Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

TA scena z Grand Theft Auto V


gry · komentarzy 8

Na tyle na ile mogłem unikałem informacji o szczegółach fabuły GTAV, ale mimo to dotarło do mnie, że jest w grze Scena, Która Wywołuje Sprzeczne Emocje. Tylko jedna? W grze, w której jeden z bohaterów jest socjopatą? To się Rockstar nie postarał. Wczoraj wreszcie się do tej sceny doczłapałem. Czytajcie dalej jeśli chcecie się dowiedzieć, dlaczego uważam, że to dobrze, że jest taka zła.

Ostatnie ostrzeżenie: będę omawiał tutaj wątki z fabuły GTAV, które mogą wam popsuć niespodziankę, jeśli lubicie podchodzić do takich gier niczym le karte blansze. Jeśli wam to nie przeszkadza, to zapraszam do lektury. Zaraz po krótkiej przerwie na Trevora:

Tak też rzeczoną Sceną jest misja polegająca na przesłuchiwaniu nieszczęśnika uwikłanego w machloje funkcjonariuszy amerykańskich służb specjalnych. Machloje, w które uwikłani zostają również główni bohaterowie gry, a wraz z nimi gracze. Nieszczęśnik, Pan K. jest więźniem IAA (International Affairs Agency, czyli takiego CIA), który, zdaniem Steva Hainesa z FIB (czyli takiego FBI) może mieć obciążające go informacje. Zleca więc bohaterom jego porwanie, a następnie wciąga w brutalne przesłuchanie.

Misja korzysta z wprowadzonego w GTAV systemu przeskakiwania z bohatera na bohatera, w celu pokazania wydarzeń z kilku perspektyw. Jako Trevor gracz próbuje wydobyć od Pana K. zeznania, a jako Michael jeździ po mieście i szuka wystawionego przez K. celu. Przesłuchiwany nie mówi od razu wszystkiego, więc misja składa się na cykl sekwencji tortury – samochód – tortury – samochód – tortury – obserwowanie imprezy – tortury – obserwowanie imprezy etc.

Siedząc wczoraj przed telewizorem, gdy zaczęła się ta misja krzyknąłem do Marty, że hej, zaczyna się ta straszna scena o którym wszyscy mówili. Na co w odpowiedzi usłyszałem, żebym ją pominął. Niestety, rozsądna sugestia nie przystawała do sytuacji, bo scenka jest interaktywna. Obok przywiązanego do krzesła więźnia znajduje się wózek, na którym znajdują się cztery narzędzia tortur: olbrzymi klucz francuski, kombinerki, prąd z akumulatora i kanister z wodą do podtapiania. Bawcie się do woli.

No i w serii, w której przez tyle lat zamordowałem setki (tysiące?) niewinnych osób, strzelałem do przechodniów, rozjeżdżałem prostytutki i podpalałem strażaków, ktoś każe mi torturować bezbronnego faceta. I piękne jest to, że ta misja jest absolutnie idiotyczna i nie sprawiła mi żadnej przyjemności.

Możecie ją sobie obejrzeć tutaj:

Sposób przeprowadzania przesłuchania przez Hainesa jest nielogiczny. Jego pytania bzdurne. Pan K. mówi bez ładu i składu. I na podstawie jego bardzo mglistych zeznań, które dowodzą, że facet jest wyjątkowym pechowcem i nie ma zbyt wiele na sumieniu i absolutnie nie zasłużył na taki los, gracz podejmuje decyzje o zastrzeleniu jeszcze innego kolesia. Kolesia o którym wiemy tylko tyle, że musimy go zabić, bo agent Haines może sprawić, że życie naszych bohaterów stanie się jeszcze bardziej skomplikowane i musimy grać (ha) według jego reguł.

Już więc z punktu widzenia fabularnego czujemy, że coś tu jest nie tak, że przesłuchanie można by przeprowadzić inaczej, zadawać inne pytania i czekać na konkretniejsze odpowiedzi. Ale dochodzi do tego rozgrywka. Naciśnij X aby wybrać narzędzie tortur. Naciśnij R2 aby przewrócić ofiarę. Wychyl lewą gałkę aby oblać ją wodą. Powtórz. Powtórz. Powtórz. Zaskakująca, przerysowana drobiazgowość. Chyba tylko twórcom Heavy Rain coś takiego może wydawać się wciągające. To nie sprawia żadnej frajdy. I tak właśnie miało być. Chyba. Bo wiecie, torturowanie ludzi nie jest fajne.

Jeśli chcemy dostać złoty medal za tę misję, trzeba wymęczyć Pana K. każdym z dostępnych narzędzi. Stojąc przed wyborem pomiędzy złem, złem, złem i złem, wybrałem zło mniejsze, jak mi się zdaje, czyli ograniczyłem się wyłącznie do podtapiania. Już taki ze mnie dobry samarytanin, że niczego mu nie połamię, nie wyrwę, a jedynie cholernie przestraszę. Przecież będzie żył, nie?

Przemoc nam się w grach straszliwie strywializowała. Od trzech dekad skaczemy po głowach grzybków, a i seria GTA sporo dorzuciła do naszej znieczulicy. Nauczyliśmy się ujmować grową przemoc w bardzo duży nawias, co pozwoliło nam nie wpadać w mordercze szały na prawdziwych ulicach. Zbyt często. Ale czasami jest coś, co jakoś mocniej pingnie na radarach. W Grand Theft Auto 2 masowe rozjeżdżanie ludzi było elementem mechaniki pozwalającej na szybkie zdobywanie punktów respektu u poszczególnych gangów. A mimo to głównym generacyjnym wspomnieniem związanym z tą produkcją była misja („Hot Dog Homicide”) dla rosyjskiej mafii polegająca na zwożeniu ludzi autobusem do fabryki parówek. Mi osobiście mocno kojarząca się ze scenami rozładunku więźniów w nazistowskich obozach zagłady.

Rozjeżdżanie ludzi nie robi takiego wrażenia. Ograliśmy przemoc. I teraz twórcy nielicznych gier w ogóle próbują nam ją odczarować i coraz częściej się to udaje (The Walking Dead, że sięgnę po pierwszy tytuł chodzący mi po głowie). Przemoc seksualna stanowi tabu, którego próby przełamania (Tomb Raider) spotykają się ze słusznymi obawami, że mogą doprowadzić do sprowadzenia gwałtu w grach do równie nudnej czynności co trafianie kolejnego headshota. Gdzieś tam podskórnie ciągle uważamy, że gra, polegająca na jeżdżeniu po mieście i molestowaniu wszystkiego co się da, jednak nie byłaby fajna. Ale zapytajcie się swoich dziadków lub rodziców, oni to samo sądzą na temat gier w których strzela się do ludzików w realistycznie odwzorowanym mieście.

No, ale to są już pobite gary.

Z technicznego punktu widzenia, to nie jest pierwszy raz kiedy torturowałem kogoś w GTA. Goniłem cyfrowych ludzi samochodem. Potrącałem. Przejeżdżałem raz jeszcze gdy zobaczyłem, że wstali. Sprawdzałem jak zachowują się po trafieniu w stopę, rękę, głowę. Robiłem to z czystej uciechy męczenia wirtualnych mrówek. Tylko dlatego, że twórcy dali mi taką możliwość.

W misji „By the Book” nie można odmówić wykonywania tortur. Rockstar zmusza gracza do uczestniczenia, mówiąc: „Patrz, rządowa agencja, która ma Cię chronić, pierze swoje brudy przy pomocy gangsterów, torturując niewinnych ludzi. Na podstawie niejasnych zeznań wydaje wyroki śmierci. Jak się z tym czujesz?”. Ja się czułem źle. Nie mogłem wyjść, nie mogłem kazać Trevorowi zastrzelić Hainesa. Na pocieszenie otrzymałem jedynie możliwość odwiezienia Pana K. w jednym kawałku na lotnisko aby mógł uciec. Trevor ratuje mu życie, bo nie lubi, gdy mówi mu się co ma robić. Wielkie dzięki, Rockstar.

I kto tu był naprawdę torturowany?

gry

komentarzy 8

Dodaj komentarz