Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Sherlock Holmes


film · komentarzy 25

Sherlock Holmes wg Guya Ritchiego

Wbrew krążącym po sieci plotkom, stało się jasne, że Guy Ritchie raczej nie zekranizuje „Lobo” – będzie zbyt zajęty tworzeniem drugiej części „Sherlocka Holmesa”. Wielka szkoda, chętnie zobaczyłbym jego wizję przygód kosmicznego łowcy głów – zwłaszcza po tym, co zrobił z postacią sławnego detektywa.

Zabierając się do oglądania „Sherlocka Holmesa”, trzeba mieć w pamięci jedno spostrzeżenie – to nie jest wierna ekranizacja książek Arthura Conan Doyle’a. Co wcale nie przeszkadza w oglądaniu – Guy Ritchie zdecydował się przepisać tę opowieść w duchu XXI wieku i wyszło mu to całkiem zgrabnie.
Pierwsze skrzypce we współczesnej wizji Sherlocka Holmesa gra bez wątpienia Robert Downey Jr. W pierwszej chwili zaskoczył mnie ten wybór – spokojnego, metodycznego detektywa gra aktor zdecydowanie bardziej pasujący do ról w stylu playboya-milionera Tony’ego Starka, w jakiej widziałem go ostatnio. Skojarzenie utrzymało się zresztą przez cały film, gdyż Sherlock według Downeya przypomina bardzo Starka według Downeya, jakby ta rola była tylko przystankiem między pierwszym a drugim „Iron Manem”. Powstaje więc zadziwiająca hybryda – Sherlock oddala się od pierwowzoru statecznego angielskiego dżentelmena, uwspółcześnia, ale jednocześnie jest na tyle ciekawą postacią, że nie będzie raził nawet wielkich fanów książki. Chyba. Uprzedzam – nie gra na skrzypcach, a tylko sobie brzdąka.
Downey Holmes i Watson Law

Przy kreowaniu postaci Holmesa zdecydowanie podkreślono, że z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność – w tym przypadku geniusz detektywistyczny odbija się na psychice Holmesa, czyniąc go fascynującym i antypatycznym zarazem. By to wyraziście pokazać, twórcy wyolbrzymili niewielkie dziwactwa detektywa – skłonność do zamykania się w domu, zażywanie morfiny – które w książce były zaledwie wspominane, i stworzyli postać ekscentryka. Ciekawych cech dodali mu ich więcej – Holmes nie przywiązuje wagi do stroju, porządku, pory dnia – poświęca się bez reszty swoim eksperymentom, a cały świat chce podporządkować naukowemu dowodzeniu i żelaznej logice. Największym narkotykiem i celem są dla niego zagadki – odrywają od świata zwykłych ludzi, który go mierzi. A największą z zagadek są kobiety, które Sherlock otwarcie i demonstracyjnie ignoruje, lecz właściwie to chyba trochę się ich boi – wszystko przez tę jedną, która potrafi pokonać jego logiczne rozumowanie.

Nowy Sherlock wymagał nowego Watsona, więc Jude Law zamiast w spokojnego doktora kronikarza wcielił się w biegłego patologa, weterana z Afganistanu, z rewolwerem w dłoni i ciętą ripostą godną doktora House’a. Nierzadko ratuje on swojego przyjaciela z opresji, nierzadko z trudem go znosi, ale przede wszystkim jest tu pełnokrwistą postacią, a nie dodatkiem, niczym Sancho Pansa. Podkreślono to, pokazując, jak przez cały film próbuje sobie ułożyć życie gdzieś ciut dalej od Holmesa, który demoluje mu związek i testuje eksperymenty na jego psie. A jednak w potrzebie zawsze jest obok. Fani prawdziwej męskiej przyjaźni rodem z westernów z uznaniem spojrzą na to, jak teraz wyglądają relacje tych dwóch dżentelmenów.

Sherlock Holmes - Lord Blackwood

Tak dynamiczny duet wymaga odpowiedniego przeciwnika – Guy Ritchie każe im się zmierzyć z lordem Blackwoodem, o adekwatnej do nazwiska aparycji hrabiego Drakuli i okultystycznych zdolnościach. Co ten osobnik ma wspólnego z tajemniczą falą morderstw o niekoniecznie naturalnych przyczynach? I jaki ma w tym cel… Z początku zgrzytało mi postawienie Sherlockowi na drodze nadprzyrodzonych problemów, ale na szczęście fabuła nie jest tak prosta i ma w zanadrzu kilka zwrotów akcji – a właściwie zaskakujących wyjaśnień, choć może nieco zbyt wydumanych. Ale to zawsze była domena Sherlocka, który na koniec musi rzec: „ależ to elementarnie proste, Watsonie”.

Na osobne dwa słowa zasługuje oprawa – przede wszystkim kamienny wiktoriański Londyn w zimnych kolorach i przysłonięty licznymi cieniami, momentami przywodzący na myśl „Sweeney Todda” i twórczość Burtona; a jednocześnie uprzemysłowiony, pełen machin na parę i stali. Miłośnicy steampunka będą zadowoleni, choć niestety w kilku scenach z maszynami i wybuchami – np. podczas walki w porcie lub finałowej – za bardzo widać wykorzystanie komputera. Znacznie lepiej efekty specjalne spisują się przy obrazowaniu nadludzkiej dedukcji Sherlocka – spowolnienie czasu pokazujące jak szybko biegną myśli detektywa analizującego każdy aspekt sytuacji to świetny zabieg. Nieco mniej przekonuje mnie wykorzystanie tej umiejętności w walce, gdy Sherlock jest w stanie przewidzieć ruchy przeciwnika, niczym, nie przymierzając, Midnighter z „Authority”. Ale taki już jest wielki detektyw według Ritchiego – ma lekki szlif superbohaterski, a nawet bondowski. W końcu do czego aluzją może być zakapior o posturze Frankensteina, który ścigając Holmesa, przebija się przez ściany?

Sherlock Holmes i Irene Adler

Choć odmienny od książek, które bawiły mnie w dzieciństwie, „Sherlock Holmes” spokojnie zdziałał to, co nie udało się choćby „Transformers 2” i „X-Men Origins: Wolverine” – bawił mnie przez dwie godziny. Wymagał tylko lekkiego zawieszenia niewiary i nie musiałem zżymać się na debilizmy upchnięte w fabule. Co prawda w tej chwili już za wiele z niego nie pamiętam, ale wiem, że mając ochotę na lekko humorystyczne kino kryminalne z nutką awanturniczą, sięgnę po niego drugi raz. Rzecz lekka i nie tak elementarnie prosta.

Źródło zdjęć: Filmweb

film

komentarzy 25

  • Dziś idę po raz drugi na Sherlocka. Również polecam!

  • Oj, kilkakrotnie miałem wrażenie, że jednak mało uważnie czytałeś dorobek Conan Doyle’a. O ile Watson faktycznie został mocno zmieniony, o tyle Holmes jest głównie bardziej wyrazisty (no i uderza „z karata”, ale teraz taka moda) i bardziej podkreśla się cechy – w książkach subtelnie tylko wspomniane.

    Autor opowieści o Holmesie kilkakrotnie zmieniał nieco psychologię detektywa. W „Studium w Szkarłacie” był on ekscentrycznym monomaniakiem, zainteresowanym wyłącznie tymi fragmentami różnych i dość odległych od siebie dziedzin wiedzy, które pozwalały mu skuteczniej ścigać przestępców. Jest końcówka XIX wieku, a on nawet nie ma pojęcia o tym, że to Ziemia krąży wokół Słońca, a nie na odwrót!

    W opowiadaniach Holmes stopniowo zostaje przedstawiony natomiast jako niemal Leonardo da Vinci – dokonuje nowatorskich eksperymentów chemiczno-kryminologicznych, zna się na psychologii, grafologii, odczytuje wiele ze śladów stóp, niedopałków papierosów (jest nawet autorem monografii na ten temat), boksuje, uprawiał kiedyś szermierkę… W dodatku improwizuje dziwne kawałki na skrzypcach (a nawet brzdąka), jest wielbicielem współczesnej (jemu) muzyki poważnej – i można by to ciągnąć w nieskończoność. Nawet na emeryturze Holmes hoduje pszczoły i pisze kolejną pracę naukową.

