Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Zielone lata dziewięćdziesiąte


papier · komentarze 42

Osiedle Swoboda

Czytając „Osiedle Swoboda”, myślałam o mantrze pewnych słów i czynności, którymi codziennie witam sąsiadów i wąsatą panią z pobliskiego sklepu. Ten bez namysłu odprawiany rytuał, który nazwać można pustym gestem, sprawia, że codziennie nieświadomie zgadzam się na przynależność do grupy społecznej funkcjonującej w ściśle określonym czasie i miejscu. Wszystko bowiem obrasta lekki tłuszczyk kontekstów kulturowych. Idziesz do sklepu – jesteś konsumentem; stajesz pod sklepem – jesteś menelem; siadasz na ławeczce pod blokiem – jesteś blokersem itd. Codzienność ma formę rytuału, a widoczne jest to chyba najlepiej w formie serialu. Każda umowność i niedopowiedzenie zdają się być niesione na fali tego, co mówi się samo, czego istnienie zakładamy. Wystarczy nieraz jeden przedmiot lub dwa charakterystyczne zdania w ustach bohatera i już dostrzec można pewną czasoprzestrzenną specyfikę przedstawionych w nim zjawisk.

Lektura „Osiedla Swoboda” – tego anegdotycznego w swej formie komiksu – przypominała mi w pewnym sensie ten rytualny charakter serialu właśnie. Co więcej – myślę, że gdyby miał się rzeczywiście w tej formie pojawić, można by było swobodnie zatytułować go, lub chociaż opatrzyć podtytułem: „Zielone lata dziewięćdziesiąte”. Natomiast przywołany w nim kolor nie miałby raczej nic wspólnego z nieświadomością czy niewinnością, a raczej z elementem magicznym, czy też mistyką instant, której oddają się stworzeni przez Michała Śledzińskiego bohaterowie. 

Osiedle Swoboda

Nawiązanie do polskiego tłumaczenia tytułu amerykańskiego sitcomu „That 70’s Show” jest tu celowe. W obu przypadkach bowiem istotnym elementem spajającym historie zdaje się być określona dekada. Ponadto podobnie jak w „Różowych latach siedemdziesiątych”, gdzie akcja miała miejsce w małym miasteczku Point Place, również u Śledzia mamy do czynienia z niewielką strukturą społeczno-mieszkaniową, gdzie wszyscy się znają (chociażby z widzenia). Jest nią osiedle, blokowisko, w którym gdzieś pokątnie znaleźć można by było nikłe pozostałości utopijnych projektów maszyn do mieszkania Le Corbusiera, a raczej tego, czym stały się w oczach Systemu. Tak, betonowa płyta definitywnie budzi skojarzenia z PRL-em. To z kolei, zdaje się pozwalać na luźne porównanie „Osiedla Swobody” do serialu Stanisława Barei „Alternatywy 4”.

Różnica polega na tym, że główni bohaterowie Śledzia nie zostali przesadzeni z korzeniami czy bez ze starszych form mieszkaniowych do nowych bloków. Oni się tam urodzili i wychowali, na dodatek w nie byle jakiej dekadzie, bo w latach dziewięćdziesiątych. Są przyjaciółmi od dzieciństwa i żyją na osiedlu, którego mieszkańcy jawią się właśnie jako pokłosie Polski Ludowej, o mentalności przesączonej z jednej strony konwenansem, apatią i zrezygnowaniem z drugiej. Do tego dochodzi jeszcze element religijny, który wraz z ultraprawicowym etosem pojawia się w formach dość ekstremalnych u bohaterów drugo- czy trzecioplanowych starszego pokolenia. 

