Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Kolektyw #5


papier · komentarzy 27

Kolektyw #5, okładka

Tak się złożyło, że dwa festiwale – wiosenne Warszawskie Spotkania Komiksowe i jesienny Międzynarodowy Festiwal Komiksu – wyznaczają zinom cykl wydawniczy. Bałtycki Festiwal Komiksu ma szansę tę harmonię zakłócić, być może zmuszając wydawców do zwiększenia częstotliwości, a rysowników i scenarzystów do bardziej wytężonej pracy. Póki co – po „czwórce” na WSK, na MFK trafi w Wasze łapki piąty numer „Kolektywu” od netkolektywu, czyli zin twórców, których na co dzień spotkać można w różnych zakątkach sieci.

„Kolektyw” ewoluuje. Przy okazji numeru trzeciego Konrad pochwalił zapożyczenie pomysłu z tematem przewodnim. Piątka nie porzuca tego pomysłu, dodaje zaś kolejny – do zbioru krótkich historyjek, jakim „Kolektyw” był do tej pory, dołączają regularne serie komiksowe. Choć naczelny, Bartek „godai” Biedrzycki, zdradza, że nie ma się co nastawiać na epickie seriale – chodzi o powroty do znanego uniwersum. Nie wszyscy autorzy trzymają się tego założenia, ale o tym później. Bez względu na to, czy pomysł inspirowany był chęcią powrotu do epoki „Produktu” czy znudzeniem pojedynczymi historiami – premiera piątego numeru zbiega się ze startem innego magazynu, „Kartonu”, który również ma publikować wyłącznie serie. Czy ten trend utrzyma się w polskich zinach dłużej, trudno dociekać. Na razie możemy obserwować komu flirt z seriami wyjdzie lepiej.

Na pierwszy ogień idzie „Recours” Roberta „Bele” Sienickiego i Łukasza Okólskiego, chyba najgłośniej zapowiadany z seriali. Temat przygód ekipy małego statku kosmicznego jest co prawda dość oklepany, ale wierzę, że da się jeszcze uniknąć w nim klisz. Zwłaszcza, że scenarzysta nie ukrywa zamiłowania do „Firefly” i „Star Treka”, więc zakładam, że klisze zna i będzie ich unikał. Do przygód dwóch kosmicznych przemytników wprowadzają nas zgrabnie cztery króciutkie historie zamieszczone wcześniej na stronie internetowej – jednak bez ich znajomości da się spokojnie zrozumieć pierwszy odcinek papierowy. Zastanawia mnie tylko czemu pasażer statku wygląda zupełnie inaczej w ostatnim szorcie, niż w pierwszym epizodzie? Niestety kuleje scenariusz – akcja skondensowana jest na kilku stronach, przez co miałem wrażenie, że wszystko dzieje się zbyt szybko i zbyt akuratnie – pasażer okazuje się akurat kimś innym, ładunek jest akurat na czarnej liście, a jak się spada, to akurat na… sami zobaczycie. A już sposób opróżnienia magazynku pistoletu zakrawa na cud. Autorzy powinni też popracować nad nieco sztywnymi dialogami – zwłaszcza zrezygnować ze zbędnych przekleństw, które wcale uroku nie dodają. Daję serii kredyt zaufania, bohaterowie choć stereotypowi, są narysowani sympatycznie i jest szansa, że po epizodzie wstępnym akcja się rozpędzi. Nie pojawiła się jeszcze jedna postać, a może są i inne asy w rękawie. Wydaje mi się, że „Recuurs” lepiej zrobiłaby dłuższa fabuła, rozbita na kilka odcinków albo półsamodzielne odcinki z większą historią w tle. Twórcy mogliby kontynuować pomysł z szortami na stronie, łatając tym oczekiwanie na następny numer „Kolektywu” i uzupełniając luki oraz przygotowując grunt pod dłuższe epizody. Być może odgaduję ich zamierzenia, ale taki urok oceniania pierwszego odcinka serii.

