Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

21 najśmieszniejszych momentów z Django*


varia · komentarze 3


*według dwóch dziewczyn siedzących rząd za mną w kinie.

Dobrze bawiłem się „Django”, ale podczas seansu trapiło mnie poczucie, że nie bawię się dostatecznie dobrze. To całkiem zabawny film. Są śmieszne dialogi, jest humor sytuacyjny. A mimo to śmiałem się zdecydowanie rzadziej i kompletnie w innych momentach, niż grupa ludzi siedzących za mną na sali. Ja miałem swój nowy film Tarantino, oni drugą część „Płonących Siodeł”.

Wszystko zaczęło się od…

Grupy niewolników drepczących przez las z nogami skutymi łańcuchami.

Potem jeden z braci Speck wrzeszczał z bólu.

Wolni już niewolnicy dobijają przygwożdżonego ciałem konia handlarza.

Jakiś czas później, Dr Schultz dobija poszukiwanego listem gończym bandytę.

Nieco dalej, jeden z braci Brittle zaciąga niewolnicę na chłostę, hoho.

Dr Schultz trafia uciekającego Britlle’a.

Brittle spada z konia.

haha, lol

Pojawia się banda Big Daddy’ego.

Po wykładzie na temat zbrodni i kary, Django zabija poszukiwanego przestępce na oczach jego syna.

Django trafia w butelkę na wysokości krocza bałwana. O ile bałwany mają krocza. W sumie to nie mają.

Gdy wtem! W kadrze pojawia się upolowane zwierzę.

Masa niewolników, z prawej strony wjeżdża napis Mississippi.

Duży Fred dobija młotkiem swojego przeciwnika.

Nadzorcy w Candyland przeganiają nowych niewolników, krzycząc, że tutaj czarni nie spacerują, tylko biegają.

Ranny prawnik Stonesipher dostaje jeden z pierwszych postrzałów podczas strzelaniny.

Kula trafia w pośladek trupa, któremu Django zabiera rewolwer.

Facet myje się w balii XD

Django dobija Billy’ego Crasha. Strzałem z rewolweru!

Broomhilda zatyka uszy.

Django sprawia, że jego koń kręci się w kółko. Chwilę później, ktoś spadł z fotela.

Na końcu seansu nie zabrakło oklasków. Niestety, żadnego z twórców filmu nie było na sali.

komentarze 3

  • Takie zachowanie wydaje mi się dosyć częste. Podobne wrażenie odniosłem ostatnio na ‚Drogówce’ (swoją drogą świetny film imo!). Trafiłem na zapełnioną salę kinową w Atlanticu. Niby film faktycznie ma te elementy komediowe, ale zbudowany jest tak, że sprawy komediowe mają miejsce jednocześnie jak te dramatyczne, co w „zdrowym” umyśle wywołuje lekką konsternację i jak sądzę zamierzony cel autora. Natomiast cała sala ryczała ze śmiechu niemal w każdym takim momencie jakby oglądali kolejny Dzień Świra (który np moim zdaniem komedią jest w niewielkiej części – imo to smutna historia zagubionego faceta w życiu).. Troszkę się boję myśleć czy aby nie te 90% sali to ludzie wyprani z empatii czy czegokolwiek innego co pozwoliłoby im się zastanowić przez chwilę czy może z drugiej strony sytuacja jest tragiczna a nie zabawna czy też po prostu śmieszna.. Nie dajmy się też zwariować, w głębi ducha uśmiechnąłem się kilka razy rozumiejąc komizm-tragizm, a raz uhahałem się bardziej widocznie.. ;] no nic.. ciekawy case study. Django jeszcze przede mną.

  • ninjaninja

    Może próbowali zbyt mocno żeby wyłapać te śmieszno-brutalne momenty, aż sami się pogubili.

  • mam wrazenie iz nie smiano sie w tych smiesznodramatycznych momentach a w przypadkowych-np po zarzyciu marichuany (generalnie wtedy kiwajacy sie palec jest megasmieszny)

Dodaj komentarz