Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Torpedo tom 1


papier · komentarzy 16

Torpedo

Wydawać by się mogło, że w temacie „amerykańskich gangsterów lat międzywojennych” nie można powiedzieć już nic nowego. Od prawie stu lat literatura, film, a także komiksy karmią nas obrazami mniej lub bardziej wykolejonych przestępców z dymiącymi Thompsonami w dłoniach. Wydany niedawno przez Taurus Media „Torpedo” po raz kolejny zabiera nas do wielkiego amerykańskiego miasta doby prohibicji, ale mimo faktu, że komiks powstał ponad 20 lat temu, jest to podróż, w którą warto dać się porwać. I wywieźć do jakiegoś opuszczonego z powodu wielkiego kryzysu magazynu.

Luca „Torpedo” Torelli jest typowym płatnym mordercą, lokującym się gdzieś na średnich szczeblach przestępczego świata. Ciągle są tacy, przed którymi musi się kłaniać, ale grono osób, u których wzbudza strach i respekt stale się powiększa. Album stanowi zbiór kilkunastu, luźno ze sobą powiązanych perypetii Torpedo, który okazuje się znacznie bardziej ciekawą postacią, niż można by sądzić po jego całkiem typowym dla uzbrojonego bandziora wizerunku widniejącego na okładce pierwszego tomu. Która swoją drogą tylko w internecie ma różowe liternictwo – na papierze jest to odpowiednio stonowana czerwień.

Otwierająca tom pierwszy historia zaczyna się sceną, która w jednoznaczny sposób kojarzy się z dziesięć lat późniejszym „Sin City” Franka Millera. Oto Luca budzi się rano, a obok w niego w łóżku leży urokliwa blondynka. Żywa, bo Torelli nie wykonał rozkazu. Zauroczony smakiem jej „mięsistych ust”, kombinuje, jakby tu zgarnąć kasę za zlecenie, bez konieczności pociągania za spust. U Millera zimne zwłoki Goldie są dla Marva zaczątkiem krwawej krucjaty, w komiksie Abuli i Totha pełen nerwowości poranek pary kochanków jest początkiem dla krótkiej, przewrotnej historii o wielkim kręgu, jaki stanowią kobiety, władza i pieniądze. Następne układają się w spójny obraz świata, w jakim żyje Torpedo – świata, w którym nie ma miejsca na sentymenty i liczy się jedynie kasa.

Torpedo

Bohaterowie „Sin City”, mimo że byli przestępcami, mieli w sobie jakiś okruch zwykłego ludzkiego dobra, z którym łatwo mogliśmy się utożsamić – Marv owszem, był zbirem, ale honorowym i lojalnym względem przyjaciół. Torelli jest lojalny wyłącznie względem siebie. Śledząc jego kolejne przygody, siłą rzeczy zaczynamy mu kibicować – ciekawe, jak tym razem poradzi sobie z wyzwaniem, jakie postawili przed nim autorzy – myślimy. I co jakiś czas Abuli, scenarzysta, wali nas taką sceną między oczy, że miejsca na sympatię względem Torelliego zostaje bardzo mało. Bo jak tu lubić faceta, który gwałci przerażone kobiety lub własnymi rękami tłucze na śmierć bezbronnego inwalidę? Potrafi imponować przebiegłością i sprytem, pomagającą mu się rozprawić z przeciwnikami, którzy w większości są podobnymi do niego zbirami, ale z drugiej przeraża wyrachowaniem i bezwzględnością, a z jeszcze kolejnej rozbawia językową nieporadnością i zgrabnymi powiedzonkami w rodzaju:

– Wpadłem na genitalny pomysł.
– Mówi się: genialny.
– Nie, genitalny, bo zagramy na jajach Jacka i jego plemienia.

Torpedo jest bardzo dwuznaczną postacią i nawet jeśli większość jego przygód zanurzona jest w czarnym humorze, to on sam raczej mało się uśmiecha. Dla równowagi czasem też mu się coś nie udaje, co pozwala lekko odetchnąć, że istnieje jeszcze jakaś sprawiedliwość i nawet taki szczwany lis jak Torelli ma swoje ograniczenia. Można powiedzieć, że jest on wzorcowym odzwierciedleniem stworzonego przez autorów świata, który mimo że nie jest tak krwawy i brutalny jak „Sin City”, to nie pozostawia wątpliwości co do tego, że kryminalne podziemie nie jest dobrym miejscem dla romantyków. Gangsterzy są źli, policjanci nadużywają swojej władzy lub są skorumpowani, przestępstwa popełniają wszyscy – Włosi, Irlandczycy, czarni, biali, bez żadnej taryfy ulgowej. Kobiety są oczywiście piękne, ale jedynie część z nich posiada pazury, którymi może się bronić.

