Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Soulburners will burn your soul – for rock’n’roll!


muzyka · komentarzy 11

Soulburners - fragment okładki epki "Ride Again"
Pół okładki „Ride Again” – kliknij ją…

Są takie zespoły, które nic nie muszą nikomu udowadniać. Tacy Rolling Stones nie muszą już nic nikomu udowadniać, a jednak twardo usiłują pokazać, że są niegrzecznymi chłopcami. Obok nich idzie całe stado rockowych kapel, które udowadniają, że jeszcze mogą.

No i są jeszcze Soulburners, po których widać, że faktycznie nic nie muszą.

Bez artystycznego zadęcia, bez instrumentalnego onanizmu, bez ideologicznych tekstów o wolności i braterstwie – Soulburners sięgają w sam głąb rocka i wyciągają to, co napędza tę muzykę od lat i we właściwie każdej jej odmianie – energię, zabawę, bezpretensjonalność. Ich płyty nie sprawiają, że pada się na kolana, będąc pod wrażeniem oryginalności i wirtuozerii – raczej biega się i skacze po pokoju, machając rękami i głową, pokrzykując przy tym: „We gonna rock, we gonna roll!”. I właściwie tyle w temacie.

O ile nie jest się uczulonym na gitary i nie gustuje w zupełnie innych odmianach muzyki, to ciężko nie zachwycić się choć na chwilę prostotą ich przekazu – rock ‚n’ roll to szybkie kobiety, ładne samochody, ciężkie motocykle, dragi, alkohol i dobra zabawa. Jeśli kogoś nie razi taki stereotyp, to jest w domu. Gdybym miał szukać skojarzeń filmowych, to przy muzyce Soulburners widać spory kawał autostrad pośrodku Arizony, wielki muscle car, prażące słońce, tony kurzu i rzężące radio rozkręcone na full. Dorzućcie ich muzykę jako soundtrack do obrazów z filmów „Mistrz kierownicy ucieka”, „Znikający punkt”, „Blues Brothers”, „Konwój” albo do pierwszego „Mad Maxa”, a nawet końcówki „Deathproof”. Soulburners grają rocka, by dobrze bawić siebie i słuchaczy – bujający południowym słońcem westernowy cover topornego thrashowego „Ausgebombt” dobitnie to udowadnia.

Soulburners, Proxima, Warszawa 25.10.2008 (foto: Wojtek Dobrogojski)

Soulburners to warszawska ekipa muzyków znana zapewne z wielu innych zespołów, w których grali lub grają: Black River, Annalist, Tony Cifton, El Dupa, Ztvorki, Coalition, Poker Face, Hundred Inch Shadow. W Soulburners skrywają się pod pseudonimami: Generał Burner, Crazy Finger, Don Arturro, Satanik Hellfukker i Geronimo – nie chcą być postrzegani jako supegrupa. Jak mówi Don Arturro – grają, bo lubią, są kumplami, których łączy rock i którzy kochają się dobrze bawić na koncertach. Stąd mam pewnie skojarzenia z Eagles of Death Metal – kapelą założoną, by po godzinach bujać się do prostych piosenek, o prostych przyjemnościach życia rockandrollowca. Miłośnicy szufladek postawią ich pewnie gdzieś koło Hellacopters, Misfits, Motorhead, może AC\DC, a z polskich na pewno The Cuffs i The Kolt. Sami muzycy nie chcą się podczepiać pod żaden konkretny gatunek – grają na scenach rockowych, punkowych, metalowych, nie bojąc się wyzwań i szukając publiczności, która polubi ich nieskomplikowany, a porywający, rockowy przekaz.

Na koncie mają jeden pełny album „Gonna Burn Your Soul”, wydany zresztą przez związaną ze sceną punk wytwórnię Jimmy Jazz Records. Niedawno pojawiła się epka „Ride Again” wydana własnym sumptem, a materiałem dorównująca niemal albumowi – sześć nagrań studyjnych i cztery na żywo, z koncertu z KNŻ. W tych ostatnich dopiero słychać koncertową energię zespołu. Nie mają jeszcze teledysku, dopiero takowe planują. A ponieważ materiał koncertowy na YT prezentuje się mniej lub bardziej partyzancko, polecam ich myspace, by posłuchać z czym Soulburners się je. A na pewno warto wyskoczyć dziś do CDQ na Rock’n’Roll Horror Night i zobaczyć ich na żywo – to chyba najodpowiedniejsza forma poznawania Soulburners. Na zachętę dorzucam galerię z ostatniego koncertu w Proximie, 25 października 2009.

