Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Porando kara Nihon made


varia · komentarzy 17


Zaraz wyjeżdżam. Na lotnisko dojadę w ok 20 minut. Miejmy nadzieje, że nie będzie kolejki do nadania bagażu. Zawiezie mnie mama. Walizka (musi ważyć mniej niż 20 kg) jest przygotowana, tak samo jak niedawno zakupiony plecak na kółkach, który posłuży za bagaż podręczny. O 13:30 wylot do Amsterdamu, tam (niestety) 6 godzin czekania, ale potem, wieczorem, wsiądę do samolotu Japońskich Linii Lotniczych (JAL) i odlecę aż do Tokio, aby tam przez miesiąc chodzić do szkoły językowej i mieszkać z Japońską rodziną. Szczerze powiedziawszy – sram ze strachu.

Okęcie
Kolejki nie ma, ale okazuje się, że punkt nadania bagażu dla „Royal Dutch Airlines” znajduje się w drugim terminalu. Dziwię się, że nasze lotnisko posiada więcej niż jeden terminal i natychmiast udaję się w wyznaczone przez pana z obsługi miejsce. Tam stoją już nierówno ustawieni przyszli pasażerowie i wygląda na to, że dla niektórych to już ostatnia wycieczka w te lato. Pan przede mną leci do Holandii na cały rok. Zastanawiam się co będzie tam robił i czy jest zestresowany, ale moje domysły zostają szybko przerwane przez panią zapraszającą mnie do nadania bagażu. Podaje jej wydrukowaną rezerwacje mówię coś o „Naricie” i przesiadce, na co dostaję odpowiedź – „Pani bagaż zostanie nadany bezpośrednio do Tokio”. Właściwie już wtedy wiem, że mój ładunek się zgubi. Pytam się jeszcze czy aby na pewno nie będzie problemów, ale uśmiechnięta pani z obsługi z Lotniska Okęcie zapewnia mnie, że tak powinno być, bo wszystko zależy od danych linii lotniczych. To, że potem moja walizka wyląduje w Maroko i zostanie z niej ukradzionych parę rzeczy to i tak nie jej wina. Bagaż oddala się ode mnie na szarej taśmie w czeluście Okęcia. Zobaczę go dopiero za 3 dni.

Lotnisko Schiphol

Zgodnie z informacjami udzielonymi mi przez obsługę lotniska udaję się do odpowiedniego punktu lotów tranzytowych i tam odbieram kolejną kartę pokładową. Niestety, do wylotu pozostało jeszcze 6 godzin. Schiphol to jednak zupełnie inne miejsce niż nasze rodzime Okęcie, więc samo „zwiedzenie” go zajmuje mi ok godzinę. Potem czas umila mi kanapka „z mięsem i boczkiem” oraz woda. Obok panowie jedzą sushi i ramen. Dla mnie jest za drogi (13 euro!!). Postanawiam się trochę pouczyć, bojąc się, ze moja znajomość Kanji jest niewystarczająca do przeżycia w szkole językowej (jak się potem okaże, mam w tym trochę racji). Niestety średnio mi idzie, i koniec końców czytam książkę, aż do momentu odprawy.

Lot JAL’em


Ponieważ zawsze myślałam, że samolot to po prostu samolot, zadziwia mnie elektronika zainstalowana w maszynie JAL’a. Fotele pierwszej klasy wyglądają odrobinę jak kokpity „Gundama”, a każdy pasażer ma przed sobą mini ekran z filmami, muzyką, mapą lotu, „live kamerą” oraz reklamami Expo w Szanghaju. Początkowo jednak wyświetlają się komunikaty bezpieczeństwa na temat tego co zrobić z maską tlenową oraz jak nie przeszkadzać innym pasażerom podczas lotu. Tych zresztą jest w samolocie dość mało, mogę zatem wygodnie położyć się na dwóch fotelach kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota. Mój sąsiad nie ma podobnych zamiarów, raczej się nie odzywa i przez cały lot ogląda japońską telewizje na wspomnianym ekraniku. Ja również zaczynam eksplorować możliwości cudownego urządzenia. „Live kamera” nie zdaje się na wiele gdyż na zewnątrz jest już ciemno, ale playlista „New in J-pop” dostarcza mi dostatecznej na rozpoczęcie lotu rozrywki. Po starcie przeglądam też filmy. „Iron Man II”, „Starcie Tytanów”, „Jak wytresować smoka” i wiele innych, w co najmniej 4 wersjach językowych z japońskimi napisami. Wybieram „Jak wytresować smoka”, po japońsku. Na czas kolacji przerywam seans i przyglądam się stewardesom ubranym w eleganckie różowe fartuchy (noszą je tylko na czas podawania żywności). Mój posiłek to kawałki łososia oraz ryż. Miła odmiana po kanapce z boczkiem i mięsem. Na dobranoc staram się obejrzeć „Starcie Tytanów”, ale zasypiam po 10 minutach. Rano (a po Japońsku już w południe) przyklejam swój nos do okna próbując wychwycić pierwsze widoki Japonii. Zdjęcia nie wychodzą dobrze, ale udaje mi się zauważyć aż 4 pola golfowe.

Lotnisko Narita

Po przejściu długiego korytarza i oddania papierów tymczasowego pobytu wypełnionych w samolocie udaję się do hali bagażowej, gdzie witają mnie dwie Japonki z kartką, na której widnieje moje nazwisko. „Wiedziałam!” – to jedyne co mogę pomyśleć, kiedy panie z obsługi starają się wytłumaczyć co dokładnie stało się z moją walizką. Mieszając angielski z japońskim podaję dane i opisuję ładunek, a na koniec moja rozmówczyni mówi, że dobrze radze sobie z ich językiem. Już nie jestem na nikogo zła za zgubiony bagaż. Niestety muszę się jeszcze udać po numer PIR dla ubezpieczenia, znaleźć stację „Keisei Line” i zadzwonić do „host family”, czego zresztą nie udaje mi się uczynić, pomimo rzekomo działającego roamingu. Postanawiam zatem zwyczajnie kontynuować podróż. Cel – stacja „Minami-Urawa” w mieście Saitama.

Keisei Sky Liner oraz Seihin Tohoku Line

Japońskie pociągi nie spóźniają się, są szybkie i, co najważniejsze, klimatyzowane. Na zewnątrz temperatura sięga 33 stopni Celsjusza. Szczęśliwie, przewidując taką sytuacje nałożyłam rybaczki, a nie jeansy. Niestety sandały i wszystkie lekkie buty znajdują się wewnątrz walizki. Już czuję potrzebę zrobienia małych zakupów i postanawiam zakupić kroksy, o których wcześniej słyszałam, że są w Japonii popularne. Przesiadam się w Nippori i znalezienie odpowiedniego peronu sprawia mi trochę kłopotu – nie wiem gdzie dokładnie znajduje się „Minami Urawa”. Zasięgam rady u miejscowej ludności, która dwa razy wysyła mnie na sąsiedni peron i w końcu zapewnia, że następny pociąg dowiezie mnie do celu.

Saitama

Wychodząc ze stacji przeczuwam już nadchodzące drobne załamanie nerwowe – nie mam bagażu, nie mogę się do nikogo dodzwonić, a adres rodziny w Saitamie nie mówi mi absolutnie nic. Dlatego przy wyjściu zgadzam się otrzymać paczkę chusteczek wraz z reklamą i usadowiwszy się na ławce przy stacji zaczynam cicho szlochać próbując ponownie zadzwonić do mojej „rodziny zastępczej”. Oczywiście, zaznajomiona z zasadami japońskiej etykiety nie wydmuchuję nosa publicznie, a jedynie lekko ocieram go kantem chusteczki. Wreszcie udaje mi się połączyć z wybranym numerem. Słyszę w słuchawce łagodne „moshi, moshi?” i przedstawiam się, oraz staram się wytłumaczyć gdzie dokładnie jestem. Głos w słuchawce oznajmia, że zaraz przybędzie i żebym jeszcze chwile zaczekała. Ok 10 minut później przed moim obliczem staje 38-letnia japonka z 4-letnia dziewczynką uwieszoną na jej ręce. To Rie-mama i Yuko, członkinie mojej „host family” składającej się jeszcze z ojca Shinnichiro oraz 8-latka o imieniu Kai. Staram się wytłumaczyć brak walizki („rosuto baggu”) i szczęśliwie Rie-mama mnie rozumie. Przed dojechaniem do domu udajemy się do supermarketu gdzie zakupuje kroksy i parę innych niezbędnych rzeczy. Yuko trochę się mnie boi, ale szybko przełamuje lody rozmową o pokemonach, za którymi dziewczynka przepada.

Dom

Dom jest dwupiętrowy i przytulny, a obiad smaczny i sycący. Bawię się trochę z Yuko, rozmawiam z Rie-mamą oraz rozpakowuje skromny plecak. Mój pokój to chyba najbardziej typowo japońskie pomieszczenie w domu (nie licząc łazienki). Jako jedyne wyłożone jest tatami i posiada przesuwane drzwi. Koło 11 w nocy z pracy wraca Shinichiro. Jest wesoły, i choć nie mówi po angielsku stara się wrzucać zagraniczne słowa do rozmowy abym lepiej rozumiała kwestie biletów pociągowych i karty SUICA. Jutro idzie wraz z kolegami z pracy na golfa. Ja natomiast w końcu idę spać.

Piosenka zasłyszana w samolocie:

komentarzy 17

  • Bardzo fajna relacja! Zazdroszczę wyjazdu i nawet tych przygód z bagażem :) Mam znajomego studiującego obecnie japonistykę (w Łodzi), który dwa lata temu zrobił sobie prywatnie podobny wypad do znajomego Japończyka i cholernie miło to wspomina. A ja cholernie mu zazdroszczę, podobnie jak Tobie. Ale z moim nie najlepszym angielskim i nikłym japońskim (ograniczającym się do paru słów) mam niezłego pietra aby spróbować. Czekam na kolejną część wrażeń.

  • Zuziu, bardzo fajny tekst. Mam nadzieję, że nie ostatni taki :)

  • Życzę miłego pobytu w Kraju Kwitnącej Wiśni! Możemy się spodziewać relacji z wizyty w księgarni czy sklepie sieci Book Off? ;D

  • o, jak miło się czytało ;-) Ja też zazdroszczę. I pomyśleć, że kiedyś mangi nie uważałem nawet za komiks :lol: A teraz mi się nieźle wkręcili samuraje (przez Champloo, heh). Napisz koniecznie coś o samurajach!

  • „Oczywiście, zaznajomiona z zasadami japońskiej etykiety nie wydmuchuję nosa publicznie, a jedynie lekko ocieram go kantem chusteczki.”

    To mnie chyba by tam zlinczowano na dzieńdobry… Chyba, że ich pokemony nie mają sierści a kurz zastąpili gwiezdnym pyłem.

  • ps: tęsknię

  • zuziu, jak wszyscy, zazdroszczę ci. ale głównie jaj. dostalabym ataku histerii automatycznie po otrzymaniu informacji o zaginionym bagażu. gdyby nie dzialal mi na dodatek telefon ktos musialby wzywac ambulans. i smarkalabym glośno, na zlość wszystkim. mam nadzieje, ze potem bedzie juz lepiej, ze zrobisz mase fajnych zdjec tokio i opowiesz nam wiecej (:

  • O, gdzie Cię aż wywiało :)
    Udanego pobytu i czekam z niecierpliwością na dalsze relacje.

  • zuziako

    @unka
    „zuziu, jak wszyscy, zazdroszczę ci. ale głównie jaj.”
    :D :D :D

    @norbs
    „Możemy się spodziewać relacji z wizyty w księgarni czy sklepie sieci Book Off? ;D”
    Owszem, planowane jest wyjście do Book Offu, ale czy będzie na tyle ciekawe żeby je relacjonować to nie wiem:)

    @qba
    „Napisz koniecznie coś o samurajach!”
    Jeszcze żadnego nie widziałam, ale jak gdzieś mi jakiś mignie to na pewno napiszę.

  • ha 6 godzin w amsterdamie :)
    ALe fajna relacja, mam nadzieje że nie ostatnia :)
    Ja siedze w polszy i leje od 5 dni :(

  • Amsterdam jest nudny. Wszędzie tylko seks i narkotyki.

  • oja oja Zuz nie chwaliłaś się, że będziesz miała taką wycieczkę :>
    to jakoś w ramach pejotu czy sama sobie załatwiałaś :>?

  • Powodzenia w dalszych stosunkach polsko-japonskich :) Koniecznie daj znac jak sie podobaja nasze piekne gory!

  • @wonder
    Na lotnisku tego nie uraczysz.

    @zebza
    sama:)

    @Zo
    oni generalnie jak się im pokazuje zdjęcia to mają podobną reakcje czyli „kiire” („ładnie”). Uważają zresztą ze warszawa jest ładna, bo nie ma u nas kabli rozwieszonych pomiędzy słupami. Tu wiszą wszędzie.

  • Bagaż: Check-through jest w 100% normalne. To nie zmienia faktu że są tylko dwa rodzaje bagażu: carry-on bagage and lost bagage.

    Komórki: W Japonii nie ma GSM systemu. Dlatego twój telefon będzie działał tylko tam gdzie jest 3G Docomo albo Softbank sygnał.

    Fajnie że masz klasyczny japoński pokój, one już są zagrożone postępem. Mieszkasz dość daleko na północ od centrum, jak daleko masz do szkoły? Mam nadzieję że cię na jakieś wycieczki zabiorą. Fujiyama byłaby fajna, ale to trochę daleko na połódniowy zachód, pewnie koło 100km jak ツル (tsuru) leci.

    Czekamy na następny rozdział, ale nie wysyłaj go z komórki, bo będziesz dużo więcej płakać gdy zobaczysz rachunek!

  • bardzo jestem ciekawa ciągu dalszego, świetny tekst :)

Dodaj komentarz