Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Konsolizacja starego pecetowca


gry · komentarze 22

Dasz się skusić...?
Niedawno zorientowałem się, że w tym roku mija 18 lat odkąd w moim domu pojawił się komputer, a ja zostałem Graczem. Aż 18 lat – z jednej strony wydaje się, jakby to było wczoraj, a z drugiej minęła cała epoka. 286, 486, pierwszy CD-rom, Pentium MMX, dyski liczone w gigabajtach, Athlon, GeForce, DVD, procesory dwurdzeniowe. A po drodze dziesiątki gier. I po latach tłuczenia ich na pececie stwierdziłem, że chyba w moim życiu nadszedł szczególny czas. Czas na konsolę.

Wychowawszy się na graniu na komputerze, mimo woli stałem się pecetowcem, choć kilkanaście lat temu ten podział nie był jeszcze tak wyraźny. Pierwsze wspomnienia z konsolami, nie licząc kultowych Pegasusów, to lata 1996-98 i walka wielkiej trójcy – Sony Playstation, Segi Saturn i Nintendo 64. Nikt jeszcze nie podejrzewał, że niespodziewanie jedni gracze wypadną z rynku, a pojawią się zupełnie inni. Konsole istniały sobie jako młodsi bracia, a gry na nie były prostsze i bardziej kolorowe. Najlepiej sprawdzały się przy wspólnej zabawie podczas wypadów do „salonu-gier”, obskurnego blaszaka na rynku, gdzie z kolegami katowaliśmy Mortal Kombat 3 na Saturnie i Tekkena na PSX. A tymczasem pecet rządził jako maszynka do gier, a ja powoli wsiąkłem w strategie i RPG, nie wyobrażając sobie grania bez sterowania WSAD i myszki i w ogóle nie zastanawiając się nad alternatywnym sprzętem. Z czasem, nadejściem liceum, moje granie stało się bardziej sporadyczne, ustępując miejsca relacjom damsko-męskim i zdawaniu na studia. Nie bez znaczenia był też starzejący się pecet, który pozwalał na odpalenie coraz mniejszej ilości gier – najczęściej kolejnych hitów od Bioware, przy których nadal zdarzało się zarwać noc

Przez kilka lat nie grałem w nowości, przestałem czytać magazyny, wypadłem z obiegu. Gdy dwa lata temu zmodernizowałem sprzęt i wróciłem na dobre do grania, zaskoczyło mnie, jak wiele zmieniło się w środowisku graczy. I wcale nie na lepsze. Konsole dobiły do siódmej generacji, na dobre zyskując sobie miejsce w polskich domach. Zaś w internecie ziało nienawiścią z for, portali, komentarzy – hardkorowców (głównie pecetowych) do casuali, pecetowców do konsolowców, a konsolowców do siebie nawzajem. I nie tylko posiadaczy Xboxa do posiadaczy PS3, ale i właścicieli obydwu do (wymawiać z należytą pogardą) casualowego Wii. I przyznaję, że sam patrzyłem na konsolę jako sprzęt gorszy, przeznaczony „tylko” do relaksującej zabawy. Do czasu….

Imponująca kolekcja konsol do gier
Posiadacz kolekcji i autor zdjecia – Burt Youngsters

Do czasu, gdy zdałem sobie sprawę, że trzeba zrewidować poglądy, bo pojawia się coraz więcej argumentów, by zamiast modernizować blaszaka, kupić sobie konsolę. Powodów jest kilka
Ucieczka od wyścigu zbrojeń.
„Wymienię tylko kartę graficzną… No i może jeszcze RAM dorzucę… A trzeba by zmienić procesor, bo spowalnia zestaw. Ok, gry śmigają, ale nie mieszczą się na dysku”. I tak w kółko. Cóż, nie da się ukryć, że cierpliwi wymieniają komputer co najmniej raz na 2 lata. Niecierpliwi pewnie raz na pół roku. Można też oszukiwać siebie, dokładając i podmieniając po jednym elemencie. Co i tak nie zmienia faktu, że po jakimś czasie dobija się do ściany i trzeba wymienić płytę główną z procesorem albo obudowę.
Na poprzednim pececie wytrzymałem 7 lat. Z tym nie zamierzam zostać w tyle, ale i coroczny drenaż kieszeni mi się nie uśmiecha. Podobno mówi się, że niedługo dobijemy do sufitu i nastąpi odwrót od szaleńczego dążenia do fotorealizmu w grafice. Oby. Zaś z artykułu w PSX Extreme 09/2009 wynika, że za rok nie pojawi się, jak co pięć lat, kolejna generacja konsol. Tytułom na obecną jeszcze sporo brakuje do wykorzystania pełnej mocy sprzętu.