Osiedle Swoboda

W wyniku tej mieszanki obraz „dorosłych” mieszkańców osiedla, których spotykają na swojej drodze Smutny, Wiraż, Szopa i Dźwiedziu, zdaje się być dwojaki. Z jednej strony mamy tu nieco emocjonalnie zdrętwiałych i jakby przygaszonych rodziców bohaterów, z drugiej strony – sąsiada w wersji noir. Chodzi mi mianowicie o stosunkowo mroczny obraz potworności i tajemnic kryjących się za drzwiami potencjalnego współobywatela (kazus: „Pamiętniki Malte-Lauridsa Brigge” R. M. Rilkego albo „Róża dla Emilii” W. Faulknera) oraz ciekawość, wścibskość, jaką budzi w innych ludziach. Ściany i drzwi w mieszkaniach bloków mają bowiem podstarzałe, ale wciąż sprawne zestawy uszu i oczu, które pozwalają ich właścicielom na „wizjerowy” voyeuryzm i inne formy inwigilacji sąsiadów. Tym bardziej jeśli jest to młodzież, jeden z ulubionych tematów lubujących się w narzekaniu ludzi.

„Swobodni jeźdźcy” Śledzia mają zatem niełatwo. Pomimo tego, że sytuacje „okołomoherowe” mają często ostatecznie zabawny wydźwięk, to zamknięte drzwi kryją dla nich nieraz chwile niemałej grozy. 

Osiedle Swoboda

Główna akcja ma jednak częściej miejsce w przestrzeni między blokami niż w ich wnętrzach. To tam również pojawia się wymalowana na murach ścieżka dźwiękowa, przy której bohaterowie spotykają się, wygłupiają, rozmawiają. Rozmowa bądź anegdota jest tu elementem bardzo istotnym. Można w niej zauważyć specyficzny, kreatywny w swym słowotwórstwie, język, a także zabawne analizy i interpretacje snów, filmów, artykułów z kolorowej prasy (dla kobiet). Są one jakby zminiaturyzowaną wersją tego, czym jest każdy odcinek komiksu. Mianowicie jest on rozbudowaną anegdotą o grupie znajomych, którym pozornie nic się nie przydarza, a jednak przydarza się wiele. Swoboda jest niczym pryzmat rozszczepiający szarość płyt na szerokie spektrum gatunków: od humorystycznej „obyczajówki”, poprzez elementy paranormalne i surrealne, do konkretnego mordobicia czy grozy.

We wszystko to wpleciona została, podobnie jak w „Różowych latach siedemdziesiątych”, specyfika danej czasoprzestrzeni. Pojawia się więc nie tylko dres, metal i skateboarding, ale również ławeczka przed blokiem, zniesmaczona porywami młodości starsza pani z nieodłącznym beretem, cały anturaż sklepu monopolowego i zapchany do granic możliwości, rozklekotany autobus linii 64. 

Osiedle Swoboda

Wreszcie pojawia się kwestia zderzenia PRL-owskiej betonowej płyty z napływem kultury popularnej doby kapitalizmu, która sprawia, że rzeczywistość, w której żyją Swobodni jawi się jako świat duchów (porównaj z „Ghost World” D. Clowesa). Jest, podobnie jak język, materią przechowującą w swojej wewnętrznej pamięci przestarzałe ustroje, zmiany polityczne, gospodarcze, kulturowe. Jest w końcu jak fasada bloku – pomalowana dziś niedbale na jakiś jaskrawy bądź pastelowy kolor, będzie kryła, pod płatami odchodzącej farby, wszystkie swoje poprzednie wcielenia.

Jeśli zatem spojrzeć na „Osiedle Swoboda” jako na „Zielone lata dziewięćdziesiąte”, należałoby podkreślić, że humor w nim zawarty przewyższa ciężarem ten, którego doświadczyć można równolegle w „Różowych…”. Podobnie wygląda to w przypadku brzmienia ścieżek dźwiękowych – rock and roll lat siedemdziesiątych wypada stosunkowo subtelnie w porównaniu z nielekkimi riffami Sonic Youth, Deftones czy Kyuss. I nie należy tego traktować jako wady ani w jednym, ani drugim przypadku.

