nawet &#8222;Drużyny A&#8221;. Trudno nie uśmiechnąć się pod nosem, gdy Hit-Girl biega po ścianach, strzelając symultanicznie z dwóch pistoletów czy likwiduje strażników przy dźwiękach <a href="http://www.youtube.com/watch?v=mLXQltR7vUQ">motywu z westernu &#8222;Za kilka dolarów więcej&#8221;</a>. Efekciarstwa i przerysowania nie można filmowi odmówić &#8211; tym faktycznie kopie tyłek.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/kick-ass-komiksowe_geeki.jpg" alt="Kick-Ass - Dave Lizewski i dwa inne komiksowe geeki" title="Kick-Ass - Dave Lizewski i dwa inne komiksowe geeki" width="500" height="290" class="alignnone size-full wp-image-10574" /></p>
<p>Z kolei sceny w sklepie z komiksami to echa podśmiewania się i podkreślania <a href="http://motywdrogi.pl/2009/05/27/the-big-bang-theory-i-geekizacja-stosowana/">osobliwości subkultury geeków</a> – kłania się Kevin Smith czy &#8222;The Big Bang Theory&#8221; czy wspomniane przez Konrada <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Freaks_and_Geeks">&#8222;Freaks and Geeks&#8221;</a>. &#8222;Kick-Assowi&#8221; brakuje jednak nieco lotności i dojrzałości żartów – widać, że wycelowany został w młodszą publiczność. Oglądaniu całości towarzyszy mruczenie <em>&#8222;Byyyyłooo&#8221;</em>, ale to takie zadowolone mruczenie maniaka łechtanego w nerw popkulturowy. Stąd przedłużona żywotność filmu – warto nabyć go na DVD, by na spokojnie wyłapywać rozmaite nawiązania do tekstów popkultury. </p>
<p>Komiks mówił o potędze marzeń, by na koniec zafundować czytelnikowi kopa w twarz – bohater może sobie być podziwianym herosem, ale jego tata i tak szybciej wyrwie panienkę &#8211; po prostu przez serwis randkowy. Dave herosem został przez przypadek, cudem uniknął śmierci, a oczekiwane powodzenie w życiu nie nadeszło. Jednak sponiewierany przez los wiedział jedno – swoim przykładem faktycznie zmienił świat, dał mu superbohaterów – nawet jeśli wyszło to przypadkiem, a część jego naśladowców to żałośni przebierańcy. Epilog pokazuje jednakże, że za herosami przyjdą supełotrzy – i zaatakują w sequelu, który <a href="http://www.totalfilm.com/news/millar-talks-up-kick-ass-2">Millar oficjalnie zapowiedział tuż przed premierą filmu</a>. Nie powiem, żeby ten pomysł mi się podobał – komiksowy Kick-Ass nie ma żadnej sensownej motywacji, by wrócić do akcji. Filmowy zaś aż się o to prosi – można się zresztą było tego spodziewać, po hollywoodzkiej maszynce do robienia pieniędzy. Pewnie poradziłaby sobie nawet bez Millara.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/kick-ass_hit-girl_komiks.jpg" alt="Urocza Hit-Girl z komiksu &#039;Kick-Ass&#039;" title="Urocza Hit-Girl z komiksu &#039;Kick-Ass&#039;" width="500" height="286" class="alignnone size-full wp-image-10578" /></p>
<p>Jeśli chcecie znów spojrzeć na bohaterów z nieco innej strony, pobawić dekonstrukcją (to słowo musiało paść) i znów zastanowić się, jaki typ ludzi zakłada maski i jaka jest ich szansa na przeżycie – wybierzcie komiks. W kinie czeka na Was pozornie niestandardowy bohater w przerysowanym i naładowanym akcją blockbusterze, który ktoś nieudolnie zmieszał z serialem obyczajowym dla licealnej młodzieży. &#8222;Zajebisty&#8221; na plakacie to przesada &#8211; jest całkiem dobry, ale z pewnością zdarzy Wam się wywrócić oczami. Swoją drogą <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/kick-ass_plakat.jpg" rel="lightbox[10535]">plakat wybrano strasznie nijaki</a> &#8211; amerykański z komiksowym klimatem <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/kick-ass-PLAKAT_komiks.png" rel="lightbox[10535]">jest dużo lepszy</a>.</p>
<p>No i nie wolno zapomnieć &#8211; film uczy jednej ważnej rzeczy, której w komiksie nie było. Najlepszy tekst na podryw to: <em>&#8222;Chodź, zarażę Cię pasją do komiksów&#8221;</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/04/29/kick-ass-komiks-vs-film/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zielone lata dziewięćdziesiąte</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/04/28/zielone-lata-dziewiecdziesiate/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/04/28/zielone-lata-dziewiecdziesiate/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Apr 2010 12:11:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Magda Rucińska</dc:creator>
				<category><![CDATA[papier]]></category>
		<category><![CDATA[Michał Śledziński]]></category>
		<category><![CDATA[osiedle swoboda]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=10419</guid>
		<description><![CDATA[Czytając &#8222;Osiedle Swoboda&#8221;, myślałam o mantrze pewnych słów i czynności, którymi codziennie witam sąsiadów i wąsatą panią z pobliskiego sklepu. Ten bez namysłu odprawiany rytuał, który nazwać można pustym gestem, sprawia, że codziennie nieświadomie zgadzam się na przynależność do grupy społecznej funkcjonującej w ściśle określonym czasie i miejscu. Wszystko bowiem obrasta lekki tłuszczyk kontekstów kulturowych. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/osiedle4.jpg" alt="Osiedle Swoboda" title="Osiedle Swoboda" width="500" height="300" class="alignnone size-full wp-image-10554" /></p>
<p>Czytając <a href="http://osiedleswoboda.blogspot.com/">&#8222;Osiedle Swoboda&#8221;</a>, myślałam o mantrze pewnych słów i czynności, którymi codziennie witam sąsiadów i wąsatą panią z pobliskiego sklepu. Ten bez namysłu odprawiany rytuał, który nazwać można pustym gestem, sprawia, że codziennie nieświadomie zgadzam się na przynależność do grupy społecznej funkcjonującej w ściśle określonym czasie i miejscu. Wszystko bowiem obrasta lekki tłuszczyk kontekstów kulturowych. Idziesz do sklepu – jesteś konsumentem; stajesz pod sklepem – jesteś menelem; siadasz na ławeczce pod blokiem – jesteś blokersem itd. Codzienność ma formę rytuału, a widoczne jest to chyba najlepiej w formie serialu. Każda umowność i niedopowiedzenie zdają się być niesione na fali tego, co mówi się samo, czego istnienie zakładamy. Wystarczy nieraz jeden przedmiot lub dwa charakterystyczne zdania w ustach bohatera i już dostrzec można pewną czasoprzestrzenną specyfikę przedstawionych w nim zjawisk.<br />
<span id="more-10419"></span><br />
Lektura &#8222;Osiedla Swoboda&#8221; – tego anegdotycznego w swej formie komiksu – przypominała  mi w pewnym sensie ten rytualny charakter serialu właśnie. Co więcej &#8211; myślę, że gdyby miał się rzeczywiście w tej formie pojawić, można by było swobodnie zatytułować go, lub chociaż opatrzyć podtytułem: &#8222;Zielone lata dziewięćdziesiąte&#8221;. Natomiast przywołany w nim kolor nie miałby raczej nic wspólnego z nieświadomością czy niewinnością, a raczej z elementem magicznym, czy też mistyką instant, której oddają się stworzeni przez <a href="http://mrherring.blogspot.com/">Michała Śledzińskiego</a> bohaterowie. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/osiedle3.png" alt="Osiedle Swoboda" title="Osiedle Swoboda" width="500" height="129" class="alignnone size-full wp-image-10553" /></p>
<p>Nawiązanie do polskiego tłumaczenia tytułu amerykańskiego sitcomu &#8222;That 70&#8242;s Show&#8221; jest tu celowe. W obu przypadkach bowiem istotnym elementem spajającym historie zdaje się być określona dekada. Ponadto podobnie jak w &#8222;Różowych latach siedemdziesiątych&#8221;, gdzie akcja miała miejsce w małym miasteczku Point Place, również u Śledzia mamy do czynienia z niewielką strukturą społeczno-mieszkaniową, gdzie wszyscy się znają (chociażby z widzenia). Jest nią osiedle, blokowisko, w którym gdzieś pokątnie znaleźć można by było nikłe pozostałości utopijnych projektów maszyn do mieszkania Le Corbusiera, a raczej tego, czym stały się w oczach Systemu. Tak, betonowa płyta definitywnie budzi skojarzenia z PRL-em. To z kolei, zdaje się pozwalać na luźne porównanie &#8222;Osiedla Swobody&#8221; do serialu Stanisława Barei &#8222;Alternatywy 4&#8243;.</p>
<p>Różnica polega na tym, że główni bohaterowie Śledzia nie zostali przesadzeni z korzeniami czy bez ze starszych form mieszkaniowych do nowych bloków. Oni się tam urodzili i wychowali, na dodatek w nie byle jakiej dekadzie, bo w latach dziewięćdziesiątych. Są przyjaciółmi od dzieciństwa i żyją na osiedlu, którego mieszkańcy jawią się właśnie jako pokłosie Polski Ludowej, o mentalności przesączonej z jednej strony konwenansem, apatią i zrezygnowaniem z drugiej. Do tego dochodzi jeszcze element religijny, który wraz z ultraprawicowym etosem pojawia się w formach dość ekstremalnych u bohaterów drugo- czy trzecioplanowych starszego pokolenia. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/osiedle5.jpg" alt="Osiedle Swoboda" title="Osiedle Swoboda" width="500" height="244" class="alignnone size-full wp-image-10555" /></p>
<p>W wyniku tej mieszanki obraz &#8222;dorosłych&#8221; mieszkańców osiedla, których spotykają na swojej drodze Smutny, Wiraż, Szopa i Dźwiedziu, zdaje się być dwojaki. Z jednej strony mamy tu nieco emocjonalnie zdrętwiałych i jakby przygaszonych rodziców bohaterów, z drugiej strony – sąsiada w wersji noir. Chodzi mi mianowicie o stosunkowo mroczny obraz potworności i tajemnic kryjących się za drzwiami potencjalnego współobywatela (kazus: &#8222;Pamiętniki Malte-Lauridsa Brigge&#8221; R. M. Rilkego albo &#8222;Róża dla Emilii&#8221; W. Faulknera) oraz ciekawość, wścibskość, jaką budzi w innych ludziach. Ściany i drzwi w mieszkaniach bloków mają bowiem podstarzałe, ale wciąż sprawne zestawy uszu i oczu, które pozwalają ich właścicielom na &#8222;wizjerowy&#8221; voyeuryzm i inne formy inwigilacji sąsiadów. Tym bardziej jeśli jest to młodzież, jeden z ulubionych tematów lubujących się w narzekaniu ludzi.</p>
<p>&#8222;Swobodni jeźdźcy&#8221; Śledzia mają zatem niełatwo. Pomimo tego, że sytuacje &#8222;okołomoherowe&#8221; mają często ostatecznie zabawny wydźwięk, to zamknięte drzwi kryją dla nich nieraz chwile niemałej grozy. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/osiedle2.jpg" alt="Osiedle Swoboda" title="Osiedle Swoboda" width="500" height="263" class="alignnone size-full wp-image-10552" /></p>
<p>Główna akcja ma jednak częściej miejsce w przestrzeni między blokami niż w ich wnętrzach. To tam również pojawia się wymalowana na murach <a href="http://osiedleswoboda.blogspot.com/2010/04/dzien-dublowania-notek-premiera-i-ost.html">ścieżka dźwiękowa</a>, przy której bohaterowie spotykają się, wygłupiają, rozmawiają. Rozmowa bądź anegdota jest tu elementem bardzo istotnym. Można w niej zauważyć specyficzny, kreatywny w swym słowotwórstwie, język, a także zabawne analizy i interpretacje snów, filmów, artykułów z kolorowej prasy (dla kobiet). Są one jakby zminiaturyzowaną wersją tego, czym jest każdy odcinek komiksu. Mianowicie jest on rozbudowaną anegdotą o grupie znajomych, którym pozornie nic się nie przydarza, a jednak przydarza się wiele. Swoboda jest niczym pryzmat rozszczepiający szarość płyt na szerokie spektrum gatunków: od humorystycznej &#8222;obyczajówki&#8221;, poprzez elementy paranormalne i surrealne, do konkretnego mordobicia czy grozy.</p>
<p>We wszystko to wpleciona została, podobnie jak w &#8222;Różowych latach siedemdziesiątych&#8221;, specyfika danej czasoprzestrzeni. Pojawia się więc nie tylko dres, metal i skateboarding, ale również ławeczka przed blokiem, zniesmaczona porywami młodości starsza pani z nieodłącznym beretem, cały anturaż sklepu monopolowego i zapchany do granic możliwości, rozklekotany autobus linii 64. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/bystry.jpg" alt="Osiedle Swoboda" /></p>
<p>Wreszcie pojawia się kwestia zderzenia PRL-owskiej betonowej płyty z napływem kultury popularnej doby kapitalizmu, która sprawia, że rzeczywistość, w której żyją Swobodni jawi się jako świat duchów (porównaj z &#8222;Ghost World&#8221; D. Clowesa). Jest, podobnie jak język, materią przechowującą w swojej wewnętrznej pamięci przestarzałe ustroje, zmiany polityczne, gospodarcze, kulturowe. Jest w końcu jak fasada bloku – pomalowana dziś niedbale na jakiś jaskrawy bądź pastelowy kolor, będzie kryła, pod płatami odchodzącej farby, wszystkie swoje poprzednie wcielenia.</p>
<p>Jeśli zatem spojrzeć na &#8222;Osiedle Swoboda&#8221; jako na &#8222;Zielone lata dziewięćdziesiąte&#8221;, należałoby podkreślić, że humor w nim zawarty przewyższa ciężarem ten, którego doświadczyć można równolegle w &#8222;Różowych…&#8221;. Podobnie wygląda to w przypadku brzmienia ścieżek dźwiękowych – rock and roll lat siedemdziesiątych wypada stosunkowo subtelnie w porównaniu z nielekkimi riffami Sonic Youth, Deftones czy Kyuss. I nie należy tego traktować jako wady ani w jednym, ani drugim przypadku.</p>
<p>Na koniec chciałabym pozostawić czytelnika z jednym pytaniem: czy w związku ze swoistą &#8222;lokalnością&#8221; czasoprzestrzenną i &#8222;subkulturową&#8221; specyfiką komiks ten stracił na aktualności lub uniwersalności?</p>
<p><em>Autorka rozpoczęła projekt <a href="http://www.biteme.pl">&#8222;Bite me!&#8221;</a>, jest <a href="http://magdalenarucinska.carbonmade.com/">ilustratorką</a>, prowadzi blog <a href="http://tkaninasyntetyczna.blogspot.com/">tkanina syntetyczna</a>. Tamże powyższy tekst ukazał się pierwotnie.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/04/28/zielone-lata-dziewiecdziesiate/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>42</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Żywe trupy #9 &#8211; Tu pozostaniemy</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/04/07/zywe-trupy-9-tu-pozostaniemy/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/04/07/zywe-trupy-9-tu-pozostaniemy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Apr 2010 15:33:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[papier]]></category>
		<category><![CDATA[robert kirkman]]></category>
		<category><![CDATA[taurus]]></category>
		<category><![CDATA[zombie]]></category>
		<category><![CDATA[żywe trupy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=10250</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsze osiem tomów &#8222;Żywych trupów&#8221; przeczytałem za jednym zamachem, koniec ósmego odcinka był więc dla mnie pierwszym porządnym cliffhangerem, którego nie załatwia się przewróceniem strony. Na szczęście wydawnictwo Taurus ustabilizowało nieco cykl wydawniczy serii. Oczekiwanie na dziewiąty tom było nerwowe ale krótkie, bo trzymiesięczne. Myślę, że każdy przyzwyczaił się już do tego, że życie grupki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/zywe_trupy_9_okladka.jpg" alt="Żywe Trupy #9 &#039;Tu pozostaniemy&#039;" title="Żywe Trupy #9 &#039;Tu pozostaniemy&#039;" width="500" height="348" class="alignnone size-full wp-image-10329" /><br />
Pierwsze osiem tomów &#8222;Żywych trupów&#8221; przeczytałem <a href="http://motywdrogi.pl/2009/06/13/kompendium-zywych-trupow-1-8/">za jednym zamachem</a>, koniec ósmego odcinka był więc dla mnie pierwszym porządnym cliffhangerem, którego nie załatwia się przewróceniem strony. Na szczęście wydawnictwo Taurus ustabilizowało nieco cykl wydawniczy serii. Oczekiwanie na <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/zywe_trupy/9">dziewiąty tom</a> było nerwowe ale krótkie, bo trzymiesięczne.<br />
<span id="more-10250"></span></p>
<p>Myślę, że każdy przyzwyczaił się już do tego, że życie grupki bohaterów &#8222;Żywych trupów&#8221; obfituje w liczne, ale w gruncie rzeczy niewielkie przewroty. Sytuacja szybko się stabilizuje, a trzon grupy ocalałych pozostaje właściwie ten sam. W tomie ósmym wydawało się, że po nim już nic nie będzie takie samo, a życie postaci czekają radykalne zmiany. Miałem też nadzieję, że opowieść o grupie podzieli się na kilka mniejszych, o poszczególnych postaciach. Trochę zmęczyła mnie tasiemcowość cyklu, liczyłem na odejście od dialogów i budowania relacji, na rzecz ukazania walki z niegościnnym światem. Jestem więc mocno rozczarowany, że w <em>&#8222;Tu pozostaniemy&#8221;</em> scenarzysta bardzo szybko przywraca chwiejny, ale jednak porządek. Życie bohaterów jest nadal niezmienne, podobnie jak moja niechęć do kreski Charliego Adlarda i Cliffa Rathburna, która miejscami wydaje się niechlujna i zniekształca rysy postaci.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/zywe_trupy_9_1.jpg" alt="Żywe trupy #9" title="Żywe trupy #9" width="500" height="204" class="alignnone size-full wp-image-10330" /></p>
<p>Nie można jednak powiedzieć, że wydarzenia z <em>&#8222;Stworzeni by cierpieć&#8221;</em> nie miały wpływu na bohaterów. Pierwsza część tomu to Kirkmanowska wariacja na temat <a href="http://motywdrogi.pl/2009/04/30/droga/">&#8222;Drogi&#8221;</a>. Ojciec i syn walczą o przeżycie, lecz przede wszystkim walczą z samymi sobą. Zyskuje postać Ricka, który nękany chorobą i ułomnością fizyczną zrzuca maskę nieomylnego twardziela. Zaczyna wątpić w swoje zdolności ojcowskie i przywódcze, winiąc się za wydarzenia w więzieniu, z poprzedniego tomu. Jego autoterapia przybiera dość nieoczekiwaną formę. Z kolei mały Carl z jednej strony pragnie dorosnąć, z drugiej bardzo się tego boi, lecz jego wybory przedstawione są dość prosto w infantylnych monologach i niespecjalnie mnie poruszyły. Z drugiej strony – może taki właśnie jest klucz do ukazania dziecka zagubionego w świecie śmierci. </p>
<p>Oczekujących na zmiany ucieszy druga część tomu. Zaciekawi także tych, którym brakowało nieco mówienia o zombie w opowieści o zombie. Wreszcie można dowiedzieć się czegoś o naturze bestii. Wprowadzenie nowych bohaterów zaś sugeruje, że być może wkrótce poznamy jakąś część odpowiedzi na pytanie, które wisi w powietrzu od początku – co się właściwie stało ze światem? Postacie wojskowego i naukowca są pewną wskazówką, lecz mam nadzieję, że Kirkman nie zdecyduje się na kopiowanie zgranych teorii spiskowych. &#8222;Żywe trupy&#8221; znów przypominałyby <a href="http://motywdrogi.pl/2007/08/08/jericho/">&#8222;Jerycho&#8221;</a>, tym razem sezon drugi. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/04/zywe_trupy_9_2.jpg" alt="Żywe Trupy #9 &#039;Tu pozostaniemy&#039; - Michonne" title="Żywe Trupy #9 &#039;Tu pozostaniemy&#039; - Michonne" width="500" height="241" class="alignnone size-full wp-image-10331" /></p>
<p>Zastanawiam się, w jakim kierunku pójdzie teraz seria. Część czytelników zapewne ceni &#8222;Żywe trupy&#8221; za to, że postapokalipsa jest w nich tylko dekoracją. Na jej tle pokazywane jest cierpienie, wola przeżycia, zezwierzęcenie i moralne rozterki ocalałych – prawdziwych &#8222;żywych trupów&#8221; w martwym świecie. Wolałbym, by akcja nieco przyspieszyła, a scenariusz ukazał zniszczoną cywilizację w nieco szerszej perspektywie, skupiając się na czymś innym, niż grupka tych samych bohaterów. Być może tak będzie i nowe osoby nie zostaną za chwilę rzucone zombie na pożarcie, by Kirkman mógł umieścić starą ekipę w bezpiecznym miejscu i dalej pisać kameralną telenowelę z zombiakami gdzieś w tle. Póki co jestem połowicznie zadowolony, lecz dam Kirkmanowi szansę przy tomie dziesiątym. Magia serialu nadal działa.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/04/07/zywe-trupy-9-tu-pozostaniemy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fantasy Komiks</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/03/25/fantasy-komiks/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/03/25/fantasy-komiks/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 14:44:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[papier]]></category>
		<category><![CDATA[Arleston]]></category>
		<category><![CDATA[egmont]]></category>
