Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Spadkobiercy Produktu: Jaszczu


komiksy · komentarzy 10

Produkt
Dziś powracamy do wspominek Produktowych w dość nietypowej formie. Jakiś czas temu poprosiłem Piotrka „Jaszcza” Nowackiego, by podzielił się tym, czym był dla niego „Produkt”. A okazuje się, że gdyby nie „Produkt”… A zresztą, przeczytacie sami. Tekst Jaszcza jest pełen sentymentu oraz ciepłych uczuć i, przyznaję szczerze, odleżał trochę w brudnopisie, czekając jak wino na lepsze czasy. Myślę, że idealnie zrównoważy falę różnych narzekań, która przelała się ostatnio przez blogosferę. Zapraszam do lektury. (Ł.)

OS pinup
Pinup autorstwa Piotrka do zbiorczego „Osiedla Swoboda”. Po parę słów od autora zapraszam na jego blog.

Żeby w pełni wyrazić to, czym dla mnie było pojawienie się w kioskach magazynu „Produkt”, muszę cofnąć się do czasów dzieciństwa. Urodziłem się z defektem w mózgu, który spowodował totalną olewkę w stosunku do zabawek typu resorak czy superciężarówa, którą można było w piaskownicy załadować piachem. Efektem tego jest moja dzisiejsza gehenna z wyrabianiem prawa jazdy oraz brak w ulubionych kanałach stacji TVN Turbo. Jednak odkąd sięgam pamięcią, moje maleńkie dziecięce serduszko biło zawsze szybciej na widok kolorowych zeszytów zapełnionych przygodami całej masy ciekawych bohaterów. Wspomniany defekt został szybko odkryty przez moją siostrę Ewę (szacu), która podtykała mi pod nos i czytała pierwsze komiksy. W pewnym momencie Ewie znudziło się czytanie tekstów z dymków i postanowiła nauczyć mnie tej fantastycznej umiejętności. Jak postanowiła, tak zrobiła i tym sposobem do zerówki pomaszerowałem ze skillem, którego na starcie moi rówieśnicy zwykle nie posiadali. Wszystko dzięki komiksom. Mniej więcej w tym samym czasie odkryłem nieodparty pociąg do ołówka i kredek oraz chęć kreowania własnych światów na kartkach papieru. Najpierw były to pojedyncze rysunki, które z czasem przerodziły się w pierwsze komiksy (czego próbki można obejrzeć na moim blogu).

Były to lata przeszukiwania kiosków i jedynej w moim miasteczku księgarni i zadawania nieśmiertelnego pytania „czy są jakieś nowe komiksy?”. Były to lata „Świata Młodych”, Tytusów, Kajków, Kleksów, Bąbelków i Nerwosolków. Równocześnie zarysowywałem całe zeszyty w kratkę, w linię i bloki rysunkowe. Później przyszedł czas TM-Semic, zakochałem się w Spider-Manie i kolekcjonowałem zeszyty z jego przygodami. Z roku na rok rysowałem coraz mniej, więcej wolnego czasu poświęcając na uprawianie przeróżnych sportów oraz wystawanie z ziomkami pod klatką. Spider-Mana przestałem zbierać około 50. numeru i zapomniałem o komiksie niemal na amen. Moim życiem niemal totalnie zawładnęła koszykówka, licealne imprezki i rzecz jasna pierwsze miłości. Rysowanie ograniczyło się do tworzenia tatuaży na rękach kumpli podczas nudnych lekcji oraz przyrządzaniu romantycznych kartek walentynkowych (bleh!).

Piotrek Nowacki
Jaszczu we własnej osobie. Autor: Godai.

