Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

import

Battle Pope


import · komentarzy 10

Papież Bitewny
Dzisiejszy wpis o podtytule “Prawie tyle samo seksu i przemocy co w Biblii, a w dodatku więcej obrazków!” napisał Jerzy Łanuszewski, znany być może stąd. Zapraszam do czytania, klikania w obrazki po całość okładek i zgłaszania się do nas (jak Gordon), jeżeli chcielibyście o czymś napisać. (Ł.)
więcej…

Hellblazer #250


import · komentarzy 10

Hellblazer 250

Komiksy świąteczne to jedna z licznych tradycji amerykańskiego rynku. W ciągu roku takich komiksów wychodzi zazwyczaj od pięciu do dziesięciu, głównie z okazji Dnia Niepodległości, Święta Dziękczynienia, Halloween oraz Świąt Bożego Narodzenia. Opowieści rysunkowe tego rodzaju nie omijają praktycznie żadnych ważniejszych serii, nie mówiąc już o wydaniach specjalnych o pokaźnej cenie, ładnej okładce (jak chociażby ostatnie „DCU Holiday Special 2008” z rysunkiem Franka Quitely na przedzie) i paradoksalnie mizernej jakości. Wcześniej czy później „zwyczajowi w przemyśle” musiała ulec i zadośćuczynić najstarsza seria Vertigo, „Hellblazer”.
więcej…

The Complete Calvin and Hobbes


import · komentarzy 49

Calvin i Hobbes w komplecie

Gdy skończyłem czytać ostatni tom „Calvina i Hobbesa” wydany przez Egmont, czyli „Dziki kot – psychopatyczny morderca”, zrobiło mi się wyjątkowo smutno. Że to już koniec, że Egmont zepsuł zakończenie serii mieszając kolejność tomów (o czym pisałem przy okazji tomu „To magiczny świat”), że już nigdy nie poczuję tej radości z wyczekiwania na kolejnego „Calvina…” i dostania go w swoje łapy. Cała ta sytuacja zmotywowała mnie, bym w końcu zajął się pozycją, która jest największą, najdroższą i najbardziej ekskluzywną w mojej kolekcji – „The Complete Calvin and Hobbes”.
więcej…

Marvel Zombies


import · komentarzy 19

Marvel Zombies

Tak jak nie ogarnąłem do końca „Civil War”, tak zjawisko pod tytułem „Marvel Zombies” totalnie mi umknęło. Poprosiliśmy Łukasza Mazura, czyli arcza z Kolorowych Zeszytów o przybliżenie tego fenomenu. Miłej lektury. (K.)

Wydaje się, że jedną z niepisanych zasad w amerykańskim mejnstrimie, jest posiadanie w ofercie wydawnictwa przynajmniej jednego tytułu, który traktuje o tak topowym temacie, jakim ostatnio są żywe trupy. Wystarczy wspomnieć „Pieces for Mom”, „Living With the Dead”, „Xxxombie”, „Raise the Dead”, „Zombie Tales”, „Zombie vs Robots (vs Amazons)” czy też dziesiątki pozycji z Avatar Press, żeby zobaczyć ile martwego dobra oferują nam amerykańscy wydawcy. Jasne, sporo tytułów prezentuje mocno średni, czy wręcz słaby poziom i wydaje się, że ukazują się tylko po to aby skorzystać ze sprzyjającej koniunktury. Są jednak w tym towarzystwie prawdziwe perły – i, jak może się wydawać, sprawcy całego zamieszania – w postaci „Walking Dead” czy „Marvel Zombies”. O ile „Żywe Trupy” z powodzeniem zadomowiły się na naszym rynku, o tyle druga pozycja jest nadal stosunkowo mało znana i nie ma raczej większych szans, żeby w najbliższej przyszłości ukazała się i u nas. A szkoda – i już tłumaczę dlaczego.
więcej…

DMZ #5 – Hidden War


import · komentarzy 19

hidden war

Nie miałem jeszcze polskiego wydania „DMZ” w ręku, ale z tego co słyszałem, jakością nie odbiega od „Y – Ostatniego Greka”, więc wszyscy, poza fanami Krzysztofa Uliszewskiego powinni być zadowoleni. Premiera pierwszego tomu, o którym pisałem kilka miesięcy temu, jest dobrą okazją aby skrobnąć kilka słów o tomie piątym, w którego posiadanie niedawno wszedłem.

Pisałem już tu wcześniej o tomie drugim, trzeci i czwarty nie wywołały we mnie większych emocji, aż przyszedł tom piąty a wraz z nim olśnienie. Tak jak tom pierwszy, „Hidden War” również jest zbiorem kilku krótkich opowiadań i tylko w tej formie „DMZ” jest strawne. W momencie w którym Wood zabiera się za dłuższą historię, wizja wykreowanego przez niego świata nie wytrzymuje i zaczyna puszczać tworząc mało ciekawe dziury.
więcej…

Demo


import · komentarze 4

demo
Ja to czasami już naprawdę jestem zdziwiony własnym brakiem ogarnięcia. Zakup „Dema” chodził za mną od dłuższego czasu i nie wiem czemu, ale wbiłem sobie do głowy, że jest to komiks opowiadający o jakiś aktywistach, demonstracjach, alterglobalizmie itd. No naprawdę, nie wiem skąd to się wzięło, chyba jakoś tak podświadomie zakładałem, że skoro Brian Wood pisze „DMZ”, to i „Demo” takie będzie. A może to przez tytuł?

Tymczasem „Demo” to zbiór dwunastu opowiadań o dojrzewaniu w Ameryce. Dojrzewaniu związanym z podejmowaniem samodzielnie ważnych decyzji, usamodzielnianiem się i braniem odpowiedzialności. I praktycznie nic o demonstracjach. Nieźle. Za to jest trochę o superbohaterskich mocach.
więcej…

Dlaczego kupuję za granicą?


import · komentarze 24

Komiksowe eldorado

Rozmowę o powyższym tytule miałem przeprowadzić z Gonzem, ale jakoś pomysł uleciał i ciężko nam się zebrać. Powody, które wymienię nie będą zapewne odkrywcze, ale liczę na to, że ciekawszym punktem tego wpisu, będzie dyskusja. I po raz kolejny, to nie jest wpis sponsorowany.

Powód najważniejszy: kasa
Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że przy obecnym kursie dolara, kupno oryginalnych TPB się po prostu opłaca. Pierwszy z brzegu przykład – drugi tom „Ligi niezwykłych dżentelmenów”, najlepsza polska cena w sklepie internetowym to 30zł za 160 stron. Cena ze sklepu amerykańskiego to 23zł za 228 stron, koszty przesyłki są porównywalne. Albo „From Hell”, które ma być u nas wydane w październiku – w CK ze zniżką kupię wersję SC za ok. 85zł, zza granicy ściągnę obecnie za 60zł. Pomijam fakt, że trzeba być niesamowitym językowym wymiataczem by czytać „From Hell” w oryginale, więc to już inna bajka. Sęk w tym, że większość TPB bez problemu przeczyta ktoś ze średnią znajomością języka, a i pewnie się czegoś nauczy.

Język
Jest parę plusów czytania w oryginale. Przede wszystkim chodzi o wymiar edukacyjny. Dla mnie kontakt z językiem pisanym jest potrzebny, ponieważ ostatnio angielski towarzyszy mi tylko w formie słuchanej podczas oglądania kolejnych TV shows. Jest też kwestia lost in translation, niektóre rzeczy są nieprzetłumaczalne, na przykład stylizacja. No i omijamy niekompetentnych tłumaczy, których pochłania rutyna. Przykład z ostatniej lektury – w ostatnio wydanym „Hellblazerze” słowo philistine zostało przetłumaczone jako filistyn, czyli członek pewnego biblijnego ludu. W taki sposób tłumacz okazał się filistrem, człowiekiem o ograniczonych horyzontach. O ironio.

Wydanie
Wątpię, że Egmont wyda „Hard Boiled” w oryginalnym wymiarze, raczej polecą standardowym mistrzowskim wydaniem. Co więcej, nawet polskie mistrzowskie wydanie nie może konkurować z niektórymi HC, weźmy „Fables: 1001 Nights of Snowfall”. Jestem ciekaw czy Egmont zrobi obwolutę, tłoczenia itd. Śmiem wątpić. A jeżeli już, ciekawym ile to będzie kosztować, 89zł? No i inna rzecz – popatrzcie na „Sześć stóp pod spluwą”. Po co mam sobie kupować jakieś dziwne polskie wydanie HC, które odstaje od pozostałych, skoro za połowę ceny mogę mieć standardowy TPB?

Dostępność

  • Możemy kupić komiksy, których dostępność jest u nas zerowa („Azyl Arkham”, „Kingdom Come”).
  • Możemy kupić komiksy, które nigdy się u nas nie ukażą, albo ukażą się w niewiadomej przyszłości. Z autopsji – „Black Dossier”, albo „Troubled souls” i „Heartland” mojego ulubionego scenarzysty, Ennisa.
  • To samo tyczy się zawieszonych serii. Po co czekać, aż ktoś wznowi „Straceńców”? Oryginały są na wyciągnięcie ręki.

Obsługa
Na Amazonie są promocje, których u nas nie uświadczycie. Prócz tego cechuje go proklienckie nastawienie – nie ma problemów z reklamacjami, upustami w razie uszkodzenia przesyłki etc. Byłem miło zaskoczony, gdy po uszkodzeniu jednego komiksu wysłali mi ten sam tytuł ponownie, bez żądania zwrotu uszkodzonego egzemplarza.

Kupowanie za granicą ma oczywiście minusy. Na przesyłkę trzeba trochę dłużej poczekać, a Amazon nie zawsze dobrze zabezpiecza przesyłki. Prócz tego trzeba mieć kartę kredytową bądź inną uprawniającą do zakupów przez internet. Nie są to jednak czynniki przeważające powyżej wymienione plusy. Także, miłych zakupów.

Last Call #1


import · skomentuj

last call

Niby miałem wcześniej w ręku „Last Call”, przejrzałem, spodobał mi się, ale jakoś nie planowałem jego zakupu. Chciałem sobie ściągnąć z Amazona „Black Metal” i nagle okazało się, że jeżeli kupię przy okazji LC, to dostanę jakąś tam zniżkę. No to dałem się skusić.

Ustawienie komiksów obok siebie na sklepowej półce nie było zbyt przypadkowe. Po pierwsze, oba zostały wydane przez Oni Press. Po drugie, Vasilis Lolos i scenarzysta „Black Metal” Rick Spears stworzyli wcześniej razem „The Pirates of Coney Island”. Po trzecie wreszcie, sam pomysł na fabułę, w swoich podstawowych założeniach na wędrówkę w magiczne nieznane, jest całkiem podobny do przygód braci Stronghand.

last call

Dwaj kumple, Sam i Alec wykradają się nocą z domów, aby zabić czas i pojeździć samochodem matki Aleca po bezdrożach, głośno słuchać muzyki i palić papierosy podebrane ojcu Sama. W pewnym momencie silnik odmawia posłuszeństwa, oblewa ich dziwne światło, słychać złowrogie DING DINNG DINNN i lądują w przedziale pociągu. Którego pasażerowie nie wyglądają na zbyt ludzkich. W takich sytuacjach naturalną reakcją jest wrzask i bieganie w kółko połączone z wymachiwaniem rękami. Zwłaszcza jeżeli goni nas konduktor z piekła rodem.

I tak jak bohaterowie „Black Metal” przyjmowali wszystko jako spełnienie najskrytszych black metalowych fantazji, tak Sam i Alec są przerażeni swoim obecnym położeniem. W pierwszym komiksie mieliśmy przygodę i komedię, „Last Call” jest już znacznie bardziej mroczny i tajemniczy. Choć to nadal pozycja dla starszych nastolatków. Lolos ma sporo fajnych pomysłów, jak gigantyczny pociąg pędzący w nieznane, nieco archetypiczny Cień który zmieniający właścicieli oraz cała ta quasiwiktoriańska otoczka.

Rysunki Lolosa są świetne. Postacie są nieco rybie, a wszystko tonie w szarościach wspomaganymi rastrami, co całkiem zgrabnie oddaje mglistą atmosferę komiksu. Lolos jest grekiem, choć chyba już nie mieszka w Atenach. Stworzył kilka komiksów w kraju, a teraz wydaje się w Ameryce. Fajnie.

Pierwszy tomik „Last Call” nie daje nam żadnych odpowiedzi, jedynie mnoży pytania i na dodatek kończy się dość chamskim zawieszeniem akcji. Drugi odcinek dopiero się tworzy, warto poczekać.

Linki:
Spory fragment „Last Call” do przeczytania na stronach Oni Press
Portfolio Vasilisa Lolosa
Profil Lolosa na Deviantarcie