Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Sekret Księgi z Kells


animacja · komentarzy 12

kellstitle

Kiedy zdarza mi się iść do kina na zupełnie nieznany film, jestem gotowa zarówno na porażkę jak i na świetną rozrywkę. Pierwszy osąd pada już na samym początku projekcji, i od niego zależy moje dalsze nastawienie. W przypadku „Sekretu Księgi z Kells” wstęp wciąga natychmiast, a to za sprawą nastrojowego monologu mówionego szepczącym i szeleszczącym głosem małej dziewczynki. Dalej na widza czeka już tylko magia – wykrzywione drzewa, ozdobne płatki śniegu, świecące pyłki fruwające w powietrzu, błyszczące ornamenty i duchy lasu. A wszystko to w niesamowitej oprawie z irlandzkim akcentem.

Księga z Kells, nosząca również nazwę Ewangeliarza Świętego Kolumba, to autentyczny manuskrypt z 800 roku znany z bardzo bogatych iluminacji wykonanych przez celtyckich mnichów. Kells zaś to opactwo położone w hrabstwie Meath w Irlandii – właśnie z niego pochodzi główny bohater opowieści, wesoły i uczynny dwunastolatek Brendan. Pomaga on iluminatorom w pracy, a Opatowi w budowie muru, który ma ochronić wioskę przed Wikingami. Wszyscy żyją w strachu przed tymi strasznymi wojownikami i polegają na Opacie, choć widz domyśla się, że jak gruby i wysoki mur by nie był, musi mieć jakieś dziury. Brendan nie zna świata poza murem, aż do momentu, gdy do Kells przybywa Brat Aidan z Iony, mistrz iluminatorów. Rozpoznaje on w poczciwym dwunastolatku talent i angażuje go do pomocy w pracy nad księgą. Pierwszym zadaniem Brendana jest zdobycie specjalnych jagód pozwalających na uzyskanie zielonego atramentu. Brendan wychodzi więc poza mur, do lasu, gdzie spotyka najbardziej intrygującą postać filmu – młodziutką, białowłosą Aisling. Pomiędzy dwojgiem dzieci nawiązuje się przyjaźń, ale w lesie mieszka nie tylko urocza dziewczynka. W jego głębiach czai się potwór, po drogach biegają wilki, a na obrzeżach czyhają się już okrutni Wikingowie. W obliczu tylu niebezpieczeństw Brendan będzie musiał wykazać się niezwykłą odwagą, aby ukończyć wspaniałą księgę, która swym blaskiem podobno może oślepić grzeszników i rozjaśnić najciemniejszy nawet mrok.

kells4

Przygoda Brendana jest historią ciekawą i baśniową, choć nie kończy się tak, jak widz by się spodziewał. W filmie nie znajdziemy „disneyowskiego zakończenia”, ale uraczy on nas sporą ilością magii, czarów i duchów. Najważniejszymi kwestiami w „Sekrecie Księgi z Kells” są przyjaźn, strach przed wojną oraz potęga ksiąg, pisma i ilustracji. Akcja rozgrywa się w Irlandii, toteż świat opowieści jest typowo celtycki, do tego aktorzy są Irlandczykami, a muzyka wykonywana jest przez irlandzki zespół Kila. Innymi słowy – choć oficjalnie „Sekret Księgi z Kells” jest koprodukcją irlandzko-belgijsko-francuską tylko ten pierwszy kraj uda się nam wyczuć w filmie. Oczywiście, nikt z tego powodu nie narzeka, osobiście charakterystyczny akcent w wymowie i nietuzinkowe imiona uznaje za dodatkowy atut animacji.

aislingkells

Graficznie „Sekret Księgi z Kells” jest niesamowity. Magiczny, wystylizowany, ozdobny i uproszczony zarazem. Gruntownie przemyślany design postaci, pełen obłych kształtów i krzywizn, sprawia, że jesteśmy całkowicie wciągnięci w opowieść. Tła natomiast to majstersztyki pełne szczegółów i wzorów – ale bazujące na prostych formach. Pagórki są zwykłymi półkolami, ale ich tekstura obfituje w detale. Podobnie rzecz ma się z wieloma przedmiotami. Najciekawszym zabiegiem jest jednak całkowite załamanie perspektywy. Jej zasady nie obowiązują w wielu scenach, gdzie mnóstwo obiektów postawionych jest na „płasko”, a bohaterowie poruszają się miedzy nimi w najdziwniejszy sposób. Pomysł ten został przeprowadzony bardzo umiejętnie, nie odczuwamy problemu w ruchu bohaterów, ani nie widzimy błędów, które mogłyby wyniknąć przy takiej zabawie. Stylistyka, a także brak perspektywy, mocno nawiązują do średniowiecznych iluminacji. Ich zawiłe linie znalazły swoje nowoczesne odwzorowanie w filmie. Za design filmu odpowiedzialny jest malarz Ross Stewart oraz sam reżyser Tomm Moore (wywiad z twórcą można przeczytać tutaj).