Na jesień jak znalazł – daje pozytywnego kopa. Zwłaszcza jeśli osłuchał Wam się tradycyjny halloweenowy soundtrack – The Misfits.


zdjęcia: Wojtek Dobrogojski

muzyka

komentarzy 11

  • Soulburners will not burn my soul. W przeciwieństwie do King Khana:

    http://www.myspace.com/kingkhantheshrines

    na początek polecam Land of Freak i Torture, Took My Lady to Diner…

  • Soulburners posłuchałem jakis czas temu i myslę, że na koncercie będzie czad, ale płytowo mi tak sobie przeleciało. Z tych klimatów radosnego grania i szerzenia nihilizmu i zniszczenia poprzez teksty, to zdecydowanie The Cuffs wygrywa. Chyba dzisiaj umrę na tym koncercie, bo chory jestem. Oby mi nie przyszło do głowy polecieć pod scenę :-)

  • zachęcające, już sobie wrzucam myspace’a :)
    btw, „Gdybym miałbym”.

  • wolałbym by zostali przy coalition i 100is

  • JAPONfan

    Nie wiem, jakoś mało pałera mają chłopaki. jesli mieliby pasowac do „znikajacego punktu” to raczej do telewizyjnego remaku z Vigo Morgensterem. Grają słabo, a dodatkowe -10 punktów do słabości grania dodaje im koszulak „behemot” gitarzysty.

  • tak jak się można było spodziewać- musze przyznać, że to własnie Soulburners ukradli wczorajszy wieczór- najlepsza reakcja publiki, najwięcej ludków pod sceną, super koncert!

    Poising Dirt- he, fajne, ale w sumie z tekstów zrozumiałem tylko referen pierwszej piosenki :-)

    a zespół Lord autentycznie mnie przeraził! dżizas, co za kolesie- 666 forever.

    Niemiaszki- nie moja bajka jednak. Kilka fajnych motywów tylko.

    The Kolt- od momentu, kiedy wokal zaczęło byś słychać- zajebista maskara. Pleban z kontrabasem na scenie to jest nieziemski szoł. I miny, które stroi wokalista :-) bezcenne

    A Anioły ostro i do przodu. Bez ckliwych pożegnań- te zapewne dziś nastapią w BDG. Skończyli po 3 w nocy z energią jakiej brak niektórym młodym kapelkom.

    Ogólnie zobaczyłem na tym koncercie radochę z grania. Poising, The Kolt, Soulburners i Anioły znakomicie bawią się na scenie i publika tę energię kupuje. Podczas wystepu The Kolt usmiech mi chyba nie zszedł z twarzy ani na chwilę. Trochę smutno, że to koniec Aniołów.

  • Panie, daj pan spokój. Chory jestem, iść nie zdołałem, płaczę w kącie…
    Ale cieszę się, że SB się podobało

    @Japon – na płycie faktycznie może się wydawać, że nie mają powera. Na koncercie – inna broszka. Ocenianie zespołów po koszulkach zostawmy gimnazjalistom i muzycznym fundamentalistom.

    Poza tym, co do Behemotha – to drugi w historii polski zespół na liście Billboardu USA… Komu z polskich „artystów” się to udało? Oni po prostu nagrali świetny materiał. Ekstremalny, ale w swojej klasie świetny.

  • JAPONfan

    Ja mowie po odsluchaniu ich plyty i „rock band” (live) graja slabo bez kopa (dla mnie). minus za koszulke bo jesli ktos ma koszulke z metalowym zespolem to spodziewałbym sie ostrzejszego pazura a nie takiego pitu pitu bez szans pita z moshem.

  • Nie kumam? Ma koszulkę Behemoth, więc ma brzmieć ostro?

    Pomijam, że fascynacje muzyczne jednego muzyka nie przekładają się na zespół.

    Pomijam, że tę koszulkę dostał pewnie od Oriona, z którym gra w Black River.

  • he? no zaraz dojdziemy do absurdów pokroju, że skoro ja noszę koszulkę Schizmy to słucham tylko HC. Co to ma do muzyki? JAPONfanie czy ty nie pisałeś tego w ostrej malignie spowodowanej gorączką?

    @ Paweł: no widzisz, ja też ledwo ciepły po całym dniu pracy i z rosnącą gorączką, ale dowlokłem się. Sił starczyło mi na nachlanie się piwa i pośpiewanie z Aniołami, ale młynek już był poza zasięgiem. Ostatnui kawałek Aniołów to Dig up her bones. Jeszcze mi w głowie to wykonanie siedzi.

    pzdr

  • EP „RIDE AGAIN” jest juz dostepna w calym kraju. Mozna ja kupic za posrednictwem sklepu Jimmy Jazz Records – http://www.jimmyjazz.pl/ser-pol-584-SOULBURNERS.html

    KEEP BURNIN!

Dodaj komentarz