Torpedo

Za większość rysunków w „Torpedo” odpowiada Jordi Bernet, poza dwoma początkowymi historiami narysowanymi przez Alexa Totha, nieżyjącego już weterana amerykańskiego rynku. Jego styl jest bardzo oszczędny, ale niesie ze sobą posmak historii obrazkowych ze złotej ery komiksu w Stanach. Rysunki Berneta są o wiele bardziej drapieżne, potrafią wręcz zaimponować szczegółem i dynamiką. Nawet jeżeli uznamy „Torpedo” za pulpę, to jego warstwa graficzna znacząco odstaje od poziomu, do którego przyzwyczaiły nas różnego rodzaju frankofońskie produkcyjniaki ze swoimi plecami konia.

Można załamywać ręce, że Taurus znowu to zrobił – znowu wziął się za wydawanie serii w kraju, który seriom nie sprzyja, jednakże „Torpedo” jest wart uwagi, nawet jeżeli wydawcy nie uda się ściągnąć pozostałych czterech tomów na nasz rynek. Za pierwszym razem przeczytałem go w pewnym pośpiechu i nie zrobił na mnie większego wrażenia, jednakże jest to komiks, który zdecydowanie zyskuje przy bliższym i uważniejszym poznaniu. Jeżeli macie ochotę na inteligentny, męski komiks środka, daleki od sentymentalnych gangsterskich historyjek w rodzaju cyklu „Milczenie i krew”, to „Torpedo” jest dla Was. I do poczytania, i do pooglądania.

komentarzy 16

  • Ja się w sumie ciągle zastanawiam jak czytać „Torpedo” i nie jestem w stanie sobie odmówić, aby chodzić po domu pokrzykując „toooorpiiiiidoooo”

  • No ja mam nadzieję, że Taurus da jednak radę. Drugi tom będzie na pewno. Jak trochę ogarnę przeróżne obowiązki, to wezmę się za tłumaczenie. Po lekturze dwójki mam wrażenie, że jest jeszcze ostrzejsza.

  • Czekam na wypłatę i kupuję jak najszybciej. Ostatnio jakoś pociągają mnie takie klimaty, zastanawiam się nawet, czy sobie Dicka Tracy nie sprowadzić – to dopiero pachnie Złotą Erą.

  • Blacksad

    Paweł, Dick Tracy to jednak co innego – Kodeks Komiksowy obowiązywał, zło musiało zostać ukarane, krwi i cycków nie uświadczysz. Zatem z Torpedo za dużo wspólnego on nie ma, poza tą czysto wizualną warstwą – w sensie płaszcze, kapelusze i fajne bryki.
    @ qba – społeczność pomoże Ci w obowiązkach, byleś się za Torpedo 2 wziął. Mogę kota na spacer wyprowadzać – mam wprawę!

  • zatłukuje ?

  • Ciekawy neologizm, ale jak dla mnie brzmi głupio. (tak czepiam się pierdół)

  • JAPONfan

    Jak mawiał pewien bibliotekarz widząc kiść bananów „Uuk Uuk”.

  • nakrecilem sie po recenzji na ten komiks strasznie…

  • Trekker: kupuj, nie powinieneś być zawiedziony!

  • JAPONfan

    JA sie na niego nakrecilem jak trafilem na rysunki na jakiejs francuskiej/hiszpanskiej stronie jakis rok temu.

  • Okej, wygrałeś konkurs na najbardziej nakręconego!

  • @Blacksad – to czemu Toeplitz pisze o Dicku: „jest odbiciem świata jako miejsca grzesznego, zdegradowanego, przeżartego korupcją” „Gould wprowadza brutalność jako zasadę akcji” „Tracy jest gorzkim produktem czasów depresji i kryzysu”. W latach 30.,40. Kodeks jeszcze nie obowiązywał… Liczyłem na coś w klimacie gangsterskim, gdzieś pomiędzy „Torpedo” a „Wrogami publicznymi”, oczywiście wiedząc, że Tracy w końcu wygrywa.

  • @ Blacksad: nasze dwa koty są niereformowalne, one na spacer nie wyjdą, nie ma takiej możliwości :lol: I jeszcze jest żółw Bonifacy do opiekowania się nim.

    Skoro Taurus na Alei Gangsterów napisał już, że tłumacze obiecali do konca roku przetłumaczyć, to tak zrobią. Czyli w 2010 będzie.

    A doktorat sobie skończę kiedy indziej ;-)

Dodaj komentarz