Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

W sidłach taśmowych macek magnetofonów


muzyka · komentarzy 19


Kaseta magnetofona jest nośnikiem mojego dzieciństwa. Przeminęła dla mnie gdzieś na początku XXI wieku, ale trudno powiedzieć, abym za nią tęsknił. Podobno powraca i zupełnym przypadkiem zamotała mnie w sieć nostalgii.

Dyskoteka Pana Jacka. Varius Manx słuchane w samochodzie z rodzicami. Walkman przywieziony w latach 80. z Azji. Offspring słuchany na koloniach. Kasety Bad Religion wyrwane przy zupełnej okazji od gościa, który nie wiedział co traci, bo postanowił zacząć słuchać rapu i zbierał na nowe spodnie. Kasety to cała podstawówka, płyty CD to zaledwie trzyletni epizod szybko zastąpiony odtwarzaczem MP3 o imponującej pojemności 128MB. Nawet jeśli potem kupowałem płyty, to tylko po to, aby od razu zgrać je na dysk i nigdy więcej do nich nie wracać. Z kaset też próbowałem, ale bez zadowalających rezultatów.

– Płyty winylowe to podstawowy punkowy nośnik – tłumaczył mi jeden z wydawców, podczas mojego krótkiego okresu osobistego zaangażowania w scenę hc/punk. Winyl do mnie nigdy nie przemawiał i zawsze traktowałem go jako ekstrawagancję dla maniaków, kolekcjonerów. W cyfrowych czasach najlepiej uosabiał zawartą w punkrocku sprzeczność: punk z jednej strony pełen jest tekstów o zmianie świata, ludzi i ruszaniu z posad bryły Ziemi, z drugiej jednak kompletnie nie zależy mu na szerszym propagowaniu tych idei, bo to oznaczałoby umasowienie ruchu. A umasowienie oznacza złagodzenie postulatów i w rezultacie śmierć.

Niszowe idee muszą mieć niszowy nośnik dla wybranych.

Gdy więc jakieś dwa-trzy lata temu polskie zespoły zaczęły wydawać swoje demówki na kasetach, traktowałem to jako kolejną elitarystyczną fanaberię hardkorpankowego środowiska. Skoro coraz więcej osób ma adaptery i tyle jest gadania o powrocie winylu, to trzeba uciec i wymyślić coś jeszcze bardziej niszowego. Tak też kilku ostatnich interesujących mnie demówek nie kupiłem, bo nie miałem za bardzo jak ich słuchać.

Ostatnio jednak weszliśmy z Martą w posiadanie starego samochodu po dziadku. Z wyciąganym za plastikową rączkę radiem, na kasety oczywiście. I nagle pojawiło się pytanie, czego będziemy słuchać? Dziadek zostawił po sobie zaledwie kilka kaset i nie do końca z tym, czego byśmy chcieli. Gdzieś po mieszkaniu walają się jeszcze te wiekowe kasety Bad Religion, ale ile można. Natura nie znosi próżni, zesłała więc znak.

Któregoś razu na spacerze z psem kierowałem się już do pobliskiego kosza na śmieci, aby w ramach walki o Czyste Trawniki wyrzucić to, co pies po sobie na trawniku zostawił. Niestety, kosz był pełen, zapchany wielgachną reklamówką wypełnioną po brzegi… kasetami. Na szczęście, ktoś był na tyle leniwy, że zamiast wyrzucić je do głównego kontenera, zostawił torbę na zwykłym betonowym koszu. Bez dłuższego zastanowienia dźwignąłem torbę i zabrałem ja do domu.

Okazało się, że ktoś wyrzucił na śmietnik czyjąś metalową młodość. Czyjeś lata 90. W środku były przegrane, starannie opisane, opatrzone wydrukowanymi spisami kasety takich wykonawców jak Pantera, Kreator, Testament, Morgoth, Tiamat, Death i wielu, naprawdę wielu innych. Są też taśmy zespołów, które zawsze były dla mnie „głównym nurtem nurtu alternatywnego”, czyli Beastie Boys, Faith No More itd., etc., o których wszyscy wiecznie powtarzali, że muszę ich przesłuchać, a ja nigdy nie miałem na to ochoty.

Nie mam pojęcia skąd wzięły się na śmietniku, kto je wyrzucił ani skąd. Może ktoś robił porządek na pawlaczu? Może czyjaś matka ostatecznie pogodziła się z faktem, że jej syn już nie wróci do swojego dziecinnego pokoju? Kasety są stare, nie zostały nagrane pięć, może nawet nie dziesięć lat temu. Musiały się przeleżeć.

Zabawnie jest patrzeć na to wszystko i snuć rozważania o byłym właścicielu. Weźmy choćby kasetę Metalliki, „Justice for all”, która została zagrana „Battle of Los Angeles” RATMu, sugerujące znużenie Najbardziej Oczywistym Zespołem Świata. Albo pojedyncze taśmy Madball i D.R.I., mogące świadczyć o krótkotrwałym flircie z hc/punkiem. Albo stosunek właściciela do prawa autorskiego: w zbiorze znalazł się dosłownie jeden oryginalny album: Samael – „Blood ritual”. Z 1992 roku.

Na ponad setkę kaset znalazłem dosłownie tuzin takich, które mnie zainteresowały. Jeżeli więc macie ochotę na gadżet z zeszłej epoki, dajcie znać, będzie się jeszcze świetnie prezentował na półce.

komentarzy 19

  • Mógłbyś spróbować odnaleźć właściciela, zrobić z nim wywiad i opublikować jako ciąg dalszy znaleziska.

  • Sacred Reich \m/ Monster Magnet \m/ BTW: mam taki sam magnetofon, chyba już nie za bardzo działa…

  • A do auta najlepiej kupić sobie taką kasetę – adapter – przejściówkę, którą wkładasz do odtwarzacza, a z której wystaje kabel i podłączasz jackiem do MP3/MP4 czy co tam masz. To dosłownie 5 złotych kosztuje.

  • sick: w sumie rzeczywiście, nie pomyślałem o tym. Sprawdzę

  • „- Płyty winylowe to podstawowy punkowy nośnik – tłumaczył mi jeden z wydawców…”
    Nie wiem czy bym się zgodził, mąż mojej siostry (punkowiec od podstawówki) przynosił dosłownie plecaki kaset mniej i bardziej znanych zespołów, polskich i zagranicznych. Ani razu u nich nie widziałem płyty, tym bardziej winyli.
    Co do samych kaset, też o nie zahaczyłem, będąc dziecięciem, bardziej jednak polegało to na robieniu składanek. Tak czy siak, nośnik, który nie powinien być zapomniany.

  • Mnie pozostały dwa mało używane walkmany (no, nie liczę monofonicznych zabytków jak Grundig czy Wilga), więc mam na czym słuchać leżących gdzieś w szafie kaset. Ale nowe technologie są zabójcze nawet dla nostalgii. Jak mam ochotę na jakąś staroć, to wrzucam tytuł w odpowiednią szukajkę w sieci i po chwili słucham, nawet bez pobierania. Nawet po leżące opodal pudło płytami pełnymi zgrywanych MP3 nie chce mi się sięgać, a co dopiero po schowane niewiadomogdzie kasety.

  • Marcin: Twój pankowiec vs Mój Pankowiec

    Jurgi: no właśnie! ja się łapie na tym, że coraz rzadziej odpalam foobara, jak mi przychodzi jakaś chęć na piosenkę, to szybciej ją znajdę na YT niż na dysku oO

  • adapter fm lepszy do auta choć droższy

  • @sick
    Miałem ten taśmowy adapter. Niby działa ale „syczy” Niestety odtwarzacz kaset to urządzenie mechaniczne i nawet gdy proces transmisji dźwięku poprzez jedną głowicę na drugą nie wymaga obracania się tych wszystkich rolek i wałków, to nic na to chyba się nie poradzi.
    Doprowadzało mnie to do szaleństwa przez stosunkowo krótki okres czasu.

  • a ja pod szafką koło łóżka wciąż trzymam specjalną szafeczkę na kasety. nie ma ich zbyt dużo, ale są tam takie rzeczy, których słuchałam jeszcze nie tak dawno temu. choćby z przyczyny długo nieposiadanego odtwarzacza mp3 czy kaseciaka w kuchni, który stał jeszcze do niedawna.
    niestety wszystkie ulubione kasety mają zjechaną taśmę i musiałam je odstawić pod groźbą zwariowania na punkcie odpowiedniego tempa co poniektórych piosenek.

  • @Konrad
    Foobar ma akurat genialną rzecz: indeks i wyszukiwarkę albumów. Jak ktoś ma pojemny dysk, to może nawrzucać i znajdować momentalnie.
    A ja generalnie ostatnio słucham albo generowanych odgłosów przyrody, albo ambientowych kanałów stacji soma.fm, którą szczerze polecam:
    http://my.opera.com/Jurgi/blog/soma-fm-muzyka-bez-narzucania-sie

  • Ha, kasety. Fajne to były czasy, kupiłem sobie wtedy taki magnetofon „u Ruskich”, za dwumiesięczne kieszonkowe. Szczytem marzeń była wieża stereo, żebym mógł przegrywać te kasety, bo tak to musiałem łazić i się dopytywać po kolegach (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że łazić musiałbym tak czy siak, bo oryginały na drzewach nie rosną).

    Ciekawe, że do dziś nie zebrałem wszystkich kompaktowych odpowiedników moich kaset (które zresztą przepadły razem z altanką na działce ).

  • Jurgi: wiem, jakieś dwa lata temu udało mi się to opanować w Foobarze i od czasu do czasu, jak potrzebuje wyciszenia, poprawiam tagi w plikozbiorze :)

  • „The Battle of Los Angeles” a nie „for”. Ktoś już wspominał, że na kasetach najczęściej tworzyło się składanki. Do dzisiaj mam gdzieś kompilację przebojów Liroya (z trzech pierwszych albumów). Ponadto masę rzeczy zgrywało się z radia… I pomyśleć, że jeszcze 15 lat temu kasety były najbardziej oczywistym nośnikiem audio.

    Aha, mam nadzieję, że zafascynowany znaleziskiem dokończyłeś jednak misję, z którą udałeś się w kierunku kosza ;)

  • Jak ktoś jest legalistą, to za kasetami przemawia jeszcze jedna cecha – cena.
    http://allegro.pl/kasety-audio-194

  • Dokładnie podobne rzeczy chodziły mi po głowie, gdy karczowałem przestrzeń pod to, co przyniosły ostatnie lata. Stanąłem przed dylematem, wypieprzyć stare kasety czy nie. Nie wypieprzyłem i chyba dobrze, że tak się stało. Jest to jakaś tam historia i głupio by było ją anonimowo zdeponować na śmietniku. Może ktoś mi też ktoś kiedyś kopsnie auto z kasetoodtwarzaczem.

  • Pamiętam, pamiętam nawet pamiętam moją pierwszą, świadomie kupioną kasetę. Nagrywanie gdy trzeba było być cicho…No i robienie okładek… Zostało zauroczenie do muzyki, a nawet coś więcej, nie wyobrażam sobie teraz życia bez dźwięków.

  • Sceadugenga

    Hmm, Vendetta ‚Go and live… Stay and die’ to widzę kultowy ‚dziuplowy’ pirat jest! Chciałbym go w swoje łapy dorwać… :P W tamtych czasach te wydania to niemalże oryginały były ;)

Dodaj komentarz