Opublikowane o 11:37, 28 października 2009
autor: Zuzanna Kochańska

Komentarze: 11

kellstitle

Kiedy zdarza mi się iść do kina na zupełnie nieznany film, jestem gotowa zarówno na porażkę jak i na świetną rozrywkę. Pierwszy osąd pada już na samym początku projekcji, i od niego zależy moje dalsze nastawienie. W przypadku “Sekretu Księgi z Kells” wstęp wciąga natychmiast, a to za sprawą nastrojowego monologu mówionego szepczącym i szeleszczącym głosem małej dziewczynki. Dalej na widza czeka już tylko magia – wykrzywione drzewa, ozdobne płatki śniegu, świecące pyłki fruwające w powietrzu, błyszczące ornamenty i duchy lasu. A wszystko to w niesamowitej oprawie z irlandzkim akcentem.

Księga z Kells, nosząca również nazwę Ewangeliarza Świętego Kolumba, to autentyczny manuskrypt z 800 roku znany z bardzo bogatych iluminacji wykonanych przez celtyckich mnichów. Kells zaś to opactwo położone w hrabstwie Meath w Irlandii – właśnie z niego pochodzi główny bohater opowieści, wesoły i uczynny dwunastolatek Brendan. Pomaga on iluminatorom w pracy, a Opatowi w budowie muru, który ma ochronić wioskę przed Wikingami. Wszyscy żyją w strachu przed tymi strasznymi wojownikami i polegają na Opacie, choć widz domyśla się, że jak gruby i wysoki mur by nie był, musi mieć jakieś dziury. Brendan nie zna świata poza murem, aż do momentu, gdy do Kells przybywa Brat Aidan z Iony, mistrz iluminatorów. Rozpoznaje on w poczciwym dwunastolatku talent i angażuje go do pomocy w pracy nad księgą. Pierwszym zadaniem Brendana jest zdobycie specjalnych jagód pozwalających na uzyskanie zielonego atramentu. Brendan wychodzi więc poza mur, do lasu, gdzie spotyka najbardziej intrygującą postać filmu – młodziutką, białowłosą Aisling. Pomiędzy dwojgiem dzieci nawiązuje się przyjaźń, ale w lesie mieszka nie tylko urocza dziewczynka. W jego głębiach czai się potwór, po drogach biegają wilki, a na obrzeżach czyhają się już okrutni Wikingowie. W obliczu tylu niebezpieczeństw Brendan będzie musiał wykazać się niezwykłą odwagą, aby ukończyć wspaniałą księgę, która swym blaskiem podobno może oślepić grzeszników i rozjaśnić najciemniejszy nawet mrok.

kells4

Przygoda Brendana jest historią ciekawą i baśniową, choć nie kończy się tak, jak widz by się spodziewał. W filmie nie znajdziemy “disneyowskiego zakończenia”, ale uraczy on nas sporą ilością magii, czarów i duchów. Najważniejszymi kwestiami w “Sekrecie Księgi z Kells” są przyjaźn, strach przed wojną oraz potęga ksiąg, pisma i ilustracji. Akcja rozgrywa się w Irlandii, toteż świat opowieści jest typowo celtycki, do tego aktorzy są Irlandczykami, a muzyka wykonywana jest przez irlandzki zespół Kila. Innymi słowy – choć oficjalnie “Sekret Księgi z Kells” jest koprodukcją irlandzko-belgijsko-francuską tylko ten pierwszy kraj uda się nam wyczuć w filmie. Oczywiście, nikt z tego powodu nie narzeka, osobiście charakterystyczny akcent w wymowie i nietuzinkowe imiona uznaje za dodatkowy atut animacji.

aislingkells

Graficznie “Sekret Księgi z Kells” jest niesamowity. Magiczny, wystylizowany, ozdobny i uproszczony zarazem. Gruntownie przemyślany design postaci, pełen obłych kształtów i krzywizn, sprawia, że jesteśmy całkowicie wciągnięci w opowieść. Tła natomiast to majstersztyki pełne szczegółów i wzorów – ale bazujące na prostych formach. Pagórki są zwykłymi półkolami, ale ich tekstura obfituje w detale. Podobnie rzecz ma się z wieloma przedmiotami. Najciekawszym zabiegiem jest jednak całkowite załamanie perspektywy. Jej zasady nie obowiązują w wielu scenach, gdzie mnóstwo obiektów postawionych jest na “płasko”, a bohaterowie poruszają się miedzy nimi w najdziwniejszy sposób. Pomysł ten został przeprowadzony bardzo umiejętnie, nie odczuwamy problemu w ruchu bohaterów, ani nie widzimy błędów, które mogłyby wyniknąć przy takiej zabawie. Stylistyka, a także brak perspektywy, mocno nawiązują do średniowiecznych iluminacji. Ich zawiłe linie znalazły swoje nowoczesne odwzorowanie w filmie. Za design filmu odpowiedzialny jest malarz Ross Stewart oraz sam reżyser Tomm Moore (wywiad z twórcą można przeczytać tutaj).

