Opublikowane o 10:00, 2 grudnia 2009
autor: Olga Wróbel i Daniel Chmielewski

Komentarze: 52

MPK
Olga Wróbel i Daniel Chmielewski to niezwykła para. Oboje rysują, zajmują się liternictwem – młodzi, wysportowani, piękni. Wybory komiksowej pary roku wygraliby w przedbiegach, z łatwością wyprzedzając o długość pleców konia mnie i Konrada. W ramach MPK przygotowali prawdziwie rozmaszyste double-feature-love-foto-story, które autentycznie zwala z nóg. Nawet konia. Zapraszam. (Ł.)

Narada

Pisze Daniel: Gdy miałem około osiemnastu lat i nic nie wiedziałem o tym, jak wygląda warsztat innych komiksiarzy, poszedłem na spotkanie z Grzegorzem Rosińskim z nadzieją, że od niego usłyszę kilka rad dotyczących pracy w moim wymarzonym zawodzie. Jednak na być może naiwnie sformułowane pytanie – „Jak wygląda dzień komiksiarza?” – usłyszałem odpowiedź, że pytanie to jest głupie, po czym mistrz odwrócił się do mnie plecami, by słuchać pytań inteligentniejszych, typu – „Jaki jest ulubiony kolor Aricii?”.

Scena ta jak drzazga została mi pod skórą po dziś dzień. Dlatego też dzięki zacnej inicjatywie Motywu Drogi, wraz z moją towarzyszką, Olgą Wróbel, postaramy się uchronić kolejnych nastolatków przed podobnymi upokorzeniami. Na podstawie powstawania konkretnej pracy przedstawimy nasz dzień (zawodowy) i związane z nim aspekty techniczne.

Pisze Olga: Praca przy tak ogromnym biurku, w dodatku profesjonalnie oświetlonym, jest dla mnie nowością, która pojawiła się razem z Danielem. Wcześniej rysowałam na stole służącym absolutnie do wszystkiego i uważałam, że lampki są dla frajerów.

Daniel: Kiedy zobaczyłem warunki, w jakich Olga pracuje, np. mając okno po prawej stronie, co powodowało, że światło słoneczne rzucało cień jej ręki na papier, byłem oburzony. Komiksiarz to nie człowiek uprawiający parkour, któremu kolana siądą po pięciu latach. Dobre oświetlenie, wygodne biurko, na którym można wszystko rozłożyć, komputer z muzyką i przybory plastyczne pod ręką, to podstawa, by móc pracować do późnej starości. Podczas zakupów w naszym ukochanym szwedzkim sklepie trafiliśmy dodatkowo na energooszczędne żarówki. Wyglądają jak normalne żarówki, ale te które kupiliśmy, pięćdziesięciotrzywatowe, świecą jak siedemdziesięciopięciowatówki, zużywając mniej energii, a dając lepsze światło. Dziękujemy, nasz ukochany proekologiczny szwedzki sklepie!

Olga: Pod biurkiem trzymamy psa. Służy do ogrzewania stóp i wydawania niepokojących odgłosów.

Daniel: Pilnuje też teczek, w których trzymamy całe nasze archiwum, jak i duże arkusze kartonu akwarelowego, na którym rysuje Olga. Ja zadowalam się zazwyczaj najtańszymi kartkami A4 do drukarki, kupowanymi w ryzach w którymś z francuskich molochów. Jest to jednak papier wątpliwej jakości i o rozmiarze zostawiającym małe pole do popisu dla gestu, dlatego droga, jaką obrała Olga, jest słuszniejsza.

Olga: Szuflady podzielone są sprawiedliwie, dwie należą do mnie, dwie do Daniela, w piątej trzymamy kolekcję dziwnego papieru.

Stylowe kubeczki na przybory z Ikei, kolejna nowa jakość w moim życiu. Przyznaję, że poprzedni system trzymania wszystkiego wymieszanego w szklance nie sprawdzał się znowu tak dobrze i do tej pory czuję ból dłoni ponakłuwanej stalówkami.

