Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Vampire Knight


manga · komentarzy 77

vampiretitle

„Zmierzch”, „True Blood”, „Taniec Wampirów”, „Vampire Diaries”, „Wapirzyca Karin” – jeśli ktoś z Was jeszcze nie zauważył wzrostu popularności wampirów w ciągu ostatnich dwóch lat, to najwyższy czas nadrobić popkulturowe zaległości! Wysysające krew, blade i piękne stworzenia są w modzie, a teraz każdy fan komisu może zobaczyć je w nowej, mangowej odsłonie, w postaci „Vampire Knight”, serii shojo autorstwa Matsuri Hino. Duże oczęta, krew, angst, trójkąty miłosne, zdrady, emocjonalne sceny i jeszcze więcej krwi. Jeśli tylko choć trochę czujecie się jak nabuzowana hormonami trzynastolatka, pokochacie „Vampire Knight”. Jeśli nie… będziecie śmiać się przy jego lekturze, być może równie głośno jak ja.

„Vampire Knight” to manga, która w Japonii święci triumfy już od 2005 roku. Publikowana jest w magazynie „LaLa” i ma obecnie 57 rozdziałów, dorobiła się dwóch serii anime (razem 26 odcinków). W rankingach serii shojo zajmuje pierwsze miejsce i tylko parę mang może z nią aktualnie rywalizować. Powyższy opis powinien świadczyć o wysokim poziomie komiksu, ale wszyscy dobrze wiedzą, że najpopularniejsze wcale nie znaczy najlepsze – tak też jest w przypadku „Vampire Knight”. W kwestii fabuły i postaci autorka postawiła na tak głębokie, że aż płytkie emocjonalne dramaty i moralne rozterki (ugryźć czy nie ugryźć?, ssać czy nie ssać?). Główną bohaterką jest Yuki Kurosu (lub Cross), uczennica prestiżowego liceum z internatem. Kurosu jest również adoptowaną córką dyrektora szkoły. Uczelnia dzieli się na dwie klasy – nocną i dzienną. Członkowie klasy nocnej noszą białe mundurki i uczęszczają na zajęcia w godzinach późnowieczornych, członkowie dziennej ubierają się na czarno i chodzą na lekcje, gdy słońce świeci jeszcze na niebie. Yuki, należąca do tej drugiej grupy, jest również głównodowodzącą specjalnego komitetu, który nadzoruje interakcje pomiędzy dwoma frakcjami. Dlaczego jednak potrzebny jest nadzór? Cóż, jeśli ktoś jeszcze nie domyślił się, kim mogą być uczniowie chodzący do szkoły tylko w nocy, to czas na minispoiler – są oni grupą wampirów, uczestniczącą w specjalnym programie mającym na celu nawiązanie współpracy z ludźmi. Zamiast normalnej krwi piją sztuczną i starają się przystosować do towarzystwa człowieka. Naturalnie, klasa dzienna żyje w błogiej nieświadomości i żaden z uczniów nie wie, że w sąsiednim internacie mieszkają żywiące się krwią potwory. Jedynie Yuki oraz jej partner Zero Kiryu świadomi są zagrożenia – oboje mieli już do czynienia z wampirami w przeszłości (oczywiście traumatycznej).

vampire3

Jak już wspomniałam, „Vampire Knight” to manga shojo, co oznacza, że główną rolę w fabule odgrywa romans. Komiks oferuje nam trójkąt miłosny pomiędzy Yuki, Zero i najważniejszym uczniem klasy nocnej – Kaname Kuran. Obaj panowie skrywają swoje tajemnice, a rozpoczęcie historii zaczyna się od ujawnienia jednej z nich – Zero nie jest zwykłym człowiekiem, i choć sam nie może się z tym pogodzić, powoli zmienia się w istotę, której nienawidzi najbardziej na świecie. Kaname zaś to najpotężniejszy wampir czystej krwi, prowadzący życie pełne sekretów i mrocznych spraw. Na ich tle Yuki z początku wypada dość blado, ale wraz z kolejnymi rozdziałami okazuje się, że czarnowłosa nastolatka również nie jest jedynie adoptowaną córką dyrektora. Pozostałych romansów niestety nie ma, inne postacie zepchnięte są na drugi plan, co sprawia, że trójka głównych bohaterów szybko się nudzi, zwłaszcza, że ich problemy należą do tych zbyt wymyślnych, a rozterki do bezsensownych. W historii pełno jest dramatów i rozpaczań, często zupełnie nieuzasadnionych. To nie jest komiks dla mężczyzn i nie jest to komiks dla ludzi wymagających, ale jeśli tylko potraficie wyluzować się choć na chwilę, „Vampire Knight” może stać się dla Was rozrywką, choćby natury komediowej.

vampire2

Manga nie prezentuje może fabuły na najwyższym poziomie, ale nie da się niczego zarzucić jej rysunkowi – o ile tylko tolerujecie duże oczy. Jak w każdym wampirzym romansie, wszystkie kobiety są piękne, a mężczyźni zabójczo przystojni i, o dziwo, w komiksie Hino Matsuri można ich od siebie odróżnić. Postacie są nie tylko śliczne, ale także anatomicznie poprawne, na swój mangowy sposób, co wyraźnie widać przy rzadkich scenach walki, gdzie bohaterowie muszą się bardziej gimnastykować. Kadry umieszczone są przejrzyście, toteż fan amerykańskich komiksów nie powinien mieć problemu z ich odczytaniem. Osobiście czytam „Vampire Knight” z przyzwyczajenia i właśnie ze względu na miły dla oka (zwłaszcza żeńskiego oka) rysunek.

Manga Hino Matsuri jest już drugim tytułem Waneko, którego fabuła kręci się wokół wampirów – pierwszym jest „Wampirzyca Karin”. Komiksy prezentują zupełnie różne podejścia do tematu. „Karin” jest dużo bardziej komediowa i nie wpasowuje się w mroczny, pełen angstu klimat, który właśnie święci triumfy dzięki takim produkcjom jak „Zmierzch”. Natomiast „Vampire Knight” to manga przesiąknięta mrokiem, kłami i wielkimi oczami – jej wydanie w Polsce może się okazać dla wydawnictwa strzałem w dziesiątkę, zwłaszcza jeśli załatwi sobie ono reklamę w nowym magazynie „Back to Black” (w pierwszym numerze prezent – czarna rękawiczka w siatkę!!). Życzę „Vampire Knight” powodzenia, i tęsknie spoglądam w stronę mojego regału, gdzie równo ustawione stoją dwa tomy „Karin”… może następnym razem moda trafi i w moje gusta.

komentarzy 77

  • odstraszaja te rysunki.

    straszne som!

  • „Jeśli tylko choć trochę czujecie się jak nabuzowana hormonami trzynastolatka pokochacie “Vampire Knight”. Jeśli nie… będziecie śmiać się przy jego lekturze, być może równie głośno jak ja.”
    Dziękuję, wolę Karin właśnie, która z założenia jest komedią. VK to tak naprawdę odpowiedź, jak wyglądałby Twilight, gdyby zrobili go Japończycy.
    Chociaż przynajmniej wydanie ładne, trochę szkoda, że nawet nie znam nikogo, kogo takie tematy interesują i komu mogłabym to sprezentować.

    W tekście dopatrzyłam się przynajmniej jednej literówki, nie wskażę, bo nieładne, ale fajnie by było gdyby poprawić.

    I popieram linkowanie do TVTropes. Idę marnować tam resztę życia.

