Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Dwaj panowie N.


varia · komentarze 3


Więc było tak, że mieliśmy oglądać seriale w internecie, a zamiast tego wylądowaliśmy na VOD Onetu. A tam cała kolekcja prlowskich kryminałów. Żal nie skorzystać! A tam między innymi „Dwaj panowie N.”, film o którym usłyszałem pierwszy raz w życiu.

Intryga przedstawia się następująco: pewien archiwista ma nietypowe hobby. Zbiera dane osób urodzonych tak jak on 29 lutego. Spisuje ich krótkie życiorysy, kataloguje i chowa do skrzyneczki. Pewnego dnia natrafia na dwóch mężczyzn o tej dacie i miejscu urodzenia, rodzinie i losach. Coś tu się nie zgadza, coś tu jest nie tak. Rozpoczyna swoje śledztwo, w wyniku którego zostaje… dum dum dum zabity! Sprawę przejmuje jego syn, sierżant lotnictwa, a także… dzielni oficerowie WSW.

Film został nakręcony w 1961 roku, w obsadzie takie nazwiska jak Wacław Kowalski, Stanisław Mikulski, masa aktorów, o których słuch zaginął, a także np. Krzysztof Kowalewski w roli „Żołnierz w koszarach rozładowujący wóz Nowaka”. Pół wieku temu. Z takiej perspektywy trudno jest mi stwierdzić, aby to był szczególnie dobry film – kryminalna intryga nie trzyma w napięciu, ale nie można mu odmówić uroku historycznej ciekawości.

Jeżeli chcecie obejrzeć, proszę, film dostępny jest tutaj. Ceną będzie wystawienie oczu na kilka niskobudżetowych reklam Kinecta. Jak obejrzycie, to wróćcie czytać tekst dalej, bo jest kilka zabawnych rzeczy, na które warto zwrócić w „Dwóch panach N.” uwagę.

Ah, od czego by tu zacząć!

Zacznijmy od WSW! Wojskowa Służba Wewnętrzna, funkcjonująca od 1957 do 1989 roku agencja kontrwywiadowcza zajmująca się zwalczaniem działalności wrogich zagranicznych elementów na terenie kraju. Nie inaczej jest w „Dwóch panach N.”, gdzie główny złoczyńca okazuje się być zakonspirowanym rfnowskim agentem o hitlerowskich, a jakże by inaczej, korzeniach. Szpieg jest sprytny, bezwzględny, ale oczywiście musi ulec przewadze oficerów WSW.

Zabawne, że niemiecki szpieg wypowiada słowa krytyki pod adresem PRLu dokładnie takie same, jakie padają choćby dzisiaj w codziennych rozmowach. Ale tam zostały włożone w usta głównego złego.

Jak się dobrze zastanowić, to nawet nie wiadomo, czemu zwykłym zaginięciem zajęło się WSW, które miało przecież zupełnie inne zadania niż istniejąca wówczas Milicja Obywatelska (tylko raz wspomniana w filmie). Więc dzielni łowcy szpiegów zajmują się sprawą zniknięcia byle archiwisty z miejskiej hipoteki, a pod koniec okazuje się, że rzeczywiście, dobrze, że to zrobili, bo był tam przecież szpieg!

Ale nie wiem o jaki wynalazek mu chodziło.

I z tego filmu wynika, że już w 1944 roku hitlerowcy mieli program instalowania szpiegów w wolnej Polsce. Na tyle ekstrawagancki, aby pozwalać sobie na wymordowanie całej wsi, aby tylko uautentycznić życiorys swojego agenta. I ten szpieg, przez kilkanaście lat siedzi i knuje, aby ostatecznie spróbować przedostać się do RFN, z którym cały czas utrzymywał kontakt.

Drugą zastanawiającą sprawą jest zdumiewająca topografia Warszawy zaprezentowana w filmie. Nie ma praktycznie kadru, aby nie był widoczny Pałac Kultury lub Most Poniatowskiego. Jest też MDM, w końcu trzeba jasno pokazać, że akcja toczy się w stolicy. W jednej scenie, mającej się rzekomo dziać na bazarze Różyckiego, jest widoczny niemalże tak, jakby się stało na ulicy Złotej w Centrum.

Śmiesznie dzisiaj brzmią wszystkie problemy młodego Dziewanowicza z ukrywaniem swoich spotkań z dziewczyną. Jednakże problemy lokalowe jak się okazują są nadal aktualne.

A to wszystko za darmo! Legalnie! W internecie! Co za czasy!

komentarze 3

  • Jeżeli chodzi o problemy lokalowe w Warszawie to polecam film „Skarb”. Była to bodajże pierwsza powojenna komedia polska. Jest niesamowita dlatego, że w tle cały czas zburzona Warszawa i plany są tak EPICKIE, że współcześnie kosztowałyby pewnie ciężki szmelc w Platige Image przy gorszym efekcie. Warto.

  • oj tak, skarb prześwietny

  • Obejrzałam ten film o którym pisaliście (skarb) faktycznie przezabawny jest :)

Dodaj komentarz