Maciej Pałka, Bartosz Sztybor 'Najwydestyluchniejszy' - Kolektyw #5Sztybor&Pałka „Najwydestyluchniejszy”

Duet Bartosz Sztybor i Maciej Pałka to już znany i uznany zespół, a jednak dotychczas nie udało mi się trafić na „Najwydestyluchniejszego”, publikowanego wcześniej w rozmaitych zinach. Pierwsze spotkanie oceniam całkiem pozytywnie, zwłaszcza, że autorom udało się zarówno zapoczątkować pewną całostkę, nawet jeśli w ramach większej serii, oraz zmieścić się w temacie numeru – tym razem jest to „gra”. Maciej i Bartek podchodzą do tematu na ostro, serwując rosyjską ruletkę, zakończoną rasowym cliffhangerem na splash page (pardon my french). Następnego odcinka będę naprawdę wyczekiwał, choć na razie nie wiadomo za wiele. Ale czuję, że jest na co czekać. Smaczki, takie jak koszulka prowodyra zdradzają, że będzie i zabawnie. Dla fanów ekspresywnej kreski Macieja Pałki – obowiązkowe. Dla innych też. Może „Najwydestyluchniejszy” doczeka się kiedyś wydania zbiorczego i zweryfikuję jak kolektywowe odcinki mają się do całości intrygi.

Intrygujący – to chyba jedyne słowo jakim określiłbym „Miskę owoców na stole kuchennym” pióra Jakuba „Dema” Dębskiego i ołówka Igora „Iqourka” Wolskiego. Nie zerknąwszy wcześniej do spisu treści byłem przekonany, że przygody sympatycznych owadów, to zamknięta całostka, z średnim żartem o dramatyzmie miski i brakiem wyrazistej puenty. Dopiero informacja, że komiks jest pilotem serii „Miska owoców”, wywołała u mnie zaciekawienie – spodziewać się opowieści o innych miskach, czy kolejnych przygód grupki owadów z nieśmiałym żuczkiem i ambitnym kapitanem mrówką? Rozkazy, rzucane przez tego ostatniego z manierą starego wojskowego trepa („Te owoce mają przed nami klękać!”) kilka razy serio mnie rozbawiły. Dokładnie odwrotne uczucie wywoływało spoglądanie na rysunki – już pierwszy kadr zdradza, że Igor Wolski umie stworzyć rzeczy lepsze, niż owady z kilku kresek i puste białe tła, co razi w kilku miejsach. Rozumiem styl cartoonowy, ale naprawdę spodziewałem się tu więcej. Kto widział „Hoey” lub kolorowego „Rycerza Janka”, ten wie.

O ile serie zrobiły na mnie dobre wrażenie, to szorty prezentują poziom… bardziej zróżnicowany. I choć ten tekst niebezpiecznie się rozrasta, to spróbuję każdemu poświęcić kilka słów.

Piotr Bartosiak, 'Morowe Melodie' - Kolektyw 5Bartosiak, „Morowe Melodie”

„B.O.G.” to dwie jednoplanszówki Macieja “Artmaca” Łazowskiego i Bartosza „Templera” Szymkiewicza o Biurze Ochrony Gier. Rysunkowo na dość dobrym poziomie, do czego przyzwyczaił nas „Hell Hotel”, choć tu rażą puste, nijakie tła. Natomiast scenariuszowo – chyba nie do końca łapię koncepcję samego biura, które raz działa w świecie gier, a raz łapie piratów. Odcinek o piratach zgubił gdzieś dowcip i puentę – same białe majteczki, to za mało. Drugi, o Mario, nawet rozbawił, ale też popłynął donikąd. Ogólnie – mam wrażenie, że ktoś na ostatnią chwilę usiłował wymyślić coś „pod temat”…

„Papi” Katarzyny „Panny N.” Witerscheim, to fajnie rysowana wariacja na temat bohatera gry, grającego w gry, przypominające jego grę. Uśmiech na koniec lekki, acz niewymuszony. Estetyczne szkicowe rysunki sprawiają, że nadal czekam, aż ta autorka zacznie przekształcać swoje steampunkowe wariacje w coś konkretnego.

Podobny temat eksploatuje „Gra” Krystiana Berlaka – debiutanta w „Kolektywie”. I choć jest to akurat kolejny żart z pewnej konkretnej gry, to może rozbawić. Nie zmienia to faktu, że scenariusz sprowadza się do rozciągniętej anegdotki, co jednak wyszło Krystianowi całkiem sprawnie. Lekka chwiejność i niepewność kreski zdradza, że jeszcze wiele przed nim, aczkolwiek już teraz można popatrzeć bez krzywienia się. Mam wrażenie, że coś nam jeszcze zaprezentuje – z chęcią przeczytam kolejne komiksy.

