Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Znaj swoje memy


komiksy · komentarze 124

Batman lol
Rys. Tomek Zych

„Jestem hardkorem”, Krzysztof Kononowicz, „Daj kamienia!” itd. – internetowe memy, które zna praktycznie każdy, kto miał pecha używać internetu, gdy były one na fali popularności. Zainspirowany programem „Know Your Meme” postanowiłem przedstawić krótką historię ważnych memów komiksowych, które swoją popularność zawdzięczają właśnie internetowi.

Według memetyki mem jest podstawym pakietem informacji kulturowej, tak jak gen – biologicznej, a wynikiem namacalnym działania memów jest socjotyp (analogia do fenotypu). Według tych definicji wymienione przeze mnie na początku zjawiska memami nie są. Termin „mem” na potrzeby internetu został zaadaptowany głównie na podstawie jednej cechy memu określonej przez pionierów memetyki – zaraźliwości. Dlatego internetowym memem jest po prostu coś, co szybko zdobywa popularność, podlega powielaniu dzięki blogom i komunikatorom, a niekoniecznie jest nośnikiem informacji kulturowej. Słowo „mem” używane przeze mnie w tym tekście jest zawieszone między pierwotnym znaczeniem terminu a tym spłaszczonym znaczeniem internetowym.

Promienie z dupy

Promień z dupy
Rys. Michał „Śledziu” Śledziński

„Promienie z dupy” towarzyszą nam od 1938 roku, czyli pierwszego numeru „Action Comics” z Supermanem, ale odpowiedniego określenia w języku polskim doczekały się dopiero sześć i pół dekady później. Pierwszy raz użył go Karol Konwerski, który już sam nie pamięta, kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach je wymyślił. Trudno rozstrzygnąć, czy pierwszy raz określenie padło na forum Wraka czy Gildii, czy był to kwiecień, maj czy czerwiec. Wtedy stanowiły forumową zabawę paru osób: m.in. Konwerskiego i Mateusza Skutnika, którzy owymi promieniami, dla zabawy, nie wiadomo w jakim celu (czytaj: z dupy) „zapowali”, pisząc „zium” i „zip zip”. Inne czasy, inne fora, inne obyczaje. Po różnych scysjach z moderatorami w czerwcu 2004 roku „zapowanie” ucichło, a w lipcu określenie „promienie z dupy” wróciło ze zdwojoną siłą, w odpowiednim kontekście.

Było zbudowaną na prostym skojarzeniu, komizmie i wulgarności przeciwwagą dla zachwytów nad „New X-Men” oraz, jak przyznaje Konwerski, dla dorabiania nowatorskiej gęby komiksowi Morrisona. Że można sobie mówić o uczłowieczaniu, problemach mutantów, drugich dnach, a koniec końców puentuje to… no właśnie… promień z dupy. Aby uświadomić sobie, jak ważnym memem są promienie z dupy, należy cofnąć się do tego lipca 2004 roku i wyłuszczyć parę faktów na temat polskiego komiksu i internetu. To był czas bez Youtube’a, gdzie internetowe memy wyrastają jak grzyby po deszczu oraz czas, gdy memy miały pewną jakość. Opowiadały historię w szerszym kontekście lub same były nośnikiem owego kontekstu. Jak „internety” George’a Busha czy fakty o Chucku Norrisie, które pojawiły się parę miesięcy później. Podobnie jest z promieniami z dupy.

Wtedy rynek komiksowy w Polsce wyglądał zupełnie inaczej – Kultura Gniewu, taka jaką znamy ją obecnie, była w powijakach, timof nie wydawał komiksów, a jak przyznaje Konwerski: „niezależne komiksy były nieziemskim syfem”. Egmont i Mandragora wiodącymi wydawnictwami – Dobry Komiks Axela Springera powiewem świeżości. Czytelnicy po posusze spowodowanej upadkiem TM-Semicu/Fun Media byli po prostu spragnieni komiksów, jak Inuici promyka słońca w noc polarną. A według Konwerskiego dostali coś z dupy. Promienie dokładnie.

Z biegiem czasu „promienie z dupy” zyskiwały na popularności, lekkim modyfikacjom, ale też traciły powyższy kontekst. Weszły do slangu środowiskowego, wyszły poza kręg forumowiczów Gildii, zaczął ich używać Kamil M. Śmiałkowski, a Jerzy Szyłak, m.in. wykładowca na Uniwersytecie Gdańskim, wypowiedział dość znamienne słowa: „W końcu to na tym forum padło hasło «promienie z dupy», którym dzisiaj moi studenci posługują się jak swoim”. Dziś „promienie z dupy” są po prostu synonimem komiksu superbohaterskiego, może z jakimiś… fajerwerkami. Niektórym promienie mylą się z laserami; niektórzy zapominają, że to, co jest z dupy, nie zawsze też jest do dupy, ale termin jest wciąż używany – jest dosadny i niesłychanie zabawny, szczególnie gdy włącza się wyobraźnia. I w efekcie nieważne, z czyjej dupy owe promienie są, jak się tam znalazły i czy strzelają, czy są z dupy wyjęte, czy może świecą. Ważne po prostu skąd są.

Plecy konia

Plecy konia
Easter egg pt. „Plecy konia” z gry „Fog Fall”. Autor: Maciej Pałka

Na końskie plecy w komiksie uwagę zwrócił Maciej Pałka w styczniu 2007. Ale co ten termin oznacza i skąd tak absurdalny pomysł, by komiks oceniać po plecach konia? By odpowiedzieć na to pytanie, musimy cofnąć się do listopada 2006 roku i wprowadzić na scenę nowych aktorów.

Po premierze „Komisarza Żbika” Władysława Krupki i Michała „Śledzia” Śledzińskiego opinie na temat tego komiksu były bardzo podzielone. Wiele osób zwracało uwagę na drętwy scenariusz, ale również niezbyt dobre rysunki. Ot, zwykłe opinie. Do czasu, gdy nie wypowiedział się Piotr Kowalski, autor „Gaila”, dosadnie oceniając styl Śledzia i kondycję polskich rysowników: „Wszyscy silą się na źle pojęty artyzm, zamiast skupić się na porządnym, realistycznym rysowaniu”. Nie było wątpliwości, styl realistyczny dla Kowalskiego był jedynym słusznym. Od tego momentu dyskusja robiła się coraz ostrzejsza, wg rozmówców przez Kowalskiego przemawiała pycha („Śledziu ciągle jest tam, gdzie był, a ja rysuje dla Lombarda [chodzi o belgijskie wydawnictwo Le Lombard – przyp. Ł.]. Zabawne, jak to się ludzkie losy układają!”), ale obnażył coś, co ja nazywam „postulatami” dobrego komiksu.

Postulaty
Kowalski w swoich wypowiedziach nie tylko bez ogródek krytykował Śledzia, mówiąc, że do pięt nie dorasta Polchowi i Rosińskiemu, ale też roztoczył obraz gangreny zjadającej polski komiks – nie ma dobrych, rzetelnych realistycznych rysowników, a polski czytelnik uważa, że realistyczny komiks jest klasy B. Po wielu utarczkach słownych Kowalski dał się podpuścić i udzielił Śledziowi rady, co powinien rysować: „konia anatomicznie” i „kobiece plecy, tak żeby wyglądały na plecy, a nie na wiązania konstrukcji mostu”. To były pierwsze postulaty. Zostały one wyśmiane, a niejaki indyjr stworzył prześmiewczy komiks pt. „Belgijski sen”. Od tego momentu do kompilacji – pleców konia – prosta droga.