Na koniec chciałabym pozostawić czytelnika z jednym pytaniem: czy w związku ze swoistą „lokalnością” czasoprzestrzenną i „subkulturową” specyfiką komiks ten stracił na aktualności lub uniwersalności?

Autorka rozpoczęła projekt „Bite me!”, jest ilustratorką, prowadzi blog tkanina syntetyczna. Tamże powyższy tekst ukazał się pierwotnie.

komentarze 42

  • Aktualne OS było na pewno. I – IMO – dalej jest.

    A OS kiedykolwiek było uniwersalne? To zbiór anegdotek, które nie roszczą sobie pretensji do głębszej analizy rzeczywistości, badania jakichś głębszych praw.

    Czytelnicy wtedy czy teraz [aż tak się nasze blokowiska nie zmieniły] pewnie mogą się odnaleźć w postaciach głównych bohaterów albo w typie relacji między przyjaciółmi. To chyba pozostanie na zawsze i się nie zdezaktualizuje, takie swojskie, powierzchowne obserwowanie życia.

    IMO OS czyta się genialnie, ale po lekturze nie bardzo jest o czym jeszcze pomyśleć. Nawet przyjaźń między kumplami ciężko określić i nadać jej jakieś cechy, bo nie zostaje poddana żadnym poważnym próbom. Gawędziarstwo najwyższej próby i (aż) tyle.

    Pozdrówka

  • ten artykuł mógłby być o połowę krótszy.

  • chudeusz

    mógłby też być 2x dłuższy

  • „IMO OS czyta się genialnie, ale po lekturze nie bardzo jest o czym jeszcze pomyśleć.”

    to bardziej świadczy o Tobie, niż o komiksie :)

  • Moim zdaniem w „Osiedlu…” brakuje, a przynajmniej niedługo będzie brakować, komentarza/przypisów. Niektóre anegdotki dotyczą konkretnych, rzeczywistych wydarzeń czy postaci, których młodsi czytelnicy nawet teraz mogą już nie wyłapać. Na pewno nie zrobią tego ci, którzy po raz pierwszy przeczytają OS za kilka lat. No bo kto, kurcze blade, skojarzy kim był taki Olisadebe?

  • Porównanie do that 70’s show? wolne zarty…

    Artykul przeintelektualizowany i z mnostwem nadinterpretacji (jak dla mnie).

    Osiedle w momencie kiedy wychodzilo (przypomne ze #1 to 99 rok) bylo aktualne i czesto do aktualnych wydarzen nawiazywalo, a autorka zdaje sie przypisywac czas komiksu do lat troche wczesniejszych. Czy Osiedle nadal jest uniwersalne? Myślę, że dla grupy wiekoweh 20 wzwyż jak najbardziej tak. Może zabrzmi to nad wyraz, ale ‚wyrastaliśmy’ na tym komiksie. Taki przykład: dzisiaj ktoś kto ma lat 13 (wtedy kiedy ja pierwszy P przeczytałem:) słucha raczej czego innego niż Vader, Sonic Youth, Kyuss czy QUOTSA i choćby już z tego powodu się wszystko zdezaktualizowało. Metal Gear Solid to już też leciwy staroć dla nastolatka który pyka w Halo 8 i Gears of war 15. Olisadebe to też dobry przykład:D.

  • Może i masz rację.

    Ze swej strony dodam jedynie, że pisząc o komiksie w kontekście lat 90. odniosłam się do jednego z pasków (z tych znajdujących się pod planszami), w których Śledziu pisał o nim jako „dziecku” tej dekady.

    Wiem, kiedy był wydany pierwszy odcinek. Uważam jednak, że mimo to wpisuje się w tę dekadę.

    Zauważ również, że skojarzenie z
    „Różowymi..” dotyczy głównie motywu przekazania/oddania pewnej specyfiki danej czasoprzestrzeni, nie zaś mojego doszukiwania się jakichś wydumanych podobieństw.

    To tyle…

  • kmh, nie zapowietrzaj się.

