
Autorem dzisiejszego wpisu jest Piotr Lipa, Slay, znany Wam być może ze swojego bloga – K.
Głównie na łamach “Incredible Hulk” vol. 3 #92-105 oraz w kilku zeszytach “Fantastycznej Czwórki” rozegrała się historia zielonej sałaty Marvela, znana czytelnikom lepiej jako “Planet Hulk”. Do lektury zasiadłem nastawiony na czystą demolkę, bo przyznam, że tylko z tym kojarzy mi się ta postać i w sumie dostałem to, czego oczekiwałem, a do tego mały dodatek…
Czytaj dalej
Serię “Żywe trupy” miałem w głowie na półeczce “Do uzupełnienia!”, od kiedy przeczytałem tom pierwszy. I zawsze coś mi przeszkadzało w zakupie całości. Gdy w Stanach ukazało się mamucich rozmiarów kompendium zbierające tomy #1-8, wiedziałem, że albo teraz, albo nigdy. Listonosz dziwnie na mnie patrzył, gdy z wypiekami odbierałem spore pudło, ważące dobrze ponad 2 kilo. O jego zawartości i wrażeniach z tomów #6-8 przeczytacie poniżej.
Czytaj dalej

Dawno temu, gdy “Superman” wychodził w Polsce regularnie, istniała w nim zapomniana dziś instytucja “stron klubowych” – miejsca, gdzie redaktor odpisywał na listy, a często informował o aktualnych wydarzeniach i nowościach ze świata DC. Tam przeczytałem o “Superman: Speeding Bullets”, zapamiętując sobie, że muszę go kiedyś dorwać.
Czytaj dalej

Opisując prace Gartha Ennisa na łamach Motywu Drogi, wielokrotnie zdarzyło mi się zaznaczać że zbyt czuć w nich jego rękę lub narzekać na nagromadzenie stałych motywów i smaczków, z których Irlandczyk jest znany. “War Stories” było jak łyk świeżego powietrza – po paru stronach nie miało już znaczenia, że napisał to “facet od Kaznodziei”. Ten album przypomniał mi ważną prawdę – największą wartością komiksu nie jest nazwisko scenarzysty, twarda oprawa i ekskluzywne wydanie. Największą wartością komiksu jest dobra historia.
Czytaj dalej

Wśród fanów, a zapewne i autorów komiksów, panuje przekonanie, że ciężko jest stworzyć dobrą i niesztampową historię z Supermanem. Coś w tym jest – postać człowieka ze stali wykreowano w zupełnie innych realiach, dziś ikona heroizmu i ucieleśnienie amerykańskich ideałów nie wzbudza już tak wielkich emocji, jak w połowie XX wieku. Jednowymiarowość Supermana drażni – często określany jest “harcerzykiem” i uznawany za nudnego, przewidywalnego herosa. Ratunkiem dla autorów, którzy chcieliby wykroczyć poza nakreślone dawno temu ramy postaci, są wydawnictwa z serii Elsewords, czyli “A co by było gdyby”. W nich możliwe jest nawet postawienie świata DC na głowie i zrobienie z Supermana… komunisty.
Czytaj dalej

Opisując “The Punisher: Born”, wspomniałem już, że wcześniejsze przygody Pogromcy, nigdy specjalnie mnie nie wciągnęły. Jak się okazuje, nie byłem sam – po sukcesie w pierwszej połowie lat 90. popularność tytułów z Frankiem zaczęła spadać. Szefowie Marvela zastosowali “Procedurę awaryjną dla tracących czytelników tytułów nr 1″ – zabili bohatera na niby, by wprowadzić jego następców. Gdy to nie wystarczyło – zabili go naprawdę i wskrzesili jako agenta niebios. Gdy i to nie wystarczyło złapali się za głowę. Pozostała im “Ostateczna procedura awaryjna”:
If there’s something weird
and it don’t look good
Who ya gonna call?
GARTH ENNIS!

W lecie Frank Miller zaczął kręcić kolejną adaptację komiksu, a ja złapałem się na tym, że mam tylko mglistą wiedzę o “The Spirit” Willa Eisnera. Tomów z historiami o nim wyszło mnóstwo, więc intuicja doradziła “The Best of the Spirit”. DC sprytnie przewidziało mój ruch – na zamówionym egzemplarzu widnieje napis “Soon to be a major motion picture”, którego wcześniej nie było. Egmont również postanowił zatroszczyć się o kinomaniaków, 26 stycznia ten album wyjdzie po polsku.
Czytaj dalej

Dzisiejszy wpis o podtytule “Prawie tyle samo seksu i przemocy co w Biblii, a w dodatku więcej obrazków!” napisał Jerzy Łanuszewski, znany być może stąd. Zapraszam do czytania, klikania w obrazki po całość okładek i zgłaszania się do nas (jak Gordon), jeżeli chcielibyście o czymś napisać. (Ł.)
Czytaj dalej

Komiksy świąteczne to jedna z licznych tradycji amerykańskiego rynku. W ciągu roku takich komiksów wychodzi zazwyczaj od pięciu do dziesięciu, głównie z okazji Dnia Niepodległości, Święta Dziękczynienia, Halloween oraz Świąt Bożego Narodzenia. Opowieści rysunkowe tego rodzaju nie omijają praktycznie żadnych ważniejszych serii, nie mówiąc już o wydaniach specjalnych o pokaźnej cenie, ładnej okładce (jak chociażby ostatnie “DCU Holiday Special 2008″ z rysunkiem Franka Quitely na przedzie) i paradoksalnie mizernej jakości. Wcześniej czy później “zwyczajowi w przemyśle” musiała ulec i zadośćuczynić najstarsza seria Vertigo, “Hellblazer”.
Czytaj dalej

Gdy skończyłem czytać ostatni tom “Calvina i Hobbesa” wydany przez Egmont, czyli “Dziki kot – psychopatyczny morderca”, zrobiło mi się wyjątkowo smutno. Że to już koniec, że Egmont zepsuł zakończenie serii mieszając kolejność tomów (o czym pisałem przy okazji tomu “To magiczny świat”), że już nigdy nie poczuję tej radości z wyczekiwania na kolejnego “Calvina…” i dostania go w swoje łapy. Cała ta sytuacja zmotywowała mnie, bym w końcu zajął się pozycją, która jest największą, najdroższą i najbardziej ekskluzywną w mojej kolekcji – “The Complete Calvin and Hobbes”.
Czytaj dalej