Nie zrozumcie mnie źle – nie oceniam „postulatów” Piotra Kowalskiego, lecz należy przyznać, że dyskusja nie należała do najgrzeczniejszych (z obu stron barykady) – szczególnie gdy oliwy do ognia zaczął dolewać Filip Myszkowski. Natomiast gdyby Kowalski nie dał się sprowokować, a dyskusja nie byłaby tak gorąca, nie byłoby całego tego reductio ad absurdum, jakim są plecy konia.

Do postulatów Kowalskiego należy również zaliczyć poprawnie rysowane drzewa, ludzi i samochody, o których napisał w starym wątku „Czy polski komiks jest nieatrakcyjny?”, gdzie „plecy konia” zadebiutowały. Historia napisała własną wersję „postulatów”, do których dorzucona została lokomotywa (przemianowana później na ciuchcię). Lokomotywa wywołana na stację przez Śledzia i przetaczająca się po torach dyskusji została Kowalskiemu dopowiedziana. Kowalski zażartował nawet: „Im w komiksie więcej pleców dziewczyny, koni i lokomotyw, tym komiks lepszy, a sukces gwarantowany”. Koniec końców trzon „postulatów” stworzyły: koń anatomicznie, plecy kobiety, samochód i ciuchcia. Wszystko rysowane realistycznie, oczywiście.

Plecy
Rys. Robert Sienicki

Mem, jako wyznacznik kunsztu realistycznego rysownika, zagościł w języku komiksiarzy. Pojawiał się nie tylko w mowie potocznej na forach, ale również w wywiadach, na blogach i w komiksach, często jako żart i parodia, a Kowalski do swoich postulatów wracał, chociażby w wywiadzie dla Alei Komiksu. „Plecy konia: 10/10” – nie ma obecnie prostszej i bardziej skrótowej metody, by powiedzieć „rysunek realistyczny w tym komiksie stoi na bardzo wysokim poziomie”.

„Plecy konia” są dla mnie najważniejszym memem polskiego komiksu, nie tylko z powodu ciekawej genezy. Kreślą obraz rynku, na którym faktycznie nie ma zbyt wielu rysowników chcących tworzyć w konwencji realistycznej. Opisują gust wielu czytelników, czasem nazywanych przeze mnie „wyznawcami stylu realistycznego”. Przede wszystkim jednak powracają w dyskusjach – ot, za sprawą manifestu spideya par example – jak obiad po mocno zakrapianej imprezie. Niektórym stają w gardle, niektórym obryzgują buty i plamią ubranie, niektórym jak ręką odjął poprawiają samopoczucie. I „plecy konia” takie właśnie są, będą wałkowane do wyrzygania. Bo spór o to, jakie rysunki są lepsze, jak bardzo by nie był absurdalny, trwa nadal. I bardzo dobrze, bo pośród tych sporów można znaleźć wiele interesujących opinii, a to o komiksie mainstreamowym, a to o mandze, a to o polskim komiksie generalnie. A dobremu memowi się w zęby nie zagląda.

Kto zabił polski komiks?

Zabiłem
Rys. Karol „KRL” Kalinowski

Mem wyjątkowy, inny niż poprzednie. Z paru powodów. Młodszy, mający wielu ojców, bardziej pojemny treściowo, istniejący w paru wariacjach: „Kto zabił polski komiks?, „To ja zabiłem polski komiks”, „Iks zabił polski komiks”; ale przede wszystkim – błyskawicznie rozprzestrzeniający się w komiksowej populacji. Przyczyn tego należy szukać nie tylko we wspomnianej pojemności treściowej, ale również w czasie powstania – czasie prosperity blogów i internetowych platform innych niż fora. Samo hasło sprowadza się do jednego – komiks polski jest martwy. Hasło kontrowersyjne, chwytliwe, skłaniające do zadumy, zbudowane według najlepszych standardów – łatwo je skojarzyć z „Gott ist tot” Nietzschego czy „Rock and roll umarł”. Pytania nasuwają się automatycznie: kto zabił, kiedy i czy w ogóle, a skoro komiks jest martwy, to co dalej, kapitanie? Automatycznie rodzi się też bunt („Punks not dead!”). To jedynie wstęp do kulturowej natury hasła. Najpierw zajmijmy się jego korzeniami, krwawymi korzeniami.

Mem powstał na przełomie stycznia i lutego 2009 roku. Na Alei Komiksu pojawił się wywiad z Krzysztofem Kopciem, rysownikiem „Darlana i Horwazego”. W tymże wywiadzie opowiadał głównie o swojej karierze w „Świecie Młodych”, „Świecie Komiksu” i samym albumie „Darlan i Horwazy”. Pech chciał, że z nostalgią wypowiedział się o komiksach w PRL-u oraz katastroficznym stanie obecnego rynku. Parę dziwnych stwierdzeń zostało natychmiast podchwyconych w blogosferze. Kopeć nie powiedział wprost, że polski komiks jest martwy, zostało to dopowiedziane. Powiedział m.in. (wytłuszczenia moje):

Przedruki w niekontrolowany sposób zabiją każdą ciekawą rodzimą inicjatywę.

Muszę dodać, że na rynku komiksowym w Polsce pojawiło się dużo komiksów kontrowersyjnych, wulgarnych; może to taki trend, by szokować. Jednak ta droga doprowadziła do upadku komiksu w Polsce, szczególnie komiksu dla młodszego czytelnika. Sam się często zastanawiam, kto to czyta. Często jestem w Niemczech i Anglii i widzę tam komiksy zupełnie inne: profesjonalne pod względem graficznym i merytorycznym – taki komiks się obroni […]. Jeszcze jeden problem to media – te z upodobaniem lansują komiksy kiepskie i wulgarne, tego nie mogę zrozumieć.

W innych [twórcach – przyp. Ł.] widzę zalążki na dobrych rysowników, ale brak w nich cierpliwości i chyba są zbyt agresywni, może próbują nawiązać do nowych czasów-trendów, w których wulgaryzm i szokowanie mają stać się głównym atutem – w ten sposób zatracają siebie.

To były główne punkty zapalne. Wywiad następnego dnia na swoim blogu skomentował Karol „KRL” Kalinowski, dzień po nim Śledziu, a dzień po nim Kamil M. Śmiałkowski i poniekąd Michał Radomił Wiśniewski. Wybuchła dyskusja. Pierwszy raz o śmierci polskiego komiksu wspomniał Śledziu, pisząc:

Wulgarność zabiła polski komiks. Sam wbijałem przedostatni gwóźdź w wieko tej trumny a potem, razem ze wszystkimi nierzetelnymi i nieuczciwymi kolegamy po fachu spuściliśmy ją w grób.

Potem było już z górki. Do zamordowania komiksu polskiego przyznawały się kolejne osoby, a rozmowy zaroiły się od fraz o mordercach, upadku i zabicu tegoż. Przez miesiąc sprawa krążyła jako środowiskowy żart, który zdążył się niektórym nawet przejeść, a w marcu na Warszawskich Spotkaniach Komiksowych mem „To ja zabiłem polski komiks” został utrwalony na bitwie komiksowej prowadzonej przez Przemka Pawełka. Marek Lachowicz w pojedynku z Łukaszem Mieszkowskim narysował Pana W. ucinającego łeb Tytusowi. Uznaję, że to właśnie od tego momentu, przedostania się memu do „reala”, zawładnął on umysłami fanów, twórców i publicystów. Z okazji WSK KRL przygotował zresztą projekt przypinki „Zabiłem polski komiks”, lecz nie został zrealizowany, a do tej pory nie był nawet publikowany. Co by się stało, gdyby przypinka ujrzała światło dzienne? Może mem osiągnąłby swoją masę krytyczną, przejadłby się i umarł?

