Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Wilq 1234 – zbiorczo i w kolorze


papier · komentarzy 16

Wilq 1234

„Wilq” zaczął karierę w „Produkcie” i właściwie należą mu się gratulacje, bo przeżył macierzysty magazyn i doczekał się 14 zeszytów oraz pierwszego wydania zbiorczego. O „Wilq 1234” głośno było przed premierą, jednak po niej nie znalazłem zbyt wielu opinii. Niby to tylko wznowienie i nie bardzo jest sens dyskutować nad już raz wydanym komiksem. Ale z drugiej strony, zbiorczy „Wilq” ma kilka cech, o których warto wspomnieć – choćby przez wzgląd na nasz „Produktowy” cykl oraz osoby, dla których będzie to pierwszy kontakt z superbohaterem z Opola.

Zbiorczy „Wilq” nie jest tylko prostą reedycją, zebraniem czterech zeszytów w twardej okładce. Bartosz i Tomasz Minkiewicz zdecydowali się bowiem na dość ryzykowny krok – postanowili pokolorować komiks, którego wyróżnikiem jest prosty czarno-biały rysunek, nawet czasem określany jako niechlujny. Z tego powodu „Wilq” dorobił się równie wielkiej rzeszy przeciwników, co zwolenników i nieraz budził kontrowersje. Nic więc dziwnego, że przed wydaniem kolorowej reedycji wśród jego fanów pojawiły się obawy o zachowanie „przaśnego” wilqowego klimatu.

Z tego też powodu najwięcej o zbiorczym wydaniu mówiło się przed premierą. Autorzy umiejętnie podsycali zainteresowanie – przypominało to kampanię, z jakimi mamy do czynienia w przypadku gier komputerowych – oczywiście w dużo mniejszej skali. Wszystko zaczęło się od lakonicznej informacji w lipcowym newsletterze od braci Minkiewiczów:

Rozpoczęliśmy eksperymenty z kolorowaniem komiksu o Wilq. Yes We Can. […] Ma to związek z dosyć poważnym projektem, o którym na razie nie wolno nam mówić.

Dodali to tego próbkę rzeczonych eksperymentów. W okolicy sierpnia pojawił się kolejny obrazek, który przedstawiał dużo mniej optymistyczną wizję kolorowego „Wilqa” – wśród fanów pojawiły się głosy, że faktycznie tak będzie wyglądał. Chociaż trzeba przyznać, że Wilq ma na nim fachową solarkową opaleniznę, nie to co jakieś blade studenty. Szybkie śledztwo Łukasza wyjaśniło tajemnicę ostatecznie, dodając też ciekawą informację o licznych dodatkach i powiększonej objętości:

[…] reedycja będzie mieć około 200 stron, bo oprócz historii, które ukazały się w pierwszych czterech numerach, możemy spodziewać się dodatkowych materiałów, zabawnych rysunków oraz kilku niespodzianek.

Entombet i jego blaza - Wilq 1234

Było więc na co czekać, choć w wywiadzie z samymi sobą bracia Minkiewiczowie mówili już tylko o kilku nowych epizodach, nie wspominając o dodatkach. Dodatkowego smaczku wydaniu zbiorczemu dodaje fakt, że zawiera wyprzedane już zeszyty, które na aukcjach schodzą za 1000% swojej okładkowej wartości, więc dla niektórych było ono jedyną szansą na uzupełnienie kolekcji. I jeszcze dodatkowo – z początku komiks miał być sprzedawany wyłącznie w trybie przedsprzedaży w wybranych dwóch sklepach. W końcu jednak ich liczba rozrosła się, a sami sprzedawcy zdecydowali się zamówić więcej egzemplarzy, by sprzedawać je także po premierze albumu, choć już w wyższej cenie. Streszczając tę przydługą retrospekcję: hajp nakręcono wzorowo. A jak wyszło?

Skończyło się na 130 stronach, zamkniętych w twardej okładce okrytej gustowną obwolutą, która sama stanowi niemalże osobny komiks, przedstawiający całe mrowie dziwnych mieszkańców Opola. Każdy fetyszysta ładnego papieru będzie miał, co pomacać, bo całość wydrukowano na kredowych stronach. Niestety do obydwu aspektów można mieć zastrzeżenia. Jak łatwo policzyć – cztery zeszyty to 160 stron. Wiadomo, że do zbiorku nie trafiła „Wyprawa na ciemną stronę słońca”, a dodatkowo wypadły z niego także wszystkie żarty i dodatki rysunkowe. Ku mojemu największemu żalowi, nie ma też okładek poszczególnych zeszytów – wzorem rozmaitych reedycji wyobrażałem je sobie dodane na końcu, odmalowane na nowo i kolorowo. W zamian umieszczono przyjemne dla oka plansze z Alc-Manem, Mikołajem, Entombedem i oczywiście Wilqiem, narysowane samymi plamami kolorów, bez czarnych konturów. Do tego kilka całkiem zabawnych epizodów z serii „Wielqie Walqi Wilqa” ukazujących Wilqa w samym centrum akcji, a nawet jeden crossover tej krótkiej serii z inną znaną z wilqowych stron. Ładnie, zabawnie, ale dowcipów o gołębiach żal – autorzy chcieli dać czytelnikom „czystego” Wilqa, jednak moim zdaniem głupawe żarty były częścią jego uniwersum. Coś mi podpowiada, że gołębie tego nie darują.

Rzecz najważniejsza, czyli kolor, funkcjonuje odpowiednio do wilqowej kreski – nie tak selektywnie jak na okładkach zeszytów, bo pokrywa zazwyczaj całe ilustracje. Jednak nałożony został oszczędnie – bracia posłużyli się głównie pastelowymi barwami, w każdym epizodzie użyli tylko kilku kolorów albo nawet jednego w różnych odcieniach – nierzadko jest to fiolet lub beż. Zdarzają się bardziej krzykliwe zestawienia, jak powyższy rysunek Entombeda albo odcinek „Wilq vs Manifa”. Warto zauważyć, że często kolor dopasowuje się do akcji – stalowoszary podkreśla grozę w starym kościele, a krwista czerwień wściekłość Wilqa, który usiłuje wezwać Emtombeda na pomoc. Plamy koloru nałożone są komputerowo, jednak odpowiednio niechlujnie, by pasować do kreski i konwencji komiksu – nieraz wychodzą poza kontury lub nie wypełniają ich do końca. Wszyscy poza wilqowymi purystami, którzy tulą się do pierwszego wydania pierwszego numeru, powinni być zadowoleni. Moim zdaniem opolski superbohater nic nie stracił ze swojej dosadności.

Małym zgrzytem jest wyłażąca w kilku miejscach jakość materiału, z którego wykonano wydruk. Nie wiem, czy chodzi o brak oryginalnych plansz, czy o kiepską jakość skanów – na niektórych stronach, zwłaszcza pierwszych, widać ząbkowane kontury postaci i ramek. Może ma to związek z faktem, że nowy „Wilq” jest o jakieś pół centymetra wyższy od starych zeszytów i plansze nadmiernie rozciągnięto? Nie jest to rzecz widoczna od razu, ale raz zauważona drażni i zdarzyć się nie powinna.

Wielqie Walqi Wilqa
Wielqie Walqi Wilqa

W kontekście tych rewelacji rozczarowuje też nieco wysoka cena – nie lubię przeliczania stron na pieniądze, ale 79 złotych za tę ilość to nieco dużo, a obecna oscylująca powyżej 100 może dla wielu być zaporowa. Oczywiście jeśli nie macie pierwszych zeszytów, a resztę pochłonęliście krztusząc się od śmiechu, to nie muszę Was przekonywać i cena nie będzie Wam straszna. Jest to w tej chwili jedyny sposób, by je nabyć, choć mam nadzieję, że wydanie tego zbiorku spowoduje spadek cen sprzedawanych z drugiej ręki zeszytów #1-4. Jeśli je macie i do tej pory nie sprzedaliście ich drogo na aukcji, to już chyba za późno. A wydanie zbiorcze nie jest Wam konieczne. Nie mówię tu do maniaków, którzy muszą mieć wszystko z Wilqiem. Pewnie i tak za jakiś czas „Wilq 1234” stanie się „rarytasem” o wyczerpanym nakładzie, sprzedającym się za bajońskie sumy – mam wtedy nadzieję na dodruk. Bez pikselozy.

Może mam wygórowane oczekiwania, ale czegoś mi tu brakuje, by godnie podsumować długi żywot serii i jej spory sukces. „Wilq” jest jednym z tych komiksów, które wybiły się z wąskiego środowiska fanów tegoż medium i są rozpoznawalne poza nim. Zdarza mi się słyszeć cytaty z komiksu od ludzi, którzy na co dzień innych nie tykają. A charakterystyczna kreska braci Minkiewiczów i postać everymana Jura pojawiła się wielu miejscach – warto wspomnieć krążący po mailach i forach najlepszy polski żart rysunkowy 2008 , komiksy dla gazety „Co jest grane” albo reklamowe komiksy dla otopraca.pl i firmy ubezpieczeniowej.

Być może autorzy uznali, że kolor i kilka dodatków jest wystarczającą gratyfikacją. Jednak patrząc z pozycji totalnego wielbiciela „Wilqa” – marzyłoby mi się wydanie dorównujące choćby zebranemu „Likwidatorowi” – zbierające większość epizodów i dodające rzeczy, których w komiksach nie było – okazyjne rysunki, dowcipy, wywiady i coś z historii komiksu. Może na dziesięciolecie serii? A może w następnych wydaniach zbiorczych – bo wydaje się, że takie powstaną. W przytaczanym wcześniej wywiadzie Bartosz Minkiewicz mówi wyraźnie:

Kolorowe będą tylko albumy kolekcjonerskie, zawierające po kilka wcześniej wydanych zeszytów.

Liczba mnoga i czas przyszły dają nadzieję na więcej. I lepiej!

komentarzy 16

  • Kupiłem za stówę. Jeszcze nie przeczytałem, ale generalnie jestem wstępnie zadowolony ;)

  • el_diablo_potato

    Też było mi żal starych okładek, ale nowa w zupełności te braki rekompensuje ;)

  • mnie ta chropowatość plansz pacnęła od razu i zasmuciła. nie lubię takiego czegoś, a jak sie buli 100wkę (czy prawie, czy więcej), to mi się niedopuszczalne wydaje.

  • Jako „totalny wielbiciel Wilqa” muszę powiedzieć, że jestem srogo rozczarowany tą reedycją. Kolorowe smaczki, które miały stanowić o odkrywaniu komiksu na nowo, w rzeczywistości ograniczają się zaledwie do kilku, a i tak te najciekawsze zostały już zaprezentowane przy okazji „przykładowych stron”. Właśnie przez te „przykładowe strony” czuję się trochę zrobiony w bambuko. Poza tymi paroma miejscami, kolor zupełnie nic nie wnosi do komiksu. W dodatku brakuje wspomnianych okładek, żartów i jakość niektórych stron jest słaba. Na szczęście mamy fajną obwolutę, ładny papier i porządną okładkę ;)

  • Odebrałam zaraz jak przysłali do sklepów, przeczytałam do połowy i odłożyłam. Jakoś mnie zmęczył i od tamtej pory nie skończyłam czytać. Przez pierwsze kilka (kilkanaście) stron uśmiechałam się pod nosem, ale potem przestałam się bawić. Może to przez taką dużą ilość historii, czy natłok dowcipu i wulgaryzmów? A może właśnie przez brak tych pobocznych żartów? Kolor mi nie przeszkadza, ogólnie podoba mi się to wydanie, tylko jeszcze nie przeczytałam go do końca:)

  • Mi w albumie brakowało parodii znanych komiksowych okładek (hellboy, slaine, sin city etc.) znanych z wzorów wilqowych koszulek. mógłby być to fajny bonus

  • artykuły na motywie coraz bardziej mnie dobijają. jestem totalnie w tyle. w życiu nie czytałam żadnego wilqa. ani produktu. ani nic. bardzo bym chciała, no ale sorry, nie za tą kasę.

  • jestem zachwycony nowym wydaniem Wilq’a, tym bardziej, ze Twórcy podjęli się tytanicznego zadania usunięcia wszystkich błędów ortograficznych.

  • @a:

    Jak możesz!To tak jakbyś w grudniu 1981 nie czekała na Teleranek, którego nie było!

  • Wczoraj odebrałem i sobie powolutku czytam. Obwoluta świetna (jestem jednym z tych nielicznych szczęściarzy, którzy mieszkają w tej okolicy…). Co do nikłej ilości dodatków, to początkowo byłem zawiedziony, ale z drugiej strony fajnie otworzyć album i mieć komiks, a nie kilka stron wstępów (przykładowo „Skarga Utraconych Ziem” zaczyna się gdzieś w okolicach strony 25). Nie przedłużając już: jestem jak najbardziej zadowolony.

  • @a: Wymówka nieskuteczna. za 9,99 Produkt i wilqu na allegro.

  • Ja nadrabiam zaległości tylko dzięki uprzejmości innych. Pierwszy numer Produktu dostałam od chłopaka, a Wilqa sprezentowała mi siostra na którąś gwiazdkę.
    Muszę się wreszcie wziąć do kupy i zacząć uzupełniać braki.

  • @japonfan – w takim razie trzeba będzie po pensji coś pokombinować

  • a: nie przejmuj się, dzięki Motywowi szybko dowiesz się, jak zostać równie fajnymi dzieciakami co my. Po to są te teksty!

  • @a: Spoko, spoko, ja w cholerę kasy przewaliłem (zainwestowałem) w komiksy, a i tak co jakiś czas okazuje się, że nie znam najfajniejszych rzeczy. Ale właśnie – czytaj Motyw, rób listę i krok po kroku, krok po kroczku, najpiękniejsze w całym roczku …kupuj albumy.

  • Zamówiłem, ale zrezygnowałem dowiedziawszy się że nie będzie żartów rysunkowych, w tym moich ulubionych gołębi, no i po co kolor…było zachować czerń i biel tyle że na kredzie i było by pięknie. No i za taką kasę wole kupić któreś z wydań mistrzów komiksu egmontu.

Dodaj komentarz