kells3

“Sekret Księgi z Kells” wyświetlany był podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego, niestety z lektorem, którym był zresztą mówiący na żywo Tomasz Knapik. I choć bardzo Knapika cenię, to tutaj przedsięwzięcie się nie powiodło, możliwe że za późno dostał tekst, lub wcześniej nie widział filmu – teksty wypowiadane były z opóźnieniem i niedokładnie. Przykro, że organizatorom WFF nie chciało się wcześniej nagrać lektora. Najpewniej stwierdzili, że dzieciom i tak wszystko jedno. Film nie wejdzie do kin, najpewniej można go będzie zobaczyć na innych festiwalach, takich jak zbliżająca się Etiuda&Anima.

Komentarze

mike dnia 28 października 2009 o 12:27

ooo, KRL zrobil animke?;)


Andrzej dnia 28 października 2009 o 15:02

Fragment komiksu:

klik klik


Watcher dnia 28 października 2009 o 16:07

Widzialem dosyc dawno temu krotki trailer tego i bardzo mi sie spodobalo. No i teraz podoba mi sie jeszcze bardziej, fajny klimat im sie udalo zlapac, tak po screenach / fragmentach mi sie kojarzy z czyms pomiedzy… Zelda a ICO. Yep, obie to gry, a nie animacje, ale jak tylko poprzegladalem te wszystkie obrazki, to od razu mi na mysl przyszlo jedno i drugie. Trzeba bedzie sprawdzic, szkoda tylko, ze do kin nie trafi (jak zobaczylem tekst na glownej to juz mialem nadzieje, ze przegapilem premiere ;))


unka dnia 29 października 2009 o 0:42

mam wrazenie, ze mi zjadlo poprzedniego komenta. tak czy siak, poniewasz wiekszosc z was pewnie nie bedzie mialaopcjiobejrzeniatego w kinie ani nabyciaDVD…

kto będzie miał, ten będzie miał. link poleciał – konrad


unka dnia 29 października 2009 o 0:43

film jest super do momentu, w ktorym glowny bohater dorasta. mialam wrazenie, ze w tym momencie autorzy stwierdzili “mamy za malo czasu, zeby wszystko dociagnac, wiec streszczymy sieo krutnie i nie bedziemy sie wdawac w szczegoly!”. koncowka mnie zawiodla, ale nie dlatego, ze nie byla disneyowska, tylko dlatego, ze przyszla znienacka, urwala film w dziwnym momencie, zaskoczyla mnie niczym zima drogowcow. jakos plynniej sie to powinno konczyc a nie lalalala, superhistoria, akcja, akcja, troche nudow, czekamy na wiecj akcji i… puf! the end!

ale film warto obejrzec. chociazby dla samej pisenki, ktora spiewa
aisling… http://www.youtube.com/watch?v=xFhd8RfCqVg


Folko dnia 29 października 2009 o 7:57

@Andrzeju dzięki za link. Kurcze genialnie to wygląda…


titos2k dnia 29 października 2009 o 18:03

unka ty piracie z hotbarem


unka dnia 29 października 2009 o 23:05

bez sensu, to linki do youtuba wrzucac mozna a do megavideo nie? /:

a konrad, obejrzales ten film (max and mary) co ci linka na gg podeslalam (:

titos, jak sie tylko oglada, a nie przechowuje filmy, to sie nie jest piratem. chyba.


Konrad Hildebrand dnia 29 października 2009 o 23:35

nie, w koncu nie obejrzalem :)


unka dnia 30 października 2009 o 1:13

no to, kurde, obejrzyj. albo lepiej, daj linka zuzi (bo ja tu, jak widze, gowno se moge powklejać…) chce dostać kreditsy pzy kolejnej recenzji.


NMX dnia 4 listopada 2009 o 19:01

Przypomina to trochę Herkulesa z Disney’a – IMHO bardzo gustowny styl


Napisz komentarz
Imię:
Email:
Adres strony:
Komentarze: