Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

kapitan komiks

Ciężki los spekulanta


kapitan komiks, varia · komentarze 44

Kapitan Komiks
Wiecie co zrobić z tym nagłówkiem, słodkie Wy mysiepysie.

Jestem w stanie sobie wyobrazić powody, dla których Egmont zaczynając wypuszczać szaleńczo drogie komiksy ogłosił, że będą one w limitowanych egzemplarzach. Psychologia rynku i marketing dla opornych w dwa semestry są w stanie wbić każdemu handlarzowi do głowy, że aby zarobić, musi przekonać klientów o wyjątkowości swojego produktu. Egmont chciał zarobić, więc postawił na błyszczące okładki, wysoką cenę i niski nakład. Wydajesz te 100 zeta z kawałkiem i przez resztę tygodnia cieszysz się obfitym wzwodem. Chociaż ten jeden raz w życiu.

I jestem absolutnie daleki od obwiniania Egmontu za to, że chciał zarobić na swoich komiksach.

To co jednak mnie nieco zdziwiło, to że zamiast w spokoju wydać tych nieszczęsnych mistrzów komiksu w drugiej, bardziej budżetowej serii, Egmont, ustami Tomka Kołodziejczyka pod koniec lutego zaczął lekko kokietować, że chciałby, ale się nieco boi czytelników, i czy to w ogóle wypada, że zawiedzione zaufanie i tak dalej.

I w sumie zaskoczyły mnie dwie rzeczy, jedna pozytywnie, druga negatywnie. Pozytywnie mnie zaskoczyli ludzie siedzący na forum Gildii, którzy spokojnie, całkiem zgodnym głosem powiedzieli, że nie widzą problemu. Szczerze powiedziawszy spodziewałem się rozdzierania szat w stylu tych nielicznych głosów kolekcjonerów, który okazały się dla mnie właśnie tą negatywną niespodzianką.

Tak czytałem sobie te kolekcjonerskie wypowiedzi ze wspomnianego marcowego tematu z Gildii, a także z niedawnych komentarze na Alei Kojotów i się dziwiłem, o co chodzi. I doszedłem do wniosku, że ci jęczący męczennicy mają tyle wspólnego z kolekcjonowaniem, co ja z degustacją alkoholi.

Na scenie hcpunk od dłuższego czasu trwa triumfalny pochód kolekcjonerów winyli, którzy kupują każdą możliwą edycję płyt swoich ulubionych wydawców. W różnych kolorach tworzywa, różnych okładkach, różnych wydaniach.

I powiedzcie mi, co to jest za kolekcjoner, który gdy słyszy, że będzie miał możliwość kupienia jeszcze raz tego samego komiksu w innej oprawie, to zaczyna odwalać Rejtana, że mu kolekcja na wartość straci? To co jest ważniejsze, fakt samego zbieractwa, czy ilość kasy jaka w tym siedzi?

To nie jest kolekcjoner, tylko cholerny spekulant, który kupił te komiksy tylko po to, aby je za jakiś czas sprzedać na allegro za te kilkadziesiąt zeta więcej. I w sumie nie powinienem ich winić, że dbają o swoje interesy, ale naprawdę – są bucami i tylko degenerują jeszcze bardziej ten znojny padół łez. Pomylili branże, powinni się realizować w nieruchomościach.

I jeszcze to pitolenie o Egmoncie, który tą całą kolekcjonerską hucpą niby uratował rynek. Bo gdyby Egmont ich nie wydał, to na pewno timof, Kultura Gniewu, Manzoku, Mucha i cała reszta siedziałaby z założonymi rękami. Litości!

Kapitan Komiks kupuje komiks


kapitan komiks · komentarzy 45

Kapitan Komiks

Musicie wybaczyć Kapitanowi jego brak manier, sami rozumiecie, jest przepełniony żarem ducha walki o Lepsze Jutro Wiadomo Czego.

Rozumiem, że istnieje grupa klientów, którzy są w stanie wydać 80 i więcej złotych za pojedynczy album. Rozumiem też, że Egmont widząc niszę, zdecydował się przygotować dla niej ofertę. Rozumiem, że te osoby przeliczają sobie cenę przez jakość, ilość stron, mnożą przez grubość okładki i wynik równania je zadowala. Mnie nie, więc rzadko kiedy kupuję coś powyżej 60 zeta. Pomyśleć, że jeszcze parę lat temu, poziomem krytycznym było dla mnie zapłacenie 35 zeta za Powrót Mrocznego Rycerza.

Zastanawia mnie jednak, czemu jakość wydania podnosi się u nas niemal do rangi fetyszu. I odnosi się to nie tylko do twardokładkowych albumów Egmontu. Ja rozumiem, że to pewna reakcja szokowa, papier z TM-Semic, zgrzebność wydawanych w PRLu albumów, do tego społeczeństwo na dorobku, zastaw się, a postaw się. Jedni kupią sobie ponadwymiarowego suva, inni zaskórniaki przeputają na lśniący albumik.

Nasze rodzime wydanie Queen and Country jest w większym formacie niż oryginał. Miałem amerykańską wersję w ręku, i jak dla mnie, komiks nic nie stracił. Zyskał jedynie na poręczności. Chicanos też jest większe. Ile tańsze byłyby te komiksy gdyby wydano je w mniejszym formacie na ciut gorszym papierze? Złotówkę? Niby nic, ale zawsze. Nie są to komiksy ambitne, to porządną rozrywka niemal dla każdego.

Komiksy, już pięć, sześć lat temu były za drogie jak na kieszeń nastolatka. Wielokrotnie w liceum próbowałem przekonać znajomych do czytania, kupowania komiksów. Przejrzeli, przeczytali, zobaczyli, że pierwszy tom 100 Naboi kosztuje 30 zeta, podziękowali. Ile świeżych osób kupi cudnie wydanego Człowieka Paroovke za 20 zeta?

Zastanawia mnie, czy robienie z komiksu dobra luksusowego jest dobrym rozwiązaniem dla jego popularności jako takiej. Czy może to po prostu specyfika naszego rynku, że przy całej jego rachityczności nie ma na nim miejsca dla pulpy? Manga oczywiście tonie w pulpie wydawanej na papierze toaletowym, ale tam te nakłady nie są szczególnie wyższe chyba…

Ale mimo to, czytelnik młodszy.

I dalej, może taka jest już dola komiksu w Polsce, że nie jest dla dzieciaków? Że może czas przestać płakać za komiksem środka i pogodzić się z faktem, że odbiorcą jest licealista i student? Że na Authority nikt nie czeka? Za Xmenami nikt nie płacze?

A, i w nagłówek trzeba kliknąć.

Nowy szeryf w mieście


kapitan komiks · komentarzy 16

Kapitan Komiks

Nie myślałem, że kiedykolwiek to napiszę, ale… kliknijcie w nagłówek tego wpisu!

Prawda jest taka, że czytanie komiksów w Empiku śmierdzi. Dosłownie. Jeszcze nie tak dawno temu, gdy w warszawskim Juniorze komiksy zajmowały bez mała dziesięć regałów, dział ten był opanowany przez różnej maści czytaczy. W większości o dosyć jabolpunkowo-szkolnym pochodzeniu. Wszyscy znamy te obrazki. Nie można przecisnąć się między półkami, bo wąskie przejście zajmuje rozwalony na ziemi śmierdziel ze stertą komiksów pod ręką. Jeszcze warszawskie Empiki mają to do siebie, że oszczędzają na wentylacji. Wiosna, lato, jesień, zima, w środku panuje wiecznie ta sama, sprzyjająca fermentacji temperatura.

Czytacz ściąga sobie z półki kilka komiksów, przeczyta, czasem, jak ma dobry humor, nie zapomni odłożyć na właściwe miejsce. Komiksy się gniotą, okładki przecierają, w dramatyczniejszych sytuacjach totalnie rozklejają. Parę lat temu chciałem kupić Marcie na gwiazdkę komplet Strażników. Niemożliwością było skompletowanie wszystkich trzech tomów w stanie nadającym się na prezent.

Teoretycznie, nie ma problemu: taka jest polityka Empików, że towar na półkach można przejrzeć dowolnie i bez problemu, nie ma lady ani krytycznego wzroku ekspedienta. Można czytać gazety, książki, słuchać muzyki, to czemu akurat czytanie komiksów jest słabe?

No bo z komiksami jest inaczej.

Większości dostępnych książek nie przeczytasz na jednym posiedzeniu. Są oczywiście tacy zapaleńcy, ale ograniczają się zazwyczaj do działu z fantastyką. Na przeczytanie komiksu potrzeba zazwyczaj mniej czasu, podobnie jak gazety czy magazynu. Tylko, że dział z prasą nie ma miękkiej, zapraszającej do siądnięcia wykładziny. Komiksy, w porównaniu z książkami czy magazynami mają dosyć niskie nakłady, więc każdy pogięty egzemplarz to klient mniej. A przecież empikowy czytacz nie będzie czytał wymiętego egzemplarza, woli sięgnąć po nowy. Liczba zniszczonych sztuk rośnie i nadają się jedynie do zwrotu wydawcy. Nie wszystkie komiksy są foliowane, a szkoda, bo wydaje się, że pozostawienie jednego otwartego egzemplarza pomaga w dziale z prasą komputerową. Jeden idzie na przemiał, reszta w spokoju czeka na klienta.

Czym się różni czytanie w Empiku od pożyczenia komiksu od kumpla? Tym, że w drugim przypadku ktoś ten komiks kupił. To, że można przeczytać za darmo, nie oznacza, że należy tak robić. Sam kiedyś, przyznaje, byłem czytaczem. I mimo że kupiłem potem sporą część wcześniej przeczytanych komiksów, to mam wyrzuty sumienia. Gdyby wszyscy ci, którzy przeczytali jakiś tytuł w Empiku potem go kupili, mielibyśmy o wiele lepszą sytuację na rynku.

Nie czytajcie komiksów w Empikach. Przejrzyjcie je. Kupcie, lub nie, ale nie miętolcie ich, odłóżcie na półkę. Nie wszyscy mają tą luksusową sytuację, że po drugiej stronie ulicy mają Buców z Metra.

Albo przyjdzie po was Kapitan Komiks…

Sam bohater powstał w naszych głowach parę miesięcy temu, jednakże dopiero teraz Bartek znalazł czas, aby narysować pierwszy odcinek. Kapitan będzie tu wpadał co jakiś czas i ratował rynek z opresji.