Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Torpedo tom 3 i po części także drugi


papier · komentarzy 31

Blisko rok temu, pisząc na temat pierwszego „Torpedo” powątpiewałem, czy wydawnictwu Taurus uda się sprowadzić na polski rynek pozostałe części cyklu. Jak widać, czytelnicy okazali się łaskawi, bo do sprzedaży trafił już trzeci, z czterech, tom pełen gangsterskich historii. A ja powoli przestaję rozumieć, o co w nich chodzi.

Na pierwszy rzut oka niewiele się w „Torpedo” od tego pierwszego tomu zmieniło. Luca Torelli nadal jest cwanym draniem, który na ogół dostaje to co chce, rzucając przy tym nie do końca poprawnym powiedzonkiem. Jednakże serwowany przez Enrique Sancheza Abuli’ego czarny humor tych historyjek zaczyna mnie coraz bardziej męczyć.

Gdzieś na przestrzeni kolejnych dwóch tomów moja sympatia dla sprytu Torpedo ulotniła się i stał się draniem, którego nie jestem w stanie polubić. Gdy przez cały seans „Tarzana” znęca się nad swoją ofiarą, nie mam pojęcia, po co. Podobnie, gdy każe wypić bukmacherowi truciznę. Od czasu do czasu oczywiście noga mu się podwinie i ktoś wystrychnie go na dudka, ale trudno powiedzieć, abym czuł z tego powodu satysfakcję.

Wydaje mi się, że moje pogłębiające zniechęcenie względem komiksu Abuli’ego i Berneta bierze się z pokładów przemocy wobec kobiet jakie można znaleźć na jego stronach. Przedstawiona jest w wyjątkowo bezrefleksyjny sposób, a miejscami wręcz w jak najbardziej atrakcyjny i zachęcający.

– Ale przecież Torpedo jest takim samym draniem względem facetów jak i babek, więc czego się czepiasz?

Być może, ale przemoc pomiędzy facetami w jakiś sposób mieści się w ramach gangsterskiej opowieści – większość z nich jest takimi samymi mętami jak Torpedo i dostają po prostu za swoje. W przypadku kobiet, jeśli jakaś pojawi się w kadrze, to zazwyczaj po to, aby zaraz dostać po twarzy i/lub stać się ofiarą gwałtu. Czasem zbiorowego. Na dodatek rysowane są one bardzo kusząco, a ich pełne piersi i pozostałe krągłości są jak najbardziej widoczne także w scenach przemocy. Gwałt na kobiecie uchodzi w tym świecie praktycznie bez kary – ja rozumiem, że jest to świat brudny i należący do twardych mężczyzn, ale „Torpedo” to żaden dokument, raczej hiper-męska fantazja o kapeluszach i byciu zimnym draniem.

Porównywanie komiksu Berneta i Abuli’ego do „Rodziny Soprano” jest trochę niesprawiedliwe, w końcu to zupełnie inne medium i czasy, ale tam kobiety równie nie miały lekko, także często kończyły tragicznie, ale rzadko kiedy było to przedstawione w tak rozrywkowy sposób jak tutaj. A może wręcz fetyszyzujący. Od czasu do czasu to nic złego, ale jak dla mnie autorzy przesadzili z proporcjami i przekroczyli granicę, do której tego rodzaju motywu były „fajne”.

Szczytowym momentem dla mojego niezrozumienia intencji autorów jest szczegółowe przedstawienie kazirodczego gwałtu jakiego dziadek Torpedo dopuszcza się na swojej córce. Po przeczytaniu tego fragmentu długo się zastanawiałem, po co właściwie to było. Żeby pokazać, jakie życie na Sycylii było ciężkie? Raczej nie, bo cała historyjka ma dosyć gorzki, humorystyczny wydźwięk i nie skłania do głębszej refleksji niż „ah, życie”.

Nie bardzo rozumiem do czego to ma służyć, jakie emocje wzbudzić, poza złośliwym rechotem nad właściwym miejscem dla kobiety. Jedyna twarda babka w tym komiksie, która jest w stanie z Torellim zadrzeć i ujść z życiem, Susan, pojawiła się zaledwie dwa razy, też przy okazji potrząsając nagimi piersiami. W końcu jest prostytutką/tancerką, kimże innym.

Gdzieś, w pewnym momencie, kreślona grubą kreską stylizacja tych historii przestała być dla mnie strawna. Zaburzono równowagę i Torpedo stał się po po prostu męczącym bucem. Szkoda.

komentarzy 31

  • O, już po zobaczeniu przykładowych plansz z trójki miałem podobne odczucia co do przemocy wobec kobiet. Czyli się jednak na Torpedo nie skuszę. Trudno.

  • Fajnie, że ktoś zwraca na takie rzeczy uwagę.

  • brrrr…

  • Miałem ochotę na tę serię, ale po tym tekście chyba sobie odpuszczę. Zimny prysznic.

    Lepiej dokupię „101 naboi”.

  • mi ogólnie sceny seksu nie przeszkadzają, i nie potrzebuję ich „uzasadniania” w fabule, są bo są, jak w życiu. Ale i dla mnie „Torpedo” to badziewny komiks.

  • A polecisz mi jakieś dobre komiksy z nieuzasadnionym nadużyciem pornografii?

  • wydane w Polsce? Z tym będzie baaaaardzo trudno. Jesteśmy narodem zakompleksionym i pruderyjnym do bólu

  • Torpedo to ganster i skurwiel. to co robi kobietom jak dla mnie wpisuje się zarówno w konwencję, jak i ‚profil psychologiczny’ (LOL) bohatera.

    Konrad – nie próbujesz być nawet obiektywny, zupełnie przemilczałeś dobry ‚origin’ Torpedo na Sycylii z kilku szortów. Wzorce zachowania jakie T wyniósł z domu, rodzinnej okolicy i w ogóle z genów nie tyle usprawiedliwiają, co tłumaczą w jaki sposób uwarunkowały jego ‚dorosłe’ zachowania.

    Ja to kupuję. I dalej uważam Torpedo za jedną z najlepszych serii na rynku. Badziewny? Z taką kreską? No bez jaj.

  • Gonz, bez jaj, dla mnie to naprawdę badziewna kreska.

  • Jak przemilczałem, skoro wspominam o nim w tekście? To nie chodzi o to, czy zachowania Torpedo są „usprawiedliwione”, ale o to, jak są przedstawiane. Co już leży bardziej w gestii samych autorów, a nie bohatera.

  • @ Konrad: zapewne i tak nie kupisz 4 i 5, ale gdyby JEDNAK Cię kusiło: NIE KUPUJ. Jest jeszcze ostrzej po tej właśnie linii.

    A dziś na międzynarodwym dniu czytania komiksów w Poznaniu był czytany m.in. Torpedo 3 ;-)

  • No świetnie. To teraz będzie, że polscy komiksiarze to degeneraci.

  • kmh – nadmieniasz o jednej scenie akcentując jej obrzydliwość, w momencie gdy originowe opowiadania w tym komiksie stanowią parędziesiąt stron. tak – dla mnie jesteś tendencyjny. może dlatego że oczekujesz (po ogólnie luźnych scenach przemocy i humorystycznych dialogów z 1 i 2) że sceny przemocy wobec kobiet mają być fajne. dla mnie nie mają być. to część rzeczywistości gangsterskiego półświatka. po co ta scena? jak dla mnie nie dla pokazania złej sycylii, tylko tego skąd się tacy degeneraci jak Torpedo biorą.

    poza tym przemoc to przemoc. jak Torpedo sadystycznie kogoś męczył czy zabijał to było OK, bo katował faceta? czy OK jest jak filmowcy/komiksiarze pokazują dobrych gangsterów w niezaplamionym krwią garniturze, co to nie wykorzystują swojego statusu żeby skatować dla kaprysu kobietę? w sensie – przemoc w sztuce/kulturze jest zła dopiero jak dotyczy kobiet? fakt że jest to pewne tabu kulturowe (a jak ktoś już podniesie rękę na kobietę, vide Unforgiven, to mu się tę łapę upierdala), ale ja w swoim braku wrażliwości problemu nie widzę. Torpedo to skurwiel, komiks jest o skurwielu, więc czemu typ ma się ograniczać do eleganckiego bicia po mordach osobników tylko płci męskiej? okrucieństwo i degeneracja bohatera była wpisana w tę serię od początku.

    w sensie oczekujesz że wg autorów mają być fajne, nadmieniam, co bym był zrozumiany.

  • mnie tam bardziej porusza scena katowania kobiety w „prawdziwym romansie” (to Gary Oldman chyba rzuca biedną panienką po ścianach, nie?), niż te w Torpedo- bo w Torpedo to się w świat przedstawiony dobrze wpisuje, tzn., pasuje do tej wizji, co już zostało stwierdzone- patrz wpis wyżej. Ten komiks od początku definiuje swoje granice, których w zasadzie brak. Główny bohater nie ma żadnych zahamowań, jego wrogowie też.

    wow! właśnie z fajnego koncertu Something Like Elvis wróciłem ;-)

  • @qba
    Panienkę po ścianach sam Tony Soprano raczył był rzucać (a Gary Oldman może też, nie pamiętam).