		<category><![CDATA[fanasy komiks]]></category>
		<category><![CDATA[fantasy]]></category>
		<category><![CDATA[Troy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=10035</guid>
		<description><![CDATA[Wydawnictwo Egmont, niesłusznie często kojarzone tylko z drogimi i ekskluzywnymi wydaniami, przypuszcza szturm na kioski i osoby, które czytają fantasy, acz niekoniecznie w komiksie. Jeszcze nie wiedzą, że są grupą docelową nowego magazynu &#8211; &#8222;Fantasy Komiks&#8221;. Podobnie jak w bliźniaczym &#8222;Star Wars komiks&#8221;, tytuł jasno komunikuje zwartość. Na 164 stronach formatu odrobinę większego niż A5 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/magazyn_fantasy_komiks.jpg" alt="Magazyn Fantasy Komiks" title="Magazyn Fantasy komiks" width="500" height="287" class="alignnone size-full wp-image-10078" /><br />
Wydawnictwo Egmont, niesłusznie często kojarzone tylko z drogimi i ekskluzywnymi wydaniami, przypuszcza szturm na kioski i osoby, które czytają fantasy, acz niekoniecznie w komiksie. Jeszcze nie wiedzą, że są grupą docelową nowego magazynu &#8211; <a href="http://www.quki.pl/fantasykomiks">&#8222;Fantasy Komiks&#8221;</a>.<br />
<span id="more-10035"></span><br />
Podobnie jak w bliźniaczym &#8222;Star Wars komiks&#8221;, tytuł jasno komunikuje zwartość. Na 164 stronach formatu odrobinę większego niż A5 publikowane są&#8230; komiksy fantasy. Dokładniej &#8211; kolejne pełne albumy trzech różnych serii oraz kilkuplanszowe komiksy humorystyczne. Z tyłu okładki określono &#8222;Fantasy Komiks&#8221; mianem &#8222;cyklicznej antologii fantasy&#8221;, co świetnie ujmuje jego istotę.</p>
<p>Dobierając historie, Egmont postawił na pewniaki. Dwa z nich – &#8222;Rozbitkowie z Ythaq&#8221; i &#8222;Lasy Opalu&#8221; pisane są przez Christophe&#8217;a Arlestona, autora <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/lanfeust_z_troy">komiksów</a> <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/lanfeust_w_kosmosie">ze świata </a><a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/trolle_z_troy">Troy</a>. Trzeci – &#8222;Legenda&#8221; wyszedł spod pióra Swolfsa, twórcy <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/ksiaze_nocy">&#8222;Księcia Nocy&#8221;</a>. Łatwo zauważyć, że dobrano autorów już w Polsce wydawanych – czytelnik ich albumów sięgnie po magazyn i być może odwrotnie. Mam jednak nadzieję, że pojawią się też ci mniej znani – może to być preludium dla pełnych wydań ich komiksów. Serie będą zmieniane co numer – w drugim zaplanowanym na 22 kwietnia zniknie na chwilę &#8222;Legenda&#8221;, by ustąpić miejsca opowieści o samurajach. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/fantasy_komiks_rozbitkowie.jpg" alt="&#039;Rozbitkowie z Ythaq&#039; Arleston - Magazyn Fantasy Komiks " title="&#039;Rozbitkowie z Ythaq&#039; Arleston - Magazyn Fantasy Komiks " width="500" height="195" class="alignnone size-full wp-image-10089" /><br />
<em>&#8222;Rozbitkowie z Ythaq&#8221;</em></p>
<p>Fantasy niejedno ma imię i wybór serii sprawia, że tylko osoba z kompletną alergią na ten nurt nie znajdzie nic dla siebie. Zdecydowanie najbardziej do gustu przypadli mi &#8222;Rozbitkowie&#8230;&#8221; – awanturnicza powieść łącząca fantasy z science-fiction, rysowana kreskówkową kreską z malutkim ukłonem w kierunku mangi. Wartka akcja rzuca trójką rozbitków po obcej planecie. Wyraźnie zarysowane charaktery postaci zwiastują, że oprócz wielkich niebezpieczeństw i cudownych ocaleń, czytelnika czeka porcja gagów, dialogowych przekomarzanek i ciętych ripost. Seria kierowana jest raczej do dojrzewających nastolatków – stąd umiarkowana nagość, wyidealizowane kobiety, a nawet wątek lesbijski. Fabuła nie trąci z daleka kliszą, a ciekawy wydaje się też świat. Zamieszkujące go rasy nie przypominają tych powszechnie kojarzonych z fantasy, a magia współistnieje z techniką.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/fantasy_komiks_legenda.jpg" alt="&#039;Legenda&#039; Swolfs - Magazyn Fantasy Komiks" title="&#039;Legenda&#039; Swolfs - Magazyn Fantasy Komiks" width="500" height="213" class="alignnone size-full wp-image-10087" /><br />
<em>&#8222;Legenda&#8221;</em></p>
<p>&#8222;Legenda&#8221; to propozycja dla najstarszych czytelników i miłośników rysunku realistycznego. Opowieść oparta jest na starym jak morfologia bajki schemacie – królewskie dziecko cudem uratowane z zamachu stanu, wychowywane w nieświadomości przez tajemniczego odludka. I pewnie nikt nie spodziewa się&#8230; maga intryganta u boku nowego władcy oraz tego, że dziedzic w końcu dowie się, kim jest. Mimo przewidywalności &#8222;Legendę&#8221; czytało mi się bardzo dobrze, bowiem wydarzenia przedstawiono bardzo na serio – nie stroniąc od przemocy i erotyki. Przeszkadzać mogą nieco zbyt opisowe i patetyczne, by nie rzec &#8222;epickie&#8221;, dialogi. Jednak &#8222;Legendzie&#8221; zdecydowanie najbliżej do komiksów historycznych niż typowego fantasy. W pierwszym odcinku znajduje się naprawdę niewiele elementów fantastycznych, a ich mroczny styl budzi skojarzenia z prozą Andrzeja Sapkowskiego. Scenariusz wspiera oprawa graficzna – realistyczna kreska w nieco przygaszonych kolorach. Bardzo mi się podoba, bo nadaje opowieści klimat bliski mitom skandynawskim czy słowiańskim – zgaduję, że fani &#8222;Thorgala&#8221; i właśnie &#8222;Wiedźmina&#8221;, choć raczej komiksowego, będą &#8222;Legendą&#8221; zachwyceni.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/fantasy_komiks_lasy.jpg" alt="&#039;Lasy Opalu&#039; Arleston - Magazyn Fantasy Komiks" title="&#039;Lasy Opalu&#039; Arleston - Magazyn Fantasy Komiks" width="500" height="172" class="alignnone size-full wp-image-10090" /><br />
<em>&#8222;Lasy Opalu&#8221;</em></p>
<p>O &#8222;Lasach Opalu&#8221; ciężko mi powiedzieć cokolwiek poza tym, że wydały mi się nijakie. I co ciekawe odrzuciły mnie tym, co w &#8222;Rozbitkach&#8230;&#8221; uznałem za zaletę – światem, który choć oryginalny, wygląda jak pozszywany z elementów wziętych z różnych realiów fantasy. Do tego dochodzi scenariusz znów oparty na kliszy – tym razem młodego chłopaka z małej wioski, który dowiaduje się o wielkiej misji ocalenia świata od duchownych-tyranów. Z podręcznym przyjaznym demonem i piękną kobietą (niestety siostrą) u boku, rusza w podróż. Zakładam, że następne odcinki wyjaśnią mi motywacje poszczególnych bohaterów i powód wybrania tegoż młodzieńca, lecz póki co bawiłem się przy &#8222;Lasach&#8230;&#8221; najsłabiej – także przez drętwawą narrację.  </p>
<p>Pierwszy z przerywników humorystycznych to &#8222;Brzdące z Troy&#8221;, młodzieńcze przygody Lanfeusta, bohatera komiksów Arlestona. Póki co zażenowały mnie dowcipem – dosłownie &#8222;kupowatym&#8221;. Albo fekalnym. Apetyt na dawkę absurdalnego humoru zaspokoiły za to &#8222;Gobliny&#8221;, które częściej tłuką się wzajemnie niż herosów. Przypomniały mi historyjki z sesji RPG drukowane w &#8222;Krainie goblinów&#8221;, w nieodżałowanym piśmie &#8222;Magia i Miecz&#8221;. Lektura większej ilości odcinków naraz pewnie nie byłaby już tak zabawna, ale 2-3 są idealne jako przerwa między dużymi historiami. Co ciekawe album o goblinach ma <a href="http://manzoku.pl/index.php?option=com_content&#038;view=category&#038;layout=blog&#038;id=17&#038;Itemid=62">w zapowiedziach wydawnictwo Manzoku</a>. Podobnie jak inny dowcipny komiks &#8211; &#8222;Heroic pizza&#8221;, który ma pojawić się w drugim numerze &#8222;FK&#8221;. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/fantasy_komiks_brzdace.jpg" alt="&#039;Brzdące z Troy&#039; Arleston i Dav - Magazyn Fantasy Komiks" title="&#039;Brzdące z Troy&#039; Arleston i Dav - Magazyn Fantasy Komiks" width="500" height="169" class="alignnone size-full wp-image-10091" /><br />
<em>&#8222;Brzdące z Troy&#8221;</em></p>
<p>Skupienie się tylko na tematyce fantasy wzbudza nieco kontrowersji, wielu marzy się powrót do wielotematycznego &#8222;Świata Komiksu&#8221;. Choć sam już nieco mniej chłonę ten gatunek, to jednak rozumiem i pochwalam decyzję. Podyktowana była zapewne liczną grupą miłośników tego nurtu w innych mediach: literaturze, grach RPG i cRPG, filmach, a nawet muzyce. Magazyn jest tu kolejnym kawałkiem układanki – skoro w sklepach leżą i sprzedają się średnie i kiepskie powieści ze świata Forgotten Realms, na licencji gier czy z wydawnictwa Fabryka Słów, to czemu nie komiks? Jeśli tylko konwentowa brać przekona się do formy, a Egmont zadba o promocję i szeroką dystrybucję, to można liczyć na sukces. Choć myślę, że brakuje nieco jakiejś serii o smukłych elfach i toporzastych krasnoludach, co dla wielu fanów jest świętokradztwem.</p>
<p>Widać wyraźnie, że magazyn jest sposobem na zaprezentowanie komiksowej oferty nowemu czytelnikowi. Na okładce słowa &#8222;fantasy&#8221; i &#8222;komiks&#8221; powtórzono trzykrotnie, a od hasła <em>&#8222;Najlepsze komiksy fantasy! Fantasy Komiks&#8221;</em> każdego copywritera rozbolałyby zęby. Lecz jeśli pismo ma przyciągnąć wzrok laika, to jasny komunikat o treści jest wyłącznie zaletą.<br />
Mimo tego, że pochwalam ideę, to czasem krzywiłem się, widząc przeładowanie treściami promocyjnymi każdego tekstu w magazynie, który nie jest dymkiem. Rozumiem chwalenie się treścią i doborem znanych autorów we wstępniaku. Przymykam oko na co i rusz pojawiające się odsyłacze na stronę Klubu Świata Komiksu. Najgorzej wypada odrobina &#8222;publicystyki&#8221; – zestawienie komiksów ze świata Troy, w którym skrzętnie zaznaczono ile albumów wydano już w ramach KŚK. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/fantasy_komiks_gobliny.jpg" alt="&#039;Gobliny&#039; Roulot - Magazyn Fantasy Komiks" title="&#039;Gobliny&#039; Roulot - Magazyn Fantasy Komiks" width="564" height="209" class="alignnone size-full wp-image-10093" /><br />
<em>&#8222;Gobliny&#8221;</em></p>
<p>Mogę sobie marudzić, lecz dobrze wiem, że zdobycie nowego czytelnika to dla &#8222;Fantasy Komiks&#8221; być albo nie być. Gdyby wydawać tylko dla starych fanów komiksu, to taki magazyn nigdy by nie powstał. Zresztą sam też niejako czuję się grupą docelową tych zachęt, bowiem rzadko sięgałem po europejski komiks fantasy. Magazyn spełnił swoje zadanie i po lekturze &#8222;Rozbitków&#8230;&#8221; pewnie pożyczę od Konrada kilka pozycji ze świata Troy.</p>
<p>Dlatego obeznany z komiksem czytelnik też powinien być z zakupu zadowolony. Dobór znanych scenarzystów to wabik na fanów komiksu europejskiego, którzy mogą poczytać coś lżejszego z lubianego nurtu, dość słabo w Polsce dostępnego. Inni – jak ja – sięgną, bo szukają komiksu rozrywkowego lub po prostu kupią &#8222;bo to komiks&#8221;. Dzięki niskiej cenie i niemalże zeszytowej formule magazyn może też zainteresować fana komiksu, który niegdyś zarzucił swoją pasję ze względu na brak funduszy. W końcu to trzy zeszytówki po 6,66 zł każda i stripy gratis. Prostota historii czyni z &#8222;Fantasy Komiks&#8221; idealne rozrywkowe czytadło, które pozwoli zabić czas i uśmiechnąć się lekko. </p>
<p>Czyżby komiks mainstreamowy w Polsce łapał drugi oddech? Pogadamy, gdy &#8222;Fantasy Komiks&#8221; będzie świętował pierwsze urodziny. Życzmy mu powodzenia, bowiem nie ma w Polsce dla wydawcy cięższego grzechu niż przerwanie rozpoczętej serii&#8230; </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/03/25/fantasy-komiks/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>35</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Daremna tęsknota za komiksowym zeszytem</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/03/22/daremna-tesknota-za-komiksowym-zeszytem/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/03/22/daremna-tesknota-za-komiksowym-zeszytem/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Mar 2010 13:00:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[papier]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=9720</guid>
		<description><![CDATA[BH123, Flickr, CC-BY Poniższy tekst miał w założeniu być podsumowaniem akcji, którą zainicjował anonimowy fan, bądź fani, szumnie tytułujący się Nieformalnym Frontem Fanów Komiksu. Jednakże z perspektywy dwóch tygodni, które minęły od powstania blogu &#8222;Tęsknie za Tobą, zeszytówko&#8221;, nie da się chyba mówić o jakiejś zorganizowanej akcji. Nie ma więc za bardzo czego podsumowywać. Mogę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/Nettie-reading-a-comic-book.jpg" alt="Czy twój kot czytałby zeszytówki? Nettie czyta." title="Czy twój kot czytałby zeszytówki? Nettie czyta." width="500" height="375" class="alignnone size-full wp-image-10021" /><br />
<em>BH123, <a href="http://www.flickr.com/photos/bh123/4113027280/sizes/m/">Flickr</a>, <a href="http://creativecommons.org/licenses/by/2.0/deed.pl"> CC-BY</a></em></p>
<p>Poniższy tekst miał w założeniu być podsumowaniem akcji, którą zainicjował anonimowy fan, bądź fani, szumnie tytułujący się Nieformalnym Frontem Fanów Komiksu. Jednakże z perspektywy dwóch tygodni, które minęły od powstania blogu <a href="http://tesknie.blogspot.com/">&#8222;Tęsknie za Tobą, zeszytówko&#8221;</a>, nie da się chyba mówić o jakiejś zorganizowanej akcji. Nie ma więc za bardzo czego podsumowywać. Mogę za to podzielić się kilkoma spostrzeżeniami i zastanowić się, raz jeszcze, czemu źle się dzieje w państwie polskim i komiksów w zeszytach tu nie uświadczysz.<br />
<span id="more-9720"></span><br />
Właściwie idealny komentarz do całej akcji <a href="http://www.lessonslearnedfromrocky.com/2010/03/zeszytowko-wroc-ale-rozowe-okulary.html">napisał Dembol na swoim blogu</a> i jego lekturę polecam. Postaram się nie powtarzać tego, co już napisano. Chciałbym skupić się na tym, jak komiksy w zeszytach były postrzegane kiedyś, jak są dzisiaj i jakie trudności rodzi to dla potencjalnego wydawcy. A przy okazji zastanowić się, czy taka akcja oparta na nostalgii faktycznie nie ma sensu i co można by zrobić lepiej.<br />
W całym tekście pozwalam sobie zastosować skrót myślowy i pisząc o zeszytówkach, mieć na myśli głównie te mainstreamowe, o kosmitach i superherosach, bo to z nimi mieliśmy w Polsce do czynienia i głównie za nimi tęsknimy. Dlatego nie będę zastanawiał się nad możliwością wydania w ten sposób kryminału czy obyczajówki. </p>
<h2>Za moich czasów to były komiksy&#8230;</h2>
<p>Tęsknota za TM-Semicem to temat często przywoływany w dyskusjach o komiksie w Polsce. To były piękne czasy &#8211; zeszyt z Ameryki, w każdym kiosku, za niewielkie pieniądze &#8211; a przynajmniej tak się dziś to pamięta. Warto jednak przeczytać <a href="http://www.kazet.bial.pl/2008_03/tm_historia.htm">historię tego wydawnictwa</a> zamieszczoną w 51. numerze KaZetu, <a href="http://www.kazet.bial.pl/2008_02/v_rustecki.htm">dwie</a> <a href="http://www.kazet.bial.pl/2008_03/v_rustecki.htm">części</a> wywiadu z Marcinem Rusteckim oraz tekst <a href="http://www.kazet.bial.pl/2003_07/bez_zakonczenia.html">&#8222;Bez zakończenia&#8221;</a> z numeru 19., w którym Arek Wróblewski pisze o przyczynach upadku wydawnictwa. Bo TM-Semic, jak pięknych wspomnień by nam nie zostawiło, w końcu jednak upadło. Miało swoje pięć minut &#8211; prawie osiem lat, a udało mu się to, bo wystartowało w dobrym momencie. Jak mówi Arek Wróblewski:</p>
<blockquote><p>Dla wydawnictwa, które postanowiło przenieść na polski grunt zachodnie komiksy o superbohaterach, lata dziewięćdziesiąte okazały się prawdziwym rajem.</p></blockquote>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/superman_comics.jpg" alt="Supermany" title="Supermany" width="500" height="334" class="alignnone size-full wp-image-10007" /><br />
<em>workinpana, <a href="http://www.flickr.com/photos/workinpana/3278216622/sizes/m/">Flickr</a>, <a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.0/deed.pl">CC-BY-NC-ND</a></em></p>
<p>Zeszytówki były wtedy objawem kapitalizmu, który właśnie wdzierał się do Polski; kolorowym fragmentem Zachodu, który nagle wylądował w kioskach. Nie miały wielu konkurentów w domach moich kolegów i moim. Istniały równolegle z Pegasusem, bajkami anime na Polonii 1 i animowanym Batmanem na TVP2 &#8211; tymi nielicznymi przejawami kultury masowej. Kupowano je bo były, bo kupowali je wszyscy. Każdy zbierał jakąś serię, wymieniał się komiksami z kolegami &#8211; wydawało się, że wszyscy czytają komiksy. Była na nie moda, jak na gwiezdnowojenne tazosy z chipsów, kolorowe karteczki i zdjęcia samochodów z gumy Turbo. Dla większości ówczesnych dzieciaków komiks zeszytowy był gadżetem, który warunkował przynależność do grupy rówieśników. Z czasem ilość dostępnych rozrywek zaczęła się zwiększać, poprawiała się ich jakość, a ludzie dorastali. Komiksy stawały się coraz mniej popularne, musiały konkurować choćby z grami komputerowymi. Rok 1997, kiedy TM- -Semic chwiało się w posadach, to też rok, gdy Polsce pojawiały się pierwsze akceleratory 3D, które przeniosły gry na nieznany dotąd poziom. Rozwijała się też telewizja, potem internet. Ktoś w TM-Semicu nie zauważył, że rynek się kurczy &#8211; przyczyny kryzysu w wydawnictwie dobrze opisuje <a href="http://www.kzet.pl/2003_04-05/tm_semic.html">tekst &#8222;TM-Semic -> Fun Media&#8221;</a>. W skrócie &#8211; prowadząc działalność, stawiano na ilość tytułów, a nie na selekcję najlepszych, a jednocześnie rosły ceny i spadała jakość druku oraz wydania. Wspomina to Arek Wróblewski:</p>
<blockquote><p>Kiedy pierwsze tytuły zaczęły znikać z półek, stało się jasne, że czytelników znudziły niekończące się historie superbohaterów i wciąż niezadowalająca jakość zeszytów. Niestety sygnały ostrzegawcze nie zostały odpowiednio zrozumiane, co więcej &#8211; ignorowane do samego końca &#8211; i nie trzeba było długo czekać, by z potężnej oferty Semica na rynku pozostały niedobitki na skraju wyczerpania. </p></blockquote>
<p>Zeszytówki TM-Semica stopniowo znikały, wykończone przez nowsze formy rozrywki, tak jak znikały Pegasusy i <a href="http://www.youtube.com/watch?v=HQKNAoePpb4&#038;feature=related">&#8222;Generał Daimos&#8221;</a>. Pozostała przy nich garstka pasjonatów, w tym niżej podpisany, która jednak nie zdołała utrzymać wydawnictwa.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/Logo-TMSemic.jpg" alt="Logo TM-Semic" title="Logo TM-Semic" width="500" height="127" class="alignnone size-full wp-image-10023" /></p>
<p>Komiksy TM-Semic łączyło ze wspomnianymi szkolnymi rozrywkami jeszcze jedno &#8211; ich względnie niska jakość. Dziś, gdy patrzę na swoją półkę, oprócz uczucia sentymentu dopada mnie poczucie lekkiej żenady. Nie chodzi nawet o to, jak zeszyty wyglądają obok trade&#8217;ów z Marvela i DC, ale o porównanie z późniejszymi zeszytówkami. Pamiętacie wyblakłą czerń w TM-Semicowym &#8222;Batmanie&#8221;? Rozklejające się Mega Marvele? A może ten numer &#8222;Green Lantern&#8221;, gdzie Zielone Latarnie stały się fioletowe? Pewnie tak, ale postrzegacie to jako urocze, przez ten sam filtr sentymentu, który pozwala uwielbiać tandetę niektórych gier na Pegasusa. Oczywiście bywało i lepiej, widać też było, że TM-Semic starał się podnosić jakość &#8211;  świetnie wydany był komiks &#8222;Wild C.A.T.S.&#8221;, jednak Marcin Rustecki wspomina to inaczej:</p>
<blockquote><p>&#8222;Wild C.A.T.S.&#8221; &#8211; efektowna historia, dobry papier i lakierowana okładka za w miarę przystępną cenę. I jaki efekt? Kompletna klapa finansowa. Chcieliśmy podjąć wyzwanie standardów wprowadzonych przez Image, jak chociażby kolorystyka generowana za pomocą Photoshopu; zaprezentować polskim czytelnikom NOWOCZESNY komiks, w nowej formie wydawania. Chybiony strzał.
</p></blockquote>
<p>Solidnie wydany był też &#8222;Spawn&#8221;, jednak z wywiadu można dowiedzieć się, że było to wydawanie poniżej standardu światowego i TM-Semic musiał dostać na nie specjalną zgodę. Późniejsze próby także nie zachwycały &#8211; Mandragora ze sztywnych okładek i ośmiu złotych za zeszyt szybko zeszła do pięciu w miękkiej okładce i na cienkim papierze &#8211; nie zapominając o wielkim symbolu &#8222;5 zł&#8221; nadrukowanym w jaskrawych kolorach w rogu okładki, często kalecząc ją niemiłosiernie. Kupowaliśmy je, bo alternatywy nie było. </p>
<p><a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/unbreakable-text.jpg" rel="lightbox[9720]"><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/unbreakable-text.jpg" alt="Comics, motherfucker. Do you read them?" title="Comics, motherfucker. Do you read them?" width="500" height="365" class="alignnone size-full wp-image-9993" /></a></p>
<p>Często mówi się, że były tanie i to był ich atut. Owszem, z dzisiejszej perspektywy tak &#8211; na początku kosztowały 9900 zł (99 groszy). <a href="http://www.money.pl/gospodarka/raporty/artykul/dlaczego;nie;jestesmy;milionerami,165,0,132773.html">Jednak butelka wódki w 1990 r. kosztowała 21600zł (2,16 zł), schab &#8211; 32300 zł (3,23zł)</a>. Potem komiksy drożały &#8211; w 1993 roku Spider-man <a href="http://www.wak.net.pl/ci-tytuly-0-35-0~0.html">kosztował już 15000</a> (1,50zł). Pamiętam, że przed denominacją w 1995 rodzice nie zgadzali się, bym zbierał więcej niż dwie serie i od czasu do czasu &#8222;Wydanie specjalne&#8221; lub &#8222;Mega Marvel&#8221;. Przykładowe &#8222;WS&#8221; &#8211; <a href="http://kolorowezeszyty.blogspot.com/2010/02/383-sentymentalnie-o-tm-semicu-cz-3.html">Batman/Judge Dread kosztował 29900 zł (2,90zł), podczas gdy zwyczajny zeszyt TM-Semica kosztował wtedy 19900 (1,99zł)</a>. <a href="http://www.ossus.pl/biblioteka/Komiksy_po_polsku">Komiksy &#8222;Star Wars&#8221; w 1997 kosztowały już 4,95 zł</a>, a ceny pod koniec lat dziewięćdziesiątych dobijały do 9-10 zł <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/amazing_spider_man/1">, ile kosztował &#8222;Amazing Spider-man&#8221;</a> z Fun-Media. I to jest pewnie realna cena, jaką dziś przyszłoby zapłacić za zeszytówkę. </p>
<h2>A tu pospolitość skrzeczy</h2>
<p>Pierwszym problemem jest grupa docelowa, o której niewiele wiadomo. Tylko część dzieciaków czytała komiksy świadomie, traktując je jako nowe medium i stałe hobby. Ta część nie wystarczyła, by po 1998 roku utrzymać TM-Semic. Wydawnictwo zaczynało od sprzedanego w stu tysiącach egzemplarzy numeru &#8222;Spider-Mana&#8221;, a Marcin Rustecki w wywiadzie dla KaZetu wspomina:</p>
<blockquote><p>Początkowo nakłady utrzymywały się mniej więcej na poziomie czterdziestu tysięcy, by z czasem osiągnąć około dwudziestu, dwudziestu pięciu tysięcy.</p></blockquote>
<p>Dziś grupa świadomych czytelników nadal kupuje komiksy &#8211; w nakładach rzędu dwóch-trzech tysięcy. Dembol słusznie zauważył &#8211; nie ma pokolenia TM-Semic. Jest mitologizowany sentyment grupki osób. Reszta rozpierzchła się &#8211; dorosła, zmieniła hobby. Podobnie jak u Dembola &#8211; z moich kolegów, którzy kiedyś czytali komiksy, ostałem się ja. Ostało się nas od dwóch do pięciu tysięcy, które kupuje komiksy dostępne na rynku. Do tego można dodać jeszcze grupę ludzi, którzy ich nie kupują, ale czytają &#8211; najczęściej w skanach. Ale jak ją oszacować i czy skłonna jest ona kupić coś, co ma za darmo, tego żaden wydawca nie wie. I dlatego nie zaryzykuje.<br />
TM-Semic nie musiał konkurować z darmowymi treściami dostępnymi w internecie. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/black-spider-man.jpg" alt="Czy zeszytówki powrócą zza grobu? " title="Czy zeszytówki powrócą zza grobu? " width="500" height="304" class="alignnone size-full wp-image-10026" /></p>
<p>Internet utrudnia wydawcom zadanie, bowiem daje powszechną wiedzę o tym, co i w jakiej formie wydaje się na Zachodzie. A także <a href="http://marvel.com/digitalcomics/">dostęp do oryginałów</a>, <a href="http://graphic.ly">nie tylko</a> w postaci nielegalnych skanów. W czasach TM-Semic czytelnik żył w błogiej nieświadomości, nie licząc szczęśliwców, którzy mieli dostęp do &#8222;Wizarda&#8221; czy podobnych periodyków. Dla reszty zjadaczy mainstreamu oknem na świat były strony klubowe, gdzie Arek Wróblewski opisywał różne serie, czasem zaznaczając, że któraś być może pojawi się w Polsce. Dziś klient na tacy podane ma wszelkie informacje o nowościach z największych wydawnictw. Zaczyna więc wybrzydzać: czemu ta seria? czemu ten bohater? czemu ten scenarzysta? czemu &#8222;ultimate&#8221; a nie &#8222;amazing&#8221;? czemu od tego momentu? Kto choć chwilę poczytał forum Mandragory, a zwłaszcza Dobrego Komiksu, ten wie, o czym mówię. To było problemem już późnego TM-Semica &#8211; powodów upadku serii &#8222;X-men&#8221; Marcin Rustecki doszukuje się właśnie w rozbuchanym świecie Marvela:</p>
<blockquote><p>W moim przekonaniu problem polegał na zbyt dużej ilości długich, kretyńskich historii, ciągnących się bez końca, z mnóstwem wątków wiodących donikąd, co wprowadzało czytelników w totalną dezorientację.</p></blockquote>
<p>Współczesny wydawca decydując się na publikację jednej serii, zastawia na siebie i czytelników podobną pułapkę &#8211; a nawet dwie. Pierwszą na nowego czytelnika, który może zagubić się w licznych wątkach dotyczących spin-offów, crossoverów i eventów. Drugą na siebie &#8211; wyrobiony czytelnik będzie niezadowolony, że prezentuje mu się produkt niepełny i będzie wolał go sprowadzić w oryginale, samemu decydując, co i w jakiej kolejności przeczyta. Rynek oryginałów, to kolejna pułapka na współczesnego wydawcę zeszytówek superhero, nawet jeśli korzysta z niego tylko niewielka grupa czytelników. Zawsze zmniejsza to zainteresowanie tytułem o te kilka osób, które wolą tańszy, ładniej wydany oryginał, bez martwienia się o ewentualne skróty, jakość druku i tłumaczenia.<br />
Za czasów TM-Semica wydawało się łatwiej &#8211; rynek do pewnego momentu był chłonny, dla większości czytelników nie miało znaczenia, że dostają produkt niepełny, złożony z historii z różnych serii i wydany w dużo gorszej formie. Dziś ciężko sprzedać coś takiego. Argument, że są to komiksy do poczytania może nie wytrzymać starcia ze współczesnym rynkiem kolekcjonerskim. Klient nie chce być traktowany gorzej &#8211; zamiast sześciu kiepsko wydanych zeszytówek po osiem złotych woli kupić ich oryginalne wersje, albo dopłacić do trade&#8217;a w sztywnej okładce i na kredzie. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/comic-book-girl.jpg" alt="Takie będą komiksy w Rzeczypospolitej, jakie jej młodzieży chowanie" title="Takie będą komiksy w Rzeczypospolitej, jakie jej młodzieży chowanie" width="500" height="288" class="alignnone size-full wp-image-10015" /><br />
<em>larryvincent, <a href="http://www.flickr.com/photos/larryvincent/2854088698/sizes/l/">Flickr</a>, <a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nd/2.0/deed.pl">CC-BY-ND</a> </em></p>
<p>Grupa docelowa jest więc w rozsypce. Fani komiksu są wymagający i jest ich mało. Poza tym klienta można zdobyć tylko na dwa sposoby. Można odwołać się do starych fanów TM-Semica, którzy dziś nie czytają komiksów. Albo można wychować od nowa &#8211; przekonać młodych do komiksu.<br />
Pierwszą ścieżką podąża chociażby Mucha Comics &#8211; celuje w starego fana TM-Semica, starając się wydawać trade&#8217;y z superherosami w cenach, jakie może zapłacić dorosły miłośnik komiksu. Inwestuje w znanych bohaterów i chyba chce wydawać komiksy przy okazji premiery filmu o danym bohaterze &#8211; tak będzie <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/iron-man/piec-koszmarow">z Iron Manem</a>. Niestety, nie ma gwarancji, że popularność filmów o herosach przełoży się komiksy. Nie ma też jednoznacznej odpowiedzi &#8211; czemu obejrzenie &#8222;Mrocznego Rycerza&#8221; nie jest uznawane za obciach, natomiast przeczytanie komiksu już jest &#8211; nawet jakby był to &#8222;Powrót Mrocznego Rycerza&#8221;. Film nie jest automatyczną przepustką do komiksu &#8211; &#8222;Batman&#8221; Nolana podobał się, bo oderwał się od komiksowego pierwowzoru &#8211; Joker to tylko makijaż, a nie spalona toksynami twarz, Gotham nie jest mroczne, a Batman to agent specjalny w dziwnym stroju. Nie ma tu mroku i przesady Burtona ani kiczu Schumachera.<br />
Nowych, młodych czytelników próbuje zdobywać Egmont, konsekwentnie wydając od kilku lat&#8230; zeszytówki i magazyny z superherosami. <a href="http://www.egmont.pl/pl/czasopisma/nasze_czasopisma/art29.html">&#8222;Spider-Man Magazyn&#8221;</a>, <a href="http://www.egmont.pl/pl/czasopisma/nasze_czasopisma/art50.html">&#8222;Marvel Heroes&#8221;</a>, <a href="http://www.egmont.pl/pl/czasopisma/komiksy_dla_dzieci/art7.html">&#8222;Młodzi tytani&#8221;</a>, <a href="http://www.egmont.pl/pl/czasopisma/komiksy_dla_dzieci/art6.html">&#8222;Komiksy dla dzieci: Marvel Spider-man&#8221;</a>. Nie wspominam nawet o różnych wersjach <a href="http://www.egmont.pl/pl/czasopisma/komiksy_dla_dzieci/">&#8222;Kaczora Donalda&#8221;, &#8222;Tom&#038;Jerry&#8221;</a>, a o &#8222;Star Wars Komiks&#8221; każdy wie &#8211; one też przyzwyczajają młodego czytelnika do tego, że w kiosku można kupić tani komiks. No bo skąd on ma tym wiedzieć &#8211; przecież nie pamięta TM-Semic.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/spider-man-magazyn-egmont.jpg" alt="Spider-man Magazyn - dowód na istnienie superherosów na polskim rynku" title="Spider-man Magazyn - dowód na istnienie superherosów na polskim rynku" width="500" height="290" class="alignnone size-full wp-image-10014" /></p>
<p>Więc jednak wydaje się herosów? Wydaje się &#8211; tylko, ze dla grupy docelowej, która chce ich kupić i w stosownej dla niej formie &#8211; z gadżetami i dodatkowymi treściami, które zabawią czytelnika. W tej bitwie o klienta pokrzywdzeni są nastolatkowie, których nie stać na drogie trade&#8217;y, a wyrośli z magazynów dla dzieci. Widać w opinii wydawców nie jest ich wystarczająco dużo i muszą zaczekać aż dorośnie kolejna grupa, wychowana na kreskówkach z herosami i obecnych wydawnictwach Egmontu. Ktoś jednak w końcu zagospodaruje i ten segment rynku &#8211; trzeba jednak ten rynek od nowa ukształtować. Sam Tomasz Kołodziejczak coraz łaskawiej wypowiada się o wypuszczaniu komiksów w seriach &#8211; jak choćby <a href="http://komiks.nast.pl/artykul/4760/Rozmowa-na-tematy-aktualne-wywiad-z-Tomaszem-Kolodziejczakiem/">w wywiadzie dla Alei Komiksu, gdy mówi o &#8222;Fantasy Komiks&#8221;</a>:</p>
<blockquote><p>Jestem zachwycony, i to nawet nie tylko dlatego, że my jesteśmy wydawcą &#8211; uwielbiam magazyny, cykliczne serie, antologie. [...] Polski rynek komiksowy się dławi. Dławi małymi nakładami, w ich konsekwencji zbyt wysokimi dla wielu klientów cenami okładkowymi, krótką półką księgarń (albo i całkowitą nieobecnością w zwykłych księgarniach), wyczynami niektórych dystrybutorów. Możemy dalej wydawać komiksy w nakładach 1 czy 2 tysiące sztuk. Tylko że to nie za bardzo ma sens, szczególnie dla dużych wydawców takich jak my, którzy muszą generować stosowne nakłady i sprzedaże. Dlatego próbujemy wrócić do kiosków – większych nakładów, niższych cen, bardziej masowej dystrybucji.</p></blockquote>
<p>Jak widać &#8211; jeśli istnieje jakikolwiek spisek wydawców, <a href="http://tesknie.blogspot.com/2010/03/niszowcy-i-zakneblowane-geby-czyli.html">co sugerował blog akcji</a>, to Egmont do niego nie należy. Szef Egmontu wyraża się też pochlebnie o serii &#8222;Star Wars Komiks&#8221;, dla której znalazła się w kioskach i półka, i klient. A warto pamiętać, <a href="http://www.gwiezdne-wojny.pl/tekst.php?nr=1682">że wstępne prognozy Jacka Drewnowskiego</a> &#8211; redaktora naczelnego tego periodyku, nie były wcale różowe, <a href="http://motywdrogi.pl/2008/12/13/star-wars-komiks-1-3/">o czym już kiedyś pisałem</a>. </p>
<p>Kocham zeszytówki, pierwszy pobiegłbym po nie do kiosku. Jednak jestem realistą &#8211; nie ma się co spodziewać cud-wydawcy, który pojawi się znikąd z pełną ofertą zeszytów. Był TM-Semic, którzy wstrzelił się w moment, była Mandragora, która uprawiała chaos wydawniczy i był Dobry Komiks, który znienacka wydumał sobie kilkanaście tysięcy, a może więcej, miłośników komiksów. Wszystkie trzy wydawnictwa miały ten sam problem &#8211; dobre wydawnictwa musiały konkurować o uwagę ze średniakami lub niewypałami &#8211;  rynek, choć chłonny, nie wytrzymał zalewu. Nikt dziś nie zaryzykuje, żaden z wydawców nie zmieni znienacka swego profilu. Także z tego powodu, że timof, Kultura Gniewu czy Hanami wydają takie komiksy, jakie lubią i chcą widzieć na rynku &#8211; i znajdują tu uznanie czytelników. TM-Semic swego czasu robił to samo &#8211; to była grupka pasjonatów, którzy wydawali to, co chcieli czytać &#8211; a przy okazji idealnie trafili w zainteresowanie czytelnika. </p>
<p>Dlatego liczę na Egmont, który ciągle bada rynek, jest doświadczonym wydawcą komiksów, ma możliwości, by wydać większy nakład i coś kombinuje z kioskową dystrybucją. Wydawnictwa dla dzieci, &#8222;Star Wars Komiks&#8221; i &#8222;Fantasy komiks&#8221; mogą być jaskółkami nowego, trzeba tylko być cierpliwym. Na nic nie zdadzą się spontaniczne akcje i podnoszenie larum. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/tesknie-za-toba-zeszytowko.jpg" alt="Nagłówek bloga akcji" title="Nagłówek bloga akcji" width="500" height="211" class="alignnone size-full wp-image-10019" /><br />
<em>Czy to zachęca do lektury?</em></p>
<h2>&#8222;Tęsknię za Tobą, zeszytówko&#8221;, ale inaczej to okazuję</h2>
<p>Mamy to chyba jednak we krwi, że zamiast powolnej pracy u podstaw, wolimy rewolucje, demonstracje i potrząsanie szabelką. Choć popieram podstawową ideę akcji &#8222;Tęsknię za Tobą, zeszytówko&#8221;, to bardzo zraziła mnie forma. Pierwsza rzecz, to zdecydowanie się na akcję internetową &#8211; jaki był cel? Sporządzenie listy chętnych, którą wyślemy do wydawców? Bez żartów.<br />
Akcja takowa ma sens tylko jako akcja promocyjna i informacyjna, że takiego komiksu nie ma tyle co kiedyś. Z jednej strony zachęcamy czytelników do rozejrzenia się po kioskach, z drugiej robimy szum wokół wydawców, którzy odważą się spróbować, co zachęca ich do dalszych działań. Wspominamy stare tytuły, by zaobserwować jakie wzbudzą zainteresowanie, z drugiej komentujemy nowości z USA i widzimy, czy wzbudzają emocje. Oczywiście nie jest to żadne badanie rynku, nie ma też gwarancji, że któryś wydawca z tego skorzysta. Ale taka akcja robi dobry PR i pokazuje, że środowisko fanów zeszytów potrafi się zorganizować.</p>
<p>&#8222;Tęsknię za Tobą, zeszytówko&#8221; to kompletne zaprzeczenie takiego podejścia. Po pierwsze blog &#8211; smętny i pusty, z nieciekawą grafiką, która nijak nie kojarzy się z komiksami. A wystarczyło spojrzeć na wygląd <a href="http://kolorowezeszyty.blogspot.com/">Kolorowych Zeszytów</a> &#8211; to idealny wzór. Do tego niekonkretne teksty, zdradzające brak jakiejkolwiek metody działania:</p>
<blockquote><p>Chcemy dowieść, że &#8211; wbrew ogólnie panującemu przekonaniu &#8211; kolorowe zeszyty spod znaku Marvela, DC i Image wciąż mają w Polsce wielu fanów, którzy z chęcią kupowaliby ja także dziś, w czasach drogich, ekskluzywnych wydań zbiorczych.