Z perspektywy czasu wydaje mi się makabrycznym zbiegiem okoliczności fakt, że wszystko to działo się trzy miesiące po śmierci Janusza Christy, ojca komiksu polskiego, i tyle samo przed wydaniem epitafijnego numeru „Zeszytów Komiksowych”. Czy atmosfera po jego śmierci jakoś przyczyniła się do powstania memu? Mało prawdopodobne, bo mem był na początku zwykłym żartem, acz niewykluczone, bo Kopeć w wywiadzie Christę wspomina. A i zaduma nad kondycją polskiego komiksu dopiero miała nadejść…

Mem przerodził się w pytanie „Kto zabił polski komiks?” i, dość naturalne kontrpytanie, „Kto uratuje polski komiks?”. Nad pierwszym zastanawiano się już w maju 2009 w Lublinie, nad drugim w czerwcu u mrw, a Sylwia Kaźmierczak frazę autorsta mrw wykorzystała w styczniu 2010, gdy opowiadała o kulisach powstania „Bostońskich małżeństw”. W październiku na MFK stworzono kolejne arcydzieło wśród imprezowych komiksów – „Kto zabił polski komiks?”, Domnik Szcześniak w grudniowym „Ziniolu #7” wykorzystał pytanie do luźnych rozważań nad „kondycją polskiego komiksu”, a parę dni temu Jarosław Kopeć rozpoczął tak wywiad ze Śledziem. Czyli mem żyje. A skoro żyje, to polski komiks nie do końca. No, coś jest na rzeczy.

Ktoś zabił
Fragment zdjęcia pt. „Kot, który zamordował polski komiks” nadesłanego na fotograficzny konkurs Kultury Gniewu w lutym 2009.

Zadawanie pytań o pozycję czy kondycję czegoś w kontekście jego śmierci nie jest niczym nowym, jak już nadmieniłem. Ciekawostką jest fakt, że trzy lata temu ukazała się książka „Zagadki bez niewiadomych: Kto i dlaczego zamordował polską powieść kryminalną?”, a półtora roku temu na Targach Książki w Krakowie najtęższe umysły polskiego kryminału dyskutowały nad tym jakże znajomo dla nas brzmiącym lecz przewrotniejszym pytaniem. Podsumowanie tej dyskusji jest tak cudowne, że pozwolę sobie za Anną Kutrzubą zacytować parę fragmentów:

Po 1956 roku powieść kryminalna ukazywała się z rzadka. Literatura kryminalna utożsamiana była bowiem z uprawianiem kultu zbrodni, demoralizacją i zarażaniem przemocą. Dopiero z czasem przyznano jej prawo obywatelstwa w socjalistycznej kulturze masowej. Znaleziono bowiem sposób na wykorzystanie potencjału, jaki z sobą niesie. Czytywana masowo, niemal powszechnie, stała się naturalnym narzędziem propagandy. I choć w ten sposób kryminał ocalono, odebrano mu to, co najcenniejsze. Jego duszę.

Krzysztof Kąkolewski […] zwrócił uwagę na fakt, że do tej pory panuje wśród czytelników przekonanie, iż powieść kryminalną wstyd czytać. Traktowana jako niepoważna już w samym jej założeniu, utożsamiana jest z literaturą niskich lotów – niewyszukaną i masową. A przecież, wbrew temu wszystkiemu, dobrą powieść kryminalną wcale niełatwo napisać. Tak naprawdę bowiem autor kryminału musi wymyślić dwie fabuły – pierwszą, dotyczącą pomysłu na zbrodnię, i drugą, stanowiącą pomysł wykrycia zbrodni.

Czyż nie brzmi to znajomo? Wystarczy jedynie podmienić „polska powieść kryminalna” na „polski komiks”, „dwie fabuły” na „dwa elementy komiksu – fabułę i rysunki” i mamy komiks, jak w pysk strzelił!

Po co o tym piszę? By pokazać, że stawianie pytań o śmierć polskiego komiksu ma sens, choć niektórzy mogą być innego zdania, a sam mem jest ciekawym zjawiskiem. Wszyscy doskonale wiemy, że z tym polskim komiksem wcale nie jest tak źle, choć mogłoby być lepiej. Dlatego dyskusja „Kto uratuje polski komiks?” (pytanie będące nawiązaniem do klasycznego „Egmont uratował polski komiks, kurcze!” z „Wilqa”) się tak naprawdę nie rozwinęła. Skoro podświadomie wiemy, że martwy nie jest, to nie będziemy mu szukać dr. Frankensteina, który przepuściłby przez niego kilkadziesiąt tysięcy woltów. To, co z początku było zabawą i lekko zarozumiałym nadawaniem sobie rangi mordercy, stało się humorystycznym – bardziej retorycznym niż merytorycznym – przyczynkiem do dyskusji. Dyskusji, która w takim natężeniu nie odbywała się od lat. Proste, zabawne i kontrowersyjne pytanie pozwala ją zainicjować. Bo co tak podnosi ciśnienie jak nie zbrodnia? myśl o publicznej egzekucji winnego? krwawe nagłówki gazet? Doczekaliśmy się najzwyczajniej tabloidowego hasła na miarę naszych czasów. I chyba nie ma się czego tu wstydzić, skoro komiks polski otaczamy taką troską, ciągle o niego pytając. Gdyby faktycznie był martwy, to ze wstydem należałoby jedynie zawołać za Stanisławem Strońskim – ciszej nad tą trumną!

Dziękuję ilustratorom za świetne rysunki, a Karolowi Konwerskiemu i Maciejowi Pałce za pomoc. Zainteresowanych tematem zachęcam do dogłębnego zapoznania się z podanymi źródłami i zapraszam do zagłosowania w ankiecie poniżej.

Najciekawszy mem komiksowy to...

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

komentarze 124

  • A most w Tczewie?

  • Good shit!

    A teraz… promień z dupy w plecy konia, który zabił polski komiks! Ziuuuuum!

  • @Rob – ja wiedziałem, że zaraz ktoś wyskoczy z komentem „A cośtam”. Na przykład: a „Dziwnym nie jest z Wilqa”?

    To od razu mówię – tutaj zająłem się memami, które nie są bezpośrednio związane z jakimś konkretnym komiksem, a zaczęły się w necie. Niewykluczone, że tekstami z „Wilqa” czy paroma innymi rzeczami, które się zadomowiły w komiksowej świadomości zajmę się innym razem.

    A most w Tczewie odrzuciłem, z paru powodów – m.in. nigdy nie był tak popularny jak trzy powyższe. To, że na forum PCWK był z tego polew nie oznacza, że to mem tak, jak ja to rozumiem. Ale niewykluczone, że takimi mniej popularnymi też się kiedyś zajmę.

  • Tak jak lubię określenie „promienie z dupy” to jednak uważam, że plecy konia rulez.

  • Wow, jestem pod wrażeniem. Przeczytałam z zapartym tchem, toż to jak porządny fragment historii. Tekst prawie że naukowy (nawet z przypisami;-)
    Z ciekawości: czemu to głównie Tytus jest przedstawiany jako ten ‚zabijany’ polski komiks?

  • karolkonw

    @Łukasz Baniel no mi też przez myśl przeleciał Most w Tczewie ale z innych wzgldedów niz PCWK- nie czytałem więc nie wiem, ale fakt teraz nikt nie skuma o co chodziło…

    oj masuje się teraz po sutach w końcu coś do tego polskiego światka komiksowego wniosłem:D

  • Za taką seksowną przypinkę zabiłbym niejeden komiks.

  • Bardzo dobry artykuł. Dodam, że byłem przekonany iż autorstwo zbitki „plecy konia” należy do Jaszcza lub Rafała Szłapy a tu taka niespodzianka. Jestem z siebie dumny :)

  • @Julka – dlatego polecam zapoznać się ze źródłami :). KRL wspomniał o „małpie w harcerskim mundurze” i Tytus został po prostu utożsamiony z tym polskim, najbardziej popularnym komiksem. Esencja polskiego komiksu w PRL-u. Małpa w mundurze (teraz może być co najwyżej „małpa w czerwonym”).

    @karolkonw – masuj, masuj, bo to fajna rzecz, że dorzuciłeś coś do słownika.

  • flitlicza brakło stanowczo

  • brakuje najnowszego – kolesie z kawangardy (ew. towarzystwo z kawangardy). i na dodatek zabili polski komiks

  • Tylko czemu na wspomnianej przypince plama krwi układa się w kontynenty amerykańskie? Amerykański komiks zabił polski? Przecież amerykańskiego, zeszytowego komiksu już w Polsce nie ma, to jak mógł zabić? No chyba, że uciekł po dokonaniu zbrodni… ;)

  • marek lachowicz

    Tytus, bo go umiem narysować w odróżnieniu od Kajka i Kokosza

  • Tak dobrego tekstu to na Motywie od dawna nie było!

    (plecy konia zdecydowanie)

  • „Kolesie z Kawangardy” jest za świeże. Niech poczeka, dojdzie w smaku – będzie dobrze.

  • marek lachowicz

    przepraszam, chciałem napisać: „… w odróżnieniu od Kajka i Kokosza i pleców konia” :D

  • o kolesiach z kawangardy nie znałem :^

  • Są jeszcze buce z metra

  • „Most w Tczewie” jako mem dziś jest faktycznie mocno zapomniany, ale nie egzystował wyłącznie na forum PCWK, mind you.

    Bardzo dobry tekst. Przychylam komcia arczowi, brakowało takich tekstów na Motywie.

  • Bardzo fajny tekst, mimo że w ogóle nie interesują mnie te komiksowe memy. Dla mnie to jest jakiś sposób wyśmiewania i przeinaczania czyichś poglądów, wcale niekoniecznie błędnych, a po prostu odmiennych. Zresztą sam Łukasz to trafnie zauważył w artykule. Do tego odnoszę wrażenie, że wszelkie takie proste i prześmiewcze hasełka zwalniają niektórych od myślenia i kreowania własnego, osobistego i niezależnego poglądu na sprawę.

    Chętnie przeczytam w przyszłości równie ciekawe artykuły na Motywie. Przyznam, że oprócz niedziel to już dawno nie czytałem nic równie interesującego. Tak trzymać! :)

  • Buce, most i inne… spoko, ja to mam w pamięci i pewnie zrobię drugą część z tych pomniejszych. Po prostu ten tekst się i tak już rozrósł i nie chciałem, żeby jeden z drugim zaczęli pisać tl:dr.

    @wilk – z jednej strony to jest wyśmianie, ale z drugiej takie akcje/memy niosą za sobą pewną treść, co starałem się udowodnić. Bo pisałem tak poważnie o niepoważnych rzeczach. Może niektórych takie hasełka faktycznie rozleniwiają, ale dla mnie są one ciekawe – czy mówimy o genezie, osadzeniu w kulturze etc. Można dojść do bardzo ciekawych wniosków.

    Weźmy takich „kolesi z Kawangardy”. Wywołanie czegoś takiego wpisuje się w modną jeszcze dwa lata temu w polityce ideę UKŁADU. Układu, który gdzieś tam jest, który knuje, niszczy i tak dalej, zabija komiks. Dla mnie szukanie takich analogii, próba osadzenia jakiegoś hasła we wzorcach kulturowych jest ciekawe samo w sobie.

  • wilk -> „Dla mnie to jest jakiś sposób wyśmiewania i przeinaczania czyichś poglądów, wcale niekoniecznie błędnych, a po prostu odmiennych. Zresztą sam Łukasz to trafnie zauważył w artykule. Do tego odnoszę wrażenie, że wszelkie takie proste i prześmiewcze hasełka zwalniają niektórych od myślenia i kreowania własnego, osobistego i niezależnego poglądu na sprawę.”

    Przecież ten artykuł przybliża genezę memów, gdyż funkcjonują w oderwaniu od postulatów Koko, Pana Hudefaka Kopcia czy new x-men z dobrego komiksu.

    Element prześmiewania się w nich zatarł.

    No, ale wiadomo że masz z tym problem bo o ile pamiętam to Ty zbanowałeś Skutnika za promienie na forum gildii. :)

  • no ale kolesie z kawangardy to ubranie tajemniczego układu, morderców polskiego komiksu, itd. w konkretne mordy. przypięcie gęby prawdzie objawionej. tajemniczy wróg komiksu przybrał w końcu formę fizyczną.

  • karolkonw

    @MaciejP nie zapominaj o mnie o mnie:) przecież hasło o promieniach z dupy nie apsuje do kulturalnej dyskusji wilka mna temat „Aragornie: czy uwazaśz że Andreas to miszcz większy od miszcza Billlala?”

  • Może źle się wyraziłem. Z punktu widzenia socjologicznego czy psychologicznego to jest to na pewno bardzo ciekawe zjawisko. Z tym że jako zjawisko osobiście mi się nie podoba i staram się nie używać takich skrótów. Z tego względu w ankiecie kliknąłem ostatnią opcję.

  • Hahaha, faktycznie. Karol też miał bana.

    Wilk zbanował na forum Gildii całe pastelgames! I to w czasach gdy kmh nie miał je nawet internetu!

  • karolkonw

    @MaciejP echh stare dobre czasy kiedy flejmy były wielodniowe z ostrzałem kilkunastu osób w najlepszych momentach…

  • @MaciejP

    Nie wydaje mi się, żeby się zatarł. Wręcz przeciwnie.

    Po drugie, o ile sobie przypominam, to nigdy, nikogo nie zbanowałem. Ostrzeżenia, owszem dawałem. Nie pamiętam już czy Mateuszowi. Jeżeli już to za spamowanie kulek a nie za promienie.

    Widać już tak musi być, że już zawsze będę kojarzony z banami na forum. :)

  • Fajoski tekst! Wspomnienia ożyły!
    Czekam na II cześć!
    Zdecydowanie „Plecy”…

  • kmh miał wtedy internet

  • Gdyby się nie zatarł to cała część historyczna artykułu nie miałby sensu. Ludziska używają tych powiedzonek nie znając całego kontekstu. Mówiąc „plecy konia” nie piją do Koko.

    To że Tobie się nie zatarło, to tylko taka sama sytuacja że ja sobie zawsze kojarzę Twój nick z banem dla Skutnika.

    :)

  • Karol, a pamiętasz od czego zaczęła się nasza znajomość :-)

  • „Ludziska używają tych powiedzonek nie znając całego kontekstu. Mówiąc “plecy konia” nie piją do Koko”.

    Otóż to.

  • Być może nie wiedzą, że chodzi o Koko ale na pewno wiedzą, że całe wyrażenie ma pejoratywny i prześmiewczy wydźwięk. O to mi chodziło.

  • Raczej lapidarny i żartobliwy.

  • karolkonw

    @Holcman od totalnego dissooo-flejmu!!!!!
    mam wrazenie ze do dzisiaj masz pretensje….

  • plecy konia…:] To były czasy…Koko chciał mnie tłuc i wyzywał od koziołków matołków i czereśniaków, lol.

  • Oj wilk, mógłbyś od czasu do czasu strzelić promieniem, to i szyszka by wypadła;)

  • @karolkonw

    No pewnie, że mam! A moje żydowskie komando codziennie Ci bromu dosypuje do chińskich zupek!

  • o fak!
    kulki!!
    kompletnie o tym zapomnialem!!!!!!!!!!

    co tobyła zajazda w ogóle??

  • karolkonw

    @holcman
    Wiedziałem!!!!

    a do tego uciekasz i zasłaniasz się gwiazdą dawida
    Co najmniej jak Niemcy swastyczką

    a tak wogole kurde to był w sumie jeden z większych flejmów w który byłem zaangażowany:D

    @wilk

    Zzzip… ziiippp… zippp pryt! ( o przepraszam!) ziiiipp ziiip

  • @mysza: „zaraz ci przysunę, koziołku matołku” to był tekst tamtego tematu.

  • sluchajcie. niech każdy napisze ktokogo kiedy i w jakich okoliczniosciach poznał.

    I wpisujcie miasta które lubia ten artykuł!!

  • @mateusz

    Nie pamiętasz kulek z Matrixa? :( Po wprowadzeniu zestawu nowych emotikonek cieszyły się ogromną popularnością. Tak wielką, że aż graves czy inny admin (szczegółów nie pamiętam) zmienił je na inny zestaw, już bez tych matrixowych kulek.

  • Lublin pod Krakowem lubi. Pierszy!

    Świetny tekst. Na początku pomyślałem: tl;dr, ale potem to już była tylko miła beka. :)

    Z wolnych wniosków:

    Plecy [plecy!!] konia rządzą samym swoim absurdem słownym.

    A ostatni mem sam z siebie przerabia się na „kto zapił…”

    Pozdrówka!

  • jak dla mnie zbyt grubo i gęsto. może po prostu jak dla mnie zbyt osobiście, co przeważa nad kronikarstwem. ale ja jestem inny.

  • plecy konia plecmi konia, ale pytanie o zabójcę komiksu wydaje mi się najwazniejsze.

  • Wreszcie się dowiedziałem o co chodzi z tymi plecami :P

    Dzięki!

    Znaczenia się znało, ale nie chciało mi się grzebać na forum i szukać kontekstu. Choć jak wychodził nowy Żbik to czytywałem już gildię.

    A na temat ‚mostu w Tczewie’ też się przyda artykulik bo zupełnie nie wiem z czym się to je.

    Z Kawangardą to przesadzacie, póki co :P

  • za bardzo tl;dr na mem

  • po co zaraz artykulik:
    http://art.webesteem.pl/7/szylak.php
    „Dla mnie takim bolesnym doświadczeniem był most w Tczewie w Benku Dampcu”

  • Świetny tekst. Niby wszystko znałem ale miło się przypominało. Szkoda ,że tych ostrych dyskusji na forach jest tak niewiele. Bo co się flame jakiś pokaże to zostaje po nim mem. Czasem mi sie wydaje ,że to integruje komiksiarzy bardziej niż MFKowe spotkania :)

  • Patrzę sobie na grafiki, zdobiące artykuł i u mnie wygrywa Bele z „plecami konia”. Mój gust idealnie wpisuje się w to, co na kamieniu (dzięki, Titos – pamiętamy:) i wstyd mi z tego powodu.

    Teraz sobie narysuję jakiegoś mercedesa ze zdjęcia w ramach pokuty.

  • @Titos, dzięki. Jak znalazł na tapetkę.

  • Świetny i profesjonalnie napisany artykuł. Dzięki za przbyliżenie genezy tych memów.

  • W sumie zastanawiałem się, czy „promienie z dupy” nie wzięły się od „Flupów z pizdy”, które zostały kiedyś wspomniane na forum przez timofa. Ale to już dalekie gdybania są. Przytoczę ten wiersz cudowny:

    Zbigniew Sajnóg
    Flupy z pizdy

    – mam flupy – usłyszałem
    od dziewczyny i myślę: co?
    – co? – pytam
    – no, leci mi z pizdy.

    brulion nr 16

    Takie skojarzenie :).

  • Titos – Przecież manifest spideya był linkowany na początku artykułu. Pamiętamy :)

    Do obrazka powinieneś dodać jeszcze napis, że to manifest spideya. Może mu być przykro, że nie wspomniałeś o jego autorstwie.

  • karolkonw

    ale ale spidey jeszce zyje w sensie jest an forku gildi?

  • ale ja myślę Macieju, że ten manifest jest wiesz… taki już nonautor. to już dobro narodowe. jego cytowanie to nie cytowanie konkretnej osoby ale ogólnie popkultury.

  • tak, ale „manifest spideya” to też mem sam w sobie.

  • BTW. MRW zesra się z zazdrości jak zobaczy ile my tu w komiksowie mamy wspaniałych memów.

  • Komentarze wpasowują się w akcje z zeszytówkami- „tęsknię za wami plecy konia” ;)

  • bardzo dobry tekst. chociaż takie „promienie z dupy”, gdy jeszcze nie znałem ich genezy wydawały mi się jednak zabawniejsze. :)

  • @Maciej – no, MRW ma straszne parcie na memy. Nie wiem czemu w sumie. Ja jestem zdania, że Polacy zazdroszczą Amerykańcom memowatości i usilnie próbują tworzyć jakieś takie durne „ale urwały” itd. Obserwacja na podstawie społeczności wykopu.

  • @Karol, spidey działa dalej na forku. Niestety, skończyła mu już się chyba burza hormonów i teraz panuje nad emocjami. Analizuje rynki zachodnie oraz doradza, ale już pełna kulturwa.

  • @ Śledziu „Teraz sobie narysuję jakiegoś mercedesa ze zdjęcia w ramach pokuty.”
    a nie Dżaguara? a jak ŻBIQ jechał do Gdańska to nie powinien był jechać po wiadomym moscie?

  • Zacny tekst. MOAR! A artwork Belego faktycznie najlepszy. Myślę, że zaspokoi nawet najbardziej wybrednego fana hiperrealizmu.

  • Plecy konia są tak nośne, ze już je sprzedałem paru osobom „z poza” z powodzeniem :]

  • „Belgijski sen” i rysunek z Tytusem mnie zabiły.

    Mój ulubiony mem to jednak zabójstwo polskiego komiksu, może trochę dlatego, ze byłem przy jego narodzinach.

    Co do pleców konia, to też ciekawa akcja, o której wcześniej właściwie nie wiedziałem.

  • @au – powinien. I Jaguar i Most. Ale miałem akurat ochotę na merolca, nie dżaguara, z foty (potem mi przeszło, w związku z zakupem od tzw. baby 30 jaj, co wydało mi się weselszym sposobem na spędzenie czasu niż rysowanie merolca z foty).

  • @ < – nie do końca rozumiem Twój fetysz, ja też wolę inne rzeczy z foty i też ma to jakis związek z babą.

  • komiksy są dla dzieci – to chyba stare jak świat;d
    nowy gracz
    ryneczek

  • Bardzo dobry artykuł. Miło poznać (bądź przypomnieć sobie) najsłynniejsze meme komisowego środowiska.
    No i dołączam się do oczekujących na część drugą tekstu :)

  • Ale jeszcze było kilka innych wesołych akcji – ta o komiksie kobiecym albo o „Ke-babach” i „Rybitwach jako karkach wśród mew” co wtedy w jeden dzień nastukano 50 stron tematu.

  • Chamskie undergroundy i artystowskie pitu-pitu.

  • i śląscy wrotkowcy

  • Te wymienione przez Gila przyznaję, że kojarzę ale nie pamiętam o co w nich szło.

  • świetnie! powiew kultury i uczonej dysputy! miła odskocznia, Motywie Drogi.

  • Żądam tej przypinki, albo sam ją wydrukuję.

    Aha i chciałem przypomnieć o memie i przypince: “w Thorgalu tak nie było” – może niszowe, ale przeżyje niejeden topowy mem :D

  • @Według tych definicji wymienione przeze mnie na początku zjawiska memami nie są.

    E, no nie, „mem internetowy” to tylko szczególny przypadek mema.

    @“w Thorgalu tak nie było”

    To ma związek z Rosińskiego „Thorgal tak nie mówił do Aricii” w kontekście wulgaryzmów?

    @”Kto uratuje polski komiks”

    No więc to było tak, że ja akurat sparafrazowałem dialog z „Wilqa”: „Uważam, że Egmont uratował polski komiks”/”Zgadzam się z Aragonem”.

    Co rodzi pytanie – a gdzie smyranie pytką? To chyba jeszcze z czasów flejmów na PRK.

    @Polacy zazdroszczą Amerykańcom memowatości i usilnie próbują tworzyć jakieś takie durne “ale urwały” itd.

    Chuja tam zazdroszczą, to są naturalne procesy. A „urwało mi od czegoś” niezależnie od dresiarskiego pochodzenia okazało się bardzo nośne.

    @“Wszyscy silą się na źle pojęty artyzm, zamiast skupić się na porządnym, realistycznym rysowaniu”.

    BTW konkurs bez nagród – kto powiedział:

    MAM OCHOTE NA KOMIKS POLSKI Z CIEKAWA FABULA I FAJNIE (REALISTYCZNIE!!!BEZ
    PIER..ARTYZMU!) NARYSOWANY I… U PYTY MI LATA KTO TO ZROBI ROWNIE DOBRZE MOZE
    TO BYC MISZCZ SLEDZIU LUB KTOS KOMPLETNIE NIEZNANY!!!

  • a smyranie pytką to nie pochodzi od „pomiziać cię pytką po szyi?” z tej samej sceny w WILQ co „zgadzam się z Aragornem”?

  • mrw, No właśnie ja bym się spierał czy „mem internetowy” można tak łatwo przyrównać, że to tylko szczególny przypadek normalnego „mema”. Na pewno trzeba ostro zawęzić przestrzeń, w której się poruszamy, jeżeli gadamy o memach internetowych – a to już mi się nie podoba. Bo to nijak się ma porównywanie Boga jako memu wg Dawkinsa do np. memu internetowego „daj kamienia”. Ja bym powiedział, że „mem internetowy” to wyrodny przybrany brat zwykłego „mema”. Nie nazwałbym tego „szczególnym przypadkiem”, ja to rozpatruję w oderwaniu. „Mem internetowy” zazwyczaj nie posiada podstawowych cech zwykłego „memu”, stąd nie mogę się zgodzić na „szczególny przypadek”. Komiks internetowy jest szczególnym przypadkiem komiksu, ale np. rysunki Mleczki szczególnym przypadkiem komiksu nie są (wg definicji „juxtaposed pictorial and other images in deliberate sequence”), chociaż posiadają NIEKTÓRE elementy komiksu. Także jeżeli chciałbyś dalej o tym pogadać, to podaj swoje definicje i co rozumiesz poprzez „szczególny przypadek”, bo z powodu różnicy w definicjach ja Ciebie rozumiem tak, jakbyś chciał mi powiedzieć „lama jest szczególnym przypadkiem konia, bo ma kopyta”.

    @“w Thorgalu tak nie było”. Kiedyś sobie wymyśliliśmy z moim tutaj kolegą Pawłem, że to taki ostateczny argument w dyskusji z kimś, kto nie widzi świata poza „Thorgalem”. Z kimś, dla kogo „Thorgal” jest idealnym komiksem. Pokazujesz takiemu komuś świetnie narysowanego niemego „Przybysza” albo poruszające „Niebieskie pigułki”, a on Ci mówi „W Thorgalu tak nie było!” i koniec dyskusji. Wydało nam się to bardzo zabawne, zrobiliśmy przypinki sztuk 50 i rozdaliśmy przy różnych okazjach naszym czytelnikom.

    @No więc to było tak, że ja akurat sparafrazowałem dialog z “Wilqa”: “Uważam, że Egmont uratował polski komiks”/”Zgadzam się z Aragonem”.

    No toć to napisałem :). I bardzo doceniam parafrazę.

    Co rodzi pytanie – a gdzie smyranie pytką? To chyba jeszcze z czasów flejmów na PRK.

    Smyranie pytką pominąłem, jako rzecz spopularyzowaną dzięki „Wilqowi”. Takimi rzeczami zajmę się kiedy indziej.

    @Chuja tam zazdroszczą, to są naturalne procesy. A “urwało mi od czegoś” niezależnie od dresiarskiego pochodzenia okazało się bardzo nośne.

    Nieeeee. Naturalnym procesem była memowatość „Jożina z bażin”. Naturalnym procesem był „skomplikowany system luster” na wykopie. To, co się teraz dzieje, to jest totalny chaos w powielaniu memów. Ktoś zobaczy filmik/usłyszy frazę i próbuje ją wykorzystać przy każdej kurwa okazji. Nieważne, że nie pasuje do kontekstu itd. Zresztą – pogoń za memami widać nawet po komentach tutaj – jeszcze sprawa nie zdążyła osiąść, a już niektórzy mówią o „kolesiach z kawangardy”. No, fajne toto, zabawne, ale do memu to daleko. Natomiast mówiąc „ale urwały”, miałem na myśli filmik z górki w Szczecinie a nie hardkora. Akurat hardkor (który mi się już dawno przejadł) jest bardzo nośny i tutaj pełna zgoda.

    I tak, zazdroszczą. Bo widzę durną fascynację 4chanem, widzę bezmyślne przejmowanie pewnych wzorców, widzę pogoń za memami. I masz rację, to naturalny proces – tylko że nie naturalny proces tworzenia, a naturalny proces zachłyśnięcia się internetami. Tak, piję do dzieci neostrady. Że już o debilnych demotywatorach, mobilizatorach i kotburgerach nie wspomnę (a to są idealne przykłady na „coś-tu-kurwa-jest-nie-tak”).

    @konkurs – strzelałbym, że na 70% konewa. Na szczęście wuj google pomógł i już nie muszę strzelać (bo nie znałem). W ogóle… faaaaak… że to forum jeszcze działa.

  • @a smyranie pytką to nie pochodzi od “pomiziać cię pytką po szyi?” z tej samej sceny w WILQ co “zgadzam się z Aragornem”?

    Kurczę, nie pamiętam, zawsze mi się kojarzyło, że pierwszy był miszcz.b, ale głowy nie dam; w każdym razie zrobiło to furorę u nas na dzielni.

    @No właśnie ja bym się spierał czy “mem internetowy” można tak łatwo przyrównać, że to tylko szczególny przypadek normalnego “mema”.

    Dla mnie „mem” to metafora (memetyka umarła jako nauka, mind you) „żywej” informacji; memy internetowe są memami, jak każda inna informacja, „internetowe” jest tylko określeniem ich habitatu (memosfery).

    @To, co się teraz dzieje, to jest totalny chaos w powielaniu memów.

    „Forced meme” to też naturalny proces (,,”Milhouse is not a meme” is a meme”).

    @Akurat hardkor (który mi się już dawno przejadł) jest bardzo nośny i tutaj pełna zgoda.

    Hardkord w mojej memosferze ładnie zmutował w „urwało od”.

    @ I masz rację, to naturalny proces – tylko że nie naturalny proces tworzenia, a naturalny proces zachłyśnięcia się internetami.

    Ależ Mariola, przecież lansowanie różnych grepsów miało miejsce na długo przed 4chanem i odkryciem słowa mem. Moja „jazda na memy” bierze się głównie z tego, że jak się zarażę jakimś tekstem, to potem nim w kółko napierdalam (kiedyś na to się mówiło „mieć fazę na”, dziś się mówić „zamemiłem się”).

    @Że już o debilnych demotywatorach, mobilizatorach i kotburgerach nie wspomnę (a to są idealne przykłady na “coś-tu-kurwa-jest-nie-tak”).

    Teraz to się obrażasz na świat, że są głupki w internecie. Zawsze były.

  • @Kurczę, nie pamiętam, zawsze mi się kojarzyło, że pierwszy był miszcz.b, ale głowy nie dam

    Jak miszcz.b to i minkiewicze tak czy siak, oni tam razem na forum pisali. Masoni.

    @Dla mnie “mem” to metafora (memetyka umarła jako nauka, mind you) “żywej” informacji; memy internetowe są memami, jak każda inna informacja, “internetowe” jest tylko określeniem ich habitatu (memosfery).

    Wszystko ładnie, pięknie, tylko że one nie niosą żadnej informacji – dla mnie cenne są rzeczy takie, jak opisałem w artykule powyżej, a to, że jest sobie śmieszny filmik, z którego śmieje się 20% netu, jakoś mało mnie obchodzi. Jestem jak najbardziej za rozrywką, ale jak to ma być memem, to niech nie będzie puste jak wydmuszka.

    @“Forced meme” to też naturalny proces (,,”Milhouse is not a meme” is a meme”).

    Rajt. But still. Dla mnie mem bez kontekstu i historii jest bezwartościowy, obejrzeć, uśmiechnąć się, zapomnieć. A uważam, że dzisiaj memy żyją naprawdę krótko, bo jest za dużo szumu, za dużo platform itd. Sam się zdziwiłem, że takie „promienie z dupy” mają 6 lat.

    @Ależ Mariola, przecież lansowanie różnych grepsów miało miejsce na długo przed 4chanem i odkryciem słowa mem. Moja “jazda na memy” bierze się głównie z tego, że jak się zarażę jakimś tekstem, to potem nim w kółko napierdalam (kiedyś na to się mówiło “mieć fazę na”, dziś się mówić “zamemiłem się”).

    No masz jazdę na memy. Ale taką, że to aż czasem zabawne. Doceniam Twoją fascynację tematem, ale czasem jesteś w tym aż agresywny. MEM MEM MEM, bierzcie i jedzcie. A może to właśnie „forced mem” (to po części „Kto uratuje…) i chcesz nową jakość wprowadzić, właśnie takiego memagresora.

    @Teraz to się obrażasz na świat, że są głupki w internecie. Zawsze były.

    :(. No ale pomyśl! Mobilizatory? FFFFFFUUUUUU…

  • @Kurczę, nie pamiętam, zawsze mi się kojarzyło, że pierwszy był miszcz.b, ale głowy nie dam; w każdym razie zrobiło to furorę u nas na dzielni.

    bo tez nie wiem, ale to leciało pierwszy raz w Produkcie w zamierzchłym 2002 i to u mnie był tez inside joke przez jakis czas wśród kolegów (a internetu jeszcze nie miałem żem)
    właśnie, gdzie się kończy inside joke a zaczyna mem, proszę.

    @:(. No ale pomyśl! Mobilizatory? FFFFFFUUUUUU…

    poniekąd zjawisko zatoczyło koło, a że mobilizatoty a nie motywatory? z tego samego powodu co polokockta a nie coca cola:/

  • @Wszystko ładnie, pięknie, tylko że one nie niosą żadnej informacji

    To nie jest „informacja” jak informacja na dworcu, tylko „informacja” jak w informatyce.

    @Jestem jak najbardziej za rozrywką, ale jak to ma być memem, to niech nie będzie puste jak wydmuszka.

    Teraz używasz słowa (memu!) „mem” w jego zmutowanej 4chanowej formie i jeszcze traktujesz to jako jakąś formę nobilitacji!

    @No masz jazdę na memy. Ale taką, że to aż czasem zabawne. Doceniam Twoją fascynację tematem, ale czasem jesteś w tym aż agresywny.

    Mój blogasek ma w opisie „inżyniera memetyczna”, więc się po prostu trzymam konwencji. Also: to tylko metafora, mógłbym pisać używając innych sformułowań, ale ta metafora mi się po prostu podoba.

    Zresztą po co tyle tłumaczę, skoro Mam O Tym Notkę http://mrw.blox.pl/2009/06/Najsilniejszy-mem-swiata.html

    @A może to właśnie “forced mem” (to po części “Kto uratuje…) i chcesz nową jakość wprowadzić, właśnie takiego memagresora.

    Przecież „Kto uratuje…” w mojej napierdalającej w KRL-a notce nie miało na celu wygenerowania powiedzonka, które ma latać po sieci, tylko służyło celom danej notki (a konkretnie, napierdalania).

    @poniekąd zjawisko zatoczyło koło, a że mobilizatoty a nie motywatory? z tego samego powodu co polokockta a nie coca cola:/

    „Biedne, bo polskie” (o, to dopiero mem, sprawdzić czy nie komiks).

  • @“Biedne, bo polskie” (o, to dopiero mem, sprawdzić czy nie komiks).

    „Pawiem narodów byłaś i papugą”- siądzie?

  • @ Łukasz

    “Mem internetowy” zazwyczaj nie posiada podstawowych cech zwykłego “memu”, stąd nie mogę się zgodzić na “szczególny przypadek”.

    A jakie to są te podstawowe cechy zwykłego „memu”, które nie pozwalają Ci zakwalifikować internetowych głupot do szlachetnej kategorii „memu”?

    Piszesz o „wyrodnych przybranych braciach”, „pustych wydmuszkach”, „memach bezwartościowych bez kontekstu i historii”. To trąci strasznym elitaryzmem. Nie każdy mem musi mieć zachwycającą genezę i ciekawy kontekst – wystarczy że budzi emocje, a to już daje sygnał do mózgu i odbiorca kojarzy sytuację z memu z własnymi doświadczeniami i wiedzą kulturową.

    Przynajmniej tak bym tłumaczył popularność tych wszystkich virali z dziećmi albo kolesiami, którzy robią głupie rzeczy. Podświadomie odwołują się do skojarzeń, które są uniwersalne dla każdego człowieka, w dużo większym stopniu niż „promienie z dupy” czy „plecy konia”. Krótki ich żywot (wydaje mi się, że to jest Twój główny argument przeciwko uznaniu ich za „pełnoprawne memy”) wynikać może z tego, że są wypierane przez nowsze, o teoretycznie innej formie ale koniec końców takiej samej esencji. Tak jak „hardkor” został wyparty przez „wyrwała” – albo w innej arcypopularnej kategorii, „śmiejący się niemowlak” przez „niemowlaka gryzącego palec starszego brata”, który z kolei musiał uznać wyższość „naćpanego dzieciaka w samochodzie po wizycie u dentysty” – wszystkie one tak naprawdę niosą w sobie identyczną treść i powodują u odbiorców podobne reakcje.

  • Można by też odpierdolić się generała, tj. urwać od memetyki i mówić po polsku (jestem Polakiem, więc…), używając pięknego prasłowiańskiego słowa „fenomen”.

  • fajny tekst, fajny, ale jakkolwiek byś łukasz pojęcia „mem” nie zinterpretowal, a interpretowac mozna różnie, bo to pojemne pojęcie, to chyba nadużyciem jest nazywanie powiedzonek memami. tym bardziej ze w zyciu to tylko jedno z nich mi sie o uszy obilo – chyba maciej albo jaszczu mi powiedziel, ze plecy konia musze pocwiczyc (((; – wiec wnioskuje, ze sa zaraźliwe w wąskim gronie znajomych. jestem w stanie sie zgodzić, że „kto zabił x” jest memem, ale „kto zabił polski komiks” jest już tylko jego mutacją.

    ale to tylko takie czepialstwo. poza tym garść informacji o ewolucji tych „memików” byla ciekawa, bo takie rzeczy generalnie są dla mnie ciekawe.

