Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Uwikłanie


książki · komentarze 4

Dotychczas znałem Zygmunta Miłoszewskiego, jako „tego piszącego felietony o grach pisarza” i bliższej styczności z jego twórczością nie miałem. Z felietonami zazwyczaj się zgadzałem, jednakże po przeczytaniu „Uwikłania” kompletnie zapomniałem, że kiedykolwiek je napisał.

„Uwikłanie” to wydany w 2007 roku kryminał opowiadający o prowadzonym przez Teodora Szackiego, prokuratora, śledztwie w sprawie morderstwa, które jest oczywiście tajemnicze. Intryga poprowadzona jest sprawnie, wątki się mieszają, prowadząc wręcz do spiskowych teorii dziejów, ale nie to jest tutaj głównym daniem.

Bardziej niż losy śledztwa wciągnął mnie przeżywany przez Szackiego kryzys wieku średniego. W małżeństwo wkradła się nuda i rutyna, seks zszedł na plan dalszy, praca niewdzięczna i jakoś tak mało satysfakcji w życiu. Na horyzoncie pojawia się więc młoda dziennikarka i to co mnie najbardziej trzymało w napięciu to dalsze losy tego romansu. Czy Szacki da się ponieść hormonom czy jednak weźmie się w garść? Zabójstwo w kryminale zawsze znajdzie swoje rozwiązanie, ale problemy sercowe bohatera już niekoniecznie.

Miłoszewski odwalił też kupę roboty, aby jak najbardziej osadzić akcję książki w warszawskiej rzeczywistości – konkretnie tej z 2005 roku. Knajpy, ulice, sklepy – nie wiem jaką to ma wartość dla osoby nieznającej stolicy, ale dla mnie obraz miasta był bardzo żywy i wiarygodny. Jednocześnie da się w „Uwikłaniu” wyczuć lekką nutkę szyderstwa wymierzonego w osoby, które do Warszawy dopiero co przyjechały. Być może jestem przewrażliwiony – w moim najbliższym otoczeniu, poza rodziną, są jedynie dwie osoby, które się w stolicy urodziły i wychowały i jakoś nie przywiązuje do tego większej wagi.

Oprócz geografii Miłoszewski zadbał również o odpowiednie tło czasowe – zabawnie czyta się nieistotne już relacje z kampanii wyborczej, namysłów Cimoszewicza, pomysłów Lecha Kaczyńskiego za czasów jego rządów w stołecznym ratuszu, wybryków Młodzieży Wszechpolskiej. Niby minęło raptem pięć lat, a brzmi to jak strasznie odległe echo, co dobrze pokazuje, jak nieistotne to wszystko wówczas było.

Jest też wreszcie „Uwikłanie” pierwszą książką jaką przeczytałem w życiu, w której tyle było nawiązań do świata gier. Szacki rozmawia z synem ofiary o „Call of Duty”, odmóżdża się wieczorami grając w „Far Cry”, a w Empiku na Nowym Świecie widzi reklamy najnowszej, trzeciej części „Splinter Cell: Chaos Theory”. Zazwyczaj z nawiązaniami do gier spotykam się w odpowiednich komiksach internetowych czy serialach. A tu proszę, równorzędne medium przewijające się przez drugi plan.

W zeszłym roku „Uwikłanie” zostało wydane w letniej serii budżetowo wydanych kryminałów, polecanych przez „Politykę”, z tego też względu jest do dostania na Allegro w śmiesznych cenach. Jak nie intrygą kryminalną, to wciągnie Was wątkiem obyczajowym. Możecie też traktować ją jak przewodnik po Warszawie.

komentarze 4

  • Uwikłanie też mi się podobało i to też z tych samych powodów (no, może akurat te nawiązania do gier mnie tak nie jarały ;) Polecam w ogóle debiut Miłoszewskiego – „Domofon” – całkiem sprawny nowoczesny horror, który równie mnie wciągnął co Uwikłanie. Domofon chyba nawet bardziej mi się podobał…

  • Super książka. Ja też nieszczególnie się przejęłam nawiązaniami do gier, za to bardzo mi się podobało oparcie akcji na ustawieniach systemowych. No i oczywiście warszawskie realia. A „Domofon” po prostu miszcz, łyknęłam w jeden dzień.

  • jakis czas temu zniechęciłem się do tanich kryminałów, niestety.
    5 lat? a lifetime ago.

  • Znalazłem tydzień temu za 8 zł w takim ala kiosku ze starymi gazetami i książkami.
    Przeczytane i faktycznie niezła rzecz. Stosunek cena do jakości wypada niesamowicie. Sam pomysł fabuły całkiem wciągający, a najprzyjemniejsze dla mnie były rozpoczęcia każdego rozdziału krótkim streszczeniem co się wydarzyło danego dnia w Polsce i na świecie.

    Chyba poszukam tego „Domofonu”

Dodaj komentarz