  • było w tru romąs było.

  • gonzo: ale właśnie o to chodzi, że przemoc wobec kobiety jest przedstawiona w tym komiksie w „fajny” sposób. I do mnie to zupełnie nie trafia, bo oprócz bycia komiksem „o skurwielu” jest to też historia jak najbardziej komediowa i mam ogromny zgrzyt w sytuacji gdy jedna opowieść kręci się dokoła zbiorowego gwałtu dokonywanego przez kolejnych członków szajki (Torpedo, Rascala, gościa z dynamitem, chłopo-baby) i zabawną puentą jest tu przygłupi bokser i wszystko mówiąca onomatopeja „crack”. Jakoś nie dociera do mnie takie poczucie humoru.

    A o różnicach w przemocy wobec kobiet i mężczyzn pisałem już w samym tekście.

  • badziewna kreska? jajebie. to mógł napisać tylko scenarzysta.

    kreska w Torpedo to mistrzostwo świata. chciałbym tak chociaż w połowie kiedyś ciskać.

  • tak, Konrad. napisałeś ‚przemoc pomiędzy facetami w jakiś sposób mieści się w ramach gangsterskiej opowieści’. nie wiem dlaczego przemoc wobec kobiet się ma nie mieścić. skurwiel to skurwiel. że gwałt uchodzi bez kary? morderstwo, napady, sążnisty wpierdol w tym komiksie też uchodzą bez kary. nie wiem dlaczego przemoc wobec kobiet ma nie być OK, a wobec mężczyzn być OK, a nawet wpisywać się w komediową konwencję.

  • Bo większość facetów w tym komiksie jest takimi samymi typami jak Torpedo, występują na tych samych prawach, choć czasami zdarzają się rażące sadyzmem sceny jak choćby przytaczana już przeze mnie historyjka z kinem.

    Kobiety pełnią, z nielicznymi wyjątkami, wyłącznie rolę seksownych ofiar. Do popatrzenia się na krągłą kreskę i podjarkę. Ciebie to kręci? Ok. Mnie nie.

  • mnie nie kręci. ale to świat gangsterów, gdzie mężczyźni walą z bani jak ktoś powie ‚nie’, łamią palce itd., a kobiety pełnią rolę podrzędną nie wychylając się, bo mogą dostać w twarz, albo od razu kulkę. kobiety w Ojcu Chrzestnym nie mają dużo większej roli, a jedyna baba z charakterem zostaje zredukowana do roli maskotki po ślubie z szefem mafii. konwencja gangsterska, mon. Podobnie jest u skorseze. W „Torpedo” po prostu pojawia się pewien aspekt gangsterskiej rzeczywistości który na pewno istnieje, ale masowe kino czy seriale wolą to przemilczeć. „Soprano” z takimi scenami po prostu nie mieli by szansę na finansowanie brzez HBO.

  • @Krl, a ja mam nadzieję, że Ci nie odwali i że pójdziesz swoją dróżką, bo ja naprawdę nie trawię takiego rysunku.

  • Konrad, chyba popełniasz jedną, dość częstą pomyłke: zakładasz, ze jak koles jest głównym bohaterem, to musi/powinien być jednocześnie pozytywnym bohaterem. wcale nie. to po prostu jest komiks o męczącym bucu w swiecie pełnym męczących buców.
    co do kontrowersyjnych scen, które są pokazywane w taki a nie inny sposób, to zaryzykuję twierdzenie, że to kwestia innych czasów w jakich ten komiks powstawał, i trochę innego kręgu kulturowego. dzisiaj coś takiego pewnie by nie przeszło. w każdym razie nie w tzw mainstreamie. raczej.

    i, KRL, piąteczka!

  • o rany, ale te kobiety w Torpedo to bardzo często prostytutki, panienki lekkich obyczajów, jakiegoś mętnego pochodzenia i profesji, w tym świecie, raczej wiedzą, co je czeka.

    a czy kogoś oburza w tym komiksie traktowanie takie, jakie jest, księdza, albo niby przyjaciół (pierwszy tom)?

    nie wiem, czy zauważyliście, ale korektorka zwątpiła, nie chce, żeby ją wpisywać w notce technicznej ;-) Tak się zastanawiam i chyba faktycznie coś w tym komiksie musi być, że będzie bulwersować niezależnie od jasnego postawienia sprawy przez autorów. hmm…

  • to chyba kwestia zaakceptowania faktu że bohater – jak napiasł Adler – nie musi być bohaterem pozytywnym, i może przypierdolić kobiecie. i że w ogóle takie rzeczy mogą mieć miejsce. a w dodatku ktoś może to pokazać. gdzieś.