  • o, fajnie, ze juz ktos o tym pisal… sorry, juz czytam komenty /:

  • @Fenomem?

    Tak się nazywały moje felietony w „Pulpie”.

  • Femomem – bardzo mi się podoba.

    Do reszty się odniosę trochę później bo muszę lecieć.

  • sampanszatan

    @chyba nadużyciem jest nazywanie powiedzonek memami.

    I don’t think so, Tim. Memetykajakonauka umarła, więc nie widzę sensu w trzymaniu się definicji która została na jej potrzeby ukuta. Obecnie mem funkcjonuje jak agregat wszystkich popularnych, przynajmniej w pewnych kręgach, informacji – nie tylko powiedzonek, ale też obrazków czy nawet sposobów ubierania treści w formę – vide copypasta, image macro (które dawno rozbiło się na pierdyliard odrębnych wersji, choć historycznie było klasyfikowane jako jeden mem – so sayeth macrochan. Zresztą, mem to nie powiedzonko – cechą jego jest raczej to że masz reaplikacje w prawie dowolnej sytuacji (as in: urwiesz mi od internetu -> urwiesz mi od (czegokolwiek) -> urwało mi od (czegośtam).

    @krótki żywot nie-memów

    Nie zgodzę się że krótki żywot niektórych fenomenów miałby je dyskwalifikować jako memy – można nawet powiedzieć że to ich inherentna cecha. Mem internetowy ma lifecycle (niktniekuma -> eksplozja popularności -> OLD MEMES (boring)-> mainstream odkrywa i się śmieje -> cisza -> recycling) i bawi przede wszystkim na czasie. I tak jak Łukasz zauważył – demotywatory itp ssą. Moim zdaniem ssą tak mocno właśnie dlatego że na siłę wydłużają ten lifecycle. Choć, jak się popatrzy na to co się tam dzieje to demotywator stał się formą komunikatu w ramach którego teraz pojawiają się memy (pierwszy, oczywiście i naturalnie pojawił się demotywatorowy mem że demotywatory ssą, SWIDT? a potem „to uczucie”, fizyka etc.). To wszystko abstrahując od tego że są naprawde żałosne jeżeli chodzi o poziom i dawno trafiły do zakładki not funny. Niemniej, jeśli nie mem to jak inaczej określić tą całą fascynacje internetsów tymi zjawiskami?

  • a info o tym, że memetyka umarła to skąd? to nie jest zlosliwe pytanie, ciekawa jestem zwyczajnie.

  • @a info o tym, że memetyka umarła to skąd?

    Generalnie stąd, że Journal of Memetics (czy jak mu tam) się wzięło i zwinęło. So it’s official.

  • to jak journal of medicine sie zwinie to znaczy, ze medycyna umarla?

  • @to jak journal of medicine sie zwinie to znaczy, ze medycyna umarla?

    Jeśli w pożegnalnym numerze napiszą, że się zwijają, bo medycyna umarła jako nauka, to tak.

  • calego numeru nie chce mi sie czytac, ale informacja na glownej, że „There was to be a relaunch but after several years nothing has happened.” nie równa sie dla mnie stwierdzeniu, ze memetyka umarla. rozumiem to raczej jako „nie mamy kasy/nie chce nam sie/mamy problemy/nie mamy czasu” ale moze sie myle.

  • @rozumiem to raczej jako “nie mamy kasy/

    bo memetyka umarła

    @nie chce nam sie/

    bo memetyka umarła

    @mamy problemy/

    z martwą memetyką

    @nie mamy czasu

    na martwą naukę.

  • sampanszatan

    @a info o tym, że memetyka umarła to skąd?

    z przedmiotu „nauka o ewolucji organizmów i umysłów” prof. K. Łastowskiego.

    ogólnie model jest ładną metaforą, ale nic ponadto. pojawiły się zarzuty o bycie pseudonauką i jakoś nikt specjalnie nie bronił, nawet ojciec-założyciel Dawkins.

  • artykuł mi się podobał choć na memach się nie znam. Nie wiem jak innych ale mnie przy „plecach konia” uderzyła jedna rzecz. Negatywny bohater tej historyjki z większym lub mniejszym powodzeniem skrobie sobie dla żabojadów za ojro „plecy konia”, „autka” i co tam jeszcze wyśmiewano, a pozytywny bohater ogłasza, że odchodzi od komiksu, bo się nie sprzedaje, bo nie może z tego wyżyć, bo rodzimy czytelnik ma problem, delikatnie rzecz ujmując, z gustem i umyłem…

  • bo na tym świecie od tysiącleci powodzi się tylko tym dobrym ludziom. tym pozytywnym.
    dopiero teraz cię to uderzyło?
    idź do kościoła.

  • @bo na tym świecie od tysiącleci powodzi się tylko tym dobrym ludziom.

    No właśnie, GDZIE JEST DZIŚ ARTUR RUDUCHA.

    Och. Wolałem nie wiedzieć:
    http://ruducha.pl/komiksy/duze/k&k_by_art.jpg

  • @znikt – życie. Co zrobisz? Przeca się nie potniesz.

    @mrw – ty, ja tego gościa pamiętam z prehistorii flejmów na pl.rec.komiks! Taki pewny swojego kung-fu gamoń a nawet porządnie K&K przerysować nie potrafi, pfuuuu.

    Ja lepiej K&K przerysowywałem, kiedy miałem 9 lat, pfuuuu.

    Pfuuuu.

  • no, i co ześ zrobił ze sobą.

  • ARTUR HUDEFAK RUDUCHA?

  • KRL myślisz, że kościół mi pomoże? Hm, chyba trzeba się z nim przeprosić.

    Śledź, nie potnę, ale Twój przykład uczy mnie pokory. A swoją drogą i tak życzę sukcesów. Szczerze

  • @MaciejP

    Artur by się obraził.

    @znikt

    Raz. Zapytanie o pocięcie, retoryczne zresztą, kierowałem do siebie.

    Dwa. „Przykład”? Cholera, już dziwniej dziś się chyba nie poczuję.

    Trzy. Dzięki:)

  • @ ty, ja tego gościa pamiętam z prehistorii flejmów na pl.rec.komiks!

    No ja właśnie też, ARTUR RUDUCHA TEQULA GROUP, z pogadankami o PROFESJONALIZMIE. JEDYNY POLAK W KATALOGU LAMBERTA.

  • @mrw

    Katalog Lamberta brzmi jak katalog Lombarda, czyli dobrze, ale tym razem idzie o Lambiek.net:)

  • ffffuck, no widzisz tak jest jak się pisze z dupy czyli z niczego.

  • No właśnie. Nie lubię dyskutować z tekstami z dupy. Zresztą żaden z nas drugiego nie przekona, więc po co rozmawiać?

  • inwokacja na tapecie.Wygrała ze snowboardzistą. chyba znak, że wiosna idzie ;-)

  • Inwokacja to tylko pierwszy akapit manifestu spideya.

  • Ludzie! Mem żyje! On żyje! Tym razem Marceli Szpak dołożył do ogródka :D.

  • LOL, czyżbyśmy sprowokowali wywiad z Arturem Raduchą?

    Dziś zawisł na AK: http://komiks.nast.pl/artykul/4772/Wywiad-z-Arturem-Ruducha/

    i już wszystko jasne!

  • fajny wywiad. połowa tekstu w cudzysłowiu.

  • jakby motyw miał więcej takich artykułów

  • Taki ładny tekst mi umknął?! Dobrze przynajmniej, że teraz nadrobiłem ;)
    Dobra robota Łukaszu!

Dodaj komentarz