Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Nie musimy się poznawać, mamy Facebooka


varia · komentarzy 8


Jedną z rzeczy za które cenię How I Met Your Mother, jest poruszanie aktualnych tematów związanych z siecią i ogólna „internetowość” serialu (fałszywe strony, lipne reklamówki, blogi etc.). Więc po raz kolejny Ted próbuje umówić się z dziewczyną, a te dwa urwisy, Barney i Robin, mu to utrudniają, googlując jego randkę i dostarczając mu informacji, które psują całą zabawę. Obejrzałem odcinek, uśmiechnąłem się kilka razy, a dopiero późniejszym wieczorem pomyślałem, że jak najbardziej jest coś na rzeczy.

Wieczorem albowiem spędziłem z kwadrans na przeglądaniu profilu Grzegorza Janiczaka. Kim jest Grzegorz Janiczak? Jest warszawskim licealistą, w klasie maturalnej, jednym z organizatorów całej akcji z porozumieniem 15 października i polskimi Oburzonymi. Gdzie indziej mogłem się czegoś o nich dowiedzieć niż na Facebooku? Przynajmniej po tym, jak przeczytałem cały manifest/list do premiera?

Czy się dowiedziałem czegoś istotnego? Cóż, Grzegorz jest baristą w knajpie, co z miejsca sprawia, że wpada do wora z napisem „Hipster Barista”. Pracował też w miejscu, w którym napychała się bułami Kasia Tusk. Ma też sporo ładnych koleżanek i kiedyś zbierał podpisy za Wolnym Tybetem i Amnesty International. Wiem też jakiej muzyki słucha. Całkiem sporo.

Niedawno odezwała się do mnie znajoma. Trzymaliśmy się razem pod koniec podstawówki, potem przez liceum więzi osłabły, aby przez następne pięć lat ulec kompletnemu rozkładowi. No i proszę, po latach, odzywa się do mnie z pytaniem co słychać. Oczywiście na Facebooku. No to hyc, sprawdzam. I niczego się nie dowiedziałem. Nic nie wiem o osobie, o której kiedyś wiedziałem całkiem sporo. A teraz 10 lat wyrwane z życiorysu i równie dobrze mogłaby zajmować się handlem bronią w ramach motocyklowego gangu.

Ale jeszcze wcześniej przydarzyła mi się kompletnie taka sama akcja jak w How I Met Your Mother. Znajomy poznał dziewczynę, dostał numer kontaktowy, wrócił do domu i pierwsza rzecz, sprawdził ją na Facebooku. Parę dni później przy innej okazji się spotkaliśmy i zaczęliśmy snuć absurdalne konstrukty na temat jej osobowości, szansy zaciągnięcia do łóżka i trwałości ewentualnego związku na podstawie skąpych informacji z jej profilu. Od tego czasu nie gadaliśmy na tyle długo, abym mógł jasno stwierdzić, dlaczego tamto nie wypaliło, ale być może dlatego, że zbudowaliśmy w wyobraźni jej obraz przypominający niemalże kandydatkę do drużyny Aniołków PiSu. Bez szans na wejście do sejmu, oczywiście.

HIMYM uczy, że lepiej takich rzeczy nie robić, bo to do niczego nie służy i nie pozwala poznać drugiej osoby. Tak, straszny truizm, ale przecież ciągle oceniamy ludzi, nawet dobrze nam znany, przez pryzmat wyrwanych z kontekstu lajków i fanpejdży. Zapominamy, że każdy z nas w serwisie społecznościowym na zupełnie inny sposób czuję się jak u siebie.

Znajomy z pracy stwierdził z kolei, że takie ocenianie ludzi przez pryzmat ich profilu jest bardzo wygodne. Zwłaszcza dla facetów, którzy panicznie boją się zagadać do nowej babki. Znajdą ze dwie rzeczy, które im nie pasują w jej ulubionych wykonawcach czy fanpejdżach i problem z głowy. Nie muszą się wysilać na podryw, tylko zacząć szukać kolejnego obiektu zainteresowania. Do którego znowu nie zagadają.

Inną fajną rzeczą pokazaną w tym odcinku jest sposób w jaki smartfony zmieniły nasze zachowanie towarzyskie. Jestem jedną z osób, które z przyzwyczajenia zawsze sięgają po jakąś gazetę i ją przeglądają. Nie oznacza to, że rozmowa mnie nudzi, po prostu lubię przeglądać. Teraz magazyn nie jest mi potrzebny, bo mam internet w kieszeni i przegląd co w robocie, na Twitterze czy gdziekolwiek. Idziemy gdzieś zjeść coś z Martą. Zamawiamy, a czekając na kelnera każde z nas patrzy w swój ekranik.

Najnowszą legendą miejską w kręgu naszych znajomych jest Kasia i Basia, dwie dziewczyny, które zostawiły swoje numery w pudełku od Carcassone na Chłodnej 25. Zadzwoniliśmy do Kasi. Ona żyje naprawdę. Choć oczywiście nie wiemy, czy rzeczywiście ma tak na imię. I co z Basią? I jak tu je zgooglować, jeśli znamy tylko ich imiona?

varia

komentarzy 8

  • ja wiem, że hipster barista wynajmuje mieszkanie za dwa koła! z radia!

  • Och, a ja właśnie wczoraj dowiedziałam się, że mój brat ma dziewczynę i uważnie przestudiowałam jej profil. Laska ma zalajkowane jakieś trzysta stron, bo lubi bawić się w lu.bie.to, więc dużo mi to zajęło. Dopiero gdy upewniłam się, że nie jest żadnym mangowcem, sekciarzem czy innym świrem mogłam spać spokojnie. Jak dobrze mieć Fejsbunia!

  • No właśnie chłopak mojej siostry ma napisane że lubi rowery (oook), polski hip-hop (eeee) i piwo (wzdech). O czym ja z nim będę rozmawiał na rodzinnym obiadach?

  • Ostatnio (od jakiegoś roku : P) mam wrażenie, że prawdziwe życie to tylko przykrywka dla oszołomów, coby mieli o czym pisać na fejsie.
    A może to ja aspołeczny jestem?

  • @Konrad

    Spytaj sie go jakie mial odczucia, kiedy zobaczyl Twoj profil na fejsie:)

    mike

  • A czytałeś może opowiadanie Linia oporu w Królu Bólu? Dukaj, swoim zwyczajem, doprowadził tam do ekstremum koncepcję portali społecznościowych (a w zasadzie to nowej formuły kontaktów międzyludzkich) i wnioski, które z tego wyciągnął jak zwykle u niego były dość inspirujące.

    A tak BTW miło widzieć, że wróciłeś do pisania bloga. Trafiłem na niego po raz pierwszy, kiedy był już w fazie agonalnej, a tu po paru miesiącach taka niespodzianka z reaktywacjąą ;)

  • I właśnie dlatego nie mam facebooka.

  • kaibita: nie czytałem, masę dobrego słyszałem o Królu Bólu, kiedyś nadrobię. A wieści o mojej śmierci były stanowczo przesadzone.

    eLeC: trochę przykrywka, trochę nie. Przede wszystkim warto sobie powiedzieć, że to tylko strona służąca do komunikacji z ludźmi. Jak ją wykorzystamy to już osobna sprawa.

Dodaj komentarz