
Z radością zauważam, że telewizja Polsat stara się wypełnić lukę w realizowaniu misji, czego zdecydowanie unika TVP. Miło popatrzeć, że w Wigilię serwuje swoim widzom film poruszający ważne problemy społeczne.
Już od pierwszych scen można zaobserwować celnie sportretowane problemy, przyczyniające się do niszczenia podstawowej komórki społeczeństwa. Film doskonale pokazuje kłopoty z wychowaniem, na jakie natykają się rodzice w wielodzietnej rodzinie. Dodatkowo bohaterowie filmu hołdują konsumpcyjnemu stylowi życia, co sprawia, że ich sposób spędzania świąt daleki jest od ideału. Nic więc dziwnego, że szał przygotowań do wyjazdu do Paryża przesłania im świat w takim stopniu, iż zapominają zabrać ze sobą najmłodszego syna.
Warto zadać sobie pytanie, jakimi wartościami może być przesiąknięte dziecko wychowywane w takiej rodzinie. Chłopiec nie wydaje się w ogóle strapiony stratą rodziny – wszak wcześniej wyraził zdecydowane życzenie, by domownicy dali mu w końcu spokój i, nomen omen, zniknęli z jego życia. W dodatku jest święcie przekonany, że to właśnie głośne wypowiedzenie życzenia spowodowało jego spełnienie. Widać tu szkodliwy wpływ książek fantasy i bajek Disneya, gdzie pełno jest magicznych klątw i zaklęć. Infantylne zachowanie chłopca pokazuje, jak bardzo jest zmanipulowany przez prawdopodobnie nadużywane przez niego media. Pierwsze, co robi po wyjeździe rodziców, to sięgnięcie po zakazane filmy, pornografię i niezdrowe jedzenie. Łamanie reguł sprawia mu przyjemność, choć doskonale odróżnia dobro od zła.
Można też u chłopca zaobserwować typowy dla współczesnej młodzieży problem z postrzeganiem rzeczywistości. Fikcja z brutalnych filmów miesza mu się z realnością – podejrzewa niegroźnego starszego sąsiada o masowe morderstwa. Ofiarami chłopca stają się także elektryk i hydraulik. Ci dwaj mężczyźni, prawdopodobnie pozbawieni własnych rodzin, decydują się w czynie społecznym sprawdzać działanie automatycznych włączników światła oraz szczelność zaworów wody w opuszczonych na święta domach. Niestety, przez brak odpowiednich umiejętności zdarza im się dokonywać pewnych szkód. Jednakże można im to wybaczyć, widząc pasję z jaką wykonują swoją pracę. Być może wywodzą się z rodzin podobnych do tej chłopca i nigdy nie było im dane wychowywać się w spokojnych warunkach, nabyć odpowiedniego wykształcenia i przeżyć prawdziwych świąt. Wystarczy spojrzeć na radość, jaką sprawia im choćby chwilowa zabawa prezentami spod choinek w odwiedzanych domach.

Makabryczny plan.
Chłopiec jest jednak opanowany przez wizje z filmów akcji i gier wideo – dwaj mężczyźni jawią mu się jako bezwzględni bandyci. Przygotowuje więc serię pułapek, wzorowaną zapewne na okrutnych poczynaniach postaci z komputerowego ekranu. Patrząc na ranionych na wymyślne sposoby mężczyzn, łatwo zrozumieć, jak bardzo zbłądzić może dziecko pozbawione ciepła rodzinnego, wychowujące się w atmosferze agresywnej rywalizacji z rodzeństwem. Przemoc sprawia chłopcu wyraźną satysfakcję, policję zaś wzywa dopiero, gdy nasyci swe sadystyczne instynkty. Jego zaciętości nie zmniejsza nawet odkrycie, że mylił się w swej ocenie co do sąsiada – zwycięża wpojona przez media czarno-biała wizja świata i chęć pokonania „wroga”.
Zadziwia także bierność rodziców, którzy orientują się w swym niedopatrzeniu. Ojciec pozostaje w Paryżu z rodziną, spokojnie czekając na samolot. Matka zaś, pod pretekstem szybszego dotarcia do syna, wypuszcza się w podróż z przypadkowo poznanymi wędrownymi muzykami. Ten tak zwany zespół to grupa uciekinierów od odpowiedzialności i życia rodzinnego – jedenastomiesięczne tournée po całych Stanach i zapominanie imion własnych dzieci nie wymaga chyba komentarza. Ciekawostką istotną dla polskich widzów może być fakt, że zespół trudni się graniem polki, a ich lider ma swojsko brzmiące nazwisko. Zachodzi podejrzenie, że nasz rodak został sportretowany jako nieodpowiedzialny hulaka o nalanej twarzy, z kuflem piwa na kurtce. W efekcie podejrzanej eskapady podróżująca z zespołem matka dociera do syna tylko na chwilę wcześniej niż wracająca samolotem rodzina. Finał filmu jest na szczęście wychowawczy – początkowa radość z powrotu zostaje przysłonięta przez wizję słusznej kary za zdemolowanie domostwa. Żal tylko niesłusznie aresztowanych mężczyzn.