Szkic

Daniel: Lightboard. Żyjąc zgodnie z pankowym etosem Do It Yourself, walczymy z systemem poprzez tworzenie substytutów drogich sprzętów, które produkuje Machina, chcąca uzależnić nas od Babilonu. Jednym z najważniejszych moich wynalazków, służącym mi od prawie dekady, jest lightboard złożony z dwóch krzeseł, szklanej półki wyciągniętej z lodówki i lampki biurowej. Minus jest taki, że po kilkunastu minutach nagrzane szkło zaczyna parzyć w palce, choć rysując na brzegach kręgu światła, można sobie z tą przeszkodą poradzić. Za to kalkuje się idealnie, jak by się pracowało na przezroczach.

Olga: Udaję, że słucham z zainteresowaniem i pogodą tego, co mówi Daniel, a w rzeczywistości myślę o tym, co ugotować na obiad, ponieważ i tak wiem wszystko najlepiej i zrobię to po swojemu.

Daniel: Olga słucha mnie z zainteresowaniem, gdy serwuję jej kolejny nieznośny monolog o tym, że praca plastyka zazwyczaj spełza na projektach nieskończonych, szkicach ćwiczeniowych i nieefektywnych burzach mózgu. Jeśli 90% tego, co się robi plastycznie, trafia do sieci lub publikacji zamiast do szuflady, pewnie jest się kolejną osobą zalewającą świat chłamem. Rysunek, nad którym siedzimy na zdjęciu, tworzyliśmy przez dwa tygodnie, po czym ostatecznie w dalszej części prezentacji postanowiliśmy zrobić coś zupełnie innego, lepszego.

Jako że praca nad własnymi pomysłami i stylem rysunkowym wymaga zbyt wiele wysiłku, wolę kraść od innych. Nazywam to parafrazowaniem lub, kiedy kradzież jest zbyt oczywista – cytowaniem. W ramach rysunku, jaki wykonaliśmy dla Motywu Drogi, postanowiłem „zacytować” obraz Granta Wooda, „American Gothic”.

Olga: Sprytne dobranie parametrów papier-ołówek-gumka jest dla mnie kluczowe. Zbyt miękki ołówek zostawi zabrudzenia na papierze, zbyt twardy – wyżłobienia, zbyt mocne tarcie zniszczy fakturę i farba będzie głupio wsiąkać. Obecny ołówek automatyczny Pentela 0.5 pozyskałam od siostry i bardzo mi z nim dobrze. Gumka należy do Daniela i nic o niej nie wiem.

Daniel: Też nic nie wiem o swojej gumce poza tym, że jest biała. Jako przedstawiciel rasy aryjskiej uważam, że tylko białe gumki spełniają swoją funkcję. Co prawda używam czarnych cienkopisów (Unipin Fine Line .01 i .05), ale rysuję na białym papierze. Korzystam też z czarnego markera firmy Granit, bo jest produkcji polskiej, czyli jest dobry.

Olga: Szkicowanie to męka, zazwyczaj ścieram kadry po kilkanaście razy, tutaj jednak rysuję to, co lubię najbardziej, czyli siebie en face, i idzie mi to dość sprawnie.

Daniel: Ja się nie męczę przy szkicowaniu, bo używam automatycznego ołówka Staedtler (o przekroju w kształcie trójkąta), który odwala za mnie całą robotę. Czasem szkic wykonuję niebieską kredką i usuwam ją w postprodukcji, co pozwala na nienaruszenie tuszu gumką, choć ogólnie wolę szkicować ołówkiem, bo lepiej widzę, co powstaje. Wzmaga to komfort pracy.

Farbunek

Olga: Rysowanie cienkopisem to dla mnie względna nowość. Do marca tego roku każdą kreskę wykonywałam grafionem, doprawdy nie wiem po co. Nie polecam. Potem przerzuciłam się na cienkopisy Faber Castel 0.4, teraz dołączam do tego Unipiny 0.1 i to jest chyba optymalny zestaw.

Mój ulubiony moment – w sumie rysuję komiksy tylko po to, żeby móc je sobie pomalować. Używam do tego czeskiego tuszu za dwa złote, prastarych akwareli nieodgadnionej firmy i nowych akwareli z nieco wyższej półki (ale tylko nieco), kupionych na próbę jakiś czas temu. Urzeka mnie w nich, że każda farba ma oddzielne korytko, jak w „Plastusiowym Pamiętniku”. Posiadam też gwasze, ale nie rozgryzłam, jak ich używać.

Daniel: Ja się boję farb. Właściwe dobranie kolorów jest ponad moje możliwości, dlatego moje samodzielne prace są wyłącznie czarno-białe. Cieszę się, że dzięki Oldze ten problem to przeszłość.

Olga: Maluję zazwyczaj wszystko jednym – dwoma pędzlami, dość cienkimi (2 lub 4). Przekonałam się, że warto zainwestować w dobry produkt, zestawy ze sklepów „Wszystko za 5 zł i więcej” nie nadają się. Wcale.

Z prawej strony niezbędne narzędzie, zwitek papieru toaletowego do osuszania pędzli i wysysania z kartki ewentualnych pomyłek kolorystycznych.

Ostatnie dotknięcia, czyli błękitne tło i laserunek, tworzone przy użyciu miękkiego, grubego pędzla. Ta fotografia dokumentuje rzadki moment, w którym udało mi się pamiętać o zmianie pędzla. Zazwyczaj zapominam i tła także maluję dwójką, wpadając w wielką frustrację.

Daniel: Trzeba jeszcze obrazek zeskanować (zapisuję na dysku prace kolorowe i w odcieniach szarości w 600 dpi, gdyby coś się stało z oryginałami; a prace czarno-białe jako bitmapy 1200 dpi). Następnie delikatne przesunięcie suwaków z nasyceniem kolorów i poziomami w fotoszopie, by zbliżyć kolory skanu do oryginału, przycięcie, zapisanie i voilà! Pozostaje zapalić szluga zwycięstwa i udać się na wieczorny spacer z psem, by następnego dnia wstać przed siódmą i zrobić Oldze kanapki do pracy.

Galeria:

Kategorie: MPK | Komentarze: 52 Permlink

Komentarze

bekon dnia 2 grudnia 2009 o 10:38

Zajebisty rysunek Wam wyszedł!


Ystad dnia 2 grudnia 2009 o 10:55

No muszę przyznać, że faktycznie i rysunek fajny, i sam MPK fajny :)


Olga dnia 2 grudnia 2009 o 11:00

Komentarz testowy, bo Ystad się skarży, że nie działają.


Ystad dnia 2 grudnia 2009 o 11:02

bo mi nie działają!! mam jakiegoś bana czy coś (tak naprawdę to nawet bym się nie zdziwił) :D


MaciejP dnia 2 grudnia 2009 o 11:14

Ukontentowanżem Waszym eMPeKiem!


unka dnia 2 grudnia 2009 o 11:25

a wiecie ze na amerykanskim gotyku jest prawdopodobnie ojciec z corka a nie para podstyarzalych kochankow? <;

jezu, co za porzadek… az chyba zrobie zdjecia mojego miejsca pracy i podesle, zeby nie bylo, ze wszyscy, co robia komiksy to pedanci.


Tomek dnia 2 grudnia 2009 o 11:27

Ano, rysunek bardzo fajny.


Jaszczu dnia 2 grudnia 2009 o 11:29

Znakomite MPK. Najlepsze. Po prostu wyśmienite. Lubię to.


Cheshire Cat dnia 2 grudnia 2009 o 11:30

Westy Ice’y :) Ostatnie szlugi jakie paliłem. Nawet fajne były, ale po 5 latach wszystko mogło się zmienić.
A tak już całkiem OT, to fajna grafa. Miodzio.


r.sienicki dnia 2 grudnia 2009 o 11:36

O jaki ciekawy i pouczający MPK. Będę musiał wziąć kiedyś przykład z was i uatrakcyjnić moje biurko.


Olga dnia 2 grudnia 2009 o 11:44

@ Unka: wszystko się zgadza, żyjemy wszakże z Danielem jak ojciec z podstarzałą córką. A ten porządek też mnie niepokoi.


pies dnia 2 grudnia 2009 o 11:48

Biórko i okolice sprawiają takie… przytulne wrażenie. :)
Świetne MPK, mój głód informacji został zaspokojony.


Łukasz Babiel dnia 2 grudnia 2009 o 11:52

Jacku i reszto, których komentarze nie znalazły się od razu tutaj – przepraszam, coś nam system świruje. Ale nic nie ginie, więc jak komuś się przytrafi, że jego komentarza nie ma to cierpliwości, ja go zaakceptuję/wyciągnę ze spamu i będzie. Filtr się nam musiał przestawić.


bekon dnia 2 grudnia 2009 o 11:56

A kiedy Miejsce Pracy Komiksowego Dziennikarza z redaktorami Motywu?


Łukasz Babiel dnia 2 grudnia 2009 o 12:02

Bekon, to by było iście nudne. Musiałbym chyba zaprosić do swojej sypialni, furę pokazać (metro) czy coś. A jak wiesz, tam też nudy :].

Jeżeli chodzi o MPK Daniela i Olgi to mnie rozwalił fragment „Olga: udaję, że słucham z zainteresowaniem [...] Daniel: Olga słucha z zainteresowaniem”. He he.


phi dnia 2 grudnia 2009 o 12:14

Jestem ogromnie ciekaw co by jednak miał do powiedzenia Rosiński gdyby zechciało mu się odpowiedzieć.
Może dla redakcji by się wypowiedział?


Łukasz Babiel dnia 2 grudnia 2009 o 12:17

TVP Kultura zrobiła reportaż z Rosińskim, mówił o różnych rzeczach, ale pracownię było widać dobrze. Jak znajdę, to zarzucę linkiem.

Edit: tu jest fragment rzeczonego reportażu.

Edit 2: Reportaż niestety zniknął ze strony TVP, napisałem maila z prośbą o ponowne udostępnienie. Dam znać, jak się sytuacja rozwinie.


wonder dnia 2 grudnia 2009 o 12:35

O, to teraz ‘American gothic’ będzie mi się kojarzył z czymś więcej niż Rocky Horror Picture Show.

A, i z braku słowniczka for dummies z takimi wyrazami jak ‘grafion’ czy ‘laserunek’, będę musiał skorzystać ze złotej reguły JFGI.


Szczypcik dnia 2 grudnia 2009 o 12:57

Niezły patent na lightboard :) chociaż lepiej jest chyba siedzieć przy biurku niż klęczeć na podłodze.


bekon dnia 2 grudnia 2009 o 12:58

@lukaszb

Jak w MTV Cribs! I koniecznie lodówkę z mlekiem sojowym i zagrodę dla dziecka.


Olga dnia 2 grudnia 2009 o 13:06

@szczypcik – Ale wtedy musielibyśmy wyciąć w biurku dziurę na podświetlaną szybę.


Szczypcik dnia 2 grudnia 2009 o 13:32

@Olga
Niekoniecznie ;] można też użyć szyby, świetlówki i szuflady ;] i można siedzieć przy biurku :)


stab dnia 2 grudnia 2009 o 14:55

Piesek mnie urzekł, chociaż wolę koty.


Paweł dnia 2 grudnia 2009 o 15:36

Dzięki Wam i Motywowi za tak dokładne przedstawienie! :)


Nigga4life dnia 2 grudnia 2009 o 15:54

„Komiksiarz to nie człowiek uprawiający parkour, któremu kolana siądą po pięciu latach.”

:(

„Jeśli 90% tego, co się robi plastycznie, trafia do sieci lub publikacji zamiast do szuflady, pewnie jest się kolejną osobą zalewającą świat chłamem.”

:(


Radoslavus dnia 2 grudnia 2009 o 17:25

Jak do tej pory najlepsze MPK :)
Ciekawie pracujecie :)


spud dnia 2 grudnia 2009 o 17:45

świetnie przygotowane MPK.

u mnie bałagan jest stałym elementem wystroju wnętrza. wstyd.


Ssselena dnia 2 grudnia 2009 o 18:00

Swietna praca… ale to juz sie powtarzam;)
Bardzo udane MPK, opis cudny:D


kolec dnia 2 grudnia 2009 o 19:42

W rogu czasem nie stoi Melchior? Pominięcie go w opisie to spore niedopatrzenie ze strony Daniela..

PS. Dalej macie okno z prawej!


Dalvia dnia 2 grudnia 2009 o 21:01

aż żal biurka ciąć… takie czyściutkie… aż żal je zabrudzić też…

huh, tak to bym nie mogła :)


JAPONfan dnia 2 grudnia 2009 o 21:09

w rogu stoi chyba Fikus bonzai.

I zakładam oficjalnie :Ruch na Recz Nieprzekłamywania Wyglądu MPK przez Wczesniejsze Sprzatanie!

Zwolennicy RRNWMPKWS łączcie się!


superjednostka dnia 2 grudnia 2009 o 21:39

Bardzo pouczające. A co do podświetlarki, to można też zrobić z pudełka po butach, na którego dnie umieszczamy latarkę (taką na płaskie baterie); całość przykrywamy szybką.


