<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Motyw Drogi &#187; import</title>
	<atom:link href="http://motywdrogi.pl/category/komiksy/import/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://motywdrogi.pl</link>
	<description>na naszej drodze widzimy nie tylko komiksy</description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Sep 2010 09:40:31 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Batman: The Return of Bruce Wayne #1</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/05/20/batman-the-return-of-bruce-wayne-1/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/05/20/batman-the-return-of-bruce-wayne-1/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 May 2010 10:00:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[import]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=11026</guid>
		<description><![CDATA[Historia, którą DC przedstawia nam w swojej nowej miniserii &#8222;The Return of Bruce Wayne&#8221; wydaje się dobrym momentem, by wrócić lub też na chwilę wskoczyć do bat-uniwersum. Grant Morrison, zwany też szalonym Szkotem, budzi wiele kontrowersji scenariuszami, które pisze dla Mrocznego Rycerza. Czy powrót tej postaci nastąpi z równym hukiem jak zniknięcie? Nie trzeba wiedzieć [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/05/return-of-bruce-wayne.jpg" rel="lightbox[11026]"><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/05/return-of-bruce-wayne_s.jpg" alt="Batman: The Return of Bruce Wayne #1 (kliknij po okładkę)" title="Batman: The Return of Bruce Wayne #1 (kliknij po okładkę)" width="500" height="295" class="alignnone size-full wp-image-11028" /></a></p>
<p>Historia, którą DC przedstawia nam w swojej nowej miniserii <a href="http://www.dccomics.com/dcu/comics/?cm=14717">&#8222;The Return of Bruce Wayne&#8221;</a> wydaje się dobrym momentem, by wrócić lub też na chwilę wskoczyć do bat-uniwersum. Grant Morrison, zwany też szalonym Szkotem, budzi wiele kontrowersji scenariuszami, które pisze dla Mrocznego Rycerza. Czy powrót tej postaci nastąpi z równym hukiem jak zniknięcie?<br />
<span id="more-11026"></span><br />
Nie trzeba wiedzieć wiele, by wkręcić się w historię, wystarczy informacja, że w wyniku kolejnego wielkiego kryzysu &#8211; w historii &#8222;Final Crisis&#8221; &#8211; Darkseid zabił Batmana. <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/05/batman_dead_final_crisis_6.jpg" rel="lightbox[11026]">Kadr z Supermanem niosącym jego ciało</a> obiegł cały internet. Ale jak wiadomo &#8211; w świecie superhero <a href="http://batman.wikia.com/wiki/Bruce_Wayne_%28Clone%29">mało kto ginie naprawdę (spoiler!)</a>. Na zabicie Batmana nawet Morrison nie może sobie pozwolić. Moc promieni Omega była tak wielka, że cisnęła Brucem przez wieki &#8211; wylądował w szeroko pojętej epoce jaskiniowej.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/05/return-of-bruce-wayne_2.jpg" alt="Batman: The Return of Bruce Wayne #1" title="Batman: The Return of Bruce Wayne #1" width="500" height="256" class="alignnone size-full wp-image-11035" /></p>
<p>&#8222;The Return of Bruce Wayne&#8221; ma pokazać Batmana w różnych epokach, które zgadywać można z <a href="http://dcu.blog.dccomics.com/2010/03/05/batman-return-of-bruce-wayne-1-6-colored-and-connected/">ujawnionych okładek</a>. Widać Bruce znajduje jakiś sposób, by przenosić się w czasie, aż do współczesności. Jednak pierwszy zeszyt skąpi wyjaśnień &#8211; jest tylko kilka niejasnych sugestii. Nie wiadomo nawet czy Batman pamięta wydarzenia, które nastąpiły. Jeszcze więcej pytań stawia zakończenie, gdy zostaje rzucony do kolejnej epoki. Można się domyślać, że nie do końca ma kontrolę nad swoją podróżą. Albo jeszcze nie wie, że ją ma. Niezłym cliffhangerem jest epizod z ekipą herosów poszukującą Batmana &#8211; z rozmów wynika, że jego powrót niekoniecznie musi wyjść współczesności na dobre. Daje to nadzieję na nagłe zwroty akcji w przyszłości i sprawia, że z niecierpliwością czeka się na następny numer.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/05/return-of-bruce-wayne_4.jpg" alt="Batman: The Return of Bruce Wayne #1" title="Batman: The Return of Bruce Wayne #1" width="500" height="237" class="alignnone size-full wp-image-11037" /></p>
<p>Jednak sama przygoda Bruce&#8217;a w prehistorii to dość rozczarowująca, nieoryginalna wizja prehistorycznego Batmana, który stara się chronić dobrych jaskiniowców przed złymi kanibalami. Ma prehistoryczny stój, ale współczesne gadżety &#8211; Morrison idzie na łatwiznę, nijak nie zmuszając siebie i Bruce&#8217;a do pokombinowania nad nowa formułą Batmana i sposobami radzenia sobie w epoce. Po prostu &#8211; pas przetrwał, a Wayne pamięta jak go używać. Batman prehistoryczny nie różni się właściwie od współczesnego &#8211; nawet łatwiej zostaje uznany za istotę nieludzką. Morrison bawi się symboliką Mrocznego Rycerza i trochę przegina, ocierając się o śmieszność &#8211; przykładem niech będzie młody jaskiniowiec zafascynowany obcym przybyszem, który maluje sobie maskę na twarzy i nietoperza na tarczy, stając się groteskową parodią Robina (nieważne, że <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Anthro_%28comics%29#Final_Crisis">jest wnukiem znanej postaci z DC</a>). Pewnie lepiej bym się bawił przy dłuższej historii, która pozwoliłaby Batmanowi lepiej wpasować się w epokę, oderwać od współczesności. Mam nadzieję, że kolejne jego wcielenia będą ciekawsze. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/05/return-of-bruce-wayne_3.jpg" alt="Batman: The Return of Bruce Wayne #2-#4" title="Batman: The Return of Bruce Wayne #2-#4" width="500" height="252" class="alignnone size-full wp-image-11036" /></p>
<p>Pomysł na &#8222;The Return of Bruce Wayne&#8221; nie jest specjalnie oryginalny. Można zażartować, że został ściągnięty z &#8222;Tytusa, księgi VIII&#8221;, gdy chłopcy, także cofnięci w czasie, postanawiają biegiem dogonić właściwy rok. Zostając jednak na właściwym podwórku &#8211; póki co &#8222;TRoBW&#8221; łudząco przypomina sagę <a href="http://dc.wikia.com/wiki/Superman:_Time_and_Time_Again">&#8222;Time and Time Again&#8221;</a>, gdy to Superman był rzucany w czasie. Dla amerykańskich odbiorców rok 1991 to jak prehistoria, ale dla polskiego czytelnika z epoki TM-Semic to wciąż świeże wspomnienie. Pamiętam, że &#8222;Time and Time Again&#8221; była dość nudną historią i najlepszej rozrywki dostarczało obserwowanie Supermana w różnych wcieleniach, z różnych epok. Mam nadzieję, że &#8222;The Return of Bruce Wayne&#8221; spróbuje czytelnika zaciekawić czymś więcej niż tylko tylko nowymi strojami Batmana-kowboja czy Batmana-pirata. Jak na razie nie jest to pewne, ale dam szansę kolejnemu zeszytowi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/05/20/batman-the-return-of-bruce-wayne-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marvel Noir &#8211; Daredevil i Spider-Man</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2010/05/07/marvel-noir-daredevil-i-spider-man/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2010/05/07/marvel-noir-daredevil-i-spider-man/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 07 May 2010 10:00:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[import]]></category>
		<category><![CDATA[Daredevil]]></category>
		<category><![CDATA[marvel]]></category>
		<category><![CDATA[Marvel Noir]]></category>
		<category><![CDATA[Noir]]></category>
		<category><![CDATA[Spider-man]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=10761</guid>
		<description><![CDATA[Marvel Noir to kolejny alternatywny świat w obrębie wielkiego i cały czas puchnącego uniwersum Marvela. Od pozostałych różni go to, że jest osadzony w klimacie&#8230; zgadliście &#8211; noir! Czy da się pogodzić USA lat trzydziestych, nieustanny deszcz, mroczne zaułki, prohibicję, mafijne porachunki, prochowce i kapelusze Fedora z&#8230; superbohaterami w kolorowych trykotach? Sprawdziłem czytając &#8222;Daredevil Noir&#8221; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/05/daredevil_noir.jpg" alt="Daredevil Noir" title="Daredevil Noir" width="500" height="303" class="alignnone size-full wp-image-10765" /></p>
<p><a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Marvel_Noir">Marvel Noir </a>to kolejny alternatywny świat w obrębie wielkiego i cały czas puchnącego uniwersum Marvela. Od pozostałych różni go to, że jest osadzony w klimacie&#8230; zgadliście &#8211; noir! Czy da się pogodzić USA lat trzydziestych, nieustanny deszcz, mroczne zaułki, prohibicję, mafijne porachunki, prochowce i <a href="http://www.hathistory.org/gangster/index.html">kapelusze Fedora</a> z&#8230; superbohaterami w kolorowych trykotach? Sprawdziłem czytając <a href="http://comics.ign.com/articles/969/969612p1.html">&#8222;Daredevil Noir&#8221;</a> i <a href="http://www.comicbookresources.com/?page=preview&#038;id=1620">&#8222;Spider-man Noir&#8221;</a>.<br />
<span id="more-10761"></span><br />
Oba tytuły to czterozeszytowe miniserie, zebrane w tomiki, o nieco mniejszym niż zwykły TPB formacie &#8211; bardzo poręcznym do czytania. Na pierwszy ogień poszedł Daredevil, ponieważ jestem właśnie w trakcie czytania jego przygód autorstwa Briana Michaela Bendisa, więc porównania nasuwają się same. Wersję noir napisał mało znany z komiksów Alexander C. Irvine, pisarz science fiction. I mam wrażenie, że nie odrobił pracy domowej z historii Daredevila. A może odrobił ją tak gorliwie, że bał się napisać coś nowego? </p>
<p>Każdy, kto czytał choć kilka przygód Śmiałka, wie, że dużo bliżej jest mu do samotnego mściciela, niż herosa w lateksie. Daredevil działa sam, w obrębie Hell&#8217;s Kitchen, którą objął opieką. Jest bohaterem ulicznym i zajmuje się przyziemnymi problemami &#8211; dużo częściej walczy ze zwykłymi bandziorami, gangsterami i psycholami, niż z kosmicznymi zagrożeniami z innych wymiarów. Jego metody nie zawsze należą do najczystszych i czasem staje ponad prawem. Nie ma więc większego problemu, by przenieść taką postać w klimaty noir. W przypadku opisywanego komiksu scenarzysta poszedł po linii najmniejszego oporu, zmieniając tylko detale. Czytając &#8222;Daredevil Noir&#8221; zaraz po historiach autorstwa Bendisa nie czułem wielkiej różnicy. Osią scenariusza jest zmaganie Daredevila z Kingpinem, a także nowym graczem w mafijnym światku &#8211; Orville Halloranem, który ma zaskakująco dużo wspólnego z historią życia Matta. Jest także kobieta fatalna, która prosi Murdocka o pomoc oraz tajemniczy zabójca, który nigdy nie chybia. Nic, czego nie byłoby w historiach Bendisa. Nawet grubo kreślone, ziarniste, jakby przybrudzone rysunki Tomma Cokera przypominają mi prace Alexa Maleeva.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/05/daredevil_noir2.jpg" alt="Daredevil Noir &amp; femme fatale" title="Daredevil Noir &amp; femme fatale" width="500" height="301" class="alignnone size-full wp-image-10770" /></p>
<p>Najistotniejsza przy przenoszeniu postaci w lata trzydzieste wydaje się kwestia supermocy &#8211; tu potraktowana po macoszemu. Matt traci wzrok w wyniku uderzenia w głowę i zupełnie znienacka wyostrzają mu się inne zmysły. Do tego twórcy pokusili się o zmianę kostiumu, na dziwaczne połączenie stroju treningowego i maski karnawałowej. A zupełnie głupim pomysłem jest wątek młodocianej kariery niewidomego cyrkowca, który na scenie pojawia się w charakterystycznym czerwonym kostiumie &#8211; tym samym, w którym potem wyjdzie na ulice. Zresztą kwestia sekretnej tożsamości Matta jest także potraktowana dość luźno &#8211; kolejna rzecz wywołująca wrażenie wtórności wobec runu Bendisa.</p>
<p>Nie zrozumcie mnie źle &#8211; &#8222;Daredevil: Noir&#8221; jest naprawdę dobrze napisaną historią, jednakże zbyt sztampową i bliską swojemu pierwowzorowi, by zasługiwać na osobny świat. Fani Śmiałka nie znajdą w niej nic, czego nie widzieliby już wcześniej, zaś fani klimatów rodem z &#8222;Sokoła Maltańskiego&#8221; będą czuli niedosyt. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/05/spider-man_noir1.jpg" alt="Spider-man Noir jakiego nie znaliście do tej pory... " title="Spider-man Noir jakiego nie znaliście do tej pory... " width="500" height="274" class="alignnone size-full wp-image-10764" /></p>
<p>Zupełnie inaczej sprawa ma się ze &#8222;Spider-man Noir&#8221;, który jest dużo bardziej klasycznym <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Elseworlds">elseworldem</a> (choć to termin DC). Scenarzyści, David Hine i Fabrice Sapolsky, wzięli z historii Spider-mana kilka kluczowych elementów i obficie zanurzyli je w sosie noir, zmieniając sporo kluczowych kwestii. Miastem rządzi bezwzględny mafioso Osborn, znany też jako Goblin, którego gwardię przyboczną stanowi grupa oprychów-dziwaków &#8211; każdy fan pajęczaka bez trudu ich rozpozna. Ciocia May jest socjalistyczną aktywistką, która w latach wielkiego kryzysu nawołuje proletariat do walki o swoje prawa. Zaś wujek Ben zginął długo przed tym jak Peter stał się Spider-manem. Sama śmierć jest zresztą dużo okrutniejsza i dobrze wpasowuje się w konwencję. Takie igranie z podwalinami serii jak i detalami świetnie kreuje podobny, lecz jednak odrębny świat, który z przyjemnością odkrywa się na nowo. Duża w tym zasługa zabiegu scenariuszowego &#8211; klimat noir nie oznacza tu zmiany tylko głównego bohatera, jak to było w Daredevilu, a scenarzyści nie próbują omamić czytelnika kosmetyczną zmianą wyglądu bohatera. Dużo miejsca poświęcono przedstawieniu samego Parkera i otaczającego go społeczeństwa. Dopiero w połowie komiksu pojawia się nowy Spider-man, jednakże też zmieniony z pomysłem &#8211; już od zdobycia mocy, które nie mogło się odbyć za sprawą radioaktywnego pająka. Zdradzę tylko tyle, że widać tu odpryski historii &#8222;The Other&#8221;. Nowy Pająk to też nowe metody działania i <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/05/Spider-man_noir_kostium.jpg" rel="lightbox[10761]">mroczny kostium, który jest po prostu odjazdowy</a>. Spider-man zaskakująco wiarygodnie wypada jako bezkompromisowy mściciel i dobrze przystaje do ponurych realiów. Historię można polecić nawet tym, którzy nie znoszą ciamajdowatego Parkera i dowcipkującego Spider-mana &#8211; w &#8222;Spider-man Noir&#8221; tego nie uświadczycie. Zresztą seria doczekała się sequela, o podtytule <em>&#8222;Eyes without a face&#8221;</em>, co też o czymś świadczy.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2010/05/spider-man_noir2.jpg" alt="Spider-Man Noir 2" title="Spider-Man Noir 2" width="500" height="285" class="alignnone size-full wp-image-10769" /></p>
<p>Różnice między światem noir a klasycznym 616 cieszą z jeszcze jednego powodu &#8211; noir ma być jednym z dostępnych uniwersów w grze <a href="http://polygamia.pl/Polygamia/1,95338,7719463,Tak_wyglada_Spider_man__Shattered_Dimensions.html">&#8222;Spider-man: Shattered Dimensions&#8221; </a>- jest szansa, że w jego obrębie zostanie opowiedziana mroczna, brutalna i dojrzała historia. </p>
<p>Póki co herosi Marvela nie wypadają najgorzej w świecie kryzysu i prohibicji, choć mam pewne wrażenie niewykorzystanego potencjału. By je zweryfikować, musiałbym sprawdzić jak w świecie noir radzą sobie inni bohaterowie Marvela. W przypadku Punishera, Wolverine&#8217;a i Luke&#8217;a Cage&#8217;a obawiam się casusu Daredevila &#8211; te postacie są i tak mocno osadzone w podobnej surowej i ciężkiej stylistyce. Cała ta koncepcja herosów noir byłaby zdecydowanie ciekawsza, gdyby w ogóle pozbawić ich supermocy &#8211; tak jest w &#8222;X-men Noir&#8221;, do którego lektury się przymierzam. Największe wątpliwości i zaciekawienie budzi rozkręcający się dopiero &#8222;Iron Man Noir&#8221; (<a href="http://www.comicbookresources.com/?page=preview&#038;id=4850">#1</a>, <a href="http://www.comicbookresources.com/?page=preview&#038;id=5134&#038;disp=table">#2</a>) &#8211; doczekamy się post-steampunkowej zbroi na parę? A może potwierdzi się prawidłowość, że wciskanie popularnego bohatera do każdej serii i imprintu kończy się nie dającą się czytać kupą?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2010/05/07/marvel-noir-daredevil-i-spider-man/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Planet Hulk</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/08/10/planet-hulk/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/08/10/planet-hulk/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Aug 2009 13:09:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr Lipa</dc:creator>
				<category><![CDATA[import]]></category>
		<category><![CDATA[Hulk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=5715</guid>
		<description><![CDATA[Autorem dzisiejszego wpisu jest Piotr Lipa, Slay, znany Wam być może ze swojego bloga &#8211; K. Głównie na łamach &#8222;Incredible Hulk&#8221; vol. 3 #92-105 oraz w kilku zeszytach &#8222;Fantastycznej Czwórki&#8221; rozegrała się historia zielonej sałaty Marvela, znana czytelnikom lepiej jako &#8222;Planet Hulk&#8221;. Do lektury zasiadłem nastawiony na czystą demolkę, bo przyznam, że tylko z tym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/planethulk1.jpg" alt="Planet Hulk" title="Planet Hulk" width="500" height="250" class="alignnone size-full wp-image-5719" /><br />
<em>Autorem dzisiejszego wpisu jest Piotr Lipa, Slay, znany Wam być może <a href="http://coszzupelnieinnejbeczki.blogspot.com/">ze swojego bloga</a> &#8211; K.</em></p>
<p>Głównie na  łamach &#8222;Incredible Hulk&#8221; vol. 3 #92-105 oraz w kilku zeszytach &#8222;Fantastycznej Czwórki&#8221; rozegrała się historia zielonej sałaty Marvela, znana czytelnikom lepiej jako &#8222;Planet Hulk&#8221;. Do lektury zasiadłem nastawiony na czystą demolkę, bo przyznam, że tylko z tym kojarzy mi się ta postać i w sumie dostałem to, czego oczekiwałem, a do tego mały dodatek&#8230;<br />
<span id="more-5715"></span><br />
Hulk, gdy dostanie szału, staje się nieobliczalną istotą, która niszczy cokolwiek, co napotka na swej drodze. Niestety cierpią na tym wszyscy: przypadkowi ludzie, miasta a nawet superbohaterowie, którzy dostaję lanie. Jak można się domyślić taka sytuacja nie mogła trwać długo i &#8222;wielcy tego świata&#8221; pod postacią Reeda Richardsa z Fantastycznej Czwórki, profesora Xaviera, Doktora Strange&#8217;a i króla Inhumans &#8211; Black Bolta postanawiają wysłać Hulka w kosmos. Nadarza się ku temu świetna okazja, ponieważ wielka sałata, na prośbę szefa organizacji S.H.I.E.L.D., udał się na orbitę okołoziemską. Ma zniszczyć satelitę z niewyobrażalnie potężną bronią, którą zawładnęła sztuczna inteligencja &#8211; a z &#8222;Terminatora&#8221; wiemy czym to się kończy. Po wykonaniu zadania po naszego bohatera przylatuje kawaleria dzielnych amerykańskich żołnierzy, którzy zamiast sprowadzić go z powrotem na Ziemię, wysyłają go w kosmiczny portal prowadzący na specjalnie wybraną, niezamieszkaną nową ojczyznę Hulka. A on sam w międzyczasie zdążył już się mocno zdenerwować! Jak to zawsze bywa, coś idzie nie tak i zielony gigant trafia na planetę Sakaar.</p>
<p>W tym miejscu zaczyna się właściwa opowieść, która jest marvelowską wersją takich filmów jak &#8222;Spartakus&#8221; lub &#8222;Gladiator&#8221; oraz amerykańskiego snu: &#8222;Od pucybuta do milionera&#8221;. Hulk trafia na planetę zamieszkaną przez inteligentne rasy, tworzące cywilizację, o określonym ustroju i podziale na klasy społeczne. Na samym początku nasza sałata zostaje pojmana, uznana za niewolnika panującego władcy i z racji swoich zdolności zmuszona do walk na arenie jako gladiator. Hulkowi to nie w smak &#8211;  staje się coraz bardziej wściekły, robi się coraz bardziej silny &#8211; w konsekwencji czego wygrywa wszystkie walki i zostaje bohaterem. Następnie dokonuje przewrotu, zakochuje się (!), zwycięża niezliczone ilości przeciwników i kilka innych rzeczy. Na swej drodze spotyka również Silver Surfera i to według mnie jest świetny wątek, który sam w sobie wart jest poznania. Tak przedstawia się historia, jednak to nie ona podobała mi się w niej najbardziej. Najciekawszy jest sposób przedstawienia głównego bohatera. Fakt, to dalej jest nieobliczalny potwór, który niszczy wszystko na swej drodze. Jednak na planecie gdzie wszyscy są potworami, gdzie za przyjaciół ma &#8222;równych&#8221; sobie zaczyna współpracować, pomagać innym, troszczyć się o współtowarzyszy, a nawet kochać.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/08/planethulk2.jpg" alt="Planet Hulk" title="Planet Hulk" width="500" height="250" class="alignnone size-full wp-image-5719" /></p>
<p>Od strony graficznej komiks prezentuje się w porządku, choć jakoś niespecjalnie. Niech świadczy o tym, że nie zapadła mi w pamięć kreska ani jednego rysownika, który maczał palce w tworzeniu tej opowieści. Najciekawiej prezentują się same okładki, tworzone przez artystę ukrywającym się pod pseudonimem Ladronn &#8211; fragment możecie zobaczyć powyżej, na grafice pochodzącej z numeru 102 &#8211; moim zdaniem najlepszej.</p>
<p>Greg Pak stworzył historię która zmieniła mój sposób patrzenia na postać Hulka. Choć &#8222;Planet Hulk&#8221; jest czysto rozrywkową opowieścią, z przewidywalnym zakończeniem, to czyta się to naprawdę przyjemnie i wywołuje zaciekawienie &#8211; co będzie dalej. Interesująco również został przedstawiony sam Hulk, który w momencie otrzymania zaszczytów na nowej planecie bardzo długo ich odmawia, ponieważ czuje że jest potworem i nic dobrego z tego nie wyjdzie. Już nie jest przedstawiony jako bezmyślna maszyna do demolki, lecz jako prawdziwy bohater, do którego świetnie pasuje sławne komiksowe motto: <em>&#8222;Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność&#8221;</em>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/08/10/planet-hulk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kompendium Żywych Trupów (#1-8)</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/06/13/kompendium-zywych-trupow-1-8/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/06/13/kompendium-zywych-trupow-1-8/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 13 Jun 2009 12:43:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[import]]></category>
		<category><![CDATA[Image]]></category>
		<category><![CDATA[robert kirkman]]></category>
		<category><![CDATA[taurus]]></category>
		<category><![CDATA[żywe trupy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=4387</guid>
		<description><![CDATA[Kliknij po okładkę. Serię &#8222;Żywe trupy&#8221; miałem w głowie na półeczce &#8222;Do uzupełnienia!&#8221;, od kiedy przeczytałem tom pierwszy. I zawsze coś mi przeszkadzało w zakupie całości. Gdy w Stanach ukazało się mamucich rozmiarów kompendium zbierające tomy #1-8, wiedziałem, że albo teraz, albo nigdy. Listonosz dziwnie na mnie patrzył, gdy z wypiekami odbierałem spore pudło, ważące [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/06/walkingdeadcompendium.jpg" rel="lightbox[4387]"><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/06/trupy_komp1.jpg" alt="Walking Dead Compendium" title="Walking Dead Compendium" width="500" height="333" class="alignnone size-full wp-image-4401" /></a><br />
<em>Kliknij po okładkę.</em></p>
<p>Serię &#8222;Żywe trupy&#8221; miałem w głowie na półeczce &#8222;Do uzupełnienia!&#8221;, od kiedy przeczytałem tom pierwszy. I zawsze coś mi przeszkadzało w zakupie całości. Gdy w Stanach ukazało się mamucich rozmiarów <a href="http://www.amazon.com/Walking-Dead-Compendium-1/dp/1607060760">kompendium</a> zbierające tomy #1-8, wiedziałem, że albo teraz, albo nigdy. Listonosz dziwnie na mnie patrzył, gdy z wypiekami odbierałem spore pudło, ważące dobrze ponad 2 kilo. O jego zawartości i wrażeniach z tomów #6-8 przeczytacie poniżej.<br />
<span id="more-4387"></span><br />
Kompendium &#8222;Żywych trupów&#8221; wydano w imponującym stylu. Wyobraźcie sobie zwyczajny tom tego komiksu, z kredowym papierem i tekturową okładką rozciągnięty na 1088 stron &#8211; <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/06/trupy_komp4.jpg" rel="lightbox[4387]">istna cegła</a>. Niestety, poza robieniem wrażenia na półce, ma to też istotne wady. Nie da się tego tomiszcza poczytać w tramwaju, wanna też raczej odpada. Samo wkładanie księgi na wyższą półkę może przyprawić o ból nadgarstka. A bardziej na serio &#8211; szkoda, że między kolejnymi rozdziałami nie umieszczono <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/zywe_trupy">okładek zdobiących pojedyncze tomy</a>. Podejrzewam, że problematyczne byłoby drukowanie co którejś strony w kolorze, ale za reprodukcje w odcieniach szarości bym się nie obraził. Mam też świadomość, że zapakowanie tej cegły w twarde okładki i zszycie podbiłoby cenę, ale wtedy nie bałbym się, że rozklei się od lektury. Myślę, że kiedyś, w przypływie pieniędzy i dobrego humoru, <a href="http://motywdrogi.pl/2008/10/09/jak-zrobic-komiks-na-twardo/">udam się z kompendium do introligatora</a>. Tak nawiasem &#8211; zauważyłem, że amerykańskie TPB rozklejają się dużo rzadziej&#8230; Reasumując &#8211; jeśli jesteście kompletnie do tyłu z historią, a przede wszystkim chcecie dostać +5 do lansu u znajomych oglądających Waszą półkę z komiksami &#8211; kompendium jest dobrym wyborem. Zwłaszcza, że można je w tej chwili dostać za ok. 150 zł z wysyłką, co wychodzi nawet taniej niż pojedyncze tomy.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/06/trupy_komp2.jpg" alt="Walking Live vs Walking Dead" title="Walking Live vs Walking Dead" width="500" height="274" class="alignnone size-full wp-image-4399" /></p>
<p>Tak się jakoś zbiegło, że gdy już odebrałem paczkę, to wydawnictwo Taurus obudziło się i wydało wreszcie tom siódmy. Jeśli ktoś kompletnie nie zna serii, to polecam zacząć od tekstów Konrada o tomach <a href="http://motywdrogi.pl/2007/06/13/zywe-trupy-tomy-1-3/">#1-3</a>, <a href="http://motywdrogi.pl/2007/12/17/zywe-trupy-4-najskrytsze-pragnienia/">#4</a> i <a href="http://motywdrogi.pl/2008/03/22/zywe-trupy-5-najlepsza-obrona/">#5</a>. Ja pozwolę sobie przybliżyć tom szósty, siódmy i planowany w Polsce na jesień tom ósmy. Bez obaw &#8211; bez spoilerów &#8211; tylko zaostrzacze apetytu. </p>
<p>W zakończeniu tomu piątego Robert Kirkman zostawił część ekipy w nieciekawej sytuacji, jednocześnie uświadamiając im, że nie są jedyną grupą ludzi w okolicy i nie każdy jest tak miły jak oni. W szóstym, <em><a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/zywe_trupy/6">&#8222;To bolesne życie&#8221;</a></em>, odstawia nieco na bok relacje personalne, dając czytelnikom porcję ucieczek i strzelania &#8211; niekoniecznie do zombie. Powrót do domu nie jest dla bohaterów oczekiwanym odpoczynkiem &#8211; znów muszą walczyć o przetrwanie, do czego zresztą już czytelników przyzwyczajono. Dopiero na koniec wracamy do w miarę stabilnego rytmu życia, do społeczności dołącza nowa, wartościowa osoba i na początku tomu siódmego nadal jest względnie spokojnie. Będziemy świadkami wydawałoby się zapomnianego obrzędu, a Lori zdecyduje się na ważne wyznanie. Ktoś opuści gromadkę ocalałych, ale do tego też już przywykliśmy. Jednak siódemka nie bez powodu zatytułowana jest <em><a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/zywe_trupy/7">&#8222;Cisza przed burzą&#8221;</a></em>. Bohaterowie, wiedząc, że nie są sami w okolicy, zaczynają szykować się na nieuniknione. I faktycznie burza nadchodzi &#8211; ostatnie kilka stron będzie jak piorun &#8211; dla postaci i czytelnika. Chociaż spodziewałem się tego, to i tak wstrzymałem oddech przewracając kartkę.</p>
<p>Podziwiam Kirkmana za konsekwencję w budowaniu świata &#8211; w &#8222;Żywych Trupach&#8221; nigdy nie był przyjaznym miejscem i tom ósmy, wypełniony po brzegi akcją, znów dobitnie nam o tym przypomina. Nawet w tej serii, gdzie śmierć głównego bohatera jest normą, skala przetasowań jakie następują w <em>&#8222;Made to Suffer&#8221;</em> mocno mnie zaskoczyła. Kirkman nie daje zapomnieć &#8211; to jest zły świat i nikt nie żyje długo. Podczas lektury miałem nieodparte wrażenie, że inspirował się drugą połową pierwszego sezonu <a href="http://motywdrogi.pl/2007/08/08/jericho/">&#8222;Jerycho&#8221;</a>. Nawet czołg jest tak samo na pokaz. Nie zmienia to faktu, że tomy siódmy i ósmy czytałem do czwartej nad ranem, a cliffhanger na koniec sprawił, że autentycznie zakląłem z irytacji. A powinienem był się już przyzwyczaić do takich chwytów&#8230;<br />
<img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/06/trupy_komp3.jpg" alt="Hermetycznego żarciku ciąg dalszy" title="Hermetycznego żarciku ciąg dalszy" width="500" height="347" class="alignnone size-full wp-image-4395" /><br />
<em>By tradycji stało się zadość.</em></p>
<p>Nie wspomniałem o jeszcze jednej istotnej wadzie kompendium &#8211; by przeczytać resztę historii i zachować spójność kolekcji, muszę zaczekać aż wyjdzie następne. Na szczęście w stanach dobijają już do 11 TPB, więc jeszcze tylko pięć&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/06/13/kompendium-zywych-trupow-1-8/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Superman: Speeding Bullets</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/05/09/superman-speeding-bullets/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/05/09/superman-speeding-bullets/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 09 May 2009 11:33:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[import]]></category>
		<category><![CDATA[Batman]]></category>
		<category><![CDATA[DC]]></category>
		<category><![CDATA[Eduardo Barret]]></category>
		<category><![CDATA[J. M. DeMatteis]]></category>
		<category><![CDATA[Superman]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=2992</guid>
		<description><![CDATA[Dawno temu, gdy &#8222;Superman&#8221; wychodził w Polsce regularnie, istniała w nim zapomniana dziś instytucja &#8222;stron klubowych&#8221; &#8211; miejsca, gdzie redaktor odpisywał na listy, a często informował o aktualnych wydarzeniach i nowościach ze świata DC. Tam przeczytałem o &#8222;Superman: Speeding Bullets&#8221;, zapamiętując sobie, że muszę go kiedyś dorwać. Cóż może być bardziej cool niż idea połączenia [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/05/speedingbullets1.jpg" alt="speedingbullets1" title="speedingbullets1" width="515" height="191" class="alignnone size-full wp-image-2993" /><br />
Dawno temu, gdy &#8222;Superman&#8221; wychodził w Polsce regularnie, istniała w nim zapomniana dziś instytucja &#8222;stron klubowych&#8221; &#8211; miejsca, gdzie redaktor odpisywał na listy, a często informował o aktualnych wydarzeniach i nowościach ze świata DC. Tam przeczytałem o &#8222;Superman: Speeding Bullets&#8221;, zapamiętując sobie, że muszę go kiedyś dorwać.<br />
<span id="more-2992"></span><br />
Cóż może być bardziej cool niż idea połączenia losów dwóch najbardziej znanych bohaterów DC? Pewnie nic, dlatego pomysł ten doczekał się realizacji w ramach <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Elseworlds">serii <em>Elseworlds</em></a>. &#8222;Speeding Bullets&#8221; odpowiada na pytanie, które zapewne stawiało sobie wielu fanów: <em>&#8222;Co by było, gdyby rakieta z Kal-Elem rozbiła się na przedmieściach Gotham?&#8221;</em>. Dziś pomysł na fabułę już nieco trąci myszką &#8211; komiksów opartych na koncepcie zmiany kursu kapsuły powstało wiele &#8211; Supermana wysyłano do Anglii, <a href="http://motywdrogi.pl/2009/04/10/superman-red-son/">na komunistyczną Ukrainę</a>, a nawet do świata Apokalipsy. Należy jednak pamiętać, że &#8222;Superman: Speeding Bullets&#8221; powstał w 1993 roku, u początków serii <em>Elseworlds</em>, i wtedy była to jeszcze oryginalna idea&#8230;</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/05/speedingbullets2.jpg" alt="speedingbullets2" title="speedingbullets2" width="515" height="209" class="alignnone size-full wp-image-2994" /></p>
<p>Alternatywna historia pozwala poznać odpowiedź także na inne pytanie &#8211; jak zachowywałby się mroczniejsza wersja Supermana. Co prawda młody Bruce Wayne także zostaje wychowany w duchu poszanowania dla innych ludzi i umiłowania dobra, jednak strata rodziców budzi ukryte w nim pokłady mroku, kumulujące się przez lata. Obdarzony mocami Supermana Batman ma olbrzymie możliwości i niewiele zahamowań, które miał oryginalny Człowiek ze Stali. Zwłaszcza, że na jego drodze stają zarówno Lex Luthor jak i Joker &#8211; także nieco odmienieni. Jednocześnie kreacja tej postaci czerpie ze stałych motywów pojawiających się u Batmana &#8211; kompulsywna walka ze zbrodnią stanowi rodzaj samobiczowania i pokuty za śmierć rodziców. W efekcie powstaje ciekawy mroczny i potężny bohater, który zarówno wyglądem jak i metodami działania skojarzył mi się z lubianym przeze mnie <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Batman:_Knightfall#The_Crusade">Jeanem Paulem Valleyem zastępującym Batmana</a>. </p>
<p>&#8222;Superman: Speeding Bullets&#8221; ma jedną podstawową wadę &#8211; jest za krótki. Te 48 stron świetnie sprawdziłoby się jako pierwszy rozdział dłuższej historii. Tymczasem po zarysowaniu ciekawych postaci, akcja rozkręca się, i błyskawicznie kończy, zostawiając czytelnika z niedosytem. Wygląda to tak, jakby J. M. DeMatteis uciął fabułę, obawiając się skutków dłuższego eksperymentowania na flagowych herosach DC. Niepotrzebnie, bo w ramach serii <em>Elseworlds</em> i poza nią zrobiono z nimi gorsze rzeczy. Pozostaje ten komiks potraktować jako wartą uwagi ciekawostkę, bez nastawiania się na lekturową ucztę &#8211; to taka pigułka i krótki pokaz tego, co dało się zrobić w ramach idei &#8222;światów możliwych&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/05/09/superman-speeding-bullets/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>War Stories (Vol.1)</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/04/25/war-stories-vol1/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/04/25/war-stories-vol1/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 25 Apr 2009 13:01:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[import]]></category>
		<category><![CDATA[Chris Weston]]></category>
		<category><![CDATA[Dave Gibbons]]></category>
		<category><![CDATA[David Lloyd]]></category>
		<category><![CDATA[Ennis Invasion]]></category>
		<category><![CDATA[Garth Ennis]]></category>
		<category><![CDATA[Gary Erskine]]></category>
		<category><![CDATA[John Higgins]]></category>
		<category><![CDATA[Vertigo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=2562</guid>
		<description><![CDATA[Opisując prace Gartha Ennisa na łamach Motywu Drogi, wielokrotnie zdarzyło mi się zaznaczać że zbyt czuć w nich jego rękę lub narzekać na nagromadzenie stałych motywów i smaczków, z których Irlandczyk jest znany. &#8222;War Stories&#8221; było jak łyk świeżego powietrza &#8211; po paru stronach nie miało już znaczenia, że napisał to &#8222;facet od Kaznodziei&#8221;. Ten [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/04/warstoriesvol1-1.jpg" alt="War Story #1 - Johann&#039;s Tiger (by Chris Weston&amp;Gary Erskine)" title="War Story #1 - Johann&#039;s Tiger (by Chris Weston&amp;Gary Erskine)" width="500" height="301" class="alignnone size-full wp-image-2564" /><br />
Opisując prace Gartha Ennisa na łamach Motywu Drogi, wielokrotnie zdarzyło mi się zaznaczać że zbyt czuć w nich jego rękę lub narzekać na nagromadzenie stałych motywów i smaczków, z których Irlandczyk jest znany. &#8222;War Stories&#8221; było jak łyk świeżego powietrza &#8211; po paru stronach nie miało już znaczenia, że napisał to &#8222;facet od Kaznodziei&#8221;. Ten album przypomniał mi ważną prawdę &#8211; największą wartością komiksu nie jest nazwisko scenarzysty, twarda oprawa i ekskluzywne wydanie. Największą wartością komiksu jest dobra historia.<br />
<span id="more-2562"></span><br />
Cała filozofia wyłożona jest w tytule &#8211; &#8222;War Stories&#8221; to w oryginale dwa tomy, a w każdym cztery 56-stronicowe historie wojenne. Po prostu. W moje łapki dostał się <a href="http://www.dccomics.com/vertigo/graphic_novels/?gn=2454">tom pierwszy</a>, pozwalając zapoznać się z opowieściami o załodze niemieckiego <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/PzKpfw_VI_Tiger">Tygrysa</a> (<a href="http://comicbookdb.com/issue.php?ID=26362">&#8222;Johann&#8217;s Tiger&#8221;</a>), walkach na froncie włoskim (<a href="http://comicbookdb.com/issue.php?ID=26368">&#8222;D-Day Dodgers&#8221;</a>), ciekawym epizodzie z życia 101. Dywizji Powietrzno-Desantowej (<a href="http://comicbookdb.com/issue.php?ID=26371">&#8222;Screaming Eagles&#8221;</a>) i jednego z arktycznych konwojów morskich przewożących zapasy z Wielkiej Brytanii do Rosji (<a href="http://comicbookdb.com/issue.php?ID=26373">&#8222;Nightingale&#8221;</a>).</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/04/warstoriesvol1-2.jpg" alt="War Story#3 - Screaming Eagles (by Dave Gibbons)" title="War Story#3 - Screaming Eagles (by Dave Gibbons)" width="500" height="285" class="alignnone size-full wp-image-2566" /></p>
<p>Garth Ennis uniknął na szczęście typowego dla starych komiksów wojennych gloryfikowania bohaterskich chłopców i opiewania magii wojny. Trudno było go zresztą o to podejrzewać, bowiem w innych tytułach wielokrotnie dawał wyraz swojej niechęci do wojennej machiny. Tutaj także pokazuje ludzi, a nie herosów walczących za królową, gwiaździsty sztandar czy III Rzeszę. Może dlatego bez trudu poczułem sympatię do kreowanych przez niego bohaterów. Ich postawa pozwala zrozumieć absurd wojny: świat, w którym starasz się wykonać rozkazy, ale przede wszystkim przeżyć i wyjść z tego z twarzą. Nawet typowe swojskie chłopaki ze 101. Dywizji, to ludzie rozczarowani długością trwania kampanii i bezmyślnością dowództwa. Choć Ennis często opiera się na eksploatowanym przez popkulturę schemacie doświadczonego wojaka i gromadki wiernych mu żołnierzy, to wychodzą mu kreacje dość wiarygodne. Nawet nie przeszkadza mi nieco już oklepane idealizowanie braterstwa prawdziwych twardych mężczyzn, bo także pasuje do konwencji snucia historii o wojnie. Dlatego podświadomie kibicowałem dowódcy Tygrysa, Johannowi Kleistowi, który zdecydował się na dezercję i podanie Amerykanom, by ocalić swoich ludzi. Podobnie sierżantowi Brewerowi ze 101. Dywizji, zmęczonemu rozkazami dowództwa, które nigdy nie wytknęło nosa poza namioty sztabowe. Nic więc dziwnego, że gdy trafia się okazja funduje swojemu oddziałowi małe wakacje, choć wie, że czekają go konsekwencje. &#8222;War Stories&#8221; skupiają się na małych grupkach żołnierzy &#8211; tych trybikach, na które niegdyś nikt nie zwracał uwagi. Nie ma wielkich szarż ze śpiewem na ustach, choć są przykłady prawdziwego bohaterstwa, np. załogi Nightingale. Siła historii tkwi w ich wiarygodności &#8211; Ennis opiera się na faktach i łatwo uwierzyć, że podobne przypadki przydarzyły się na froncie. Przez to &#8222;War Stories&#8221; niezwykle wciągają i czyta się je bardzo dobrze, choć nierzadko nie kończą się happy endem.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/04/warstoriesvol1-3.jpg" alt="War Story#4 - Nightingale (by David Lloyd)" title="War Story#4 - Nightingale (by David Lloyd)" width="500" height="284" class="alignnone size-full wp-image-2565" /></p>
<p>Jest w &#8222;War Stories&#8221; kilka perełek scenaruszowych, które autentycznie potrafią wzruszyć: zakończenie &#8222;D-Day Dodgers&#8221; z wykorzystaniem <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/D-Day_Dodgers#The_Ballad_of_the_D-Day_Dodgers">autentycznej pieśni</a>, czy przetykanie historii o 101. Dywizji wspomnieniami sierżanta, który dokładnie pamięta, jak ze 140 zrobiło się zaledwie 4 żołnierzy. Również rysownikom nie można nic zarzucić &#8211; w końcu rysuje tu <a href="http://www.dccomics.com/dcu/graphic_novels/?gn=1462">Dave Gibbons</a>, <a href="http://www.dccomics.com/vertigo/graphic_novels/?gn=11367">David Lloyd</a> czy Christ Weston, Gary Erskine i John Higgins. Dla wielu dwa pierwsze nazwiska będą wystarczającą rekomendacją, by ten tom nabyć. Wszystkie historie narysowane są realistycznie, jednak każda jest inna &#8211; nie mogę natomiast powiedzieć, by któraś była brzydka czy niestaranna. Nie umiem niestety docenić kunsztu rysowników w oddawaniu oryginalnego wyposażenia i uzbrojenia &#8211; dla laika wszystko wygląda bardzo dobrze, a pojedynki czołgów czy flot robią olbrzymie wrażenie. Chociaż fani militariów pewnie doszukaliby się jakichś nieścisłości&#8230; Jeśli komuś mało wartości edukacyjnych, na końcu znajdzie bibliografię &#8211; książki stanowiące tło dla każdej historii oraz komentarze Ennisa, które przybliżą nieco realia, bez potrzeby sięgania po dodatkową literaturę. No i niech mi ktoś powie, że komiksy nie uczą?</p>
<p>Wydawnictwo Mucha Comics zapowiedziało wydanie &#8222;War Stories&#8221; w tym roku. Mam nadzieję, że uda im się nie przegiąć z ceną. Ten komiks naprawdę nie potrzebuje kredowego papieru i twardej oprawy. Dajcie mu brudnawy offset, tekturową okładkę i niską cenę, by ludzie mogli go po prostu kupić i poczytać. &#8222;War Stories Vol.1&#8243; nie czyta się jednym tchem, bo to komiks &#8222;tego Gartha Ennisa&#8221;. Czyta się go jednym tchem, bo to solidny komiks. Nie ma tu rewolucji, modnego postmodernizmu czy gry z konwencją &#8211; jest za to kawał cholernie dobrej historii. Co z tego, że na raz &#8211; to na pewno będą dobrze spędzone dwie godziny. Mam nadzieję, że <a href="http://www.dccomics.com/vertigo/graphic_novels/?gn=4918">tom drugi</a> trzyma poziom. W końcu rysuje tam m.in. Cam Kennedy, więc nie może być źle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/04/25/war-stories-vol1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Superman: Red Son</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/04/10/superman-red-son/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/04/10/superman-red-son/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 10 Apr 2009 09:07:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[import]]></category>
		<category><![CDATA[Dave Johnson]]></category>
		<category><![CDATA[DC]]></category>
		<category><![CDATA[Kilian Plunkett]]></category>
		<category><![CDATA[Mark Millar]]></category>
		<category><![CDATA[Superman]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=2128</guid>
		<description><![CDATA[Wśród fanów, a zapewne i autorów komiksów, panuje przekonanie, że ciężko jest stworzyć dobrą i niesztampową historię z Supermanem. Coś w tym jest &#8211; postać człowieka ze stali wykreowano w zupełnie innych realiach, dziś ikona heroizmu i ucieleśnienie amerykańskich ideałów nie wzbudza już tak wielkich emocji, jak w połowie XX wieku. Jednowymiarowość Supermana drażni &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/04/superredson1.jpg" alt="Superman - 600% normy" title="Superman - 600% normy" width="500" height="261" class="alignnone size-full wp-image-2137" /></p>
<p>Wśród fanów, a zapewne i autorów komiksów, panuje przekonanie, że ciężko jest stworzyć dobrą i niesztampową historię z Supermanem. Coś w tym jest &#8211; postać człowieka ze stali wykreowano w zupełnie innych realiach, dziś ikona heroizmu i ucieleśnienie amerykańskich ideałów nie wzbudza już tak wielkich emocji, jak w połowie XX wieku. Jednowymiarowość Supermana drażni &#8211; często określany jest &#8222;harcerzykiem&#8221; i uznawany za nudnego, przewidywalnego herosa. Ratunkiem dla autorów, którzy chcieliby wykroczyć poza nakreślone dawno temu ramy postaci, są wydawnictwa z <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Elseworlds">serii Elsewords</a>, czyli &#8222;A co by było gdyby&#8221;. W nich możliwe jest nawet postawienie świata DC na głowie i zrobienie z Supermana&#8230; komunisty.<br />
<span id="more-2128"></span></p>
<p><a href="http://www.dccomics.com/dcu/graphic_novels/?gn=1443">&#8222;Superman: Red Son&#8221;</a> oparty na prostym założeniu &#8211; skoro wychowany w Ameryce obcy przybysz, Kal-El, został symbolem jej ideałów, to co byłoby, gdyby kapsuła z nim wylądowałaby w Związku Radzieckim? Na tym założeniu konsekwentnie zbudowany jest alternatywny świat, gdzie Superman jest bliskim przyjacielem Stalina, na piersi nosi sierp i młot, a dorastał w ukraińskim kolektywie. Brzmi groteskowo i wywołuje głupkowaty uśmiech na twarzy, ale nie ma się co obawiać, bo za scenariusz odpowiada Mark Millar znany z odświeżania różnych bohaterów (&#8222;Ultimate X-men&#8221;, &#8222;The Ultimates&#8221;), przewrotów (&#8222;Civil War&#8221;) oraz po prostu dobrego komiksu akcji (&#8222;Wanted&#8221;). Formuła serii Elseworld pozwala mu zbudować konsekwentny alternatywny świat, gdzie oprócz Supermana-przodownika pracy pojawią się Lex Luthor &#8211; genialny naukowiec i prezydent czy Batman jako opozycjonista i terrorysta. Millar robi rzeczy, których nie doczekaliśmy (i pewnie nie doczekamy) się w regularnej serii &#8211; pokazuje starość bliskich Supermana i jego samego. Osoby z większym rozeznaniem w uniwersum DC będą miały dodatkową zabawę z wychwytywania zmienionych szczegółów &#8211; np. gdzie pracuje Oliver Queen alias Green Arrow i jakie miasto zamknięto w butelce tym razem. Jest ich naprawdę mnóstwo, łącznie ze <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/04/superredson_ac.jpg" rel="lightbox[2128]">scenami wzorowanymi na sławnych kadrach</a> z oryginalnej serii. &#8222;Superman: Red Son&#8221; jest jednak zamkniętą całością i mimo wielu nawiązań może go przeczytać osoba z zaledwie podstawową wiedzą o herosie. Ba, zachęcam do sięgnięcia po niego nawet tych, którzy na co dzień Supeharcerza i herosów w lateksie unikają. Będą się może nieco gorzej bawić, ale podstawowy sens komiksu do nich dotrze.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/04/superredson_cover.jpg" alt="superredson_cover" title="superredson_cover" width="500" height="345" class="alignnone size-full wp-image-2142" /></p>
<p>Esencją tego albumu, nie są bowiem zabawy formalne z budową świata i pochodzeniem postaci. Fikcyjne postacie przenikają się z historią Ameryki, która niczym w &#8222;Strażnikach&#8221; toczy się zupełnie inaczej &#8211; John F. Kennedy nadal jest prezydentem w 1978, zaś w 1963 zamordowano Nixona. Scenarzysta wykorzystuje opowieść o superherosach, by skrytykować ustrój totalitarny. Udaje mu się na szczęście uciec od czarno-białego podziału, obrywa się zarówno Ameryce jak i Rosji. Pokazuje, do czego doszedłby Superman, gdyby przybrani rodzice nie wpoili mu zasad moralnych, które jednocześnie ograniczają tę postać, czyniąc z niej papierowego harcerzyka. Tu ich nie ma, więc Superman chcący zapewnić ludziom absolutne bezpieczeństwo, musi objąć absolutną kontrolą ich niedoskonałe życia. Jednak nie sposób oceniać go negatywnie. Jest w pewnym sensie taki sam jak w regularnej serii: zapatrzony w ideały, w których go wychowano i zdecydowany czynić dobro, choćby jako dobro pojmował wprowadzenie komunizmu i chciał je czynić za wszelką cenę. Millar przypomina o obcości Supermana, który, niczym doktor Manhattan, nie do końca rozumie ludzi. Oprócz &#8222;Strażników&#8221; można tu zauważyć wpływy innego ważnego dla nurtu superhero albumu: <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/batman_egmont/mroczny_rycerz">&#8222;Dark Knight Returns&#8221;</a> oraz nieco mnie udanego <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/batman_egmont/mroczny_rycerz.2">&#8222;The Dark Knight Strike Again&#8221;</a>. Millar zresztą wcale się z tym nie kryje i znów puszcza oko, czyniąc z daty wydania &#8222;DKR&#8221; &#8211; 1986 roku &#8211; datę wojny domowej w USA. Nie ma mu się co dziwić, gdyż takie podobieństwa, to wystarczająca rekomendacja dla &#8222;Red Son&#8221;. </p>
<p> <img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/04/superredson2.jpg" alt="Batmankoff - wróg ludu!" title="Batmankoff - wróg ludu!" width="500" height="235" class="alignnone size-full wp-image-2138" /></p>
<p>Bardzo mi się podoba eksperymentowanie z wyglądem znanych postaci. Batmana w futrzanej czapie widać powyżej, warto tez zobaczyć Green Lanterna stylizowanego na amerykańskiego asa przestworzy i inne ciekawostki. Szkoda, że Dave Johnson nie zdecydował się na większą zmianę w wyglądzie głównego bohatera i tylko w szkicowniku prezentuje Supermana w kostiumie przypominającym wojskowy mundur i z bródką, niczym u rosyjskiego arystokraty. Na pochwałę zasługują okładki poszczególnych części <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/04/superredson_cover2.jpg" rel="lightbox[2128]">stylizowane na plakaty propagandowe</a>. Sama kreska nie wyróżnia się niczym szczególnym, ot taki standard komiksów o Supermanie. Tylko w trzeciej części, gdzie jak zgaduję ołówek przejął Kilian Plunkett, dzieje się coś dziwnego z twarzą głównego bohatera. </p>
<p>&#8222;Superman: Red Son&#8221; to komiks o największym herosie, który można polecić chyba każdemu. Najlepiej bawić się będą fani wielkiego eSa, ale oni i tak już mają to dzieło na półce. Inni na pewno docenią pomysł na oryginalny świat i samą historię, która jako jedna z nielicznych pokazuje Supermana jako ciekawą i nieco dwuznaczną moralnie postać. Gorzej, że po lekturze tego albumu, zwykłe szeregowe przygody Kryptończyka wydają się w większości mdłe i bezbarwne. Tam pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć&#8230; Żeby z innej ikony czasów Zimnej Wojny, Kapitana Ameryki, zrobić herosa na miarę XX wieku, trzeba było go zabić i zastąpić kimś młodszym. A co zrobić z Supermanem?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/04/10/superman-red-son/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>58</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Punisher Vol. 3 &amp; Vol. 4</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/04/04/punisher-vol-3-vol-4/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/04/04/punisher-vol-3-vol-4/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 04 Apr 2009 10:15:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[import]]></category>
		<category><![CDATA[papier]]></category>
		<category><![CDATA[Darick Robertson]]></category>
		<category><![CDATA[Ennis Invasion]]></category>
		<category><![CDATA[Garth Ennis]]></category>
		<category><![CDATA[Mandragora]]></category>
		<category><![CDATA[Punisher]]></category>
		<category><![CDATA[Steve Dillon]]></category>
		<category><![CDATA[Tom Mandrake]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=710</guid>
		<description><![CDATA[Opisując &#8222;The Punisher: Born&#8221;, wspomniałem już, że wcześniejsze przygody Pogromcy, nigdy specjalnie mnie nie wciągnęły. Jak się okazuje, nie byłem sam &#8211; po sukcesie w pierwszej połowie lat 90. popularność tytułów z Frankiem zaczęła spadać. Szefowie Marvela zastosowali &#8222;Procedurę awaryjną dla tracących czytelników tytułów nr 1&#8243; &#8211; zabili bohatera na niby, by wprowadzić jego następców. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/03/ei_punisher1.jpg" alt="Trzy tomy rzezi - Punisher Vol. 3 &amp; 4" title="Trzy tomy rzezi - Punisher Vol. 3 &amp; 4" width="500" height="270" class="alignnone size-full wp-image-2011" /><br />
Opisując <a href="http://motywdrogi.pl/2009/04/02/the-punisher-born/">&#8222;The Punisher: Born&#8221;</a>, wspomniałem już, że wcześniejsze przygody Pogromcy, nigdy specjalnie mnie nie wciągnęły. Jak się okazuje, nie byłem sam &#8211; po sukcesie w pierwszej połowie lat 90. popularność tytułów z Frankiem zaczęła spadać. Szefowie Marvela zastosowali &#8222;Procedurę awaryjną dla tracących czytelników tytułów nr 1&#8243; &#8211; zabili bohatera na niby, by wprowadzić jego następców. Gdy to nie wystarczyło &#8211; zabili go naprawdę i wskrzesili jako agenta niebios. Gdy i to nie wystarczyło złapali się za głowę. Pozostała im &#8222;Ostateczna procedura awaryjna&#8221;:</p>
<blockquote><p>If there&#8217;s something weird<br />
and it don&#8217;t look good<br />
Who ya gonna call?<br />
GARTH ENNIS!
</p></blockquote>
<p><span id="more-710"></span><br />
Cofnijmy się jednak w czasie do chwili, gdy Ennis pierwszy raz zetknął się z postacią Pogromcy. W roku 1995 machnął one-shota z serii <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/What_If_(comics)">&#8222;What if&#8230;?&#8221;</a>. Wypalił z grubej rury: <em>&#8222;Co by było, gdyby śmierć rodziny Franka spowodowali nie bandyci, a lekkomyślne działania superbohaterów?&#8221;</em>. Nieświadomie podniósł tu problem, który w 2007 roku urośnie do rozmiarów &#8222;Civil War&#8221;; stworzył też kolejny komiks, w którym kontestował ideę heroizmu. A mając do dyspozycji takiego bohatera jak Pogromca, nie musiał ograniczać się do podśmiewania z bohaterów w trykotach. Mógł ich po prostu zabić. &#8222;The Punisher Kills the Marvel Universe&#8221; to miód dla każdego umiarkowanego fana trykotów &#8211; lub ich antyfana. Obydwaj będą się świetnie bawić, oglądając skuteczne sposoby na wykończenie śmietanki uniwersum Marvela. A ultrafani, modlący się do pierwszego numeru &#8222;Spider-mana&#8221;, dostaną zawału. Może dlatego komiks przemknął bez echa i czytelnicy przypomnieli sobie o nim dopiero, gdy w 2000 roku Marvel zlecił Ennisowi odświeżenie i tuning postaci Punishera.</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/03/ei_punisher2.jpg" alt="Jedna z niesamowitych okładek Tima Bradstreeta" title="Jedna z niesamowitych okładek Tima Bradstreeta" width="500" height="270" class="alignnone size-full wp-image-2017" /></p>
<p>Ennis w parze ze starym druhem Steve Dillonem stworzył <a href="http://punisher.marvelcomics.pl/index.php?cmd=showSum&#038;ser=58">Vol. 3</a>, czyli dwunastozeszytową serię &#8222;Welcome back, Frank&#8221;, która <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/punisher_mandragora/1">ukazała się i w Polsce</a> nakładem Mandragory. Nie jest to Frank Castle tak zupełnie różny od tego, co powstawało wcześniej, ale jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach. Osią fabuły jest krucjata przeciwko rodzinie Gnucci &#8211;  trup ściele się gęsto, a Frank nie przebiera w środkach. Wyjątkowość historii opiera się na ciekawych bohaterach pobocznych: od nowego sidekicka Punishera &#8211; fajtłapowatego detektywa Soap; przez demoniczną mamusię Gnucci, aż po naśladowców Punishera, którym wydaje się, że także mogą zaprowadzić porządek &#8211; oczywiście robiąc to na własnych zasadach. I choć pomysł, by mordować tylko biedotę jak Elite albo grzeszników jak Holy może wydawać się nam zwichrowany, to pojawia się pewna wątpliwość. Wyraźnie widać, że Castle jest takim samym wyrzutkiem jak oni, co jednak nie przeszkadza mu się uważać za jedynego i ostatniego sprawiedliwego. Ennis zrywa z wizerunkiem Punishera-bohatera. By dodatkowo to podkreślić wciąż wkłada w usta różnych postaci pytanie: <em>&#8222;Kto dał Frankowi Castle prawo do wymierzania sprawiedliwości według własnego widzimisię?&#8221;.</em> Chociaż chwilami wręcz przeciwnie, Ennis zamiast oskarżać i powątpiewać, podkreśla człowieczeństwo Franka, pokazując jego relacje ze zwykłymi ludźmi &#8211; sąsiadami. Historia nie jest przeładowana moralistyką, rzekłbym, że pytania rzucone są bardziej do czytelnika, by nieco zdystansować go do postaci, gdyż sam Pogromca najczęściej nie odpowiada nic. On robi swoje. Mam nieco za złe Ennisowi, że nie poszedł od razu i całkowicie w stronę poważnej konwencji &#8211; zrobił to dopiero w Vol. 5, gdy Punisher został przeniesiony do imprintu MAX &#8211; dla dorosłego czytelnika. Vol. 3 pełne jest elementów pastiszowych: Soapowi wiecznie nic nie wychodzi, naśladowcy Punishera mają groteskowe kostiumy i motywacje, a najbardziej przerysowany jest wielki Rusek, który próbuje dopaść Franka &#8211; tu jeszcze mnie bawił, ale jego powrót w Vol. 4 nie był moim zdaniem konieczny. Pojawiają się też nawiązania do świata Marvela, ale herosi przemykają po kartach komiksu głównie po to, by zostać ośmieszonymi, a Ennis mógł podkreślić Punishera i swój dystans do idei superbohaterstwa. Nie są to elementy jakoś szczególnie irytujące, po prostu czynią z Punishera komiks bliższy standardowym tytułom Marvela, czemu marka Ennisa miała niby zapobiec. Dzięki tym dodatkom historia czyta się sprawniej i może bawić, choć specyficzny jest to humor. Widać Garth nie chciał wystraszyć wszystkich dotychczasowych fanów Pogromcy, może też nie wiedział, na ile wolno mu zaszaleć z jedną z flagowych postaci Marvela. </p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/03/ei_punisher3.jpg" alt="Zapach napalmu o poranku..." title="Zapach napalmu o poranku..." width="500" height="270" class="alignnone size-full wp-image-2018" /></p>
<p><a href="http://punisher.marvelcomics.pl/index.php?cmd=showSum&#038;ser=59">Vol. 4</a>, który już w Polsce się nie pojawił, zaczyna się tam, gdzie skończyła się poprzednia historia. Seria stanęła na nogi, Ennis może więc pozwolić sobie na eksperymenty. Pierwsze 5 numerów to historia o powrocie Rosjanina, utrzymana w podobnym tonie mieszania poważnej akcji z nieco żenującymi żartami o olbrzymim biuście. Ennis znów szarga świętości, parodiuje Weapon X i robi worek treningowy ze Spider-mana. Ciekawie i inaczej robi się dopiero, gdy Frank trafia na wyspę pełną najemników. Scenariusz à la Rambo psuje pałętający się wszędzie Rosjanin, który po trzech stronach przestaje być zabawny&#8230; Znaczy jest to pomysłowa i napisana z jajem postać, ale mam wrażenie, że Ennis nieco za długo ją eksploatuje. Bardziej bawiłaby mnie w &#8222;Spider-manie&#8221; (zresztą przypomina mi Rhino) &#8211; Punishera wolałbym bez takich elementów. Im dalej jednak w serię, tym ciekawiej &#8211; pojawiają się niesztampowe historie, gdzie często nie Punisher jest główną postacią, a nawet&#8230; sporadycznie padają strzały! Podoba mi się pomysł na Pogromcę-ducha miasta, który cicho przemyka ulicami, robiąc swoje, jak w <em>&#8222;Do not fall in the New York city&#8221;</em> (#6) i <em>&#8222;’Nuff said&#8221;</em> (#7). Ten ostatni to ciekawostka &#8211; jest komiksem niemym, który nie tylko narysował, ale i napisał Steve Dillon. Numery #8-12 dostał inny scenarzysta, a Ennis powraca w #13 z przeciętną historią o walce z mafią. Ciekawy jest &#8222;The Exclusive&#8221; (#15) &#8211; o dziennikarzu, który szantażuje Franka, by napisać o nim artykuł. Szkoda, że ten pomysł zarżnęło słabiutkie rozwinięcie i zakończenie, którego spodziewałem się od początku &#8211; Punisher zadziałał jak bezmózgi mięśniak, bez krztyny finezji. Dziwną historią jest spotkanie Pogromcy z Rosomakiem &#8211; pomysł na ich przeciwnika jest zabawny, niestosowny i nieco szalony. Oczywiście nie ma mowy o żadnym działaniu w drużynie &#8211; obydwaj panowie w wersji Ennisa to raczej maszyny do zabijania &#8211; musicie koniecznie zobaczyć, jak Punisher sobie z Wolviem radzi. Zeszyt #18 to kolejna perełka &#8211; Frank składa wizytę w Belfaście &#8211; chyba jeden z nielicznych odcinków, gdy zdaje sobie sprawę z bezsensu wojny i zła jakie potrafi czynić człowiek w imię fikcyjnych idei. Ennis nawiązuje do swego pochodzenia i bawi się w moralistę, choć podejścia Castle&#8217;a do życia i tak nie zmienia. Vol. 4 to taka przeplatanka sztampowych walk Punishera z przestępcami oraz niesztampowych pomysłów, których kulminacją są numery 24-26 &#8211; historia z naprawdę chorym przeciwnikiem stającym Pogromcy na drodze. Moim zdaniem Ennis znacznie lepiej radzi sobie z scenariuszem, gdy poświęca nieco uwagi ludzkim osobowościom, zajmuje się stroną obyczajową &#8211; jak w historii o dwóch nie całkiem prawych gliniarzach z numerów #20-22. Mógłby natomiast opuścić sobie okazyjne wtrynianie bohaterów Marvela &#8211; nie wiem, może jakiś przykaz z góry miał? Zeszyt #27 z Elektrą to raczej słabizna, w dodatku z koszmarnymi rysunkami. Nie mam niestety ostatniego HC z tej serii, zawierającego numery #28-37, więc pewnie czeka mnie zakup wydania <a href="http://www.amazon.com/Punisher-Garth-Ennis-Omnibus/dp/0785133836/ref=pd_bbs_sr_1?ie=UTF8&#038;s=books&#038;qid=1238805534&#038;sr=8-1">&#8222;Punisher by Garth Ennis Omnibus&#8221;</a>, by zapoznać się z historiami rysowanymi przez Cama Kennedy&#8217;ego (&#8222;Dark Empire II&#8221;) i Johna McCrea (&#8222;Hitman&#8221;).</p>
<p><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/03/ei_punisher4.jpg" alt="Welcome back, Frank" title="Welcome back, Frank" width="500" height="198" class="alignnone size-full wp-image-2019" /></p>
<p>Rysunkowo seria nie zachwyca, bo fanem Dillona nie jestem i nie raz już pisałem, że umie on narysować sześć męskich twarzy na krzyż, chociaż <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/03/puni_stevedillon.jpg" rel="lightbox[710]">wygląd jego Punishera</a> całkiem przypadł mi do gustu. Najbardziej podobał mi się mroczny styl Darricka Robertsona, z <a href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/03/puni_darrickrobertson.jpg" rel="lightbox[710]">Punisherem w stylu mrocznego twardziela</a>. Porażką jest moim zdaniem kreska Toma Mandrake &#8211; czyli <a href=http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/2009/03/puni_tommandrake.jpg>Castle jako kwadratowogłowy mięśniak</a>. Serię ozdabiają<br />
<a href="http://punisher.marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCovers&#038;ser=the_punisher_vol._3">doskonałe</a> <a href="http://punisher.marvelcomics.pl/index.php?cmd=showCovers&#038;ser=the_punisher_vol._4_(marvel_knights)">okładki</a> Tima Bradstreeta &#8211; gdyby cały komiks był tak rysowany, kupiłbym nawet najgłupszy scenariusz.</p>
<p>&#8222;Punisher Vol. 3&#8243; polecam właściwie każdemu, kto nawet umiarkowanie lubi Pogromcę &#8211; nie jest to miniseria do końca na serio, raczej lekkostrawna i ze smaczkami w ennisowym stylu. Chyba, że ktoś nie znosi scen realistycznej, nieco wynaturzonej przemocy, w których rysowaniu celuje Steve Dillon. Vol. 4 jest nierówne, można kupić tylko niektóre zeszyty &#8211; ew. szarpnąć się na Omnibusa i wracać tylko do niektórych historii. Całość traktuję jako przystawkę przed sześćdziesięcioma zeszytami serii &#8222;Punisher MAX&#8221;, za które pewnie niedługo się zabiorę. No i muszę napisać: szkoda, że nikt nam tego nie wyda, bo Punisher przestaje być bohaterem dla fanów trykotu i peleryny.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/04/04/punisher-vol-3-vol-4/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The Best of the Spirit</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/01/10/the-best-of-the-spirit/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/01/10/the-best-of-the-spirit/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Jan 2009 12:39:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Kamiński</dc:creator>
				<category><![CDATA[import]]></category>
		<category><![CDATA[egmont]]></category>
		<category><![CDATA[The Spirit]]></category>
		<category><![CDATA[Will Eisner]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=626</guid>
		<description><![CDATA[W lecie Frank Miller zaczął kręcić kolejną adaptację komiksu, a ja złapałem się na tym, że mam tylko mglistą wiedzę o &#8222;The Spirit&#8221; Willa Eisnera. Tomów z historiami o nim wyszło mnóstwo, więc intuicja doradziła &#8222;The Best of the Spirit&#8221;. DC sprytnie przewidziało mój ruch &#8211; na zamówionym egzemplarzu widnieje napis &#8222;Soon to be a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="/wp-content/uploads/komiksy/papier/spirit/spirit1.jpg" alt="Jedyna ilustracja pochodząca z opisywanego komiksu, a dokładniej: okładka" title="Jedyna ilustracja pochodząca z opisywanego komiksu, a dokładniej: okładka" align="texttop" width="500"  height="250" border="0" /></p>
<p>W lecie Frank Miller zaczął kręcić  kolejną adaptację komiksu, a ja złapałem się na tym, że mam tylko mglistą wiedzę o &#8222;The Spirit&#8221; Willa Eisnera. Tomów z historiami o nim wyszło mnóstwo, więc intuicja doradziła <a href="http://www.dccomics.com/dcu/graphic_novels/?gn=4646">&#8222;The Best of the Spirit&#8221;</a>. DC sprytnie przewidziało mój ruch &#8211; na zamówionym egzemplarzu widnieje napis <em>&#8222;Soon to be a major motion picture&#8221;</em>, którego <a href="/wp-content/uploads/komiksy/papier/spirit/spirit_okladka.jpg" rel="lightbox"  >wcześniej nie było</a>. Egmont również postanowił zatroszczyć się o kinomaniaków, 26 stycznia ten album wyjdzie <a href="http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/mistrzowie_komiksu_exclusive/23">po polsku</a>.<br />
<span id="more-626"></span><br />
Spirit wbrew pozorom nie jest superbohaterem, chociaż jego pochodzenie może na to wskazywać. Niegdyś policjant, który walcząc z szalonym naukowcem zetknął się z jakimś równie szalonym eksperymentem. Jak wiadomo w komiksie nikt nie ginie na dobre &#8211; Denny Colt powstaje z grobu i decyduje się walczyć ze złem jako (tadam!) Spirit, zamaskowany stróż prawa. Swoją drogą już od polskich przygód Hala Jordana uważam, że tak skromne karnawałowe maseczki, to zbytnie naginanie konwencji &#8211; na to naprawdę nikt by się nie nabrał. Ale do igrania z konwencją jeszcze dojdziemy&#8230; Prawdziwą tożsamość Spirita zna tylko jedna osoba &#8211; jego były szef, komisarz Dolan.</p>
<p>Skoro jest zamaskowany bohater, który współpracuje z komisarzem policji i nawet ma sidekicka, to teraz powinna zacząć się prawdziwa akcja. A przy tym nie opuszcza nas wrażenie, że skądś już znamy ten schemat. I faktycznie. Spirit powstał w 1940 roku, kiedy masowa publiczność poznała już Supermana i Batmana, a wcześniej bawili ją tacy śmiałkowie jak Buck Rogers, Flash Gordon i Dick Tracy&#8230; Spirit ma coś z każdego z nich, odnajdziemy też pewne cechy Zorro, Jamesa Bonda czy Robin Hooda (do którego w jednym z epizodów zostaje porównany). Eisner wcale nie ukrywa podobieństw do znanych już bohaterów.</p>
<p><img src="/wp-content/uploads/komiksy/papier/spirit/spirit2.jpg" alt="Piękne kobiety, znak firmowy przygód  Spirita (ilustracja nie pochodzi z opisywanego komiksu)" title="Piękne kobiety, znak firmowy przygód  Spirita (ilustracja nie pochodzi z opisywanego komiksu)" align="texttop" width="500"  border="0" /></p>
<p>Przygody Denny&#8217;ego Colta publikowane były raz w tygodniu, w redagowanej przez Eisnera &#8222;Weekly Comic Book&#8221; &#8211; szesnastostronicowej wkładce do gazet niedzielnych. Epizod ze Spiritem zajmował zwykle stron siedem, z czego pierwsza była całostronicową planszą zastępującą okładkę. W tomie &#8222;The Best of&#8230;&#8221; zmieściły się 22 historyjki. Mała próbka, jeśli spojrzeć na 22 tomy &#8222;The Spirit Archives&#8221;, a bez ich znajomości ciężko oceniać trafność doboru historyjek. Na pewno zadbano o różnorodność.</p>
<p>Wyjątkowość &#8222;Spirita&#8221; polega na tym, że na sensacyjno-superbohaterskim schemacie powstają fabuły zupełnie do niego nieprzystające. A na odcinki bardziej &#8222;w konwencji&#8221; nałożony jest eisnerowski filtr rzeczywistości. <em>&#8222;The Origin of the Spirit&#8221;</em> przypomina znaną historię bandyty, który wylądował w kadzi z chemikaliami. W tym wypadku ofiarą pada &#8222;ten dobry&#8221;, co lekko zaskakuje. <em>&#8222;Fox at Bay&#8221;</em> pokazuje w akcji człowieka, który pragnie sprawdzić i udokumentować jak zdrowa psychicznie osoba przeistacza się w socjopatycznego mordercę. Nie widzimy jak morduje dziesięciu ludzi, ale chłodna kalkulacja i spokój z jakim mówi o tym &#8222;eksperymencie&#8221; mrozi krew i przeraża. Przypomniał mi opowiadanie z antologii <a href="http://www.batcave.stopklatka.pl/ramka.php?show=ks9">&#8222;Batman: Black&#038;White&#8221;</a> &#8211; <em>&#8222;Niewinny człowiek&#8221;</em>. Pewien nastolatek z taką samą zimną precyzją planuje zamordować Batmana. Zresztą skojarzenia z przygodami Nietoperza pojawiają się często. Eisner bawi się schematem w <em>&#8222;The Last Hand&#8221;</em> &#8211; odwraca role i każe mordercy poczuć, jak to jest być ofiarą. Podkpiwa z fantastyki w <em>&#8222;Visitor&#8221;</em>, gdzie nietypowa wysłanniczka z Marsa odkrywa uroki życia na ziemi.</p>
<p><img src="/wp-content/uploads/komiksy/papier/spirit/spirit3.jpg" alt="(ilustracja nie pochodzi z opisywanego komiksu)" title="(ilustracja nie pochodzi z opisywanego komiksu)" align="texttop" width="500"  border="0" /></p>
<p>Najistotniejsze i najciekawsze są te epizody, w których główny heros pojawia się epizodycznie jako karzące lub pomocne ramię sprawiedliwości, a na pierwszy plan wysuwają się ludzkie dramaty. Will Eisner schodzi z dachów, gdzie herosi ścigają bandytów, na ulice, do mieszkańców metropolii zmagających się z nie mniejszymi wyzwaniami. Dla Cranfranza Quayle marzeniem jest uciec od apodyktycznej żony. Quadrant J. Stet orientuje się, że traci wzrok. A pozyskanie funduszy na operację wiązałoby się ze złamaniem prawa&#8230; Najbardziej zasmucił mnie <em>&#8222;The Killer&#8221;</em> pokazujący jak zawirowania życiowe i nieumiejętność radzenia sobie z nimi potrafią popchnąć człowieka do zbrodni. Porusza <em>&#8222;The Story of Gerhard Shnobble&#8221;</em>, w której bohater posiada unikalny talent – potrafi latać &#8211; lecz wcale nie czyni to jego życia lepszym. Są też lżejsze epizody &#8211; specjalny odcinek świąteczny o nawróceniu bandyty, utrzymany w duchu &#8222;Opowieści Wigilijnej&#8221; oraz opowiadanie o zabawce, które oprawą graficzną przypomina elementarz &#8211; specjalnie dla najmłodszych. Podglądanie ludzkich losów, przypomina małe reportaże, krótkie notki z &#8222;Lapidarium&#8221;. Dużo uwagi poświęcone jest miastu – bohaterem <em>&#8222;The last Trolley&#8221; </em>jest właśnie nocny tramwaj, Spirit i złoczyńca to tylko dodatki. Eisner tworzy klimat snucia gawędy przez nietypowe dla komiksu superbohaterskiego chwyty – udział narratora i bezpośrednie zwracanie się do czytelnika.</p>
<p>Nie czytałem całości dzieła Eisnera, ale teraz z chęcią bym to nadrobił, by móc dłużej cieszyć talentem z jakim on po prostu opowiada. Polski czytelnik zna już inną twarz tego autora, dlatego część historyjek z &#8222;The Best of the Spirit&#8221; przypominać mu będzie te z &#8222;Nowego Jorku&#8221; (tych z &#8222;Umowy z Bogiem&#8221; nie mam i nie znam, ale pewnie też). Należy pamiętać, że przygody Spirita były historycznie wcześniejsze. W nich objawiał się talent Eisnera jako portrecisty nie tak zwykłych ludzi. W końcu &#8211; czymże byliby bohaterowie, bez tych, których ratują?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/01/10/the-best-of-the-spirit/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Battle Pope</title>
		<link>http://motywdrogi.pl/2009/01/08/battle-pope/</link>
		<comments>http://motywdrogi.pl/2009/01/08/battle-pope/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Jan 2009 10:11:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Gordon</dc:creator>
				<category><![CDATA[import]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://motywdrogi.pl/?p=638</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiejszy wpis o podtytule “Prawie tyle samo seksu i przemocy co w Biblii, a w dodatku więcej obrazków!” napisał Jerzy Łanuszewski, znany być może stąd. Zapraszam do czytania, klikania w obrazki po całość okładek i zgłaszania się do nas (jak Gordon), jeżeli chcielibyście o czymś napisać. (Ł.) Sąd Ostateczny nastąpił – Bóg osądził ludzi. Część [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a target="_blank" href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/komiksy/papier/battlepope/battlepope_11.jpg" rel="lightbox"><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/komiksy/papier/battlepope/battlepope1.gif" alt="Papież Bitewny" title="Papież Bitewny" width="500" border="0" height="373"></a><br />
<em>Dzisiejszy wpis o podtytule “Prawie tyle samo seksu i przemocy co w Biblii, a w dodatku więcej obrazków!” napisał Jerzy Łanuszewski, znany być może <a target="_blank" href="http://motywdrogi.pl/2008/10/17/zolw-tunczyk-i-jazz-rock-cafe/">stąd</a>. Zapraszam do czytania, klikania w obrazki po całość okładek i zgłaszania się do nas (jak Gordon), jeżeli chcielibyście o czymś napisać. (Ł.)</em><br />
<span id="more-638"></span><br />
Sąd Ostateczny nastąpił – Bóg osądził ludzi. Część z nich (nieliczna) dostąpiła łaski Nieba – inni pozostali na Ziemi. Jakby tego było mało, bramy Piekła zostały otwarte, więc ludzie, którzy zostali, zmuszeni są dzielić Ziemię z przeróżnej maści demonami. Jednym z pechowców jest papież Oswald Leopold II, bezpośredni następca “Naszego Papy” (który, nota bene, występuje na samym początku komiksu). Wizerunek Ojca Świętego dalece odbiega od tego lansowanego w mediach &#8211; bohater <a target="_blank" href="http://motywdrogi.pl/2008/08/27/robert-kirkman-ratuje-amerykanski-komiks/">Kirkmana</a> to bufon, pijak, zakapior i jebaka z gatunku tych, co to żadnej babie nie przepuszczą.</p>
<p>Prawdopodobnie nieszczęsny biskup Rzymu dokonałby dni swoich gdzieś pomiędzy butelką Jacka Danielsa a pijaną osiemnastką, gdyby nie boski plan. Otóż Bóg doszedł do wniosku, że pozostawiona sama sobie ludzkość raczej długo nie pociągnie i przydałby się jej jakiś obrońca przez duże “O”. Wybór pada na niczego niespodziewającego się Oswalda Leopolda II. Świeżo upieczony “Battle Pope” zostaje wyposażony w nowe ciało (ulepszone pod <strong>każdym</strong> względem), zapas broni i małoletniego pomocnika w osobie Jezusa H. Chrystusa. Tak, pomocnik jest hippisem i nie, nie pali trawy, ale za to lubi gry na konsole. Ich pierwszą misją jest uwolnienie dowódcy armii niebios &#8211; Archanioła Michała (wyglądem przypominającego generała Pattona na sterydach), więzionego przez Hellcorp, firmę samego Lucyfera. A potem jest tylko lepiej. Sam Kirkman <a target="_blank" href="http://pl.youtube.com/watch?v=Uyg-WRL9YRo">tak opowiada o swoim pierwszym komiksie</a>.</p>
<p>Motyw starć z legionami piekielnymi i superbohaterowanie są najważniejszymi, choć nie jedynymi, wątkami w tej serii. Kirkman stworzył znakomitą mieszankę religii i trykotów. Szczególnie udanie wypadają sceny patroli papieża i Jezusa – ot, Batman i Robin w wersji rzymskokatolickiej. Autorzy sporo miejsca poświęcają życiu codziennemu pary głównych bohaterów: relacjom papiesko-damskim, perypetiom związanym z mieszkaniem pod jednym dachem z Jezusem, którego obecność wyjątkowo przeszkadza w tychże relacjach, czy kłopotom z sąsiadami. Najmocniejszą stroną komiksu, oczywiście poza absurdalnym pomysłem na fabułę, są sylwetki bohaterów. Poza papieżem w pelerynie barwną galerię tworzą m.in. demon-nerd, jednooki Święty Mikołaj, Madonna z wielkim cycem (a nawet dwoma), bliźniaki zombie czy dziwnie mówiąca właścicielka mieszkania, w którym rezyduje głowa Kościoła.</p>
<p><a target="_blank" href="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/komiksy/papier/battlepope/aVR.jpg" rel="lightbox"><img src="http://motywdrogi.pl/wp-content/uploads/komiksy/papier/battlepope/battlepope2.gif" alt="Battle Pope" title="Battle Pope" width="500" border="0" height="387"></a></p>
<p>“Battle Pope” to bezpretensjonalna rozrywka w najczystszej postaci. Sprawy wiary i religii potraktowane są w tym komiksie bardzo luźno. Nie ma tutaj miejsca na ostre ataki w stylu Ennisa czy prostacki antyklerykalizm Dąbrowskiego. Kirkman wziął tematykę kościelną i stworzył z tego bazę do serii mniej lub bardziej absurdalnych żartów. Nie żeby “Battle Pope” nie był obrazoburczy. Jest. Tyle że nie za bardzo. Papieski humor jest rubaszny, niedorzeczny. Dowcipy nie zawsze są najwyższych lotów, nierzadko krążą między łóżkiem a kiblem, ale doprawione sosem kościelno-lateksowym zyskują na groteskowości.</p>
<p>Ilustracjami zajął się Tony Moore, znany z <a target="_blank" href="http://motywdrogi.pl/2007/06/13/zywe-trupy-tomy-1-3/">pierwszej części “Żywych trupów”</a>. Widać, że ten rysownik o wiele lepiej sprawdza się w seriach komediowych. Jego staranne, lekko kreskówkowe grafiki doskonale oddają wszystkie charaktery rozpisane przez Kirkmana. Seria była ilustrowana również przez Cory’ego Walkera, Matthew Robertsa, C. J. Su, Marka Kidwella, Briana Despaina i Shane’a White’a, ale ich udział jest epizodyczny. I bardzo dobrze – według mnie części rysowane przez Moore’a o niebo lepiej pasują do przygód Oswalda.</p>
<p>Komiks składa się z czternastu zeszytów (zebranych w cztery TPB) i jest zamkniętą całością. Może to i lepiej – w końcu jak długo można eksploatować jeden pomysł? “Papież Bojowy” to niemalże wzorcowy przykład dobrego komiksu rozrywkowego. Przemoc, trochę seksu, wątki religijne – czego chcieć więcej?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://motywdrogi.pl/2009/01/08/battle-pope/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