Tak kończą dzieci, które niewłaściwie spędzają święta.
Cieszy mnie, że Polsat wyemitował „Kevina samego w domu” właśnie 24 grudnia wieczorem. Dzięki temu film mógł być doskonałym kontrastem dla rodzin zasiadających w tym czasie przy rodzinnym stole. Na pewno wielu widzów zrozumiało przekaz i niezwłocznie wyłączyło telewizory. Rodzicom polecam jednak jego obejrzenie – jako antywzór, od którego trzymać należy się z daleka. A zwłaszcza z daleka trzymać należy dzieci, gdyż efekty obejrzenia tego filmu, choćby jeden raz, mogą być fatalne.
Na szczęście telewizja czuje swoją misję i regularnie przypomina nam tą produkcją, co jest w rodzinnych świętach najważniejsze. Mam szczerą nadzieję, że za rok Polsat również podejmie się tego trudu i w kontraście dla głupawych komedii rodzinnych i romantycznych zaprezentuje „Kevina samego w domu” – film ważny i ponadczasowy.
Tym, którzy dotychczas się z nim nie zapoznali, polecam drugą część – dziś o 19:30, na tym samym kanale. Porusza bardzo podobną problematykę, lecz dodaje do tego portret jednostki zagubionej we współczesnej industrialnej i zdehumanizowanej przestrzeni wielkiego miasta.
Misiael dnia 25 grudnia 2009 o 17:21
Warto też dodać, że film powstał pod naciskiem żydomasońskiego elementu (wszak wszyscy wiedzą, że Hollywoodem rządzi żydowskie lobby), który usiłuje w ten sposób skazić zdrową tkankę polskiego społeczeństwa.
Marcin Szumański dnia 25 grudnia 2009 o 17:27
w tym roku wystraszyłem się, że święta nie będzie w TV Kevina. Przecież Boże Narodzenie bez Kevina może być tak samo puste, jak bez choinki! Aby dopełnić świątecznej tradycji i obejrzeć Kevina, polazłem do wypożyczalni, a tam okazało się, ze ktoś mnie ubiegł…
Na szczęście telewizja ciała nie dała i Kevina nie zabrakło i tego roku ;)
Misiael dnia 25 grudnia 2009 o 19:13
@arcz
Wiem. Ale bójcie się, już jeden taki z czterema certyfikatami jedzie Wam dokopać! O!
@au
Oj, chyba nieuważnie przeglądałeś program
Wolfy dnia 25 grudnia 2009 o 21:08
A ja uwielbiam Kevina :) Pomimo tego, iż mam 27 lat dalej jakbym miał do wyboru w święta: Jakąś super nowość, XX Taniec z Gwiazdami lub Kevina to bez wątpienia oglądnąłbym po raz kolejny małego rozrabiakę.
olafson dnia 25 grudnia 2009 o 21:19
gdy miałem 15 lat musem było obejrzeć kevina w święta a teraz 24 lata musem jest szklana pułapka ;)
misiek dnia 25 grudnia 2009 o 22:25
„nomen omen”
pies dnia 25 grudnia 2009 o 23:58
To gejowska propaganda! Chca osmieszyc w naszych oczach standardowy model rodziny!
adam dnia 26 grudnia 2009 o 0:40
te święta nie było Szklanej Pułapki!
była dzisiaj ;)
Rapidshare dnia 26 grudnia 2009 o 4:12
Zawsze oglądałem Kevina i mimo że już od 16 lat leci co roku nadal śmieszy i nadal miło się ogląda w święta, pokażcie inny film który można oglądać z takim zapałem ? no chyba Szklaną Pułapkę.
Marcin "Dr.Agon" Górski dnia 26 grudnia 2009 o 11:49
W ogóle w Kevinie można również znaleźć pedofilię, satanizm i zgubny wpływ religii kościoła katolickiego. O ile się nie mylę to właśnie w kościele Kevin postanawia „rozprawić się” z wymienionymi wcześniej hydraulikiem i elektrykiem.
Jednak razi mnie trochę godzina nadawania, wg. mnie „Kevin sam w domu” (tytuł iście z branży porno) powinien zajmować nocne pasmo, w godzinach wieczornych jest zbyd duże prawdopodobieństwo na to, że obejrzy go nieskalane jeszcze dziecko i przemieni się w polski odpowiednik tego małego niszczyciela. „Krzysio sam w domu”… Boże, widzisz i nie grzmisz.
pies dnia 26 grudnia 2009 o 12:25
„(tytuł iście z branży porno)”
Kevin – ssam w domu.
Ha ha.
PKP dnia 26 grudnia 2009 o 15:08
8-letni syn mojej kuzynki na „Kevinie samym w NY” życzył sobie aby wołano go tylko jak będą „pułapki” (ale nie „szklane” – tylko te wszystkie typu: cegła, wysokie napięcie, skrzynka narzędziowa). Oczywiście śmiał się w niebogłosy… Dla mnie to jest przerażające.
Misiael dnia 26 grudnia 2009 o 16:10
@PKP
PKP, co w tym dziwnego? Przecież sprawa jest jasna, że w obu tych filmach (Home Alone 1 i 2) ludzie czekają tylko na te sławetne 20 minut podczas których ci źli dostają konkretny łomot za pomocą całej gamy niebezpiecznych narzędzi. Gdyby nie rzeczone fragmenty, filmy byłyby zaledwie mdłą bajeczką o zagubionym chłopcu.
au dnia 26 grudnia 2009 o 18:28
tak jak Matrix.
gdyby nie te wszystkie poscigi i strzelaniny to by była tylko mdła bajeczka o zagubionym chłopcu.
zresztą dwójka i trójka tym własnie były, MIMO pościgów i strzelanin.
Misiael dnia 26 grudnia 2009 o 19:15
W przypadku Matrixa, to gdyby nie mdła bajeczka o zagubionym chłopcu, to cała reszta byłaby tylko serią pościgów i strzelanin.
Poprzedniego komenta pisałem z punktu widzenia przeciętnego widza.
Naprawdę chcesz się kłócić w ten piękno międzyświątecznonoworoczny czas?
Bartek "godai" Biedrzycki dnia 26 grudnia 2009 o 23:18
E tam. Film na raz. Recenzja na zasadzie „jestem ironiczny, hie, hie” taka sobie. Komentarze na zasadzie „jestem fajny i czuję klimat” staczające się z biegiem czasu.
A „Kevin…” to ordynarna zrzyna z Toma i Jerry’ego i podobnych produkcji. Ale, tak jak animowane porno, zmiana nośnika medium coś zabija.
titos2k dnia 27 grudnia 2009 o 1:01
Mało kto zwraca uwagę, ale komiksowy akcent też pragnę przytoczyć. Mianowicie tradycją jest Asterix i Obelix w filmowej wersji na każde święta (i ten w egipcie i ten wczesniejszy)
i w wersjach rysunkowych też. Nawet teraz dali to nowe z wikingami.
PKP dnia 27 grudnia 2009 o 12:43
Dawniej tradycją były też filmy z Van Damme puszczane w późniejszym paśmie (22-24). Jednak chodzi chyba głównie o to, aby te filmy miały akcent świąteczny. I tutaj jak ulał pasują Keviny, Szklane pułapki, jak również świąteczne perypetie rodziny Griswoldów. Aha jest jeszcze jeden film, który pierwszy raz obejrzałem (a nawet nagrałem na VHS) w okresie świątecznym (konkretnie to był już 1 stycznia, jednak nadal w ramach ferii świątecznych). Mam tu na myśli „Batman powraca” – bez wątpienia jeden z najlepszych filmów świątecznych :]
Grim dnia 27 grudnia 2009 o 13:34
No i Edward Nożycoręki :)
Misiael dnia 27 grudnia 2009 o 16:57
A „Powrót do przyszłości” w Sylwestra? Że raz nie było i już zapominacie?
JAPONfan dnia 27 grudnia 2009 o 17:55
w „powrocie” nie bylo akcentu swiatecznego a wiec film nie niosl waznego przeslania. Poza tym skłaniał do wiary w ewolucjonizm i nauke.
koka skowrońska dnia 29 grudnia 2009 o 18:52
No w tym roku się nie załapałam na Kevina, ale obiecuję, że nadrobię w wielkanocnym pasmie…
e. dnia 30 grudnia 2009 o 0:52
„nomen omen”? Co autor miał tu na myśli? :)