  • qba: czyżbyś, podobnie jak klasyk, uważał, że prostytutki nie można zgwałcić? „hehehe”?

    ale powtarzam, to nie chodzi o bohatera – to, że Torpedo jest bucem, draniem i raczej nie chciałoby się mieć z nim do czynienia jest oczywiste. To co mnie uwiera to sposób w jaki jest to przedstawiane i myślę sobie, że rzeczywiście, to może być kwestia specyfiki czasu i geografii – ale też bez przesady, to w końcu Hiszpania lat 80-90.

  • w komiksach marvela nie gwałci się nagminnie kobiet, jednak do lat 80tych najlepsza rola, na jaką mogła liczyć kobieta w komiksie (potraktujmy to jako zadanie aktorskie dla postaci) to laska superherosa, która i tak co jakiś czas się zmienia, albo jej autorzy skręcają kark, vide Gwan Stacy. tło. maskotka. trzeci plan. powabna i z cycami. tylko że w Marvelu nie gwałcą. a Hiszpanie się nie opierdalają i lecą po całości, dostosowują tylko rolę kobiet do środowiska w którym dzieje się komiks. i faktycznie – dziś by to nie przeszło. a szkoda.

  • A X-kobiety? W latach 70-tych już bywały bohaterkami.

  • @ Konrad: nie, nie o to chodzi. No, nie tak dosłownie w każdym razie. Myślałem o tym, jak odbierasz jako czytelnik ten aspekt komiksu (fakt-brutalnie przedstawiony) i skonstatowałem że kobiety w Torpedo w zasadzie bardzo dobrze wpisują się w brudny, gangsterski świat. Jest tu konsekwencja w kreowaniu świata przedstawionego. Nawet jeśli to nie są dziwki, to nie są kobietami niewinnymi. [Teraz mi się przypomina jedna taka z 4tego tomu, i dwie takie z piątego ;-)] A to z kolei, w połączeniu z tym, że uznaliśmy tutaj, że faceci w Torpedo zasługują na swój los, bardzo dobrze uzasadnia los, jaki spotyka kobiety w Torpedo. Konsekwencja jest, brutalizowanie jest, wszystkim po równo. W końcu to kobiety chciały równouprawnienia :lol: W krzywym zwierciadle to równouprawnienie Torpedo egzekwuje ;-) Bo to jest tylko świat przerysowany, szokuje, bo ma szokować, być niepoprawny na ile się da. Nawet jeśli w rzeczywistości takiego traktowania kobiet nie pochwalam, nawet prostytutek, narkomanek etc., to w komiksie nie robi mi się od tego źle, bo kupuję to jako część konwencji. Poza tym jest to taka jazda bez trzymanki, bez granic, której brakuje na ogół w komiksach. Za dużo jest „poprawnych” komiksów i filmów, w których dopuszcza się przemoc, a gołego cycka już nie może być widać. A tu jest jedno i drugie, wszystko, taki „oddech” i dla autorów, i dla czytelników. Niekoniecznie dla tych śliniących się na widok narysowanej panienki zboków.

    a, i jeszcze to pastwienie się w kinie nad kolesiem – to jest chora historia, ale jako „cyngle” Rascal i Luca wyciągają zeznania w jedyny znany sobie sposób.

    Ja na ogół tłumaczenie tych historyjek kończę cichym „ja pierdolę, to jest bardziej pojebane niż poprzednie”. Moja Kasia ma podobnie. Czyli jednak gdzieś te hamulce działają.

  • Godai – ta, a czarni pojawiają się jako sidekickowie już od czasów Spirita. Kmaaan… Ja nie przeczę że ISTNIEJĄ, ale czaisz o co cho.

  • gdzieś jest taka stronka co porusza ten temat traktowania postaci kobiecych przez autorów komiksów, „women in refridgerators” czy jakos tak? chyba nawet na Motywie było juz o tym. coś jest z tym na rzeczy.
    poza tym, Konrad, „lata 80-90” były PONAD DWADZIEŚCIA LAT TEMU. sporo się w tym czasie zmieniło.

Dodaj komentarz