Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Braterski Stalowy Alchemik


animacja, telewizja · komentarzy 12

metaltytul

Najpopularniejszymi obecnie mangami dla chłopców w Japonii są „One Piece”, „Bleach” (który zaraz pojawi się w Polsce), „Naruto” oraz „Fullmetal Alchemist” – triumfujący w wydawnictwie J.P.F. Ostatni komiks dorobił się już dwóch ekranizacji – pierwszą emitował niegdyś kanał Hyper, drugą zaś każdy internauta może właśnie legalnie oglądać na YouTube, z polskimi napisami. Mając na uwadze tak przyjazną emisję, postanowiłam przybliżyć Wam nową serię – „Fullmetal Alchemist Brotherhood”.

Choć „FMA: Bractwo” jest drugą adaptacją mangi, nie oznacza to, że nieznający wersji papierowej powinni się zrażać, bowiem seria pokazuje losy dwóch alchemików – Edwarda i Alphonsa – od początku, ściśle trzymając się komiksu. Pierwsze anime, emitowane w 2003 roku bardzo odbiegało od oryginału i proponowało własne zakończenie. „Bractwo” wystartowało w kwietniu tego roku i obecnie ma 21 odcinków. Pokrywa to ok. 10 tomów mangi – akcja z komiksu została bardzo zintensyfikowana, co wielu osobom się podoba, innym zaś narzucone tempo wydaje się być zbyt szybkie. Osobiście należę do tej pierwszej kategorii – zachwyca mnie brak dłużyzn, bardzo częstych w shonenach. Jedyne, co może sprawić trudność nowym czytelnikom i widzom, to fabuła pierwszego odcinka – jest on typowym „pilotem”, którego akcja ma nieokreślone miejsce w opowieści, poznajemy w nim najważniejsze postacie i dostajemy zarys dalszej intrygi. Na szczęście każdy myślący człowiek będzie w stanie wydedukować, o co chodzi, zwłaszcza jeśli obejrzy parę dalszych odcinków. W nich czeka na widza już tylko parę pytań i chwil zamętu – w zasadzie nie powinny istnieć, ale trudno dobrze uatrakcyjnić coś, co zapaleni fani już widzieli. Dlatego można wybaczyć studiu Bones tych parę pomyłek. Zwłaszcza, że gdy już akcja wskoczy na odpowiedni tor, zabawa jest przednia.
mustang

„FMA” opowiada o losie dwóch braci alchemików – Eda i Ala, którzy, chcąc wskrzesić zmarłą matkę, przełamali największe tabu alchemii, transmutację ludzi. Rodzeństwo za swój czyn musiało zapłacić wysoką cenę, a całe jego życie legło w gruzach. Teraz bracia Erlic zrobią wszystko, aby je przywrócić, nawet jeśli oznacza to wstąpienie do armii i zostanie „wojskowym psem” oraz, oczywiście, narażanie się na wiele niebezpieczeństw. Z początku bohaterowie szukają jedynie kamienia filozoficznego, jednak bardzo szybko Ed i Alphonse zaczynają wplątywać się w znacznie większą intrygę, sięgającą najwyższych szczebli wojska i najobskurniejszych sal podziemnych laboratoriów. Kolejnymi zamieszanymi w nią postaciami są pułkownik Roy Mustang (ulubieniec wielu fanów) wraz ze swoimi żołnierzami oraz grupa przybyszów z kraju Xing, szukająca receptury na nieśmiertelność. Walczą oni z tajemniczymi istotami – noszącymi imiona po siedmiu grzechach głównych – których pokonanie z początku zdaje się być wręcz niemożliwe. Braci wspomaga również Winry Rockbell, przyjaciółka z dzieciństwa, wspaniały mechanik.
ed

Animacja w serialu prezentuje wysoki poziom, który widać zwłaszcza przy wszystkich efektach związanych z alchemią i walkami. Potyczki są dynamiczne i ciekawe, co oczywiście niezbędne jest w każdej produkcji typu shonen. Tła są za to bardzo proste, widać, że za priorytet wzięto postacie. Jak już wspomniałam, akcja prowadzana jest bardzo szybko. Prócz tego często można ujrzeć podzielony ekran, dzięki któremu widz może obserwować sytuacje z paru perspektyw – osobiście nie jestem fanką takiego zabiegu, ale niewątpliwe skraca on czas sceny, zawierając np. trzy ujęcia w jednym, które przy normalnym układzie pojawiałyby się zapewne jedne po drugim. Muzyka w „FMA: Bractwo” ma swoje lepsze i gorsze momenty, choć generalnie wychodzi na plus. Na szczególną uwagę zasługują dwa pop-rockowe openingi, świetnie złożone (oczywiście typowo po japońsku) z animacją – w pierwszym ujrzymy nawet zupełnie udany krótki lipsync.

Polskie tłumaczenie pojawiające się na YouTube (włączamy je za pomocą przycisku „turn on captions”) nie należy do najlepszych, ale jest zadowalające. Całość nie jest tłumaczona przez jedną osobę i często widać, że ktoś z tekstem radzi sobie lepiej, a ktoś inny gorzej. Kolejne odcinki pojawiają się co środę i w jakości HD wyglądają ślicznie. Osobiście zachwycona jestem taką emisją serialu, który inaczej musiałbym zdobywać drogą okrężną lub czekać całą wieczność na wydanie go na DVD. Być może niedługo więcej anime będzie można oglądać właśnie w taki sposób – bardzo by mnie to cieszyło.

komentarzy 12

  • a propos FMA. tak jak pierwsza seria anime była całkiem bomba, jak dla mnie, to już wieńcząca całość pełnometrażówka była tak smutno zjebana, że mnie skręca z bólu na samą myśl.

  • W takim razie dobrze, że jej nie widziałam :)

  • A ja sie przyznajm że obejrzałem ten serial z 2003, zawiodłem się, uznając że to straszny crap. Potem trafiły do moich rak cudem pierwsze trzy tomy JPF i się zdziwiłem, bo to jednak było całkiem fajne, a może inaczej – fajniejsze – fabularnie było lepiej rozwiązane. „Tylko”. Ja nie widzę alchemii. To banda czarodziejów machająca łapami w powietrzu. Klimat jest nieokreślony, wygląda to tak jakby Japończycy starali się stworzyć fantasyśredniowieczny świat europy, ale zrobili z tego coś niesamowicie eklektycznie do siebie nie pasującego. Czyli jak zawsze to samo.

  • Wielkim fanem jestem pierwszego anime. Z mangą jestem na bierząco i powiem, że obie formy są całkiem niezłe. Chociaż i tak nie przebijaja dla mnie One Piece (fajnie, że wspomniałaś o nim).
    FMA:B obejrzałem 3 odcinki chyba, animacja i openingi całkiem niezłe są, jednak aby w pełni docenić serial, należy znać mangę.

  • „od początku, ściśle trzymając się komiksu.”

    Nie , nie trzyma się. No ale i tak dużo bardziej nawiązuje do mangi niż poprzednie anime.

  • powiem szczerze, że zarówno mangę i anime omijam szerokim łukiem. nie podoba mi się i już, i nie jestem w stanie się przemóc, mimo to jak coś nowegeo zastanę na Hyperze staram się zobaczyć chociaż 5 minut, żeby to chociaż świadomie odrzucić.
    a FMA mnie wciągnął, obejrzałam końcówkę pierwszego czy drugiego odcinka i mnie zantrygował. potem niechcący trafiłam na jakiś późniejszy odcinek i go pochłonęłam w całości. i tak oto stałam się wielkim fanem serii (chociaż koniec łącznie z pełnometrażówką to jakaś melodramatyczna pomyłka, to przyznam).
    mimo to jestem pewna, że mangowego pierwowzoru nigdy nie dotknę. ale dzięki za link do youtube’a – na pewno się za to zabiorę!

  • @ Dr.Agon
    One piece to jest natomiast coś do czego ja muszę dorosnąć…Próbowałam anime ale nie dałam rady, podejrzewam, że manga jest fajna, nawet tam ją kiedyś zaczęłam, ale ni chce mi się całej na necie czytać…

  • @zuziako Czy ja wiem, czy trzeba dorastać. Spory procent mojego „Ja”, które ciągle jest dzieckiem, piszczy, skacze i wrzeszczy na cały głos oglądając One Piece. Obejrzałem pierwsze 100 odcinków z 10 razy, a później się rozkręca jeszcze lepiej. Jedynym mankamentem jest grafika, o ile na początku kreska się trzyma, to później zaczyna się chrzanić. Ale da się przeżyć.
    Mangę też czytałem, chcesz ci mogę podrzucić to i to.

  • @Agon
    Tak sobie żartowałam z tym że „dorosnąć” :) Posiadasz mangę w tomikach którą mógłbyś pożyczyć? Bo mi właśnie chodzi o to ze strasznie nie chce tego na kompie czytać, bo to jednak nie to samo…

  • Z FMA mam tak jak z Hellsingiem. Pierwsza wersja była genialna, dopóki nie zobaczyło się tej drugiej. (Chociaż pełnometrażówka FMA to dno, nie wiem, kto pozwolił to im nakręcić.)
    Ogólnie jest wystarczająco śmiesznie i poważnie, ich alchemię kupuję bezkrytycznie, a całości smaku dodaje Ed. <3

  • Przyznam się, że jestem maniakiem FMA. To jedyna manga którą obecnie kupuję. Oglądałem oczywiście całą pierwszą serię (jak na tamte czasy była całkiem ok – czasy sprzed mangi) i film pełnometrażowy (aaaarrrrghhhh!!). Namiętnie czytam mangę, bo jest GENIALNA. Miejscami zabawna (z humorem na poziomie), miejscami dołująca i smutna (straszny 15 tom o wojnie). Wszystko jest odpowiednio wyważone. Kozackie walki są. No i bohaterowie, których wprost nie da się nie lubić ;)
    Autorka (krowa :P) chyba długo myślała nad fabułą, bo intryga przedstawiona w mandze jest … misternie uknuta ;) Jezu, serio – Fullmetal Alchemist to jedna z najlepszych rzeczy jakie zdarzyło mi się czytać – w ogóle. Tylko trzeba przez pierwszy tom przebrnąć – na tle reszty jest słaby, zarówno rysunkowo jak i fabularnie. Reszta ma wysoki, RÓWNY poziom.
    Drugą serię też oglądam (BTW – są 22 odcinki). Nie towarzyszą jej już takie emocje jak przy pierwszej serii, wszakże wiemy już co nieco z mangi jak i 1 serii. Brotherhood ma niby być „wierny mandze” – i z grubsza jest. Niestety różni się szczegółami, które często denerwują ;) Np. odcinek o treningu u Mistrza (-TRENING?! MISTRZ?! ciszaa… xD) jest wg. mnie całkowicie zepsuty…
    Jeśli chodzi o animację to oczywiście nie ma porównania z pierwszą serią. Wiadomo – kilka lat i różnica ogromna w jakości.
    Generalnie w PL 17 tom ma wyjść w październiku. Oryginał dobija do 22 (już w zapowiedziach) i z tego co mi wiadomo historia powoli zmierza ku końcowi (przynajmniej tak twierdzą wszyscy Ci, którzy czytają skany na bieżąco). Myślę, że całość zamknie się w 24-25 tomach. Bo co za dużo to nie zdrowo.
    pozdro!

  • O, to prawda, co za dużo to nie zdrowo! Jak FMA się w 25 tomach zamknie to będzie kolejny duży plus!
    Teraz są 22 odcinki a jak się przeczyta ten tekst w przyszłym tygodniu to będą już 23 :)

Dodaj komentarz