Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Chizu nante iranai


varia · komentarzy 12


Pociąg sunie spokojnie poprzez Itabashi i Jujo, a ja próbuje ustalić z Rie-mamą plan mojego pierwszego dnia w Tokio.
– My wysiądziemy z Yuko w Shinjuku, a Zuzan w Takadanobabie. Stamtąd jest najbliżej do szkoły, prawda?
– Ym, tak – odpowiadam trochę niepewnie, bo wciąż staram się zapamiętać miejsca przesiadek i nazwy linii kolejowych niezbędnych mi do dotarcia… gdziekolwiek.
– No to my odbierzemy Kai’a z obozu, a ty znajdź na spokojnie ten budynek i pospaceruj sobie po okolicy. Masz mapę?
– Mapę? Nie, mam tylko zapisany adres…
– Ee?! Jak to?

Peron stacji Takadanobaba

Rie-mama rozgląda się niespokojnie po peronie, a ja przypominam sobie rozdział książki „Japoński Wachlarz”, w którym autorka, Joanna Bator, podkreślała jak bardzo Japończycy polegają na, choćby własnoręcznie rysowanych, mapach a nie numerkach widniejących w adresie. „2-14-7” – głosi mój wydruk z maila. Właśnie tam powinna być moja szkoła.
– To najpewniej w tamtą stronę – mówi w końcu Rie-mama wskazując na wyjście „Waseda” – Niestety bez mapy więcej nie umiem powiedzieć.
– Nie ma problemu, jakoś sobie poradzę.
Wmawiam w sobie, że znalezienie budynku oznaczonego 4 cyframi nie może być takie trudne. Nie chcę też dłużej kłopotać Rie ani trzymać Yuko na 35-stopniowym upale. Szybko kieruje się do wyjścia aby rozpocząć poszukiwania, a członkinie mojej rodziny zastępczej oddalają się klimatyzowanym pociągiem Yamanote w stronę Shinjuku.

Takadanobaba

Takadanobaba, którą początkowo omyłkowo wymawiam jako „Takanadobaba” to miejsce pełne studentów, salonów pachinko i „salarymanów” pędzących rano do pracy. Ponad to tuż przy stacji znajduje się w pełni zasługujący na swoją nazwę dom handlowy „Big Box” – rzeczywiście wyglądający jak wielkie pudło. Wśród innych cudów architektonicznych okolicy wymienić można już tylko apartamentowiec z udawaną fasadą zachodniego kościoła. Moja szkoła musi być się gdzieś blisko, to wiem na pewno. Niestety przy wyjściu ze stacji nie zauważam rozwieszonej mapy i na oślep kieruje się w lewą stronę. Podziwiam mur, na którym namalowane postacie Osamu Tezuki streszczają historie Japonii i opowiadają o 4 porach roku oraz patrzę na neony i loga budynków w nadziei, że znajdę choćby reklamę szkoły. Zamiast tego jednak widzę tylko plakaty pachinko informujące o nowych maszynach. Jest niewiarygodnie gorąco i robię wszystko żeby ograniczyć kąpiele słoneczne. Wędruje więc małymi uliczkami w cieniach budynków. Japonia zdaje mi się być ciasna i duszna, wręcz klaustrofobiczna. Nad głowami ludzi wiszą kable, place zabaw dla dzieci są zabetonowane, a cykady to chyba najgłośniejsze owady na świecie. W końcu decyduje się zawrócić. Musiałam pójść w złą stronę.

W drodze powrotnej do stacji zauważam, że jednak nikt nie nosi kroksów, a ja z moimi biało-różowymi wyglądam dość idiotycznie. Przeklinam w duchu linie lotnicze, które odebrały mi normalne sandały. Dotarłszy do „wyjścia Waseda” postanawiam się porządnie rozejrzeć, i w końcu zauważam niezbędną mi do przeżycia mapę. Niestety niewiele z niej rozumiem. Obszarów oznaczonych cyfrą 2 jest więcej niż jeden i choć przeczuwam, ze powinnam się udać do tego po prawej to nie mam 100% pewności. Pytam uprzejmie przechodniów i jedna pani sugeruje, żebym nie patrzyła na „2” tylko już na „14”. Dotyka mapy i pokazuje mi gdzie według niej znajduje się moja szkoła.

Oznaczenia budynków są jednak w Japonii małe i znalezienie tabliczki z cyframi „14-7” zajmuje mi dłuższą chwilę. Co gorsza nie widzę ani loga, ani reklamy szkoły. Wchodzę jednak do sklepu z „książkami w języku angielskim” aby tam zaczerpnąć porady. Właścicielka mówi tylko po japońsku i niestety nie wie gdzie może znajdować się ISI, czyli International Study Institute. A przecież to na pewno ten sam budynek. Usilnie zastanawiam się jak to możliwe i gdzie popełniłam błąd, aż w końcu nachodzi mnie genialna myśl – muszę zwyczajnie przejść na drugą stronę budowli. Ona też najpewniej oznaczona jest jako „14-7”.

Dzięki potędze prostej dedukcji znajduje szkołę. Jest zamknięta, ale w poniedziałek będę wiedziała jak szybko i sprawnie się do niej dostać. Zajmie mi to tylko 3 minuty. Uspokojona i szczęśliwa zaczynam podrygiwać na ulicy. „Who’s the boom king? I’m the boom king” – śpiewam cicho. To niesamowite jak najmniejszy sukces może mnie podnieść na duchu. Zauważa mnie starszy Japończyk i śmiejąc się mówi:
– Oby tak dalej! Gambatte ne!
Przez chwilę bardzo zmieszana patrzę się na niego, ale uśmiech wraca na mą twarz kiedy uświadamiam sobie, że po raz pierwszy usłyszałam od prawdziwego tokijczyka „gambatte”, będące tak głęboko zakorzenione w japońskiej kulturze. Można przetłumaczyć je jako „powodzenia”, ale właściwie oznacza to tyle co „staraj się” lub „daj z siebie wszystko”, a nawet „wytrzymaj”. Za tydzień „gambatte” będzie mnie już irytować, ale w tym momencie czuję się wręcz doceniona. Odpowiadam więc głośno „Hai!”, a starszy pan, zadowolony, oddala się w sobie tylko znane miejsce. Zastanawiam się czy być może, magicznym sposobem, wiedział, że przez ostatnią godzinę bezowocnie szukałam jednego budynku w okolicy i czy zdawał sobie sprawę, że przyjechałam się tu uczyć.

Toyama Koen

Dalszy spacer po okolicy odkrywa przede mną Toyama Koen, czyli Park Toyama, w którym chłopy z podstawówki ćwiczą grę w baseball, a mamy obserwują jak ich młodsze pociechy bawią się w sadzawce. Żadna z dorosłych pań nie wchodzi do wody. Tylko tatusiowe pomagają 4 latkom usadowić się na dmuchanych materacach i chlapią wodą. Nie przywiązuje do owego zachowania większej wagi, ale już w przyszłą sobotę będę jego ponownym świadkiem. W pozostałych częściach parku oglądam pokaźnych rozmiarów kruki, które przez większość czasu latają z otwartym dziobem. Znaki zabraniają ich karmienia i ostrzegają przed prowokowaniem ptaszysk – są naprawdę duże, a ich szpony wyglądają na ostre.

Jest już 16:00 i postanawiam wrócić do domu. Jeszcze nie widziałam Kai’a i ciekawie się czy przypomina chłopców grających w baseball w parku. Zastanawiam się też czy w ogóle bym go rozpoznała – w parku większość dzieci wyglądała dla mnie podobnie i na pewno nie potrafiłabym zauważyć rodzinnych podobieństw pomiędzy pociechami, a ich rodzicielami. Wsiadam w pociąg „Yamanote” na stacji „Shin Okubo”. Przesiadam się w Ikebukuro. Jadę „Saikyo Line” do Akabane. W Akabane przesiadam się do pociągu „Keihin-Tohoku Line” i docieram do stacji Minami Urawa. Z ulgą stwierdzam, że w drodze do szkoły już się nie zgubię.

komentarzy 12

  • Czekam na wiecej i wieksze relacje, oraz: powodzenia, ze tak powiem, po polsku ;)

  • Brawo Zuziu, zapamięntanie wszystkich stacji i peronów to wielkie osiągnięcie w tym ich labiryncie kolejowym.

    Ajjjj, zapomniałem ci wspomnieć że bloki w Japonii są numerowane zazwyczaj chronologicznie, nie geograficznie wzdłuż ulic! Ten artykuł da ci więcej wiadomości o tym niż potrzebujesz: http://en.wikipedia.org/wiki/Japanese_addressing_system.

  • zuziako

    @tj
    Nie jest z ta koleja tak zle, mi sie wrecz bardzo podoba, bo wszedzie docieram w mniej niz godzine, i ogladam multum japonskich reklam w srodku. W porownaniu do polski, japonia jest pod wzgledem koleji ziemia obiecana.

    Brak poslkich znakow spowodowany jest pisaniem z komputera szkolnego.

  • milo sie czyta;)

  • MORE PICS!!!

  • Bardzo mi się podobają te wpisy. Czekam na więcej.

  • moooar!

  • lubię kruki.

  • niedziela znów odwołana?

  • ja nie wiem, zuziu, jak ty to wytrzymujesz. ja jak mam jechac z gdanska do sopotu na impreze kolejką bez przesiadek to sie wnerwiam, ze daleko i ciężko. i że sie nie boisz, że sie zgubisz… no ale jestes bardziej ogarnięta ode mnie, to moze ci orientacja latwiej przychodzi. trzymaj sie i pisz czesciej (;

  • zuziako

    @unka (i inni też)
    Postaram się częściej, ale cisną mnie trochę w szkole, bo trafiłam na jakiś miesiąc egzaminacyjny i w przyszłym tygodniu np. mam 3 testy puls każdego dnia test z kanji (je już zresztą olewam bo i tak nie nadążam :)).

    Jeśli chodzi o więcej zdjęć to pojawią się jak tylko rozgryzę działanie galerii na wordpressie.

  • Swietne relacje! Powodzenia w szkole! A gdy juz sie uporasz z testami, prosimy o wiecej tekstu i wiecej zdjec. Czyli wiecej wszystkiego:)

Dodaj komentarz