kells3

„Sekret Księgi z Kells” wyświetlany był podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego, niestety z lektorem, którym był zresztą mówiący na żywo Tomasz Knapik. I choć bardzo Knapika cenię, to tutaj przedsięwzięcie się nie powiodło, możliwe że za późno dostał tekst, lub wcześniej nie widział filmu – teksty wypowiadane były z opóźnieniem i niedokładnie. Przykro, że organizatorom WFF nie chciało się wcześniej nagrać lektora. Najpewniej stwierdzili, że dzieciom i tak wszystko jedno. Film nie wejdzie do kin, najpewniej można go będzie zobaczyć na innych festiwalach, takich jak zbliżająca się Etiuda&Anima.

komentarzy 12

  • ooo, KRL zrobil animke?;)

  • Fragment komiksu:

    klik klik

  • Widzialem dosyc dawno temu krotki trailer tego i bardzo mi sie spodobalo. No i teraz podoba mi sie jeszcze bardziej, fajny klimat im sie udalo zlapac, tak po screenach / fragmentach mi sie kojarzy z czyms pomiedzy… Zelda a ICO. Yep, obie to gry, a nie animacje, ale jak tylko poprzegladalem te wszystkie obrazki, to od razu mi na mysl przyszlo jedno i drugie. Trzeba bedzie sprawdzic, szkoda tylko, ze do kin nie trafi (jak zobaczylem tekst na glownej to juz mialem nadzieje, ze przegapilem premiere ;))

  • mam wrazenie, ze mi zjadlo poprzedniego komenta. tak czy siak, poniewasz wiekszosc z was pewnie nie bedzie mialaopcjiobejrzeniatego w kinie ani nabyciaDVD…

    kto będzie miał, ten będzie miał. link poleciał – konrad

  • film jest super do momentu, w ktorym glowny bohater dorasta. mialam wrazenie, ze w tym momencie autorzy stwierdzili „mamy za malo czasu, zeby wszystko dociagnac, wiec streszczymy sieo krutnie i nie bedziemy sie wdawac w szczegoly!”. koncowka mnie zawiodla, ale nie dlatego, ze nie byla disneyowska, tylko dlatego, ze przyszla znienacka, urwala film w dziwnym momencie, zaskoczyla mnie niczym zima drogowcow. jakos plynniej sie to powinno konczyc a nie lalalala, superhistoria, akcja, akcja, troche nudow, czekamy na wiecj akcji i… puf! the end!

    ale film warto obejrzec. chociazby dla samej pisenki, ktora spiewa
    aisling… http://www.youtube.com/watch?v=xFhd8RfCqVg

  • @Andrzeju dzięki za link. Kurcze genialnie to wygląda…

  • unka ty piracie z hotbarem

  • bez sensu, to linki do youtuba wrzucac mozna a do megavideo nie? /:

    a konrad, obejrzales ten film (max and mary) co ci linka na gg podeslalam (:

    titos, jak sie tylko oglada, a nie przechowuje filmy, to sie nie jest piratem. chyba.

  • nie, w koncu nie obejrzalem :)

  • no to, kurde, obejrzyj. albo lepiej, daj linka zuzi (bo ja tu, jak widze, gowno se moge powklejać…) chce dostać kreditsy pzy kolejnej recenzji.

  • Przypomina to trochę Herkulesa z Disney’a – IMHO bardzo gustowny styl

  • Zgadzam się z Unką. Każdy kto wie cokolwiek o dobrym kinie zgodzi się, że film wcale nie musi mieć zamkniętej narracji, by się podobał, ale tutaj można odnieść wrażenie, że historia nagle się urywa jak popsuta taśma, dostajemy krótki substytut zakończenia i zaraz wjeżdżają napisy końcowe. Brak jakiegoś epilogu, który upłynniłby narrację. Rzecz wydaje się niedokończona jak sama księga z Kells… Zaraz, a może to symboliczne nawiązanie?

Dodaj komentarz