Panki dnia 2 grudnia 2009 o 21:49

Ladnie zescie sie wysilili przy tym. Dobra lektura.

@JAPONfan: Lacze sie!


kolec dnia 2 grudnia 2009 o 22:30

Ale ale ale… nasze MPK bez sprzątania wyglądają tak samo!


a dnia 2 grudnia 2009 o 22:34

ten profesjonalizm mnie przerasta. oj, nie, zdecydowanie to mpk mi się nie podoba. dyscyplina, proste plecki i ekran na wysokości oczu. i światło koniecznie z lewej. brrr!
moja babcia miała psa imieniem bolek, jak byłam mała wydymał mnie w nogę, teraz nie żyje.


Łukasz Babiel dnia 2 grudnia 2009 o 22:42

To jakieś ostrzeżenie dla ewentualnych zalotników?


hakuPL dnia 2 grudnia 2009 o 22:46

Pozamiatane. Poziom profesjonalizmu sprawia, że cichutko chce mi się szlochać w kącie ;)
PS Ten psiak is so sweet.


Olga dnia 3 grudnia 2009 o 9:36

@ Kolec: próbowaliśmy przebudować okno, ale kiepsko wyszło i postanowiliśmy, że jednak wmurujemy je tam, gdzie było.
Owszem, to Melchior.
@Japonfan To się dzieje naprawdę! Mamy porządek w pokoju!


arcz dnia 3 grudnia 2009 o 12:37

Bardzo sympatyczny wpis, bardzo!


klos dnia 3 grudnia 2009 o 12:46

Pieprzę fotoszoping. Pewnie wszyscy pozujecie ten porządek na biurku i czyścicie w postprodukcji. A potem nastolatki mają kompleksy. Mi się papiery sypią po podłodze, a blat ze szfeckiego sklepa nie chce się domyć. Buu.


grubas dnia 3 grudnia 2009 o 16:26

Piękna praca.
Z ogromną przyjemnością konsumowałem txt oraz foty!


wonder dnia 3 grudnia 2009 o 16:35

Następne Miejsce Pracy Komiksiarza powinno być dla równowagi brudne i plugawe.


arcz dnia 3 grudnia 2009 o 17:43

Zgłaszasz się tym samym na ochotnika?


wonder dnia 3 grudnia 2009 o 23:56

Skup się, Arcz. Tu chodzi o Miejsce Pracy Komiksiarza. Ja na razie mam Miejsce.


kolec dnia 4 grudnia 2009 o 9:39

@Olga: Ale teraz sprawę załatwiają te wypaśne żarówki, więc może być, gdzie było. W sumie dobrze się tam prezentuje, nawet nie widać, że przestawialiście.


Windom dnia 4 grudnia 2009 o 11:37

O mam taki sam kubeczek z ikei na pędzle O_O


binareus dnia 4 grudnia 2009 o 20:08

Super opis. Gratuluje MPK! Choć rzeczywiście, ten porządek mnie zszokował, nie mógłbym się skupić w takim miejscu :P


Śledziu dnia 5 grudnia 2009 o 18:56

Z tym światłem z okna z prawej strony, to faktycznie przeginka. Masz wielkie szczęście, Olga, że trafiłaś na Daniela:D


a dnia 27 stycznia 2010 o 9:59

przeczytałam raz jeszcze całe mpk wraz z wszystkimi komentarzami, szukając odpowiedzi na pytanie: gdzie mieszka owa para? wciąż nie wiem, czy ktoś może mnie oświecić?
intryguje mnie to, ponieważ właśnie sięgnęłam po Komiksowe Becikowe, w którym to jest kadr, jak Olga stoi na przystanku, z którego odjeżdża 8, 10, 26… takie rzeczy tylko na warszawskim Bemowie!


Rob dnia 27 stycznia 2010 o 11:13

>takie rzeczy tylko na warszawskim Bemowie!

W zasadzie to na Woli też.


Olga dnia 28 stycznia 2010 o 9:44

Mieszkamy na Woli i odjeżdżam z Wolskiej.


asu dnia 28 stycznia 2010 o 12:18

po kręconych schodach w górę
a sąsiad spod 33 otwiera domofonem


Napisz komentarz
Imię:
Email:
Adres strony:
Komentarze: