Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Baśnie: Cztery pory roku


papier · komentarzy 6

Mała księżniczka i wielki zły wilk - Baśnie 5: Cztery pory roku
Po pełnym akcji „Marszu drewnianych żołnierzyków” można się było spodziewać, że Bill Willingham zwolni nieco w „Baśniach” z tempem wydarzeń. Dlatego nie zaskoczył mnie spokojniejszy rozwój wypadków w „Czterech porach roku”. Zdziwiły mnie tylko głosy na forach i w recenzjach, że to odcinek nudny i niemrawy.

Łatwo się zorientować, że większość serialowych scenariuszy oparta jest na miarowych wzrostach i spadkach napięcia – po momentach przełomowych nadchodzą chwile uspokojenia, rozplątywania wątków i zawiązywania nowych. Scenarzysta może pochylić się nad konkretnymi postaciami, wzbogacając ich życiorysy, motywacje i charakterystyki – a także wprowadzić kilka nowych. Tom „Cztery pory roku” zawiera trzy opowieści utrzymane w tym właśnie tonie.
Dwie z nich pozwalają się dowiedzieć czegoś więcej o najbardziej chyba lubianym przez czytelników bohaterze – Bigbym Wilku. „Opowieści wojenne” to garść wspomnień z burzliwej młodości tej postaci i zarazem hołd dla klasycznych komiksów wojennych z okresu złotej ery. Każdy, kto czytał kiedykolwiek stare przygody Kapitana Ameryki albo Nicka Fury’ego i jego Howling Commandos, zauważy sporo podobieństw. Willingham zaprezentował własną wersję schematu pod tytułem: „Grupa dzielnych alianckich komandosów kontra tajemnicze hitlerowskie eksperymenty prowadzone w ruinach zamków”. Oczywiście żołnierzom towarzyszy prawdziwy amerykański superbohater – tym razem jest to Bigby Wilk, któremu bliżej raczej do nieokrzesanego twardziela w stylu Wolverine’a, Hellboya czy Punishera niż do herosa z flagą na piersi. Fani komiksów DC/Marvela będą tą, niezbyt skomplikowaną, historią zachwyceni, zwłaszcza, że tusz nakładał znany z obydwu wydawnictw Jimmy Palmiotti, a rysował ją Tony Akins, odpowiedzialny też za miniserię ze świata Baśni – „Jack of Fables”.
Zastanawia mnie tylko, czy cała historia jest naprawdę niezbyt skomplikowanym, oderwanym od głównego wątku epizodem, czy też w przyszłości istotne staną się jej konsekwencje?
„Kopciuszek zbereźnica” ujawnia co nieco na temat relacji Bigby’ego i Kopciuszka – a te są dość zawikłane. Zaskakuje kreacja Kopciuszka jako kobiety zdecydowanej, mściwej, a dodatkowo rozżalonej z powodu utraty pozycji oraz zdrady i porzucenia przez Księcia Uroczego. Scenarzysta porwał się na przekształcenie kolejnej schematycznej kliszy i z zahukanej biednej dzieweczki zrobił prawdziwą femme fatale. Coś mi mówi, że skoro Willingham przygotował Kopciuszkowi tak obszerne wprowadzenie, to będzie miał dla niej jakąś specjalną rolę w przyszłych dziejach Baśniogrodu.
Gość w Baśniogrodzie? - Baśnie 5: Cztery pory roku
Najciekawszą historią jest jednak tytułowa – „Cztery pory roku”. Najciekawszą, bo choć toczy się wolno, to najwięcej wnosi do głównego wątku. Bigby i Śnieżka zostają rodzicami, lecz chyba nie dane będzie im żyć długo i szczęśliwie. W tym samym czasie Baśniogrodzie trwają wybory, nie pozostając bez echa wśród społeczności. Jednocześnie polityczne machinacje pozwalają podejrzeć kilka sekretów Baśniowców – bo trzeba pamiętać, że wojna z Adwersarzem trwa cały czas. A Bigby coraz bardziej od zwykłego policjanta przypomina Nicka Fury’ego z S.H.I.E.L.D. albo Sigismunda Dijkstrę. Tymczasem na farmie pojawia się gość i Śnieżka nie jest pewna, czy to dobra wieść. Skargi za zbyt wiele niedopowiedzeń proszę kierować do autora zawikłanego scenariusza – po prostu nie da się i nawet nie wolno tego streszczać.
Podoba mi się pomysł na narrację – historia podzielona jest na cztery części, odpowiadające porom roku – każda przenosi akcję kilka miesięcy do przodu, pozwalając czytelnikowi podejrzeć spory kawałek życia Baśniowców. Znów muszę pochwalić Willinghama dokładnie za to samo, co podobało mi się w „Marszu drewnianych żołnierzyków” – każda postać dostaje tu chociażby stronę, by czytelnik nie stracił z nią kontaktu. Opowieść zachowuje doskonałą ciągłość i jeśli któremuś bohaterowi przyjdzie za chwilę odegrać większą rolę – a wiele na to wskazuje choćby w przypadku Niebieskiego Chłopca czy Frau Totenkinder – to czytelnik nie będzie się nerwowo zastanawiał, skąd ta postać się wzięła i co się z nią działo.
Czasem scenarzysta złośliwie poświęca nowemu wątkowi tylko jedną stronę i zostawia czytelnika w nieznośnym oczekiwaniu. Ciekaw jestem, co zwiastują wprowadzone postacie zbyt dociekliwego docześniaka lub tajemniczych braci z tawerny „Pod magicznym dębem”.
Najdłuższą historię rysuje stały twórca „Baśni” – Mark Buckingham – do rysunków nie mam właściwie zastrzeżeń, jego kreska jest neutralna i zdążyłem się przyzwyczaić. Tylko nie mogę znieść dziwnych rzeczy, które czasem robi z twarzami, szczególnie Bigby’ego.
Fragment oryginalnej okładki 33. zeszytu Baśni
Okładka oryginalnego zeszytu nr 33, wchodzącego w skład tomu „Cztery pory roku”.

Ciężko mi więc zgodzić się z zarzutami, że jest to tom gorszy – wydarzenia dzieją się wolniej, lecz jest ich naprawdę dużo. Willingham nie pozwala Baśniogrodowi popaść w stagnację, wciąż żongluje postaciami, dodając nowe i zmieniając miejsca starym. Czytelnik nie zdąża się przyzwyczaić do sytuacji – myślę, że jeszcze kilku bohaterów ujawni swoje tajemnice. I właściwie to jest wszystko, czego wymagam od dobrego serialu – by ciągle podtrzymywał moje zainteresowanie. Jak tego nie robić pokazuje choćby „Hellblazer”, ale o tym innym razem.
Wszyscy, którzy mimo wszystko czują niedosyt, muszą poczekać na tom szósty. Okładka i tytuł – „Strony rodzinne” sugerują, że scenariusz skupi się na sytuacji w kraju, który Baśniowcy musieli opuścić. Najwyższy zresztą czas, by zajrzeć na drugą stronę i dowiedzieć się czegoś na temat owianego tajemnicą Adwersarza. Coś mi mówi, że i przy tej okazji Bill Willingham wyciągnie kilka asów z rękawa.

komentarzy 6

  • Cheshire Cat

    Baśnie rządzą nadal, ale z ostatnim HB to faktycznie trochę się zmęczyliśmy nawzajem. Mam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej.

  • maggotsinside

    wcale nie uważam że ta część jest słabsza niż poprzednie. postać kopciusza doczekała sie osobnej serii: http://www.dccomics.com/vertigo/comics/?cm=13477 – ciekawe czy bardziej przypomina jamesa bonda czy larę croft…
    po zapowiedziach z ostatniego comic conu nie mogę się doczekać serii poświęconej szczeniakom :]

  • Bardzo okej tomisko, wojenna historia Wilka zajebista, motyw śledzenia bohaterów przez cały rok – bardzo fajoski. A historyjka o Kopciuszku wymiata, jest kapitalna. Nikt by się chyba nie kapnął, jaką rolę ona tam pełni.
    qurwa, zamiast gadać o zajebistym komiksie, oni pitolą o jakimś poronionym pomyśle kręcenia thorgala w polandii. Chyba was posrało

  • „Dwie z nich pozwalają się dowiedzieć czegoś więcej o najbardziej chyba lubianym przez czytelników bohaterze – Bigbym Wilku.”

    Bigby mi wisi. Najfajniejsze postacie to Róża i Śnieżka. Ale ja akurat zawsze jakoś wolę postacie kobiece.

    Dobra recenzja.

  • chudeusz

    też myślę że dobra. I że was posrało. I że chętnie bym sobie te Baśnie przeczytała. To jest komentarz pozbawiony treści, żeby więcej osób przeczytało recenzje:P

Dodaj komentarz