    Są tacy, którzy nie szukają trzeciego dna w komiksie, a jego brak nie umniejsza samego utworu.

    I nie są gorsi od tych, którzy chcieliby widzieć więcej intertekstualnych, metafizyczno-transcendentalnych nawiązań i całej reszty szajsu.

  • th0 – jakie nadinterpretacje np?

  • A czy ja się zapowietrzam, nazywam kogoś gorszym, lub siebie lepszą?

    Odpowiadam jedynie, jak to wygląda z mojej strony…nie bardzo rozumiem co w tym złego…

  • konrad – przeczytalem raz jeszcze, niech bedzie – cofam nadinterpretacje, zostawiam przeintelektualizowanie

    magda – nie, nie zapowietrzasz i nie nazywasz. komentarz byl wyraznie do kmh.

    co do tego osadzenia w czasie, nie kojarze o ktorym konkretnie pasku mowisz (jesli bylo to w integralu, to nadal wychodzi ze autor mial na mysli 99-200x). inna sprawa ze w samym komiksie sporo jest nawiazan do wczesniejszego okresu, koncowka 80′ i poczatek 90 myślę vide bitwa depeszy z metalami (ilustrujaca twoj art zresztą) i ogolem historia z udzialem bystrego.

    a rozowe lata 70… ok, chodzi ci o przedstawienie „pewnej specyfiki danej czasoprzestrzeni”. IMHO That 70’s show to sitcom który pewne rzeczy przejaskrawia, ale przedewszystkim WYŚMIEWA od panczlajna do panczlajna rzeczone lata 70te. No cóż, taki był pomysł na tytuł i porównanie, mi nie przypasowało.

  • godai: to cudownie, tylko skoro nie szukają, to czego szukają w tekście, który tego dna szuka? Mają całą masę innych, gdzie nikt ich nie zmusza do czytania tych wszystkich poszukiwań „intertekstualnych, metafizyczno-transcendentalnych nawiązań i całej reszty szajsu.”

  • @Konrad
    A skąd mają wiedzieć jaki jest tekst zanim go przeczytają?

    Nie czytałam „osiedla swoboda” dlatego trudno mi się odnieść do prawdziwości porównań i innych, ale uważam że tekst sam w sobie napisany jest prześlicznie. Choć długi i wysoko lotny. Ale ja tam akurat miałam czas dzisiaj, a i odmiana od tekstów zwięzłych i przyziemnych też się czasem przyda:)

  • Z przejęcia nie zauważyłam, że to nie do mnie było…wybaczcie…

    Pasek był w integralu, Śledziu pisze tam: „W końcu beztroskie lata 90. odeszły w przeszłość (…)a „OS”, jak i cały „Produkt”, to dziecko tamtych czasów.”

    Mi chodziło o ten klimat i nawiązania do wspomnianej dekady (90.),myślę że nie przegięłam w interpretacji tej wypowiedzi.

    Znam 70’s show, wiem o czym jest i pozostaję przy swoim skojarzeniu…nie mówię, że jest dobre, czy złe…w ogóle tu nie wartościuję…różnorodność opinii to podstawa:)

  • Zuza: pozostawiam to ich domyślności i dziwię się próżnym żalom.

  • @Konrad
    Ta „domyślność” jawi mi się jako szósty zmysł a „próżne żale” jako zwyczajna opinia.

  • „Osiedle…” głębię ma, nie przeczę – ale nie jest to jakieś super-wielowymiarowe dzieło, do którego interpretatorzy muszą podchodzić uzbrojeni w rozmaite słowniki symboli i motywów, nie przesadzajmy. Wystarczy trochę wysilić mózgownicę.

    Proza życia na przełomie tysiącleci – czasem brechtanie (bo „lolania” wtedy jeszcze nie było) czasem płacz i zgrzytanie zębów, gama stanów pośrednich jak to w życiu. Podobał mi się odcinek w całości poświęconym Bystremu – widać, jak postrzeganie człowieka przez jednostki rzutuje na jej ogólny obraz.

    Zresztą, nie zapominajmy, że jest to komiks stricte rozrywkowy i głowę daję, że Śledziu nie układał jakiejś misternej siatki nawiązań i przemyślnych symboli, tylko pisał z pozycji partyzanta, instynktownie. Nie wątpię, że efekt końcowy zadziwił i jego samego.

    Wskutek czego mamy komiks do uśmiechu, chwili zadumy i nostalgii – komiks do którego ciągle będziemy wracać. Bo wytężam mózgownicę i żaden lepszy polski komiks jakoś mi nie przychodzi do głowy.

    I jeszcze jedno – osobiście nie zgadzam się z ludźmi twierdzącymi, że OS jest dziełem ponadczasowym. Nie jest. Osoba, która nie pamięta tego „swobodnego” okresu w historii Polski nie do końca załapie klimat. Ja mam to szczęście, że załapałem się jeszcze na końcówkę tych pokręconych czasów, dzięki czemu bez trudu odnalazłem się na Swobodzie. Za dziesięć, piętnaście lat wezmę do ręki ten komiks z takim samym uczuciem, jakie towarzyszy moim rodzicom oglądającym dziś „Alternatywy 4”

  • @konrad: bo uważają, że tego tam nie ma. A ty jednoznacznie sugerują, że są przez to jacyś gorsi.

    Zakładam, że należysz do grupy, która uważa, że Dżuma Camusa jest powieścią o totalitaryzmie?

    Denerwujące jest takie patrzenie z góry na innych, jakbyś miał monopol, co się zresztą redaktorom MD zdarza co jakiś czas.

    Może warto Śledzia spytać, co on sądzi o tych wszystkich teoriach – ciekawe, czy on sam ma pojęcie, co tam jest w tym utworze zaszyte :D

  • @godai „Denerwujące jest takie patrzenie z góry na innych, jakbyś miał monopol, co się zresztą redaktorom MD zdarza co jakiś czas”
    coś w tym jest ;)

  • @godai

    wiem, że pisałeś do Konrada raczej, ale pozwolę sobie dodać tu parę słów.

    Chdzi mi o to, że każdy ma prawo odbierać książki, komiksy, muzykę itp. jak chce.

    Przypomnij sobie analizy snów i artykułów z prasy kobiecej, które pojawiają się w OS…

    Poza tym, nawet jeśli autor nie zamierzał umieszczać żadnych nawiązań, nie znaczy to, że zabronił je komukolwiek widzieć. Nie wspomnę już o tym, że wiele rzeczy, odniesień pojawia się nieświadomie… to całkiem normalne…

    Ja w każdym razie w ani jednym fragmencie nie insynuowałam, że Śledziu się kimś inspirował… pisałam tylko o tym, że to, co stworzył, budzi moje skojarzenia z tym i tym…to tyle

    pozdrawiam

  • @magda

    Ja nie mówię, że tego tam nie ma, bo tam jest wszystko, co sobie ktoś wypatrzy. Tak samo, jak w Dżumie jest totalitaryzm, jeśli ktoś go widzi.

    Natomiast nie podoba mi się sposób, w jaki Konrad się zachował, sugerując, ze jeśli ktoś tego czegoś nie widzi, to coś z nim jest (w domyśle) nie tak.

    Zarzut też o intuicji i nieczytaniu tekstów jest z gruntu śmieszny, bo jak można (Zuza ma rację) wiedzieć co w tekście i go ocenić przed przeczytaniem?

  • godai: miej serce i patrzaj w serce.

  • @godai
    Przychylam posta

  • Przypomina mi się historia pewnego zespołu death metalowego, który swego czasu ogłosił konkurs dla fanów polegający na tym, żeby odszyfrowali teksty piosenek z ich pierwszej płyty. Odpowiedzi było mnóstwo, każda inna, ale najlepsze było to, że – jak przyznał wokalista po zakończeniu konkursu – żadnych tekstów nie było – on tylko growlingował bez ładu i składu pod muzę…

  • @kmh

    Dzięki ci za tę myśl złotą i jakże przemyślne nawiązanie w jej treści do zagadnień z lektur szkoły średniej.

  • @Konrad
    „to bardziej świadczy o Tobie, niż o komiksie :)”

    Truizm z pierwszego roku polonistyki. I sam się podpisuję pod tym, że to od wrażliwości lub predyspozycji intelektualnych odbiorcy zależy to, co wyciągnie z dzieła.

    I dlatego mówię: dla mnie niewiele jest w OS do wyciągania. Biorę za te słowa odpowiedzialność i mogę o nich dyskutować.

    Ale na pewno nie na zasadzie: „tam obiektywnie coś jest, ale Ty tego nie widziesz”. Jeśli Twoim zdaniem w OS jest jakieś chociażby drugie dno, o którym można myśleć po lekturze, to chętnie poczytam.

    Ja widzę tylko zabawę komiksem, fristajl, dobre tekściory w stylu Tarantino i właśnie taką tarantinowską radość z tworzenia, zabawę kulturą. I, jak u Tarantino, na zabawie się _zazwyczaj_ kończy.

    Pozdrawiam

  • repek: Moim zdaniem, jakby w Osiedlu były tylko kultowe teksty i gagi, to nie byłby to tak istotny komiks dla wielu osób.

    Musi coś poruszać, oddziaływać w jakiś sposób na czytelników.

    Magda w swoim tekście pokazała, że OS stanowi doskonały materiał do różnych rozważań i interpretacji, tym samym przecząc Twojej tezie, że „nie bardzo jest o czym jeszcze pomyśleć”. Jak widzisz – da się.

    A że Tobie i kilku innym osobom się nie chce, trudno. Nie ma przymusu.

  • @Konrad
    „A że Tobie i kilku innym osobom się nie chce, trudno. Nie ma przymusu.”

    Co to w ogóle za tekst? Rozmawiam z Tobą czy z autorką? Jak komuś się tu nie chce wysilić i rozmawiać, to raczej nie mnie.

    Ja mówię, że ten komiks nie ma drugiego dna – nie ma żadnej próby wyjścia poza DOSKONAŁĄ obserwację powierzchni. Jest obraz blokowiska, jest świetne ucho do języka [porównanie z Masłowską, jakiego dokonał Konwerski w Ziniolu – trafione w sedno]. Ale na tym się kończy.

    Powtórzę swój przykład. Często mówi się, że to nie tylko komiks o blokowiskach i polskiej rzeczywistości lat 90., ale także o grupie przyjaciół. No i jest ta grupa, ale na czym polega ta „przyjaźń”? IMO w komiksie nawet niespecjalnie można znaleźć sceny, że to są przyjaciele, a nie kumple od piwka i imprezki. W tym sensie mówię o powierzchowności obserwacji, bez wgłębiania się w istotę jakiegokolwiek zjawiska lub relacji. I git – tak może być, ale proszę o przykłady, że jest inaczej.

    Komiks jest IMO kultowy, bo jest dobrze napisany, jest bliski każdemu, kto żył choć chwilę na blokowisku lub po prostu ma oczy otwarte. Ale IMO na tym się kończy.

    Jeśli jakiś fragment OS sprawił, że miałeś o czym myśleć i analizować jakieś ukryte znaczenia – napisz mi, proszę, chętnie przeczytam konkretny rozdział jeszcze raz.

    I od razu zaznaczam: OS nie musi mieć wielopoziomowej symboliki, by być dziełem wybitnym, pokoleniowym etc. Tylko jeśli chcemy interpretować go inaczej niż na poziomie powierzchni, to miejmy na to jakieś dowody.

    Pozdrawiam serdecznie

  • Ok, to był tekst do tych narzekających, że artykuł jest „za długi” i „przeintelektualizowany”. I odmawiającym autorce prawa do tego dna szukania.

    Oberwało Ci się rykoszetem, za co przepraszam :)

  • No problemo. :) IMO tekst jest git. Ani za długi, ani za krótki, niepowielający tego, co już sto razy powiedziano. Ja czytałem z przyjemnością, a przyznaję, że często mam w sieci filtr tl;dr.

  • Ja dostrzegam w „Osiedlu” epos w formie komiksu, dzieło które można zaklasyfikować do tego samego gatunku co „Iliadę”, pieśni rycerskie czy „Pana Tadeusza” – heroicznych opowieści stanowiących świadectwo swoich czasów.

  • @Rob
    Weź czeknij najpierw, o co chodzi w gatunku zwanym „eposem”. :) To już bliżej OS do przypowieści biblijnych. :D

  • Hmm, przyjmując optykę, tych,, którym „po lekturze nie bardzo jest o czym jeszcze pomyśleć” to rzygi z „Matki Boskiej ekstramocnej” musiałbym uznać za uzewnętrznione-przetrawione jedzenie. Serio, nie ma tu o czym myśleć? A to zaledwie pierwszy epizod…

  • halo, halo, co to za Kuyss w tekście?

  • @ magda: znam tylko Kyussa ;-)

  • a wczoraj w tekście Twoim jeszcze nie było poprawione. Teraz już jest ok.

  • nie zauważyłam tej literówki:)

  • @qba
    Ale co tu głębokiego w tej wyrzyganej Matce Boskiej? Fajna prowokacja, prosta satyra, ale antyklerykalność i antydewocyjność komiksu polskiego [nie tylko Śledziowego] jest bardzo prościutka.

  • …poza tym piszesz: „to dopiero pierwszy rozdział”. No właśnie – a co jest dalej?

    Bo rzeczywiście przyznaję, że to jest jeden przypadek anegdoty, która w coś wali, jest komentarzem do czegoś. Dalej – takiego komentarza za wiele nie widzę.

  • @ repek: czyli przychylasz się jednak do zdania, że w tym przypadku jest jednak o czym pomyśleć po lekturze?

    Jak dla mnie to to nie jest taka prosta antyklerykalnośc/antydewocyjnośc. Dobra obserwacja tego, że z byle gówna robi się świętość, przy każdej okazji niemalże, że nasze społeczeństwo dramatycznie szuka jakichś symboli, bo jego część nie ma się czym sensownym zająć.

    „Dalej takiego komentarza za wiele nie widzisz? Ok, to

    po pierwsze: wszelkie perypetie Swobodnych z pracą- temat rzeka przez Śledzia wykorzystany do maksimum celem opowiedzenia masy anegdotek. Zajebiście zabawnych. Tylko te anegdotki chyba za bardzo przyciemniają niektórym w odbiorze obraz rzeczywistego problemu- braku sensownej pracy po prostu.

    po drugie: ten sam pierwszy epizod- monolog Smutnego na temat „skąd się to całe gówno bierze?”- nie jest to dogłębna analiza, nie jest to dysertacja naukowa, to jest pijackie zbawianie świata, ale powiedz mi, czy po przeczytaniu tego, nie ma o czym pomyśleć?

    po czwarte: mój ulubiony epizod ze swobody- Konrad. To tez jest tylko pusta anegdotka? Bo lepią chuja ze śniegu na końcu?

    Konrad napisał: „Moim zdaniem, jakby w Osiedlu były tylko kultowe teksty i gagi, to nie byłby to tak istotny komiks dla wielu osób.” Tak, w OS jest coś więcej. Zastanówmy się więc nad sensownością zbywania tego argumentu:

    „“IMO OS czyta się genialnie, ale po lekturze nie bardzo jest o czym jeszcze pomyśleć.”

    to bardziej świadczy o Tobie, niż o komiksie :)”

    tekstem w stylu „argument z pierwszego roku polonistyki.

    pozdr, no ofens

  • poszukajcie sobie artykułu w hiro o sowobodzie i skończcie pierdolić od rzeczy

Dodaj komentarz