Opublikowane o 10:28, 14 grudnia 2009
autor: Konrad Hildebrand

Komentarze: 11

pamietam jak

Wspomnienia to zabawna rzecz, każdy ma własne. Jednakże jeśli zbierze się je obok siebie, to zaczyna wyłaniać się z nich wspólny obraz. Trzeba tylko spojrzeć na nie z odpowiednim dystansem. Na przykład tak, jak w „Pamiętam, jak…”; wydanym niedawno komiksie opowiadającym o obfitującym w ważne wydarzenia końcu lat 80. w podzielonych Niemczech.

Niemiecki rysownik Flix (właściwie Felix Görmann) na łamach „Berliner Tagesspiegel” opublikował krótki komiks o swoich wspomnieniach związanych z dzieciństwem po zachodniej stronie. Historia spodobała się jego przyjaciołom i zainspirowała do zwierzeń. Powstawały kolejne odcinki, Flix zaczął przepytywać coraz szersze grono znajomych, aż w końcu cykl rozrósł się do kilkudziesięciu epizodów, które następnie zebrano w zbiorczym albumie.

Każdy z zamieszczonych w „Pamiętam, jak…” komiksów to opowieść innej osoby. Są tu ludzie z NRD, z RFN, ze wschodniego Berlina, z zachodniego, kobiety, mężczyźni. To, co ich łączy, poza byciem Niemcami oczywiście, to fakt, że na lata 80. przypadło ich szeroko pojęte dzieciństwo i dojrzewanie. Ich historie mogą być tak różne jak ta, w której Hanno wspomina podwórkowe wygłupy, Celina swoje dziecinne wyobrażenia na temat świata czy Mario areszt bezpieki, do którego trafił za próbę ucieczki na Zachód. Granica pomiędzy ciepłą i zabawną anegdotką a prawdziwą tragedią jest tutaj niezwykle cienka, komiksy te przeplatają się w zbliżonych proporcjach, a mimo to całość jest spójna i bez zgrzytów.

pamietam jak

Tym, co pomaga w płynnym czytaniu miniatur jest niezwykle czysta i precyzyjna kreska Flixa. Bardzo przerysowana, uproszczona, kojarząca się z „You’ll Have That” Wesa Molebasha i pracami naszego Tomka Zycha. Niektórych może razić, że taki kreskówkowy styl został wykorzystany jednych tchem do opowiedzenia zarówno o śmierci uciekiniera podczas przeskakiwania przez mur jak i do dziecięcych fantazji o pokonywaniu tego muru w przebraniu banana schowanego w drewnianym Wolfie Biermannie, ale należy pamiętać, że przepytywane osoby wiedziały, czego się po Flixie spodziewać. „Pamiętam, jak…” pokazuje, że po pewnym czasie każde wspomnienie zaciera swoje ostre kontury i związany z nim ładunek emocjonalny przestaje mieć znaczenie, bez względu na to, czy dotyczył rzeczy zabawnych czy jak najbardziej tragicznych. Dzięki temu ich właściciele mogą opowiedzieć swoje historie przez filtr komiksowej narracji Flixa i spotkać się na stronach tego samego albumu. Sąsiadujące ze sobą opowieści utrzymane są w różnych paletach barw, co jeszcze bardziej podkreśla, że nie ma tu czegoś takiego jak czerń i biel.

Większość historii opowiedziana jest w ten sam sposób – narrator przedstawia swoje wspomnienia, Flix komentuje je swoimi rysunkami, a na końcu jest podsumowująca całość puenta. Wartkiej akcji praktycznie tu nie ma, są za to spokojne relacje w stylu „Marzi”. Mnie swoją formą szczególnie ujęły trzy historyjki: w pierwszej Olivier mówi „Wspomnienia o murze zajmują w mojej głowie bardzo dużo miejsca” i rzeczywiście – dwie strony zajmuje pojedynczy kadr z przejścia granicznego; w drugiej Doreen opowiada o swojej przeszłości w formie gry w „Memory”, może to i nazbyt dosłowne, ale nadzwyczaj celne; a trzecia, historia Axela, jest moją ulubioną w ogóle – opowiada o zmianach w sąsiedztwie za pomocą koloru zalewającego szare ulice.