Tomasz „SpellCaster” Grządziela także nie zdecydował się na oryginalny scenariusz, opowiadając legendę, którą na pewno znam, choć nie pamiętam z jakiej mitologii. Tomasz w „Pojedynku spojrzeń” ładnie spuentował ją ostatnim kadrem, łącząc mit z realnością, i okrasił swoimi zamaszystymi rysunkami. Wyszła całkiem przyjemna miniaturka, gdzie temat gry przemknął jakoś w tle, scenariusz nie jest specjalnie odkrywczy, ale rysunki to uczta. Choć nie jestem obiektywny, bo bardzo mi się styl SpellCastera podoba.

Tomasz Grządziela 'Pojedynek spojrzeń'; - Kolektyw 5Grządziela, „Pojedynek spojrzeń”

Piotr „Cantide” Bartosiak z „Morowymi Melodiami” także trafił w moje gusta. Rysownik ma już wyrobiony czytelny styl, mieszający cartoon z odrobinką mangi. Udało mu się stworzyć niebanalną historię, ciekawie podchodzącą do tematu gry – pojawia się tu kilka różnych rozumień tego słowa, ze specyficzną rosyjską ruletką włącznie. Na plus, że dość poważny temat główny został potraktowany ze specyficznym czarnym humorem – przy kadrach takich jak z rodzicami czy małym pchnięciem trudno się nie uśmiechnąć, nawet krzywo.

„Królewska gra” dwojga scenarzystów: Jana Mazura, Roberta „Bele” Sienickiego, rysowana przez Igor „Iquorka” Wolskiego, tym razem dokładniej, choć nadal z białymi tłami gdzieniegdzie. Jednak scenariuszowo przypomina nieco zwariowaną sesję RPG, gdzie gry szlacheckie są przykrywką dla włamu do skarbca, a na koniec i tak wszystko wybucha. W dodatku ten natłok wątków nie prowadzi do puenty – chyba, że jej brak był zamierzonym wywołaniem… czegoś? Nie wiem, nie zdołałem się domyślić. Niejasnych i zbędnych elementów jest więcej – motyw ze striptizem i wielki chodzący kwiat nie ułatwiają orientacji. Trzeba by to chyba od nowa napisać…

Marcin „kolec” Podolec, po części z Robertem Wyrzykowskim, atakuje poczwórną dawką „Kapitana Sheera”, dobrze znanego szczura. Odcinki nie odbiegają od tych prezentowanych na blogu Marcina, mają nieco melancholijny humor i bardzo życiowe przesłanie. Najciekawszy jest jednak ten, który temat gry traktuje bardzo dosłownie i pozwala bawić się komiksem, nie tylko jako komiksem – proste, a genialne.

Komiks „Dwa razy do rzeki” Olgi Wróbel zupełnie mnie do siebie nie przekonał – choć nie mam nic przeciwko obyczajówkom o gierkach damsko-męskich, to w komiksie Olgi nie ma nic poza potwierdzeniem, że gierki są, były i będą. Ponadto nie przekonuje mnie rysunkowy styl Olgi, budzący skojarzenia z książkami dla dzieci. Zniechęcał nie będę, bo może nie mam dość empatii, ale zapomniałem o tej historii po jednokrotnej lekturze.

Konrad „Koko” Okoński i jego „Martwi” to jak dla mnie największe rozczarowanie. Zombie, uzbrojony twardziel, laska z gnatem i sporo akcji są fajne, ale tu poskładane bez większego sensu nie tworzą spójnej całości. Jest efekciarsko, ale płytko – opowiastka o wojowniku w świecie zombie, który nie wiedzieć czemu musi być tak stereotypowo nieugięty, że aż śmieszny. Rysunki zadowolą każdego fana Koko oraz ładnych dziewczyn w podartych bluzkach – nie odbiegają od poziomu regularnych komiksów Konrada. O brak jasnego nawiązania do gry nie będę się czepiał, bo to rola redaktora prowadzącego numer. Mam jednak wrażenie, że szort dorzucono, ze względu na osobę autora, który owszem fajnie rysuje, ale moim zdaniem potrzebuje scenarzysty.