Instalacje, patche, sterowniki, spaprane konwersje.
Wkładam płytę, mija dwadzieścia minut, wreszcie zainstalowane. Nerwowo patrzę na zegarek – jeszcze godzinka z hakiem grania. Zadowolony klikam i rzednie mi mina – brak sterowników, konflikt drivera XY%666sex!Z, brak pliku totallyuseless.dll. Otwieram google, zegarek tyka. Szukam, ściągam, doinstalowuję, zmieniam ustawienia. Wreszcie odpalam w pełni działającą grę, oglądam intro, łapię za myszkę… i czas na granie minął. Tęsknię za czasami, gdy każdy miał taką samą kartę graficzną, a trudności sprowadzały się do skonfigurowania SoundBlastera w Dosie. Albo, gdy gry dzieliły się na wymagające akceleratora 3D lub nie. I o ile same konflikty sprzętowe wciąż umiem blaszakowi wybaczyć i zapłacić tę cenę, za pełną konfigurowalność i dowolność dobierania komponentów, to nie mogę znieść lenistwa producentów gier. Czemu konwersja z konsoli musi być odwalona? Problemy z instalacją „Gears of War”, klatkujący „Spiderman: Web of Shadows”, czekanie trzy tygodnie dłużej na „Batmana: AA”, by i tak dostać niedziałającą implementację PhysX i liczyć na patcha. A o ledwo chodzącym „GTA IV” słyszeli wszyscy, łącznie z Hitlerem*. Z nieudolnością producentów łączy się też następny punkt.

Piractwo
Na piractwie najbardziej tracą nie producenci, a nabywcy legalnych kopii, którzy muszą zmagać się z zasobożernymi i komplikującymi życie zabezpieczeniami – DRM, Steam, Games For Windows. Gdy ostatnio zmagałem się z Games For Windows przy instalacji „Arkham Asylum” moje klątwy słychać było pewnie aż w Redmond. Półtorej godziny instalowania, googlania i kombinowania, by ostatecznie stwierdzić, że powodem błędu przy uruchomieniu jest lokalizacja folderu „Moje Dokumenty” inna od domyślnej. Przemilczę już miny graczy, którym pewnego dnia przestało działać „Gears of War”, bo skończyła się data ważności zabezpieczenia. Albo to, że nie mając internetu przez dwa dni, jesteś odcięty od gier wymagających go do zainstalowania lub uruchomienia. Dlaczego oprócz ceny za grę mam płacić cenę za piratów i ich klientów, omijając i znosząc zaprojektowane przeciwko nim zabezpieczenia? W tym momencie włożenie płyty do napędu, opcjonalna instalacja i po prostu cieszenie się grą staje się Ziemią Obiecaną do której pragnę podążyć.

Gry zespołowe
Nie ma co ukrywać – od pewnego czasu jestem graczem w związku. A gracz w związku ma to do siebie, że zaraża swoją pasją drugą osobę. Nic więc dziwnego, że chciałoby się mieć sprzęt, przed którym można zasiąść wygodnie i pograć w coś razem. I tu konsole zdecydowanie wygrywają – większy jest wybór gier dla dwóch osób. Dostatek ci bijatyk, w „Fifę” gra się wygodniej, a poczciwy split-screen w „Army of Two” sprawdza się wyśmienicie na większym telewizorze. Dwa pady wprost zachęcają do wspólnej rozgrywki. A partyjka „Guitar Hero” z dziewczyną czy kumplem na dwie gitary, a może nawet perkusję i mikrofon, to sposób na spędzenie wieczoru, nocy i weekendu…
Ok, można kupić dwa pady do peceta albo nawet i to jedyne „Guitar Hero”, które na niego wyszło. Ale to półśrodek. A multiplayer przez sieć, to zupełnie inna bajka, gdzie konsole też nie mają się czego wstydzić.

Tytuły exclusive
Niedostępne pecetowcom „Gears of War 2”, „God of War 1-3”, „Uncharted 1-2”, „Heavy Rain”, „inFamous”, wszystko wykorzystujące sterowanie w Wii oraz inne. Choć przypadki „Gears of War” i „Force Unleashed” pokazują, że nie wszystko zostaje exclusive’em do końca, to jednak są tytuły, dla których warto kupić konsolę – pozostaje pytanie „Którą?”, bo każda ma jeszcze swoje własne exclusive’y. Ehhh…

Choose your game console!

Oprócz rosnącej liczby argumentów „za” zaczynają wykruszać się argumenty, które dotychczas miałem przeciw konsolom.
Wysoka cena gier
Argument niby nie do zbicia – gry na konsole kosztują te 150-250zł. Z drugiej strony liczba promocji, wyprzedaży, „złotych kolekcji” sprawia, że zawsze jest w czym wybierać. Poza tym – mówiąc uczciwie – w ile gier gra się na raz? Dwie? Trzy? Góra. Przy zmniejszającej się ilości czasu, większa ilość zakrawa już nie na granie, a na pogrywanie i prześlizgiwanie się po wierzchu. Więc można ten wydatek przeboleć i jakoś rozłożyć czasowo w budżecie. Albo kupować jakiś czas po premierze. No i zawsze można grę od kogoś pożyczyć lub się wymienić – brak wszelakich rejestracji bardzo to ułatwia.

Prostota gier na konsole
Argument już dziś śmieszny – na konsole wychodzą równolegle te same gry, co na PC. Seria GTA nie jest prosta, a w świetle zbliżającego się „Heavy Rain” mogą paść bastiony ostatnich przeciwników konsol. Jakoś nie wierzę w plotki, jakoby ta gra to „jedno wielkie QTE”. Choć jest pewien dodatek do tego punktu:
Brak RPG i rasowych strategii.
No tak, to jest pewien minus. RPG na konsole są dość specyficzne i przez długi czas były to głównie jRPG. Ale sytuacja zmienia się coraz bardziej – „Fallout 3”, „Oblivion”, „Dragon Age” pojawiły się równolegle, dodatki do „Fallout” nawet łatwiej dorwać na konsolach. Ze strategiami jest gorzej – kwestia sterowania. Na szczęście, jest wystarczająco dużo starszych tytułów, które bez modernizowania sprzętu będą jeszcze długo grzały PC, uzupełniając konsolę. Aczkolwiek – dla posiadaczy tylko jednej maszynki może być to problem. Przyznać jeszcze muszę, że brak czasu skutecznie ogranicza możliwość cieszenia się długimi wielowątkowymi RPG i potężnymi kampaniami w strategiach – ostatnio zacząłem wątpić, czy dane mi będzie jeszcze przejść „Planescape: Torment”.

Jak tu grać bez myszki?
To się zobaczy. Z FPSami będzie ciekawie, ale we wszelkich zręcznościówkach, bijatykach i wyścigach na pewno lepiej sprawdza się na pad.

No i last, but no least.
Konieczność posiadania telewizora
Cóż, to akurat miało być śmieszne, ale z perspektywy chęci kupienia konsolki wcale śmieszne nie jest – jej cena po dodaniu TV rośnie mniej więcej trzykrotnie. A podpięcie PS3 do 19-calowego monitora to jak jazda Jeepem z silnikiem Malucha.

Może i jestem, albo dopiero staję się, casualem. Trochę wymusza to życie – czasu na granie nie ma tyle co kiedyś, choć wciąż zdarza mi się zarwać noc. A trochę chcę nim być – granie ma dawać mi przyjemność, a nie wywoływać frustrację. A może po prostu jestem tak staroszkolnym graczem, że nie liczy się platforma, a sama gra, która ma wciągać, odrealniać, bawić treścią – i nie sprawiać problemów formą. Mam w poważaniu wojenki sprzętowe, zaczynam odkładać na konsolę. W najgorszym wypadku kupię sobie PSP, by dotrzymała pecetowi towarzystwa.

* Tak, wiem, to jest stare jak Druga Wojna.

gry

komentarze 22

  • Ja zawsze wolałam pada od myszki.

  • Ja zawsze wolałem myszkę od pada.

  • Ja zawsze wolałem myszkę I KLAWIATURĘ od pada :)

    Generalnie żyjemy w takich czasach, gdzie PC powraca do swojej pierwotnej koncepcji maszyny do pracy – do gier mamy całą masę konsol, do wyboru, do koloru. Poza tym, gry na konsole są częstokroć oryginalniejsze i bardziej nowatorskie, niż te piecowe (głównie z powodu mnóstwa japońskich produkcji).
    To oczywiste, że konsole wygrywają z komputerami – w końcu te pierwsze są konstruowane specjalnie do gier, w komputerach gry były opcjonalnym dodatkiem. Klawiatura służy do grania tak samo, jak joypad do pisania ;)
    Zresztą, ja ostatnio gram tylko na Peasusie, bom najmłodszy oldboj w historii gier :D

  • a co złego w konsoli + LCD? Ja tam cisne na tym samym monitorku na iX’ie i na kompie… Zmieniam se źródło po prostu sygnału.. A jakość jest spoczko, choć HD to nie jest. Nu ale lepiej niż na kompie..

  • A ja zawsze wolałem touchpada od myszki, ale to dlatego, że jestem hardkorem.

  • Rob, jeszcze raz – nie weszłeś, więc nie jesteś hardkorem. Wszyscy wiedzą, że hardkor jest tylko jeden, a reszta to jakieś podróbki.

  • JAPONfan

    A ja wolalem dziewczyny ale ja truskawki posypuje cukrem. Teraz nastepuje znaczący rozłam między konsolami a komputerami. BO o ile te pierwsze służa do grania i jako odtwarzacze filmów czy muzyki to piecety rozwineły sie w niszę gier casualowo-hardcorowych. Bo kto grajac na zajeciach z informatyki w „mistrza klawiatury” pomyslalby ze teraz bedzie gral w w doładnie cos takiego tylko ze za darmo gdzie bedzie fabuła w postaci komiksu i do tego intryga? Cena możliwosci tworzenia gier na konsole powoduje ze gry te sa „Mega” zarowno w warstwei graficznej jak i marketingowej natomiast komputery dzieki swojej otwartej architekturze zmieniły sie w urzadzenia do kameralnych gier. Używając porównania Motywu gry konsolowe to osmiornica z kilkoma ale grubymi mackami namiast komputery to meduzy z setkami malych wijek.

  • @ellox – niby nic, sam się nad tym zastanawiam. Ale jednak jak już się ma konsolę, to i HD by się chciało.

    Porównanie z ośmiornicami bardzo mi się podoba.

  • bardzo fajnie napisane. jako zagorzały przeciwnik gier i graczy lubię rzeczowe a zarazem proste spisy za i przeciw, bo wtedy nawet mi się miło czyta. gratuluję artykułu.

  • heh, a my z bratem siedzimy koło siebie-i na zmianę- on na kompie, ja na konsoli albo na odwrót :lol: PS3 podoba mi sie bardzo. Tyle gier do ogrania. chyba wróciłem na nowo w ten wirtualny świat…

  • @a – dziękuję. Ale czemu „zagorzały przeciwnik”?

    @qba – do takiego modelu dążymy z Kamilą. :) Bo na razie, to tylko siedzę za plecami i patrzę jak gra w Batmana, pokrzykując „Uważaj z lewej!”, „Wal go, na co czekasz!”