pamietam jak

Ludzie mają błędne wyobrażenie o historii. Po kilkunastu latach nauki w szkole wydaje im się, że to daty, traktaty, bitwy i wojny. Historycy wojskowości też tak myślą. Dla mnie jednak najciekawsze w historii rzeczy rozgrywają się nie na polach bitew czy gabinetach głów państw, ale na podwórkach, ulicach i w kuchniach zwykłych ludzi. „Pamiętam, jak…” to właśnie takie przyziemnie spojrzenie na Wielką Historię – życie w podzielonym kraju, upadek muru berlińskiego i wreszcie zjednoczenie Niemiec. Mozaika codziennych spraw, która układa się w fascynującą, wielobarwną całość, która zamiast odpowiadania na pytanie co było złe, a co dobre, stara się po prostu opowiedzieć, jak było.

Komentarze

PKP dnia 14 grudnia 2009 o 11:18

Odnosząc się do ostatniego zdania, takich właśnie komiksów życzę polskiej historii.


Marceli Szpak dnia 14 grudnia 2009 o 13:11

pierwowzór: klik klik

polski rip: klik klik

fajnie, ze się pomysł upowszechnia


au dnia 14 grudnia 2009 o 15:29

Latkowski to jest lamus.


Titos2k dnia 15 grudnia 2009 o 0:18

się podłączę do klimatów – w sumie szukam kogoś bliżej zapoznanego/oczytanego z doświadczeniami z PRL-u. by pomógł mi stworzyć płynną dowcipną historię początków Kazia ze skrajnej prawicy, bez wyłącznego czerpania z wyeksploatowanego Barei.


mike dnia 15 grudnia 2009 o 10:34

Komiks: made in PRL, tu sie ktos na temacie wyzywa:

klik klik


nowacki dnia 16 grudnia 2009 o 0:32

powiem, że kiedy pytając się rodziców o ich doświadczenia ze stanu wojennego, odpowiadali głównie przez pryzmat tego, jaka była radość, jak udało im się załatwić caly bagażnik papierosów, bo wtedy były uber-problemy z ich dostępnością, czy też jak to mieli problemy z wracaniem od znajomych z wódki ze względu na godzinę policyjną, to od tamtej chwili mam ochotę zobaczyć książkę opisujące wspomnienia zwyczajnych ludzi z tamtych czasów, bez bohaterstwa, solidarności i maryjki w klapach.


JAPONfan dnia 16 grudnia 2009 o 1:13

Te pelne magi opowiesci jak to tata za jedna wyplate kupil 12 par roznych rozmiarowo kaloszy zielonych dla brata. Znaczy par kupil 14 ale dwa pudelka okazaly sie dwoma parami kaloszy lewych.


Konrad Hildebrand dnia 16 grudnia 2009 o 8:49

No właśnie! Te opowieści w większej dawce są świetne! Po prostu zdycham, aby zobaczyć coś w rodzaju polskiego „Pamiętam jak”. Nie musi być o stanie wojennym czy 89, a na przykład o śmierci papieża, wstąpieniu do Unii czy cokolwiek.


MaciejP dnia 16 grudnia 2009 o 9:03

Info o zejściu JP2 poszło w świat akurat podczas mojego wiejskiego weselicha. Od tamtej pory planuję zrobić o tym komiks. Kiedyś zrobię.


nowacki dnia 16 grudnia 2009 o 11:05

Konrad: czytałeś „ojciec odchodzi” Czerskiego? po części mogłoby się to wpasować w Twoje potrzeby, chociaż to jest jedynie z perspektywy jednej osoby pisane.


Konrad Hildebrand dnia 16 grudnia 2009 o 11:20

Tak, czytałem. Właśnie o coś takiego mi chodzi, ale widziane z wielu punktów widzenia, i pro i anty


Napisz komentarz
Imię:
Email:
Adres strony:
Komentarze: