in internet

Oglaf, czyli komiks nierzadko sprośny

Oglaf

By wigilijnej tradycji było zadość, na Motywie gości radość! Tfu. Nagość. I to nie byle jaka, bo pod postacią „Oglafa”, jednego z najciekawszych obecnie webkomiksów, a już na pewno najlepszego webkomiksu erotycznego, jaki pojawił się ostatnimi czasy. Przygotucje się zatem na cycki, sprośne żarty, części niesforne w wzwodzie i krągłe tyłki. Wyrzućcie też na pasterkę rodziców, młodsze rodzeństwo czy kto tam jeszcze może Wam zaglądać przez ramię w trakcie lektury…

Jeżeli zdążyliście się już zapoznać z przykładowymi stronami „Oglafa”, to dla części z Was zaskoczeniem będzie fakt, że autor komiksu jest kobietą. Trudy Cooper jest animatorką i ilustratorką z Australii, współautorką popularnego webkomiksu „Platinum Grit”, który doczekał się nawet papierowego wydania przez Image Comics. Dlaczego Trudy zaczęła tworzyć erotyczne, a może już porno, komiksy? Jak przyznaje w jednym wywiadzie, chciała po prostu troszkę poświntuszyć, a nigdy nie wyrosła z poczucia humoru, które opiera się na penisożartach… znaczy żartach o penisach. No. Wiecie, o co chodzi… 8====D
Oglaf

Sam „Oglaf” jest „seks-komedią” fantasy, w której królują sprośne żarty, sperma leje się równie często co krew, stosunki seksualne są pokazane dość dosadnie, napalonym królom i rycerzom nie brakuje napalonych książniczek i chłopek (a jak brakuje, to pochędożą między sobą), a czary są używane głównie po to, by spełniać seksualne zachcianki. Jakby się zastanowić, to tematyka porno i fantasy łączą się spójnie jak nic innego. Każdy chce przecież ratować księżniczki – nie dla samej heroiczności tego czynu – lecz dla czającej się między ich nogami nagrody. I nie mam na myśli połowy królestwa. Choć u niektórych bohaterek „Oglafa” pół królestwa się pewnie tam już znalazło.

„Oglaf” operuje prostym, bezpośrednim poczuciem humoru, lecz od prac np. Ojca Rene odróżnia się grą skojarzeń i małą ilością wulgaryzmów. Język przymarza do cipki Królowej Śniegu, szał bitewny włącza się w trakcie ruchania – to normalne w baśniowym świecie elfów, czarów, potworów i królestw, który napędzany jest seksem. „Oglaf” jest przez to najzwyczajniej zabawny, nie żenująco zabawny, lecz autentycznie, wyjątkowo, figlarnie zabawny. Niejeden śmiechowy orgazm gwarantowany. Mimo paru częściej pojawiających się bohaterów – rycerza, służącego, napalonej władczyni – Trudy Cooper nie tworzy jednej spójnej historii. Bardziej interesuje ją obraz brutalnego i zboczonego świata fantasy, dlatego luźno powiązane ze sobą epizody tworzą bardziej tło czasoprzestrzenne niż fabularne. Nic więc dziwnego, że czasem ni z tego, ni z owego pojawi się jakaś fabularna odnoga, która nigdy nie będzie kontynuowana. Zresztą większość historii w „Oglafie” to jednoplanszówki, doskonałe do takiej zabawy konwencją.

Oglaf

To, co jest wyjątkowe w tym komiksie, to również rysunek. Jeszcze bardziej dosłowny i często bardziej szczegółowy niż np. w przypadku „boli.blog”. Trudy bez skrępowania rysuje anatomiczne szczegóły czy wytryski, ale z drugiej strony potrafi również dobrze zagospodarować drugi plan w kadrze, co nie jest znów tak częste w komiksach internetowych. Plansze „Oglafa” ociekają kolorem, autorka korzysta z szerokiej ich palety, dzięki czemu każdy odcinek jest nie tylko nowym dowcipem, ale również kolejną uciechą dla oka. Jakby komuś oczywiście do uciechy nie starczały same cycki. W tym komiksie po prostu wszystko do siebie pasuje – seks, świat fantasy, żarty, dobre rysunki i bajkowe kolory.

Mam nadzieję, że tym, którzy jeszcze „Oglafa” nie znają, przypadnie on do gustu. Motyw życzy sprośnych świąt pod kołderką lub przed komputerem. Ho! Ho! Ho!

Skomentuj

Comment

  1. Łukasz, przyznaj się. Dotykałeś się podczas robienia researchu do tego artykułu.

  2. Czytam regularnie. Dobre gówno.
    Z erotycznych lubię też Chester5000XYV, ale tu już jest konkretna fabuła, a aktualizacje niestety rzadkie. Zdecydowanie więc lepiej się czyta większymi partiami niż jedną planszę ze sceny ruchania na dwa tygodnie.

  3. Bardzo fajny webkomiks :) Szkoda, że Łukasz twoje kadry preview to tak naprawdę najlepsze kawałki jak na razie. Choć ostatni update z Robinem niezły.

  4. Według mnie jest jeszcze parę zdecydowanie lepszych rzeczy. Ot, pierwsza historyjka miażdży. Albo ta z niewolnikiem z zatrutym penisem.

  5. A tak zapomniałem o niewolniku i podobała mi się jeszcze sprawa z złodziejką w świątyni i zmiana napisu.

  6. >Albo ta z niewolnikiem z zatrutym penisem.

    Zaspoilowałeś.

    ZRUJNOWAŁEŚ RADOŚĆ Z CZYTANIA!