
Fragment okładki pierwszego tomu trylogii.
Żadnemu miłośnikowi kryminałów nie trzeba polecać trylogii “Millenium” Stiega Larssona – jeżeli jeszcze jej nie przeczytał, to na pewno czytał masę pochlebnych recenzji (m.in. w “Przekroju”, “Dzienniku” i “Rzeczpospolitej”). Publicyści pieją z zachwytu nad kunsztem pisarskim autora, który stworzył galerię świetnych, prawdziwych postaci, w tym coś, co nie udało się do tej pory nikomu od czasów Agathy Christie – kobiecą bohaterkę kryminału. Akcja poprowadzona jest tak dobrze, że uprawdopodabnia wszystkie sensacyjne elementy powieści – współcześni naziści, rodzinne sekrety, hakerka na światowym poziomie, milionowe przekręty gospodarcze (w tym w Polsce), tajni agenci GRU, gangi bajkersów – to tylko część tego, co Larsson wplata w swoje książki. I wszystko razem wspaniale gra! Ale poza niewątpliwymi walorami rozrywkowymi “Millenium” ma także ciekawy wymiar socjologiczny.
Czytaj dalej

Terry Pratchett to jeden z tych twórców, na których zwykle można polegać – choć zdarza mu się napisać książkę słabszą od innych, to nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Niektórzy mówią, że tak naprawdę pisze wciąż tę samą książkę. Można przyznać im rację, jednak jest cykl, którego będę bronił przed zarzutami o wtórność. Przygody Straży Miejskiej znakomicie rozwijają się z odcinka na odcinek, serwując czytelnikom to, co doskonale znają, lecz zawsze przyprawione nowością. Niedawno wydana część nie jest tu wyjątkiem.
Czytaj dalej
Opublikowano o 17 lipca 2009
autor: Paweł Kamiński

Kliknij po galerię autora okładki – raczej dla dorosłych.
Gorące lato nie sprzyja przyswajaniu wymagającej literatury, dlatego z półek bibliotek błyskawicznie znika tania science-fiction, tania fantasy, tanie romanse i tanie kryminały… Takie jak “Crooked Little Vein”. Ale zaraz… Debiutancka powieść Warrena Ellisa – tego Ellisa od “Transmetropolitan”, “FreakAngels” i “Authority” – to byłby zaledwie tani kryminał?
Czytaj dalej

Całkiem niedawno obejrzałam po raz drugi film “Nocna Straż” i doszłam do wniosku, że jest on w miarę przyzwoity. Przyszło mi też na myśl, że skoro film “daje radę”, to książka Siergieja Łukjanienki, na podstawie której jest zrobiony, musi być po prostu świetna. Dostałam ją na urodziny, usłyszałam dużo pochlebnych opinii, zabrałam się do czytania… i załamałam się.
Czytaj dalej

Według blurbu, Jacek Dukaj porównał “Drogę” do muzyki Nicka Cave’a przełożonej na prozę. Blurbom raczej wierzyć nie należy, ale nawet jeśli nie jest to dokładny cytat z Dukaja, to ciężko odmówić temu porównaniu trafności. Od siebie jednak dodam, że nie polecam łączenia tej muzyki z książką – dół gwarantowany.
Czytaj dalej

Okładki cyklu “Oko Jelenia” są zupełnie nijakie, więc tekst ilustrujemy znanym bohaterem prozy Pilipiuka.
Każdy z nas nie raz marzył, żeby cofnąć się w przeszłość i obejrzeć, jak żyło się w dawnych czasach. Ba, powstały o tym setki książek i dziesiątki filmów. Czy można więc zaciekawić czytelnika czymś nowym w tym temacie? Lepiej zastanowić się nad tym pytaniem, gdy sięgamy po nową polską sagę “Oko Jelenia” Andrzeja Pilipiuka.
Czytaj dalej

Gdy byłem w podstawówce, uwielbiałem książki Terrego Pratchetta, chyba aż za bardzo, co widać momentami do dziś. Jednakże gdzieś w połowie liceum i “Maskarady”, miałem dosyć ciągle powtarzanych tych samych żartów i sformułowań. Pięć lat i chyba piętnaście książek ze Świata Dysku później, Agnieszka, aktualnie przekopująca się przez moje licealne lektury, pożyczyła mi “Piekło pocztowe”, ostatnią wydaną u nas książkę Pratchetta.
Czytaj dalej

Czytając “Żywe trupy” wielokrotnie zastanawiałem się, w jaki sposób rozpoczęła się apokalipsa zombie. Co działo się podczas kilkutygodniowej śpiączki Ricka, w jaki sposób ludzie walczyli z rozszerzającą się zarazą i wreszcie, jak radzą sobie w tej chwili. W dotychczas wydanych przez wydawnictwo Taurus częściach cyklu, Kirkman pokazał kilka grup ocalałych, rzucił kilka smaczków, jednakże potem zajął się psychologią swoich bohaterów. Max Brooks w “Wojnie zombie” częściowo zapełnił kilka dziur w moich wyobrażeniach o rozwoju pandemii zombie i sposobach jej zwalczania.
Czytaj dalej
Opublikowano o 24 października 2008
autor: Łukasz Babiel

Portland znane jest jako miasto, w którym odbywa się marsz pijanych Mikołajów.
Najnowsza książka Chucka Palahniuka wydana przez Niebieską Studnię to “Uchodźcy i wygnańcy” – przewodnik po Portland w stanie Oregon. Na początku lat 80 ubiegłego wieku Chuck przeniósł się do tego miasta i zakochał się w nim, w jego absurdalnych obrzędach, szalonych mieszkańcach, wielorakości nocnych barów i bezpruderyjności. Na książkę tę czekałem odkąd przeczytałem “Dziennik”, a mniej więcej wtedy na stronie wydawcy pojawił się tajemniczy napis “już za tydzień palahniukowa niespodzianka”. Cóż, na niespodziankę przyszło poczekać pięć miesięcy, a ja zapomniałem o niej do tego stopnia, że “Uchodźców i wygnańców” kupiłem zupełnym przypadkiem, sporo po premierze. Czy warto było czekać? Chyba nie do końca.
Czytaj dalej
Czy jest sens bym tłumaczył kim jest Banksy? Każdy, kto codziennie porusza się po internecie, powinien znać tego partyzanta. Co jakiś czas czyta się wiadomości o tym, co nowego Banksy wymyślił, bądź jak wygląda. Sam Banksy jest porównywany do Warhola, a wielu artystów do Banksy’ego. Nieważne czy słusznie. Ważne, że Banksy stał się ikoną popkultury, nieważne czy kłóci się to z jego manifestem. Ważne by manifesty wygłaszać, we wszelkiej formie, także opisywanego przeze mnie albumu.
Czy jest sens zaopatrywania się w “Wall and Piece”, skoro wiele prac Banksy’ego można sobie zobaczyć w internecie? Niektórzy szczęśliwcy mogą się nawet do nich przejść. Oczywiście pytanie jest retoryczne, bo inaczej zadawałbym sobie je w kontekście wydawania czegokolwiek na papierze.
Album jest bardzo mądrze skrojony, są w nim nie tylko najbardziej znane prace Banksy’ego, ale również parę cykli, z którymi nie miałem wcześniej styczności. Ta pozycja świetnie pokazuje jak Banksy lubi podróżować, jakie ma ulubione miejsca (jak na przykład Shoreditch Bridge, na który wracał kilkunastokrotnie w przeciągu paru lat) oraz, że w swoim fachu jest multiinstrumentalny jak Piotr Rubik.
Bo siła Banksy’ego tkwi w tym, że nie stoi on w miejscu. Nie ogranicza się do street artu, wiesza swoje olejne obrazy w muzeach, podmienia część nakładu płyty Paris Hilton, zakłada blokady na koła figury pod Big Benem, tworzy vlepki i podrzuca żuka do Natural History Museum w Nowym Jorku.
Oczywiście “Wall and Piece” to nie tylko zdjęcia i grafiki, ale również kilka tekstów. Banksy opowiada parę ciekawych historii, m.in. o tym jak wskakiwał do klatek w zoo, przytacza rozmowy spod muru palestyńskiego (- Pomalowałeś mur, sprawiłeś, że wygląda pięknie; – Dzięki; – Nie chcemy by wyglądał pięknie, nienawidzimy tego muru, idź do domu) i przychodzące do niego maile. Pod grafikami znajdują się też podpisy jak długo zajęło Banksy’emu namalowanie danej rzeczy (dla przykładu: 15 minut, 18 minut, 4 minuty), bądź ile jego dzieła zajmowały dane miejsce w muzeum (2 godziny, 8 dni). “Wall and Piece”, oprócz świetnej jakości grafik, jest pełen ciekawostek, jest zabawny i czasem zastanawiający. Co najważniejsze – Banksy nie nudzi, co mogłoby się zdarzyć przy takiej wszędobylskości i pewnym stopniu ogrania tego autora.
Banksy tym albumem udowadnia, że lubi kpić z angielskich świętości, wzbudzać kontrowersje i grać na nosie policji. Jak prawidzwy przestępca, zawsze wraca na miejsce zbrodni, tylko po to by popełnić ją jeszcze raz i napawać się szerzoną anarchią. Anarchią, której częścią możesz być i Ty.