Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Usagi Drop


manga · komentarzy 11

usagititle
Raz na jakiś czas pojawia się manga, która natychmiast chwyta mnie za serce i nie pozwala o sobie zapomnieć. Tak właśnie jest z „Usagi Drop” autorstwa Unity Yumi, uroczą obyczajową historią o 30-letnim Daikichim, który decyduje się zająć małą osieroconą dziewczynką – Rin. Brzmi sztampowo? Być może, ale czy wspomniałam, że dziewczynka jest w rzeczywistości jego ciotką?

Jak doszło do tak dziwnego połączenia? W dzień pogrzebu dziadka głównego bohatera cała rodzina dowiaduje się, że świętej pamięci pan Soichi ma… nieślubne dziecko, z którym na dodatek mieszkał już przez wiele lat, tylko że jakoś nie kwapił się o tym wspominać. O matce dziewczynki nie wiadomo nic, mała Rin nie rozumie, co się wokół niej dzieje, a chmara wujków, babć i sióstr zostaje postawiona w trudnej sytuacji. Nikt nie garnie się przygarnąć brzdąca i – kiedy już w rozmowie pada słowo „internat” – Daikichi podejmuje najbardziej męską decyzję w życiu i postanawia wychowywać córkę dziadka. Dla niego i Rin rozpoczyna się nowy okres, pełen zmian, na które oboje nie są jeszcze przygotowani.

daikichi

Opis pochodzi jakby z opery mydlanej, ale jeśli ktoś spodziewa się melodramatu, to będzie srogo zawiedziony. W „Usagi Drop” akcja toczy się bardzo „normalnie”, tzn. wyzwaniami Daikichiego będą: znalezienie dobrego przedszkola, nawiązanie komunikacji z Rin i ułożenie grafiku w pracy, a nie szukanie na gwałt nowej matki i rozpaczanie nad biedną sierotą. Oczywiście, pojawi się wątek prawdziwej mamy dziewczynki, ale nie znajdziemy w nim wielu łez i histerii, raczej rozmowy o zmianie nazwiska i prostych planach na przyszłość. Prócz tego czytelnik zobaczy, jak wygląda w Japonii system edukacji i czego oczekuje się w nim od rodzica – taka sytuacja jak 3-letnie dziecko idące po lody o godzinie 22, nie ma prawa się wydarzyć. Uwidocznionych również zostaje parę problemów japońskiego społeczeństwa. Jest to ciekawa lektura, pokazująca rozterki młodego rodzica w sposób naturalny a nie wymuszony i przerysowany.

usagi

Styl rysunków „Usagi Drop” jest prosty, wręcz ubogi, ale pasuje do nieskomplikowanej historii. Zgrzyty dotyczą jedynie twarzy, które czasami wyglądają dziwnie u postaci drugoplanowych. Oczywiście pojawia się też problem podobieństwa osób, choć na szczęście nie jest to poziom typowych japońskich komiksów dla dziewcząt, w których wszystkie bohaterki wyglądają identycznie, a rozróżnić je można jedynie po kolorze włosów (patrz Arina Tanemura). Tła często zastępowane są zwykłą białą plamą lub inną teksturą, co zaoszczędza autorce czas, ale czytelnikowi nieprzyzwyczajonemu do mang może się nie spodobać. Warto się jednak przemóc, bo to nie grafika a nastrój jest w „Usagi Drop” najważniejszy.

Manga ma obecnie 5 tomów, wychodzi od 2005 roku i choć na razie niestety trzeba się wspierać pirackimi skanlacjami, to chodzą plotki, że już niedługo ukaże się w Stanach oficjalne tłumaczenie. Warto poczekać.

komentarzy 11

  • „pirackimi skanlacjami”?? Zrobilem ekspresowy research i…

    http://www.onemanga.com

    Jakby zabraklo kiedys komiksow do omawiania… :]

  • mike: dzięki za podrzucenie linka do serwisu z całym oceanem pirackich skanlacji, ale następne teksty na ich podstawie raczej się prędko nie pojawią :)

  • Swoja droga ciekawe na jakiej zasadzie ta stronka jeszcze funkcjonuje. Prawie 1000 mang, tylko nieliczne wycofane za naruszenie praw autorskich… Forpoczta krzewienia wiary w mange przy cichym blogoslawienstwie anglojezycznych wydawcow do czasu wydania (i zajumania tlumaczenia)? Ki diabel…

  • Myślę, że działa na zasadzie – dopóki ktoś się nie upomni, to skan wisi, bez jakiś sentymentów. Tego rodzaju stron są dziesiątki, więc wydawcom trudno z tym walczyć. Dodatkowo dzięki popularności języka angielskiego z tego zbioru korzystają osoby spoza krajów angielskojęzycznych. Istnieją w Polsce grupy, które zajmują się skanowaniem i tłumaczeniem komiksów ze Stanów i niby chlubią się tym, że gdy komiks wydawany jest po polsku, to one usuwają swoje tłumaczenia, ale jak już coś raz puścisz w sieć to przecież nad tym nie zapanujesz.

  • nieladnie sie przyznawac do korzystania z nielegalnych rzeczy, nieladnie:(.

  • No, ładniej jest się nie przyznawać.

  • Ladniej nie mowic nic:P. Przeciez nikt nie pytał, a to tak mało profesjonalnie wyszlo…

  • Ale takiego Bleacha, czy Death Note’a i pewnie kupę innych tytułów można było i nadal można czytać po polsku za pośrednictwem internetu, a mimo bez strachu, że się nie sprzeda wydają te tytuły. Sprzeda się i to bez problemu. Tak jak z Latającym Cyrkiem Monty Pythona. Udostępnili za darmo, sprzedaż paradoksalnie niby wzrosła. Bleach jest w sieci, na bierząco można czytać po polsku najnowsze chaptery, a i tak pełno ludzi go kupi, więc nie wydaje mi się żeby warto było starać się zapanować nad takimi stronami.

  • Cale te rozwazania czy cos udostepnione w sieci nielegelnie jest blee czy nie powinny chyba wrocic do mniej wiecej stolka tworcy. No bo jak rysownik/scenarzysta dostaje umowe na dzielo to wszystko jest fajnie poki wydawca dobrze funkcjonuje. Ale jesli w wyniku sieciowego obiegu wydawca traci to i artysta moze stracic na kolejnym slabszym kontrakcie, prawda? A jeszcze drastyczniej to sie jawi gdyby tworca byl wlasnym wydawca…

  • o…
    a ja ten tekst z 2 miesiące temu widziałem, jak Zuzia pisała. Myślałem, że go odrzuciliście w redakcji.
    A w tym tygodniu to co innego chyba miało się pojawić.

  • Bardzo chętnie zobaczył bym w empiku mangę zatytułowaną „USAGI DROP”, w sumie anime z tego co jest rozpowszechnione bardzo ładnie oddaje w pewnym sensie początek mangi i sporo osób obawia się ze dalsze perypetie Rin i jej opiekuna w formie anime będą raczej nie bardzo trzymające klimat jaki poznali do tej pory. Co do artykułu to bardzo podoba mi się przedstawienie mangi jako coś co nie jest sztampowe i oklepane i ma walory edukacyjne.

Dodaj komentarz