Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Odlot


animacja · komentarzy 16

uptitle

Po pięciu długich miesiącach od światowej premiery wreszcie na ekrany polskich kin wszedł „Odlot”, najnowsza animacja studia Disney Pixar. Od kwietnia u słowiańskiej widowni zdążyło nagromadzić się wiele oczekiwań, podsycanych przychylnymi opiniami i sukcesem kasowym filmu. Będąc osobą, która wpatrywała się w plakaty i oglądała trailery już od stycznia, mogę z ulgą stwierdzić że „Odlot” spodoba się nawet tym najbardziej wymagającym, daje on bowiem przykład świetnej narracji, sympatycznych i zrozumiałych bohaterów, dynamicznie rozplanowanej akcji i grafiki na najwyższym poziomie.

Każdy, będąc dzieckiem, ma swoje marzenia – zresztą nie tylko dzieci je mają. Jedni chcą być strażakami lub astronautami, a inni, wybierając te mniej osiągalne cele, wróżkami lub elfami. Główny bohater „Odlotu”, Carl Fredricksen, od małego marzył, że w przyszłości zostanie podróżnikiem, tak jak jego idol Charls Munz. Wspólnie z dziecięcą przyjaciółką Ellie przyrzekł, że kiedyś zabierze ją do Ameryki Południowej i tam założą swoją bazę klubu odkrywców. Jak zapewne wszyscy się domyślają, wraz z upływem czasu plany pary dzieci, a potem pary młodej, zaczęły się zmieniać. Priorytetem stała się rodzina i dom. Niestety małżeństwo nie mogło mieć dzieci, co pozostawiło Carla i Ellie z pustką z sercu. Powrócili więc do dawnych marzeń i jako swój cel obrali kontynent Amazonki i lasów deszczowych. Ten pozostał jednak w sferze planów – czy to z braku czasu czy pieniędzy, wyjazd przeciągał się w czasie i nim Carl Fredricksen zdołał się obejrzeć, żegnał się na zawsze z żoną na szpitalnym łożu. Bohater został sam w kolorowym domu pełnym wspomnień, który to zresztą chce od niego odebrać firma budowlana. Gdy już wydaje się, że jedyne, co czeka Carla, to przybytek spokojnej starości, niespełniony podróżnik wpada na pomysł użycia ogromnej liczby balonów do uniesienia swego domostwa w górę i odlotu do wymarzonej Ameryki Południowej. Na jego nieszczęście, lub szczęście, na ganku fruwającego budynku zawierusza się młody „przyjaciel przyrody”, Russell. Ta przedziwna para będzie zmuszona wytrzymać ze sobą w dziczy oraz stawić czoła wielu niebezpieczeństwom, takim jak wściekłe, gadające psy i burze.

upellie

„Odlot” porusza wiele poważnych kwestii – stratę ukochanej, problemy w rodzinie i starość – w sposób subtelny i wzruszający. Film stara się odpowiedzieć na pytania dotyczące podróży, ale nie tych dosłownych, tylko życiowych. Czy rzeczywiście człowiek potrzebuje zobaczyć prawdziwą dzicz w swoim życiu? A może tak naprawdę wygląda ona dobrze jedynie na zdjęciach? I przede wszystkim – czy warto podróżować samemu? Prócz tego, „Odlot” prezentuje zupełnie inną starość niż ta, którą oferują nam typowe produkcje dziecięce. Głównym bohaterem jest staruszek, normalny, myślący, a nie marudzący bez przerwy na młodzież, jak to bywa w filmach dla młodszych (twój typowy starszy sąsiad). Carl wzbudza natychmiastową sympatię, i nie traci jej wraz z upływem czasu, nawet gdy po śmierci Ellie staje się zgorzkniały i smutny. Widz rozumie go i wspiera. Podobnie rzecz ma się z Russellem – młodym „obrońcą przyrody”. Chłopiec strasznie chciałby się przydać swemu towarzyszowi, ale jednocześnie jest tylko dzieckiem, na dodatek odrobinę rozkojarzonym i wielu rzeczy nie rozumie. Mimo to jego starania i cytaty z poradnika młodego skauta wzbudzają uśmiech na twarzach publiczności.

Film reklamowany jest jako kolorowa dynamiczna przygoda, ale w rzeczywistości nastrój produkcji jest bardzo nostalgiczny, wzruszających momentów jest wiele i naprawdę sprawiają, że łza się w oku kręci. Oczywiście dowcipów też nie brakuje, głównie dostarcza je publiczności Russell oraz gadający pies As. Jaskrawy ptak Stefan również śmieszy swoimi minami i dziwacznym zachowaniem. Mimo to film okazał się być poważniejszy, niż sobie wyobrażałam. Trudno mi stwierdzić, jak odniosły się do takiego zabiegu dzieci, ale parząc na sukces jaki „Odlot” odniósł w Ameryce, chyba poradziły sobie z doroślejszymi nastrojami bez problemu. Na pewno bardziej zachwyciły ich pościgi, gadające psy i powietrzne akrobacje – te rzeczywiście są widowiskowe, kulminacyjna potyczka trwa dość długo i jest świetnie rozplanowana, akcji nie brakuje jej nawet przez chwilę. Finał jest odrobinę zaskakujący, lecz każdy starszy widz zdąży go przewidzieć dużo wcześniej.

upposcig

Graficznie „Odlot” nie jest może innowacyjny, ale niewątpliwe prezentuje najwyższy poziom animacji 3D. Postacie są bardzo uproszczone, ale tekstury na ich ubraniu to już inna bajka. Szczegóły ubioru (plecak i odznaki Russella) oraz twarzy (tiki nerwowe, zarost) to dodatkowe smaczki filmu. Większym smaczkiem są lokalizacje – dżungla, płaskowyż, szczeliny skalne. Wyglądają niesamowicie. Kolory są jasne i ciepłe, jak przystało produkcji „dziecięcej”. Kinowe „3D” jak zwykle się nie sprawdza, osobiście nie muszę widzieć jednych krzaków bliżej a innych dalej, jak w książce interaktywnej dla najmłodszych, a innych efektów tam nie znajdziemy. Niektórzy jednak uważają, że pozwala to na lepsze „wczucie się” w sytuację, przez co film bardziej wciąga – toteż jest to jednak kwestia gustu. Słowo o muzyce – o dziwo aż trzy utwory zapadły mi w pamięć, a to oznacza, że było naprawdę nieźle. Zresztą – posłuchajcie sami.

Na koniec wspomnę tylko, że przed seansem „Odlotu” można obejrzeć przeuroczą krótkometrażówkę Pixara – „Partly Cloudly” opowiadającą o tym, skąd się biorą dzieci, zarówno te ludzkie jak i psie, kocie, krokodyle i rekinie. Uśmiech gwarantowany.

komentarzy 16

  • Piękna animacja. A sekwencja początkowa i wszelkie „poważniejsze” sekwencje wyciskają łzy. I robią to subtelnie, pięknie i mądrze.

  • KRYstian

    Jako że na filmie byłem rano to oprócz mnie na sali była całą zgraja dzieciaków z podstawówki. Słyszałem jak nauczycielki przed seansem mówiły, że nie będą cały czas siedzieć…siedziały wpatrzone do końca. Dzieciaki natomiast wkurwiająco się wierciły i nie widziałem żeby film je zachwycił. Świetnie się bawiłem odnajdując te smaczki w animacji. Na koniec film nabiera akcji rodem z Indiany Jones’a a Carl wygląda jak Nathan Drake z Uncharted. PIXAR ZNÓW TO ZROBIŁ! polecanki

  • Byłem z 4 dzieci 9-13 lat (w tym 2 moich ;-)). Wszystkie były zachwycone… a najbardziej to chyba ja ;-) Polecam bardzo :-)

  • Veto, Russell jest postacią, której ma się chęć wysunąć w tłustą twarz. Ciężko o bardziej wkurzającą postać.
    Z kolei sam film zaczyna się fenomenalnie, ale rozwija niestety w randomową, schematyczną przygodę.
    Znaczy, to jest dobry film, ale nie mogę przeboleć, że Klopsiki zostały właściwie pominięte przez starych oglądaczy kreskówek, bo nie zrobił ich Pixar. Klopsiki są lepsze. Animacyjnie, humorystycznie i scenariuszowo.

  • Zarówno Klopsiki jak i Up to porządne animacje, jednak bardziej podobał mi się Up. Może dlatego, że był bardziej spokojny i subtelny? W każdym bądź razie, Up to bez wątpienia kolejny mocny tytuł Pixara, który warto poznać.

  • @Dem
    Klopsiki były śmiszne i zwariowane- ale fabularnie nie powiedziałabym, że lepsze, bo jednak strasznie klasyczne (co zresztą napisałam w recenzji) i poruszające o wiele mniej problemów, nastawione dużo bardziej na kolorową rozrywkę.
    Czy rzeczywiście zostały pominięte? Zarobiły z tego co wiem tez sporo i na rotten tomatoes mają 86% – czyli zupełnie dobrze.

  • @Zuzanna
    Klopsiki wzięły klasyczność i ją przerysowały. I tak, recenzenci chwalą Klopsiki, ale i tak nikt się na nie nie chce do kina wybierać, dopóki ich tam sam nie wepchnę.

  • Ja tam się „klopsików” boję. „Odlotu” również, wygląda to tak słodko, że się boję, że mnie zemdli. Takie filmy mogę obejrzeć przypadkiem w telewizji, jak „Auta”, na których się prawie popłakałem.

  • Mi słabo przypadły do gustu „Auta” ale to penie dlatego że nie lubię aut.

  • ja uwielbiam auta, ale „Auta” mi się nie podobały.
    Na „UP” polecam iść.
    Ostatnio przesiaduję na ursynowskim przedszkolu i panie przedszkolanki opowiadały mi, że film wspaniały, ale dla dzieci zbyt rozbudowane fabularnie.
    Jedna opowiadała, że płakała cały film, czego też podopiecznym wytłumaczyć nie potrafiła, bo te z kolei głównie się śmiały.
    „UP” nazwałbym filmem ambitnym.

  • Myślałem, że Wall-e jest mistrzostwem świata, dopóki nie zobaczyłem UP. Spodziewałem się zabawy na poziomie Gdzie jest Nemo, a zostałem pozytywnie zaskoczony, zauroczony i wyciśnięty z łez. Piękne, subtelne, przyjemne.

  • Moim zdaniem Up to najlepszy film pixara.
    Wall-e bardzo mi sie podobał ale bardziej przemówił za mną Up.
    Jest to film familijny dlatego polecam.
    Jak oglądałem ten film to nie miałem za dobrych warunków(dzieci krzyczały i płakały).
    Rodzice po prostu nie umieją dobierac filmów do wieku dziecka.
    Ale film doskonały.:D:D:D:D

  • Świetny film :) Chyba pierwszy raz w filmie animowanym dla dzieci, głównym bohaterem zostaje ‚zgrzybiały’ dziadek ;)

  • Jestem świeżo po seansie. Muszę przyznać, że skończyłem oglądać nieco zdołowany. Oto postać idola głównego bohatera, Charles Muntz, kończy marnie właśnie przez owego bohatera. I dlaczego? Bo poświęcił całe życie na realizację swojego marzenia, podczas gdy ten drugi piernik opierdzielał się na kanapie.

    Zdecydowanie wolałbym zobaczyć powrót w chwale Muntza, który został niesłusznie oskarżony o fałszerstwo i z taką determinacją dążył do odzyskania dobrego imienia. Zamiast tego dostałem Carla odlatującego z całym zagrabionym dorobkiem Muntza w nieznane. Zdecydowanie nie fair :(

  • @Cadogan
    Osobiście też uważam, że koniec Muntza był nieco zbyt ostry, ale tu raczej chodzi o pokazanie niebezpieczeństwa w jakie wpędza człowieka obsesja – bo nie da się ukryć, że Muntz oszalał przez fałszywe oskarżenia i spędzenie życia w dżungli, a zrobił to na własne życzenie. Nie pamiętam już dokładnie, ale wydaje mi się, że był nawet skłonny zabić (nawet Russela – dziecko) byleby tylko dopiąć celu.

    Przez chwile przeszło mi przez głowę że mogli to bohaterowie inaczej załatwić – umówić się, zrobić ptakowi zdjęcia, ale potem doszłam do wniosku, że Muntz nie jest postacią która poszłaby na jakikolwiek kompromis.

    No i Carl nie opierdzielał się w życiu – żył zupełnie normalnie z żoną, i o to też trochę w filmie chodziło żeby pokazać, że tak też można – normalnie, w domu, wychodząc na spacery, bez żadnych dalekich eskapad i przygód rodem z opowieści Alfreda Szkalrskiego.

  • Szkoda trochę Ellie ale ogólnie film fajny.

Dodaj komentarz