  • Cheshire Cat

    :) Fajny artykuł, aż się łezka w oku kręci. Były czasy. Ze stosem dyskietek się latało po kumplach.
    A no i właśnie, ta jednorodność sprzętowa, którą utraciły PC-ty na rzecz konsol jest tym co pozwala skupić się na produkcji gier a nie na wyścigu zbrojeń.
    Jestem szczęśliwym posiadaczem PS3 od niedawna i muszę przyznać, że odetchnąłem z ulgą. Zaskakujące jest to, że konsola z 4 portami USB możliwością instalacji linuxa, kartą sieciową itp nie jest już jakby konsolą :) koło się zamyka.
    Martwią mnie właśnie te RTS-y. Ostatnio zabolała mnie kwestia Redalerta 3. Gra, która wręcz jest stworzona do obsługi myszką, w konsolowej wersji nie posiada tej funkcjonalności, nawet opcjonalnie. Wydawca jeszcze jest z tego dumny.

    Co do dylematu monitor HD TV to polecam rozwiązanie: monitor HD 24″ i po problemie.

  • @ Paweł: wyobraź sobie, że większa część mojej pracy wymaga siedzenia przy kompie, a obok mam brata, który katuje Uncharted 2 :-) potrafię się tak zagapić, że praca sobie stoi, a na moją głowę lecą gromy z powodu zawalania terminów… Szczęśliwie, że Batman AA wyszedł jeszcze przed początkiem roku akademickiego, to i dałem rade skończyć w spokojnych czasach.

  • Obecnie konsola jest pierwszym wyborem dla wszystkich tych, którzy chcą być na bieżąco z produkcjami z głównego nurtu rozrywki i nie chcą się przejmować zmianami sprzętu.

    Jednakże tylko na pecetach znajdzie się różne mniejsze amatorskie gierki, offowe, zabawy w sztukę etc. Ale one na szczęście pójdą na maszynach do pisania.

    Gdy trzy lata temu kupowałem sobie konsolę, robiłem to dlatego, że chciałem pograć w nowości, ale miałem za słabego kompa. Teraz większość interesujących mnie tytułów jest na pececie. O ironio.

  • Sorki, nie czytałem poprzednich komentów. Jestem pecetowcem, nie gram prawie w ogóle (ostatnio w Brain Dudes hehe, mam też MDK i stare Fallouty), ale dziecku/dzieciom na pewno kupię konsolę. Sam od tego zaczynałem. ;)

  • „Z czasem, nadejściem liceum, moje granie stało się bardziej sporadyczne, ustępując miejsca relacjom damsko-męskim i zdawaniu na studia.”

    epickie zdanie.

  • Proza życia, ale cieszy mnie, że doceniasz włożoną w nie nutkę autoironii. :)

  • Chętnie bym z konsoli korzystał, gdyby to wyglądało jak w PA. Wygodna kanapa, duży telewizor, przestrzeń między jednym a drugim. Wtedy się półleży z padem i wzrok się nie męczy – czysty relaks. Jako, że w tej chwili nie ma takiej możliwości, PC mi starczy…

  • A ja mam DSa i gram w Laytona. DS ma pokaźny zbiór całkiem oryginalnych gierek, przez co szybko się nie nudzi.
    Myszka i klawiatura do FPS, RPG i strategii, pad do gier sportowych i bijatyk.
    Do konsoli nigdy mnie nie ciagnęło, dopiero konsola Nintendo pokazała mi, że można świetnie bawić się leżąc na łóżku czy w fotelu będąc AFK.

  • amsterdream

    Ja pamiętam jak po raz pierwszy odpaliłem na konsoli FPS-a (Half Life). Trudności związane z graniem padem sprawiły, że wiązanki leciały co kilka sekund, pad latał po pokoju. Minęło dziesięć lat i obecnie nie wyobrażam sobie grania w strzelanki na klawiaturze i myszce :). Jakieś strasznie nieintuicyjne wydaje mi się to, nie wiem co z rękoma zrobić :). Generalnie jak już ktoś opanuje perfekcyjnie granie w FPS-y za pomocą pada to raczej do komba klawiatura + mysz nie wróci. Zapewniam.

  • JAPONfan

    „Raczej”. Ja tam nadal wolam „fuck you you fucking aiming helper, bot, nooob” mimo ze gram single player.

  • „że nie liczy się platforma, a sama gra, która ma wciągać, odrealniać, bawić treścią – i nie sprawiać problemów formą.”

    Piękne słowa !
    Popieram !
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz