Opublikowano o 22 grudnia 2008
autor: michalch

Komentarze: 10

Hellblazer 250

Komiksy świąteczne to jedna z licznych tradycji amerykańskiego rynku. W ciągu roku takich komiksów wychodzi zazwyczaj od pięciu do dziesięciu, głównie z okazji Dnia Niepodległości, Święta Dziękczynienia, Halloween oraz Świąt Bożego Narodzenia. Opowieści rysunkowe tego rodzaju nie omijają praktycznie żadnych ważniejszych serii, nie mówiąc już o wydaniach specjalnych o pokaźnej cenie, ładnej okładce (jak chociażby ostatnie „DCU Holiday Special 2008″ z rysunkiem Franka Quitely na przedzie) i paradoksalnie mizernej jakości. Wcześniej czy później „zwyczajowi w przemyśle” musiała ulec i zadośćuczynić najstarsza seria Vertigo, „Hellblazer”.
Czytaj dalej

Opublikowano o 11 grudnia 2008
autor: Łukasz Babiel

Komentarze: 49

Calvin i Hobbes w komplecie

Gdy skończyłem czytać ostatni tom „Calvina i Hobbesa” wydany przez Egmont, czyli „Dziki kot – psychopatyczny morderca”, zrobiło mi się wyjątkowo smutno. Że to już koniec, że Egmont zepsuł zakończenie serii mieszając kolejność tomów (o czym pisałem przy okazji tomu „To magiczny świat”), że już nigdy nie poczuję tej radości z wyczekiwania na kolejnego „Calvina…” i dostania go w swoje łapy. Cała ta sytuacja zmotywowała mnie, bym w końcu zajął się pozycją, która jest największą, najdroższą i najbardziej ekskluzywną w mojej kolekcji – „The Complete Calvin and Hobbes”.
Czytaj dalej

Opublikowano o 20 listopada 2008
autor: Konrad Hildebrand

Komentarze: 11

nothing nice to say

Pierwszy raz o pracach nad papierowym wydaniem „Nothing Nice To Say” pisałem w lipcu zeszłego roku. Piętnaście miesięcy później mam wreszcie album w rękach i czuję pewien zawód. Ja, największy fanini Mitcha Clema w Polsce, odczuwam pewien zawód po lekturze papierowego wydania najbardziej pankowego komiksu w sieci. Niepojęte!
Czytaj dalej

Opublikowano o 5 listopada 2008
autor: arcz

Komentarze: 19

Marvel Zombies

Tak jak nie ogarnąłem do końca „Civil War”, tak zjawisko pod tytułem „Marvel Zombies” totalnie mi umknęło. Poprosiliśmy Łukasza Mazura, czyli arcza z Kolorowych Zeszytów o przybliżenie tego fenomenu. Miłej lektury. (K.)

Wydaje się, że jedną z niepisanych zasad w amerykańskim mejnstrimie, jest posiadanie w ofercie wydawnictwa przynajmniej jednego tytułu, który traktuje o tak topowym temacie, jakim ostatnio są żywe trupy. Wystarczy wspomnieć „Pieces for Mom”, „Living With the Dead”, „Xxxombie”, „Raise the Dead”, „Zombie Tales”, „Zombie vs Robots (vs Amazons)” czy też dziesiątki pozycji z Avatar Press, żeby zobaczyć ile martwego dobra oferują nam amerykańscy wydawcy. Jasne, sporo tytułów prezentuje mocno średni, czy wręcz słaby poziom i wydaje się, że ukazują się tylko po to aby skorzystać ze sprzyjającej koniunktury. Są jednak w tym towarzystwie prawdziwe perły – i, jak może się wydawać, sprawcy całego zamieszania – w postaci „Walking Dead” czy „Marvel Zombies”. O ile „Żywe Trupy” z powodzeniem zadomowiły się na naszym rynku, o tyle druga pozycja jest nadal stosunkowo mało znana i nie ma raczej większych szans, żeby w najbliższej przyszłości ukazała się i u nas. A szkoda – i już tłumaczę dlaczego.
Czytaj dalej