</p></blockquote>
<p>Dobrze, ale jak tego dowiedziemy? wyjdziemy na ulice? zasypiemy wydawców listami? sami to wydamy? Jeśli autor liczył, że kilka słów poparcia w komentarzach lub na serwisach coś zmieni, to musi wrócić na ziemię &#8211; nikt nie wierzy w internetowe głosy.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/03/reading-comics.jpg" alt="Za tym tęsknimy... " title="Za tym tęsknimy... " width="500" height="328" class="alignnone size-full wp-image-10017" /><br />
<em>tilanseven, <a href="http://www.flickr.com/photos/tilaneseven/2184600962/sizes/m/">Flickr</a>, <a href="http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.0/deed.pl">CC-BY-NC-ND</a></em></p>
<p>Nie podoba mi się anonimowość pomysłodawcy(ów?) i nieszczęsna nazwa: Nieformalny Front Fanów Komiksu, która nie mówi nic, nie wywołuje żadnych skojarzeń &#8211; taką samą może przyjąć grupa fanów grubych awangardowych tomiszcz w twardej oprawie. Wizerunek psuje też polityczno-militarne nacechowanie używanego języka: <em>&#8222;Jeżeli w jakiś sposób jesteś w stanie przysłużyć się naszej wspólnej sprawie&#8221;</em>, <em>&#8222;Relacja z Frontu&#8221;</em>, <em>&#8222;No to do ataku&#8221;</em>. Wojenna retoryka zestawiona z czymś tak błahym jak brak komiksów na rynku może wyłącznie śmieszyć &#8211; zwłaszcza osoby postronne, które jeszcze nie wiedzą, o co chodzi. Akcję zabił też brak jakichkolwiek skoordynowanych działań &#8211; pojawił jeden tekst będący raczej strumieniem świadomości i wyrzuceniem wszystkiego, co zalegało autorowi na wątrobie. Zamiast analizować rynek &#8211; dociekał spisków. Zamiast skupić się na tym, kto mógłby takie zeszytówki wprowadzić, skupił się na narzekaniu, kto ich nie wprowadził i obwinianiu wydawnictw o zupełnie innym profilu. Skupił się na domysłach. Czy nie prościej było wysłać maila do każdego wydawcy z pytaniem, czemu właściwie zeszytówek nie ma? Może to zrobiono &#8211; nie wiem, nie było informacji. Dobre posunięcia to powiadomienie serwisów komiksowych i zasięgnięcie opinii sprzedawcy zeszytówek amerykańskich. Niestety, jeden mail z informacją o starcie akcji nie wystarczy &#8211; trzeba mieć plan, realizować go i przede wszystkim o nim informować.<br />
Nieumiejętnie wykorzystano też <a href="http://www.facebook.com/people/Nieformalny-Front-Fanow-Komiksu/100000847743641">Facebooka</a> i <a href="http://twitter.com/FrontFanow">Twittera</a>. By faktycznie odwoływać się do nostalgii, profil takiej akcji powinien nazywać się: &#8222;Jak byłem mały, to co miesiąc kupowałem Batmana w kiosku na rogu&#8221; &#8211; można by nawet dopisać &#8222;i teraz za tym tęsknię&#8221;. Do takiej grupy dołączyłoby sporo ludzi, którzy przypomnieliby sobie, że faktycznie komiksy kupowali. Za to znów zastosowano militarno-rewolucyjną nomenklaturę. Nikt z zewnątrz nie dołączy do &#8222;Nieformalnego Frontu Fanów Komiksu&#8221; &#8211; bo brzmi to równie dumnie, co naiwnie, a przede wszystkim nie komunikuje celu akcji.<br />
Widać, że był zapał, że była szczytna i bliska mi idea, ale w rezultacie para poszła w gwizdek, w stroszenie piórek i groźne słówka pod złym adresem. Bardzo podobnie  <a href="http://tesknie.blogspot.com/2010/03/relacja-z-frontu-2.html#comments">podsumował akcję czytelnik podpisujący się &#8222;zeszyt&#8221;</a>, miał też kilka ciekawych propozycji.</p>
<p><object width="500" height="405"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/1OKby8aXoO4&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;color1=0x234900&#038;color2=0x4e9e00"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/1OKby8aXoO4&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;color1=0x234900&#038;color2=0x4e9e00" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"></embed></object></p>
<p>Osobny tekst można by poświęcić temu, czy formuła zeszytu się nie zużywa. W USA Marvel i DC coraz bardziej odsuwają w czasie premiery trade&#8217;ów, by podbić słabnące wyniki sprzedaży zeszytówek.<a href="http://www.comicvine.com/news/dc-to-release-batman-earth-one-and-superman-earth-one/139948/"> Nowe serie o Supermanie i Batmanie</a> mają być wydawane rzadziej, w formie powieści graficznych. A może zeszytówki czeka nowe cyfrowe życie na tabletach i platformach sieciowych? Czas pokaże.</p>
<p>Tęsknię za tobą, zeszytówko, ale zamawiam Cię w trade&#8217;ach ze Stanów. I rwał szat z tego powodu nie będę. A jeśli jakimś cudem wrócisz, to Cię przygarnę. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/03/22/daremna-tesknota-za-komiksowym-zeszytem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>28</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Graphic.ly &#8211; cyfrowa rewolucja w komiksach?</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/01/30/graphic-ly-cyfrowa-rewolucja-w-komiksach/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/01/30/graphic-ly-cyfrowa-rewolucja-w-komiksach/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 30 Jan 2010 14:43:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[internet]]></category>
		<category><![CDATA[papier]]></category>
		<category><![CDATA[ebook]]></category>
		<category><![CDATA[graphic.ly]]></category>
		<category><![CDATA[ipad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=8671</guid>
		<description><![CDATA[Nie ukrywam, że od dawna śledzę rozwój rozmaitych sposobów na publikację cyfrowych wersji komiksów. Czytnik na stronie Marvela to krok w dobrą stronę, jednak dostępny tylko w internecie przegrywa z tradycyjnymi zeszytami, które można zabrać ze sobą w podróż pociągiem &#8211; nie wyobrażam sobie taszczenia laptopa i przenośnego internetu. Pojawiły się co prawda lekkie i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/01/graphicly_1.jpg" alt="Graphic.ly - połączenie Facebooka z czytnikiem komiksów" title="Graphic.ly - połączenie Facebooka z czytnikiem komiksów" width="500" height="284" class="alignnone size-full wp-image-8996" /><br />
Nie ukrywam, że <a href="http://verminard.wordpress.com/2007/11/14/marvel-comics-uderza-do-sieci/">od dawna</a> śledzę rozwój rozmaitych sposobów na publikację cyfrowych wersji komiksów. <a href="http://marvel.com/digitalcomics/">Czytnik na stronie Marvela</a> to krok w dobrą stronę, jednak dostępny tylko w internecie przegrywa z tradycyjnymi zeszytami, które można zabrać ze sobą w podróż pociągiem &#8211; nie wyobrażam sobie taszczenia laptopa i przenośnego internetu. Pojawiły się co prawda lekkie i małe czytniki ebooków, ale brak im kolorowych ekranów. Dopiero niedawna premiera <a href="http://pl.engadget.com/2010/01/27/ipad-kontra-iphone/">tabletu Apple</a> oraz serwisu <a href="http://graphic.ly/">Graphic.ly</a> zapaliły światełko w mojej głowie, dlatego bez wahania zapisałem się do testowania wersji beta.<br />
<span id="more-8671"></span><br />
Dla jasności muszę zaznaczyć, że nie uważam komiksów cyfrowych za konkurencję dla papierowych i nie chcę bawić się w rozważanie, czy jedne zniszczą drugie. Wersje elektroniczne postrzegam jako szansę, by niedrogo móc śledzić wiele serii, a wybrane historie i tak potem zakupić w postaci TPB lub HC. Biorąc pod uwagę specyfikę polskiego rynku, byłby to powiew normalności.</p>
<p>Jak głosi notka na stronie głównej, Graphic.ly zostało założone przez dwóch fanów komiksu, którzy byli niezadowoleni ze zbyt małego wyboru w lokalnym sklepie. <a href="http://www.youtube.com/watch?v=vF_nEonbPmI ">Micach Baldwin</a> i Kevin Mann zdołali przekonać inwestorów do swojego projektu, <a href="http://www.techcrunch.com/2010/01/04/graphicly-funding/">gromadząc kapitał rzędu 1,2 miliona dolarów</a> na rozwój serwisu. Ich plany zrobiły wrażenie na firmie Microsoft &#8211; strona została włączona do <a href="http://www.centrumxp.pl/BizSpark/1941,1,Informacje_o_programie_Microsoft.aspx">programu wspierania młodych firm, BizSpark One</a>. Microsoft ułatwił jej twórcom kontakty z partnerem technologicznym &#8211; Hewlett Packard, a samo Graphic.ly <a href="http://seattletimes.nwsource.com/html/microsoftpri0/2010737770_ces_how_to_get_mentioned_in_a_steve_ballmer_and_mi.html">zostało zaprezentowane podczas przemówienia jej prezesa Steve&#8217;a Ballmera</a> na Consumer Electronic Show w Las Vegas. </p>
<p>No dobra, ale co właściwie wyjątkowego ma w sobie Graphic.ly? Zapraszam na krótką prezentację:<br />
<object width="500" height="405"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/fC1w6pXWoWU&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;color1=0x234900&#038;color2=0x4e9e00"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/fC1w6pXWoWU&#038;hl=pl_PL&#038;fs=1&#038;color1=0x234900&#038;color2=0x4e9e00" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"></embed></object><br />
Każdy może zresztą sam przetestować Graphic.ly &#8211; zapisy do wersji beta wciąż trwają, a twórcy <a href="http://twitter.com/graphicly">na Twitterze</a> podrzucają co jakiś czas sposób, by znaleźć się na początku kolejki chętnych. </p>
