Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Pierwszy Oddział: Moment prawdy


anime · komentarzy 27

Pierwszy Oddział

Naziści zajmujący się okultyzmem są jedną z tych popkulturowych klisz, po której spodziewamy się, że nikt nie będzie chciał jej traktować serio. Okazuje się jednak, że ktoś taki się znalazł, a na dodatek postanowił zrealizować temat za pomocą japońskiego filmu animowanego. Obejrzany w ramach Warszawskiego Festiwalu Filmowego „Pierwszy Oddział: Moment prawdy” jest dziwaczną próbą przedstawienia młodszemu pokoleniu wielkiej wojny ojczyźnianej w wersji pop. Z katanami i teutońskimi zombie.

Wydaje się, że jednym z powodów, dla którego tak fascynują nas okultystyczne zainteresowania nazistów jest to, że ich zbrodnie są dla nas tak niewyobrażalne i nieludzkie, że średnio się nadają jako materiał dla przygodowych opowieści. Indiana Jones walczący z Niemcami w piaskach Egiptu wygląda jakoś lepiej, niż Indiana Jones prujący motorem przez teren obozu koncentracyjnego. Mimo, że wszyscy pamiętamy o ludobójstwach, to lubimy się odprężyć, śledząc jak różnego rodzaju archeologowie, wampirzyce czy synowie Szatana krzyżują kolejne makiaweliczne plany pachołków Hitlera. Twórcy „Pierwszego Oddziału” zestawiają tę kliszę ze swoją fantazją na temat specjalnej, paranormalnej dywizji Armii Czerwonej, na swój sposób robiąc to, co być może niedługo będziemy mieli okazję zobaczyć w „Hardkor 44” Bagińskiego. Różnica jest taka, że rola Związku Radzieckiego w drugiej wojnie jest znacznie bardziej dwuznaczna niż Niemiec czy warszawskich powstańców.

Jak wspomniałem na początku, obecność nazistów-okultystów z miejsca umieszcza całą opowieść w nawiasie i nie pozwala traktować jej serio. Dlatego też, gdy słyszymy o 6. dywizji wywiadu Armii Czerwonej, w której szeregach znajdują się nastoletnie dzieci specjalnie szkolone w celu wytworzenia pomiędzy nimi specjalnej, parapsychicznej więzi, to tym trudniej zachować powagę. Jedna z wchodzących w skład oddziału dziewczynek, Nadia, ma dar widzenia przyszłości. Zakuta w służący do podróży w zaświaty skafander dostaje rozkaz powstrzymania widmowego barona von Wolffa i jego zakonu teutońskich zombie. Von Wolff, podobnie jak pewien znany nam wszystkim grupenführer, jest złym Niemcem, mimo że nieżywym. Naziści przywołali go, aby przeważył szalę zwycięstwa w pewnej bitwie, która jest tytułowym „momentem prawdy” dla całego frontu wschodniego. Uzbrojona w katanę Nadia, wraz z grupą swoich nastoletnich towarzyszy, stanowi ostatnią linię paranormalnej obrony Armii Czerwonej.

Pierwszy Oddział

Brzmi odpowiednio odjechanie? Brzmi, niestety jedynie jako teoria. Wyobraźcie sobie teraz, że ktoś postanowił w film wpleść wypowiedzi weteranów, historyków i psychiatrów opowiadających o tym, jak wyglądała wojna. Całość sprawia wrażenie laurki wystawionej Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Nie ma tutaj Stalina, partii, tajnej policji, w jednej scenie miga jedynie komisarz polityczny ogłaszający przez tubę, że dezerterzy zostaną uznani za zdrajców i rozstrzelani. Nastoletnie pionierki chodzą w krótkich spódniczkach, mała dziewczynka przez nikogo niepokojona może dobijać się do drzwi Kremla, a nazistowscy szpiedzy są wszędzie. W słusznym oporze przeciwko najeźdźcy zjednoczeni są wszyscy: starzy i młodzi, a wojsko współpracuje z Cerkwią. Nie bez znaczenia jest też symbolika stojąca za pojedynkiem von Wolffa i Nadii. Oto von Wolff, niemiecki rycerz, który 700 lat czekał, aby zemścić się na Rosji, reprezentuje ten zły zachód, który od zawsze ogniem i mieczem chce podporządkować sobie Rosjan. Przeciwko niemu staje Nadia – młoda, dobra i niewinna. Proste i czytelne? Jeżeli dodamy do tego wspomnienia weteranów i wypowiedzi historyków, otrzymujemy ckliwą historyjkę ku pokrzepieniu serc. Choć trzeba zaznaczyć, że wątku paranormalnego twórcy nie traktują zupełnie poważnie i co jakiś czas puszczają do nas oko. Pojedynek duchów i widm toczy się gdzieś w podświadomości Nadii, a poza nią są prawdziwi żołnierze z obu stron frontu i to do sytuacji na nim odnosi się główna metafora.

„Pierwszy oddział” można traktować jako ciekawe świadectwo współczesnej rosyjskiej świadomości i prób kształtowania polityki historycznej, ale jako film sam w sobie bardzo trudno go obronić. Animacja jest oszczędna, momentami wręcz niskobudżetowa, postacie są ledwo zarysowane, narracja przeskakuje od sceny do sceny i rozbija się o paradokumentalne wstawki, a patriotyczny happy end wali czerwoną flagą z sierpem i młotem po oczach z równym wdziękiem co amerykańskie superprodukcje gwieździstym sztandarem. Spodziewałem się przesadzonej animacji w japońskim stylu, a zobaczyłem bardzo ostrożny, krótki film dla rosyjskiej młodzieży, o tym, jaką ich naród ma fajną historię. Ale wiemy, przynajmniej jeśli chodzi o tamten okres, że prawda wcale nie była tak fantastycznie jednoznaczna. Szczerze wątpię, aby film wszedł do szerokiej kinowej dystrybucji w Polsce, jeśli już to na DVD, ale jeśli macie odrobinę szczęścia, to może uda Wam się dostać bilety na ostatni, piątkowy seans na festiwalu.

anime

komentarzy 27

  • JAPONfan

    Hej, Wolverine i Captain America uwalniający Magneto z obozu koncentracyjnego było fajne. Ciekawe jakby polacy zrobili anime, albo cos w stylu francuskiej animacji, o jedynych ludziach ktorzy zajeli Kreml.

  • Japon, czeka nas jeszcze „Hardkor44”, o który zacząłem się po obejrzeniu tego filmu poważnie obawiać, bo to jest ten sam mechanizm: „zróbmy coś odjechanego dla młodych”.

  • JAPONfan

    Nie wiem, z twojego opisu „Pierwszy Oddział” wygląda raczej na PimpmMyHistory. A Hardkor ma byc totalną fikcją w alternatywnym świecie bez jakiś ambicji „relatywizmu historycznego”.

  • Jeden dobry tekst był.
    O tym, że niemieccy agenci-spirytyści przywołują duchy zmarłych do walki.
    A radzieccy na odwrót – wysyłają ich na tamten świat do walki tam :>

    Poza tym film śmieszy i nudzi na przemian.

  • Jakby nie patrzeć to i tak to będzie lepsze niż wróg u bram…

  • JAPONfan

    Mi sie „wRóg u bram” podobał. Ale ja mam słaboś do Law.

  • Asu: tak, ten tekst był świetny! :)

    bełfan: „Wróg u bram” jest zdecydowanie lepszym filmem.

  • Jak już gdzies mówiłem, szkoda, że jak Rosjanie robią animację o Rosji, to zamiast swojego, robią to w stylu Japońskim, a zamiast szabli, dają głównej bohaterce katanę. Duh.
    Jestem ciekaw, jak wyglądały te wstawki z komentarzami historyków? To byli normalnie nakręceni ludzie, czy też w formie animacji?
    A poza tym, przekłamanym laurkom mówimy nie.

  • @SpellCaster

    Tu nikt nie ukrywa, że ten film jest całkowita fikcją, więc to trochę tak, jakbyś nazywał „przekłamaną laurką” 300 Millera…

  • Spell: byli to żywi ludzie kręceni na tle ciemnego pomieszczenia, typowe gadające głowy, nie tak jak w „Walcu z Baszirem”, raczej jak wstawki przed odcinkami „Kompanii Braci”.

    Misiael: oglądałeś?

  • Kmh: :( . Tak z dupy trochę. To jak we wspomianym przez Ciebie teraz „Walcu z Baszirem”. Świetna animacja, a na koniec dowalili tak z dupy ujęcia kręcone kamerą.

    Misiael: Trochę hiperbolizujesz. Bitwa, która wydarzyła się kilka tysięcy lat temu to nieco inna historia, niż wieloznanczy udział Mateczki Rosji w IIWŚ i ukazywanie tej strony konfliktu jedynie przez pryzmat czerwonych bohaterów.

  • Konrad, dopiero teraz zacząłeś się obawiać o hardkor? Ty nieuleczalny optymisto.
    http://gfx.filmweb.pl/ph/70/48/507048/145240.1.jpg a taka scena chyba była w Evangelionie…

  • Idę w piątek na Pierwszy Oddział, więc zobaczę co tam stworzyli, choć po przeczytaniu tekstu trochę się zasmuciłem. Spodziewałem się animacji pełnej rozmachu, a na pewno nie wymyśliłbym, że będą wspomnienia weteranów…

  • au: to fakt, dopiero po „Pierwszym oddziale” jakoś sobie poukładałem w głowie pozostałe zastrzeżenia do pomysłu „H44”, wcześniej mi jedynie zgrzytał pomysł na dehumanizację zła i roboty, a teraz już wszystko właściwie :)

    Kro: złe filmy czasem też dobrze obejrzeć :)

  • A mi się podobał – zignorowałem fakt, że robili to na serio. Brakowało mi jeszcze tego kawałka w patetyczno-heroicznej czołówce. Stara rwana animacja i wyblakłe kolory w stylu rodem z Generała Daimosa rozczulała.

    @au – taka scena jest w co drugim anime, Zuzia pewnie potwierdzi.

    @kro – właśnie brakowało mi rozmachu – scen walk z tytułowym Pierwszym Oddziałem jest za mało, za dużo weteranów, perypetii Nadji i pseudonaukowej gadki. Ale nie żałuję. Kamila mi nie uciekła z sali, więc nie mogło być aż tak źle. ;)

  • w sumie trudno powiedzieć na ile to jest na serio, bo jednak co anime to anime. walec z Baszirem jest na serio, ale jak cos zawiera naziolskich okultystów i walki na katany to juz chyba nie i niewazne ilu pokażą wspominających weteranów.
    dyskusja o tyle bezcelowa, że historię piszą zwycięzcy i naszą opinię mają w dupie. w grach, w filmach, w książkach moga sobie napisać, że to my byliśmy źli- i jeszcze powinniśmy być wdzięczni że uwolnili nas od kilku milionów rodaków bo to były szuje kolaboranci i kułacy- a my możemy im co najwyżej nadmuchać. za sto lat i tak nikt nie będzie pamiętał o co chodziło, bo tu wszędzie sułtanat będzie.
    jedyne miłe ze strony Rosji to Dzień Jedności Narodowej, który obchodzą w rocznicę wygonienia Polaków z Kremla. fajnie, że nam przypominają dni świetnosci Rzeczypospolitej.

  • @Konrad: Imo nie bardzo.
    Okultysczni naziole i walki na katany wskazują, na to, ze to jednak nie jest film na serio, a ‚wróg u bram’ był mocno na serio i generalnie był beznadziejny – zero zrozumienia sytuacji, jakieś pierdoły z tym dzieciakiem i kretyński wątek miłosny…
    Pierwszy z brzegu rosyjski/radziecki film wojenny jest lepszy, zwłaszcza te nowe jak ‚ostatni pociąg pancerny’ – trochę amerykański w stylu, alenie tak bzdurny czy ‚Zwezda’, która dla mnie jest arcydziełem – oba były w tvp1. Był też taki bardzo dobry o obronie Leningradu, ale to chyba, gdzieś z lat 60tych… Dla mnie wróg u bram to beznadzieja w swojej kategorii, coś jak vista ;p

  • zuziako

    @au, pawelk
    Owszem, w co drugim anime.
    A film leci po schematach z filmów akcji jak szalony, skakanie z wiaduktu na pociąg, złe bliźniaczki, przysadzisty generał + schematy z anime czyli katana i typowe przewrócenie się, typowa postać w grupie – mały chłopiec. Zawsze z niewiadomych przyczyn musi się taki znaleźć.

  • mi się akurat wróg u bram podobał, ale w warunkach porządnego zawieszenia niewiary. i ze względu na Rachel Weisz.

  • bałfan: widziałeś „Pierwszy oddział”? To obejrzyj, to jest strasznie drętwy film, jak na film o okultystycznych naziolach i walkach na katany i trudno go wybronić nawet w kategoriach „nie na serio”. We „Wrogu u bram” przynajmniej była jakaś akcja i napięcie.

  • Zuzia, obowiązkowy mały chłopiec, którego jedyny skill to mazanie się +5 i przywracanie wiary głównym bohaterom w co bardziej patetycznych scenach +3 musi być! Jak robić anime z szablonu, to na całego.

  • bałfan

    Ja go nie bronię, a zobaczyć mam jak najbardziej zamiar. Natomiast wróg u bram jest imo straszną porażką, która, mam nadzieję, już się nie powtórzy.

  • etam. sprawnie zrobiony holywoodzki produkcyjniak. z happy endem. czego więcej chcieć.

  • JAPONfan

    I fajnymi scenami strzelania. I obowiazkową zasadza w fontannie.

  • ta scena w fontannie najlepsza.

  • Jakoś mi się tak wspomniało „Kishin Heidan”, o którym wieku temu czytałem w Animegaido. Wielkie roboty kontra naziści – to jest dopiero pomysł.

  • @PKP: Sounds fun

Dodaj komentarz