    Conan Doyle pisze, że Holmes ma „cygańską naturę”, społeczeństwo i kobiety traktuje podejrzliwie, w sposób zimny i cyniczny. Z drugiej strony, uwielbia popisywać się kończąc śledztwo – nie zalezy mu na sławie „celebryckiej:, gazetowej, ale lubi zaimponować Watsonowi czy bogatemu, snobistycznemu klientowi.

    Podsumowując (bo mogę tak ględzić w nieskończoność), wydaje mi się, że twórcy filmu nie dodali wiele do postaci Holmesa, czego nie było w oryginalnych opowiadaniach. Owszem, Conan Doyle o morfinie pisał ostrożniej (a stare polskie wydania jego twórczości w ogóle to cezurowały) – ale po prostu w tamtych czasach pisano o pewnych sprawach bardziej elegancko. Wystarczy przeczytać „Draculę” Stokera. Dzisiaj większa część tej powieści to jednak ramotka – w tamtych czasach erotyczne niedopowiedzenia podniecały niejedną grzeczną niewiastę.

    To, co zostało drastycznie zmienione, to bieg fabuły – gdybym mial traktować „Sherlocka Holmesa” jako film kryminalny, musiałbym go uznać za kompletną bzdurę, bo jego „detektywistyczność” jest koszmarnie prymitywna. Po przyjęciu, że to film awanturniczo-przygodowy – nie mam wielkich zarzutów.

  • Ech, o jednym zapomniałem napisać – „elegancki”, spokojny Holmes, od którego kreacja Roberta Downeya Jr. różni się drastycznie – to raczej wymysł licznych filmów i seriali o wielkim detektywie – które z depresyjno-maniakalnego dziwaka zrobiły eleganckiego, angielskiego dżentelmena.

  • Nie miałem okazji jeszcze czytać książek o Holmesie, lecz powyższe komentarze zachęciły mnie do tego ogromnie. W przyszłym tygodniu już wiem co wypożyczę w bibliotece. :)

  • historia o Watsonie i Afganistanie też jest w literackim pierwowzorze, o ile mnie pamięc nie myli mowa jest nawet o odniesionej tam przez niego ranie, która opornie się goi.

  • Ostatni raz tak dobrze bawiłam się na pierwszej części ‚Piratów z Karaibów’, a tam jedyną wyrazistą postacią był Jack Sparrow.

    W Holmesie jest wszystko. Wybuchy, pościgi, genialne dialogi, cudowne zdjęcia, zimny drań, męska przyjaźń i kac.

    Gdyby to ode mnie zależało ‚Sherlock Holmes’ dostałby więcej Oscarów niż wszystkie części WP razem wzięte.

  • Cokolwiek by zarzucać samemu filmowi, jest to nadal solidne kino akcji, w którym humor, sensacja, przygoda i wszystkie inne niezbędne elementy dobrego kina, zostały odpowiednio wyważone. Bardzo dobry film, który można sobie raz na jakiś czas odświeżać i nadal będzie bawić jak za pierwszym razem.

  • te wybuchy, pościgi, skoki i podskoki może by mnie tak nie raziły gdyby w tym filmie było jakiekolwiek śledztwo. tyle się musiał Holmes nagłówkować co Buźka w każdym odcinku Drużyny A. nie miałem ani razu „o kurwa… faktycznie”. gdyby były prawdziwe zagadki to powiedziałbym, że to dobry film. niestety tak nie jest.

  • Tyle czasu po premierze, a tu bam, recenzja na Motywie. I już miałem nadzieję, że przeczytam w niej cokolwiek nowego… a Ty, Pawle powtarzasz dokładnie to samo, co dziesiątki innych recenzentów niemal wszędzie. Niefajnie, oj niefajnie.

  • Hmm Z tego co pamiętam to Watson był patologiem. A w każdym razie stawiał pierwsze kroki w stawiającej pierwsze kroki dziedzinie jaka jest krojenie zwłok i odczytywanie z nich przeszłości;). Tak zreszta poznał Holmesa. W podziemiach Scotland Yardu kiedy przedstawił ich sobie komisarz. Ale może mi się zdaje.
    Siły nadprzyrodzone i magiczne też są w Sherlocku na porzadku dziennym: zjawa z piekieł czyli pies Baskervillow, mordercza klatwa ze Znaku Czterech. A morfinistyczne zapedy SH sa ukazane w opowiadaniu gdzie udaje zatrucie przez Moriartiego i Watson uznaje ze przesadzil z opium i gadanie od rzeczy mu przejdzie.

  • @KRL- oj, Ty bys chciał sledztwo we współczesym filmie… ostatnio coś takiego widziałem chyba w L.A. confidential, a to kawałek czasu już. teraz to się cieszę, jak film nie zawiera jakichś naprawde mózgojebnych bzdur, jak Vidocq.
    @Japon- mi się zdaje ze oni się poznali, kiedy Watson szukał mieszkania, a Holmes lokatora. i Watson jest normalnym lekarzem, od żywych pacjentów. ale musiałbym ksiązkę wygrzebać, a ona leży gdzies w tej stercie… „gdzie pogrzebane sa zwłoki Batmana”.

  • @orlinos – Punkt dla Ciebie. ;) Nie pamiętam, czy Holmesa czytałem mało uważnie, bo było to w głębokiej podstawówce. Także Roberta Downeya porównywałem nie z dokładnym obrazem Sherlocka z książek, a pewnym wrażeniem o nim jakie mi zostało po lekturze – jak pewnie zrobi statystyczny widz.
    Stąd nie dało się uniknąć pewnych nieścisłości i faktycznie Holmes z filmu jest nie tak inny od tego z książek, ale jednak ma w sobie coś świeżego.
    Niemniej gratuluję i zazdroszczę dokładnej wiedzy o Sherlocku. Sam cały czas obiecuję sobie, że wrócę do Conan Doyle’a, ale czasu brak.

    @Japon – Siły nadprzyrodzone były w Holmesie, a i owszem, ale zawsze te przygody uważałem za najsłabsze. „Pies Baskerville’ów” to moim zdaniem strasznie ciągnący się crap. ;) Też wolałbym w filmie pełnokrwiste przyziemne śledztwo, ale skoro Ritchie i Downey potraktowali tę postać z przymrużeniem oka, to i ja tak ten film traktuję.

    @makowiec – jedni czytają inne recenzje, inni te na Motywie. I dla nich jest ta recka. ;) Innych recenzji nie czytałem. A poza tym – mam przekazać swoje odczucia czy silić się na oryginalność? Recki „Wolverine” i „TF2” były na opak opinii i mi zarzucano, że przesadzam.
    A co do czasu jaki minął – od kiedy to magazyn z nowościami?

  • W sumie dziwne by było jakby sugestie istnienia sił nadprzyrodzony się w Holmesie nie pojawiały – Conan Doyle był wówczas jednym z najbardziej prominentnych światowych spirytystów.

    Chociaż o ile dobrze pamiętam, zjawy zawsze okazywały się jakąś racjonalnie wytłumaczalną intrygą. Tego psa malowali chyba zieloną farbą czy jakoś tak.

    >“Pies Baskerville’ów” to moim zdaniem strasznie ciągnący się crap. ;)

    A z tym się zgodzę, zdzierżyć nie mogłem pod koniec.

  • Ta myśl, że każde „zjawisko” znajdowało w końcu racjonalne wyjaśnienie też mi się błąka po głowie, ale też do końca tego nie pamiętam.

    By dokończyć bluźnierstwa dodam, że lepiej niż przy „Psie…” bawiłem się przy „Arsene Lupin kontra Sherlock Holmes”, choć to w ogóle nie Conan Doyle. A obie wyszły w takiej kioskowej serii i pies miał na domiar strasznie kiczowatą okładkę.

  • @orlinos
    Tylko z jego brakiem higieny przegięli. W książkach zawsze był „czysty jak kot”.

    @Paweł & Rob
    Pierdolicie, ‚Pies Baskerville’ów’ był dobry (ale może to dlatego, że to pierwsza książka o Holmesie jaką czytałem). Vidocq zresztą też.

    A w ogóle to przychylam KRLowi. Film o detektywie ze zjebanym wątkiem detektywistycznym. Ale za to były pościgi i wybuchy. Wow. Awesome. Totalnie.

  • Vidocq dobry? w którym momencie? poza ogromną ulgą jak się kończył?

  • @Paweł: nie oczekuję do motywu nowości, ale jeśli pojawia się na nim recenzja filmu dawno już obejrzanego i przetrawionego przez niemal wszystkich, po trochu oczekuję, jako ja, czytający inne recenzje, że Motyw wysili się na coś oryginalnego, jak to czasami ma w zwyczaju. I właśnie między innymi dla oryginalnych tekstów Was odwiedzam, stąd moje rozgoryczenie towarem, który od miesiąca oferuje masa innych portali. To źle, że wymagam od Was trochę więcej niż od innych? (:

  • Nie pytaj się co Motyw może zrobić dla Ciebie,

    tylko co Ty możesz zrobić dla Motywu!

  • Paweł – przy takim poślizgu, to mogłeś poczekać na premierę DVD.

  • A mnie najbardziej razi brak przygotowania merytorycznego, ktory wytknal juz orlinos – zawsze mnie bolalo jak o komiksach pisze ktos, ktory nie ma o nich pojecia – a tu artykul, kogos kto jak sam przyznal, orginal ksiazkowy czytal dawno i niewiele pamieta.(co neistety widac)
    Wstyd.

    ps. Tak przy okazji polecam lekture ‚Sherlock Holmes – biografia nieautoryzowana’ Nicka Rennisona. Kawal swietnej ksiazki.

  • @makowiec – skoro tak stawiasz sprawę, to pozostaje mi zacisnąć zęby i następny artykuł napisać ciekawszy. :)

    @GRuBshy – „artykul, kogos kto jak sam przyznal, orginal ksiazkowy czytal dawno i niewiele pamieta” – Tak jak wspomniałem, nie ja jeden mam taką perspektywę że „coś o Holmesie pamiętam” – wydała mi się wystarczająca i pasująca do punktu widzenia wielu widzów. Przypominanie sobie całego Conan Doyle’a dla jednego filmu było niewykonalne.
    Wiedziałem, że może nie wszystko pamiętam, ale po prostu podzieliłem się z Wami wrażeniem, jakie film na mnie zrobił.

    Aczkolwiek żeby nie było, że się bronię bez sensu – krytykę przyjmuję, spostrzeżenia zapamiętam, przy „SH2” będzie lepiej. ;) Cieszy mnie, że Motyw ma czytelników, którzy napiszą coś więcej niż „Super recka, pozdro”.

  • @Paweł – Najlepsze w „Arsene Lupin kontra Herlock Sholmes” było wyśmiewanie dystansu, którego do swojego bohatera nie miał Conan Doyle. Te radosne wtręty, że „Sam wielki detektyw bardziej niż żywego człowieka przywodzi na myśl postać niemal literacką, która mogła się narodzić tylko w umyśle jednego z wybitnych pisarzy naszych czasów, ot, Conan Doyle’a chociażby”. :)
    Jednak pomimo tego, LeBlanc traktuje detektywa z szacunkiem i nie wyśmiewa samej postaci (trochę się dostaje Watsonowi, przemianowanemu na Wilsona), czyniąc go godnym przeciwnikiem dla złodzieja gentlemana.

  • jako fanka nurtu steampunk czuję się w pełni zaspokojona (były nawet gogle!). A wręcz chcę więcej!

    Bardzo dobry film i oby 2 część (która ponoć już potwierdzona?) nie była gorsza.

  • Film jest zachwycający,
    liczę na kontynuacje!!!!!

Dodaj komentarz