Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Whiteout – Zamieć, ta filmowa


film · komentarzy 11

Whiteout

Wydane w 2006 roku przez Taurus „Whiteout: Zamieć” i jego kontynuacja – „Odwilż”, to jedne z moich ulubionych komiksów w ogóle. Fenomenalna postać Carrie Stetko, trzymająca w napięciu kryminalna intryga oraz mroźne krajobrazy Antarktydy sprawiały, że często wracałem do tej historii. Zwłaszcza w lato, bo czułem, że ze stron wręcz bije orzeźwiającym chłodem. Niestety, filmowa adaptacja ma z oryginałem wspólne jedynie miejsce akcji oraz personalia głównych bohaterów.

Podobnie jak w komiksie rezydująca na Antarktydzie Carrie Stetko rozwiązuje zagadkę zabójstwa jednego z badaczy, którego zmarznięte na sopel zwłoki zostają odnalezione na lodzie. Pani szeryf kursuje więc od stacji do stacji, ścigając mordercę, od czasu do czasu tarzając się po śniegu. Scenariusz jest bardzo luźną adaptacją pierwszej historii z dodaniem dla zmyłki części sowieckich wątków z „Odwilży”.

Niestety twórcy filmu podeszli do materiału wyjściowego bardzo swobodnie i wycisnęli z niego tani dreszczowiec klasy B, który słusznie trafił na polski rynek, z pominięciem kin, prosto na DVD. To, co miało ręce i nogi w komiksie, zniknęło w przekładzie. To, co mnie najbardziej boli w filmie, to nie średnio poprowadzona intryga – da się ją przeżyć, jeśli nie porównuje zbytnio do oryginału. Problem jest taki, że ekranizacja pozbawiona jest podstawowej zalety komiksu Rucki: Carrie Stetko.

Whiteout

Zamiast Stetko jest Kate Beckinsale. Słodziutka, w nienagannym makijażu, uśmiechnięta, bardziej pasująca do „CSI: Kryminalne zagadki Antarktydy” niż do „Whiteout”. Dość powiedzieć, że już w piątej minucie filmu jest scena prysznicowa, z obowiązkowym wypięciem tyłka w bieliźnie do kamery. W komiksie Carrie to zapuszczona, wiecznie wkurzona i wściekła, otoczona pogardliwie ją traktującymi facetami baba we flaneli i polarze, która ma wszystko gdzieś. Jest twarda i ostatnie, czego potrzebuje to jakiegoś faceta do pomocy. To zupełnie inna postać i w filmie nawet zmieniono nieco jej policyjną przeszłość, aby niby bardziej się zazębiała z wątkiem zdrady itd.

Podobnie jest z samą Antarktydą, na co zresztą zwracał już uwagę Tomek Pstrągowski. W filmie Dominica Seny najzimniejszy kontynent świata jest raczej tłem dla urokliwych pocztówek niż morderczą masą lodu. Nie zabrakło oczywiście kluczowej dla pierwszego tomu sceny z toczącą się w zamieci szarpaniną, ale reszta to czarowne pejzaże, czy to z słońcem, czy z zorzą. Gdy otwieram strony komiksu – czuję chłód, i nie chodzi mi o to, że wachluję się komiksem tuż przed twarzą. Oglądając film, przykręcałem kaloryfer, bo miałem wrażenie, że w pokoju robi się strasznie duszno.

Nie jestem zwolennikiem wiernych adaptacji, które – na tyle, na ile można – przenoszą oryginał na nowe medium w stosunku 1:1. Filmowe „Sin City” czy „Strażnicy” to ciekawe eksperymenty, ale szczególnie mnie nie poruszyły, ani nie zmieniły stosunku do oryginału. „Whiteout” nie jest wierną adaptacją. Jest bezwstydnym zmarnowaniem interesującego materiału wyjściowego na drugoligowy kryminał. Strata czasu i energii.

film

komentarzy 11

  • film byl nedzny, ale na kommiks mnie namowiles… :)

  • Film jest bardzo, bardzo słabiutki.
    Ci co znają komiks niech nawet się nie zbliżają, bo podwójnie zaboli.

  • gilo (z pracy)

    obejrzałem nawet ostatnio i te pościgi na linach były okej. Tyłek Kate Beckinsale też. Reszta raczej do dupy.

  • Vogel: komiksy powinny być bez problemu dostępne w internetowych sklepach komiksowych.

    Gilo: tyłek Beckinsale to jest ok, ale nie wiem po co w tym filmie.

  • ale scena wzięciem na zakładnika w komiksie była kretyńska…

  • Chodzi Ci o to z samolotem, gdzie liczyli, że zamek zamarznie? Komiks nie był bez wad – choćby ultra szybkie wybudowanie igloo, ale film zastąpił je swoją dawką kretynizmów.

  • Film jest rzadziuśki okropnie. Może początek jest fajny. MOże..

  • Własciwie to najlepsza scena filmu to prysznicowa :)

    http://www.youtube.com/watch?v=H5e2xue-nB0

  • “CSI: Kryminalne zagadki Antarktydy” – o, to by mogło być dobre. Właściwie ten film lepiej by wypadł jako 40-minutowy odcinek serialu, bo te 2 godziny się ciągną niemiłosiernie.

  • @Konrad- tak, ale nie zamek, tylko spust. koles złamał spust.
    w temperaturze w której tworzywo sztuczne robi się kruche kolesiowi wcześniej (duzo wczesniej) odpadłyby palce. ale kretyński to był sam pomysł:
    „mam nadzieję ze masz plan”
    tak, mam plan, może mu zamarznie spust i będzie na tyle głupi żeby sprawdzić.

    a igloo mozna wybudować w godzinę jak się ma narzędzia. takie malutkie, na jedną osobę, bez luksusów i prysznica.

  • marek lachowicz

    ta scena pod prysznicem, o ile oferuje kilka bardzo miłych dla oka widoczków, mówi jak dla mnie o filmie wszystko.

    Kolejny filmik sensacyjny z kolejną cizią na ekranie. Szkoda, bo komiks zdecydowanie do „kolejnych” nie należy.

Dodaj komentarz