Jako już zupełnie nierysujący, mający w dupie komiks, świeżo upieczony maturzysta, spakowałem plecak i wyruszyłem pobierać nauki na Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie. To właśnie tam, będąc na drugim roku zdobywania wiedzy krążącej wokół tak fantastycznych zagadnień jak hodowla trzody chlewnej, uprawa łąk i pastwisk czy budowa maszyn rolniczych, trafiłem na pierwszy numer „Produktu”. Wracając z zajęć (być może tych, na których obserwowaliśmy jak pan inseminator zapładnia maciorę i w wyniku nagłego ruchu zwierzęcia pierwszy rząd oberwał dawką knurzego nasienia), wypatrzyłem w kiosku okładeczkę z uciekającymi przed drecholami kolesiami i napisem „100% POLSKIEGO KOMIKSU!”. Nie pamiętam, co sprawiło, że wysupłałem 6,66 zeta i przeznaczyłem na zakup magazynu. Wszak w tym czasie, w mojej studenckiej kieszeni się nie przelewało, a za tę kwotę mogłem zjeść obiad na stołówce studenckiej oraz zaopatrzyć się w dwa piwka marki Volt w pobliskim spożywczaku. Mniejsza z tym. Zapoznanie się z zawartością magu spowodowało jedną bardzo ważną rzecz. Jak za dotknięciem czarodziejskiego japońskiego cienkopisu pękła skorupka, która przez kilka ostatnich lat zarastała defekt, o którym wspomniałem na początku tego tekstu. Znowu zapragnąłem czytać i, co ważniejsze, rysować komiksy. Początki łatwe nie były. Każdy rysownik wie, że długa przerwa w rysowaniu powoduje zdrewnienie łapy i brak łatwości w operowaniu narzędziem. Zresztą, łatwo nie jest i dziś mimo że lat już minęło dziesięć. Ale nie to jest ważne. Ważne jest, że pod wpływem czarno-białych kadrów z perypetiami Swobodnej ekipy, precyzyjnych kresek Andrzeja Janickiego, jajcarskich przypadków Zdzicha Szalety, obudziła się we mnie na powrót dziecięca pasja i miłość do komiksu, która trwa nieprzerwanie do dziś. Nieważne też jest, czy opowieści, które dziś tworzę lub współtworzę, zapiszą się w ogóle w historii polskiego komiksu i czy ktoś za lat ileś będzie o nich pamiętał. Dla mnie istotne jest to, że z rysowaniem i czytaniem komików żyje mi się po prostu lepiej, pełniej, ciekawiej – tak jak od dziecka chciałem żyć, tylko w pewnym momencie o tym zapomniałem. Dlatego dziękuję Ci, Michale, oraz całej ekipie wariatów, z którymi tworzyłeś ten znakomity magazyn, bo to właśnie Wy wtoczyliście moje życie na właściwe tory (jak głupio i patetycznie by to nie zabrzmiało) w odpowiednim momencie. Dzięki Wam poznałem całą masę fantastycznych ludzi, którzy na niezbyt przyjaznym komiksowi gruncie, poświęcają się tej pasji, tworząc go, wydając, pisząc o nim, kolekcjonując czy po prostu czytając.

Dzięki Wam wreszcie, całkiem niedawno, otrzymałem najpiękniejszy prezent w życiu, jakim jest album, w którym również Wy maczaliście swoje palce, a jeden z Was dzieli ze mną szczęśliwy los współobdarowanego. Czy nie jest to niesamowita pętla?

komentarzy 10

  • Ja myślę, że trzeba zrobić przy jakimś konwencie mecz w kosza Komiksiarze z Warszawy (CBA) kontra Komiksiarze spoza Warszawy. A jakie fajne autografy po meczu będzie można zebrać na piłkach i koszulkach..

  • tak Kolec. łatwo Ci mówić jak masz dwa metry wzrostu. mecz koszykówki.. sratatata ;) na rękę się będziemy brać ! a autografy będą na gipsach na złamanych rękach ;)
    ale z drugiej strony… ja nie jestem z Warszawy, więc miałbym Cię po swojej stronie…. ach te nocne przemyślenia..

  • totalnie przychylam się do takiego meczyka!

  • Ok, to już składy są, teraz tylko ktoś UMIĘŚNIONY powinien pogadać z organizatorami konwentu w Warszawie.

    A tak w ogóle to sympatyczny ten tekst wspominkowy.

  • w piłkę nożną bym wolał

  • ja też w gałę bym wolał!

  • Kurdę, jak ja lubię postawę Jaszcza:)

    A siatkówka anyone?

  • A jak ktoś jest chuderlaczek (tak jak ja :3)? Ja bym w pokera zagrał albo w brydża najlepiej. I by się człowiek pobawił i co mógł wygrać (oryginalne plansze zamiast kasy) a i potem siakieś autografy na kartach można by wyprosić.

  • @Śledziu – o, siatkówka bardzo bardzo.

  • Ja jestem za koszem!

    Kolec, Ty jesteś jako center, Jaca – Ty zdecydowanie power forward, ja small forward, jeszcze tylko rozgrywający i rzucający obrońca i dawać nam tu tych ze STOLYCY…

Dodaj komentarz