Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Profanum ma sens


komiksy · komentarze 3

Tyle łez ile przelałem nad polskimi magazynami komiksowymi, że teraz, kiedy ukazuje się jeden, który warto polecić, to chyba muszę go polecić.

Jako, że dojmująca nieregularność publikacji na Motywie sprawiła, że szanownym czytelnikom zostało ominięte zjawisko magazynu komiksowego (antologii?) „Profanum”, to krótkie streszczenie: ludzie, którzy kiedyś robili magazyn „Kolektyw”, na który narzekałem, że składa się ze średnich komiksów, o których od razu się zapomina, doszli do tych samych wniosków i jakiś czas temu postanowili zmienić formułę swojego hobby.

Zamiast zbierać prace od znajomych komiksowych twórców i jakoś szyć z nich numer, zbierają scenariusze od znajomych komiksowych twórców, oceniają, czy mają sens, a następnie szukają im innych znajomych twórców komiksowych, aby im to narysowali. Istotne jest też to, że zamiast popierdółek na maksymalnie stron kilkanaście, czytelnik otrzymuje rzeczy, gdzie te kilkanaście stron jest granicą dolną.

Tak też jest miejsce na oddech, jest co czytać i wychodzą z tego fajne rzeczy. Oczywiście nie wszystkie w równym stopniu, ale tak czy siak ciekawsze niż wcześniej.

Drugi numer „Profanum” to sześć historii. Jak zauważył Janek Mazur, jeden z redaktorów przedsięwzięcia, większość z nich łączy to, że ich bohaterami są zmęczeni faceci koło czterdziestki. Co jest zabawne biorąc pod uwagę, że większość twórców jeszcze nie ma problemów z erekcją. Tak słyszałem. Ta jedna historia bez ramoli to „Grand Banda” od niezawodnego Marka Lachowicza. Jest też „Buc Kartofel” Tomka Grządzieli, który niezmiernie bawi mnie językowymi żartami. „On” Kontnego i Szłapy lepiej się ogląda niż czyta, „But z lewej nogi” Janusza i Michalczyka jest bardzo fajny, a w zakończeniu „Robaczywych Jabłek” Gizickiego i Małeckiego nie jestem w stanie dociec, o co chodziło. Ale to może być kwestia tego, że ostatnio zgubiłem się w zawiłościach fabuły trzeciej części Iron Mana (serdecznie polecam, 3/10), więc może jestem rozkojarzony.

Zostawiam sobie oddzielny akapit na pochwalenie Rafała Kołsuta i Janusza Wyrzykowskiego za „Centrum reperacji”. Niby motyw zgrany, ale z potencjałem na następne opowieści i moja ulubiona historia z tego numeru. Dobra robota, jak zwykło się mawiać na południowych obrzeżach Stegien. Kołsut był kiedyś chłopcem do bicia, tworzył średnie rzeczy, ale zagryzł zęby, popracował na masą i teraz dostarcza pancze zauważalnego ciężaru.

I to ma sens. Co prawda nakład to kilkaset egzemplarzy, a same historie nie mają żadnego „społecznego kopa”, który pozwoliłby się przebić „Profanum” tak jak „Osiedle swoboda” zrobiło to z „Produktem”, ale cóż, nie takie są ambicje autorów. Po prostu chcą publikować nieco dłuższe historie, których nie czyta się z bólem zębów. I zostają w głowie choć na chwilę.

Na tej samej Komiksowej Warszawie kupiłem piąty numer Bicepsu. Stara formuła krótkich opowiadań, albo historii dzielonych na krótsze części (WHYYYYYYYYY). Z całego numeru zapamiętałem jedynie tekst (z magazynu z komiksami!) Tomka Pstrągowskiego o tym, że coś tam ludzie nie piszą o komiksach i to smutne. „Profanum” to inne podejście i myślę, że znacznie bardziej interesujące.

Jak chcecie kupić, sprawdźcie ten adres, tam Wam powiedzą.

komentarze 3

  • Zgadzam się z powyższą recenzją, poza ostatnim akapitem. Moim zdaniem nowy Biceps jest również bardzo dobrym magazynem, z fajnymi różnorodnymi komiksami i ciekawą publicystyką. To są dwa zupełnie różne modele magazynów komiksowych i porównywanie ich jest bez sensu. Tak samo jak to hasło, że jeśli komiks jest dłuższy, to z automatu jest lepszy i bardziej zapada w pamięci.

  • Z której historyjki pochodzi tytułowy obrazek?

Dodaj komentarz