Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Gakkou wa tanoshii desuka?


varia · komentarzy 8


Oczywiście przyszłam za wcześnie. Egzamin, który przydzieli mnie do odpowiedniej grupy w szkole ma się odbyć dopiero za 40 minut. Siedzę więc w przewiewnej sali i przyglądam się broszurom ułożonym równo na stojaku. W mailu do „International Study Institute” napisałam, że mój poziom znajomości japońskiego można określić jako „elementary”, ale pokaźny, różowy prospekt informuje mnie, że uczniowie na poziomie podstawowym poznają już ponad 300 znaków Kanji. Zaczynam się śmiać. Znam niecałe 50.

– No dobrze, teraz przeczytaj te słowa – głos nauczycielki jest spokojny i przemiły, ale ja i tak się denerwuje bo nie wyjawiłam jej jeszcze prawdy na temat mojego żenującego poziomu znajomości japońskiego pisma.
– Yy… „Se-Ta”, „Hoteru”, „Handobaggu” – sylabariusz katakana, to jeszcze potrafię. Tuż obok mnie te same słowa wypowiada bardzo wysoki Szwed, którego imię tłumaczę na język polski jako „Mateusz”. Nasze poziomy zaawansowania są podobne, choć ja mówię więcej i szybciej.
– A, więc lubisz mangi? A np. jakie – pyta się mnie egzaminatorka kiedy przychodzi czas na sprawdzenie poziomu rozmowy.
– Cóż, aktualnie moje ulubione mangi to „Róża Wersalu” i „Garasu no Kamen”.
– Oh! „Garasu no Kamen”! Ja też uwielbiam tę mangę! Maya, świetna postać -wypowiada się rozentuzjazmowana japonka.
– Tak, tak, Maya – przytakuje i dziękuje w duchu za internet i grupy skanlacyjne, które udostępniły mi 30 tomów komiksu o walczącej z przeciwnościami losu utalentowanej aktorce.
– Ale na ten temat lepiej się nie rozgadujmy bo by za dużo czasu zeszło. Czy ty masz jakieś pytania?
Oto i doskonały moment na zaprezentowanie swojej niewiedzy.
– Czy prawdą jest, że już grupy początkujące znają ponad 300 znaków Kanji?
– E? Kanji? A, tym się zupełnie nie przejmuj, studenci prezentują zróżnicowany poziom, nowi uczniowie rzadko kiedy nie mają problemów z pismem.
Dzięki Ci Panie Boże po raz drugi. Rozmowa trwa jeszcze chwilę, a po jej zakończeniu nauczycielka kładzie przede mną i wysokim Szwedem testy z numerami 3 i 4 oraz ogłasza, że przybędzie tu za godzinę aby je sprawdzić. Wszystkie kanji podpisane są hiraganą, toteż ochoczo zabieram się do rozwiązywania pierwszego ćwiczenia, tylko po to żeby za 5 minut westchnąć głęboko i stwierdzić, że nic nie rozumiem.

– To nie mój poziom – odzywam się w końcu do Mateusza, któremu test nr 3 również nie idzie najlepiej.
– Mój chyba też nie. Ale… Gambarimasu!
W tym momencie uświadamiam sobie jak okropnie brzmi mieszanie jakiegokolwiek innego języka z japońskim w jednym zdaniu i przyrzekam sobie nigdy nie popełniać podobnej niezgrabności. Licząc na bardziej realną pomoc patrzę się jeszcze minutę na skupionego mieszkańca północy, ale gdy ten uporczywie nie podnosi wzroku znad kartki zmuszona jestem pogodzić się z samotnym pisaniem egzaminu. W końcowym rozrachunku test nr 3 pozostaje w połowie niewypełniony. Dopiero jego następca przynosi mi ulgę. Rozumiem pytania, znam odpowiedzi. Mateusz kończy pisać 15 minut przede mną i wychodzi ze szkoły na umówione spotkanie z kolegą. Ja zastawiam się jeszcze chwilę jakiego słowa używało się przy liczeniu kałamarnic, ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie niczego sensownego. Oddaję test 10 minut przed czasem. Egzaminatorka przegląda wręczone papiery i odzywa się głosem pełnym zdziwienia:
– Sprawdzian nr 3 był dla ciebie za trudny?
Zaczynam snuć w głowie czarne scenariusze – co jeśli mój poziom jest za niski? Co jeśli nie będzie dla mnie odpowiedniej grupy?
– Nie wszystko… ale np. tutaj w ogóle nie rozumiem co powinnam zrobić – tłumaczę się wskazując palcem na jedno z ćwiczeń w teście.
– Aha. Patrząc na to co napisałaś wiem mniej więcej jaki jest twój poziom. Ale to trochę problematyczne… – tajemnicze słowa japonki sprawiają, że serce bije mi dwa razy szybciej, a nogi zaczynają się trząść.
– Ale znajdzie się dla mnie grupa z takim zaawansowaniem? – pytam się już bardzo zestresowana.
– Tak, nie w tym problem, grupa jest. Problem polega na tym, że twój poziom mówienia jest dużo wyższy niż pisanej gramatyki i czytania. Nie wiem za bardzo gdzie cię przydzielić.
Kamień spada mi z serca. Japonka tłumaczy mi jeszcze przez chwilę, że lepiej jeśli najpierw pójdę do lepszej grupy, a potem ewentualnie do mniej zaawansowanej. Prosi bym jutro zjawiła się o pierwszej, a ja z błogim uśmiechem na twarzy oddalam się w celu kupienia nowego „shonen jumpa” i zjedzenia onigiri.

Zajęcia

Lekcja wyższej grupy okazuje się być stanowczo za trudna na moje możliwości językowe toteż szybko trafiam do grupy piętro niżej. Wszyscy jej członkowie to nie znający angielskiego Azjaci. Jedenastu chińczyków oraz dwóch mieszkańców Korei Południowej patrzy się na mnie bez większego zainteresowania, a ja zastanawiam się dlaczego większość z nich wygląda na takich zaspanych. Staram się zapamiętać choć parę imion. Shuu-san, Seso-san, Kachi-san, Kim-san, Yoshinro- san. Yoshinro siedzi ze mną w ławce i zawsze gdy nie wiem co oznacza dany znak podpisuje mi go hiraganą. On sam woli pisać kanji niż innymi sylabariuszami, co wydawać się może dziwne, ale zważając na jego pochodzenie jest zupełnie zrozumiałe. Kanji przybyło do Japonii właśnie z Chin.

Na przerwie poznaje pewnego wygadanego chłopaka z Afryki, który przedstawia mi się jako „Classy”. Skarży się na Azjatów i ich obyczaje, podczas gdy ja zastanawiam się po co w ogóle się do niego odezwałam.
– Wiesz, oni zupełnie nie rozumieją, są inni, tacy zamknięci. Ja jak dziewczyna mi się podoba to jej to zwyczajnie powiem, a oni się wstydzą, w ogóle się wstydzą, różnych rzeczy, nie ma jak z nimi gadać, nie znają angielskiego.
– No ale chyba nie wszyscy, nie?
– Nie, Koreańczycy, oni trochę umieją, ale reszta nic.
– No to ciężko…
– Dokładnie. Weź mi podaj swój numer telefonu, to się jakoś zgadamy.
Nie mam żadnych oporów przed wyjawieniem nowo poznanemu uczniowi zwykle strzeżonego zestawu dziewięciu cyfr. I tak w tym kraju nigdy się do mnie nie dodzwoni. Pod pretekstem pójścia do toalety uciekam od bezpośredniego Classiego i postanawiam go w przyszłości unikać. Udaje mi się jeszcze zobaczyć Mateusza, który trafił do klasy tylko o poziom niżej od mojej. Wydaje się być zadowolony.

Przez następny tydzień uporczywie staram się zapamiętać sześć nowych kanji dziennie oraz nadrabiam zaległości w japońskiej gramatyce. W piątek pierwszy test z trzech książkowych rozdziałów. Zdobywam 50%, Yoshinro 87. Przez barierę językową nie nawiąże się najpewniej pomiędzy nami większa przyjaźń, ale miło mieć obok kogoś, kto szybko jest wstanie wskazać różnicę pomiędzy znakiem na „uszy” i „moment” tak abym później ich już nie myliła. Ze zręcznością tygrysa unikam Classiego, ale tuż przed weekendem chłopakowi udaje się spytać mnie jakie mam plany na sobotę i niedziele. Na szczęście jestem zajęta. Wybieram się do Harajuku.

Galeria okolic stacji Takadanobaba:

varia

komentarzy 8

  • Zuzia, ale fajnie sie Ciebie czyta! Bardzo mi sie podoba zdjecie z kablami. Czekam na dalszy ciag!

  • jak piszesz o kanji i zapisywaniu znakow hiraganą totalnie nie wiem, co to niby znaczy. tradycyjnie podziwiam.

    a classy jakims bucem jest ze go tak unikasz?

    czekam na foty z harajuku <: pewnie bedzie kolorowo i dziwacznie.

  • @Unka
    Tak naprawde to powinnam w tekscie kwestie japonskich sylabariuszy powyjasniac – przepraszam wszystkich zdezorientowanych.

    Classy moze nie jest bucem, ale troche sie do mnie przystawia, a to zupelnie nie moj typ. Nie umiem tez z nim rozmawiac, musze caly czas uwazac co gadam zeby nie tlumaczyc potem tego o co mi chodzilo. Nie znosze takich sytuacji.

  • @Unka
    Classy zdecydowanie nie jest w typie Zuzi!

  • http://www.youtube.com/watch?v=Wy5lzo8wL8k

    Dłigo tam zostaniesz ?? Długo się bedziesz uczyć?

  • @Bajaos
    Wracam za tydzien – te relacje są z duzym opóźnieniem…

  • Aha :) Nho to łap Japoniiiii ile możesz :)

    Strasznie chciałbym sie tam znależc :) Nie tylko cała manga, anime i wogóle ale jakie oni robią kozackie chopery…..eh.
    Mam nadzieje ze reacji masz jeszcze troche w zanadrzu.

  • zuziako

    @Bajaos
    Mam, mam :D

Dodaj komentarz