Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Wartości rodzinne #3: Porwanie na srebrnym ekranie


papier · komentarzy 5

"Wartości rodzinne" - komiks Michała 'Śledzia' Śledzińskiego
Nie mogłem w pełni cieszyć się lekturą trzeciego odcinka – w maju Michał Śledziński ogłosił, że „Wartości rodzinne” skończą się po czwartej części. W ten sposób okazało się, że trzymam w ręku odcinek przedostatni.

Nie ma co rozdzierać szat – seria od początku była zaplanowana jako cztery zeszyty pilotażowe zawierające tzw. sezon, które sprawdzą jak serial komediowy poradzi sobie na rynku. Nie mam danych dotyczących popularności, a tylko wskazówkę – trzeci tomik znów jest droższy od poprzednika i trzeba wysupłać całe dwie dychy, co nie jest suma małą za niewielki wszak zeszycik. Na otarcie łez w środku znajduje się plakat z wariacjami na temat rodziny Królów autorstwa Karola „Szaleta” Barskiego i Piotra „Jaszcza” Nowackiego.

Szkoda, że na „Porwanie na srebrnym ekranie” padł cień decyzji dotyczących całej serii, bo to paradoksalnie najlepszy jej odcinek. W przeciwieństwie do podobnych seriali, np. „Simpsonów”, odcinki „Wartości…” nie są samodzielnymi całostkami, a częściami większej historii. W trzeciej części wydarzenia wreszcie nabierają tempa, zaś fabuła dociera do punktu kulminacyjnego. Rodzina Królów jest nieco mniej ważna, ważną rolę odgrywa jedynie Tobiasz, wcześniej postać przemykająca na drugim planie. Swoje 5 minut dostają też Tucholski Patrol i tajemniczy projekt wojskowy – chyba najbardziej kuriozalne postacie stworzone dotychczas przez Śledzia. Większość zaczętych wcześniej wątków zostaje zgrabnie spleciona w jeden i czuć, że zbliża się wielki finał całej opowieści – konfrontacja sił dobra z siłami zła.

Przedstaw motyw drogi na podstawie komiksu 'Wartości rodzinne'.

Mam wrażenie, że choć to serial komediowy, to tym razem autor postawił na dynamiczny rozwój akcji, a nie dowcipne dialogi. Dzięki temu trzeci zeszyt zachowuje przyzwoite tempo i przykuwa do siebie na krótką, ale intensywną lekturę, bardziej niż nieco snujące się odcinki poprzednie. Mniej jest żartów – i dobrze, bowiem te dotyczące jakości telewizji są może i celne, ale oczywiste – powtórzone któryś raz nie śmieszą. Wystarczająco zabawy dostarcza stały punkt programu – atak przeszłości Edwarda oraz końcówka – wydarzenia związane z Maszą i panem J.

Ciekawym eksperymentem jest umieszczenie niektórych elementów serii w e-pizodach – umieszczanych w sieci krótkich komiksach z postaciami „Wartości…” . Autor zawarł tam kilka ciekawostek, choćby na temat Tobiasza, który okazuje się troskliwym bratem i synem. Ale to nie wszystko – jak przypuszczałem – e-pizody stały się integralną częścią fabuły i bez nich nie da się w pełni odczuć ciągłości między odcinkiem drugim a trzecim. Bardzo podoba mi się taka integracja papieru i internetu, nie tylko ze względu na wzbogacanie świata przedstawionego. E-pizody sprawiają, że czytelnik nie traci kontaktu z komiksem w czasie pomiędzy lekturą kolejnych zeszytów. Wydaje się to idealnym lekiem na polskie warunki, gdzie zeszyt wychodzi raz na pół roku albo rzadziej. Szkoda tylko, że we wspomnianym powyżej oświadczeniu Śledziu oznajmił, iż więcej e-pizodów nie będzie. Widać niemały nakład pracy na sieciowe odcinki nie zwracał się w postaci wzrostu zainteresowania wydaniem papierowym. Cóż, może kto inny pokusi się kiedyś o serię papierową, którą będzie dopełniał spin-offami w internecie i wtedy poczuję się niemal jak w Marvelu.

„Porwanie na srebrnym ekranie” to świetny punkt kulminacyjny serii – dynamiczny, z cliffhangerami w kilku miejscach. I choć fabularnie seria już raczej zbytnio nie zaskoczy, to mam nadzieję, że zakończy się z przytupem. Wtedy „Wartości rodzinne” będą lekturą, do której miło będzie kiedyś wrócić.

komentarzy 5

  • „Szkoda tylko, że we wspomnianym powyżej oświadczeniu Śledziu iż więcej e-pizodów nie będzie.”

    Czegoś chyba zabrakło – „…Śledziu oznajmił, iż…” czy coś w ten deseń ;)

    Bardzo lubię WR. Ciekawe, czy wyjdzie z kolejnymi sezonami ciągniętymi przez nowy team rysownik/scenarzysta.

    pozdro

  • kupiłam kiedyś pierwsze wartości kompletnie przypadkiem. nie powiem, żeby powaliły, ale zaintrygowały na tyle, aby zakupić też część drugą. po czym stwierdziłam, że to w sumie chyba nie jest moja ulubiona seria, do niczego nie dąży i chyba nie ma sensu dalej się w to bawić.
    i chociaż ten artykuł brzmi entuzjastycznie i obiektywnie zachęcająco, chyba bym musiała się parę razy głęboko zastanowić przed nabyciem porwania.

  • Moim zdaniem „Porwanie…” wcale nie jest najlepszym dotychczas zeszytem, wręcz przeciwnie – seria wydaje się coraz słabsza. Mimo że jest to trzeci odcinek, nie mogę pozbyć się wrażenia, że tak naprawdę komiks się jeszcze nie zaczął.

  • Ja miałem takie odczucia po drugim – że za dużo wydarzeń i wątków, które nie mają nic wspólnego… Trzecia wreszcie zaczęła je jakoś łączyć i stąd mój entuzjazm. Choć nadal czuję pewien niedosyt dotyczący całości, ale na takie podsumowania przyjdzie czas po #4.

  • Mnie się użyty w tekście kadr bardzo podoba, pokazuje niesamowity luz w kresce. Co do zeszytów, mam tak jak koleżanka a + czekam na opinie po 4-ce, żeby ewentualnie dokupić dwie brakujące części.

Dodaj komentarz