Teledysk ery Instagramu

Więc dopiero kilka dni temu dowiedziałem się o istnieniu Lany Del Rey. Dowiedziałem się z obrazka na głównej stronie Gazety, co dobrze pokazuje, jak bardzo jestem uodporniony na smutne piosenki śpiewane przez smutne dziewczyny.
I tak sobie oglądam teledysk do „Video Games”, o ten:
(nadal nie jestem w stanie wytrwać do końca kawałka)
I myślę sobie, wow, klip wprowadza w eter równie duży zamęt co bawienie się w mgliste retro przy pomocy Instagramu. Jeśli jakimś cudem nie wiecie, Instagram to aplikacja, która zamienia Wasze kiepskie, wykonane smartfonem zdjęcia, na nieco bardziej zjadliwe. A przynajmniej o wiele bardziej pretensjonalne. Clue jest takie, że robimy zdjęcie laptopa, a skrypt symyluje, że zostało wykonane w latach 70. I weź się teraz zastanawiaj, czy w 40 lat temu były takie laptopy. Ja wiem, Ty to wiesz, Wy wiecie, a biedny badacz za pół wieku będzie musiał robić dodatkową specjalizację aby to ogarnąć.
Bardzo lubię demokratyczność Instagramu. Dzięki niemu każdy może robić przaśne zdjęcia i puszczać je w sieć. Na dodatek efekt końcowy jest prezentowany na bardzo ładnej, nastrojowej stronie internetowej. Bardzo zgrabny, estetyczny mikroblog. Na dodatek czasami ludzie publikują tam rzeczywiście fajne zdjęcia.
Na zapomnianej przez piękno i usability ziemi jaką jest Android, z którego na co dzień korzystam, za Instagram robi Picplz, ale jeśli zobaczycie na stronę danego zdjęcia zobaczycie, że robi to źle.
I patrzę na „Video Games” i myślę sobie: wow, nie mam kompletnie pojęcia, z jakiej epoki pochodzą dane materiały. Autorzy klipu, podobno sama wokalistka, wymieszali różne archiwalne zdjęcia z nowymi po liftingu i powstał jeden, spójny blob pt. „uuuuuuuu jesteeeeem taaaakaaa smutnaaaa i pooodobna do Pam z True Blood”.
Bo i sama Del Rey jest jak przeciągnięta przez Instagramowe filtry, nie wiesz skąd, a raczej z kiedy, pochodzi.
Ciężko było, ale przebrnąłem przez piosenkę. 3 razy. Bardzo średnia i nie rozumiem zachwytu. Co do teledysku, też niezbyt ciekawy. Kolejny przypadek Niezrozumiałego Boomu Na Średniego Artystę.
Ale jest też np. instagramowe to—> http://www.youtube.com/watch?v=O5VNumNJyqE O wiele weselsze, budzi mnie od trzech dni.
Ludzie zrobili by lepiej googlając „joan baez”, a przy okazji oglądając ten doskonały dokument o Dylanie nakręcony przez Scorsese.
Lekki offtop: akurat z tą panią wiąże się wielki komentowo-internetowy protest. Otóż ponoć ta pani promowana i stylizowana jest na autorkę muzyki niezależnej, samo indie i natura, no i jeszcze te miszmaszowe, lowbudgetowe klipy, gdy w rzeczywistości jest produktem dużej firmy fonograficznej, który załatwił jej nie tylko teksty i muzykę, ale też usteczka i wygląd a la smutna sarenka / Pam z True Blood. W słuchaniu jej muzyki nie przeszkadza, ale mnie zmusiło do zastanowienia, jak łatwo coś „fajnie opakować”. Swoją drogą chyba Ubisoft jakiś czas temu polecał tą piosenkę :)
Tak, też mnie rozbawiła dyskusja na temat tego, czy jej usta są prawdziwe, czy nie. Słodka, słodka rybka taka :)
Lana Del Ray idealnie pokazuje zdradliwy i zwodniczy charakter hajpu, tyryry.