  • nipodobajo mi sie te rysunki ): tematyka tez nie zacheca. generalnie totalnie nie moj klimat. zuzia, zastanawialam sie, jak to jest, ze potrafisz smiac sie z takich produkcji. mi cisnienie skacze w zetknieciu z nieuzasadnionym angstem i dramą. moze nie umiem sie wyluzować. moze sama mam za dużo angstu hahaha

    btw: nie idźcie na daybreakers. (wlasnie przeczytalam, że ktoś przetlumaczyl to na „świt”. cudownie, zmierzch, świt, księżyc w nowiu, gówno w przeręblu).

  • @btw: nie idźcie na daybreakers

    Czemu na to nie iść? Naprawdę jest ‚połączeniem Matrixa i Zmierzchu’?

  • @Unka
    „zuzia, zastanawialam sie, jak to jest, ze potrafisz smiac sie z takich produkcji.”

    Bo jak byłam mała to obejrzałam wszystkie 200 odcinków czarodziejki z księżyca i teraz już nic mnie nigdy nie zaskoczy.

    Poza tym – jak oglądasz anime od dziecka to twoja tolerancja dochodzi momentami do leveli tak wysokich, że potrafisz przełknąć wszystko.

  • nie, nie powiedzialabym. dla mnie nie jest polaczeniem niczego z niczym – to po prostu slaby film. troche jak dracula 2000. glupawy momentami. nigdy nie zgadniecie, co jest lekarstwem na wampiryzm… nigdy! bo to tak głupie, ze nikt by na to nie wpadl. poza tworcami filmu.

    zawiodlam sie strasznie, bo jaralam sie od dawna trailerami wierząc, ze moze bedzie to powrot do starych dobrych czasow, kiedy filmy o wampirach byly fajne. no niestety nie. polecam obejrzec gdzies on-line.

  • ej, ja tez ogladalam czarodziejke – tez wszystkie odcinki. wiekszosc po 2 razy. ale bez jaj – jak bylam mala ogladalam też gumisie – probowalas to obejrzec po osiagnieciu pełnoletności? NIE DA SIE.

  • O rety, niedawno obejrzałam jedną kinówkę Czarodziejki – podobno najlepszą. Siedem lat starsza kinówka Dragon Balla, którą widziałam tydzień później, była lepsza, a przecież wcale nie wysokich lotów :/
    Co jest lekarstwem na wampiryzm? Pamiętam z jednej krótkiej mangi, że tam lekarstwem na ugryzienie zombie było wypicie mleka w ciągu godziny… Ciekawi mnie bardzo, co jest tutaj :3

  • Ja nie wiem, czy kiedyś filmu o wampirach były lepsze. To chyba my byliśmy młodsi.

  • ja wciąż twierdze ze „dracula wg. stokera” byl najlepszy i potem bylo już tylko gorzej.

    stefania, nie. nie powiem, akurat tego nie chce mowic, bo te scene trzeba sobie zobaczyc na wlasne oczy, zeby docenic jej glupkowatość. (jak już mowilam, najlepiej obejrzec ją on-line i nie marnowac kasy na tą szmire).

    z kinowek czarodziejki z księżyca to też widzialam ze 2 albo 3 – wszystkie srednie.

  • Nabiały Wampirów? Czy to literówka i powinno być Diaries?

    ;)

  • Była jedna dobra kinówka czarodziejki z księżyca oparta na samodzielnej historii narysowanej przez Naoko Takeuchi, o śnieżnej księżniczce Kaguyi, wyszedł ten film zresztą w polsce dawno temu na vhs.

    Ogólnie kinówek sailor moon było 3.

  • zuzia, mialam nawet tego VHSa, ale film dupy nie urywal. raz ze wątki zoofilskie, dwa, ze mętna fabula.

  • Ja w ogóle wątpię żeby produkcja, w której bohaterka pokonuje wrogów siłą miłości i przyjaźni miała jakąkolwiek szansę „urywać dupę”.

    Film zły nie był, a jak na czarodziejkę to i tak historia miała sens – normalnie to przecież ten serial żył dzięki dziurom w fabule.

  • Nie da się obejrzeć czarodziejki z księżyca po osiągnięciu pełnoletności? Da się. Miesiąc temu to osiągnąłem (przewijając spore fragmenty). Ale wszystko i tak sprowadza się do ostatniego odcinka kiedy to naga sailor moon mówi, że wygra miłością i przytula się do największego badassa serii.

    @unka hahah, przypomniałaś mi końcowkę Draculi 2000 i teraz nie zasnę póki nie obejrzę xD muszę wygrzebać dvd z pudła.

  • Vampire Knight nie mogłem znieść gdy oglądała moja była przy mnie. Strasznie, strasznie dużo tego wampirzego gówna w tej Japonii powstaje. Ale dzieki temu natrafiłem na dobry kawał bezsensownej roboty – Tsukuyomi Moonphase, nie mam pojęcia co w tym tytule mnie zaciekawiło, ale też jest o wampirach, jest głupie, są kocie uszka, wieczna trzynastolatka, głupi humor anime/mangi opierający się na obejrzeniu majteczek głównej bohaterki, która ofc jest słodka i pojawiają się miłosne historie. I tak, lubię go. Sam opening jest niesamowicie zabawny. W sumie to polecam, jeżeli się załapie dystans.

  • Iscariote – przecież w tym filmie głównie chodziło o nie do końca ubrane nastolatki. Nawet mój 12 czy 14 letni umysł to wtedy ogarniał. :)

    Ale jak wychodziła w Polsce manga, to czytałem chętnie i Czarodziejek jechał nie będę – sentyment mam.

  • Jak ja nie lubiłem czarodziejek. I przyniesionego razem z nimi „peace and wink”.

  • Wampiry wolę tradycyjne, takie, hm, demoniczno-straszne raczej. Japońcom udały się pary razy, względnie, np. w Blood the Last Vampire, ale to wypadki przy pracy.

    A Czarodziejka była mocno żenująca. Oglądałem sporo odcinków, gdy to leciało, bo człowiek lgnął wtedy do anime (pustynia była na początku lat 90-tych) i nawet Maludę na TVP3 się łykało (duuuużo lepsza zresztą. Mangi przeczytałem pierwszy tomik i pomijając kuriozalne Cukino nawet to się nie dało czytać. Plus stała grafika.

  • „słaba” nie „stała”.

  • Czarodziejka nie była żenująca. Power Rangers – to było żenujące.

  • Kwestia nomenklatury. PR był „jeszcze bardziej żenujący” :D

    Nie, tak na serio SM była zwyczajnie głupia i tyle.

  • Też się nie zgodzę, serial miał swoje wady, jechał na dziurach w fabule i wybaczano mu wszelkie nielogiczności, ale głupi nie był. Promował dobre wartości, wszystkie wątki doprowadzane były do pasującej konkluzji, postacie były porządnie przedstawione, a ich zachowanie zrozumiałe – chociaż to stawia go wyżej od innych seriali przeznaczonych dla młodej żeńskiej widowni. Siedzieli też nad nim utalentowani ludzie – design potworów jest bardzo dobry, a musieli ich nawymyślać sporo bo to przecież 200 odcinków, przemiany też były ciekawe, nie za długie, dynamiczne. Muzyka była zajebista.

    Oczywiście sama animacja w wielu odcinkach bywałą słaba, ale to jest animacja telewizyjna – standardy zawsze będą niższe.

  • Bo SM nie jest dla Dojrzałych Panów z Żoną i Dzieckiem – lecz dla dwunasto-trzynastolatek, które zachwyci wieczna miłość, utożsamią się z główną bohaterką, która ma słabe oceny, ale przecież dobre serduszko, rozmarzą, bo też by chciały ratować cały świat i być podziwiane i nosić takie śliczne sukienki z kokardami i mieć tak doskonałe figury…
    Cholera, sama się rozmarzyłam.

  • Byłoby fajnie, nie?

  • ja nie wiem, czy to promuje takie dobre wartości /: nie probowalam nigdy żadnego zlodzieja ani skina potraktować uzdrawiającą mocą milości, ale mysle, ze by nie poskutkowalo.

  • 454 Casull- to jest dobra wartość do traktowania złodziei. podoba mi się Hellsing, który promuje takie wartosci. podobał mi się Blade. fuck, nawet Buffy mi się podobała. ale wampirzy romans? kolejny? na Boga, to nieludzkie.

  • a co sie dzieje z konradem? bo mu wyslalam recencje 2012 i nawet mnie nie zbluzgal, ze gowno

  • Konrad żyje, ale się zastanawia, co z nią zrobić :)

  • zuzia, postanowilam sprobowac i obejrzec vampire knighta na youtubie (jest caly). obejrzalam 14 odcinkow, po czym stwierdzilam, ze w sumie bez sensu, bo zapewne tak, jak zawsze w anime, wyjasnienia zawsze sa w ostatnim odcinku (ew. 3ech ostatnich, jesli seria jest dluzsza). nie ma sily, zeby rozwiazanie czegokolwiek przyszlo w srodku serii. i zawsze wszystko ma cos wspolnego z kims poznanym w dziecinstwie.

    no i tak, ostatni odcinek i poznajemy mroczne tajemnice yuki, przy ktorych zoofilia w czarodziejce z księżyca wydaje sie nieszkodliwa. czemu japonczycy są tak zafascynowani chowem wsobnym? CZEMU?

  • bo mieszkają na małej wyspie?

  • @Unka
    Anime Vampire Knight jest (jak dla mnie) nieoglądalne,manga jest jadalna bo postacie nie mają schrzanionych ryjów, a w anime nikomu się nie chciało nad nimi spędzić więcej czasu, animacja jest taka sobie, całość prowadzona jest nudno i w ogóle zło. Jedyne co tam daje rade to seiyu, a najdokładniej Miyano Mamoru, który podkłada głos za Zero. A co do wyjaśniania tajemnic na koniec serii – to manga idzie dalej, więc tam jeszcze jakieś niespodzianki mogą nadejść. Ja nawet nie wiem do jakiego momentu mangi sięga anime, ale cokolwiek obejrzałaś to jeśli nie doszło do akcji zjadania serc i pożerania rodzeństwa (tak jakby) to nic się tam jeszcze dziwnego nie wydarzyło.

    Natomiast cała sprawa yuki/kaname w ogóle jest zła i przerąbana, ale przy takiej ilości angstu i mroku było to dość przewidywalne. Ja jeszcze zresztą czekam jak się okaże ze kaname nie jest tym za kogo się podaje i ten setting runie, zapewne tylko po to by stać się jeszcze dziwniejszym.

    Z dobrych serii poruszających ten problem można sobie sięgnąć po „koi kaze” (poleca mój brat). Ja nie wiem skąd się w Japonii biorą takie serie, ale w porównaniu do tego ile tam anime na rok w ogóle wychodzi, to te z patologicznymi związkami w rodzinie i tak będą stanowiły marny 1% ogółu…

  • zuzia, ale anime bylo dla mnie calkiem zjadliwe! poza momentami z nastkami wyczekujacymi niczym wyglodniale psy na kolesi z nocnej klasy, w sumie sie nie denerwowalam.

    weź mi nie polecaj, ja nie chce serii poruszajacych ten problem ))): dla kazdego czlowieka posiadajacego zdrowe relacje rodzinne (np. ja – totalnie nie dogaduje sie z moim bratem) mangi z wątkami kazirodczymi powinny wzbudzac przynajmniej lekkie zniesmaczenie

  • Poniekąd, ale momentami srogie patologie czynią produkcje wyjątkowymi, o ile tylko są umiejętnie przeprowadzone (zdarza się to rzadko).

  • „Kaname, jestem Twoim ojcem” (dum-dum-duuuuum)

  • Z anime o wampirach polecam klasyczne „Vampire Hunter D”. Świetna pełnometrażówka. Nic natchnionego, ale sceny akcji sa bardziej niż smakowite.

  • nono, to zajebioza jest. fajny design czegokolwiek.

  • Przyznam, że jak przeczytałam tę recenzję od razu miałam ochotę naostrzyć sobie pazurki ;) Zresztą nie pierwszy raz, bo wiele internetowych wypowiedzi o VK pisanych jest w podobnym tonie (tutaj jest chociaż szersza analiza, więc przynajmniej jest z czym polemizować). Przede wszystkim kompletnie nie rozumiem, dlaczego obecnie wszystkie produkcje o wampirycznej tematyce postrzegane są przez pryzmat serii „Zmierzch”, która jak przypuszczam (widziałam jedynie ekranizacje) jest literacką katastrofą. Jako punkt odniesienia nadaje się ona co najwyżej na osikowy kołek, który można wbić w każdy film, książkę czy komiks, który traktuje o wampirach. Warto, zanim zacznie się wypowiadać na temat motywów wampirycznych, sięgnąć trochę dalej niż tytuły z ostatnich kilku lat, na początek polecam (w kontekście VK) świetnego „Drakulę” F.F. Coppoli. Poza tym twierdzenie, że Matsuri Hino wpisuje się w dzisiejszą wampiryczną gorączkę, a tym samym że jej praca powstaje na fali zainteresowania tą tematyką, jest zwyczajnie krzywdzące, skoro autorka zaczęła publikować mangę zanim ta gorączka w ogóle się zaczęła i pozostaje konsekwentnie wierna przyjętemu na początku stylowi. Mam też niestety świadomość, że przeciętna trzynastolatka (czyli również przeciętna czytelniczka mangi) nie zrozumie nawet połowy z przekazu zawartego w tej pracy (prześlizgując się co najwyżej po powierzchni znaczeń), skoro nawet Ty, osoba na zupełnie innym poziomie wiedzy o kulturze, zdecydowałaś się na (wybacz!) absurdalne porównanie serii Matsuri Hino do komediowej „Karin”. W dodatku, jak można by wnioskować z Twojej wypowiedzi, historia dziewczyny wymiotującej krwią (sic!) z całym tym idiotycznym fanserwisem ma być propozycją ciekawszą niż VK czyli (w podtekście) oferować fabułę na znacznie wyższym poziomie. To już szybciej kły mi wyrosną i pytanie „ugryźć czy nie ugryźć” stanie się moim dylematem życiowym, niż zgodzę się z taką konkluzją ;) Mam też wrażenie, że Twoje zarzuty w stylu „za dużo angstu” wynikają nie tylko z Twoich osobistych preferencji co do stylu literackiego, ale również z nieznajomości źródeł inspiracji, z których czerpie autorka mangi, a co ze „zbyt wymyślnymi problemami” i „nieuzasadnionymi dramatami” – przecież to fantastyka czyli oderwanie się od rzeczywistości i opieranie się głównie na nieskrępowanej wyobraźni; kiedy tworzymy nieistniejący gatunek czyli wampira, wszystko co z nim związane jest ze swej istoty wyłącznie hipotetyczne, a z wiarygodnością psychologiczną bohaterów w VK naprawdę nie jest aż tak źle, zwłaszcza jak na shojo.

    Zamiast podsumowania…
    Yuki na pytanie przyjaciela „jak się czujesz” (po tym jak oddaje mu ona swoją krew i wciąż jeszcze jest w szoku pourazowym ;), odpowiada rozbrajająco, że wszystko w porządku, bo przecież ona nie ma anemii czy coś… Ta naiwna próba sprowadzenia tego, co się wydarzyło „na ziemię”, próba nadania racjonalnego wymiaru czemuś wymykającemu się rozumowemu poznaniu jest jednocześnie nieodparcie zabawna i przewrotnie smutna, bo tego specyficznego aktu oddania nie da się sprowadzić do czystej fizjologii, do rany na szyi i utraty krwi. Przyznam, że ja uwielbiam ten rodzaj gry z czytelnikiem, nawet jeśli dla niektórych jest to poziom E ;)

  • Znam Draculę Coppoli, czytałam też oryginał bo w liceum pani od angielskiego wpychała w nas literaturę gotycką, po czym do dziś pozostała mi trauma.

    Jasne jest że Hino Matsuri nie tworzyła na fali „Zmierzchu”. Prawdopodobne jest jednak, że „Waneko” wydało Vampire Knight ze względu na jego popularność w Polsce, stąd też nawiązania do najsłynniejszej obecnie opowieści o wampirach.

    Jeśli zaś chodzi o porównywanie do „Karin”, to wydaje mi się, że zaznaczyłam różne podejścia do tematu obu tytułów. Powiązania są zaś nieodzowne, bo oba komiksy są nowe, od tego samego wydawnictwa i o wampirach. „Karin” służy mi zresztą w tekście bardziej jago kontrast dla VK.

    Fantastyka fantastyką a jakość jakością. Ja dobrze wiem że są gorsze produkcje shojo, w których bohaterowie zachowują się jak roboty- przeczytałam tyle tego crapu że trudno w to uwierzyć (mam słabość do kiepskich romansów). Teksty jednak dostosowuję do czytelnika z Polski, który tyle shojo znowu nie czyta, wcale nie musi być zaznajomiony z innymi produkcjami o wampirach, ma najpewniej więcej niż 15 lat i zwyczajnie może mu trafić do ręki VK, jako nowy komiks. I na jego standardy ten komiks będzie najprawdopodobniej dość słaby. Jest mnóstwo komiksów które dramaty teoretycznie oderwane od ziemi traktuje realistycznie – VK do nich nie należy. Zero jest ucieleśnieniem wangstu, i to właśnie przez niego głównie ten tytuł tak upada. Nie ważne jak traumatyczną przeszłość ma za sobą – facet jest niesamowicie irytujący. (gorszy jest tylko Sasuke z Naruto)

    A Karin, choć wydaje się być przygłupia, jest właśnie dość zajmująca, ma żwawo prowadzoną fabułę, całkiem dobre dowcipy, a jej historia bardzo ładnie zamknie w polskich kilku tomach – wszytko się wyjaśni i czytelnik dostanie dobrą konkluzje. To się naprawdę chwali. Nie jest to rozrywka wysokich lotów – to komedia romantyczna z wampirami. Mimo to, dużo bardziej wole „Karin” gdzie autorka sama wie, że rysuje mangę „z krwią z nosa” niż „Vampire Knight”, które udaje coś głębokiego, podczas gdy w gruncie rzeczy opowiada o niepewnych i zakompleksionych, zakochanych w sobie nastolatkach.

  • gerda, mam wrażenie, ze chcesz znaleźć piąte dno w produkcji, ktora nie ma nawet drugiego. w odpowiedzi yuki nie ma nic cudownie przewrotnego, przecież faktycznie fizycznie wszystko z nia w porzadku, bo nie ma anemii. a że mentalnie coś z nią nie tak? cóż – nie kumam, skąd jej dylematy. gdybym ja miala opcje oddania krwi przyjacielowi, ktory bez tego bedzie cierpial i w koncu zostanie zamordowany, to… hmm… OCZYWIŚCIE, ŻE BYM TO ZROBILA. co wiecej, bylam gotowa oddawac krew totalnie obcym ludziom, ale w stacji krwiodawstwa powiedzieli, że moje żyły tego nie przetrwają i pozwolili mi zjesc herbatniczki i dali zlotowke na napoj z automatu. polecam kazdemu odwiedzenie stacji krwiodawstwa. oddawajcie krew! chyba, ze jestescie postacią z mangi, wtedy pomoc ludziom moze powodowac dziwaczne dylematy, łzy i dużo bezsenbsownego angstu.

  • tak jeszce pomyslalam, ze to, ze jej rodzice zostali zamordowani przez wampira nie jest wymorka. na jej miejscu balabym sie seryjnych mordercow (co jest zrozumiale) a nie oddawania krwi znajomym (co jest glupie).

  • A w mojej krwi jest za dużo antybiotykowego syfu żeby ją komukolwiek oddawać…

  • Zuzanno
    Rozumiem, że zdecydowałaś się na powiązanie tytułów na zasadzie ich wartości marketingowej, choć to trochę pójście po linii najmniejszego oporu, ale próby sprowadzenia tak różnych gatunków jak „Karin” i VK do wspólnego mianownika po prostu nie mają sensu. To tak jakby twierdzić, że „Nosferatu” Herzoga to zły film, bo nie jest tak „dowcipny” jak „Nieustraszeni pogromcy wampirów”, nieważne, że pierwszy tytuł to dramat psychologiczny z elementami grozy, a drugi to groteskowa farsa, bo liczy się jedynie fakt, że tematyka obu jest zbliżona. Otwarcie zresztą piszesz, że gothic to nie jest klimat, w którym dobrze się czujesz, więc dlaczego wypowiadasz się o VK tak kategorycznie, czy naprawdę wszystko co nie podoba się Tobie jest przeznaczone dla „nabuzowanych hormonami trzynastolatek” czy osób mało wymagających? I nie chodzi mi tu o gothic sprowadzony do „czarnej rękawiczki w siatkę”, tylko chociażby o klasykę literatury światowej jaką są powieści sióstr Brontë, bo to tu między innymi źródeł inspiracji VK należy szukać. Poza tym bardzo jestem ciekawa tych komiksów, których autorzy tak świetnie sobie radzą z połączeniem realizmu z fantastyką, ale jeśli tu znowu pojawi się „Karin”, to mogę popełnić harakiri w akcie rozpaczy, a chyba nie chcesz mnie mieć na sumieniu ;) A tak poważnie, dla mnie VK stanowi jakość sam dla siebie, a na tle innych produkcji shojo wypada wręcz znakomicie, ale to wyłącznie moja subiektywna opinia i nie uważam wszystkich, którzy się z nią nie zgadzają za niezbyt rozgarnięte nastolatki ;) Co do Zera, zaskoczyłaś mnie w sumie; podejrzewałam, że to raczej Yuki będzie tym najsłabszym ogniwem. Chyba nie chcę wiedzieć, co miałaś dokładnie na myśli z tym wangstem, ale Zero to naprawdę nie jest facet, który celebruje własne cierpienia niczym jakiś ogarnięty spleenem romantyczny czy dekadencki artysta, to nie jest typ wiecznie użalający się nad sobą, czasami może się tak wydawać, bo niemal zawsze widzimy go oczami Yuki, która ma skłonności do analizowania jego pokręconej psychiki ;) Problemem Zera (poza tym, że część jego cech i zachowań jest uformowana z mangowego schematu, choć o dziwo ten schemat się tu świetnie sprawdza) jest to, że aby mógł on zaakceptować siebie musiałby najpierw zaakceptować fakt, że świat nie składa się z czarno-białych podziałów, co konsekwentnie wpajano mu od dzieciństwa… Aha, Kaname to „niepewny i zakompleksiony nastolatek”?!

    Unka
    Chyba trafiłaś w sedno chociaż nieświadomie, bo różnica jest taka, że oddanie krwi w stacji krwiodawstwa jest społecznie afirmowane, a oddanie krwi wampirowi – społecznie potępiane i traktowane jako tabu, co związane jest z erotycznym podtekstem tegoż, ale nie tylko. Tu oczywiście wchodzi kwestia postrzegania ludzkiej krwi w kontekście kulturowym np. jako nośnika ludzkiej duszy i tworzenia specyficznego związku miedzy wampirem a jego ofiarą (chodzi między innymi o możliwość wpływania na myśli i zachowania tejże ofiary, czy jak w VK odczytywania myśli i emocji podczas konsumpcji ;) Do tego dochodzą inne kwestie moralne, chociażby to, że Yuki niemal zmusza Zera do ujawniania jego wampirycznej natury, której on nie akceptuje, robi to dla jego dobra, ale to prawie namawianie do grzechu ;) I tak bym mogła jeszcze długo, więc muszę się samoograniczać. Ale jeszcze do rozważenia – nie bez przyczyny za jedną z najciekawszych scen erotycznych w historii kina uznano tą z „Dziewczyny z perłą”, gdy artysta przebija kolczykiem ucho swojej modelki i osobiście wyciera płynącą krew, bo tak naprawdę fascynujące jest często co niedopowiedziane.

  • gerda, nie zauwazylam, zeby oddawanie krwi dobrowolnie w uniwersum vampire knight bylo jakies super spolecznie nieakceptowalne. nikt z przyjaciol/rodziny yuki nie probowal jej zatrzymywać, wiec to „potępianie” wypada nieprzekonywująco. to prawie jak potępianie seksu przedmałżeńskiego – niby moi rodzice są katolikami, ale bardzo sie cieszą że mieszkam z chlopakiem i nam sie uklada.

    nie kumam też erotycznego podtekstu. generalnie erotyczne jest jak mloda dziewczyna idzie z roznegliżowanym typem do lazienki i każe mu dobierać sie do jej szyi, ale to nie ma związku z krwią! po drugie – jak laska nagminnie namawia faceta do tego, zeby ją zgwalcil i nie protestuje w trakcie – to nie jest gwalt. to zwyczajny stosunek. i nie wiem w czyim mniemaniu scena z dziewczyny z perłą jest najbardziej erotyczna w dziejach kina. nie zrobilo mi sie od niej mokro. być może jakiemuś żenującemu procentowi fetyszystów moglo być przyjemnie, ale osobiście pierwszy raz slysze o jej domniemanej erotyczności.

    generalnie rozumiem, że w twoim mniemaniu wszystko, co ma związek z krwią i mlodymi dziewczynami jest sexi. w takim razie przed stacjami krwiodawstwa powinny sie ustawiać legiony publicznych masturbatorów czy choćby napalonych młodziaków. są tam? nie ma? nie? tak myślalam.

    powtarzam – szukasz piątego dna, gdzie go nie ma. postacie zachowują sie histerycznie, nie wiadomo, po co sie psychicznie torturują i ronią łzy z byle gówna. nie sądze, aby usprawiedliwianie ich komukolwiek wyszło na zdrowie (psychiczne).

  • przypomnialo mi sie jeszcze, że w wiekach średnich kobiety w czasie miesiączki uważano gdzieniegdzie za nieczyste a ortodoksyjni żydzi po dziś dzień mają zakaz siadania na miejscu, w którym siedziala miesiączkująca kobieta. krew miesięczna jest jakaś gorsza od tej zwyklej w ludzkiej mentalności, wg. ciebie?

    jak dla mnie ludzkość na przestrzeni dziejow miewala do bardzo ambiwalentny stosunek i nie można tego upraszczac mowiac, ze krew to tabu a tabu = sexi. dzisiaj jako światlu ludzie nie jaramy sie raczej krwią (mi kojarzy sie wyłącznie z przenoszeniem chorób i wolalabym niczyjej krwi nie pić ani nawet nie dotykać gołymi rękami) i myśle, że z tej perspektywy dylematy postaci z vampire knight są conajmniej dziwaczne. jestem w stanie zrozumieć, że zasady panujące w tym uniwersum są inne ale nie jestem w stanie sie wczuć i powiedzieć, że akceptuje tak głupie zachowania.

  • Problemy z „Zerem” zaczynają się na imieniu a kończą gdzieś daleko w celi wraz z akcją „przejęcia siły” od swojego brata bliźniaka (nie wiem ile magi czytałaś, ale to co się tam wydarzyło było po prostu dziwne). Yuki też jest nie jest najostrzejszym nożem w szufladzie, i też w zasadzie jej nie uwielbiam – z trójki głównych bohaterów wygrywa dla mnie Kaname, choć już związek Yuki/ Kaname mi się nie podoba, wole parę Zero/Yuki.

    Dobry Gotyk nie jest zły – nie jestem może fanką gatunku ale potrafię go docenić gdy na to zasługuje. To co jednak dzieje się teraz z gotykiem, wampirami i wilkołakami jest dość straszne. Historie tracą swój czar i grozę, nie ma już dreszczyku emocji. VK to kiepska historia o wampirach. VK to przyzwoity romans szkolny z grozą w tle.

    VK w ogóle nie jest tragiczne, nigdzie nie pisze żeby ten komiks wywalać za okno jak się go dostanie, uważam jednak że nie jest to komiks najwyższych lotów – nie dlatego że nie jestem fanką gotyku, ale dlatego że widzę w tej historii jakiś aspekt prostej rozrywki, wypełnionej wysysaczami krwi i napięciem seksualnym pomiędzy 16-latkami. Ja tam w ogóle lubię prostą rozrywkę – przeczytałam nawet „Kitchen Princess”, ale peanów do VK pisać nie będę bo manga na to nie zasługuje.

    Są lepsze shojo. „Hana Yori Dango” (do jakiegoś setnego rozdziału), „Red River”, „Basara”. Z czego ostatnie dwa tytuły to właśnie fantasy, choć tak zwane „fantasy historyczne” – autorki obu bardzo dobrze radzą sobie z problemami postaci i zręcznie prowadzą fabułe – choć to bardzo długie historie.

  • A historia o wampirach, którą JA polecam? Midnight Secretary – sekretarka dowiaduje się że jej szef jest wampirem. Dla dorosłych pań ;) Zarąbista sprawa.

  • Zuza ma bluzę z „Buffy”, to wszystko tłumaczy!

  • To ja teraz czekam na tekst „dla dorosłych panów”. Może być z wampiryczną sekretarką.

  • > Dobry Gotyk nie jest zły

    Zły Gotyk boli całe życie.

    Hmm. Powinien tutaj przyjść ten pan z Poltera, co ostatnio narzekał, że o komiksie w Polsce się nie dyskutuje.

  • Mój boże, ale tragiczne rysunki 0_o

  • @Iscariote: aktualnie tworzoną dla panów serią anime o wampirach jest ‚Dance in the vampire bund’, gdzie główna bohaterka, Mina Tepes (tak, TA) jest loli (fizycznie ok. 12 lat) królową wampirów, które postanawiają wyjść z cienia i się ujawnić. A w openingu tańczy półnaga. Widziałam tylko jeden odcinek.

  • Ta, „Dance in the vampire bud” zapowiada się prześwietnie…

  • ogladam wlasnie jeden odcinek. jesli to jest anime dla panów, to „przyjaciółka” jest ultramęskim pismem.

    gniot, gniot, gniot.

  • Zostaw to i obejrzyj „Durarara”

  • radze wszystkim zostawić wszystko i obejrzeć „świętych z bostonu 2”.

  • Dobra, obejrzałem trailer tego ‘Dance in the vampire bund’ i chyba w temacie anime wampirów pozostanę przy Hellsingu OAV (wiecie, że w kweitniu wychodzi 10, ostatni tom mangi?) i Trinity Blood.

    o_O przegapiłem wypuszczenie świetych z bosotonu 2, fuck.

  • Buffy była dobra :o Czarodziejek mam kilka odcinków nagranych na video z polshitu :o

    VK ma zamiar kupić moja koleżanka, więc pewnie niedługo przeczytam. Generalnie wymieniamy się wszystkim, co się czyta, więc i to w końcu trafi w me ręce.

    FMA i tak rządzi :p
    (do lipca Hiromu ma zakończyć mangę, więc jak przewidywałem całość zamknie się w 25 tomach – great)

  • @Iscariote – dziesiąty tom wyszedł w Japonii już dawno i znudziło mi się czekanie na JPF, przeczytałam skany (oh noez!) – słabe zakończenie, jak dla mnie. Hirano powinien był zostać przy hentajach, nie były tak pretensjonalne.

    Oczywiście, że ‚Dance in the vampire bund’ JEST dla panów. Dla panów otaku, co lubią lolitki. Ale pierwszy odcinek był niezły, gdyby tylko królową wampirów pozostała ta cycata kobitka w skórze, a nie okazała się nią wieczna mała dziewczynka…

    Święci z Bostonu 2?!

  • swieci z bostonu 2 sa na sieci juz chyba od tygodnia. wkleilabym wam dokladne linki ale mi je konrad zaraz wywali. wszystko jest na filmikz.net

    panowie otaku sa jednoczesnie pedofilami?

  • Sa juz swieci? o maj god o maj god o maj god. słiiiit.

  • Święci z Bostonu 2 posysają tak samo jak jedynka czy gorzej? :)

  • Podobno dużo gorzej :D

  • Hah, wszedłem na to filmikz i spodobał mi się dobór tytułów. Myszka Miki, jakiś pornol, a pod tym film o Hitlerze.

    W takim razie nie jestem panem otaku, co lubi lolitki. W sumie nawet trochę mnie to cieszy.

  • Na początek informacja; chyba powinnam była oznaczać spoilery, ale prawdę mówiąc kompletnie o tym zapomniałam, a przy tym dyskusja o VK bez spoilerowania jest praktycznie niemożliwa. Nie mam możliwości moderacji wcześniejszych komentarzy, ale jeśli ktoś nie czytał VK i nie chce sobie psuć zabawy, to niech skończy lekturę moich postów właśnie teraz.

    @Unko
    Wyraźnie mylisz pojęcia, mylisz też realny świat z fikcją literacką. Przede wszystkim Matsuri Hino umieszcza fabułę VK w rzeczywistości bliższej raczej epoce wiktoriańskiej (a ta nie wyróżniała się swobodą obyczajów) niż czasom współczesnym, pomimo pewnych elementów, które lokowałyby akcję w XX czy XXI wieku. Trudno też przewidzieć, jak dużą dozą tolerancji wykazaliby się Twoi rodzice, gdybyś przedstawiła im narzeczonego o krwiopijczych zwyczajach ;) Poza tym Yuki wyraźnie stwierdza, że jej działanie musi być utrzymane w ścisłej tajemnicy, ponieważ „ktoś, kto oferuje swoją krew jako pożywienie, by ożywić wampira popełnia grzech”. Już bardziej dobitnie się tego powiedzieć nie dało. Wampiry w VK nie są akceptowane w społeczeństwie, dlatego prawda o „nocnych” uczniach nie może ujrzeć światła dziennego, a wszystkie incydenty z wampirami w Akademii Cross są tuszowane poprzez wymazywanie pamięci co bardziej ciekawskich i nieostrożnych uczennic. O postępowaniu Yuki wiedzą ostatecznie tylko dwie bliskie jej osoby (łowcy wampirów tu oczywiście nie wliczam), z których jedna (Kaname) traktuje to jako element swoich makiawelicznych planów, a druga (dyrektor Cross) udaje, że o niczym nie wie; ten pierwszy zresztą najchętniej rozerwałby Zera na strzępy, a ten drugi – oddał mu własną krew, ale obaj są równie bezradni. Myślę zresztą, że dyrektor nie tyle nowocześnie popiera działanie Yuki, co zdaje sobie sprawę, że powstrzymanie jej byłoby równoznaczne z wydaniem na Zera wyroku śmierci. Dalsza część Twojej wypowiedzi jest dla mnie kompletnie niezrozumiała, chyba że obie czytałyśmy jakąś inną mangę. Skąd Ty w ogóle wzięłaś ten gwałt? Przecież nikt tutaj nie sugeruje gwałtu, tzn. ani ja, ani tym bardziej Matsuri Hino w swoim komiksie. Co do erotyki – nie zawsze jej wyznacznikiem musi być Anna Mucha na okładce „Playboya”; w Japonii odsłonięta szyja gejszy, czy ruch jej nadgarstka w trakcie podawania herbaty przez wielu mężczyzn były uważane za elementy uwodzenia, to jest właśnie różnica miedzy dosłownością a niedopowiedzeniem. I nie po to autorka VK posłużyła się subtelną sugestią, żebym sprowadzała ją teraz do wiadomości z podręcznika do wychowania seksualnego, więc jeśli nie widzisz „związku” to trudno. Informację o „Dziewczynie z perłą” wzięłam z walentynkowego rankingu scen erotycznych w zamieszczonego w „Filmie” (luty 2005) przeprowadzonego wśród redaktorów pisma, scena z „Dziewczyny…” znalazła się w nim z komentarzem „platoniczna miłość i zastępcza inicjacja – przekłuwanie ucha”. I jeszcze szczególnie dla Twojej wiadomości – to nie ja umieściłam TĘ akurat scenę w TYM akurat rankingu, tylko zespół redakcyjny jednego z najważniejszych pism o tematyce filmowej w Polsce. Nigdzie nie pisałam o odmianach krwi, grupach krwi (tak, to jest ironia), ani o tym, czy krew to tabu, pisałam o jednej konkretnej sytuacji, a jeśli faktycznie jesteś przedstawicielką „światłego” społeczeństwa, to ja z radością i ogromną ulgą pozostanę po „ciemnej stronie mocy”, gdzie pojęcia „erotyka” i „seks” nie są pojęciami równoznacznymi.

  • „Film” jest, według pewnego szanowanego twórcy animacji – „narzędziem do napędzania mas”.

  • @Gerda

    >Ale jeszcze do rozważenia – nie bez przyczyny za jedną z najciekawszych scen erotycznych w historii kina uznano tą z “Dziewczyny z perłą”,

    >Informację o “Dziewczynie z perłą” wzięłam z walentynkowego rankingu scen erotycznych w zamieszczonego w “Filmie” (luty 2005) przeprowadzonego wśród redaktorów pisma,

    Było od razu powiedzieć, że to scena erotyczna w uznaniu redaktorów jednego pisma (a w praktyce – pewnie jednego z nich, reszta przyklepała dla dopełnienia tekstu).