<p>Póki co duża część możliwości serwisu jest zaledwie w planach &#8211; na razie nie działa sam sklep, więc nie wiem czy zapłacę polską kartą kredytową; wciąż dostępne jest tylko kilka komiksów, aplikacja potrafi się wieszać, a twórcy cały czas łatają zgłaszane im błędy i dodają niedziałające wcześniej opcje. Jednocześnie już zapowiadają premiery <a href="http://www.flickr.com/photos/micahb37/4314731658/">aplikacji na iPhone</a> i Androida oraz <a href="http://blog.graphic.ly/2010/01/ipad-comics-awesome/">wspominanego na filmie iPada</a>. Mam tylko nadzieję, że dopracują wcześniej te już istniejące. Doceniam filozofię otwartych wersji beta, tworzonych przy współudziale społeczności &#8211; sam postaram się pomóc &#8211; lecz jednak chciałbym już pobawić się finalnym produktem. Początki są obiecujące &#8211; wielkim atutem Graphic.ly jest bycie pierwszą taką usługą &#8211; kto wie, może rodzi się potęga na miarę iTunes czy Amazon? Drugim atutem jest zaplanowana współpraca z urządzeniami przenośnymi.</p>
<p>Oczywiście dużo zależy jeszcze od ilości wydawnictw, które zdecydują się na współpracę. W materiałach na temat serwisu pojawiają się postacie Marvela, a dostępne przykładowe komiksy pochodzą z katalogów <a href="http://www.topcow.com/Site/index.html">Top Cow</a> (wydają m.in. &#8222;Darkness&#8221;, &#8222;Rising Stars&#8221;, &#8222;Witchblade&#8221;, &#8222;Wanted&#8221;) i <a href="http://www.devilsdue.net/">Devils Due Publishing</a> (<a href="http://motywdrogi.pl/2008/12/08/jam-jest-legion-1-faun-tanczacy/">&#8222;Jam jest legion&#8221;</a>, &#8222;Hack/Slash&#8221;, &#8222;G.I.Joe&#8221;, &#8222;Jericho&#8221;). Pytanie, kto jeszcze dołączy i ile z całkowitej oferty wydawców trafi do sieci? Nie bez znaczenia jest też cena poszczególnych zeszytów &#8211; jeśli dorówna papierowym wydaniom, to jedynym magnesem cyfrowych wersji będzie natychmiastowa dostępność oraz brak kosztów wysyłki. No i aspekty społecznościowe &#8211; wspólne śledzenie i komentowanie ulubionych serii &#8211; ale nie każdemu jest to potrzebne, zaś komiksy cyfrowe nie mają na to wyłączności. Chociaż na Graphic.ly na pewno łatwiej będzie znaleźć partnerów do dyskusji nad ostatnim spin-offem trzeciej podserii Spider-mana. Ciekawe też jaki model zarabiania na serwis wybrali twórcy? Kwota za sprzedaż komiksu trafia zapewne w dużej części do wydawcy. Wskazówką mogą być <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/01/graphicly_reklamy.jpg" rel="lightbox[8671]">reklamy, które już widać w zeszytach</a> &#8211; choć nie pojawiają się przy przeglądaniu kolejnych kadrów. Miejmy nadzieję, że nie skończy się na opłacaniu abonamentu. No chyba że będzie on formą ryczałtu za możliwość czytania dowolnej ilości komiksów, a opłaty jednostkowe zostaną zniesione.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/01/graphicly_2.jpg" alt="gGraphic.ly - społeczność może komentować komiksy" title="Graphic.ly - społeczność może komentować komiksy" width="500" height="304" class="alignnone size-full wp-image-8995" /></p>
<p>Potrzebny będzie też w miarę powszechny dostęp do urządzeń, na jakich serwisy typu Graphic.ly mogłyby działać. Niezależnie od stosunku do firmy Apple, trzeba im przyznać jedno &#8211; potrafią skutecznie uczynić coś modnym i nadać ton rozwojowi branży elektronicznej. I choć tablety powstają już od jakiegoś czasu, to teraz zapewne ruszy ich lawina. Projekt iPada <a href="http://gizmodo.com/5458382/8-things-that-suck-about-the-ipad">nie jest rewolucyjny</a>, ale z pewnością spowoduje wysyp podobnych, lepszych i zapewne tańszych urządzeń. Czekam na <a href="http://mashable.com/2009/11/12/vega-android-tablet/">tablet z Androidem</a> albo <a href="http://gizmodo.com/5365299/courier-first-details-of-microsofts-secret-tablet">od Microsoftu</a>, ewentualnie <a href="http://gizmodo.com/5443895/e+ink-is-dead-pixel-qis-amazing-transflective-lcd-just-killed-it?utm_source=feedburner&#038;utm_medium=feed&#038;utm_campaign=Feed%3A+gizmodo%2Ffull+%28Gizmodo%29&#038;utm_content=Google+Reader">połączenie kolorowego ekranu LCD z czytnikiem ebooków w technologii e-ink</a>. Ten od HP <a href="http://www.pcworld.com/article/186172/why_the_microsofthp_tablet_is_a_big_disappointment.html">jest póki co trochę rozczarowujący</a>, ale wszystko przed nami. Tablety obiecywane są dobrych kilku lat, ale dopiero teraz projekty &#8222;gigantów&#8221; branży i rosnąca konkurencja dają szansę na jakiś sensowny i równomierny rozwój tych urządzeń.</p>
<p>Można być sceptykiem, ale nie można nie dostrzegać, że czytanie komiksów, prasy i książek wkrótce się zmieni. Najpierw będą to innowacje dostępne dla nielicznych, a stopniowo staną się tak popularne jak odtwarzacze mp3 &#8211; pamiętacie jeszcze jak kosztowały bajońskie sumy? A to oznacza, że zbliża się nieuchronnie ten moment, kiedy w podręcznym urządzeniu wielkości jednego TPB, będziemy mogli nosić ze sobą kolekcję naszych 600 zeszytów. Zdecydowanie nie mogę się doczekać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/01/30/graphic-ly-cyfrowa-rewolucja-w-komiksach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Baśnie: Strony rodzinne</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/01/28/basnie-strony-rodzinne/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/01/28/basnie-strony-rodzinne/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 28 Jan 2010 11:37:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Konrad Hildebrand</dc:creator>
				<category><![CDATA[papier]]></category>
		<category><![CDATA[Baśnie]]></category>
		<category><![CDATA[Bill Willingham]]></category>
		<category><![CDATA[egmont]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=8948</guid>
		<description><![CDATA[Pisząc o poprzednim, piątym tomie serii, Paweł zwracał uwagę, że &#8222;Cztery pory roku&#8221; są momentem przejściowym, chwilą oddechu, która pozwala rozejrzeć się po uniwersum, ale nie pcha głównej intrygi znacząco naprzód. &#8222;Strony rodzinne&#8221; przenoszą akcję do krainy Baśniowców i przynoszą odpowiedź na jedno z najważniejszych pytań w &#8222;Baśniach&#8221;: kim jest Adwersarz? Jego tożsamości można było [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/01/stronyrodzinne.jpg" alt="strony rodzinne" title="strony rodzinne" width="500" height="250" class="alignnone size-full wp-image-8964" /></p>
<p>Pisząc o poprzednim, piątym tomie serii, Paweł zwracał uwagę, że <a href="http://motywdrogi.pl/2010/01/13/basnie-cztery-pory-roku/">&#8222;Cztery pory roku&#8221;</a> są momentem przejściowym, chwilą oddechu, która pozwala rozejrzeć się po uniwersum, ale nie pcha głównej intrygi znacząco naprzód. &#8222;Strony rodzinne&#8221; przenoszą akcję do krainy Baśniowców i przynoszą odpowiedź na jedno z najważniejszych pytań w &#8222;Baśniach&#8221;: kim jest Adwersarz?<br />
<span id="more-8948"></span><br />
Jego tożsamości można było się domyślać już po <a href="http://motywdrogi.pl/2009/03/16/basnie-marsz-drewnianych-zolnierzykow/">&#8222;Marszu drewnianych żołnierzyków&#8221;</a>. Sam natrafiłem na tę informację gdzieś zupełnie przypadkiem i choć nie jest to szokująca sprawa, to nie będę psuł niespodzianki. Bardziej interesująca, niż to kim dokładnie jest Adwersarz, jest jednak jego opowieść o tym jak i po co doszedł do władzy. Willingham świetnie przedstawił spiralę władzy i terroru, która zdaje się być podobna dla wszystkich dyktatorów &#8211; od zwykłego narzędzia w rękach innych, do świadomego swojej pozycji drania, który robi to co robi, bo nie może przestać. A chyba przede wszystkim dlatego, że jest upojony poczuciem władzy.</p>
<p><a href="http://www.jjeanius.net/Fables/FablesTPB6.html"><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/01/Basnie-6-okladka.jpg" alt="Jak powstawała okładka &#039;Baśni&#039;?" title="Jak powstawała okładka &#039;Baśni&#039;?" width="500" height="220" class="alignnone size-full wp-image-8968" /></a><br />
<em>Kliknij, by zobaczyć jak powstawała okładka szóstych &#8222;Baśni&#8221;?<br />
</em></p>
<p>Z punktu widzenia logiki serii opowieść Adwersarza jest głównym daniem &#8222;Stron rodzinnych&#8221;, ale dla mnie całe widowisko skradł Niebieski Chłopiec, który okazuje się być kimś zupełnie innym niż &#8222;<em>fajnym gamoniem, biurowym molem książkowym, który uroił sobie, że ma talent muzyczny</em>&#8222;. Opowieść o jego wyprawie do krainy Baśniowców czyta się jednym tchem, podziwiając spryt z jakim opracował swój przebiegły plan dotarcia do Głównego Złego. Ta historia smakuje nieco szpiegowskim dreszczowcem, w pewnym momencie nie wiadomo już, kto tu jest agentem i jak bardzo jest podwójny. W całym zamieszaniu ginie gdzieś historia hollywoodzkich podbojów Jasia, który szuka sobie własnego miejsca poza Baśniogrodem. Opowieść ta jest jednak jedynie wstępem do szerzej poprowadzonego wątku blondwłosego oszusta, który znajduje swoje rozwinięcie w pobocznej serii <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Jack_of_Fables">&#8222;Jack of Fables&#8221;</a>. No i jest jeszcze Królowa Śniegu w roli szefowej kontrwywiadu. Trudno wyobrazić sobie lepszą postać do obsadzenia tej roli.</p>
<p>W porównaniu z &#8222;Czterema porami roku&#8221; w &#8222;Stronach rodzinnych&#8221; jest więcej akcji, sensacji i wymachiwania mieczami. Można się też przekonać, że ta seria jest znacznie większa niż tylko przygody Śnieżki i Wilka &#8211; radzi sobie doskonale bez nich. Jeżeli ktoś jakimś cudem zwątpił w &#8222;Baśnie&#8221; przy poprzednim tomie, to tom szósty powinien wyprowadzić go z błędu. Nie ma obecnie lepszej serii z głównego nurtu na naszym rynku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/01/28/basnie-strony-rodzinne/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