Opublikowano o 31 października 2008
autor: Konrad Hildebrand

Komentarze: 19

hidden war

Nie miałem jeszcze polskiego wydania „DMZ” w ręku, ale z tego co słyszałem, jakością nie odbiega od „Y – Ostatniego Greka”, więc wszyscy, poza fanami Krzysztofa Uliszewskiego powinni być zadowoleni. Premiera pierwszego tomu, o którym pisałem kilka miesięcy temu, jest dobrą okazją aby skrobnąć kilka słów o tomie piątym, w którego posiadanie niedawno wszedłem.

Pisałem już tu wcześniej o tomie drugim, trzeci i czwarty nie wywołały we mnie większych emocji, aż przyszedł tom piąty a wraz z nim olśnienie. Tak jak tom pierwszy, „Hidden War” również jest zbiorem kilku krótkich opowiadań i tylko w tej formie „DMZ” jest strawne. W momencie w którym Wood zabiera się za dłuższą historię, wizja wykreowanego przez niego świata nie wytrzymuje i zaczyna puszczać tworząc mało ciekawe dziury.
Czytaj dalej

Opublikowano o 27 października 2008
autor: Konrad Hildebrand

Komentarze: 4

demo
Ja to czasami już naprawdę jestem zdziwiony własnym brakiem ogarnięcia. Zakup „Dema” chodził za mną od dłuższego czasu i nie wiem czemu, ale wbiłem sobie do głowy, że jest to komiks opowiadający o jakiś aktywistach, demonstracjach, alterglobalizmie itd. No naprawdę, nie wiem skąd to się wzięło, chyba jakoś tak podświadomie zakładałem, że skoro Brian Wood pisze „DMZ”, to i „Demo” takie będzie. A może to przez tytuł?

Tymczasem „Demo” to zbiór dwunastu opowiadań o dojrzewaniu w Ameryce. Dojrzewaniu związanym z podejmowaniem samodzielnie ważnych decyzji, usamodzielnianiem się i braniem odpowiedzialności. I praktycznie nic o demonstracjach. Nieźle. Za to jest trochę o superbohaterskich mocach.
Czytaj dalej

Opublikowano o 4 września 2008
autor: Łukasz Babiel

Komentarze: 5

Scott McCloud
Piszę ten wpis idąc niejako za konradowym ciosem. Tak się składa, że zamawiam sporo komiksów za granicą, a przez moje ręce przechodzi wiele ciekawych pozycji sprowadzanych dla znajomych. „Understanding Comics” Scotta McClouda przeczytałem parę miesięcy temu dzięki uprzejmości Windoma. Wstydzę się wręcz, że piszę o tym dopiero teraz.
Czytaj dalej

Opublikowano o 15 lipca 2008
autor: Łukasz Babiel

Komentarze: 24

Komiksowe eldorado

Rozmowę o powyższym tytule miałem przeprowadzić z Gonzem, ale jakoś pomysł uleciał i ciężko nam się zebrać. Powody, które wymienię nie będą zapewne odkrywcze, ale liczę na to, że ciekawszym punktem tego wpisu, będzie dyskusja. I po raz kolejny, to nie jest wpis sponsorowany.

Powód najważniejszy: kasa
Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że przy obecnym kursie dolara, kupno oryginalnych TPB się po prostu opłaca. Pierwszy z brzegu przykład – drugi tom „Ligi niezwykłych dżentelmenów”, najlepsza polska cena w sklepie internetowym to 30zł za 160 stron. Cena ze sklepu amerykańskiego to 23zł za 228 stron, koszty przesyłki są porównywalne. Albo „From Hell”, które ma być u nas wydane w październiku – w CK ze zniżką kupię wersję SC za ok. 85zł, zza granicy ściągnę obecnie za 60zł. Pomijam fakt, że trzeba być niesamowitym językowym wymiataczem by czytać „From Hell” w oryginale, więc to już inna bajka. Sęk w tym, że większość TPB bez problemu przeczyta ktoś ze średnią znajomością języka, a i pewnie się czegoś nauczy.

Język
Jest parę plusów czytania w oryginale. Przede wszystkim chodzi o wymiar edukacyjny. Dla mnie kontakt z językiem pisanym jest potrzebny, ponieważ ostatnio angielski towarzyszy mi tylko w formie słuchanej podczas oglądania kolejnych TV shows. Jest też kwestia lost in translation, niektóre rzeczy są nieprzetłumaczalne, na przykład stylizacja. No i omijamy niekompetentnych tłumaczy, których pochłania rutyna. Przykład z ostatniej lektury – w ostatnio wydanym „Hellblazerze” słowo philistine zostało przetłumaczone jako filistyn, czyli członek pewnego biblijnego ludu. W taki sposób tłumacz okazał się filistrem, człowiekiem o ograniczonych horyzontach. O ironio.

Wydanie
Wątpię, że Egmont wyda „Hard Boiled” w oryginalnym wymiarze, raczej polecą standardowym mistrzowskim wydaniem. Co więcej, nawet polskie mistrzowskie wydanie nie może konkurować z niektórymi HC, weźmy „Fables: 1001 Nights of Snowfall”. Jestem ciekaw czy Egmont zrobi obwolutę, tłoczenia itd. Śmiem wątpić. A jeżeli już, ciekawym ile to będzie kosztować, 89zł? No i inna rzecz – popatrzcie na „Sześć stóp pod spluwą”. Po co mam sobie kupować jakieś dziwne polskie wydanie HC, które odstaje od pozostałych, skoro za połowę ceny mogę mieć standardowy TPB?

Dostępność

  • Możemy kupić komiksy, których dostępność jest u nas zerowa („Azyl Arkham”, „Kingdom Come”).
  • Możemy kupić komiksy, które nigdy się u nas nie ukażą, albo ukażą się w niewiadomej przyszłości. Z autopsji – „Black Dossier”, albo „Troubled souls” i „Heartland” mojego ulubionego scenarzysty, Ennisa.
  • To samo tyczy się zawieszonych serii. Po co czekać, aż ktoś wznowi „Straceńców”? Oryginały są na wyciągnięcie ręki.

Obsługa
Na Amazonie są promocje, których u nas nie uświadczycie. Prócz tego cechuje go proklienckie nastawienie – nie ma problemów z reklamacjami, upustami w razie uszkodzenia przesyłki etc. Byłem miło zaskoczony, gdy po uszkodzeniu jednego komiksu wysłali mi ten sam tytuł ponownie, bez żądania zwrotu uszkodzonego egzemplarza.

Kupowanie za granicą ma oczywiście minusy. Na przesyłkę trzeba trochę dłużej poczekać, a Amazon nie zawsze dobrze zabezpiecza przesyłki. Prócz tego trzeba mieć kartę kredytową bądź inną uprawniającą do zakupów przez internet. Nie są to jednak czynniki przeważające powyżej wymienione plusy. Także, miłych zakupów.

Opublikowano o 31 marca 2008
autor: Konrad Hildebrand

Skomentuj

last call

Niby miałem wcześniej w ręku „Last Call”, przejrzałem, spodobał mi się, ale jakoś nie planowałem jego zakupu. Chciałem sobie ściągnąć z Amazona „Black Metal” i nagle okazało się, że jeżeli kupię przy okazji LC, to dostanę jakąś tam zniżkę. No to dałem się skusić.

Ustawienie komiksów obok siebie na sklepowej półce nie było zbyt przypadkowe. Po pierwsze, oba zostały wydane przez Oni Press. Po drugie, Vasilis Lolos i scenarzysta „Black Metal” Rick Spears stworzyli wcześniej razem „The Pirates of Coney Island”. Po trzecie wreszcie, sam pomysł na fabułę, w swoich podstawowych założeniach na wędrówkę w magiczne nieznane, jest całkiem podobny do przygód braci Stronghand.

last call

Dwaj kumple, Sam i Alec wykradają się nocą z domów, aby zabić czas i pojeździć samochodem matki Aleca po bezdrożach, głośno słuchać muzyki i palić papierosy podebrane ojcu Sama. W pewnym momencie silnik odmawia posłuszeństwa, oblewa ich dziwne światło, słychać złowrogie DING DINNG DINNN i lądują w przedziale pociągu. Którego pasażerowie nie wyglądają na zbyt ludzkich. W takich sytuacjach naturalną reakcją jest wrzask i bieganie w kółko połączone z wymachiwaniem rękami. Zwłaszcza jeżeli goni nas konduktor z piekła rodem.

I tak jak bohaterowie „Black Metal” przyjmowali wszystko jako spełnienie najskrytszych black metalowych fantazji, tak Sam i Alec są przerażeni swoim obecnym położeniem. W pierwszym komiksie mieliśmy przygodę i komedię, „Last Call” jest już znacznie bardziej mroczny i tajemniczy. Choć to nadal pozycja dla starszych nastolatków. Lolos ma sporo fajnych pomysłów, jak gigantyczny pociąg pędzący w nieznane, nieco archetypiczny Cień który zmieniający właścicieli oraz cała ta quasiwiktoriańska otoczka.

Rysunki Lolosa są świetne. Postacie są nieco rybie, a wszystko tonie w szarościach wspomaganymi rastrami, co całkiem zgrabnie oddaje mglistą atmosferę komiksu. Lolos jest grekiem, choć chyba już nie mieszka w Atenach. Stworzył kilka komiksów w kraju, a teraz wydaje się w Ameryce. Fajnie.

Pierwszy tomik „Last Call” nie daje nam żadnych odpowiedzi, jedynie mnoży pytania i na dodatek kończy się dość chamskim zawieszeniem akcji. Drugi odcinek dopiero się tworzy, warto poczekać.

Linki:
Spory fragment „Last Call” do przeczytania na stronach Oni Press
Portfolio Vasilisa Lolosa
Profil Lolosa na Deviantarcie

Kategorie: import | Skomentuj Permalink

Opublikowano o 29 marca 2008
autor: Konrad Hildebrand

Komentarze: 10

black metal

O „Black Metal” wspominałem dawno temu. Jakiś czas temu miałem okazje przejrzeć albumik, więc jeszcze bardziej zauroczony postanowiłem nabyć własny egzemplarz.

Shawn i Sam Strongarm mają dwanaście lat i kochają black metal. Żyją na marginesie szkolnego społeczeństwa, nikogo nie lubią, zwłaszcza, gdy ktoś na nich patrzy. Na pytanie „który z was jest złym bliźniakiem?” odpowiadają „obaj nimi jesteśmy„. A już największy afront, to nazwanie ich gotami. Pewnego dnia kupują płytę norweskiego zespołu Frost Axe, która opowiada o losach pewnego miecza wykutego dla jednego z władców piekła na potrzeby wielkiej wojny. Po pierwszym odsłuchaniu chłopcy, zgodnie z dobrym zwyczajem, puszczają ją od tyłu…

black metal

Gdy na początku przeczytałem zamieszczony w internecie fragment, byłem urzeczony samym pomysłem takiego opowiadania o muzyce. Mimo że jest był to jedynie tekst i rysunek, mimo że nie słucham black metalu, czułem gdzieś w tle złowrogie brzmienie gitar i diaboliczny rytm. Sam komiks jest jednak po prostu zwariowaną komedią z cyklu „zgraja dzieciaków na tropie przygody„.

W gruncie rzeczy, „Black Metal” jest gotowym materiałem na kreskówkę dla Cartoon Network. Dzieciaki wciągają się w przebieg akcji, a starsi, choć nadal młodzi duchem, śmieją ze słownych żartów i zakręconych pomysłów. Rysunki też są jakby wyrwane prosto z kreskówek.

Świetna, rozrywkowa lektura, na dodatek komiks został wydany w kieszonkowym formacie, więc można go praktycznie wszędzie ze sobą zabrać.

W drugim tomie dzieciaki zmierzą się z samym Szatanem.