Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Karton: wrażenia i fotorelacja


imprezy, papier · komentarzy 16

Karton
Gdy pierwszy raz pisałem o „Kartonie”, byłem pełen etuzjazmu – projekt to zarazem ambitny i genialny w swej prostocie. Magazyn komiksowy ze stałymi seriami – tutaj cartoonowymi – rozbudzał nadzieję, że zobaczymy coś, czego nie widzieliśmy od prawie pięciu lat. Nasz rynek jest przecież ubogi w regularnie wydawane seriale – na „Wilqa” trzeba zazwyczaj czekać, a samymi „Wartościami rodzinnymi” człowiek żyć nie będzie. I chociaż wszyscy wiemy, co dzieje się z papierem niefrasobliwie zostawionym w kieszeni pranych spodni, zadajmy to sakramentalne pytanie – jak wyszedł „Karton” w praniu?

Lekturę zaczynamy od „Szczypty realizmu” Marka Oleksickiego, który swoim geriatrycznym pin-upem po raz kolejny zaprezentował swój kunszt w posługiwaniu się czernią i bielą – paradoksalnie jest to jedna z rzeczy robiących w „Kartonie” największe wrażenie. Stopka i spis treści okraszone są paskami zatytułowanymi „Wyjście” (podtytuł „Komiks sponsorowany przez stowarzyszenie: «Na trzeźwo jest strasznie, ale jest na trzeźwo»”) autorstwa Karola Kalinowskiego, który operując dość ogranymi żartami nt. alkoholizmu, stworzył rzecz tyleż sympatyczną, co wietrzejącą z głowy niczym charakteryzujący się tym samym przymiotnikiem atrament. Pomimo że w zapowiedziach pisano o prezentowaniu na łamach „Kartonu” nowych bohaterów i serii, znalazło się miejsce dla Marka Lachowicza i Tomka Kuczmy, którzy prezentują dawno nieoglądaną i znaną skądinąd „Grand Bandę”, czyli serię shortów o podbojach dwóch babć – serię znakomitą, chwytającą swoim prostym acz inteligentnym humorem. Obecność „Grand Bandy” uważam za pewną niekonsekwencję w linii pisma, lecz robi ona „Kartonowi” wyłącznie dobre. Dzięki temu każdy komiksowy Mamoń będzie zadowolony.

Witaj
Gdybyście jeszcze nie wiedzieli, co to jest „Karton”, po kliknięciu w obrazek sprawa się wyjaśni. Scenariusz: Bartosz Sztybor, rysunki: Tomasz Pastuszka, tusz: Piotr Nowacki.

„Ćmy” Tomka Pastuszki są chyba najlepiej zapowiadającą się serią magazynu, chociaż może to być złudzenie wynikające z tego, że jest to najdłuższy (aż siedmiostronicowy) komiks pierwszego numeru „Kartonu”. Opowiada o sąsiedzie superbohatera, który – jak się domyślamy – nie ma lekko. Asu sprawnie wprowadził origin superbohatera, a także zamknął odcinek w sposób, który nie wywołuje uczucia niedosytu. Niestety tego samego nie można powiedzieć o „Flatties” Ewy Juszczuk i wspomnianego Asu. Chociaż rysunki są wielce zachęcające, nie można tego powiedzieć o całości historii – gdybym nie wiedział, że ma to być serią, uznałbym komiks za urwany, lekko chaotyczny – w tym przypadku, aby powiedzieć więcej, trzeba poczekać do następnego odcinka. Zawodem numeru jest dla mnie „Byle do piątku trzynastego” Bartosza Sztybora i Piotra Nowackiego – można było mniemać, że będzie to jedna z serii, która tryskać będzie humorem. Okazało się jednak, że codzienne życie morderców jest po prostu nudne. W „Byle do piątku…” możemy zobaczyć klasyczne „komiksowe wprowadzenie bohaterów” – wszyscy mówią sobie po imieniu w pierwszej wypowiedzianej kwestii, z nowymi bohaterami jesteśmy zapoznawani dość jednostajnie. Te elementy, wraz ze stosunkowo dużą ilością dialogów, nie złożyły się na tych pięciu stronach w spójną całość. Sztybor wprowadził chyba wszystkich swoich bohaterów, więc należy mieć nadzieję, że nie odsłonił też wszystkich kart.

„Cosmocosmosis” Bartosza Szymkiewicza i Macieja Łazowskiego to tak naprawdę zmarnowane dwie strony. Jak na wprowadzenie do serii to stosunkowo za mało, a twórcy „Hell Hotel” ni to błysnęli jakimś gagiem, ni zaintrygowali tematyką. „Cosmocosmosis” można potraktować jako żart – wprowadzenie we wprowadzenie, które – poza robotami – czytelnika pozostawia z niczym. Po „168” Marcina Surmy widać, że jest to zalążek jakiejś dłuższej, obyczajowej historii – nie wiemy dokąd podąża, wokół czego tak naprawdę będzie się skupiać, nie dowiadujemy się zbyt wiele o bohaterach. Rysunki Marcina cieszą oko podobnie jak „Flatties”, a historia kończy się intrygująco. Seria jest wielką niewiadomą. Juanele, czyli gość numeru, wspomógł „Karton” swoją „Karate Babcią”, a my w gruncie rzeczy nie wiemy, dlaczego ta babcia jest karate, o co chodzi w całej tej akcji z jej urodzinami oraz szaloną rodzinką i jest to najpewniej wina tego, że to jedynie wycinek z całej serii o karate babci. Na pocieszenie – rysunki Juanele to rasowy cartoon. Na sam koniec dwie jednoplanszówki – bardzo udana rysunkowa reklama odtwarzacza mp3 (dzięki której „Karton” kosztuje tylko piątaka) oraz „Diogenes”, o którym można jedynie powiedzieć to, że jest to jedyny kolorowy komiks w „Kartonie” i wygląda wyśmienicie – chociaż temu dziwić się nie powinno, bo odpowiada zań Przemek Surma.

Diogenes

Na premierze parę razy padło hasło „Produkt”. Porównywanie „Kartonu” do „Produktu” nie ma jednak większego sensu – w dzisiejszych czasach, przy założonym trzymiesięcznym cyklu wydawniczym „Karton” nie będzie miał szans stać się tym, czym był „Produkt” w latach swojej świetności. Liczę na to, że „Karton” w następnych odsłonach będzie liczył więcej niż 36 stron, ponieważ marne dwie, trzy, pięć stron jednego czy drugiego serialu po prostu nie zadowala – czuje się niedosyt, a wydaje mi się też, że nie każdy twórca potrafi dobrze wykorzystać tak nieznaczną ilość miejsca na coś, co ma mieć dalszy ciąg. Podobnie z cyklem wydawniczym – czekanie trzech miesięcy na kolejną odsłonę „Diogenesa” mija się trochę z celem, także mam nadzieję, że redakcja „Kartonu” przekalkuluje to wszystko i w drugim numerze wprowadzi małe zmiany. Podsumowując zatem – „Karton” lekko się sprał, ale ma szansę stać się jasną gwiazdą w naszej rodzimej komiksowej konstelacyjce. Póki co moim ulubionym niezeszytowym serialem pozostaje jednak „Fotostory” z często krytykowanego przeze mnie „Ziniola”. Obu magazynom życzę pomyślności.

Kronika towarzyska Konrada:
Bez względu na wrażenia po lekturze pierwszego numeru „Kartonu”, trzeba przyznać, że jego prapremiera udała się znakomicie. Frekwencja znacząco przewyższała tę znaną z regularnych spotkań warszawskiego środowiska, przyszło sporo osób „z zewnątrz”, co może tylko cieszyć. Były rozmowy, były autografy autorów, były tajne gadżety dodawane do każdego egzemplarza magazynu – to jest specjalne karty z wizerunkami bohaterów występujących w „Kartonie”. W sali obok trwały rozgrywki w Go, ale chyba nie przeszkadzaliśmy im za bardzo. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że następna okazja do takiej imprezy pojawi się w miarę szybko.

Poniżej publikujemy kilka zdjęć z czwartku, wykonała je dla nas Olga Skowrońska. Dziękujemy.

komentarzy 16

  • Na tym jednym zdjęciu timof z gonzem to takie dwa przystojniaki, że aż się zastanawiałem, czy opublikować to zdjęcie, coby uniknąć nalotu fanek.

  • „Tajne gadżety” czyli że co? Że nie wspominać co i jak? Jak tak do dajcie znać to jeszcze zrobię poprawkę do KX :]

    A z recką się generalnie zgadzam.

  • Nie no, masz racje, można znieść zasłonę milczenia.

  • Karton jest OK. Liczyłem, że będzie mega wypas, więc się trochę przeliczyłem, ale ogólnie daje radę i nadzieję na lepsze jutro. Serie mają szansę się rozkręcić i liczę na to, że z każdym numerem będzie tylko lepiej.

  • No właśnie ja też miałem spore oczekiwania, chyba za duże, że w środku znajdę coś co sprawi, że będę głośno chichotał, jak przy „Wilq”. A tak uśmiechnąłem się pod nosem tylko parę razy.

  • Motywie, zawsze(?) do usług!

  • No jasne, że zawsze. Raz podpisany cyrograf obowiązuje, dopóki nie spotkamy się w Rzymie.

  • Konrad na tym jednym foto (zapewne wiesz ktorym), jak je widze to az sie cisnie pytanie „jak długo jesteście ze sobą”? xD

    Aczkolwiek wsyzedłes giiit. :)

    Pozdrawiam

  • Nie zgraliśmy się z Arczem, on też powinien był zrobić rozanieloną minę.

  • Za tydzień powtórka, da się naprawić.

  • ale teraz przynajmniej dzięki tej fotorelacji wiem, jak wygląda mój drogi imiennik, Jaszcz.

  • JAPONfan

    Konrad, bosko wygladasz z profilu.

    Po sposobie trzymania kieliszka wnioskuje ze pjp pił wodę.

  • Jeszcze bardziej podkręciliście moją ciekawość. Karton na pewno nabędę na MFK, z ciekawości i dlatego, że to grzech nie wspomóc startujący kwartalnik komiksowy, zwłaszcza, że za tak małe pieniądze.
    Mam nadzieję, że się załapię jeszcze na dodatek.

  • Ja porównywałem do Produktu, ale tylko olfaktorycznie. No weźcie, wąchnijcie, nie wracają wspomnienia?

Dodaj komentarz