Daniel Chmielewski, Bartosz Szymkiewicz '01010011 01101101 01101001 01110100 01101000' - Kolektyw 5
Chmielewski&Szymkiewicz, „01010011 01101101 01101001 01110100 01101000”

Pewnie nie będę oryginalny, (już nie jestem) i wielu czytelników zgodzi się, że najmocniejszym jednostrzałowcem na temat gry, jest „01010011 01101101 01101001 01110100 01101000” Daniela Chmielewskiego i Bartosza Szymkiewicza. Pomysł na scenariusz jest niby prosty, ale w tej prostocie odkrywczy – od razu pomyślałem „Rany, czemu nikt na to nie wpadł”. A jednocześnie jest tak przerażająco logiczny, że zastanowiłem się, kiedy nas to czeka. Świetnie też uzupełnia dzieło, którego jest derywatem – czy spin offem, jak kto woli. Tytuł tylko z pozoru nic nie mówi, tak naprawdę jest kluczem, by całą zagadkę rozwiązać jeszcze przed przeczytaniem. Nie róbcie tego. Warstwa graficzna to świetne operowanie jednym planem (ok, na koniec jest drugi), w którym tylko pozornie nic się nie dzieje – duże wrażenie zrobiła na mnie tak minimalistycznie opowiedziana historia olbrzymich zmian i liczne szczególiki. Numer „Kolektywu” kończy się mocnym akcentem i zamyka w okrągłej liczbie 80 stron – ładny wynik, największy jak do tej pory.

Na sam koniec okładka – nowe logo utrudnia rozpoznanie tytułu na pierwszy rzut oka. Co jednak nie zmienia faktu, że wreszcie nie jest nijakim napisem, ma swój charakter i za numer-dwa złowroga panda będzie od razu kojarzona z „Kolektywem”. Sama okładka ma obłędny czerwony kolor, który sprawi, że bez trudu znajdziecie „Kolektyw” na półce tych nielicznych sklepów, do których trafi. Zwiększa też szansę, że ktoś sięgnie po zina z ciekawości – czyli swoje zadanie spełnia. A przy okazji nawiązuje do tematów numeru – gry i zaczętych serii.

Wygląda na to, że kolejny etap ewolucji „Kolektyw” przeszedł bez większych problemów, acz i bez większych fajerwerków. Zachęcił mnie jednak do sięgnięcia po kolejny, choć głównie po to, by przeczytać kolejny odcinek „Najwydestyluchniejszego” i zobaczyć co z „Miską” i „Recours”. Z szortami nadal różnie bywa, ale taki urok wszelkich zbiorków. W tym wypadku jest przynajmniej z czego wybierać.

komentarzy 27

  • Postać „pirata” występuje w grze.

  • no bo ziom z szortów i ziom w odcinku to dwaj różni kolesie… to nie miało być płynne przejście z szortów do serii. Szorty to smaczek, jak sie zaczeła kariera recours.

  • Najwydestyluchniejszy to nie jest początek, to chyba 10. czy 12. odcinek już. Maciej ma u siebie gdzieś listę zinów, w których leciały poprzednie, bo jest ich sporo – Jeju, Maszin, Hardkorpo.

    Bo odniosłem wrażenie, że założyłeś, że to clean start jest :D

  • @godai – założyłem to, co założyłby nowy czytelnik, bo takim jestem, co zaznaczyłem. Nawet jeśli „N.” miał wcześniej jakieś części, to ta w „Kolektywie” wygląda jak początek „podserii” albo nowego wątku. Czyli pewien start, choć nie clean.

    @okolski – z tym pasażerem to taka ciekawostka była, zdawałem sobie sprawę, że może być i tak. A szorty jak widzisz są świetnym pomysłem na dopełnienie dość rzadko wydawanego „kolektywu” – stworzylibyście komiks internetowo-prasowy… ;)

  • Ja odniosłem wrażenie że od tego Destylucha z Kolektywu ma się rozpocząć cały album.

  • A ja przeredagowałem akapit, by podobne wrażenie tam zawrzeć. ;)
    Swoją drogą – takie publikowanie po kawałku, w sobie tylko znanej kolejności, to dobry sposób na rozbudzenie ciekawości czytelników.

  • Nie wiem, nigdy nie słyszałem o tej legendzie, o którą opiera się mój scenariusz, a którą podobno znasz. Sam ją wymyśliłem w taki sposób, by przypominała inne lunarno-solarne mity.
    Ale jeśli taka faktycznie już istnieje, to przyznam się do błędu.

  • Nie ma żadnego błędu – mam niejasne wrażenie, że gdzieś czytałem podobny mit solarny, ale równie dobrze, tak jak Ty, mogę mieć w głowie kompilację różnych…
    Zresztą co to za błąd – zaadaptowanie legendy/legend na komiks?

  • Błąd może być co najwyżej Twój, Pawle – w zarzucaniu Spellowi, na podstawie niejasnych przeczuć, że jego scenariusz nie jest oryginalnym dziełem.

  • I do niego miałby się przyznawać Spell? Dziwne.

  • No patrz, faktycznie

  • Jako zawodowy kulturoznawca mogę wam powiedzieć, że w ujęciu strukturalizmu (bełkot bełkot) mity są uniwersalnymi ramami rzeczywistości i opierają się na podobnych szkieletach narracyjnych (duże uproszczenie). Toteż mit Spella będąc oryginalnym, może coś Pawłowi przypominać, co świadczy o jego udanej konstrukcji.
    Prywatnie, komiks Spella jest dla mnie nr 2 w tym numerze.

  • Jako niedyplomowany polonista mogę dodać, że oryginalny (czyt. stworzony przez niego) scenariusz Spella może mi coś przypominać, bo opiera się na różnych źródłach, które być może i ja znam – stąd moje subiektywne uczucie nieoryginalności „Ja to gdzieś czytałem”.
    Co nie zmienia faktu, że też stawiam ten komiks w czołówce obok Destylucha, melodii i tego z cyferkami. ;)

  • KRYstian

    Jak zobaczyłem, że artykuł o Kolektywie jest na Motywie to mi Blob upuścił w gacie. Cieszę się strasznie, że nie zostałem srogo zrugany. Dzieny za ciepłe słówko.

  • Jakbyście spotkali ludzi czytających Kolektyw do góry nogami, to cyknijcie dla mnie zdjęcie na pamiątkę.

  • Fajnie ,fajnie.
    Heh, nie lubię jak ktoś pisze ,że mam wyrobiony styl. Bez względu na to czy pozytywnie czy nie. Sam nie wiem czemu , chyba wydaje mi się to jakimś ograniczeniem.
    To tak nawiasem. Ciesze się ,że komiks się spodobał ;] .

    co do wątku fabuły Tomasza – robicie widły z igły. Walka człowieka ze słońcem to ,może nie popularny, ale dosyć znany motyw. Tyle odnośnie tego.

  • ..a mowilam, zeby wziac bardziej czytelna wersje loga /:

  • Tak naprawdę okładka wygląda, jakby magazyn nazywał się „Gra” i miał temat „Kolektyw”. Z pandą.

  • Una: a to jest ta bardziej czytelna ponoć…

  • godai, toc ci dawalam inną z normalnym e/k, to powiedziales, ze wolisz to bardziej pojebane polaczenie.

  • To, między którymi zobaczyłem różnicę dopiero po ok. 8 minutach. Chyba chodziło tu o większą ogólnie czytelność i mniejszą zwartość logo, niż o te dwa skrawki dwóch liter.

  • Oj, Pawle, chyba nie grałeś w Residenta czwórkę nigdy, wtedy byś wiedział o co cho w odcinku z … no, Residentem czwórką:] A pomysł powstał długo przed Kolektywem, tylko przypasował do tematu. To tak gwoli wyjaśnienia.

  • No, nie grałem. :]

  • Polecam, bardzo świetna gra:]

  • W RE4 grałem przez 30 godz. nonstop, bez snu, paląc elementa baśniowe co rusz. Jak rugałem ostatniego bossa, wpadli znajomi z grzybkami w zalewie miodowej i wódką. Zjadłem, wypiłem, dopaliłem i poszedłem w miasto. Przy okazji zabrałem ze sobą roślinkę z klatkowego parapetu, żeby mieć przy sobie „herba”. Pamiętam jeszcze mgłę, która spowiła tej nocy Toruń, jakieś szepty i światła.

    Koniec opowieści.

  • @artmac – od jakiegoś czasu przymierzam się do 4 lub 5 :)

Dodaj komentarz