Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Misfits


telewizja, varia · komentarzy 6

W ostatnich latach było kilka seriali o superbohaterskich mocach (4400, Heroes), ale żaden z nich nie przyciągnął mnie na dłużej niż kilka odcinków. Jak zwykle w tego rodzaju sytuacji, potrzeba Brytyjczyków aby uczynili temat strawnym. Ba. Aby zrobili z nastoletniej superbohaterskiej dramy jedną z najświeższych rzeczy w temacie z jaką miałem od dawana do czynienia.

Tytułowi „Misfits” to grupa brytyjskich nastolatków, którzy za różne drobne przewiny zostali zmuszeni do odpracowywania robót społecznych w lokalnym domu kultury. Pochodząca z różnych rodzin i środowisk piątka głównych bohaterów pewnego dnia znajduje się w centrum tajemniczej burzy, w wyniku której zostają obdarzeni nadprzyrodzonymi mocami w rodzaju cofania czasu, niewidzialności czy czytania w myślach. Jak się jednak szybko okazuje, nie tylko oni.

Gdy sięgam wstecz pamięcią, wygrzebuje z niej kilka seriali dla młodzieży oglądanych w latach 90., których bohaterami były superdzieciaki. Jak dziewczyna, która potrafiła zatrzymywać czas i swoim dotykiem „przebudzać ludzi”, albo ta, która ciągle nosiła czapkę i potrafiła zamieniać się w ciecz, albo chłopak, którego duch odłączał się od śpiącego ciała i mógł niewidzialny wędrować po okolicy. Misfits są jak te wszystkie seriale razem wzięte, ale znacznie bardziej dorośli, niejednoznaczni, dojrzalsi, choć jednocześnie serial jest po prostu zabawny i pełen humoru, który trafia do mnie w 100 proc.

Główna piątka, Nathan, Curtis, Simon, Kelly i Alisha, nie chwalą się swoimi supermocami, nie chcą się też bawić w superbohaterstwo. Autorzy zresztą wielokrotnie się z peleryniarskich klimatów wyśmiewają. Bohaterowie mają swoje problemy, polegające nie tyle na konieczności wykonywania upierdliwych i daremnych robót społecznych, co związanych z dojrzewaniem. Nie mają ochoty na zajmowanie się problemami innych.

Superbohaterstwo jako metafora dorastania jest wykorzystywana co najmniej od czasów Spider-Mana. Bohaterowie Misfitsów uczą się odpowiedzialności, układają sobie relacje z innymi, ale w znacznie bardziej skomplikowany sposób niż bijący się z oprychami Człowiek Pająk. Wiarygodny sposób. Każdy z bohaterów jest inny i z dużą dozą prawdopodobieństwa każdy znajdzie wśród nich postać do której się przywiąże, lub będzie się z nią identyfikował. Ja się ciągle miotam pomiędzy wycofanym Simonem, a nieprzewidywalnym, chaotycznym neutralnym, Nathanem. Bez względu na to ciągle łapię się na tym, że chciałbym założyć na siebie pomarańczowy kombinezon roboczy.

Alienację bohaterów podkreśla dodatkowo betonowe otoczenie w którym żyje. Ponure bloki, labirynty korytarzy i podwórek. Serial kręcony jest w kilku różnych lokacjach, mam nadzieję, że zaprezentowane w efekcie końcowym miejsce w rzeczywistości nie istnieje, bo jest ostatecznym horrorem blokowiska. Szarego, smutnego i pustego. A w środku dom kultury, z którego zdają się korzystać jedynie główni bohaterowie i kolejni złoczyńcy. Dodajmy do tego świetną muzykę, a otrzymamy wykręcony obraz brytyjskiej codzienności, który może nie być tak oddalony od rzeczywistości jak nakazuje zdrowy rozsądek.

Gdzie podczas londyńskich zamieszek byliby bohaterowie? Podejrzewam, że siedzieliby na dachu ośrodka, pijani, nieświadomi tego, że ktoś tam się gania z policją. To nie ich konflikt, oni chcą jedynie przeżyć do końca prac społecznych.

W chwili gdy piszę te słowa trwa trzeci sezon Misfitsów i zauważam u siebie lekkie opatrzenie formułą serialu. Zmieniła się nieco obsada, główny wątek pojawia się od czasu do czasu i jest dla mnie trochę zbyt superbohaterski, boję się, że to może się skończyć gadaniem o ratowaniu świata. Był już jeden nudny komiks o brytyjskich nadnaturalnych nastolatkach i nie wiem w którym kierunku cały ten cyrk pójdzie. Ale pierwsze dwa sezony to rzecz, którą trzeba koniecznie obejrzeć.

Poza tym, potrzebny był ten serial, aby polubił jakiś kawałek The Klaxons:

komentarzy 6

  • Misfits jest brytyjskie? Okej, zapierałam się ręcyma i nogami, po zobaczeniu wielu zabawnych gifów i screenów na Zupie, ale teraz mam powód żeby oglądać. Dzięki.

  • Jest! Akcent Kelly to czysta rozkosz. Bollocks!

  • GRANNYFUCKR!

  • Co do trzeciego sezonu, to wydaje mi się, że formuła nie tyle się opatrzyła co jednak się zmieniła. Już w drugim sezonie Simon zaczyna grać zupełnie inną postać. Ale s03 zaczyna się od sytuacji zmiany mocy głównych bohaterów. To tak jakby nagle Spiderman stracił moc pająka i został psionikiem, a Wolverine pozbył się adamantium i ale zyskał moc zmiany kształtu… Myślę, że w książce zasad Marvela dla scenarzystów jest gdzieś zapisane, że nie wolno tego nigdy zrobić.
    Cały sezon jest przepełniony wątkami zabawy z tożsamością bohatera. Co akurat jest ciekawe. Najlepszy jest chyba odcinek z rysownikiem, ale mimo wszystko – trochę jednak całość siada. I następca Nathana nie jest na pewno tak zabawny.

  • Oglądnęłam cały pierwszy sezon serialu z moim chłopakiem. Uznaliśmy, że wystarczy. Serial jest spoko, ale w żaden sposób nie zachwyca i nie zasługuje na dalszą oglądalność, dlatego zrezygnowaliśmy i zmieniliśmy na nowy inny. Ciekawe co tym razem z tego wyjdzie.

  • Dominik

    3 sezon mi się spodobał. Postać Rudy’ego o dziwo zaciekawiła mnie zupełnie jak Nathan.Do tego konkluzja była fantastyczna. Motywy nie dorównywały doskonałemu Milk-manowi laktykinetykowi, ale wciąż dawały radę. Koronny przykład tragikomedii sfi. W sumie to może jedyny :)
    Niepokoi mnie 4 sezon, z pierwszej obsady został tylko odtwórca Curtisa, to chyba za mało na utrzymanie poziomu.

Dodaj komentarz