  • gerda, nie myle pojec i nie myle swiata z fikcją literacką. napisalam wyraźnie, ze rozumiem, iż uniwersum VK różni sie od naszego, co nie czyni zasad w nim panujących mniej kretyńskimi. nie, VK poza pewnymi formami architektonicznymi (które owszem są jakieś gotycko-barokowe) nie ma absolutnie nic wspólnego z epoką wiktoriańską ani z wiktorianską moralnością. radze poczytać o wiktoriańskim modelu idealnej kobiety a od razu wyjdzie na jaw, że yuki w żaden sposób pod ideal nie podpada i to nie dlatego, że dobrodusznie dokarmia wampiry, tylko dlatego, że nie kisi sie w kuchni i ma czelność okazywać emocje (niedopuszczalne!) przypominam też, że do XIXw upuszczanie krwi bylo znaną i lubiana praktyką lekarską. nie wiem wiec, czy w czasach wiktorianskich ktos by sie jakos strasznie zgorszyl, ze ktos inny sie krwi pozbywa.

    gdybym przedstawila rodzicom wybranka z hemofilią czy innym syfem i oznajmila, ze musi dostawać krew, pewnie martwiliby sie o to, czy wnuki z takiego związku beda zdrowe a nie o to, ze pozbywam sie plynow.

    co do – “ktoś, kto oferuje swoją krew jako pożywienie, by ożywić wampira popełnia grzech” – nie wiem, jaką religie wyznaja w świecie VK, ale fakt, ze wampira mozna zabić jakimś laserowym krzyżem pozwala mi stwierdzić, że dominuje chrzescijanstwo. a jezus ponoc kazal nakarmic glodnych. o ile wszyscy w VK nie są świadkami jehowy, yuki nie ma pojecia o naukach swojego zbawiciela i zwyczajnie wymysla sobie problemy (jakież to typowe). a nawet jesli wszyscy sa wyznawcami jakiegos dziwnego odlamu chrzescijanstwa zabraniajacego dzielic sie krwią, sprawdza sie moja teza, ze odrobina ateizmu kazdemu dobrze zrobi.

    pytasz mnie, skąd ja wzięłam gwałt, bo ty o nim nie wspominalaś. faktycznie, moj blad, z rozpedu przeczytalam „namawianie do grzechu” jako „namawianie do gwaltu” wiec przepraszam.

    dalej – oczywiscie, ze erotyka i seks nie sa tym samym. erotyzm naturalnie musi miec w sobie element niedopowiedzenia – zgrabne nadgarstki uslużnej gejszy muskane przez delikatne tkaniny rombka kimona MOGĄ być erotyczne. przekłuwanie ciała goracym prętem NIE POWINNO być erotyczne.

    ok, dla ciebie wysysanie krwi to erotyzm, metafora defloracji i inne głębokie rzeczy. dla mnie raczej fascynacja mocno przerobionymi motywami z europejskiego folkloru, bedaca pretekstem do zrobienia romansidla. wampiry z VK moglyby równie dobrze być wilkolakami i nie wysysac krwi. calosc nic by na tym nie stracila – nie stracilaby też erotyzmu, bo nie na piciu krwi ten erotyzm polega.

  • @Zuzanno
    Chyba nigdy wcześniej dyskusja mnie tak koszmarnie nie zmęczyła, ale tutaj naprawdę każde słowo może być użyte przeciwko tobie ;) Wystarczyło, że wspomniałam o „erotycznym podtekście”, żeby Unka rozpętała z tego powodu małe piekiełko, w którym panuje kompletny chaos, a potem nagle Ty stwierdzasz, że „napięcie seksualne” jest dominującym elementem w mandze Matsuri Hino; to jest czysty obłęd. Dla przypomnienia – omawiamy historię, w której pojawia się chyba jeden pocałunek (po kilkudziesięciu rozdziałach), plus trzymanie się za ręce; z pewnością nie zdeprawuje to żadnego współczesnego nastolatka ;) Cała reszta pozostaje kwestią interpretacji, która wcale oczywista nie jest… Być może powszechne oczekiwania, co do tego, jak powinna wyglądać „historia o wampirach”, rozmijają się z tym, co zaproponowała autorka VK, ale ja akurat doceniam fakt, że nie jest to typowy horror z hektolitrami krwi, ale raczej ukłon w stronę mrocznego, wiktoriańskiego romansu, z jakimiś elementami egzystencjalizmu czy nawet jungowskiej psychoanalizy (to już jest te piąte dno :P). Oczywiście takie sceny, jak ta z „pochłonięciem” przez Zera osobowości jego bliźniaczego brata, mogą wydawać się dziwne, przypuszczam, że chodzi o przywołanie krwawych pierwotnych obrzędów, w końcu nie bez przyczyny Aztekowie wyrywali jeńcom jeszcze bijące serca i zjadali je, aby przejąć siłę swoich ofiar; w sumie to potężna dawka makabreski, choć jak to u Matsuri Hino, wszystko pozostaje w sferze domysłów. A Zero właściwie nie miał wyjścia, bo jego śmierć „zabiła by” również fabułę ;) W sumie podziwiam Cię, że tak uparcie trwasz przy tej „prostej rozrywce”, ale niestety przeczytałam już zbyt wiele książek (oraz komiksów) i obejrzałam zbyt wiele filmów, żeby móc się z Tobą zgodzić :*

    Co do wypowiedzi „szanowanego twórcy animacji”, gdybym była złośliwa stwierdziłabym, że być może zazdrość przez niego przemawia, ale oczywiście nie jestem złośliwa…

  • gerda, jesli powiesz coś, z czego potem chcesz sie wycofac, bo źle to zrozumialam – po prostu powiedz. ja tak robie.

    obledem jest, ze NAGLE dostrzegam erotyzm w ten mandze? wiec zacytuje siebie sprzed paru postow: „generalnie erotyczne jest jak mloda dziewczyna idzie z roznegliżowanym typem do lazienki i każe mu dobierać sie do jej szyi, ale to nie ma związku z krwią!”

    i dalej drążysz te swoje dziwne domysly co autor mial na mysli. sprawa jest prosta – są dwa wampiry, jedna niekumata nastka. jest angst. jest rozrywka. jasne, mozna szukac dalej, ale przypomina mi to analize tego wiersza:
    http://humor.aramin.net/0508/0248.html

  • @Gerda
    Ale ja już tak dawno napisałam o tym napięciu seksualnym…
    Dobrze wiem, że się tam mało całują ani nie uprawiają seksu – ale to nie na tym polega napięcie seksualne dla młodzieży. Tu się ściskają, tu się na siebie przewracają i rumienią, Kaname leży na Yuki i liże jej szyje, Yuki wsadza Zero nacięty palec do buzi żeby go ssał, ten robi to patrząc się na nią długo i intensywnie… No bez jaj, wiadomo że podtekst tam jest i że czytelniczki patrząc na takie sceny dostają szybszego bicia serca. I jest tam sporo tych scen, ale nie będę ich szukać bo padnę. Fajnie zresztą że one są, nadają jakieś walory rozrywkowe tej produkcji, ja tam dla takich scen żyje. Nadrabiają one brak fabuły i inne mankamenty które już wymieniałam i błagam zostawmy je bo ile można.

    Ta, a w ogóle to proponuje zrobić listę kto co przeczytał i obejrzał, bo czemu nie.

  • Spoilers Warning!

    @Zuzanno
    Wcześniej owszem pisałaś, ale wyłącznie o miłości, a to jednak oznacza głębszą więź między bohaterami, na początku więc inaczej rozłożyłaś akcenty (wg mnie słusznie). Ja w sumie też dobrze wiem, że w VK przy okazji przemycania „pożądania” (nie tylko krwi) różne schematy z shojo się pojawiają, ale z drugiej strony podkoloryzowałaś trochę te opisy. Dodajmy jeszcze, że Yuki i Kaname okazują się być rodzeństwem (choć też nie do końca) i można by pomyśleć, że ta manga jest jak zły sen rodzica „dorastającej dziewczynki”. Nie ma sensu popadać w skrajności…

    Co do „list”, myślę, że źle mnie zrozumiałaś, chodziło mi o to, że hm. starzeję się niestety ;)

  • @Unko
    „Obledem jest, ze NAGLE dostrzegam erotyzm w ten mandze?” – oj nie, to było do Zuzanny skierowane akurat :)

    Pisząc o epoce wiktoriańskiej nie chodziło mi właściwie o architekturę & wystrój wnętrz (choć i tak budynki Akademii Cross więcej mają wspólnego z domami w stylu wiktoriańskim, niż z barokiem), raczej o przywołanie mrocznych obrazów wyłaniających się z brytyjskiej literatury tego okresu, z wspomnianymi już siostrami Bronte na czele. Być może wynika to właśnie z konfliktu miedzy narzuconymi konwenansami, a faktycznymi pragnieniami kobiet w zasznurowanych gorsetach. Zresztą wampiryczna arystokracja w VK też nie potrafi wybaczyć Yuki jej spontanicznych reakcji. To ma być dobra kandydatka na ukochaną „księcia czystej krwi” o manierach angielskiego dżentelmena z wyższych sfer (zdecydowanie nie!) ;D Może się trochę upieram przy szczegółach, ale zarówno hemofilia, jak i tzw. upuszczanie krwi w celach leczniczych jest jednak czymś innym, niż oddawanie swojej krwi półdemonicznej istocie w dość dwuznacznych okolicznościach.

    Symbol krzyża, który pojawia się przy okazji sposobów walki z wampirami, to w tym wypadku raczej wyłącznie rodzaj „gadżetu” (luźne powiązanie z egzorcyzmami itp.). To już taki urok postmodernizmu i nie sądzę, żeby autorka mangi chciała wiązać postaci w VK z konkretną religią. Nienawiść i odraza wobec wampirów wynika raczej ze strachu przez „innością” oraz jest echem starego „międzyrasowego” konfliktu, w którym wampiry zabijają ludzi kierowane pragnieniem zdobycia ich krwi. Kiedy jednak poznajemy Yuki o istnieniu wampirów wie już prawdopodobnie tylko niewielki procent społeczeństwa, można więc założyć, że wspomnienie Yuki o „grzechu” jest odbiciem poglądów Zera. W ocenie łowców wampirów, którzy zdają sobie sprawę ze skali zagrożenia, dobrowolne oddanie krwi jest rodzajem zdrady własnej rasy i wspieraniem „bestii w ludzkim ciele”. Chciałabym jeszcze raz podkreślić – to jest fantastyka i tych „zasad” nie da się mechanicznie przełożyć na rzeczywistość. Ale tak już zupełnie na marginesie – też uważam, że bezpieczniejszy jest ateizm niż fanatyzm religijny w jakiejkolwiek postaci (vide Świadkowie Jehowy i ich podejście do kwestii transfuzji krwi).

    Literacki wampir od momentu „narodzenia” czyli od utworu „The Vampyre” z 1819 roku odbiega od opisów swoich pierwowzorów czyli istot z europejskiego, a ściślej chyba słowiańskiego, folkloru; nie wiem, dlaczego w VK miałoby być inaczej. Oczywiście można zastąpić wampira jakąkolwiek inną postacią nawet niekoniecznie fantastyczną, a zamiana „ugryzienia” w zwykły pocałunek nie odbiera sytuacji zmysłowego kontekstu, jednak historia straciłby wtedy cały swój egzystencjalny i tragiczny wymiar; inaczej mówiąc sięgając po mangę z wampirem w tytule trzeba się z pewnymi rzeczami liczyć, chyba że jest to komedia w rodzaju „Karin”.

    Wiesz, cały problem polega na tym, że gdybym w podobny sposób analizowała jakieś uznane dzieło nikogo by to nie zdziwiło ani nie oburzyło. Ja jednak zrobiłam coś nietypowego i wybrałam mangę, więc od początku liczyłam się z ryzykiem „śmieszności”. Bez względu na wszystko jednak całkiem fajna rozmowa się nawiązała, więc dużo ciepłych myśli Ci przesyłam na koniec :)

  • gerda, nie bede cie przekonywac do moich przemyslen, bo widze, ze faktycznie za dużo przeczytalas, zeby uwierzyc, ze proste rozwiązania są najlepsze. od kiedy przeczytalam „famula rasa” w ktorej to książce stachura pisze, ze największą tejemnicą jest to, że nie ma żadnej tajemnicy, przestalam być zwolenniczką doszukiwania się n-tego dna w czymkolwiek. moją niechec do zawilych interpretacji pogłębiły jeszcze studia. znam po prostu zbyt wielu twórców i zbyt wielu krytyków. pamiętam, jak pan jacek staniszewski (wybitny plakacista, muzyk, grafik) opowiadal nam na zajęciach, jak szykowal jakąś wystawe i brakowalo mu kilku prac, żeby zapełnić ściany lokalu. usiadl więc i szybciutko zmajstrowal jakieś mazy, które potem cieszyly się wielkim uznaniem krytyków i interpretowane zostaly zapewne na tysiąc sposobów. nie deprecjonuje tutaj samych krytyków, to ciekawe, kiedy ludzie znajdują w danej pracy coś, czego twórca tam nie umieścil (pare razy sama sie zdziwilam, że rzeczy, które robie zostaly zinterpretowane tak a nie inaczej oraz że nawiązuje wyraźnie do kogośtam kogoś, o kim w życiu nie slyszalam), ale uważam, że czasem zapędzają sie za daleko w swoich dociekaniach, zupelnie niepotrzebnie. mysle, ze jakbys zagadala z panią matsuri, powiedzialaby ci, że po prostu lubi wampiry i chciala o nich zrobić komiks. nikt ci nie broni grzebać głębiej, ale uważam, że tracisz czas.

  • @Zły Gotyk boli całe życie.

    „Gotyk na dotyk” to slogan reklamowy miasta Toruń.

  • @Unko
    Naprawdę Stachura tak napisał… dość przewrotnie jak na poetę. Chyba potraktowałbym to raczej jako prowokację. Może faktycznie to wygląda tak, jakbym godzinami rozmyślała nad każda kreską postawioną przez autorkę, ale ja po prostu w ten sposób „widzę” tę mangę, podobnie zresztą jak wcześniej oglądane anime, odczytując tę historię od razu dostrzegłam jej szeroki kontekst; nawet mnie samej trudno to wyjaśnić, więc nie będę Cię już zanudzać. Być może traceniem czasu jest próba podzielenia się przemyśleniami, które powinnam była zostawić tylko dla siebie, ale czasami nie potrafię się powstrzymać ;) btw. Powodzenia w pracy twórczej!

  • Nie jestem wielką fanką mangi więc na ten temat nie bd się wypowiadać… natomomiast jeśli chodzi o wspomiany na początku Taniec Wampirów to chciałam tylko powiecieć, że po raz pierwszy został wystawiony w 1996r. więc nie można go zaliczać do teju całej wampiro-mani,która się zaczeło od ekranizacji Zmierzchu…

Dodaj komentarz